Dodaj do ulubionych

"Joint venture" a "Matrix"

IP: *.acn.waw.pl 31.05.03, 23:26
Czemu mi sie tak podobało?
Moze to jest tak że osłabia mnie już kino w którym wprowadzenie w sens
historyjki, zasady świata jaki opisuje zajmuje pierwszą połowe filmu a
reszta, już do końca to napierdalanki.
Z racji wieku mam juz swiat ułozony z grubsza w głowie.Wydaje mi sie ze wiem
"kogo kochać,z kim się bić ,z kim widywać i jak zyć"(Kleyff) i trudno byłoby
mnie nawrócic na matrixa czy innego xmena.
I tu chytrzy producenci filmowi, wiedzac ze nie wyjma mi z kieszeni PLN 20 za
wyczyny neo, zastawili pułapkę."Joint venture".Dobrze ją zastawili bo wpadłem
bez dwóch zdań.
Sama zabawa w taki film polega na zaskakujacym wyjsciu z oczywistej,
opresyjnej sytuacji.Tu sa dwa takie wyjścia:
1.uprawa trawki jako próba wyjscia z niezawinionego dołu finansowego. Tu jest
super.
2.Wyjscie z dramatu finansowego bez wprowadzenia całego tego towaru do obiegu.
Tu na skróty.Nie wiem jak powinno sie z tego wybrnąć.Więc niniejszym ogłaszam
konkurs na lepsze zakończenie.Tylko prosze nie liczyć że nagrodą dla
zwyciezcy będzie szufladka albo dwie....

Drugą ze sztuczek na jaka sie dałem wziąć było wklejenie wszystkiego tego w
realny świat, a raczej tak zbudowany aby wydawał się
najprawdopodobniejszy.Wiec wszystkie postacie są bliskie i daja sie
lubić.Aktorzy są bardziej autentyczni niz piękni.Bulwiasty nos dziewczyny
Matthew i odstające czerwone uczy doktora abnegata.Nawet homowątek ze
Skandynawem jest po prostu naturalny.Tej sympatycznej ,prawdziwej brzydoty
nie ma nawet w "Na dobre i na złe", tu aktorzy są jakby odprasowani.
Realny świat to miejsce w którym sie dzieje akcja -piękne,piękne filmowane.
Klify,miasteczko,morze, suuper.Chciałoby sie tam być.
I tu kant wielki ze strony realizatorów wychodzi- oni tak zachachmecili że
nawet przez moment nie było tam wyspiarskiej pogody.Ani przez chwilę-tylko
słońce,lerax.Ale film mi sie tak podobał że dałem sie na to nabrać.
Bardzo mnie bierze kiedy historyjka którą ogladam,czytam jest z konkretnego
miasteczka,ulicy, ma jakąś tożsamość."Madame" Libery jest na przykład taka.
Zacząłem sobie przypominać polskie filmy skądś. Jakoś mi niewiele. Wiekszość
strzela w alegorie na poziomie wszechświata.Albo dzieje sie w blokowiskach
anonimowych z założenia.Matrix na matrixie made in Poland.
Ale jest przeciez Kutz z bardzo konkretnym Sląskiem.Śmieciowe Młode wilki ze
swoim Szczecinem.Anioł w Krakowie.Pamiec juz nie ta więc może ktos przypomni.
I jeszcze na koniec przykre odczucie jakiego doświadczyłem wychodząc z Feminy
w wieczorną aleję Solidarnosci: staruszkiem juz jestem gdyż patrząc na
zakończenie tylko przez moment pomysłałem: O rany!Tyle staffu się
marnuje.......

A swoja drogą ciekawe ile jest osób które dobrze sie bawiły na "Joint
venture" i które zarazem poruszył Matrix?
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka