vivi.anna
02.01.11, 16:15
Tak a propos obserwacji dokonanych na imprezie sylwestrowej: po pewnej ilosci alko moi znajomi (mowie o facetach) zaczeli dyskusje z kim lepiej zdradzac (czesc z nich to faceci zonaci, do dyskusji zreszta przylaczaly sie czesciowo ich zony, ot taka imprezowa dyskusja): z singielkami czy z mezatkami.
I wyglada na to, ze wiekszosc z nich byla za mezatkami. Oto ich argumenty przeciwko singielkom: sa rozpuszczone, zbyt pewne siebie, facet przy nich zawsze sie stresuje: czy zaspokoi, czy kupic takie czy inne wino na kolacje (slowem: za duzo zawracania doopy), maja wysokie wymagania, ale przede wszystkim: stawiaja warunki i sa niepewna inwestycja, bo zawsze - jako kobiety bez zobowiazan - moga zwiac (a na tym cierpi zawsze samcza duma, ze kobieta go zostawia), no i przy nich facet musi sie bardziej starac, zeby zdobyc a potem utrzymac. Natomiast mezatki wg nich to kobiety latwe do zdobycia (praktycznie same w rece sie laduja, bo przeciez 90% polskich mezatek to kobiety nieszczesliwe w malzenstwie), nie trzeba w nie za duzo inwestowac (bo pozbawione na co dzien meskiej uwagi ciesza sie nawet z odrobiny zainteresowania), niewyzyte (wiec wulkan seksu), niezaspokojone (wiec na okolicznosc orgazmu miotaja sie jak w napadzie epilepsji), ulegle (bo juz je wlasny maz niezle wyszkolil w posluszenstwie), a przede wszystkim jako mezatki nie narobia potencjalnemu kochankowi "wiochy", i jak kochanek taka zostawi to nie zakabluja jego zonie, bo same maja wlasna rodzine i nie zaryzykuja obsuwy rowniez w swoim zwiazku, dlatego sa "absolutnie bezpieczne".
To tak w duzym skrocie....
Co o tym sadzicie?
ps.
Jak napisalam, przedstawiam jedynie poglady meskiej czesci pewnej sylwestrowej imprezy, nie sa to koniecznie moje poglady, wiec nie zabijajcie poslanca :)