talk_jockey
21.01.12, 02:20
Czesław wszystkim. to moj pierwszy watek, prosze o wyrozumialosc ale tez pelny krytycyzm i bez milych owijakow pseudo , tez, rownież, bardzo prosze..
wyleczyłem sie juz ze wszystkich psychiatrycznych bzdur i podbzdur, wytestowalem parę ich leków. zabrało mi to z dziesięc lat zycia.. i niby mam sie za madrego i po przejsciach jakim sie wiekszosci nie snilo, nie w tym jednak rzecz,....
kocham kobiete , ktora wielokrotnie przytlaczalem, niszczylem, wyzywalem, kazalem znikac...
ale po wyprobowaniu kilkuset innych tylko dla jej usmiechu chce mi sie zyc...
ale z innej moze beczki pytanie dla was szanowni psychologie rozkmnijajacy:
ona miala ich czterech osmiu dwudziestu, ty miales rowniez kilkadziesiat
jest jakas szansa to przetrawic, wybaczyc
i dlaczego moich sto wywanych lasek mnie jakos mniej boli, niz jej jeden?
jutro tu wróce wyjasnic moze bardziej - w kazdym razie ona mysli ze tylko terapeuta, bo przeciez sie kochamy, a ja mysle odrobine inaczej....
ps. ostatecznie ten watek moze brzmiec - jak wybaczyc sobie innych , kiedy rozstaliscie zeby ich miec, uczciwei w sumie zdrady nie ma, takze, malzenstwa-
ps jezeli ktos zna dobrze to forum i ma odnosniki do tym podobnych dyskusji to poprosze iz gory dziekuje