Dodaj do ulubionych

samotna w zwiazku

11.12.04, 23:37
Okropna sytuacja. My. Strasznie kiedys zakocahni. Nadal bardzo mlodzi. Ale coś się psuje. Normalne po kilkuletnim związku? Trudno trzasnąć drzwiami kiedy już razem się mieszka. Nie chcę go opuścić. Szkoda mi go. Boję się o niego i martwię. Ale jest mi źle. Boję się, że nie będzie lepiej. Irytuje mnie nieznośnie. Cała gama uczuć. Sprzecznych uczuć. Czasem chciałabym innego mężczyzny. Jednocześnie boli, że on mógłby chcieć innej kobiety. A więc?
Obserwuj wątek
    • micheleone Re: samotna w zwiazku 11.12.04, 23:45
      Zastanów się nad możliwymi posobami przywrócenia harmonii w związku. Pomyśl też
      jakie są szanse ich powodzenia. Nie spisuj od razu na straty. Postaraj się
      porozmawiać ze swoim partnerem. Powiedz mu, co wg Ciebie zmieniło się na
      niekorzyść. Staraj się nie mówić jak on się zmienił, ale jak sie zmieniły
      relacje pomiędzy wami. Dowiedz się, czy i on uważa, że w waszym związku czegoś
      zabrakło, czy i on chce odzyskać co utraciliście. Może się zapierać i twierić,
      że nic się nie zmieniło, że jest świetnie. Może obwiniać Ciebie o to co się
      stało. Nie obrażaj się, nie płacz, nie błagaj, ale apeluj do przeszłości w imię
      przyszłości. Musicie sobie nawzajem uświadomić wasz problem, zgodzić się, że
      chcecie go rozwiązać i podjąć to wyzwanie. Ale nie zrobisz tego sama, w każdym
      razie jest to bbb. trudne.
      • kalina100 Re: samotna w zwiazku 12.12.04, 00:04
        Rozmawialismy nie raz i nie dwa. Ale to ja jestem nieszczesliwa. Jego milosc pozwla mu przymykac oczy na pewne sprawy. Ja boje sie kompromisow. Moze jeszcze uda mi sie znalezc kogos, z kim nie bedzie trzeba az tylu ich podejmowac. A co jesli dwoje ludzi bardzo do sibie nie pasuje? Jezeli sa zupelnie rozni pod wzgledem charakterów? TA pierwsza najgoretsza miosc, chemia sprawiaja ze nie widzi sie niezgodnosci, albo godzi sie na nia, bo to uczucie zdjaje sie zwyciezyc wszystko. ALe po paru latach to co bylo najgoretsze wygasa. Milosc zmienia sie, przechodzi w inne stadium. I okazuje sie ze różńice są nie do zaakceptowania. Boję się, że tak właśnie jest tutaj.
        • micheleone Re: samotna w zwiazku 12.12.04, 02:02
          Piszesz, że jego miłość pozwala mu przymykać oczy na pewne rzeczy. A może on
          tylko tak targuje się z Tobą: "zobacz, robisz to i to. Nie odpowiada mi to, ale
          nie robię Ci wymówek, bo Cię kocham. Może i Ty byś mi trochę odpuściła?" Może
          to, o co nie ma pretensji rzeczywiście mu nie przeszkadza? Może przypuszczasz,
          że Twoja miłość do niego jest słabsza, niż jego o Ciebie, bo Ty masz do niego
          więcej zastrzeżeń niz on do Ciebie? Zauważ, że człowiek, któremu byłabyś
          obojętna też nie miałby do Ciebie zastrzeżeń.

          Kompromisów nie zawiera się tylko z tymi, którzy zawsze Ci ustępuja w 100%, ale
          czy na pewno chcesz mieć faceta-superpantoflarza? Uczyli mnie w szkole, że są
          pewne idee jedynie słuszne, a cała reszta to fałsz i już. Dopiero potem
          wielokrotnie i boleśnie się przekonałem, że jeśli ja coś uważam za niewzruszoną
          i słuszną prawdę, to ktoś inny nie musi.

          Czytałaś Ewangelię? "Panie, ile mam przebaczać bratu, czy aż siedem razy?" "Nie
          siedem, ale siedemdziesiąt siedem." Życie to właściwie jeden wielki kompromis.
          Przebaczenie jest w końcu tez swego rodzaju kompromisem. Opanowanie sztuki ich
          zawierania jest niezbędne, jeśli się chce życ z innym człowiekiem, a nie obok
          niego. Nie ma pary ludzi, którzy ię we wszystkim zgodzą. Zawsze będzie coś,
          gdzie trzeba się dogadać.

          Zapisz sobie co Cię razi w Twoim mężczyźnie tak bardzo, że po prostu się na to
          nie godzisz. Ile masz punktów? 3 czy 13? Pomyśl sobie jakie jeszcze ma wady,
          ale takie, które mu przepuścisz. Powiedz mu: "słuchaj: to, to i to mi się w
          Tobie nie podoba. Chcę, żebyś to zmienił." Człowiek, który kocha naprawdę nie
          odpowie "nie mam najmniejszego zamiaru." Powie przynajmniej, że będzie sie
          starał. Inna sprawa czy faktycznie będzie. Nie daj się zmylić argumentacja
          typu "ja Cię akceptuję taką jaką jesteś, więc i Ty mnie zaakceptuj takim jakim
          jestem." W końcu to co Ci się w nim nie podoba wynika z tego jaka jesteś.
          Odmawiając bodaj przyjęcia do wiadomości Twoich zarzutów odmawia akceptacji.

          Bądź bardzo konkretna: tezy ogólne wspieraj faktami z dokładnością do czasu,
          miejsca i okoliczności. Nie pozwól na odpływanie o tematu. Głównymi metodami
          są: obijanie piłeczki ("nie zamykam klapy? za to Ty nie zakręcasz tubki"),
          szukanie belki w Twoim oku ("ja bałaganię, ale Ty jeszcze bardziej"),
          bagatelizowanie ("taka drobnostka Ci przeszkadza?"), zastępowanie (może czasem
          kłamię, ale jestem Ci wierny), stawianie siebie za przykład ("dlaczego nie
          możesz tak jak ja?"), przekształcanie wady w zaletę ("wydaję za dużo pieniędzy?
          Ale zobacz ile mamy płyt!"), zaprzeczanie i podawanie w wątpliwość ("nieprawda!
          Wcale tak nie uważam. Naprawdę tak myślisz!!?"), szukanie winnych ("to dlatego,
          że Ty to i tamto"), zapewnianie o nieistotności zarzutu ("przecież nikogo nie
          krzywdzę"), gra w słówka ("ach, więc samolubny?, a wcześniej mówiłaś, że
          egoista"), amnezja ("nie wiem, nie pamiętam"), dziecko ("nie wiedziałem, że to
          Ci rzeszkadza"), znudzenie ("powtarzasz mi to już po raz dziesiąty"). Tłumacz:
          rozmawiamy o tym co mnie się w Tobie nie podoba. O innych rzeczach
          porozmawiamy, kiedy skończymy ten temat.

          Jeżeli on stwierdzi, że jest idealny i (albo nawet i nie, ale) powinnaś go
          kochać takim jaki jest, to marne szanse. Wymagana jest przynajmniej deklaracja
          poprawy. Może byc nawet okraszona komentarzem "nie rozumiem, ale skoro tego
          chcesz". Pamiętaj, że człowiek nie może tylko: przestać jeść, pić, spać,
          wydalać, oddychać lub chodzić nago na mrozie. Spytaj jak możesz mu pomóc w
          poprawie. zaproponuj rozmowę na temat twoich nieakceptowalnych wad.
        • gomory Re: samotna w zwiazku 12.12.04, 08:41
          Alez widzenie niektorych spraw moze byc rozne zaleznie od plci. Ty siedzisz i
          przezywasz dylematy jak mrowka okres, a Twoj chlop sobie mysli: "cos tam sie
          jej pieprzy w glowie przed miesiaczka".
          Zadziwia mnie to, ze tyle napisalas, a w sumie nadal nie wiem co jest u Was nie
          tak. Nie poswieca Ci czasu? Za malo zarabia? Nie chce sie ozenic, miec dzieci?
          Nie przynosi kwiatow? Ma niepelny wzwod?
          • Gość: prion Re: samotna w zwiazku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.04, 09:48
            > Zadziwia mnie to, ze tyle napisalas, a w sumie nadal nie wiem co jest u Was nie
            > tak. Nie poswieca Ci czasu? Za malo zarabia? Nie chce sie ozenic, miec dzieci?
            > Nie przynosi kwiatow? Ma niepelny wzwod?

            Pewnie nic z tych rzeczy. Jej sie cos tam po prostu w glowie pieprzy.
    • tony82 Re: samotna w zwiazku 12.12.04, 10:54
      Pogadaj z nim, a nie z nami. Jak wasze oczekiwania i uczucia rozminą się, to
      będziesz wiedziała, czy to koniec, czy też nie.
      • Gość: alien Re: samotna w zwiazku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.04, 10:58
        E tam , następna lala której przewraca się w głowie z dobrobytu !Jak jest Ci
        źle to odejdź od gościa i nie zadręczaj go jakimiś jałowym gadaniem z którego
        nic nie wynika.On znajdzie sobie inną a Ty dopiero zaczniesz myśleć i
        rozpaczać .
        Oj baby, baby....
        • tony82 Re: samotna w zwiazku 12.12.04, 10:59
          I jeszcze te silne poczucie własności:)
          • pauli7 Re: samotna w zwiazku 12.12.04, 15:15
            a ja tam ja rozumiem, bo znam to z wlasnego doswiadczenia.... no, nie
            mieszkalismy razem...
            w szczegoly nie bede wnikac, bo te na pewno sa rozne w kazdym wypadku, ale moge
            ci zdradzic efekt koncowy: rozstalismy sie i nie zaluje....
            jesli masz pytania, to raczej nie na forum, pisz na @ albo gg:))

            pozdrowionka
            Pauli
            • kalina100 Re: samotna w zwiazku 12.12.04, 19:07
              Wszyscy macie rację. Poprzestawianie się w głowie też jest możliwym określeniem
              tej sytuacji. Co jest nie tak? Czuję, że miłość ulatuje. Nie pasuje mi w nim
              coraz więcej rzeczy. Ale jednocześnie tych kilka lat razem, wspólne życie
              związało nas mocniej niż sama miłość. Gdyby nie jedno mieszkanie, dawno bym
              odeszła. Zresztą - kilka razy próbowałam. On płakał, prosił, obiecywał, że
              będzie inaczej, rzucał we mnie wspomnieniami. I zostawałam. Nie jestem wobec
              niego obojętna. Ale im bliżej ostatecznego rozwiązania, tzn. ewentualnego
              ślubu, tym bardziej się boję, że on nie jest tym jedynym. Czegoś mi brakuje. I
              dlatego czasem czuję się samotna w związku. Nie oczekuję od Was, drodzy
              Forumowicze rozwiązania tej łamigłówki, tylko ja mogę ją rozwiązać. Wiem tez,
              że o zrozumienie trudno. Ale sposobem na samotność jest rozmowa. Więc dziękuję
              za nią. Pozdrawiam, Kalina S.
              • Gość: alien Re: samotna w zwiazku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.04, 19:16
                HEJ !No nie jest chyba jeszcze tak źle ,żeby tego nie naprawić...Zawezmij swego
                mena do kompa , niech przeczyta te wszystkie wątki.Może to jego też ruszy...
                Odejść zawsze można ,ale wcześnij należy walczyć o to ,żeby było tak fajnie jak
                kiedyś .Najgorzej jest wtedy ,gdy jedna osoba w związku zapewnia ,że jest
                luxio a w głowie tłuką jej się zupełnie inne myśli.Powodzenia i trzymam
                kciuki :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka