Gość: samiec
IP: *.dip.t-dialin.net
25.10.04, 14:54
Mam parę wątpliwości w tym temacie i chętnie usłyszę opinię małżeństw z
wieloletnim stażem.
Każdy z nas miał zapewne doświadczenia związane z kryzysem małżeńskim.
I chciałbym usłyszeć jak Wy sobie z tym poradziliście.Może piszę trochę
chaotycznie, ale chodzi mi o to na jakim tle dochodziło u Was do kłótni i
sytuacji kryzysowych i jak sobie z tym poradziliście.
My jesteśmy ze sobą kilkanście lat i nie powiem żeby panowała u nas wieczna
harmonia.Początkowo były to niegodności związane z innymi nawykami
wyniesionymi z domu, brakiem gotowości na kompromisy aż wreszcie doszło do
tego, że często się kłóciliśmy, wytykaliśmy sobie swoje wady.Traktowałem to
jako normalną sytuację, bo w końcu na tle innych znanych nam małżeństw brano
nas za niemal wzorcową parę.Seks funkcjonował,razem planowaliśmy przyszłość,
dziecko chowało się dobrze.
Zadnych skoków na bok, ot normalne małżeństwo.I po kilkunastu latach, na
skutek zmian otoczenia- wyjechaliśmy za granicę, zmieniliśmy towarzystwo,
zmieniło się. Początkowo nie zwracałem uwagi, że żona coraz częściej spędza
czas poza domem w towarzystwie znanych mi zresztą koleżanek.Mówiła mi, że się
nie wyszumiała za młodu (to fakt)a lubi się bawić, tańczyć, towarzystwo więc
chyba nie mam nic przeciw.Nie było by w tym może i nic złego, ale poglądy
tych osób z którymi się zadawała, wręcz mnie przeraziły.Otóż ich męzowie
spędzają wiele czasu w delegacjach, więc mają one dużo czasu i chęci żey
gdzieś wyskoczyć, bo trudno "tylko siedzieć w domu i robić na drutach".
Inne, z kolei, to np. panny lub kobiety pracujące za granicą jako pomoce
domowe a mężowie na bezrobotnym lub kiepsko zarabiając siedzą w Polsce.Ja
tymczasem ciężko pracuję, ale po pracy zawsze melduję się w domu.
I tak żona zaczęła przesiąkać tym towarzystwem i jego poglądami.
Jakie poglądy na życie prezentują takie osoby, nie muszę się szeroko
rozwodzić.Krótko mówiąc, to co wydawało mi się zaletą, w oczach małżonki
zaczęło wyglądać na wadę.A to, że ona musi się trochę wyszaleć, mieć inne
towarzystwo, a w ogóle to dlaczego ja np. nie mam jakichś kumpli z którymi
spotykał bym się i chodził np. na piwo.Mnie się wydaje, że one choćby w
podświadomości zazdrościły jej, że ma poukładane życie, nie musi cięzko
walczyć o byt materialny, a mąż nie jest tyko gościem w domu. To i próbowały
ją przekonać jak to wspaniale można zyć bez męzą u boku. I wogóle to żyć
należy pełną piersią bo przecież po tylu latach małżństwa może być tylko nuda
w domu.Dziwiły się, że już tyle lat jesteśmy małżeństwem.Początkowo nie
draniło mnie to, ale z czasem wkurzyłem się i zrobiłem błąd, bo po prostu
obraziłem się po początkowych próbach wyjaśnienia sytuacji.Myślałem, że ona
domyśli się, że mnie krzywdzi, ale gdzie tam.Postanowiłem wyjaśnić sprawę do
nadarzającej się sytuacji w tym przypadku urlopu.Urlop był wspaniały, ale na
końcu wreszcie wydusiłem,że tak dalej być nie może i czy aby przypadkiem nie
ma między nami kogoś.Takiej alternatywy nie brałem zresztą poważnie pod uwagę.
I okazało się, ze przyplątał sie ktoś, ale to było już na etapie takim, że
ona za wszelką cenę próbowała sie uwolnić od tej osoby.Co tam było między
nimi na prawdę, nie dowiem się, choć niesmak pozostał.Od tego momentu wiele
się zmieniło.Ona podjęła pracę, siedzi teraz w domu, a jeśli już, to rzadko
gdzieś wyskoczy i powrót jest o ludzkiej godzinie.Wogóle zmieniły się jej
poglądy na życie i stosunek do facetów. Już wie,że prędzej czy pózniej
facetowi który pozna mężatkę w średnim wieku chodzi o jedno a nie o jakiś
związek na stałe.Jeśli chodzi o mnie to długo dochodziłem do siebie i zbyt
pózno doszedłem do tego, że dać komuś palec, choćby był najbliższy, to
pociągnie cię za jakiś czas za rękę.Zaufanie zaufaniem, ale jeśli jest się w
związku, to chyba jednak pewne zachowania i ograniczenia obowiązują. A co Wy
o tym myślicie?