Dodaj do ulubionych

faceci po czterdziestce i ich małżeństwa

IP: *.dip.t-dialin.net 25.10.04, 14:54
Mam parę wątpliwości w tym temacie i chętnie usłyszę opinię małżeństw z
wieloletnim stażem.
Każdy z nas miał zapewne doświadczenia związane z kryzysem małżeńskim.
I chciałbym usłyszeć jak Wy sobie z tym poradziliście.Może piszę trochę
chaotycznie, ale chodzi mi o to na jakim tle dochodziło u Was do kłótni i
sytuacji kryzysowych i jak sobie z tym poradziliście.
My jesteśmy ze sobą kilkanście lat i nie powiem żeby panowała u nas wieczna
harmonia.Początkowo były to niegodności związane z innymi nawykami
wyniesionymi z domu, brakiem gotowości na kompromisy aż wreszcie doszło do
tego, że często się kłóciliśmy, wytykaliśmy sobie swoje wady.Traktowałem to
jako normalną sytuację, bo w końcu na tle innych znanych nam małżeństw brano
nas za niemal wzorcową parę.Seks funkcjonował,razem planowaliśmy przyszłość,
dziecko chowało się dobrze.
Zadnych skoków na bok, ot normalne małżeństwo.I po kilkunastu latach, na
skutek zmian otoczenia- wyjechaliśmy za granicę, zmieniliśmy towarzystwo,
zmieniło się. Początkowo nie zwracałem uwagi, że żona coraz częściej spędza
czas poza domem w towarzystwie znanych mi zresztą koleżanek.Mówiła mi, że się
nie wyszumiała za młodu (to fakt)a lubi się bawić, tańczyć, towarzystwo więc
chyba nie mam nic przeciw.Nie było by w tym może i nic złego, ale poglądy
tych osób z którymi się zadawała, wręcz mnie przeraziły.Otóż ich męzowie
spędzają wiele czasu w delegacjach, więc mają one dużo czasu i chęci żey
gdzieś wyskoczyć, bo trudno "tylko siedzieć w domu i robić na drutach".
Inne, z kolei, to np. panny lub kobiety pracujące za granicą jako pomoce
domowe a mężowie na bezrobotnym lub kiepsko zarabiając siedzą w Polsce.Ja
tymczasem ciężko pracuję, ale po pracy zawsze melduję się w domu.
I tak żona zaczęła przesiąkać tym towarzystwem i jego poglądami.
Jakie poglądy na życie prezentują takie osoby, nie muszę się szeroko
rozwodzić.Krótko mówiąc, to co wydawało mi się zaletą, w oczach małżonki
zaczęło wyglądać na wadę.A to, że ona musi się trochę wyszaleć, mieć inne
towarzystwo, a w ogóle to dlaczego ja np. nie mam jakichś kumpli z którymi
spotykał bym się i chodził np. na piwo.Mnie się wydaje, że one choćby w
podświadomości zazdrościły jej, że ma poukładane życie, nie musi cięzko
walczyć o byt materialny, a mąż nie jest tyko gościem w domu. To i próbowały
ją przekonać jak to wspaniale można zyć bez męzą u boku. I wogóle to żyć
należy pełną piersią bo przecież po tylu latach małżństwa może być tylko nuda
w domu.Dziwiły się, że już tyle lat jesteśmy małżeństwem.Początkowo nie
draniło mnie to, ale z czasem wkurzyłem się i zrobiłem błąd, bo po prostu
obraziłem się po początkowych próbach wyjaśnienia sytuacji.Myślałem, że ona
domyśli się, że mnie krzywdzi, ale gdzie tam.Postanowiłem wyjaśnić sprawę do
nadarzającej się sytuacji w tym przypadku urlopu.Urlop był wspaniały, ale na
końcu wreszcie wydusiłem,że tak dalej być nie może i czy aby przypadkiem nie
ma między nami kogoś.Takiej alternatywy nie brałem zresztą poważnie pod uwagę.
I okazało się, ze przyplątał sie ktoś, ale to było już na etapie takim, że
ona za wszelką cenę próbowała sie uwolnić od tej osoby.Co tam było między
nimi na prawdę, nie dowiem się, choć niesmak pozostał.Od tego momentu wiele
się zmieniło.Ona podjęła pracę, siedzi teraz w domu, a jeśli już, to rzadko
gdzieś wyskoczy i powrót jest o ludzkiej godzinie.Wogóle zmieniły się jej
poglądy na życie i stosunek do facetów. Już wie,że prędzej czy pózniej
facetowi który pozna mężatkę w średnim wieku chodzi o jedno a nie o jakiś
związek na stałe.Jeśli chodzi o mnie to długo dochodziłem do siebie i zbyt
pózno doszedłem do tego, że dać komuś palec, choćby był najbliższy, to
pociągnie cię za jakiś czas za rękę.Zaufanie zaufaniem, ale jeśli jest się w
związku, to chyba jednak pewne zachowania i ograniczenia obowiązują. A co Wy
o tym myślicie?

Obserwuj wątek
    • Gość: emka Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.icpnet.pl 25.10.04, 19:37
      Trochę przemysleń po przeczytaniu tego postu - będzie brutalnie.
      Dlaczego, kochając żonę nie zainteresowałeś się tym, by nadrobiła braki
      w "wyszumieniu się" przy tobie?
      Widać, że spotkała was typowa sytuacja - ślub i dziecko /dziecko i ślub?/,
      proza życia i coraz mniejsza chęć, by dbać o to, co w byciu razem warte jest
      zachodu. Zadowolenie z faktu, że jest się "normalnym małżeństwem" z "typowymi
      dla wszystkich" kłotniami i brakiem akceptacji dla swoich wad /prawdopodobnie
      olewaliście też przy okazji i swoje zalety tudzież oczekiwania/ - poprostu mnie
      przeraża.
      Ten post to prawdziwa ANTYREKLAMA małżeństwa [seks funkcjonował a dziecko
      chowało się dobrze].
      Na dodatek pod pozorami zgody widać obojętność i przyzwolenie dla życia w
      ogromnej odległości od siebie. Sorry ale dla mnie to bez sensu.

      Nie podoba mi się argument, że Ty, autorze postu, jesteś grzeczny i nie masz
      kolegów a żona - o zgrozo - koleżanki ma. Rzeczywiście jest to powód by czuć
      się skrzywdzonym /?/.
      Może Ty masz ten luksus że w domu znajdujesz to, czego szukasz a twoja żona nie.
      W czym problem by na wzajem spełniać czasem swoje pragnienia?
      /dziś ona gotuje bigosik i nie odzywa się ani slowem - jutro ty zabierasz ją
      np.na zakupy a potem idziecie, ot tak gdzieś pogadać i potańczyć; Dziś ona kosi
      trawnik, jutro wychodzicie razem do znajomych na piwko; Dziś zasypiasz przed tv
      ale jutro proponujesz wspólną kąpiel?/
      Na litość, nie jesteście jeszcze staruszkami!

      Jeszcze jedno - to, ze w tej sytuacji znalazł
      się "zastepca/odskocznia/potwierdzenie że jest jeszcze nadzieja" w ogóle mnie
      nie dziwi.
      Wyciągnij wnioski że żona zdecydowała się zostać z Tobą. Własnie wtedy, kiedy w
      ramach urlopu poświęciłeś jej nieco więcej uwagi.
      Byłabym jednak czujna - teraz się zapewne wystraszyła, nastepnym razem zrobi
      to, co uzna za stosowne.
      W wieku 40 lat człowiek prawdopodobnie ma juz tą swiadmomść, że zycie ma się
      tylko jedno...

      Życzę więcej refleksji nad związkiem, dokonywanych na bieżąco, a nie dopiero
      kiedy jest juz bardzo źle.
      Na koniec - w ostatnim zdaniu smutna pointa - zamiast : "zależy mi na niej bo
      ją kocham" jest "ograniczenia obowiązują".
      Tym razem bez komentarza...
      pozdrawiam

      • Gość: Lechu Olej Emke! IP: *.net.novis.pt 25.10.04, 20:36
        To typowe babskie podejscie do sprawy. "Jak cie kobieta zdradzila to na pewno
        to jest twoja wina". Emusiu a moze kobieta ktorej cos w malzenstwie brakuje
        powinna to mezowi powiedziec i starac sie z nim to spelnic.

        Twoja zoan to swinia i poza sprawa z dzieckiem nie mam pojecia dlaczego jeje z
        domu nie wywaliles. Ty tyrasz i zarabiasz na rodzine a ona sie lajdaczy.

        Glupi jestes i tyle. Zona przeleciala goscia a ty nic:-)

        • ewcia.p Re: Olej Emke! 25.10.04, 20:37
          lechu masz żonę?????
          nie myśl że jestescie tacy wspaniali :)
          no pewnie myślenie typowe samców, ŻE TO JEJ WINA
          daruj sobie !!!!!!!!!
          • Gość: Lechu Re: Olej Emke! IP: *.net.novis.pt 25.10.04, 21:03
            Wina!
            Hehe

            Mam zone od 15 lat i nie zawsze wszystko jest wspaniale ale jak nie jest to ani
            ja ani zona nie rozwiazujemy probelmow zdrada.


            • macicaxxx samiec 25.10.04, 21:07
              nie umiesz czytac znakow na niebie i ziemi. Stara ci sie puszcza. Usiluje sobie
              polepszyc los zamiast siedziec z takim ramolem jak ty. Do tego sluza jej
              kolezanki. Jak znajdzie sobie nowego faceta (moze juz znalazla?) to cie pusci
              kantem tak zebys placil maksymalnie. Zamoczyles to plac tak sie to robi i
              mamusia ci tego nie powiedziala.

              Widac ty placisz na dom a wiec ty masz do powiedzenia jak ta osoba spedza czas.
              ma spedzac z topba a jak nie chce to ja zostaw. Pelno jest towarow ktore beda
              ci nosily na rekach zwlaszcza jak jezdes z zagranicy.
        • Gość: Emka Re: Olej Emke! IP: *.icpnet.pl 25.10.04, 21:05
          Taaak,typowo babskie podejście do sprawy , ale dlaczego kobieta miałaby
          mysleć "po męsku"?
          W takich chwilach w facetach pojawia się tęsknota za męskim wsparciem, ok,
          zrozumiałe ale nie można automatycznie umieścić żony po "drugiej stronie
          barykady" i szukać sojuszników przeciwko niej.
          Przecież Samcowi nie zależy na tym /chyba/ by rozwalić swój związek tylko by go
          ocalić /późno ale jednak/. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie.
          Ale niepokoją mnie motywy - domek musiał być miły i ciepły skoro Samiec tak
          chętnie do niego wracał i w nim przebywał. Zajmowała się nim żona /mniej
          pracująca zawodowo/, co nie spełniało zapewne jej marzeń i aspiracji.
          Teraz - ooops- cos się sypie ; domkowa ostoja może się skończyć. Nalezy więc
          pomysleć o ograniczeniach. Tak ja to odebrałam. Chcę powiedzieć, że nie
          usprawiedliwiam żony za skok w bok /jesli tak to wyglądało/.
          Ale - jak to mówi stara prawda - kobieta która kocha i czuje się kochana NIGDY
          NIE ODCHODZI. Może jednak jest to sprawa do rozważenia - żonie czegoś zabrakło.
          Panowie powiedzą że, he he, zrobiła to dla seksu ale czego to się nie robi by
          ratować męskie ego...

          Aha, twierdzenie " ty tyrasz...a ona się łajdaczy" sorry, pewnie lepiej dałaby
          radę sama, ma jednak na głowie dom, męża-marudę i 40-letnią równię pochyłą na
          cmentarz.
          Samiec wywalając ją z domu uczyni jej wielką przysługę a sobie wyrządzi krzywdę.
          I to jest sedno sprawy.

          Kolejny mit - o wszystkim potrzebach wystarczy mężowi powiedzieć a on wtedy...
          ho, ho! Ma się starać - ale jak się stara latami i nic, a jest juz tak
          zadbana, atrakcyjna, przebojowa i zorganizowana to - nie ma bata - ktoś się
          zacznie koło niej kręcić, a ona się przed tym NIE OBRONI, bo - jak każdy
          człowiek - potrzebuje potwierdzenia swojej atrakcyjności.
          Panowie,jesteście tak prostolinijni że aż ręce opadają. Bądźcie mądrzy
          wcześniej, a nie zdziwieni po fakcie.

          I na koniec - szkoda że głupoty typu " ty tyrasz... wypisuje osoba o imieniu,
          które nosi również mój - best of the best- facet. Osobiście mnie to dotknęło.
          pozdro.
          • yagres Re: do Emki 27.10.04, 11:17
            Emka napisała:

            [...]Aha, twierdzenie " ty tyrasz...a ona się łajdaczy" sorry, pewnie lepiej
            dałaby radę sama, ma jednak na głowie dom, męża-marudę i 40-letnią równię
            pochyłą na cmentarz.

            Cóż za feministyczne podejście do życia. Tak dałaby sobie radę, z pewnością.
            Lądując w jakimś zafajdanym arabskim burdelu.
            Dom, mąż i dzieci to normalna egzystencja kobiety od wieków i tego nie
            zmienisz. Życie mężatki nie polega jedynie na uprawianiu seksu, podróżach na
            Karaiby i tańcach do białego rana.
            A równia pochyła na cmentarz zaczyna się już w momencie urodzenia. Takie życie.


            [...]Samiec wywalając ją z domu uczyni jej wielką przysługę a sobie wyrządzi
            krzywdę.

            Wprost przeciwnie. Ona zostanie szmatą na bruku z kilkoma dolarami w kieszeni,
            bez domu i stabilizacji. On natomiast rozkwita w pełni wolny od puszczalskiej
            żony.

            [...]Kolejny mit - o wszystkim potrzebach wystarczy mężowi powiedzieć a on
            wtedy...
            ho, ho! Ma się starać - ale jak się stara latami i nic, a jest juz tak
            zadbana, atrakcyjna, przebojowa i zorganizowana to - nie ma bata - ktoś się
            zacznie koło niej kręcić, a ona się przed tym NIE OBRONI, bo - jak każdy
            człowiek - potrzebuje potwierdzenia swojej atrakcyjności.

            Tak, nie ma bata. Kobieta bidulka rozumu nie ma i nie pamięta co przysięgała
            przed ołtarzem. Jest atrakcyjna i żąda ciągle nowych zabawek bo stare od 20 lat
            już się znudziły. Oj, jaka ona biedna jest i pokrzywdzona przez okrutny los.
            Nic tylko jej wspólczuć i rzecz jasna usprawiedliwić puszczalski sposób zycia u
            boku obcego fagasa.
            Tak oto według twojej teorii Emka, sprawczyni zła (żona autora postu) stała się
            ofiarą nikczemnego wyzyskiwacza, hama, gbura i do tego nudnego męza od 20 lat.
            Gratuluję logicznego myślenia ale na żonę to się kompletnie nie nadajesz.
            Miałabyś krechę na starcie.
            • Gość: Emka Re: do Emki IP: *.icpnet.pl 27.10.04, 20:20
              Cóż za feministyczne podejście do życia. Tak dałaby sobie radę, z pewnością.
              > Lądując w jakimś zafajdanym arabskim burdelu.

              No i jej sprawa.

              > Dom, mąż i dzieci to normalna egzystencja -

              EGZYSTENCJA, a to dobre!sądzisz po sobie czy co? Chciałabym usłyszeć
              analogiczną sentencję, co jest normalną EGZYSTENCJĄ mężczyzny???hm,hm,
              ciekawe...
              kobiety od wieków i tego nie zmienisz. Życie mężatki nie polega jedynie na
              uprawianiu seksu, podróżach na Karaiby i tańcach do białego rana.

              Naprawdę, nie wierzę Danusiu...:) Dobra znawco, na czym więc polega życie
              MĘŻATKI? - biorę to "na klatę" - wal.

              [...]Samiec wywalając ją z domu uczyni jej wielką przysługę a sobie wyrządzi
              > krzywdę.
              >
              > Wprost przeciwnie. Ona zostanie szmatą na bruku z kilkoma dolarami w
              kieszeni,
              > bez domu i stabilizacji. On natomiast rozkwita w pełni wolny od puszczalskiej
              > żony.
              To się nazywa myślenie życzeniowe.

              Gratuluję logicznego myślenia :)))
              ale na żonę to się kompletnie nie nadajesz - no jestem załamana
              > Miałabyś krechę na starcie - dobiłeś mnie :P


    • Gość: Max Drogi samcu, mam 42 lata i jestem 15 lat po ślubie IP: *.dyn.optonline.net 25.10.04, 22:41

      W zasadzie moje małżeństwo nie jest przeciętne ponieważ chyba nigdy nie
      mięliśmy żadnych poważnych problemów. Mamy do siebie kompletne zaufanie i chyba
      z tego powodu jest nam razem bardzo dobrze. Jestem jednak pewny ze nie byłbym
      w stanie przebaczyć żonie zdrady. Byłby to niewątpliwie koniec naszego związku
      i naprawdę nie widzę z tego innego wyjścia. To wcale nie znaczy ze moje
      podejście jest lepsze czy gorsze a nawet powiem ze podziwiam takich ludzi jak
      ty którzy potrafią to pokonać i ocalić swoje małżeństwo.

      Nie szukaj w sobie winy za to co się stało. Ty nie ponosisz tu żadnej winy
      jeśli nawet żonie brakowało czegoś z twojej strony. Jeśli tak było to powinna z
      tobą o tym porozmawiać i szukać do tego rozwiązania zamiast cię zdradzić.
      Zdrada to koniec zaufania, (które z tego co napisałeś do niej miałeś), a bez
      zaufania związek jest tylko tolerowaniem swojego partnera.
      Pzdr
    • Gość: samiec Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 26.10.04, 08:39
      Z waszych wypowiedzi wyłania mi się mały chaos, być może nie potrafiłem
      wszystkiego oddać w moim poście.Po pierwsze, wydaje mi się, że nasze małżeństwo
      przed tą zdradą, było coraz lepsze, tzn, wspólne urlopy (te były zawsze)podczas
      których naprawdę było nam dobrze.Urządzaliśmy dom, przygarnęliśmy do domu kota,
      czemu zawsze byłem przeciwny, było wiele radości.Potem nastąpił moment, w
      którym ona "odnalazła się w tym towarzystwie". Żona sama mi zresztą to
      potwierdza, powołuje się natomiast na okoliczność łagodzącą(?) dla niej, że
      przez pierwsze lata małżeństwa nie byłem taki jakim by chciała i to się w niej
      nawarstwiło.A ja myślę,że wtedy było nam po prostu ciężko bo do wszystkiego
      doszliśmy własnymi rękami a nie byliśmy też ludzmi z jakimiś układami,Myślę, że
      ten wyjazd i otoczenie z czasem zrobiło w psychice mojej żony to wszystko.
      Kupiliśmy dla niej samochód, mogliśmy pozwolić sobie na wiele, kupiliśmy
      mieszkanie dla córki, powiększyliśmy własne.Jedne z jej koleżanek już dawno
      tego doświadczyły i pokazywały jak można korzystać z życia. Być może to moja
      teoria, ale takie są fakty.I w takiej właśnie sytuacji nastąpiło to o czym
      pisałem poprzednio.Czy jestem taki ramol jak to niektórzy sugerują? Nie sądzę.
      Nikt nie daje mi ponad 35 lat, uprawiam od 20 kilku lat regularnie sport,
      interesuję się historią, zabytkami, podróżami, fotografią itp. normalnymi
      pasjami.Nie jestem zaś człowiekiem lubiącym dyskoteki czy lokale z głośną
      muzyką, albo co kilkudniowe spotkania ze znajomymi podczas których tłucze się
      te same sprawy.
      Może różnica w naszym wykształceniu ma tu do rzeczy. Wielu znajomych twierdzi,
      że z moja żoną można się fajnie pobawić ale trudno znależć w niej jakieś
      zainteresowania.
      Ja bardzo chciałem jej wierzyć, że ten kontakt z obcym facetem to przypadek.
      Trwało to jednak bez mojej wiedzy prawie rok,a wczoraj znalazłem mandat z jej
      zdjęciem z okresu ich znajomości dokładnie z ulicy gdzie tamten mieszka!
      A zaklinała się, że nigdy tam nie była i nawet by tam nie trafiła. Tymczasem
      odległość od miejsca naszego zamieszkania i tamtego wynosi ze 20 km. Nie ma tam
      żadnyc sklepów itp.Jest to oszustwo, po którym ścięło mnie z nóg.
      Po prostu powaliło mnie. Już miałem nadzieję, że przeboleję to wszystko,
      uwierzę jej,nie warto marnować 20 wspólnych lat. Teraz jak pomyślę, że ona
      jezdziła do niego na śniadania (on pracuje na zmiany)i co razem robili a potem
      wracała do domu i do mnie, to...
      • kajetanb52 Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa 26.10.04, 09:50
        Nie ma zlituj, przetnij to jak najszybciej. Może bym przebolał podobną akcję
        gdyby to był jednorazowy wyskok, ale z tego co piszesz sytuacja ciągneła się
        prawie rok. Dla mnie to byłby koniec związku.

        Pozdro

        Kajetan
      • babik Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa 26.10.04, 10:08
        No cóż.
        Poczekajmy co ma ciekawego teraz do powiedzenia Emcia.

        Stary beznadziejna sytuacja. Ja generalnie bym starał się ratować związek. 20
        lat to nie w kij dmuchał. Tak naprawdę to wszystko zależy od Ciebie, pamiętaj
        że Twoja żona jest od Ciebie zależna. Musisz ją poważnie wystarszyć, a czy jej
        wybaczysz to już zależy tylko od Ciebie.
        Zawsze załamuje mnie taki brak wyobraźni u bab.
        Ale one są z gruntu inne.
      • Gość: 42_dzisiaj Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.mcnet.pl / *.mcnet.pl 26.10.04, 12:49
        Stary, masz 40 lat a prezentujesz podejscie do zycia typowe dla
        emeryta. "Interesuje sie historia, zwiedzam zabytki, przygarnelismy kota..."
        Nie widzisz, ze Twoja zona jest tym znudzona ? Tu potrzeba odrobiny szalenstwa
        i wszystko jest do uratowania. Cieple kapcie i kolekcja znaczkow to
        zdecydowanie nie ta droga. Pozdrawiam
        • Gość: samiec Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 26.10.04, 13:13
          Miałem nie odpowiadać na poszczególne wypowiedzi, ale niejako zostałem wezwany
          do tablicy.Ja nie interesuję jej jako partner do szaleństw.Powiedziała mi to.
          Woli zdecydowanie zabawę w innym gronie.Proponowałem już nawet wjścia do lokalu
          czy na dyskotekę, ale ona odmawiała! Chodzimy do knajp regularnie, mówiłem że
          może wyskoczymy w góry, pouczymy się jezdzić na nartach,może Kanary.Nic z tego.
          Tamten w sumie nie był jakimś zabawowym typem.Właściwie nie wiem co w nim
          było.Prosty, nieurodziwy człowiek i na dodatek Arab!Do tańca nie nadawał się
          zupełnie- dwie lewe nogi. Nie tu więc chyba problem.Z drugiej strony ona
          szalała na dyskotekach w innym towarzystwie, głównie z koleżankami.To
          doprowadzało do wściekłości również tamtego, wygrażał jej o czym dowiedziałem
          się zresztą pozniej.Zupełnie nie wiem co mam myśleć o niej. Na brak seksu nigdy
          nie narzekała, wręcz odwrotnie.Forsę też mamy. Czemu więc oddała się tamtemu
          bez pamięci?To zagadka nawet dla psychologów do których zwracałem się o poradę.
          Jeszcze żeby tamten był urodziwy czy zabawowy, ale nie.Zrozum, że ja wiele
          rozmawiałem ze znajomymi i oni mi wręcz mówili, że problemem mojej żony jest
          brak zainteresowań poza zabawą i tańcem.Czy ja też koniecznie muszę być taki?
          Co rozumiesz pod pojęciem odrobiny szaleństwa w takiej sytuacji?Jeśli przez
          niemal rok ktoś ci wmawiał, że wychodzi z domu żeby poszaleć z koleżankami,a w
          rzeczywistości były i spotkania z kochankiem, to w porządku, choćbym
          był "emerytem"? Na koniec powiem Ci, że wydawało mi się, że ona mi wszystko
          powiedziala o związku z tamtym facetem, że to było nieporozumienie, że do
          niczego między nimi nie doszło, że on ją szantażował i chciała się od niego
          uwolnić, a tymczasem okazuje się, że ona odwiedza go rano w Walentynki i to w
          czasie kiedy wg jej słów tylko bała się go panicznie i od dawna tylko go
          zwodziła.Fałsz.
          • Gość: 42_dzisiaj Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.mcnet.pl / *.mcnet.pl 26.10.04, 13:38
            Znudzila sie zyciem malzenskim, to nie dziw sie, ze chwilowo nie wyobraza sobie
            szalenstw z Toba. A co do braku zainteresowan, to przepraszam, odkryles je
            dopiero teraz ?? Zastanow sie czy Ci na niej rzeczywiscie zalezy i podejmij
            decyzje. Tolerowanie faktu bycia rogaczem wyglada raczej smiesznie. I wcale nie
            uwaza, ze to w porzadku, ze Ci sie zona puszcza. Ale zrob cos, w koncu jestes
            facetem ! A co do odrobiny szalenstwa: niektore kobiety lubia jak im sie pokaze
            troche dominacji. To byc moze tlumaczy tego Araba. Trzymaj sie i walcz !
            • babik [...] 26.10.04, 13:54
              Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
              • Gość: 42_dzisiaj Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.mcnet.pl / *.mcnet.pl 26.10.04, 14:03
                > Generalnie uważam, że musisz żoną potrząsnąć, inaczej głupia pinda nie będzie
                > wiedziała co jest ważne.
                >Generalnie ratuj małżeństwo (nie za wszelką cenę).
                > Spróbuj nią wstrząsnąć.
                Coz za cenne rady. Nie to, co zwykle "pieprzenie o Chopinie". Dzieki
                • babik Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa 26.10.04, 14:45
                  Tak, zupełnie niepotrzebnie się powtarzam.
                  Ale to nie miały być rady.
                  W takiej sytuacji nikt człowiekowi nie jest w stanie czegokolwiek poradzić. Bo
                  i tak źle i tak nie dobrze.
                  • Gość: samiec Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 26.10.04, 15:18
                    W tym wszystkim najgorsze jest, że załamała się we mnie wiara w człowieka.No bo
                    jeśli, oszukuje Cię najbliższa osoba, z którą jesteś 20 lat, udziela Ci potem
                    wyjaśnień, na podstawie których wydaje ci się że wszytko może dać się naprawić,
                    okazuje się, że jej wyjaśnienia są warte funta kłaków. I co mi z tego, że jak
                    wykryłem ten związek to on upadł od razu (tak przynajmniej mi się wydaje), że
                    od roku nic się nie dzieje.Ze ona teraz pracuje i stara się.Wyczuwam napięcie
                    między nami, ona tylko raz urwała się od tego czasu,ale wróciła za to ok. 4
                    rano.To z okazji dostania się na studia współpracowniczki (podobno).Raz
                    nadszarpnięte zaufanie jest trudne do odrobienia.
                    Kiedy zobaczyłem ten mandat sprzed 1,5 roku przy okazji robienia porządków i
                    zorientowałem się, że to obok jego mieszkania, coś we mnie pękło.Te jej
                    wcześniejsze zapewnienia,że nic między nimi nie było, poza pierwszymi
                    tygodniami zauroczenia, okazały się bajką. Te opowieści jak chciała odejść,
                    bała się i go kołowała.A mandat pochodzi z okresu po 4,5 miesięca od kiedy się
                    już znali. Nie był to więc taki sobie zwykły związek. Czy ktoś uwierzy, że
                    bojąc się kogoś i go zwodząc udawało się jednocześnie z rana do tego faceta,
                    jak tylko mąż wyszedł do pracy, z okazji Walentynek? Albo, że dzwoniła do niego
                    codziennie tylko dlatego, żeby on jej nie nachodził? A teraz widzę, że ona
                    pragnęła odbudować nasz związek na kłamstwie. Czegoś się bała, czy "tylko" była
                    bezczelna?
      • Gość: Max Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.mad.east.verizon.net 26.10.04, 16:28
        Drogi Samcu zyjemy w czasach w ktorych nikt nie bierze odpowiedzialnosci za
        swoje czyny,(jak to zreszta widac z postow moich poprzednikow). Bledy, zbrodnie
        i nawet zwykla pospolita parszywosc jest zawsze wina innej osoby. Takie
        p...olenie ze zrobila to bo jej czegos brakowalo, jako usprawiedliwienie
        zdrady, jest dziecinne i po prostu smieszne. Kazdemu cos brakuje ale to nie
        znaczy ze jak brakuje to bez wzgledu na okolicznosci mamy to zdobywac. Tym sie
        roznimy od zwierzad ze nie dzialamy instynktownie i potrafimy sobie "to cos"
        odmowic dla dobra....w tym przypadku malzenstw. Twoja zona, tak jak kazdy
        zdrajca przyznala sie do zdrady tylko z jednego powodu. Teraz to na twoich
        plecach bo jej sumienie, po ujawnieniu tego faktu, jest czyste a ty bedziesz z
        tym walczyl do konca zycia. Ujawnienie tego swojemu partnerowi jest tylko
        egoistycznym krokiem. Twoja zona to idiotka.
    • Gość: Muminek Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: 212.105.228.* 26.10.04, 15:53
      Po pierwsze jezeli masz powazny problem to zapraszam do grupy wsparcia, gdzie
      poznasz wielu ludzi majacych problemy w zwiakach i chcacych wzajemnie sobie
      pomoc. Wejdz na strone psychotekst.com i skontaktuj sie z administarorem
      grupy 'problemy w zwiazkach'.
    • Gość: Muminek Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: 212.105.228.* 26.10.04, 16:01
      Po drugie pamietaj, ze jak ludzie zyja ze soba i to przez 15 lat to zapewne
      zdazyli sie poznac z dobrej i zlej strony bo taka ma kazdy, nawet jak mu sie
      wydaje, ze nie ma sobie nic sobie do zarzucenia. Czy to oznacza, ze kazdy ma
      prawo wypiac sie na te druga osobe i znalezc sobie kogos kto przynajmniej na
      poczatku bedzie idealny a conajmniej lepszy... Oczywiscie to absurd i to
      oznacza, ze nie ma usprawiedliwienia dla tego co zrobila zona ale to niestety
      nie oznacza, ze nie ponosisz winy za to co sie stalo... Zrobila cos
      zdecydowanie niewlasciwego i nie ma znaczenia, ze nie byles idealem. Jednak
      jezeli chcesz z nia byc i ratowac to malzenstwo powinienes dowiedziec sie co
      spowodowalo takie zachowanie zony i starac sie niestety poprawic. To tylko
      pozornie jest paradoksem.
      • Gość: Max Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.mad.east.verizon.net 26.10.04, 16:40
        "Czy to oznacza, ze kazdy ma
        prawo wypiac sie na te druga osobe i znalezc sobie kogos kto przynajmniej na
        poczatku bedzie idealny a conajmniej lepszy... Oczywiscie to absurd i to
        oznacza, ze nie ma usprawiedliwienia dla tego co zrobila zona ale to niestety
        nie oznacza, ze nie ponosisz winy za to co sie stalo... Zrobila cos
        zdecydowanie niewlasciwego i nie ma znaczenia, ze nie byles idealem."

        AMEN!
    • Gość: Natasha A ja ci radze wystawic jej walizki. IP: 5.5.* / 80.58.50.* 26.10.04, 16:56
      Po co ci taki zwiazek? Co z tego ze byliscie razem przez 20 lat? To tylko
      bardziej swiadczy o popdlosci twojej zony. Jak ona mogla zaprzepascic 20 letni
      zwiazek? Jesli sie jej od razu nie pozbedziesz to bedziesz zyl pare miesiecy,
      moze lat w torturach. Zdrady nie da sie zapomniec. Z czasem twoje uczucia do
      niej, ktore jeszcze masz, wygasna i sie i tak rozwiedziecie. Wywal ja
      natychmiast z domu bo nic z tego nie bedzie. Nie trac czasu, po co sie tak
      meczyc?
    • Gość: samiec Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.dip.t-dialin.net 27.10.04, 11:45
      Dziękuję bardzo za tyle uwag (mam nadzieję),że to nie koniec:))
      Dręczy mnie pytanie, czy jeśli moja żona przez tak długi okres czasu spotykała
      się z kochankiem (ok 9 miesięcy z małymi przerwami), ukrywała ten fakt przede
      mną (wpadłem sam na trop)to czy jest jakakolwiek nadzieja, że ona się zmieni na
      podstawie tego doświadczenia.Boli mnie, że próbowaliśmy rozpocząć na nowo na
      podstawie jej opowieści i trwało to rok.Przez ten mandat jej wersja okazała się
      całkowicie niewiarygodna.Dodatkowo otrzymałem w międzyczasie dwa anonimy w
      których ktoś "życzliwy" poinformował mnie o prowadzeniu się żony i z
      kim.Nastąpiło to tuż po wykryciu przeze mnie ich związku. Na podstawie
      wyjaśnień żony, że ona go nie chciała i tylko bała się, wysnułem wniosek, że
      anonimy to jego robota - porzuconego kochanka. Teraz już w to nie wierzę.
      Myślę, że ich spotkania nabrały tak ostentacyjnego charakteru, że zaczęło to
      zniesmaczać być może jakichś naszych znajomych, bo jak wiadomo zainteresowany
      dowiaduje się na końcu.Faktem jest bowiem, że przez cały tydzień przed urlopem
      widziałem się z żoną tylko w nocy, a anonimy przyszły zaraz po urlopie.
      Zastanawiające jest też dla mnie, że swego czasu reaktywując stary telefon
      komórkowy i stary numer, który ona używała znalazłem nagranie innego faceta,
      który prosił o spotkanie. To był podobno jakiś kumpel sprzed dwóch lat, który
      wyjechał do siebie do kraju a po roku wrócił, a ona "tylko" spotkała go na paru
      dyskotekach i wymienili się telefonami.To też brzmi mało wiarygodnie.
      • Gość: Basia Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: 217.172.65.* 27.10.04, 15:04
        I takie pYtania beda cie dreczyc juz zawsze. Jedyne rozwiazanie to wywalic ja z
        domu i zaczac od nowa. PO CO TY SIE MASZ TAK MECZYC? Co ci z takiego poje..ego
        zwiazku gdzie zona sie lajdaczy? Opamietaj sie chlopie, wciagnij na dupe
        spodnie i zachowaj sie jak mezczyzna. Nigdy jej tego nie przebaczysz i do konca
        zycia bedziesz zgadaywal czy tym razem znowu klamie.
      • Gość: Emka Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.icpnet.pl 27.10.04, 20:05
        Samiec, kompletnie Cię nie rozumiem więc zadam ci trzy pytania:
        Dlaczego chcesz z nią być? /tylko proszę bez 20 lat itp/
        Czy twoja zona ma jakies zalety?
        Jak wyglądało rozpoczynanie na nowo?

        Moim zdaniem ona Cię poprostu juz nie kocha i albo nie umie ci tego powiedzieć
        albo ty nie umiesz przyjąć tej prawdy do wiadomości.
        Wygląda na to ze obojgu wam brakuje odwagi by zmierzyc się z prawdą nie tylko
        obiektywną ale przede wszystkim o tym co was łączy i łączyło /nie mylić
        z "dzieliło"/.
        Powtarzam - obojgu.



        • Gość: samiec Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.proxy.aol.com 27.10.04, 20:39
          Widze,ze zmieniasz poglad na sytuacje.Postaram powiedziec Ci najprosciej jak
          potrafie, w telegraficznym wrecz skrocie.
          1.Bylismy 16 lat po slubie, gdy zaczely sie jej wyjscia z domu beze mnie.
          Poczatkowo bylem uprzedzony, bo wrocilismy z wczasow, ona pojechala potem do
          Polski i powiedziala, ze ma tyle wrazen, ze musi o tym pogadac ze znajomymi i
          czy nic nie mam przeciw,Powiedzialem OK, w sumie to chyba nic zlego. Potem w
          pracy mialem lawine roboty i wypadl mi z obiegu kluczowy pracownik + koniec
          roku - chyba wiesz co to znaczy w pewnych zawodach. Jakos wymknelo mi sie to.
          Zreszta wracala przyzwoicie, rozmowy z kolezankami, wiec myslalem, ze jak ja
          nie mam zbytnio w tym momencie dla niej czasu to chociaz te kolezanki. Zdziwilo
          mnie tylko nieco, ze bedac w trakcie meblowania ona to wrecz olewala. Owszem,
          troche razem wybieralismy, ale ten ciagly brak czasu u niej!
          2.Poznala wtedy jakiegos Araba podczas tych eskapad z kolezankami.Podobno
          ideal, tylko ja sluchal i kadzil komplementy i mowil jaki jest nieszczesliwy,
          ze nikt go nie chce, brak przyjaciol itp.Prosil o nauki w tancu a moja zona
          jako jedyna sie na to zgodzila. Mowila nawet o tym naszej corce (ale ja o tym
          dowiedzialem sie dopiero po wszystkim).I tak zauroczyla sie nim mimo, ze po
          pewnym czasie, on jak to Arab, nie mogl zniesc ze ona bawi sie bez jego
          udzialu.Kolezanki nadal byly.Jak obrobilem sie wreszcie w pracy, to zaczalem
          zauwazac ze wracam do pustego domu. Ona wracala jednak zawsze na noc i to mnie
          chyba zwiodlo.Potem bylo jakos lepiej i wreszcie tydzien przed urlopem znikala
          juz bez przerwy, wracala tylko na noc. Podczas urlopu byla czula i mila, ale
          jak zblizal sie termin powrotu jak zadalem pytanie, ze chyba kogos ma.
          Zaprzeczyla. Ale ja bylem czujny i choc ona nigdzie nie wychodzila, w tydzien
          po przejalem SMS i zaraz byl nachalny telefon a potem drugi. To byl ten
          Arab.Prosil ja w SMS zeby poszla na calosc i ze on ja kocha.
          3. Wsciekly dalem jej wygawor i spytalem kto to i co to.Powiedziala, ze on byl
          taki dobry i czuly pokazal jej swiat jakiego nie widziala ze mna, ze czula sie
          przynim bezpiecznie i dobrze przez pewien czas, a potem on ja straszyl , za
          duzo sobie wyobrazal i ona byla w rozpaczy co ma robic. Potem sie pogodzili,
          ale ona mowi, ze ony go tak naprawde tylko robila w balona.
          4. Staralem sie w to uwierzyc przez rok. Ona siedziala w domu, sporadycznie
          spotykala sie z kolezankami, ale raz wrocila o 4 nad ranem - oblewala podobno
          studia kolezanki.Niby bylo poprawnie, chodzilismy razem w rozne miejsca, znowu
          wspolne wczasy, ale ona ciagle mowila ze ciagnie ja do ludzi (to raz uslyszalem
          jak rozmawiala z kolezanka).Powiedzial mi po tym poznym powrocie, ze trudno ale
          ona taka jest i musi od czasu do czasu sie wyszalec.
          5.W miedzyczasie odkrylem te nagranie na starej komorce, gdzie facet nie prosil
          o spotkanie tylko wrecz pytal gdzie sie spotkaja. Podobno poznala go 2 lata
          temu na dyskotece, a potem on wyjechal do siebie do Bosni i teraz pewnie
          wrocil, mial jej telefon to i zadzwonil.
          6. Ten mandat. Ona mowila, ze nie wie gdzie on mieszka, nigdy tam nie byla. A
          tu raptem z czasu ich znajomosci zdjecie policyjne w dniu Walentynek w
          godzinach przedpoludniowych gdzie on mieszka. Na podstawie jej poprzednich
          wyznan uwierzylem i dlatego przez rok budowalem to wszystko. A tu nagle okazuje
          sie, ze to co mowila bylo nieprawda.I co z tego ze dzis tamtego nie kocha i nie
          spotyka sie z nim. Ale trwalo to 9 miesiecy, a w miedzyczasie odrylem i tego
          Jugola sprzed tej znajomosci.
          7. Teraz mam w domu pieklo, bo juz sie zdecydowalem. Milosc miloscia, ale
          zostalem tak okrutnie oszukany, ze nie wierze juz w jej intencje. A moze sie
          myle i ona zasluguje na cos lepszego, tylko ja nie potrafie tego dostrzec?
          • Gość: Max Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.mad.east.verizon.net 27.10.04, 22:02
            >7. Teraz mam w domu pieklo, bo juz sie zdecydowalem. Milosc miloscia, ale
            >zostalem tak okrutnie oszukany, ze nie wierze juz w jej intencje. A moze sie
            >myle i ona zasluguje na cos lepszego, tylko ja nie potrafie tego dostrzec?


            Nie zasluguje:-(
            pzdr
            Max
        • Gość: samiec Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa IP: *.proxy.aol.com 27.10.04, 21:45
          I moze jeszcze jedo.Pewnie powiesz, ze jestem niedzisiejszy i bez jaj.Ale ona
          bylo moja pierwsza kobieta i dazylem ja zawsze 100% zaufaniem!!!Zarzucila mi
          nieczulosc przez dlugi okres malzenstwa i to byl wg niej powod stracenia glowy.
          Jestem po prostu w szoku.Wierz mi, nigdy nie myslalem, ze znajde sie w takiej
          sytuacji.Bylem uwazany za czlowieka sukcesu i silnego (nie tylko fizycznie
          zreszta).Jak slyszalem o takich historiach to uwazalem facetow ktorzy mieli do
          czynienia z podobnymi sytuacjami za niewydarzonych i pie..w. A tu...
          Dlatego na tym forum prosze o wypowiedzi osoby doswiadczone i po przejsciach a
          nie wyznajacych jedna sluszna linie postepowania nieskazona zyciowymi
          przypadlosciami.
    • rlena Re: faceci po czterdziestce i ich małżeństwa 27.10.04, 20:58
      Witaj,
      Przykro mi z powodu waszych problemow.
      To co mi przychodzi na mysl po przeczytaniu twojego postu, to to,ze dales zonie
      przyzwolenie na takie zachowanie. Pewnie cenisz spokoj i harmonie w malzenstwie
      (i dobrze), ale czy nie bylo tak, ze pewnych zwiastunow zachowan nie chciales
      zobaczyc?
      Zakladam, ze znasz dobrze swoja zone i pewne sytuacje (podatnosc na wplywy,
      lekkomyslnosc..) mogles przewidziec. Ona, troche zachowuje sie jak nastolatka,
      ktora wyrwala sie w domu - rani cie, i jednoczesnie szuka u ciebie wsparcia i
      akceptacji.
      Malzenstwo daje duzo satysfakcji, ale tez przynosi ograniczenia. Nie mozna
      jednoczeasnie miec cukierka i zjesc cukierka.
      Pokaz zonie, ze ci zalezy na niej i na waszym malzenstwie i dlatego nie
      zgadzasz sie na takie "spospolicanie" go. Jesli zobaczy,ze kochasz ja i widzisz
      w niej kobiete, przejdzie jej ochota na "balowanie" (ten wiek sredni nie jest
      tu chyba bez znaczenia, choc nie wszyscy przechodza go tak "burzliwie"). A
      jesli nie to znaczy, ze nie posiada ona instynktu samozachowawczego.








    • rlena P.S. 27.10.04, 21:20
      To,ze wybrala lub zostala wybrana przez obywatela z kraju arabskiego, nie
      pogarsza ani nie polepsza jej sytyacji. Rasizm, jaki przebija przez niektore
      posty jest zenujacy. Niektorym, nic nie pomoze, ani dyplom, ani podroze.
      Postuluje troche wiecej niezaleznego myslenia.
      • Gość: samiec Re: P.S. IP: *.proxy.aol.com 27.10.04, 21:34
        Dziekuje za pare slow.Co do pochodzenia tego faceta.Ja tez nie bylem jakims
        rasista,ale zastanawia mnie ze zona poleciala na Araba i (chyba) Jugola z
        glebokiej prowincji.Akurat stosunek tych nacji do kobiet jest znany.Tamten
        Jugol, przykladowo, od razu za pierwszym razem probowal sie do niej dobrac juz
        przy pierwszym tancu.Tak mi przynajmniej mowila i dlatego nie mial szans.Po co
        wiec jeszcze umowila sie z nim 3 razy (podobno)?Czy dlatego, ze byl
        najprzystojniejszym tam facetem i imponowalo jej, ze polecial na nia a nie
        mlodsze siksy?
        Co do tego Araba.Ja go ktoregos dnia zobaczylem. Doprawdy, brzydal, a wzrok
        wrecz diabelski. Ludzie, ktorzy go widzieli lub znali, wrecz nie mogli sie
        nadziwic, ze ona z nim mogla miec cos do czynienia.I to nie chodzi o to ze byl
        Arabem.Dodatkowo, po pewnym czasie on zaczal ja traktowac "po swojemu", czyli
        brutalnie, z wyzwiskami, a potem sie kajal.Sledzil ja, obdzwanial jej kolezanki
        i im wygrazal, jak nie chcialy mu powiedziec gdzie ona jest.Byly i inne czyny o
        ktorych nawet nie chce mowic.I ja mam takiego czlowieka cenic. Podobno byl
        religijny, a jednoczesnie wiedzial ze ma do czynienia z mezatka z dzieckiem i
        mimo to nie robilo mu to roznicy.Potrafil w obecnosci dziecka w domu
        terroryzowac moja zone telefonami i grozbami.Skutecznie pozbawilo mnie to
        szacunku do tej nacji.
        Pozdrawiam Cie.
      • babik Re: P.S. 28.10.04, 15:59
        Widzę, koleżanka spędziła długie lata w krajach arabskich i ma wielkie
        doświadczenie w obcowaniu z mężczyznami w kręgach islamu.

        No to gratuluję wielkiego obiektywizmu :))))
        • yvona73pol Re: P.S. 28.10.04, 16:35
          wiesz co, przesledzilam cala historie i stwierdzam, ze nie widze innego wyjscia
          jak rozstanie; bo nie ludz sie, ze zona zmieni zachowanie - najwyzej zacznie
          bardziej uwazac... ale inni beda, po prostu, jak to sie slusznie i zwiezle
          mowi "ten typ tak ma" ;
          nie chodzi nawet o jakiekolwiek ocenianie takiej postawy, ale pytanie - jak ty
          sie w tym odnajdujesz... a widze, ze raczej nie bardzo...
          tak samo byloby z kobieta - wiele z nich zniesie zdrady i klamstwa, w imie
          sobie tylko znanych celow, inne odejda (niestety w mniejszosci);
          kwestia widzialem/nie widzialem na co sie zanosi w ogole jest poboczna, bo
          wiadomo, ze widzi sie czesto dokladnie to, co chce sie widziec; a w obecnym
          natloku informacji dnia codziennego wytyczamy sobie pewne sciezki i
          montujemy "filtry" - to tak dla zachowania higieny psychicznej; i nawet
          najbystrzejsze jednostki niejedno przegapia - nie jestesmy psami
          mysliwskimi ;))) na szczescie...
          tyle ode mnie,
          pozdrawiam
          Iwona
        • rlena Re: P.S. 28.10.04, 17:04
          Lata spedzone,czy nie spedzone w krajach arabskich nie maja tu nic do rzeczy.

          Tu chodzi o sposob myslenia, ktory reprezentujesz. Dajesz sobie prawo do
          decydowania o tym, kto jest lepszy, a kto gorszy. Wydajesz opinie o calej
          rasie, czy nacji (ktorej? jest wiele panstw arabskich) na podstawie zachowan
          niektorych jej przedstawicieli. Bo co? Bo inaczej sie odzywiaja, ubieraja,
          wyznaja inna religie, inaczej wygladaja, maja inna kulture niz twoja? W kazdej
          nacji i rasie znajdziesz ludzi madrych i glupich, czystych i brudnych, prawych
          i ignorantow. To ja tobie gratuluje obiektywizmu.

          Wojny i inne nieszczescia zaczynaja sie zawsze w sercach i umyslach arogantow i
          ignorantow.

          Tak, znam ludzi pochodzenia arabskiego. Jeden z nich byl moim profesorem,
          czlowiek nieprzecietej inteligencji i serca. Moja przyjaciolka pochodzi z
          Jordanii. Kobieta nie tylko piekna i wyksztalcona, ale dodatkowo szczesliwa i
          spelniona w malzenstwie z przedstawicielem tej samej rasy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka