Gość: xxt
IP: 62.233.204.*
02.10.03, 11:13
Naqoyqatsi to film dla ukształtowanego widza. Jednak sądzę, że
jeśli ktoś trafi na seans przez przypadek nie wyjdzie z kina
rozczarowany. Dlaczego? Ano dlatego, że nie łatwo jest w tak
profesjonalny, madry i wreszcie po prostu dobry sposób połączyć
dźwięk i muzykę. Muzyka w tym filmie zasługuguje na wielkie,
wielkie brawa a w połączeniu z doskonale dobranymi do niej
obrazami tworzy coś niezwykle urokliwego mimo iż film porusza
przecież niezwykle trudny temat. Obrazy jakie widzimy na ekranie
pozornie mogą wydawać się przypadkowymi lecz po piętnastu
minutach zdajemy sobie sprawę, iż o przypadku absulutnie nie
może być tu mowy. Obrazy stają się coraz bardziej zrozumiałe by
na końcu ułożyć się w jedną - jakże logiczną całość. Moim
zdaniem należy także wspomnieć o pierwszej scenie filmu - scenie
w której widzimy wielkie opustoszałe gmaszysko. Długo
zastanawiałem się dlaczego właśnie w ten sposób film ten się
rozpoczyna. W końcu wpadłem na to ale sądzę, że warto obejrzeć
ten film chociażby dla tej właśnie łamigłówki...