sibeliuss
27.09.12, 09:33
Wczoraj się ściąłem (lekko) podczas rozmowy o nieplanowanych ciążach. Opowiadanie, że ktoś zaliczył wpadkę i będzie miał dziecko. Jesteśmy istotami rozumnymi, są rozmaite metody antykoncepcji, od prezerwatywy począwszy i odróżnia nas od zwierzątek to, że w określonym terminie umiemy zapanować nad popędem seksualnym. Jeśli jednak mamy w nosie środki i popęd odbiera nam rozum to chyba wiadomo, że konsekwencją może być ciąża. Tam gdzie się drzewo rąbie, tam lecą wióry. Mam czasami wrażenie, że ludziom seks przestał się kojarzyć z fizjologią. No więc znajoma jest w ciąży, oczywiście nieplanowanej, bo nad dzieckiem dopiero się zastanawiali. Może mam myślenie zero-jedynkowe ale pytam. Skoro to dla nich taka trauma to może aborcja - popatrzono na mnie jak na mordercę. No więc skoro nie aborcja to będą mieli dziecko i tyle, no to jęk że ja nie rozumiem jakie to straszne mieć w nieodpowiednim czasie dzieciaka - no to niech oddadzą do adopcji - znów wzrok pełen potępienia. No bo taka nieplanowana ciąża może rozwalić związek, bo oni tak naprawdę to po iluś tam latach to nie wiedzą czy chcą razem być. No to się rozsierdziłem i pytam - skoro nie aborcja, nie adopcja to jakie jest inne wyjście dla kogoś kto nie chce dziecka - wtedy usłyszałem, że niestety spieprzyli sobie życie i będą musieli tak żyć, no a jak się urodzi to się je przecież pokocha. Ludzie - gdzie ja żyję? Dodam, że rozmowa była prowadzona bez zainteresowanych, rozmówcy mieli wyższe wykształcenie i są ludzi bywałymi (chociaż teraz mam mieszane wrażenie).
Z powrotem wchodzimy na drzewo?