Dodaj do ulubionych

"The Ring - Krąg" i "The Ring" - oryginał i rem...

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.11.02, 19:16
taaak, typowy banalny horror jakich wiele... może jakiś
przykład, do czego jeszcze jest podobny amerykański remake
oprócz japońskiego oryginału? a skoro już naprawdę jest banalny
i jakich wiele to przy bliźniaczym podobieństwie obu filmów
japońska wersja też jest taka...
a może wiele osób i tak nie zajarzy o co chodzi z tymi
odwołaniami do japońskiej kultury i bedzie bawić (a raczej bać)
się równie dobrze (mocno) na amerykańskiej wersji?
jeśli akcja japońskiego oryginału przenosi się na prowincję to
też nie wiadomo po co (bo tak każe scenariusz to pewne) a jak
ktoś w tym widzi sens to dlaczego nagle w takim samym
scenariuszu przestaje go widzieć (bo jest amerykańskie?)
Japończycy widzą to... Japończycy zauważają tamto... a ja nie
jestem Japończykiem i mało mnie obchodzi czy straszy mnie Samara
czy Sadako...
ta recenzja to kolejny dowód na twierdzenie, że film trzeba
obejrzeć i ocenić samemu i nigdy nie należy ufać krytykom i ich
recenzjom.
Obserwuj wątek
    • tolba Re: 15.11.02, 07:57
      Cytat1 (początek artykułu):"... "The Ring" i "The Ring - Krąg".
      Ten pierwszy to japoński pierwowzór z roku 1998, ten drugi - to
      amerykański remake japońskiego przeboju"
      Cytat2 (koniec artykułu):
      ""The Ring - Krąg", reż. Hideo Nakata, Japonia 1998
      "The Ring", reż. Gore Verbinsky, USA 2002"
      To jak to w końcu jest, panie Wojciechu O.? Pzdr,
      Tolba
    • gotrek I co z tego, że nawiązania? 15.11.02, 09:26
      Widziałem japońską wersję na WFF. Tragedia. Całe kino zamiast
      śledzić w napięciu akcję ryczało ze śmiechu. I trudno chyba
      uznać widownię Warszawskiego Festiwalu Filmowego za dresiarzy -
      zaniżamy w ten sposób np. "Ediego".
      Właśnie nawiązania powodują, że film jest absolutnie nielogiczny
      dla widza - polecam scenę wylewania wody ze studni. Tu też było
      jakieś ważne odniesienie do Hiroszimy?
      Zdjęcia w normie, ale bez fajerwerków. Natomiast niektóre
      rozwiązania techniczne kojarzą mi się z "Wiedźminem" i bardzo
      psują efekt końcowy.
      Żenujące tłumaczenie (gobliny morskie) - może w wersji nie-
      festiwalowej film będzie lepiej zrobiony. Mam taką nadzieję.

      Podsumowując - ciekawy scenariusz, z wielkimi możliwościami, ale
      zupełnie nie dla widza z naszego obszaru kulturowego. Plus kilka
      wpadek. Dlatego liczę na wersję amerykańską.

      Osobom, które się nie zgodzą z moją oceną, polecam finał z
      ostatniego filmu Woodego Allena (reakcja Francji na film).
      • Gość: Jarek Re: I co z tego, że nawiązania? IP: *.cyberczad.pl 15.11.02, 15:29
        gotrek napisał:

        > Widziałem japońską wersję na WFF. Tragedia. Całe kino zamiast
        > śledzić w napięciu akcję ryczało ze śmiechu. I trudno chyba
        > uznać widownię Warszawskiego Festiwalu Filmowego za dresiarzy -

        > zaniżamy w ten sposób np. "Ediego".

        Już przyzwyczaiłem się do żenującego zachowania widzów w kinie i
        nie dziwię się że przy dzisiejszym poziomie większości pozycji z
        TV przenosi się to na festiwale.

        > Właśnie nawiązania powodują, że film jest absolutnie
        nielogiczny
        > dla widza - polecam scenę wylewania wody ze studni. Tu też
        było
        > jakieś ważne odniesienie do Hiroszimy?

        A dlaczego akurat Hiroshimy? Jeśli już komuś zależy to nawet
        wykorzystując czysto polskie widzenie scenę można tłumaczyć na
        wiele sposobów.

        > Zdjęcia w normie, ale bez fajerwerków.

        Dobre kino fajerwerków nie potrzebuje - ja osobiście nie znoszę
        tego bawienie się przyśpieszaniem taśmy podczas zbliżeń. To
        kompletna głupota przypominająca jakością pirackie pokazy filmów
        VHS na początku lat 90., gdzie zdarte taśmy co chwila
        samoczynnie przyśpieszały.

        [xut]

        > Podsumowując - ciekawy scenariusz, z wielkimi możliwościami,
        ale
        > zupełnie nie dla widza z naszego obszaru kulturowego. Plus
        kilka
        > wpadek. Dlatego liczę na wersję amerykańską.
        >
        > Osobom, które się nie zgodzą z moją oceną, polecam finał z
        > ostatniego filmu Woodego Allena (reakcja Francji na film).

        Po zobaczeniu kilkunastu remaków amerykańskich klasyków kina
        francuskiego, niemieckiego, włoskiego, etc. na wersję
        amerykańską zdecdydowanie nie liczę.
      • Gość: woj Re: I co z tego, że nawiązania? IP: *.pl 17.11.02, 04:04
        Ależ to się chyba ograniczenie nazywa?! I jakoś nie wierzę,że
        cała sala ryczała, bo film ten możenie wywołaćstrachu , ale
        napewno nie śmiech! niektóre rozwiązana technicze takie jak w
        wiedzminie? Ileż było techniki w tym filmie?! Prawie bez efektów
        specalnych! Bardzo dużó do filmu wnosi ostatnia scena, bez
        której by nie istniał. Mnie naprawdę się podobał, za to
        amerykański był dla mnie nudny!
        • gotrek Gusta i guściska... 18.11.02, 09:24

          > Ależ to się chyba ograniczenie nazywa?! I jakoś nie wierzę,że
          > cała sala ryczała, bo film ten możenie wywołaćstrachu , ale
          > napewno nie śmiech! niektóre rozwiązana technicze takie jak w
          > wiedzminie? Ileż było techniki w tym filmie?! Prawie bez
          efektów
          > specalnych! Bardzo dużó do filmu wnosi ostatnia scena, bez
          > której by nie istniał. Mnie naprawdę się podobał, za to
          > amerykański był dla mnie nudny!
      • nathalie.m Śmiech czy strach? Ring czy Krąg? Oto pytanie! 25.11.02, 17:14
        Cóż zdarzyło mi się obejrzeć obie wersje: najpierw amerykanską a potem
        japońską. Fakt, zgodzę się, że na japońskiej wersji widzowie momentami się
        śmiali, nie dostrzegłam tego na amerykańskiej wersji.
        Ja oceniam to tak: oba filmy są niezłe. Niewielkie różnice w treści między
        jednym a drugim scenariuszem stają się ważne dla całości obrazu. W
        amerykańskiej wersji widz dostaje więcej szczegółów, nie ma miejsca na
        niedopowiedzenia. To jest nawet bardziej przekonywujące.
        W japońskiej wersji raziła mnie oczywistość, w amerykańskiej - brak czegoś w
        rodzaju tajemniczości. Przykładowo scena odnalezienia studni, w której zginęła
        dziewczynka. W wersji amerykańskiej para bohaterów wpada na ten trop
        przypadkiem i właściwie nie są na taką okoliczność przygotowani, w japońskiej -
        bohaterowie wiedzą dokładnie gdzie i czego szukać, przywożą ze sobą odpowiednie
        narzędzia! Dziwne... Z kolei jeśli chodzi o ścieżkę dźwiękową obu filmów, to w
        japońskiej wersji była ona bardziej przejmująca. Robiła wrażenie. Aktorstwo - i
        tu , i tu właściwie nie znani mi aktorzy. Nie powiem, ich gra nie zawierała
        zbyt wielu błędów, momentami może u Hideo Nakaty dostrzegłam, że są oni mało
        przekonywujący, czego w remake'u nie dało się zauważyć! Zdjęcia... Hmm... tutaj
        mogę dodać, że było nieźle! Niedociągnięcia w kadrowaniu niemal niezauważalne.
        Okay, nie będę się czepiać szczegółów. Co zrobiło na mnie wrażenie? Z pewnością
        tajemnicza kaseta. Sama historia tej małej dziewczynki, obdarzonej na tyle
        silną wolą, że potrafiła uśmiercić drugiego człowiek. Czy się bałam? Hmm... dla
        mnie takiego typu filmy to wielka gratka. O ile film ma w sobie elementy
        prawdopodobieństwa i jest przekonywujący, to tak, czuję wówczas ciarki strachu
        przebiegające po kręgosłupie. Co mogę powiedzieć: polecam właściwie obie
        ekranizacje. Obie "coś" w sobie mają.
        Pozdrawiam!
      • Gość: ZIOLO Re: I co z tego, że nawiązania? IP: *.acn.pl 01.12.02, 02:18
        TY IDIOTO TY KRETYNIE NIE CHODZ DO KINA JEŚLI HIROSZIMA JEST DLA ciebie
        POJĘCIEM ZBYT TRUDNYM
      • Gość: rybb Re: I co z tego, ?e nawi?zania? IP: *.sgh.waw.pl 09.12.02, 17:58
        gotrek napisa?:

        > Widzia?em japo?sk? wersj? na WFF. Tragedia. Ca?e kino zamiast
        > ?ledzi? w napi?ciu akcj? rycza?o ze ?miechu. I trudno chyba
        > uzna? widowni? Warszawskiego Festiwalu Filmowego za dresiarzy -
        > zani?amy w ten sposób np. "Ediego".
        > W?a?nie nawi?zania powoduj?, ?e film jest absolutnie nielogiczny
        > dla widza - polecam scen? wylewania wody ze studni. Tu te? by?o
        > jakie? wa?ne odniesienie do Hiroszimy?
        > Zdj?cia w normie, ale bez fajerwerków. Natomiast niektóre
        > rozwi?zania techniczne kojarz? mi si? z "Wied?minem" i bardzo
        > psuj? efekt ko?cowy.
        > ?enuj?ce t?umaczenie (gobliny morskie) - mo?e w wersji nie-
        > festiwalowej film b?dzie lepiej zrobiony. Mam tak? nadziej?.
        >
        > Podsumowuj?c - ciekawy scenariusz, z wielkimi mo?liwo?ciami, ale
        > zupe?nie nie dla widza z naszego obszaru kulturowego. Plus kilka
        > wpadek. Dlatego licz? na wersj? ameryka?sk?.
        >
        > Osobom, które si? nie zgodz? z moj? ocen?, polecam fina? z
        > ostatniego filmu Woodego Allena (reakcja Francji na film).

        sorry. tez bylem na tym filmie na WFF i z wszystkich 10 filmow na krotych bylem tylko na Dark Water (tegoz samego rezysera) glosniej klaskano. smiech owszem tez byl bo czasem scenariusz widawal sie infantylny, ale ogol publicznosci byla jesli nie zachwycona to przynajmniej zaintrygowana filmem.
    • Gość: gosc Re: IP: 80.241.130.* 15.11.02, 10:59
      Rzeczywiscie aba tytuly sa ludzaco podobne, do tego stopnia, ze
      nawet autor recenzji pomylil sie raz w teksie i nazwal "The
      Ring" japonskim pierwowzorem. Trzeba bardzo uwazac na co sie
      idzie do kina.
      • Gość: Regie Wiele hałasu... IP: 62.244.138.* 16.11.02, 22:35
        Zupełnie nie wiem o co wam chodzi.To jest całkiem niezły film,tylko
        niepotrzebnie ktoś mu próbuje dorobić jakąś ideologię.Historia jakich wiele już
        było w horrorach(zabijały telefony,pomidory,widocznie teraz przyszedł czas na
        kasetę wideo),jednak w przeciwieństwie do produkcji amerykańskich opowiedziana
        oszczędnie.To po prostu dowód na to,że nie potrzeba 50mln$ na efekty specjalne
        i kolejnych 30 na promocję aby zrobić porządne kino.Podsumowując:ocena 4 w
        skali 6-cio punktowej.
    • Gość: Mastaz Re: 'The Ring - Krąg' i 'The Ring' - oryginał i r IP: proxy / *.chello.pl 15.11.02, 11:06
      taaa... recenzenci GW mnie juz dobijaja... ja rozumiem ze kazdy film moze
      inaczej odebrac i ma do tego prawo... ale bez przesady.
    • Gość: Jarek Re: IP: *.cyberczad.pl 15.11.02, 15:16
      Gość portalu: J. napisał(a):

      [cut]
      > jeśli akcja japońskiego oryginału przenosi się na prowincję to
      > też nie wiadomo po co (bo tak każe scenariusz to pewne) a jak
      > ktoś w tym widzi sens to dlaczego nagle w takim samym
      > scenariuszu przestaje go widzieć (bo jest amerykańskie?)

      A skąd pewność że się przenosi?

      [cut]
      • Gość: J. Re: IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.11.02, 16:50
        Gość portalu: Jarek napisał(a):

        > Gość portalu: J. napisał(a):
        >
        > [cut]
        > > jeśli akcja japońskiego oryginału przenosi się na prowincję to
        > > też nie wiadomo po co (bo tak każe scenariusz to pewne) a jak
        > > ktoś w tym widzi sens to dlaczego nagle w takim samym
        > > scenariuszu przestaje go widzieć (bo jest amerykańskie?)
        >
        > A skąd pewność że się przenosi?
        >
        > [cut]
        czyżby recenzent nie wiedział co pisze?

        cyt.
        "Potem jednak akcja przenosi się z wielkiego miasta na prowincję i nagle
        Japończycy rozpoznają w tym filmie motywy znane nie z amerykańskich horrorów,
        tylko z własnej klasyki."

        to jak? mamy pewność że się przenosi czy jej nie mamy?
    • Gość: -=AimaR=- AMERYKANIE potrafią wszystko spieprzyć!!!!!!! IP: *.wozniaka.bytom.pl 15.11.02, 15:28
      Amerykanie potrafią wszystko spieprzyc "Nikita"-Besona jest tego
      dowodem
      BO to tempy Naród jest!!
      • Gość: Lukasz Re: AMERYKANIE potrafią wszystko spieprzyć!!!!!!! IP: *.psych.uic.edu 15.11.02, 16:41
        Gość portalu: -=AimaR=- napisał(a):

        > Amerykanie potrafią wszystko spieprzyc "Nikita"-Besona jest
        tego
        > dowodem
        > BO to tempy Naród jest!!

        Taaaak, a my Polacy jestesmy najlepsi i najmadrzejsi na swiecie,
        o czym latwo sie przekonac ogladajac niektore polskie filmy.
      • Gość: Lukasz Re: AMERYKANIE potrafią wszystko spieprzyć!!!!!!! IP: *.psych.uic.edu 15.11.02, 16:47
        Gość portalu: -=AimaR=- napisał(a):

        > Amerykanie potrafią wszystko spieprzyc "Nikita"-Besona jest tego
        > dowodem
        > BO to tempy Naród jest!!

        PS. tEpy (przez "e" z "ogonkiem")
    • Gość: Monika Re: the ring IP: *.netlandia.pl 15.11.02, 21:45
      nie wiem dokładnie co sprawiło ( inny niż angielski język, inne
      twarze, inna muzyka) ale film bardzo mi się podobał. dyskretnie
      wprowadza w nastrój niepokoju a nie strachu. Jestem na tak!
    • Gość: Maks Re: IP: *.pl 16.11.02, 13:49
      Bardzo mi się podoba to co napisał Wojciech Orliński ale
      pokręcił tytuły tych filmów już na początku ."The Ring - Krąg"
      to Japoński orginał z 1998 a "The Ring" to amerykanski remake.
      Na koncu już było dobrze:) ale do momentu w którym nie
      sparawdzilem co jest co , nie wiedizlaem na który Pojśc do kina
      a o to przecież w artykule chodziło . Pozdrawiam serdecznie
    • Gość: moria Re: IP: *.pl 16.11.02, 14:14
      no wiesz.... krytycy nie są od tego zeby zastepowac nam
      kono...Cieszę się ,że na to wpadłeś...A co do tego ,że akcja w
      obu filmach przenosi się na wieś a tylko w Japońskim ma to sens?
      No to wynkika z tego ,że w Japonskim mamy odwołania do tradycji
      a w amerykńskim nie. To tak jakby...no nie wiem...oo..Wernychora
      jechała na koniu Jerozolimskimi pod Mariottem...Było by to
      dziwne. Dlatego powinna jechać w innej sceneri.ale jesli
      przyjąc ,że Wernychora to nie werny
      chora a poprostu człowiek na koniu to może jeżdzić gdzie się jej
      podoba...
      'Torochę to zawiłe penie "J." nie zrozumiesz...ale poprostu idz
      na oba filmy... Pozdrawiam i miłego oglądania
      • Gość: Meti Re: UWAGA - ANALFABETA IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.02, 19:57
        Gość portalu: moria napisał(a):

        > no wiesz.... krytycy nie są od tego zeby zastepowac nam
        > kono...Cieszę się ,że na to wpadłeś.


        KINO



        ..A co do tego ,że akcja w
        > obu filmach przenosi się na wieś a tylko w Japońskim ma to
        sens?


        japońskim (przymiotnik)




        > No to wynkika z tego ,że w Japonskim mamy odwołania do
        tradycji
        > a w amerykńskim nie. To tak jakby...no nie
        wiem...oo..Wernychora


        WernyHora




        > jechała

        JECHAŁ (był to mężczyzna)



        na koniu Jerozolimskimi pod Mariottem...Było by


        BYŁOBY



        to
        > dziwne. Dlatego powinna jechać w innej sceneri.ale jesli
        > przyjąc ,że Wernychora to nie werny
        > chora a poprostu człowiek na koniu to może jeżdzić gdzie się
        jej


        JEMU




        > podoba...
        > 'Torochę to zawiłe penie

        PANIE


        "J." nie zrozumiesz...ale poprostu


        PO PROSTU idź do szkoły...PANIE M.

        • Gość: moria Re: UWAGA - ANALFABETA IP: *.pl 17.11.02, 03:36

          hahahah bardzo dowcipne! Szalenie mi się podobało! Ale nie
          miało byc Panie a pewnie!Cieszę się ,że w przeciwieństwie do
          mnie potrafisz pisać!! Przyjmij moje gratulacje!Wszeleki uwagi
          zapamiętam i postaram się już pisać bez pomyłek! A ja nie jestem
          Pan a raczej Pani...Rzoumiem,że merytorycznie jest wszystko ok?
          Cieszę się! Byłeś na filmie? Podobało się? Zrozumiałeś opinię
          Orlińskiego? Ja się zgadzam bo oglądałam oba( chociaż w
          odwrotnej kolejności)I widzisz japońska wersja ma swój klimat,
          jest czymś swierzym, poprzez np.język ,cała otoczka jest
          idź do szkoły...PANIE M.
          > inna, nie holywoodzka( pewnie źle piszę- sprawdz w słowniku i
          mnie popraw...).A ,że ciebie nie interesuje kultura japońska(
          tak , tak przymiotnik -względy zresztą - pisze się małą literą -
          tu mnie nie ma)i nie interesujące jest dla Pana czego się
          boisz ...Może jednak warto się rozwijac? Ja to zrobiłam ,staram
          się pisać porawnie( podkreślam- staram się) .Może i ty? To nas
          rózni od zwierząt( powinno) ,że myślimy, nie można polegać
          jedynie na swoich instyktach.Czasami fajnie jest coś rozumieć,
          nie?A co do podobieństwa amerykańskie wersji do innych tego typu
          produkcji. Głownie sposób w jaki stara się wywołac strach.
          Krew , wyłupiaste oczy( a propos w najstraszniejszej(wd. mnie)
          scenie w japonskie wersji widmo ma zakrytą włosami twarz,
          podchodzi do swojej ofiary małymi kroczkami - świetne!)
          No ale ty lubisz być przekorny ,więc jak ktoś pisze na tak , to
          ty nie...Może słusznie!Więc nie czytaj recenzji.Ale też nie
          bedziesz mógł wtedy napisac swojej opini! I co bedzie z tą cała
          goryczą jaka w tobie siedzi? Co z twoimi kompleksami? Jak się
          dowartościujesz?Kogo będziesz poprawiał i krytykował?
          P.S Jednak Arystoteles( tak ,to chyba on ,ale nie wiem...sprawdz
          koniecznie) miał rację kiedy mówił ,że pisanie jest
          szkodliwe...Bogu dzięki ,ja nie umiem pisać( chyba nie
          zaprzeczysz?)
        • Gość: Maks Re: UWAGA - ANALFABETA IP: *.acn.pl 19.11.02, 01:23
          Kobieto opanuj sie! to nie wypracowanie a forum! Zresztą bogu
          dzieki bo dostała bys pałe za pisanie nie na temat;)
        • Gość: Maks Re: UWAGA - ANALFABETA IP: *.acn.pl 19.11.02, 01:40
          Jesli juz nazywasz kogos analfabeta to warto wiedziec co to
          slowo konkrwtnie oznacza.. wiec wyraz ten pochodzi z greki i
          oznacza nieznajacego liter...(analphabetos) "an" jest
          przeczeniem reszta to litery : alpha i beta. dlatego za
          analfabete uznaje sie osoby nie umiejace czytac i pisac.Obawiam
          sie ze nie byla bys w stanie udowodnic ze moria nie umie czytac
          i pisac...w normalnych okolicznosciach mogla by cie podac do
          sadu i by ten proces wygrala! mysle ze powinnas ja
          przeprosic...chociaz i ona nie byla milo a w stosunku do J. ale
          w granicach przyzwoitosci...A no i pozwolisz ze zapytam o film
          bo o tym tutaj dyskutujemy.czy tobie sie podobal? przeczytalem
          wszystkie twoje opinie i nie znalazlem nic o filmie! cos pewnie
          przegapilem...
        • thrunduil Re: UWAGA - ANALFABETA 19.11.02, 14:58
          Gość portalu: Meti napisał(a):

          > KINO
          > WernyHora
          > JECHAŁ
          > BYŁOBY
          > JEMU
          > PANIE
          > PO PROSTU idź do szkoły...PANIE M.

          to ja proponuje zapoznac sie z zasadami polskiego internetu.
          NIE UZYWA SIE POLSKICH ZNAKOW
          ja widac kazdy musi sie jeszcze czegos nauczyc.

          poprawianie innych nie znajac podstawowych regol jest co
          najmniej obrazliwe
      • Gość: J. Re: IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.11.02, 11:10
        Gość portalu: moria napisał(a):

        > no wiesz.... krytycy nie są od tego zeby zastepowac nam
        > kono...Cieszę się ,że na to wpadłeś...A co do tego ,że akcja w
        > obu filmach przenosi się na wieś a tylko w Japońskim ma to sens?
        > No to wynkika z tego ,że w Japonskim mamy odwołania do tradycji
        > a w amerykńskim nie. To tak jakby...no nie wiem...oo..Wernychora
        > jechała na koniu Jerozolimskimi pod Mariottem...Było by to
        > dziwne.
        czyli nie miałoby sensu.... i wcale nie wynika z tego że japońska wersja ma
        sens
        jeśli w scenie ktora jeży mi włos na głowie, zaczynam się zastanawiać co jest
        odwołaniem do tradycji itd. automatycznie przestaje się bać bo myślę o czym
        innym....

        >Dlatego powinna jechać w innej sceneri.ale jesli
        > przyjąc ,że Wernychora to nie werny
        > chora a poprostu człowiek na koniu to może jeżdzić gdzie się jej
        > podoba...
        i właśnie po obcięciu odwołań do tradycji zaczyna mieć to sens i dobrze że w
        amerykańskiej wersji to uczyniono

        > 'Torochę to zawiłe penie "J." nie zrozumiesz...ale poprostu idz
        > na oba filmy... Pozdrawiam i miłego oglądania
        wersję amerykańską obejrzałem już ponad tydzień temu i zrobiła na mnie wrażenie
        a na japońską to teraz (zwłaszcza po takiej recenzji) raczej nie powinienem iść
        ale obejrzę za jakiś czas chociażby z ciekawości - ciekawi mnie czy dorówna
        amerykańskiemu remakowi.... wiem, wiem, nie powinienem robić takich porównań
        tylko mieć przyjemność z samego oglądania ale cóż...
    • Gość: Meti Re: UWAGA - ANALFABETA - odpowiedź Meti IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.11.02, 14:44
      Droga Morio!

      Cieszę się, że moja wypowiedź Ci się podobała, jakkolwiek wiem,
      że usiłowałaś być ironiczna (z lepszym lub gorszym skutkiem).
      Moje wypunktowywanie Ci błędów nie wynikało z moich kompleksów
      (posiadam je oczywiście, jak i wiele innych osób), czy z
      przepełniającej mnie goryczy - akurat mnie ostatnio nie
      przepełnia (choć różnie się jeszcze może zdarzyć:)) - tak przy
      okazji, na pewno się zdziwisz, ale pisze się świeŻy, a nie
      świerzy. Wracając do tematu - do odpowiedzi na Twój post w
      takim, a nie innym tonie skłoniła mnie Twoja, wybacz,
      przemądrzała i paternalistyczna postawa wobec autora
      poprzedniego postu - cytuję: "wiesz.... krytycy nie są od tego
      zeby zastepowac nam
      kono...Cieszę się ,że na to wpadłeś..." i dalej: "Torochę to
      zawiłe penie "J." nie zrozumiesz..."
      Pomyślałam sobie (jestem też kobietą), że nikt nie powinien tak
      innych pouczać, a zwłaszcza, gdy sam (tak, tu masz rację) nie
      umie pisać. To tyle. Pozdrawiam i życzę wielu miłych
      niespodzianek, przy lekturze słownika ortograficznego i
      encyklopedii. Meti
      • Gość: Robi Re: UWAGA CHRZANIONY pseudointelektualista IP: *.tlsa.pl 17.11.02, 17:23
        ... a co Twoje wypunktowanie bledow wnioslo do dyskusji nad filmem ????

        Czy jedyne co mozesz powiedziec to wypunktowac bledy i literowki innych ??????

        Jesli jestes takim purysta jezykowym masz teraz szanse zalozyc forum prywatne i
        do woli kopiowac posty i poprawiac bledy innych - nazywajac ich analfabetami
      • Gość: moria Re: UWAGA - ANALFABETA - odpowiedź Meti IP: *.pl 17.11.02, 17:25


        > Droga Morio!( miło ale chyba nie pasuje do całej reszty
        listu...
        Morio? ty pewnie wiesz lepiej , ale Moria sie nie odmienia(dla
        twojej wiadomości MORIA to wzgórze świątynne w Jerozolimie - to
        na niej Salomom zbudował świątynię Jerozolomską zniszczoną w VI
        w. p.n.e przez Nabuchodonozora... Ale tego nie wiesz bo niby
        skąd? Właściwie to chciałam tu pisać o filmie ale ciebie
        intrygujuę wszystko inne. Dlatego wyjaśniam ,że napisałam listo
        do J. dlatego ,że irytuje mnie krytyka Orlinskiego . Wiesz
        dlaczego? Bo robił to ktos kto nie widział filmów, a za wszelką
        cenę starał się ośmieszyć jego recĘzjĘ( popraw , popraw!!!)On
        sobie pozwala na ironię to ja też.. ciebie to denerwuje? Przykro
        mi ale to nie mój problem....A ja sobie myśle ,że nikt nie
        powinene innych pouczać tak jak ty to robisz...Ty się nadajesz
        do nauki ortografi w szkole ale nie do pisania "postów" w kórych
        nic do powiedzenia nie masz.Dlaczego zakazujesz mi ironi?
        Dlatego ,że wd. ciebie nie potrafię pisać? To nie jest
        argument. Na tym zakończmy naszą dyskusję.RZYCZĘ(!) (denerwuje?
        ośmiesza mnie? odbiera prawo krytyki? ) miłego życia i wielu
        sukcesów pa pa
        • Gość: Meti Re: UWAGA - ANALFABETA - odpowiedź Meti IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.11.02, 20:49
          Gość portalu: moria napisał(a):

          >
          >
          > > Droga Morio!( miło ale chyba nie pasuje do całej reszty
          > listu...
          > Morio? ty pewnie wiesz lepiej , ale Moria sie nie odmienia(dla
          > twojej wiadomości MORIA to wzgórze świątynne w Jerozolimie - to
          > na niej Salomom zbudował świątynię Jerozolomską zniszczoną w VI
          > w. p.n.e przez Nabuchodonozora...



          Dzięki, wiedzy nigdy za wiele. Cieszę się, że coś wiesz, nawet jeśli myślisz,
          że Wernyhora to kobieta.... To pozytywny fakt świadczący o tym, że każdy może
          się czegoś nauczyć, nawet analfabeta.




          Ale tego nie wiesz bo niby
          > skąd? Właściwie to chciałam tu pisać o filmie ale ciebie
          > intrygujuę wszystko inne. Dlatego wyjaśniam ,że napisałam listo
          > do J. dlatego ,że irytuje mnie krytyka Orlinskiego . Wiesz
          > dlaczego? Bo robił to ktos kto nie widział filmów, a za wszelką
          > cenę starał się ośmieszyć jego recĘzjĘ( popraw , popraw!!!)On
          > sobie pozwala na ironię to ja też.. ciebie to denerwuje? Przykro
          > mi ale to nie mój problem....A ja sobie myśle ,że nikt nie
          > powinene innych pouczać tak jak ty to robisz...Ty się nadajesz
          > do nauki ortografi w szkole ale nie do pisania "postów" w kórych
          > nic do powiedzenia nie masz.



          Skąd tyle wściekłości? Może jakieś kompleksy, albo rozgoryczenie? Rozumiem, że
          Ty, jako "duch wyższy", jesteś poza ortografią i wiedzą ogólną (np. o
          Wernyhorze), liczy się tylko "przebogata" treść Twoich postów. Zapewne nie
          przekonam Cię, że treść robi o wiele większe wrażenie, gdy jest podana z
          dbałością o formę......(nieświadomie jednak przyznajesz mi rację starając się
          udowodnić, że nie jesteś nieukiem - patrz Moria, czy Arystoteles, ho, ho)




          Dlaczego zakazujesz mi ironi?




          Jakże bym śmiała? Trzeba tylko umieć byc ironicznym, a Twoja recepta na sukces
          w tej dziedzinie to "walenie między oczy".




          > Dlatego ,że wd. ciebie nie potrafię pisać? To nie jest
          > argument.




          Jest. Żeby zabierać głos w dyskusji na dowolny temat trzeba reprezentować sobą
          jakiś poziom wiedzy ogólnej.





          Na tym zakończmy naszą dyskusję.RZYCZĘ(!)





          Uroczo dziecinne. Na złość mi napisz jeszcze jakieś urocze błędy.





          (denerwuje?
          > ośmiesza mnie? odbiera prawo krytyki? )




          Nie, nie denerwuje, tak - ośmiesza, nie nie odbiera prawa krytyki, ale odbiera
          prawo do mądrzenia się.





          miłego życia i wielu
          > sukcesów pa pa




          Dziekuję i nawzajem. Chętnie zakończę dyskusję, gdyż temat został wyczerpany.
          Papatki. Meti
        • Gość: J. Re: Uwaga - robi się OT IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 17.11.02, 20:51
          Gość portalu: moria napisał(a):

          >
          >
          > Dlatego wyjaśniam ,że napisałam listo do J. dlatego ,że irytuje mnie krytyka
          Orlinskiego . Wiesz
          > dlaczego? Bo robił to ktos kto nie widział filmów, a za wszelką
          > cenę starał się ośmieszyć jego recĘzjĘ( popraw , popraw!!!)On
          > sobie pozwala na ironię to ja też.. ciebie to denerwuje?

          za wszelką cenę? wytknąłem tylko ewidentne nieporozumienia i nielogiczności
          recenzji...
          chyba źle oceniłaś to co napisałem - tak żeby nie było wątpliwości - nie znam
          Orlińskiego, jest dla mnie obcą osobą wiec po co miałbym ośmieszać jego pracę?
          każdy ma prawo do swojego zdania i ja je wyraziłem
          szczęśliwie widziałem film na kilka dni przed przeczytaniem recenzji i miałem
          jakby to określić swobodę oceny tego co ma sens i co jest straszne lub nie...
    • oyey nieszczęścia chodzą parami 18.11.02, 12:43
      Nieszczęścia chodzą paramiByłem właśnie na amerykańskiej wersji filmu, i mam
      wrażenia minimalnie lepsze jak na japońskiej wersji, może dlatego że bliżej
      Polsce do kulturowych realiów Ameryki niż Japonii. Nie bałem się, śmiałem z
      żenującej gry aktorskiej, nic więcej, ujęcia jakoś ten film, i co z tego ? Może
      będą się bali 12latkowie, ale chyba nie to było zamierzeniem twórców filmów.
      Jakby nie mieli w ogóle pomysłu
    • Gość: Miranda Re: Na który z tych dwóch filmów warto iść? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.11.02, 14:51
      Na który z tych dwóch filmów warto iść? Poradźcie, bo nie mam
      kasy na oba :)
      • Gość: Maks Re: Na który z tych dwóch filmów warto iść? IP: *.acn.pl 19.11.02, 01:19
        Gość portalu: Miranda napisał(a):

        > Na który z tych dwóch filmów warto iść? Poradźcie, bo nie mam
        > kasy na oba :)

        Oj, no ja bym polecał japonski ale aż się boje to mowic bo
        widze, w wiekszości zwolennicy amerykańskiego kina.ale jezeli
        pojdziesz na oba i bardziej ci sie spodoba amerykański to
        zwracam pieniądze za japonski! :)
      • Gość: Grzes Re: Na który z tych dwóch filmów warto iść? IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 20.11.02, 19:45
        Na amerykanski. Japonski prostacko streszcza glupawa ksiazke, amerykanski
        buduje nastroj i (cytujac Konwickiego) "probuje cos z tego nawozu wykrecic".
        • fnop Re: Na który z tych dwóch filmów warto iść? 21.11.02, 09:36
          byłem na japońskiej wersji; bez względu na to, która jest lepsza (różnica na
          pewno nie jest porażająca) - nie warto w ogóle na to iść; żenua
      • Gość: Alishia Re: Na który z tych dwóch filmów warto iść? IP: 150.254.89.* 25.11.02, 10:41
        Japoński. Widziałam go drugi raz w kinie i bałam się jeszcze bardziej niż za 1
        razem... Takich rzeczy się nie zapomina. Co wieczór muszę się zmuszać do
        niepamiętania tych przerazających scen i świdrujących w uszach dźwięków...
    • puma_ Re: 'The Ring - Krąg' i 'The Ring' - oryginał i r 28.11.02, 17:22
      Widziałam The Ring amerykański. Niesamowita atmosfera, niebanalna akcja. Troche
      taki thriller psychologiczny z elementami horroru. Jest troche niejasności, ale
      uważam że to dobrze. Pewne niedopowiedzenia nadają smaczku filmowi. Uważam że
      naprawdę warto obejrzeć ten film.
      • perlotiel Re: 'The Ring - Krąg' i 'The Ring' - oryginał i r 30.11.02, 22:03
        japonskiej wersji nie widzialam, ale na amerykanskiej modlilam sie, zeby film
        sie juz skonczyc. i to by najmniej nie dlatego, ze film byl kiepski :) moze
        dlatego tak sie balam, bo bylam na nocnym seansie. i to przedpremierowym,
        dlatego dostalam kasete z "po ktora zabija". teraz sie z tego smieje, ale wtedy
        jej nie obejrzalam :)
        • Gość: Rung Kregi2 IP: *.provider.pl / 192.168.13.* 03.12.02, 00:05
          I szkoda tylko mi tych, którzy, szalenie kulturalnie, szli na wersję japońską,
          a potem, z ciekawości, ma amerykańską. Japońska straszy mało, a amerykańska po
          obejrzeniu japońskiej staje się przewidywalna.
          Obejrzałem najpierw amerykanski Ring - niektórzy ludzie w kinie naprawdę
          wyrywali oparcia z foteli ze strachu. Amerykanska wersja to pożądny horror,
          niebanalny gdy porównamy z tym, co holiłód serwowało nam w ostatnich latach
          (faceci z nożami ganiają nastolatków).
          Uważam że Amerykanie wzbogacili "Ring" estetycznie - ów "przeklęty film" jest
          dłuższy, ale i bardziej interesujacy, wygląda jak artystyczna etiudka, niema,
          przerażająca.
          Są lepsze zdjęcia, większe napięcie, mimo że nie am tam wypruwanych flaków i
          litrów krwi. Można się przyczepiać, że kicz, że amerykanie wszystko starali się
          zrobić zajebiście mroczne i straszne, no ale to jest kurde horror. Świetnie gra
          chłopiec - syn tej reporterki. W japońskim Ringu - nie jestem dziennikarzem
          więc pozwolę sobie na polityczną niepoprawność - chłopiec ów to po prostu mały
          kitajec, jak wszyscy inni mali japończycy. Scena z koniem, to samotne drzewo,
          scena przesłuchania ze szpitalu psychiatrycznego - jest kilka scen, motywów,
          które amerykanie dodali i dzięki tem nakręcili może przeciętny film, ale
          doskonały horror.
          A japońska wersja, no cóż, mnie guzik obchodzi, że, jak napisali recenzenci
          gazety, imię Sadako ma takie a takie znaczenie, z coś innego nawiązuje do
          czegoś tam z XVII wieku. Idąc na horror chcę sikać w majty ze strachu, a na
          japońskim Ringu strasznych scen jest mało, nie ma klimatu. "Przeklęty" (ale
          głupie określenie) film jest króciutki i nijaki, dużo bardziej bez sensu, bez
          związku z akcją, jeśli porównamy go do amerykańskiej wersji. Scena ze studnią
          powala, ale ze śmiechu - cytaty i akcja jak u Barei.
          "Nigdy nie widziałem takch zwłok" mówi facet oglądając wyciągane z auta zwłoki
          nastolatków, którzy padli ofiarą "klątwy". No niby jakich? Z rozdziawioną
          mordą? Może w japońskiej TV nie ma magazynu "997", po prostu. W amerykańskim
          Ringu po tym, jak mamusia szcepce "I`ve seen her face..." pokazali takie zwłoki
          (te w szafie), że niektórzy na sali wykrzyknęli ze strachu i jeszcze chwilę po
          scenie szeptali "Co to, k..., było?!".
          I niech nikt mi nie mówi, że Amerykański Ring to typowy, banalny horror, a
          japoński to niby taki nieholiłódzki, który tak superowo buduje napięcie
          atmosferą itp... Pamiętacie scenę, kiedy ta pani dziennikarka każe swojemu
          byłemu zdjęcie, żeby pokazać swoją twarz? W amerykańskim robią zdjęcie i już,
          jest tam ta twarz, coś nie tak, nie wiadomo czemu, jest niepokój, a w japońskim
          gdy mignęłą ta krzywa buźka na fotce z Polaroida to sam aż skoczyłem ze
          strachu, bo taka muza walnęła z głośników, że uszy się wiązały na supeł.
          No to kto tu używa tanich chwytów?
          Sory za przynudzanie
          • Gość: lorelei Re: Kregi2 IP: *.sgh.waw.pl 04.12.02, 15:01
            Chyba jednak DUZO zalezy od tego, ktora wersje widzialo
            sie jako pierwsza.

            Ja - japonska i bylam pod wrazeniem. Teraz czekam na made
            in Hollywood, ale przeciez ta druga na pewno tak samo
            mnie nie przestraszy.
    • Gość: Hatif Wszystko jedno IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 06.12.02, 15:41
      Nie widzialem niestety (a moze stety) japonskiej wersji filmu.
      Bylem w kinie na wersji amerykanskiej (2 tygodnie temu) i do tej
      pory jak czytam cokolwiek o tym filmie ciarki przebiegaja mi po
      plecach. Siedzac w kinie balem sie jak male dziecko (a licze
      sobie jush 22 wiosny), obejrzalem setki horrorow (niektore takie
      jak "IT" ("To") nawet kilka razy) i stwierdzam, ze
      amerykanski "The Ring" jest horrorem najwyzszej klasy: zero
      krwi, niepotrzebnych dluzyzn, psychopatow z siekierami...itd.
      Zarabista fabula, strach przez caly film (pierwszy raz balem sie
      tak bardzo, ze mialem lzy w oczach-ze strachu-niemalze przez
      caly film). Naprawde dawno nie ogladalem tak dobrego horroru.
      Polecam kazdemu, jednak przestrzegam przed czytaniem czy
      dowiadywaniem sie czegokolwiek o tym filmie przed jego
      obejrzeniem (ja poszedlem na niego widzac wczesniej tylko jedna
      zajawke w TV). Z regoly w wielu filmach latwo jest mi
      przewidziec w ktora strone skreci akcja, jak sie skonczy cala
      fabula, jednak nie w Ringu, nie moglem nic wymyslic, chociaz
      sililem sie bardzo. Jedyne co mi sie nie podobalo to
      zakonczenie, dlaczego dobry film musi miec kiepskie zakonczenie
      (z kilkoma wyjatkami). Polecam film kazdemu, kto uwielbia sie
      bac, a jezeli jush widziales/as ten film to namawiaj innych ale
      nie opowiadaj nic z fabuly:) Niech sie boja:)
      • Gość: Hatif Re: Wszystko jedno IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 06.12.02, 15:43
        a ha i mysle ze wszystko jedna jaka wersje sie obejrzy jezeli
        obie sa tak samo straszne, jednak z tego co czytam i slysze to
        wydaj mi sie, ze amerykanska jest lepsza (i nie jestem wcale
        fanem filmow z hollywood) Pozdrawiam.
    • Gość: utamaro Re: IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.12.02, 14:17
      śmiech na sali podczas seansu japońskiego - owszem tak było
      również w moim przypadku - ale wystarczy uświadomić sobie jak
      trudne jest przestawienie się na inną estetykę i język i mamy
      już wytłumaczenie dla rechotu komentującego "moshi-moshi". Mam
      wrażenie że jako osoby z innego kręgu kulturowego jesteśmy w
      jeszcze lepszej sytuacji oglądając "Ringu": przestrzeń jaką
      tworzy architektura japońska, nawet ta mniej tradycyjna, wydaje
      nam się dziwna i trochę niepokojąca - może klaustrofobiczna. To
      samo jeśli idzie o muzykę i grę aktorów (a może raczej ogólniej -
      japońskie gesty i spojrzenia...). Pierwszy raz ze strachu
      chciałam wyjść z kina. Jeśli idzie o wersję amerykańską - nie
      jestem zachwycona, powiem tylko że oba filmy idealnie realizują
      poetykę swoich kultur: pierwszy -japońskiego niedopowiedzenia,
      drugi - amerykańskiego przegadania. Zdecydowanie wybieram
      pierwszy...
      • Gość: BlackDevil Re: IP: proxy / 195.94.193.* 09.12.02, 13:01
        Obejrzalem wczoraj amerykanska wersje - nie bede sie wdawal w porownanie filmow
        bo nie ogladalem obu wersji, skupie sie na ocenie filmu.
        Dla mnie rewelacja - trzyma w napieciu od poczatka do konca. Dawno nie
        zaobserwowalem czegos takiego jak strach u facetow w kinie, a tym razem
        naprawde sporo facetow okazywalo strach ( okobietkach nie wspomne bo chyba
        wszystkie zakrywaly oczy w kluczowych momentach filmu ;-)
        Podoba mi sie rowniez zakonczenie - moze kontrowersyjne, ale na pewno
        niebanalne. POdsumowujac - buduje napiecie podobnie jak Blair WItch Project ale
        duzo lepsza fabula, latwiejsza do przyswojenia i laczaca sie w logiczna calosc.
        • Gość: rybb Re: IP: *.sgh.waw.pl 09.12.02, 18:10
          zdecydowanie japonski. amerykanski razil kiepska gra aktorska, przegadanymi scenami, kiepsko trzymal w napieciu, niepotrzebnie budowal watek milosny... ogolnie malo przekonywaujacy, choc calkiem niezle jak na amerykanski horror. ringu japonskie tylko momentami robi wrazenie ale zostaje w pamieci dlugo... i moment wychodzenia Sadako z telewizora bije wszystko co komputerowo wygenerowala wersja amerykanska. ogolnie jednak tresc filmu przecietna, logika wybrakowana, wszystko budowane na dzwieku i momentami swietnej atmosferze... w porownaniu jednak z Dark Water Hideo Nakaty z 2002 (tez na WFF) to oba wypadaja marnie. Dark Water to najlepszy horror od Martwicy Mozgu :)
          • Gość: Hatif Apropos Martwicy Mózgu i Dark Water IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 10.12.02, 19:08
            Czy ktos moglby mi podac pelne oryginalne tytuly tych filmow, ewentualnie
            miejsca w jakich mozna je znalezc w internecie.

            Z gory dzieki.
            • Gość: rybb Re: Apropos Martwicy Mózgu i Dark Water IP: *.sgh.waw.pl 11.12.02, 15:13
              Go?? portalu: Hatif napisa?(a):

              > Czy ktos moglby mi podac pelne oryginalne tytuly tych filmow, ewentualnie
              > miejsca w jakich mozna je znalezc w internecie.
              >
              > Z gory dzieki.

              jesli chodzi o Martwice Mozgu to nazwa angielska to Braindead. na czolowkach filmu Dark Water to wlasnie taki byl tytul filmu. japonskiego w naszej pisowni nie podali.
              • Gość: Hatif Re: Apropos Martwicy Mózgu i Dark Water IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 14.12.02, 20:04
                Dzieki
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka