Dodaj do ulubionych

Czerwony Smok

IP: proxy / *.chello.pl 21.10.02, 15:59
Widział ktoś? Jak oceniacie ten film? Moim zdaniem jest niezly... dobrze
zagrany (w koncu Norton i Hopkins, a Watson zupelnie jak ślepa :), ogolnie
ladnie skrecony. Na pewno lepszy o d Hannibala (ale o to nie trudno). czekam
na wasze opinie
Obserwuj wątek
    • Gość: ksenia Re: Czerwony Smok IP: *.de.ihost.com 21.10.02, 16:11
      premiera jest dzisiaj o 20:15, wiec dopiero jutro rano cos bede mogla
      powiedziec :))
      ale jako wierny fan Doktora odliczam juz minuty do projekcji...;))
      ksenia
      • Gość: Benek Re: Czerwony Smok IP: proxy / *.chello.pl 21.10.02, 19:10
        hehe :) milych wrazen :)
        • Gość: Edziak Re: Czerwony Smok IP: *.in-addr.btopenworld.com 22.10.02, 10:11
          Troche rozczarowana, E.Norton wspanialy, E. Watson tez i reszta obsady dobra
          ale czegos temu filmowi brakuje, tajemniczosci i niepewnosci rozwiazania. O
          wiele lepszy niz Hanibal ale gorszy niz Milczenie owiec. Hopkins musi grac
          bohatera ktory jest mlodszy niz postac ktora gral ostatnio i to troche widac.
          Generalnie mozna obejrzec.
    • Gość: ksenia Re: Czerwony Smok - dość długie ;)) IP: *.de.ihost.com 22.10.02, 14:57
      Film jest wg mnie na mniej więcej 3+ w porywach do 4-. Zaznaczam jednak, że
      jestem „obciążona” wielokrotnym przeczytaniem książki i poprzednią ekranizacją
      powieści w reżyserii Michaela Manna. Obsada głównych ról jak dla mnie
      rozczarowująca; jedynie Emily Watson mnie przekonała w stu procentach. Niestety
      ani Norton, ani Fiennes nie spełnili oczekiwań zbyt bardzo odbiegając od
      książkowego oryginału. Will Graham to przecież facet, którego przerosły
      druzgoczące doświadczenia z przeszłości, ale z drugiej strony – jak słusznie
      zauważa Lecter – jest między nimi dwoma jakieś podobieństwo. Norton, choć jest
      jednym z lepszych aktorów swojego pokolenia, ma jednak buzię niewinnego dziecka
      i żadne zabiegi charakteryzacyjno-reżyserskie tego niestety nie zmieniły.
      Pamiętam w tej roli Williama Petersena, któremu znacznie lepiej udało się
      oddać mroczną melancholię faceta, którego życie legło w gruzach i który
      usiłuje o tym zapomnieć. Niestety demony powracają znowu. W interpretacji
      Nortona niestety nie dostrzegłam tej wewnętrznej walki.
      Fiennes z kolei jest do roli Dolarhyde’a po prostu „za ładny” ;). W książce
      cały czas wspomina się o jego kompleksach na punkcie wyglądu, a w filmie
      ograniczono się jedynie do drobnej szramy po operacji podniebienia. Fakt, że
      zainteresowała się nim niewidoma kobieta w zamierzeniach Harrisa miał świadczyć
      o tym, że dla innych musiał być po prostu nieatrakcyjny. Uroda to oczywiście
      rzecz gustu, ale trudno o Fiennesie w roli Dolarhyde’a powiedzieć, że był
      odrażający ;). Zabrakło mi również dobitnego pokazania rozdwojenia jaźni
      i „walki” ze Smokiem o życie Reby. W książce ten wątek przedstawiony był po
      mistrzowsku, tym bardziej można było podkreślić jego moc używając języka
      filmowego.
      Trzecia sprawa to reżyseria – jak dla mnie zdecydowanie zbyt mało wyrazista.
      No, ale trudno wymagać czegoś więcej od reżysera, który do tej pory zajmował
      się kinem klasy C.
      No i sam Lecter – rola rozbudowana zupełnie niezgodnie z książką (ale tego
      wszyscy się przeciez spodziewalismy ;) i zagrana niestety z podobnym dystansem
      jak w Hannibalu. Niestety Hopkins znowu zagrał nam na nosie momentami rysując
      swojego bohatera zdecydowanie zbyt grubą krechą. On już nie jest przerażający –
      jest po prostu zabawny. Muszę jednak przyznać, że prolog, podczas którego
      Hannibal podejmuje kolacją muzyków orkiestry symfonicznej z Baltimore został
      zrealizowany i zagrany absolutnie fantastycznie. Na plus również zapisuję
      muzykę Danny Elfmana, scenografię - szczególnie dom Dolarhyde’a (chyba bardziej
      przerażający niż on sam;) i apartament Lectera, no i świetną Emily Watson w
      roli Reby, a także znakomity epizod Anthony’ego Healda powtarzającego rolę
      doktora Chiltona z „SOTL”.
      no i to by było na tyle :))
      ksenia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka