Gość: ja
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
14.08.04, 17:41
ryczę juz któryś dzień... nie mam już siły. nie wiem co robić, nawet nie wiem
po co tu teraz piszę...
nalepszy przyjaciel jakiego kiedykolwiek miałam wrócił do kobity, która przez
kilka ostatnich lat "związku" pozbawiła go poczucia własnej wartości, radości
i chęci życia... zerwali niedawno- facet nie do poznania- wesoły, pełen
inwencji (10000 nowych pomysłów na życie), wspierałam jak mogłam, wyjechałam
na parę tygodni, a on do niej wrócił ;( ;( ;( ciągle dzwoniła, zwodziła i...
dała radę. juz nawet uśmiechu ZNÓW u niego nie widzę, pomijając fakt, że ma
zakaz rozmowy z "innymi" kobietami.
i ja nic nie mogę zrobić!!! on widzi co się dzieje, zresztą wszyscy widza to
tak samo..., ale twierdzi, że MUSI wrócić i decyzje co będzie z nimi
podejmuje zawsze tylko ona ...
szmacianka z niego- wiem, ale nie mogę go przecież zostawić (nie umiem!) a
nie mam wyboru
teraz tylko siedzę i ryczę i.... nie wiem juz nic
ten koleś jest dla mnie jak brat ;( podobno "braci sie nie traci"... porażka ;
( ;( ;(