happiestgirl
26.10.09, 12:10
gdzieś był taki wątek..ale ja trochę z innej strony.
jesteśmy małżeństwem kilka lat, 2dzieci.. przed ślubem widziałam jak traktuje siostrę i matkę i zapaliła się czerwona lampka ale tylko na chwilę... od jakiegoś czasu zaczął mnie traktować "niefajnie" znaczy: zdarza mu się podnieść na mnie głos - w trudnej sytuacji jak to on twierdzi (dla niego trudnej), bądź obraża się na mnie jak mu przerwę gdy coś mówi (rozmawiamy :on mówi ja mówię - on mi przerywa jest ok, ja jemu - on zwraca mi uwagę że mu przerywam i sie obraża)..
Wkurzają mnie takie szczegóły - tak jak wcześniej wkurzało mnie że denerwował się łatwo na matkę, nie odbierał od niej telefonów - bo się obraził na nią i to była kara... teraz mnie to często doświadcza..
ogólnie to mamy 2córeczki i przykro mi że patzrą na takie traktowanie kobiety typu: cicho bądź teraz ja mówię, bądź to jego podnoszenie głosu, on zawsze jako pierwszy glos podnosi, ja - będąc u kogoś zazwyczaj cicho wykonywałam co wykrzyczy bo nie chciałam awantur np. u tesciów ale ostatnio też mnie ponosi - nie podoba mi sie takie traktowanie. Rozmowy tez niestety niewiele dają - jak bedę robić to co do mnie należy (wg niego) czyli jak bede uległą to bedzie fajnie...aha... było sobie uległą wziąć!
On nie rozumie że córki nauczą się ze tak się kobietę traktuje - czego on się niestety nauczył w domu... niby widziały gały co brały.. nie sądziłam jednak że mnie też to dotknie.. (o ja naiwna)
Brakuje mi tego szacunku wzgledem mojej osoby z jego strony - ja rozmawiając nie obrażam go krzykiem - wg mnie to on po prostu nie ma argumentów, podniesie glos i wtedy mamy dyskusję o podnoszeniu głosu a nie o pierwotnym problemie... i takie koło zamknięte..
wyobrazacie sobie jak rozmawiamy wsród znajomych lub w rodzinie i ogólnie wszyscy rozmawiają , wszyscy sobie - jak to w rozmowie - jakos delikatnie wchodzą w słowo nawiązując do tematu ale jak ja jemu wejdę w słowo to konsternacja i "teraz ja mówię nie przerywaj mi", czy to znajomi, czy moi rodzice..wszystkim pokazuje gdzie moje miejsce.. tuż za nim... powoli obawiam sie cokolwiek powiedzieć zeby nie wyjechał z tym "teraz ja mowie" to jest takie poniżające..ale nie mogę cicho siedzieć jesli sie z czyms nie zgadzam.. albo w miedzyczasie inni zabiorą glos i zmienią temat, bądź on sam ten temat zmieni... na litość boską
czy któraś miala podobnie? ciezko mi walczyć jego bronią - co nam po głośnych awanturach?? a rozmowy niestety niewiele dają... z kolei jak on sie obrazi to chyba mysli ze mi przejdzie i po temacie..do następnego razu..niestety...