Dodaj do ulubionych

Co twoje to moje, to moje to moje.

    • asfo Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 14:03
      Jeśli nie macie ślubu to nie możesz zgłaszać pretensji odnośnie pieniędzy za czyjąś kawalerkę. Majątek traktuje się jako wniesiony w związek dopiero po ślubie - więc nie można powiedzieć, że wniosłeś mieszkanie w związek, skoro formalnie to nie nastąpiło. Jak Ci cegła spadnie na głowę, to mieszkanie zabiorą Twoi krewni, a dziewczyna zostanie z niczym, nawet jeśli w międzyczasie zapłaci za nowy parkiet i tapety w Twoim mieszkaniu.

      Trudno też, żebyście się gnietli w kawalerce, skoro możecie mieszkać jak ludzie w Twoim mieszkaniu. Mógłbyś ewentualnie czuć się niekomfortowo, jeśli utrzymujesz dziewczynę, ona nie dokłada do gospodarstwa domowego, domaga się od ciebie pieniędzy a kasę z kawalerki przepuszcza na perfumy i waciki. Jeśli natomiast np. odkładałaby pieniądze z wynajmu na koncie, to już by było ok, bo można uznać, że to będzie jakiś fundusz, który ona wniesie do małżeństwa jak już się pobierzecie - zakładam, że na życie wam wystarcza.

      Z drugiej strony mamusia właścicielki kawalerki też nie ma prawa dysponować ową kawalerką.
      I zasiedlanie owego lokalu jakąś babcią jest nie w porządku. Chyba że istnieje usprawiedliwiona przesłanka natury społecznej, tego rodzaju że "teściowie", owa babka i jeszcze trzy osoby gnieżdżą się w komórce na węgiel a mieszkanie Twojej dziewczyny zostało kupione z pieniędzy owych "teściów".
      • green-magdusia1234 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 15:04
        Przede wszystkim majątek nabyty przed ślubem jest majątkiem odrębnym nawet po ślubie. I w zasadzie facetowi nic do kawalerki dziewczyny, nawet gdyby była jego żoną. Ty za to faktycznie w świetle prawa nie masz nic. Mieszkanie nie jest Twoje, lecz Twoich rodziców, ty tylko w nim mieszkasz. Oni Ci go użyczają. Nie muszą Ci go ani darowac, ani zapisać w testamencie. Jak odziedziczysz to będzie tez Twój majątek odrębny, nawet po ślubie. Poza tym rok znajomości to nie dużo, zeby decydować o majątku dziewczyny. Jeżeli ona nie chce wynająć swojego mieszkania, to jej sprawa. Nic Ci do tego. W przypadku, gdy razem mieszkacie zawsze moze dokładać Ci się do czynszu, innych opłat, jedzenia , czy rozrywek (np. 1/2 łącznych wydatków). Nie wspominasz o ślubie. To jakie masz poważne zamiary? Za chwilę Ci się odmieni i co gdzie dziewczyna wróci? Będzie musiała poczekac conajmniej miesiąc, żeby lokatorzy się wyprowadzili. Wszyscy tutaj mówią o zaufaniu, o konieczności wzajemego podejmowania decyzji, itp. A dlaczego jest tyle spraw o podział majątku po rozwodzie, kiedy ślub był brany z wielkiej miłości. Ale potem się trochę zmieniło. On poznał inną, albo ona innego. Coś się wypaliło. Wtedy nie ma sentymentów. Ludzie kłóca się o przysłowiową łyżkę (bynajmniej nie złotą). Chłopie daj dziewczynie czas niech sama podejmie decyzję. To jej własność i jej prawo. Nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze.Może ona nie chce żeby w jej mieszkaniu byli jacyś obcy ludzie. A może nie przekonałeś jej o swoim uczuciu. Jeszcze nie dokońca Ci ufa skoro Ty wchodzisz z butami w jej własność i finanse. I to dla Ciebie taki ważny problem.
    • takisobienik Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 14:09
      lemur223 napisał:

      > Zacznę od tego, że od roku jestem z fajną dziewczyną.

      I po roku nadal nie umiesz z nią rozmawiać.
    • takisobienik Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 14:11
      lemur223 napisał:

      > No i ustalilismy, że od września zamieszkamy w moim mieszkaniu.

      Kto to ustalił i w jaki sposób się to odbyło?
    • pipshunter Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 15:07
      No stary:
      1.Macie problemy z komunikacją.
      2.Cokolwiek postanowisz najpierw ochłoń i postaraj się ja zrozumieć i pogadaj z nią
      3.Masz dużo racji, nie daj zrobić z siebie frajera
      4.Czasami wart odpuścić bo przez jakąś głupotę stracisz coś na prawdę wartościowego
      5.Jak następnym razem będziesz dyskutował z kobietą, zawsze odwołuj się do emocji, mów że poczułeś się pominięty, skrzywdzony, że czujesz że ci nie ufa itp. Do większości kobiet nie docierają logiczne argumenty... pamiętaj.
      6. Jak byłem młody taki stary żyd powiedział mi tak: "Związek to jest jak się dwoje ludzi kocha, małżeństwo to jest jak się dwoje ludzi kocha i chcą założyć spółkę"
    • bezpocztyonline Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 15:07
      lemur223 napisał:


      > Rzuciłem temat, że jej kawalerke
      > mozna wynając i odkladać z tego na wakacje, albo na cos innego (skoro planujemy
      > razem przyszłość).
      > I że nie będziemy musieli utrzymywać tej kawalerki (tak jakbym w ogóle miał taki zamiar)
      > tylko oni (jej rodzice) się tym zajmą.

      Aha, czyli do czerpania zysków z najmu jej mieszkania byłbyś chętny, ale do ewentualnego uczestniczenia w kosztach związanych z tamtym mieszkaniem - absolutnie nie.


      • vertreter Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 16:03
        nierozumiem tych wszystkich ataków na faceta.Dosyć wyraźnie opisał całą sytuację a juz doprecyzowanie "garnkami" powinno zamknąć usta wszystkim ujadaczom widzącym tylko jedno w jego "oczach" : KASA.
        Całkowicie się z nim zgadzam-planujemy razem przyszłość, więc to co mamy na te chwilę "wnosimy" (o ile to prawnie//"fizycznie" możliwe ) na początek naszej drogi,czym jest niewątpliwie wspólne zamieszkanie.

        Lemur ma słuszne wątpliwości(oprócz pominięciu go w decyzji o oddaniu kawalerki rodzicom/babci)że gdyby nie miał mieszkania zapewne całej tej kwestii z babcią by niebyło bo PRAWDOPODOBNIE po to oddali córce mieszkanie by ułatwić jej start w życie.Więc gdyby poznała faceta bez "chaty" poszłaby z nim do "babcinej" kawalerki.

        I tego pier*lenia że to ON chce czerpać zyski z wynajmu tej kawalerki też nierozumiem.Przecież zyski "wędrowałyby" na ich WSPÓLNE konto(na realizację WSPÓLNYCH marzeń/celów)by żyło im się lepiej.

        Chyba że decyzja o zachowaniu kawalerki dla babci podyktowana była względami innymi ( mało miejsca w dotychczasowym mieszkaniu?/chęć pomocy rodzicom ? )

        Jedno w całej tej sytuacji jest niezrozumiałe.Rok czasu to relatywnie krótko jednak chyba wystarczająco by poznać kogoś i umieć z nim rozmawiać a właśnie w taki sposób powinna się ta sprawa zakończyc-ROZMOWĄ,najlepiej między dwojgiem kochających się ludzi.

        Jej zachowanie(ta cała "spychotechnika" jak to ktoś fajnie ujął , która okazała się zwykłym przeciąganiem w czasie a później nagle informacja od teściowej żeby zapomnial o kawalerce) jest bardzo delikatnie mówiąc dziwne.

        Powodzenie Lemur .
        • e.i.t.h.e.l Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:11
          Ale wnoszą nie tylko dobra, ale i zobowiązania. I to nie tylko te materialne. Zobowiązanie do zajęcia się seniorami rodu też są wnoszone przez 2 strony. A gdyby było tak, że dziewczyna przystała na wynajęcie kawalerki, ale za to musi opłacić pobyt babci w innym miejscu, to co na to autor by odpowiedział? Przecież to też obciążyłoby jego budżet.
          • bezpocztyonline Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 08:51
            e.i.t.h.e.l napisała:

            > Ale wnoszą nie tylko dobra, ale i zobowiązania.

            I zdaje się, że dla jej rodziców było to naturalne ("nie musicie").
            A dla niego - kompletne zaskoczenie. ("tak, jakbym w ogóle miał taki zamiar").

            Pytanie jednak (bo nie chce mi się czytać całego wątku): dlaczego o tym z nim rozmawiała matka dziewczyny, a nie sama zainteresowana?
            • li_lah otóż to 26.07.11, 13:18
              otóż to, ale do pieniędzy jakie zarobiłoby mieszkanie samo na siebie to był pierwszy.. tu właśnie widać kim on jest. to nie dziewczyna jest zła, tylko on.
              • e.i.t.h.e.l Re: otóż to 26.07.11, 15:04
                Dla mnie żadne z nich złe nie jest i nie szukam w tej opowieści bohaterów i złoczyńców. Takie życie, każdy z nas ma swoje doświadczenie, poglądy, inaczej został wychowany. Cała sztuka w tym, że jeżeli chcą się ze sobą związać, to muszą się nauczyć rozwiązywać dzielące ich różnice. A tu jakoś brak chęci po obu stronach. Ona przed problemem w ogóle ucieka na zasadzie, że jak o czymś nie mówimy to tego czegoś nie ma. On za to zastanawia się jak jej dopiec i pokazać, że to jednak on miał rację (pomysł z oddaniem rodzicom bądź co bądź ich własnego mieszkania i kupno na kredyt trzeciego).
    • cojestdoktorku Masz pełną rację 25.07.11, 15:42
      Dziwi mnie ze większość tego piszących tego nie rozumie.

      Proponuję zrobić test.
      Przy pierwszej okazji powiedz ze plany się zmieniły, że musisz oddać rodzicom mieszkanie bo na jakiś czas wprowadzi się tam babcia.
      Więc oczekujesz że dziewczyna pozwoli Ci się wprowadzić na jej kawalerkę, bo inaczej nie masz gdzie mieszkać.
      Jej reakcja i jej rodziców wszystko Ci powie.
      A i kilku matołków na forum może zrozumie o czym mowa
      • misiekofski Re: Masz pełną rację 25.07.11, 17:14
        Posłuchaj gościa, lub ewentualnie :
        Powiedz, że mamusia jest chora i będzie przez dwa/trzy miesiące musiała mieszkać w tym trzypokojowym mieszkaniu (bo ma zabiegi medyczne i będzie miała bliżej).
        Sprawdź czy zaproponuje Ci przemieszkanie czasowe w kawalerce (lub zaproponuj żeby Twoja mamusia chwilę pomieszkała tam) ;)
        Wszystko wyjdzie w praniu.
        I miej jaja - to Ty jesteś facetem i masz prawo wpływać na decyzję zarówno swojej narzeczonej jak i teściów ;)
      • e.i.t.h.e.l Re: Masz pełną rację 25.07.11, 20:14
        Ale to jest całkiem dobra sytuacja. Umieszczają obie babcie w M4, a sami przenoszą się do kawalerki. Ja bym na taką propozycję przystała bez wątpienia, o ile byłaby to prawdziwa sytuacja, a nie tak jak tutaj podpucha, czy próba robienia na złość dziewczynie, nie wiedząc nawet dlaczego musiała babcię zakwaterować w kawalerce.
    • rypalski Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 16:25
      to milo, ze jestes szczesliwy z ta dziewczyna "po trzydziestce" ... ale pomysl tylko ilu facetow na to pracowalo i przez ile lat aby twoja dziewczyna nauczyla sie tej trudnej sztuki ...
      Ze zdjecia wynika ,ze jestes leniem seksualnym i to twoja dziewczyna siedzac na tobie ... kontroluje cala akcje.
      Przyszla tesciowa powiedziala ci wprost, ze nie maja nic przeciwko temu bys nadal dmuchal ich piekna coreczke ... jednak zawsze jest cos za cos ... otoz w zamian za przyjemnosc dmuchania
      ladnej blondynki nie bedziesz jedynym beneficjantem tego ukladu ... bez babci ... nie byloby mamy ... a bez mamy ... pieknej corki. Musisz sam zadecydowac co jest dla ciebie wazniejsze ...
      dodatkowe dochody z wynajmu kawalerki ... czy tez super przyjemne dmuchanie pieknej blondynki ... ja osobiscie wybral bym ta ostatnia mozliwosc.
      • ronald.tusk Kwintesencja... 12.08.11, 07:01
        resztę można sobie odpuścić ;-)
        • demodee Re: Kwintesencja... 12.08.11, 11:19
          Kwinesencjalne to tu jest pytanie, jaką propozycję złożył lemur dziewczynie.

          Czy zapytał: Dziewczyno, zamieszkaj ze mną w mieszkaniu moich rodziców, będziesz mi płacić połowę kosztów utrzymania, a ponadto połowę zysków z wynajmu kawalerki.

          Jeśli taka była propozycja, a dziewczyna ją przyjęła, a teraz nie chce wynająć kawalerki i dzielić się zyskami z lemurem, zasłania sie awarią internetu, matką itd., to faktycznie - lemur ma rację, że jest sfrustrowany i rozżalony.

          Jeśli jednak lemur zaproponował - zamieszkaj u mnie, będziemy dzielić się wydatkami na utrzymanie po połowie, a teraz wyskakuje z roszczeniami co do kawalerki, to nie ma racji.
    • 13monique_n Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 16:26
      Lemur, postawiłeś ważne pytanie - o sprawy majątkowe. Nie słuchaj tych wszystkich lekkomyślnych ludzi. łatwo jest pod wpływem omamów i motyli w brzuchu zaniedbać swoje interesy. A gdyby związek zazgrzytał, to wtedy będzie płacz u adwokata, kiedy nie będzie co ratować. Jasne sytuacje tworzą prawdziwe porozumienie.
      • atosatos1 Przed przeprowadzką warto ustalić 25.07.11, 16:53
        czy wspólnie opłacacie czynsz i media w twoim mieszkaniu, czy tylko ty. A jak z posiłkami, ona zostaje twoja utrzymanką, czy dokłada do wspólnego gospodarstwa?
        Mnie to wygląda na chęć wyjelenienia ciebie, bo rodzice nie zapytali czy się macie zamiar pobrać, może będziesz kochankiem na teraz, a jak się trafi lepszy to zostaniesz sam, oby z mieszkaniem i bez długów.
    • hermilion Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 16:39
      Związując się / żeniąc się z dziewczyną wchodzisz też w jej rodzinę.

      Kwestia czy powinna czy nie wynająć kawalerkę jest dyskusyjna,
      w końcu to jej kawalerka .. a Ty skoro zaproponowałeś że zamieszkacie
      razem to co najwyżej możesz zaproponować aby się dokładała do utrzymania
      mieszkania.

      Ale masz większy problem:

      - Czy chcesz mieszkać z dziewczyną którą rządzi mamusia, a która
      nie potrafi spokojnie z tobą porozmawiać w sytuacji konfliktu

      - Czy chcesz mieć taką teściową ..

      - Czy chcesz wiązać się z rodziną o tak odległym systemie
      wartości (od Twojego)
    • green.lemon Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 17:26
      Przebrnęłam przez pierwszą stronę, mniej więcej mam ogląd sytuacji i powiem tak: ja przyjmuję to co napisałeś jako stan istniejący. Gdybanie czy dobrze się zrozumieliście z dziewczyną, jaki jest stan prawny Waszych nieruchomości to naprawdę nie ma tutaj sensu. A co do samej sprawy: ktoś tu mądrze zauważył, że cała sprawa sprowadza sie do tego, że Twoja panna (bo sorry, ale zachowanie ma na poziomie kilkunastolatki i jest raczje niedojrzała) jest nielojalna wobec Ciebie i to Cię boli. I moim zdaniem masz rację. Lojalność to podstawa w każdym związku. Jest się lojalnym wobec przyjaciela i staje za nim murem przeciwko innym. A w rodzinie - jak coś ustali się z partnerem - jest się lojalnym w stosunku do niego i broni tej wspólnej decyzji przed rodziną. I dobrze że brak lojalności ze strony Twojej panny wyszedł już teraz, a nie za jakis czas, gdy już bylibyście małżeństwem, a jej postępowanie i wtrącanie się toksycznej rodzinki niszczyłoby Twoje nerwy i Twoje życie. Masz czas i szansę, żeby postawić sprawę jasno i porozmawiać z nią szczerze. I poobserwować czy znowu Ci z czymś takim nie wyskoczy. Jak to sie będzie powtarzało to ja bym z niej zrezygnowała, bo wiesz: namiętność namiętnością, teraz Wam (Tobie) hormony buzują, ale taki stan oszołomienia i zauroczenia nie trwa wiecznie. Potem to mija i trzeba żyć z tym właśnie człowiekiem, którego się wybrało pod wpływem emocji, a nie rozsądku i którego system wartości jak tak inny od Twojego. Dlatego nie mówię Ci jak niektórzy: zwiewaj od razu, tylko poczekaj, poobserwuj i postaraj się wyjaśnić sytuację. Co do kandydatki na żonę: jej zachowanie to kojarzy mi się z dziećmi w piaskownicy: nie potrafi przedstawić włąsnego zdania, drugie dziecko chce jej odebrać łopatkę i pokazuje jak robić babki z piasku więc leci do mamusi żeby obroniła. Ja bym nie chciała być z kimś takim w związku, bo to katorga. Żeby nie brzmiało to jakoś mentorsko ;-) też mam 30-parę lat. I wiem co to ponieść się emocjom a potem bardzo tego żałować.
      A pomysł ze sprzedawaniem obu mieszkań i kupowaniem wspólnego uważam za poroniony w sytuacji takich numerów ze strony dziewczyny i jej rodziny.

      pozdrawiam i trzymaj się, bo nerwy na pewno masz napięte do granic możliwości.
    • cyrulica Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 18:05
      Jeśli dziewczyna nie chce wynajmować mieszkania, to wcale jej się nie dziwię - nie każdy ma ochotę, żeby w jego mieszkaniu, czynnie używanym przez lata, mieszkał ktoś obcy. Co innego, gdy trafi się ktoś znajomy i godny zaufania, albo dziewczyna z myślą o wynajmie po prostu się oswoi - ale na to potrzeba odrobiny czasu.

      W ogóle całe to wyliczanie jest dla mnie trochę zaprzeczeniem sytuacji "tak-się-kochamy-że-nie-wytrzymamy-osobno-ani-dnia-dłużej". Ale skoro do niego doszło, no to co:
      - autor wątku dostaje możliwość mieszkania ze swoją dziewczyną + połowę czynszu, mediów i kosztów życia ogólnie pojętych. No i fajnie, zwróci mu się za koszty jej zużycia samochodu ;)
      - dziewczyna autora dostaje możliwość mieszkania ze swoim chłopakiem w nowo wyremontowanym M3. A skoro ponosi równe koszty mieszkania, to już wnosi Wkład.
      No i kto tu traci? Bo chyba nie autor wątku, a już na pewno nie jego rodzice.

      Widzę za to potencjalną stratę dla dziewczyny, która - skoro mieszkania nie chce wynajmować - musiałaby nadal ponosić koszty jego utrzymania (autor wątku wyraźnie napisał, że on takiego zamiaru nie ma). Skoro więc trafiła się okazja, żeby tych kosztów uniknąć, wszyscy powinni być zadowoleni.

      A tak w ogóle, po pól roku wspólnego mieszkania może się okazać, że nic z tego związku nie będzie i wynajmowanie kawalerki i odkładanie pieniędzy było tylko niepotrzebną komplikacją. No chyba, że bohaterowie historii są pewni stuprocentowo, to niech biorą od razu ślub, a nie bawią się w jakieś mieszkanie-razem-przed.

      A teraz konkluzja: wina dziewczyny jest taka, że nie porozmawiała ze swoim facetem szczerze na ten temat. I nic więcej.
      • cojestdoktorku Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 18:11
        > A teraz konkluzja: wina dziewczyny jest taka, że nie porozmawiała ze swoim face
        > tem szczerze na ten temat. I nic więcej.

        a to że kłamała o ogłoszeniu to nie jest wina? :)

        i o jakim wkładzie mówisz?
        płacenie czynszu i za zużycie prądu to jest wkład?
        kurdę muszę ten swój wkład skądś wyjąc będę miał masę kasy, powiesz mi może gdzie ten mój wkład mogę odebrać?
        • li_lah Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 18:31
          ja też czasami okłamuję kogoś w podobnych kwestiach (np: czy juz wyslalas to podanie? / to CV, zaplacilas za ten rachunek, dalas ogloszenie?), bo ktoś zwyczajnie naciska, a ja albo nie mialam czasu tego zrobić, albo zwyczajnie jeszcze nie chcialam, a gdy się ktoś tak przyczepi to jest niewygodne dla mnie. jesli na nią naciskał, to jej się nie dziwię.
          druga sprawa to taka, że z ciekawosci śledzę ten wątek i autor chyba nie napisał w jakim staniem jest mieszkanie dziewczyny: czy to są gołe ściany, nędzne wyposażenie czy też może wyższy standard i po prostu szkoda to wynająć byle komu. może kobieta ma tam mnostwo osobistych rzeczy, dokumentow, bibelotów i nie ma co z tym zrobić?
          załapał to ktoś? czy zwyczajnie kazdy widzi w niej tylko pażerną laskę, która będzie mieszkala w m3 i z racji tego powinna bić pokłony przed lemurem i może najlepiej w podzięce przepisać mu swoje mieszkanie?

          ze zuzyciem prądu to jest tak: czy mieszka 1 czy 2 osoby to lodówka chodzi cały czas, żarówka w pokoju w którym siedzą też pali się ta sama, a nie dwa razy tyle, TV oglądają najczesciej wspolnie po pracy, więc wzrost zuzycia prądu z tego powodu, ze zamieszka druga osoba jest raczej minimalny. tak, jest to pewnego rodzaju korzyść dla autora wątku.
          podobnie jest z innymi mediami.
          czynszem się podzielą, więc chlop na tym zarobi.
          jesli juz tak wyliczamy to proszę bardzo.

        • cyrulica Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 18:34
          > a to że kłamała o ogłoszeniu to nie jest wina? :)

          Jest. Podpada pod brak szczerej rozmowy.

          Ponoszenie połowy kosztów życia to jest wkład w to życie właśnie. Dziewczyna nie przychodzi i nie mieszka za darmo.
    • georgia241 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 18:15
      Podpiszcie intercyzę. Wtedy mieszkanie zawsze będzie twoje.
      • ssdd1975b Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 18:19
        nawet bez mieszkanie jest jego zgodnie z prawek jakie teraz jest
        • zla.kobieta83 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 19:12
          Od czytania tego wątku można zwariować :)
          Po 1 część ludzi ma jakby jakieś żale do założyciela wątku, że ma on mieszkanie które zostawili mu rodzice. Dostał to niech ma je sobie. Nie on pierwszy nie ostatni.
          Po 2 ja go rozumiem i jestem kobieta. Jesteście razem i dzielicie się tym co każde ma. Więc skoro proponuje zamieszkanie w jego mieszkaniu to wykorzystajcie właściwie jej mieszkanie.
          Po 3 proponuje złożyć propozycje swojej dziewczynie i powiedzieć, że chcesz z nią wszystko zacząć od początku i że jesteś gotowy wziość z nią kredyt i zobaczysz co wtedy ona zrobi. Oczywiście napomknąć, że mieszkanie oddajesz rodziców i że musisz szukać nowego kąta. Myślę, że to będzie dobrym sprawdzianem waszego związku. Życzę powodzenia i trzymam kciuki
        • asrad Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 19:26
          Do lemura - wszyczy czekamy na relacje twojej rozmowy z dziewczyna, w ktorej miales jej przedstawic swoj pomysl z kupnem mieszkania. Porozmawialiscie? A moze nie?



    • curvaturadiculo Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:00
      > Co o tym myslicie?

      Potraktowano Cię jak dodatkowo pozyskane dobro, bez prawa głosu, ale z prawem do bycia
      użytym. To całowicie wyczerpuje zagadnienie.
    • renateczka1 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:38
      Ja dam Ci najlepszą radę wynajmijcie 2 mieszkania ona swoje a ty swoje i spłacajcie tą zarobioną kasa 3-cie wzięte na kredyt wspólnie........
      Ale raczej tobie chodzi o pieniądze, bo co Cie boli skoro będzie dorzucać się do opłat.... ja bym cię w d-e kopnęła bo ty już teraz myślisz o kasie zamiast cieszyć się jej osobą, bo to początki związku są najpiękniejsze i zastanów się dlaczego do tej pory nie spotkałeś innej "fajnej dziewczyny"......... może oceniasz przez pryzmat korzyści? do grobu i tak nic nie weźmiesz!! ale duś ją duś tak niewiele w jej wieku ma własne mieszkanie :D:D Rodzice Tobie tez nie ufają bo inaczej już by przepisali ci to mieszkanie, niestety na gębę to można mieć dużo.
    • kaskakielbaska Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 20:55
      Bardzo nieładny sposób załatwiania spraw ma Twoja dziewczyna i jej rodzina. Decyzja, którą podjęli bez Twojego udziału też jest nie fair. To fakty. Moje odczucie jest takie - uciekaj, a przynajmniej uważaj. "Fajna dziewczyna" tak nie postępuje, sorry.
    • annamonika_k Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 21:17
      przeczytałam to wszystko i tak sobie myślę czy ten watek nie jest w całości od początku do końca wymyślony a dyskusja wywołana sztucznie aby był nowy temat. to moje zdanie. może sie mylę
      • mumia_ramzesa Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 21:27
        A wszyscy sie tak rozemocjonowali. :-D
    • m550 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 22:04
      Uważaj, lemur. Wiadomo, że będąc zakochanym przymyka się oczy na różne rzeczy, ale jeżeli się w porę nie zareaguje, pewnych spraw może się już nie dać odkręcić. Mój brat miał podobną sytuację. Przed śłubem zamieszkał z dziewczyną w mieszkaniu podarowanym mu przez naszych rodziców. Dziewczyna zadowolona z takiego stanu rzeczy, mimo poczatkowych obietnic, nie wniosła do związku absolutnie nic, choć jej rodzice są znacznie zamożniejsi od naszych. Nie ma mowy o wspólnym oszczędzaniu, o wspólnych inwestycjach, gdyż bratowa zainteresowana jest wyłącznie pomnażaniem majątku swoich rodziców i choć nieźle zarabia, nigdy "nie ma pieniędzy" albo "musi pomagać swoim rodzicom". Jest do bólu egoistyczna i roszczeniowa, o wiele bardziej identyfikuje się ze swoimi rodzicami niż z mężem -choć to już 7 lat po ślubie ...a taka z niej była fajna dziewczyna przed śłubem.
      Przyjrzyj się uważnie swojej dziewczynie i naprawdę nie śpiesz się w tym związku. 30-letnia kobieta jest już na tyle dorosła, zeby móc samej, bez posrednictwa mamusi, decydować o swojej własności i o swojej przyszłości. Obserwuj sytuację i nie daj się usunąć ze swojej pozycji.
    • ladna_pani Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 25.07.11, 23:11
      Przemyśl relacje w swoim związku, pogadaj z dziewczyną i wyjasnij sprawę. Nie wyobrazalne jest, żeby żyć z kimś kto nas okłamuje. Nie mówię, że masz zaraz zrywać, ale jeśli tak mają dalej wyglądać wasze relacje to " dziewczyna napewno nie jest fajna".
    • 1stanczyk Mieszkanie mieszkaniem a posag posagiem 25.07.11, 23:46
      I w tym właśnie jest problem.

      Dla rodziców dziewczyny mieszkanie jest posagiem i tak długo jak długo nie ma męża posag jest ich a nie jej własnością niezaleznie od jej takich czy innych, bardziej lub mniej akceptowanych relacji z tym czy innym mężczyzną.


      Re: Co twoje to moje, to moje to moje.
    • alieniak Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 00:17
      Wina w tym calym zamieszaniu jest dziewczyny. Najwyrazniej nie poinformowala, ze to nie jest jej mieszkanie, potem sciemniala, ze niby zamierza wynajac, nie przeprowadzila rozmowy z partnerem tylko napuscila mamuske, itp.
      Oj, niedobrze to wrozy na przyszlosc.
      Dziewczyna nic nie musi do zwiazku wnosic (to juz nie czasy posagow) ale nie powinna klamac.
      Widocznie miala z tym jakis problem.
      Musisz z nia szczerze porozmawiac i dowiedziec sie dlaczego. Jesli nie , to sytuacja bedzie sie powtarzac z innymi rzeczami.
      Od "tesciowej "jak najdalej. Ona juz dzieli i rzadzi. Jak planujesz wspolne zycie z dziewczyna to do planow wlacz w jaki sposob by sie odizolowac od tesciowej, ktora ma zdecydowanie duzy wplyw na dziewczyne.
    • cowgirl_ride Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 00:32
      Zacznę od tego, że od roku jesteś z dziewczyną. Określenie "fajna", sobie darujmy. Dlaczego? Reszta Twojego postu świadczy o tym dobitnie. Co o tym myślę? Ano, myślę, że trzeba pannę spakować i wystawić za drzwi. Bez żalu, ma dokąd się wynieść. Najwyżej, kiedy babcia przyjedzie w odwiedziny to się z nią trochę pomęczy. Nie zmądrzeje od tego ale przynajmniej pocierpi. I, może znajdzie większego osła. Będzie mu się mogła wyżalić, że poprzedni facet tak ją potraktował...
      • gabi-610 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 01:04
        A co powiecie na taką sytuację. Zakłądają rodzinę facet z mieszkaniem którego dorobil się bez pomocy rodziców i kobieta z małym mieszkaniem na połowę mieszkania od rodzicow dzieki ich ogromnym wyrzeczenion reszta własny dorobek dzieki oszczędności i własnym ogromnym własnym wyrzeczeniom. Facet otrzymuje udział w spadku i darowuje go rodzeństwu, które zamieszkiwało z rodziną w domu rodziców i przez wiele lat przez nich było utrzymywane, odbecnie sami osiagają bardzo wysokie dochody i żyją na o wiele wyższym poziomie niż rodzina darczyńcy, a wlasciwe to żyją bardzo rozrzutnie. Na pytanie dlaczego tak postapił facet odpowiada żonie "to nie twoja sprawa". Czy on jest waszym zdaniem w porządku wobec własnej rodziny?
        • zolla78 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 16:11
          gabi-610 napisała: <Na pytanie dlaczego tak postapił facet odpowiada żonie "to nie twoja sprawa". Czy on jest waszym zdaniem w porządku wobec własnej rodziny?>

          Uważam, że nie jest w porządku, ale w pierwszej kolejności nie dlatego, że oddał to rodzeństwu, ale dlatego, że tak chamsko tobie odpowiedział i przynajmniej nie omówił tego z tobą wcześniej podając motywy takiej decyzji. Po drugie, jeżeli nie było tu jakiś szczególnych okoliczności rodzinnych, to w pierwszej kolejności powinien pomyśleć o swoich dzieciach, w drugiej o rodzeństwie. Ale nie znam okoliczności, zatem trudno go w tym zakresie osądzać.

          A odnosząc się do samego postu lemura. Jego teksty o wnoszeniu czegoś do majątku wspólnego to dla mnie żenada. Ale co do samej sytuacji, to się zgadzam z nim, że dziewczyna nie zachowała się w porządku i racja jest po jego stronie. I chociaż wykazuje postawę mocno roszczeniową w zakresie tego "dokładania się", to akurat co do meritum postu, ma moim zdaniem prawo być wkurzony, że wyszło tak jak pisze.

          Miałam bardzo podobną sytuację. Oboje mieliśmy mieszkania, praktycznie nasze, formalnie jako współwłasność z naszymi rodzicami. Ja moje na kredyt. Mieszkania podobne, moje trochę większe. Jak rozmawialiśmy o zamieszkaniu razem, od razu padła z jego strony propozycja, żeby jedno wynająć i mieć kasę na wspólne wakacje. Dla mnie było naturalne, że rozwiązanie jest ok. Według zasady, gdyby nie to, że z nim mieszkam, lub on u mnie, to drugie mieszkanie nie mogłoby być wynajęte i nie byłoby tej kasy. Zatem niejako jest wspólna, mimo że mieszkanie czyjeś. I nie uważam, że to świadczy o postawie roszczeniowej czy materializmie. Gdyby tak było, to opłacałoby mi się do niego wprowadzić, swoje wynająć i kasa szłaby na spłatę kredytu. 1,5 tys w kieszeni więcej. Ale uznałam, że to nie byłoby uczciwe. Decyzja była, że mieszkamy u mnie. I nagle dowiaduję się, że jego mieszkanie nie zostanie wynajęte, tylko jego brat się wprowadza za free, w ramach wsparcia dla jego rozwoju zawodowego. Niby na jakiś czas. I pewnie, gdyby mnie zapytał czy nie mam nic przeciwko, w ramach lojalności wobec partnera i ponieważ materialistką nie jestem raczej, powiedziałabym, że oczywiście, żeby pomógł tak bratu. Ale problem był jak u lemura. Nikt mnie o zdanie nie pytał. Ustalenia zostały zmienione bez mojej zgody i za moimi plecami. Jak dla mnie był to wyraz kompletnego nie liczenia się ze mną. I to dla mnie był problem, a nie sam los tego głupiego mieszkania. I jak rozumiem, o to też chodzi głownie w poście lemura. A jakiś czas później jego mama stwierdziła, że mieszkanie tak w zasadzie jest jej, on nic do niego nie ma, a mój partner zachował się według mnie jak d..a i nic z tym nie zrobił i nawet nie pofatygował się by rzucić jakieś "sorry, że tak wyszło, wiem że plan mieliśmy inny". Czyli znowu mnie zlekceważył i uległość wobec jego rodziny była większa odpowiedzialność za przyszłość naszego dziecka. I to też uważam, że jest nie fair i nie świadczy o czyjejś postawie roszczeniowej, ale o odcięciu pępowiny, niezależności i odpowiedzialności za nową rodzinę.
          Związek zbyt zaawansowany by przez coś takiego się rozstawać, ale efekt tego i jeszcze z dwóch podobnych numerów, jest taki, że pilnuję teraz rozdzielności majątkowej między nami i tego by się do życia i utrzymania dziecka dokładał, jak świętości. Pewnie niektórzy by mnie nawet za materialistkę uznali w tym zakresie, nie znając backgroundu przyjętych przeze mnie zasad rozliczania się przez nas w związku. Mój limit lojalności wobec niego i jego rodziny w zakresie ich finansowania wyczerpał takim działaniem na samym początku związku.
          Tym samym nie zgadzając się zbytnio z koniecznością wnoszenia czegoś do związku czy niemożliwością podzielenia się swoim z kimś, jeżeli ten nie ma, bez jakiś rekompensat, bo na tym polega też związek, uważam, że jak ktoś się z nami w tym zakresie nie liczy, to my powinniśmy się wtedy zacząć dokładnie liczyć z nim, nawet jak będziemy oskarżani o materializm czy postawę roszczeniową.


          • ssdd1975b Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 16:17
            @ zolla

            w 100% popieram - i jestes jak na razie 2 rozsadnie myslaca kobieta na tym forum...

            dokladnie o to w tym wszystkim chodzilo - napewno nie o kase jak to niektore kobiety probuja wmowic mu... - ale Lemur nie wraca wiec pewnie mu cosik nie poszlo z ta klaryfikacja problemu z dziewczyna...
    • maly_zlosliwiec Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 00:47
      Jeszcze nikt nie zdąrzył pomieszkać ze sobą.
      Nawet nie wiadomo jak ze sobą wytrzymacie. Ale juz wypłyneła sprawa pieniędzy. Jak dla mnie, bohater się już nie odezwie, bo problem się sam rozwiązał.
    • weteran-2 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 01:09
      uciekaj chłopie od tej kobiety. skłamała raz, bedzie kłamać zawsze. Ona nie istnieje, jest tylko cieniem mamusi.
    • desha69 Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 06:52
      :) Zaproponuj weryfikację ustaleń i zamieszkajcie w kawalerce. Wtedy nie bedziesz miał problemu z wynajęciem trzypokojwego mieszkania o którym będziesz decydował TY. I wtedy zobaczysz czym są karmieni "teściowie" jak i ich córka. Jeżeli zaczną się wtrącac to zmień obiekt zainteresowań tak szybko jak Ci się uda (o ile nie jest za późno) bo Twoim, a właściwie Waszym życiem będzie rządziła teściowa.
      • roterro Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 10:04
        Nie ma "przepisu" na postepowanie w tej sytuacji. Ile par, tyle rozwiazan.
        Natomiast to co niezbyt rokuje waszemu zwiazkowi to nieumiejetnosc komunikowania sie, i to zdaje sie z obu stron.
        Cokolwiek ta dziewczyna chce zrobic z kawalerka, powinna rozmawiac o tym z TOBA.
        Ty rowniez powinienes jej powiedziec to co napisales na forum.
        Jesli macie inne zdanie na temat kawalerki, powinniscie o tym rozmawiac.
        • roterro Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 10:11
          Nie pomyslales o tym, ze jesli wspolne mieszkanie nie wyjdzie, ty zostaniesz w swoim mieszkaniu, a ona co? Wyprowadzi sie ale dokad jesli jej mieszkanie bedzie wynajete? Tylko oczywisice ona powinna ci wytlumaczyc o co chodzi, moze chodzi o cos innego.

          Ona moze po prostu nie byc pewna waszego zwiazku, co jest zrozumiale. Moze za rok albo dwa, jesli wszystko dobrze sie miedzy wami ulozy, poczuje sie na tyle pewnie zeby to mieszkanie wynajac.
          Ale zeby dobrze sie ulozylo, musicie nauczyc sie rozmawiac. Juz teraz z jakiejs niezbyt w sumie powaznej sprawy, robicie wielka afere, juz zaczyna sie poczucie zranienia ...
    • magdeto Re: Co twoje to moje, to moje to moje. 26.07.11, 10:04
      Najpierw przeczytalam i bardzo nie podobala mi sie postawa Twojej dziewczyny.Ale potem pomyslalam o mojej sytuacji - na ile mieszkanie po babci, ktore jest formalnie moja wlasnoscia, ale... Zarejestrowalismy je na moje imie tylko dlatego zetak bylo latwiej, a zarzadzaja nim rodzice, mam mlodszego brata, ktory pewnie w nim zamieszka, bo mnie nie ma w Polsce juz wiele lat - takie tam.
      Sedno sprawy jest takie: nie wiesz jakie sa stosunki w ich rodzinie, na ile dziewczyna czuje, ze moze rozporzadzac ta wlasnoscia. Jej wahanie wcale nie musi oznaczac, ze jest niesamodzielna itd., po prostu nie wie jak wymanewrowac miedzy toba a rodzicami. Szkoda byloby rozwalic zwiazek bez powaznej z nia rozmowy na ten temat. Pogadaj, powiedz co myslisz, i spytaj o jej powody.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka