jufamt
13.04.10, 19:53
Mój chłopak sprzed 14 lat (ja miałam 19), miłośc zycia, której nigdy
nie zapomniałam i nie widziałam od ok 10 lat. Z głupich przyczyn sie
rozeszlismy(nie zdrada ale chyba to była niedojrzałosc, która każe
zrywać z byle powodu bo "tego kwiatu jest pół światu" i to moja.
Potem on nie chciał wrócić bo "do tej samej wody" itp - też głupota.
Nie chciał, to się wycofałam, zeby nie żebrać.)Otóż nie jest "tego
kwiatu pół światu" i serce wykrwawiłam, żeby wyrwac sobie to z tego
serca, nie do końca sie udało ale czas przykrył to. Za mąż nie
wyszłam, dlatego. Tak zyję i tak zostało. Kilka dni temu ktoś na
pełnym ludzi, podniosłym spotkaniu bierze mnie za rękę na wysokosci
łokcia, po czym podaje mi rękę. Podałam. Patrzę w twarz. To był on,
poznałam. Po tym popatrzył mi w twarz z widocznym wzruszeniem i
jeszcze raz uścisnął rękę. Zatkało mnie. Odszedł w kierunku drzwi.
Po czasie i namyśle równiez poszłam tą drogą do wyjścia. Szybko
podążyłam przed siebie nie rozglądając sie, bałam się, ze będzie
czekał i powie mi, że jest żonaty. Nigdy nie zadam bólu jego
rodzinie o ile ta istnieje. Dlatego nie wywołam kontaktu. Pytanie do
mężczyzn, którzy kochali. Co on mógł sobie myśleć? Mógł nie podejśc,
nie zauwazyłabym go i to jest pewne, było setki ludzi.Bo ja nie moge
sobie miejsca znaleźć, historia zatoczyła koło i, choć jestem
kobietą rozsądną także, nie moge spac po nocach.