botomila
23.12.11, 22:57
wiem, pytanie walkowane w obie strony i to tysiac razy. ale w sumie, nie wiem nawet co ja mysle..
pracuje jak dekorator wnetrz, dorywczo bo jeszcze studiuje. Spotykam roznych ludzi, jestem osoba, ktora sie szybko zaprzyjaznia i raczej jest lubiana. jestem w stalym zwiazku od kilku lat, szczeslwa, ale czegos mi brakuje w obecnym partnerze (nie wiem, mozliwe, ze mi sie z dobrobytu poprzewracalo w dupie) - wiem, ze sama tez nie jestem idealna, nie o wszystkim mu mowie, mam na koncie kilka sprawek z przeszlosci z ktorych sie mu nie wyspowiadalam i nie wiem, czy w ogole moglabym, co nie zmienia faktu, ze jest mi jedna z najblizszych osob na ziemi.
do rzeczy: w zeszlym tygodniu po skonczonym dniu pracy (zlecenie jest jeszcze na conajmniej kilka tygodni) zagadalam sie z szefem, wypilismy w biurze kilka butelek piwa.. i stalo sie. nie bylo stosunku, ale milosc francuska wliczam w seks. zreszta forma tu nie ma znaczenia , liczy sie zasada.
nie wiem, jak sie zachowac. z jednej strony, to nie jest zadna milosc, nie oszukujmy sie. z drugiej strony koles jest ode mnie sporo lat starszy, bogaty i moglabym na tym zyskac - chociaz nie wiem, jak sie to robi.. (tyle sie czyta o dziewojach naciagajacych kolesi na kase, a ja nie wiem, czy one staja i mowia, Piotrek , daj mi 5 stowek bo sie dzis bzykalismy..??)
z trzecie strony, naprawde go lubie i moglby byc przyjacielem z benefitem, ale nie moge tegp zrobic swojemu partnerowi, bo to byloby szmaciarskie. rozstac sie z nim nie chce, bo ten klient nie jest zadna zyciowa alternatywa. martwie sie, ze porabalo mi sie we lbie, mam milosc pod reka a szukam nie wiadomo czego i obudze sie po 40 z reka w nocniku...