0majkel31
19.02.12, 00:30
Po kilku latach rozstałem się z dziewczyną. Wszystko trwało trochę czasu, od kilku miesięcy mieszkamy osobno, ale wciąż mamy świetny kontakt. Dzwonimy do siebie, zdarza nam się spotkać, ruszyć na zakupy itp. Przy czym nie ma w tym raczej żadnych podtekstów, dużo czasu przed zerwaniem łączyły nas właśnie przyjacielskie stosunki. Właściwie rozstanie tego znacząco nie zmieniło. Trochę koniec wspólnego życia odchorowałem. Zacząłem jednak rozglądać się wokół, zdałem sobie sprawę, że to nie koniec mojego życia (chociaż strasznie żałowałem rozstania). Poznałem kogoś przez sieć, zupełnie przypadkiem. Zaczęły się maile, intensywne, po jakimś czasie pierwsze spotkanie. Po nim dalszy codzienny kontakt mailowy i krok dalej - wymiana nr telefonów, esemesy, ememesy. Interesujemy się sobą, planujemy kolejne spotkanie, oboje zastrzegając, że nie mamy ciśnienia - każde zajęte swoją robotą-hobby. Jest rok młodsza.
Problem w tym, że niedawno zacząłem na nowo kontaktować się z zauważalnie młodszą koleżanką, z którą zdarzyło mi się spotkać (niby zawodowo, ale to były dwie godziny luźnej i przyjemnej rozmowy o zupełnie innych sprawach) i kontaktować. I chociaż zawsze mi się podobała, będąc w związku tłumiłem myślenie o niej. Ale to chyba silniejsze - podoba mi się jej styl bycia, oryginalność itp. itd.
Obie dziewczyny mają odmienne charaktery, zupełnie inaczej wyglądają, są w różnym wieku. Ja po życiowej bitwie, wciąż mając sentyment do dawnej dziewczyny i do niedawna łudząc się, że jeszcze coś się odmieni. I trochę zbaraniałem. Nie staram się znaleźć klina, który zabije wspomnienia o byłej, chciałbym spokojnie, bez ciśnienia zacząć na nowo. Ale chyba tak się nie da, a boję się, że tracąc znowu kontakt z młodszą koleżanką, stracę szansę na bycie z kimś, kto mnie fascynuje i wciąż zaskakuje (znamy się kilka lat). Nie chciałbym także skrzywdzić nowo poznanej dziewczyny, która również ma świetny charakter i kto wie, co by z tego wyszło.
Koniec bełkotu - jak radzicie sobie z podzielną fascynacją kobietami? Da się jakoś racjonalnie rozstrzygnąć, czy iść na żywioł i czekać, jak się rozwinie. Nie chcę ani obu krzywdzić, ani zostać sam przez następny rok i inne takie, latanie wciąż za kolejnymi kobietami też średnio mi odpowiada, nawet nie mam na to czasu...