Dodaj do ulubionych

Moze ma ktos pomysl

04.01.05, 09:42
jak poradzic sobie psychicznie ze zdrada ze strony kobiety ?
Obserwuj wątek
    • ramyus ... jesli jeszcze na dodatek 04.01.05, 09:44
      klamie i placze sie w zeznaniach ?
      • Gość: grześ Re: ... jesli jeszcze na dodatek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.01.05, 17:18
        Jak masz sobie poradzić , gdy ona kręci i kłamie nadal? I jeszcze ta obłuda ,
        że robi to dla Twojego dobra. Bez przyznania się do winy ,nie ma miejsca na
        szczerą skruchę. I dalej droga do kurestwa stoi otworem.Raz się udało ,to można
        znowu spróbować.Uważam że masz prawo do wszystkich szczegółów tego romansu.
        Wtedy przyjdzie czas na wybaczanie.Jeżeli ona pójdzie w zaparte ,to niech szuka
        sobie nowego kandydata na frajera!Jeżeli się poddasz ,to pójdziesz na dno .Z
        domysłami ,zazdroscią ,ze spadającym poczuciem własnej wartosci ,nie dasz sobie
        rady . Przyciśnij ją .Nich sobie uświadomi ,że szczerośc to jedyna szansa
        abyście byli razem .
    • a-cha Gruba kreska 04.01.05, 09:50
      Nie ważne co było, ważne, zeby obiecala, ze z tym definitywnie skończyła i
      słowa dotrzymała. Nie drążyć przeszłości, bo można zwariować od tego co się
      usłyszy i od wlasnych domysłów. Ja tak zrobiłam w przypadku faceta, było
      ogromnie trudno, ale czas goi rany i po kilku latach wiem, ze warto było.
      • ramyus Re: Gruba kreska 04.01.05, 10:00
        Zeby obiecala definitywna poprawe ? Obiecala ze z tym skonczy ? Wiesz moze
        jeszcze jak w to uwierzyc i ponownie zaufac ?
        • a-cha Re: Gruba kreska 04.01.05, 10:05
          Ja zaufałam. Myśle, ze trzeba sobie odpowiedziec na pytanie jak bardzo kocham.
          Jesli tak - mozna sprobowac odbudowac zaufanie. Czasem czlowiek po zdradzie do
          penych rzeczy dojrzewa.
          Jesli nie jestes pewien czy kochasz i boisz sie, ze nigdy nie zaufasz -
          rozstancie sie, bo oskarzeniami, wypominaniem i sprawdzaniem na kazdym kroku
          zniszczysz i ją, i siebie. To trudna decyzja i zalezy rowniez od Waszej
          zyciowej sytuacji (czy malzenstwo, czy dzieci, kredyty itp.)
      • ramyus A poza tym 04.01.05, 10:02
        co zrobic ze zwiazkiem to jedno, ale jak poradzic sobie z wlasna psychika ?
        Z bolem ?
        • a-cha Re: A poza tym 04.01.05, 10:07
          Czas goi rany. Wiem, jak to bolalo i uwierz, dzis (5.01 minie 5 lat) juz nie
          boli. Wspominam to jak czarny sen, ktory minal.
        • Gość: bezpruderyjny Re: A poza tym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 10:07
          Może zacznij od uświadomienia sobie źródeł tego bólu. Oczywiście poza zdradą, bo
          to nie zdrada boli, ale jej skutki. Jak już będziesz wiedział, dlaczego boli,
          łatwiej będzie się uporać po kolei ze źródłami bólu. Mówiąc krótko, uświadom
          sobie najpierw, co czujesz.
          • mickey.mouse Re: A poza tym 04.01.05, 10:16
            Oh, boli mnie oczywiscie to ze jakis fagas pieprzyl ja, dotykal
            naintymniejszych miejsc tak bliskiego mi ciala, ktore tak kochalem i ktore
            budzilo we mnie tyle czulosci, w dodatku w moim wlasnym lozku. Boli mnie
            wyrachowanie z jakim ona to zrobila i to, ze dla niej to byla kilkudniowa
            fascynacja. I cholera jasna, takze to, ze klamie w tej sprawie, ze mowi
            sprzeczne ze soba rzeczy.
          • ramyus Re: A poza tym 04.01.05, 10:21
            Boli oczywiscie fakt zdrady przez kogos bardzo bliskiego.
            • Gość: bezpruderyjny Re: A poza tym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 16:38
              ramyus napisał:

              > Boli oczywiscie fakt zdrady przez kogos bardzo bliskiego.

              No tak. Ale tego, co się stało, o ile się stało, nie cofniesz. A ten fakt zdrady
              wywołał w tobie określone emocje i to z tymi emocjami musisz sobie teraz
              poradzić. Być może czujesz gniew, żal i rozgoryczenie, może strach, może
              odrzucenie. Nie wiem. Każdy reaguje indywidualnie. Zacznij od zastanowienia się
              na tym, co ty czujesz i dlaczego. "Przepracuj" te emocje. To połowa sukcesu. I
              nie wierz tym, którzy piszą, że z tym nie można sobie poradzić. Niektórzy może
              nie potrafią (lub nie chcą), ale to oznacza, że to jakaś obowiązująca ogólnie
              zasada. Chociaż to fakt, że większość z nas nie umie właściwie obchodzić się ze
              swoimi emocjami.
        • Gość: hubert Re: A poza tym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 10:10
          stary ja zyje juz 5 lat i nie moge sobie z tym poradzic:((stracilem szacunek do
          niej jako kobiety a powoli trace do siebie....szkoda mi tylko syna tak bardzo
          go kocham i dlatego tkwie w tym chorym zwiazku zapytasz o miłosc milosci juz
          nie ma z jeje strony raczej nigdy jej nie bylo i niech nikt nie mowi mi ze po
          zdradrada czegos nas uczy ludzie zdrada to koniec zaufania............
          • Gość: zdradzony Re: A poza tym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 10:12
            zdrada wykancza psychicznie nigdy jej nie zapomnisz:(zyc jednak musisz...
            • a-cha Re: A poza tym 04.01.05, 10:15
              Mnie sie wydaje ze duzo zalezy od postawy tej drugiej osoby. Jesli widac, ze
              rozumie blad - jest latwiej. Jesli godzi sie z wielka laska "dla dobra rodziny"
              na zerwanie z gachem - wtedy jest gorzej i chyba rzeczywiscie koniec zwiazku
              jest rozwiazaniem nejlepszym.
              • ramyus Re: A poza tym 04.01.05, 10:20
                To prawda. Bardzo wiele zalezy od postawy osoby zdradzajacej. Zaryzykuje, ze
                70%.
                • Gość: ADAM Re: A poza tym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 10:35
                  A to ciekawe...bardziej boli cię to,że jakiś fagas jej dotykał niż to,że to ona
                  dotykała jego? Jesli nie jesteście zwiazani węzłem... i nie macie dzieci...
                  nie trzymaj się jej kurczowo. Przerabiałem ten temat więc powiem ci ,że to cię
                  zeżre....Nigdy nie będzie juz tak jak kiedyś....
                  a skąd masz dowody na to,że cie zdradziła? Może to twoje domysły? Może plątanie
                  się w zeznaniach jest z innego powodu? ...Oby....
                  • ramyus Re: A poza tym 04.01.05, 10:39
                    No juz bez wnikania w takie szczegoly. Mam podstawy oparte na faktach. A
                    platanie, mataczenie ? Tak powod jest bardzo "szlachetny", wg oficjalnej wersji
                    chec zaoszczedzenia mi bolu.
              • Gość: hubert Re: A poza tym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 10:50
                a jak ci powie ze go kochała...i nie załuje...to rzygac sie chce...juz nigdy
                nie bedzie jak dawniej bedziesz sie starał zapomniec ale uwierz mi nigdy tego
                nie zapomnisz.......mimo ze bedzie udawała ze wszytko ok miedzy wami to i tak w
                sercu ona czuje cos innego ty takze.......
      • jsolt Re: Gruba kreska 05.01.05, 14:53
        a ja dałam kopa w dupę i wystawiłam za drzwi, kochałam dalej i wyłam jak wilk
        do księżyca, ale dzisiaj wiem że warto było.
        obiecanki cacanki...
    • a-cha Post pomimo wszystko zyczliwy 04.01.05, 10:54
      Po co Tobie wiedza z kim, gdzie i jak to zrobiła. Zdradzila i tyle. Raczej
      skupiłabym się na pytniu dlaczego to zrobiła... z ciekawości, głupoty, a może
      chciała na pewne rzeczy spojrzeć z innej perspektywy??
      Moze tego żałuje i nie wie jak sie teraz zachowac, kreci i brnie w zeznaniach,
      bo nie chce Ciebie stracic??
      Kobiety zdradzaja znacznie rzadziej niz mezczyzni i niestety ich zdrada jest
      bardziej potepiana. Pewnie wynika to z patriarchalnego podejscia do rodziny,
      poza tym to mezczyzna zazwyczaj zarabia na rodzine i jak on zdradzi - kobieta
      nie bardzo ma wyjscie i musi wybaczyc, chocby ze wzgledow materialnych?
      Nie bronie jej zachowania, ale sama jestem kobieta i sama moglabym sie znalezc
      w podobnej sytuacji.
      Uwazam, ze powinienes sprobowac wybaczyc i od nowa ufac, chocby z tego wzgledu,
      ze Tobie jako mezczyznie tez sie to moze zdarzyc ( o ile juz sie nie zdarzylo).
      Szczegolnie jesli to byl jednorazowy soko w bok a nie permanente szukanie
      okazji.
      • Gość: ADAM Re: Post pomimo wszystko zyczliwy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 11:01
        To nie tak. Faceci odczuwają inaczej pojęcie zdrady niż kobiety...dla nas jest
        to bardziej FIZYCZNE niż dla kobiet...
        Nie, jeśli moge coś poradzić..to podziękuj uprzejmie kobiecie.... wnikanie w
        szczegóły i oczekiwanie odpowiedzi na to kiedy, ile razy jak ci było..będą
        tylko mocniej bolały a ty będziesz miał "czym żyć" i będziesz sobie dalej
        cierpiał tworząc w głowie kolejne historie....
        Powinniście się rozstać na jakiś czas, a moze kiedyś na innych
        warunkach....znowu się spotkacie, chociaz to nie najlepsze wyjście..
        • a-cha Re: Post pomimo wszystko zyczliwy 04.01.05, 11:10
          Gość portalu: ADAM napisał(a):

          > To nie tak. Faceci odczuwają inaczej pojęcie zdrady niż kobiety...dla nas
          jest to bardziej FIZYCZNE niż dla kobiet...

          Pewnie masz rację, ale kobiety czasem potrzebują innego mężczyzny po to by się
          dowartościować, poczuć piekną i pożądaną. Jest chyba prawda w stwierdzeniu, ze
          kobieta pojdzie do lozka po to zeby uslyszec jaka jest cudowna, a mezczyzna
          bedzie mowil kobiecie wszystko co chce byle poszla z nim do lozka.

          Nie znamy sytuacji autora watku, w innym swietle ocenilabym zdrade po 10 latach
          malzenstwa a w innym po dwoch miesiacach znajomosci. Ta druga rzeczywiscie jest
          powodem do natychmiastowego zerwania, w pierwszym przypadku moze jest sygnalem
          jakiego kyzysu, wypalenia?
      • ramyus Re: Post pomimo wszystko zyczliwy 04.01.05, 11:03
        Nie, mi sie nie zdazylo. Mysle ze przy odpowiedniej postawie z jej strony, ja
        potrafilbym wybaczyc. Ale... Bez wzgledu na wszystko, nie wiem jak mialbym ufac
        jej na przyszlosc.
        • Gość: ADAM Re: Post pomimo wszystko zyczliwy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 11:20
          No własnie o to chodzi,że już NIE BĘDZIESZ UFAŁ....ciągle już będziesz
          podejrzliwy...uszy i oczy będziesz miał na około głowy aż w końcu dostaniesz
          nerwicy i wtedy będzie ci już obojętne..... :-)

          a z drugiej strony; A-HA , masz rację, trudno doradzać jak się nie wie " o co
          się gra"..ja tylko dzielę się własnymi doświadczeniami i mam nadzieję,że
          szanowny kolega nie potraktuje tego co ja tu wypisuję, jako PRZYMUS wykonania
          tego czy owego ... było pytanie jest odpowiedź...
          ja z zazdrością, podejrzliwością nie dałem sobie rady...mimo wielkiej miłości i
          chęci utrzymania związku....
          • ramyus Re: Post pomimo wszystko zyczliwy 04.01.05, 11:27
            I co z tym w koncu zrobiles, przepraszam ze pytam. U siebie ja juz chyba
            odnajduje poczatki nerwicy natrectw.
          • a-cha Re: Post pomimo wszystko zyczliwy 04.01.05, 11:33
            Powiem Wam Panowie, ze z moich obserwacji wynika, ze niemalze kazde malzenstwo
            predzej czy pozniej musi stawic czola problemowi zdrady, nie wiem w jakim
            jestescie wieku, ale odnosze wrazenie ze ok 25 l.
            W wiekszosci przypadkow to mezczyzna zdradza,zdarza sie tez to kobiecie. Sa
            faceci,ktorzy to robia permanentnie, babki takie rowniez znam. Pytanie: czy
            taki zwiazek trzeba z gory skazac na smierc?
            Dla mnie jako kobiety duzo gorszym bylaby zdrada duchowa, tzn. przez cale zycie
            kocha inna ale tak sie ulozylo i dla dobra rodziny jest przykladnym ojcem i
            mezem niz gdyby zrobil to raz, dwa trzy razy wylacznie dla seksu.
            Mylse, ze kobiety podchodza do tych spraw podobnie... czasem seks z innym jest
            sposobem na podladowanie akumulatorow po to zeby moc byc alej kochajaca zona i
            matka.
            Mam nadzieje, ze nie splone na stosie za takie poglady ale zycie troche
            wyleczylo mnie z idealow... Pozdrawiam
            • Gość: ADAM Re: Post pomimo wszystko zyczliwy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 11:46
              ano niessssssstety, powiedziałem DO WIDZENIA. męczyłem się dwa lata, myśląc ,że
              sobie z tym poradze ale było coraz gorzej...ciągłe podejrzenia, nieufność,
              sprawdzanie kiedy wraca, gdzie była z kim....koszmar...potem przez dwa lata, po
              rozstaniu dochodziłem do siebie ale ten okres można skrucić, trzeba tylko sobie
              uświadomić,że już nic z tego nie będzie. KONIEC. a ja wyczekiwałem na
              telefony...spotkania...mimo wszystko....dopiero jak powiedziałem -
              dość! "wyleczyłem się" szybko....
              co do wieku...mam czterdziechę!
              Moi znajomi, fakt, zdradzają się na lewo i prawo- patrze na to ze zgrozą....
              ale nadal funkcjonują w związkach, nie wiem może im to nie przeszkadza...?
              jest to chore ale cóż.
              Moja znajoma też kiedyś mi powiedziała,że jak jej "stary" przespał się z
              sąsiadką , to po niej to spłyneło...ale jak poznał jakąś laskę ma służbowym
              wyjeździe i potem dzwonili do siebie, to ja cholera wzięła...
              • a-cha Re: Post pomimo wszystko zyczliwy 04.01.05, 11:56
                Mnie wzielaby cholera gdybym sie dowiedziala, ze przespal sie z kimkolwiek, ale
                chyba nie rozwalalabym zwiazku tylko z tego powodu...Chyba, bo dzieki bogu nie
                stalam przed takim dylematem.
                Za to przeszlam ten drugi model zdrady, zakochal sie i koniec. Po paru
                miesiacach zrozumial wrocil, a ja wybaczylam i w tej chwili jest ok. Ale nie
                dalabym sobie uciac niczego za to, że moj maz jest od tego czasu wzorem
                wiernosci, nie dlatego, ze mam jakies podejrzenia, ale chyba ze znajomosci
                meskiej natury.
                Poza tym nie mozna postawic rownosci pomiedzy zdradzaniem na prawo i lewo a
                jednorazowym "zapomnieniem sie"
                Jestem teraz w jakiejs tam rozrterce, stad moje takie a nie inne zdanie na
                temat zdrady - moze jak mi minie znow spojrze na zdrade jako najgorsze zlo na
                swiecie??
                • Gość: hubert Re: Post pomimo wszystko zyczliwy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 12:22
                  zdrada jest zdrada i nie mozna jej podzielic na zdrade "taka na jeden raz"
                  lub "taka na dłużej"jak kochac sie z taka kobieta??????????????????????
                  co wtedy czujesz?????????????a ona wyobraza sobie tamtego!!!!!!
                  dosyc to jest nie do wybaczenia!!!!!!!!!
      • Gość: ja Re: Post pomimo wszystko zyczliwy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 18:47
        To, ze kobiety zdradzają rzadziej od facetów to jeden z wielkich mitów naszej
        kultury. Tak samo siebie nawzajem oszukujemy. Bądź też nie. I dlatego niech
        oszuści żyją z oszustami!
        • tony82 Re: Post pomimo wszystko zyczliwy 05.01.05, 18:54
          Oszuści nie będą żyć z oszustami, bo nikt nie lubi być oszukiwany.
    • Gość: Marek Re: Moze ma ktos pomysl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 13:12
      moja dobra rada jesli jestescie małżeństwem wez rozwod dzieckiem tez mozna sie
      opiekowac nie zyjac z jego matka zobaczysz bedzie ci lżej nie bedziesz musiał
      patrzec na nia.....no chyba ze chcesz zyc w zwiazku gdzie nigdy juz nie bedzie
      prawdziwej miłosci tylko na zasadzie musze byc z Toba bo jestesmy małzenstwem
      mamy dziecko i tyle lat razem...warto jednak pomyslec o wlasnym szczesciu o
      radosci..nie chcesz chyba zyc z dnia na dzien....
      ja wyprowadziłem sie z domu starsznie cierpialem a dzsiaj wiem ze gdybym tego
      nie zrobił nigdy nie moglbym powiedziec ze "zyje"
      Spotkalem kobiete swojego zycia i teraz po cichutku w sercu dziekuje ze tak sie
      stał
      Odwagi
      Powodzenia
      • Gość: a-cha Re: Moze ma ktos pomysl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 13:19
        A zabrales ze soba dzieci, czy po prostu spakowales walizki rozpoczynajac zycie
        od nowa, zostawiajac kobiete z przychowkiem tylko dlatego ze kiedys w zyciu
        popelnila blad?
        LAtwo jest tak po prostu spakowac sie i wyjsc - a potem zaczac nowe piekne
        zycie.
        • Gość: Marek Re: Moze ma ktos pomysl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 14:22
          bardzo chetnie zabralbym dziecko ze soba ale jak wiadomo zawsze zostaje z matka
          jestes kobieta moze byłaś w podobnej sytuacji dlatego Cie to tak obrza ale
          wiesz co szkoda zycia z kims takim kim jest moja "była" zona
          • Gość: a-cha Re: Moze ma ktos pomysl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 16:01
            Ale czy Twoja "była" jest złą kobieta z powodu jednej zdrady, czy z zupelnie
            innego powodu, a zdrada tylko przypieczetowala sprawe?
    • wadera3 A-cha,przeczysz sobie? 04.01.05, 16:01
      Ja zaufałam. Myśle, ze trzeba sobie odpowiedziec na pytanie jak bardzo kocham.
      Jesli tak - mozna sprobowac odbudowac zaufanie. Czasem czlowiek po zdradzie do
      penych rzeczy dojrzewa.
      Jesli nie jestes pewien czy kochasz i boisz sie, ze nigdy nie zaufasz -
      rozstancie sie, bo oskarzeniami, wypominaniem i sprawdzaniem na kazdym kroku
      zniszczysz i ją, i siebie. To trudna decyzja i zalezy rowniez od Waszej
      zyciowej sytuacji (czy malzenstwo, czy dzieci, kredyty itp.)


      Mnie wzielaby cholera gdybym sie dowiedziala, ze przespal sie z kimkolwiek, ale
      chyba nie rozwalalabym zwiazku tylko z tego powodu...Chyba, bo dzieki bogu nie
      stalam przed takim dylematem.
      Za to przeszlam ten drugi model zdrady, zakochal sie i koniec. Po paru
      miesiacach zrozumial wrocil, a ja wybaczylam i w tej chwili jest ok. Ale nie
      dalabym sobie uciac niczego za to, że moj maz jest od tego czasu wzorem
      wiernosci, nie dlatego, ze mam jakies podejrzenia, ale chyba ze znajomosci
      meskiej natury.
      Poza tym nie mozna postawic rownosci pomiedzy zdradzaniem na prawo i lewo a
      jednorazowym "zapomnieniem sie"
      Jestem teraz w jakiejs tam rozrterce, stad moje takie a nie inne zdanie na
      temat zdrady - moze jak mi minie znow spojrze na zdrade jako najgorsze zlo na
      swiecie??


      czy mnie się wydaje?
      • Gość: a-cha Re: A-cha,przeczysz sobie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 16:04
        Nie widze tu sprzecznosci ... mozesz mnie oswiecic?
        • wadera3 Re: A-cha,przeczysz sobie? 04.01.05, 16:12
          raz piszesz,że nie stałaś przed "tym" dylematem i nie wybaczyłaś ,innym
          razem,że zaufałaś i wybaczyłaś-to chyba sprzeczne ze sobą?
          • Gość: A-cha Re: A-cha,przeczysz sobie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 16:14
            Cytaj uwaznie... nie stalam przed dylematem wybaczania jednorazowego skoku w
            bok, ale mialam problem w postaci tego ze moj luby na pol roku odszedl do innej
            kobiety. W wypowiedzi dosc chyba jasno rozrozniam dwie odmienne sytuacje, w
            ktorych ktos zdradza.
            • wadera3 Re: A-cha,przeczysz sobie? 04.01.05, 16:21
              mimo wszystko-Ty jakoś cudownie rozróżniasz zdradę na dłuższą i krótszą metę-
              jakieś inne kryteria wybaczania wówczas obowiązują?
              Czy ranga zdrady jest inna? czy to Twoje zakłamanie?
              /zaznaczam,że to nic osobistego ;)/
              bo nie rozumiem....
              • a-cha Re: A-cha,przeczysz sobie? 05.01.05, 09:50
                Zdrada jest zawsze zdradą i trudno z tym stwierdzeniem polemizować, ale
                kradzież tez jest kradzieżą a inaczej osądzamy kogoś kto ukradł bułkę w
                supermarkecie od tego co ukradł staruszce całą emeryturę.
                Ten wątek jest o wybaczaniu i w tym kontekscie staram się rozróżniać sytuacje.
                Nie wyobrażam sobie,zeby rozbijać małżeństwo z dziećmi tylko dlatego ze komus
                zdarzyło sie popełnić blad i teraz tego zaluje. Ale uwazam, ze natychmiast
                trzeba skonczyc jesli jedna osoba permanentnie szuka okazji. Oczywiscie mojemu
                slubnemu nigdy tego nie powiem, z oczywistych wzgledow.
                A zaklamanie jest chyba wtedy kiedy panienka siedzi wsrod znajomych i mowi
                przekrzykujac wszystkich, ze jej facet nigdy jej nie zdradza,bo to jest
                niemozliwe /to tez nic osobistego oczywiscie/.
                Pozdrawiam
                • Gość: ADAM Re: A-cha,przeczysz sobie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 10:29
                  Sorki...ale ten wątek nie jest o wybaczaniu ale o tym jak sobie poradzić z
                  uczuciem zdrady! facet pyta co zrobić nie jak wybaczyć....
                  co do wielkości zdrady i jej "stopniowania" można polemizować?
                  Czy jest coś takiego jak "mała zdrada" i "duża"? Byc może ale nie zmienia to
                  faktu, że zdrada nastąpiła i trzeba z nią zyć...albo nie...
                  pozdrawiam
                  • Gość: Marek Re: A-cha,przeczysz sobie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 10:31
                    ze zdrada ciezko zyc w niektórych przypadkach nawt jest to niemożliwe i tak
                    jest prawda.
      • sagis Re: A-cha,przeczysz sobie? 05.01.05, 10:31
        Bo, A-cha nie wybaczyła zdrady, tylko teraz wie, że sama może zdradzać:-)
        Ma już kogoś i ten też ma rodzinę. Może dopiero zastanawia się, czy fizycznie
        zdradzić, albo już to zdrobiła.
        Przecież nie powie nam tutaj tego szczerze, jak swojemu mężowi:-)
        • a-cha Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 11:31
          sagis napisała:

          > Bo, A-cha nie wybaczyła zdrady, tylko teraz wie, że sama może zdradzać:-)
          > Ma już kogoś i ten też ma rodzinę. Może dopiero zastanawia się, czy fizycznie
          > zdradzić, albo już to zdrobiła.
          > Przecież nie powie nam tutaj tego szczerze, jak swojemu mężowi:-)

          W przeciwieństwie do pani Asik ktora nigdy nie zdradziła, nigdy nie zdradzi a
          jesli kiedys zostanie zdradzona (czego nie zycze) to i tak nie zostanie
          zdradzona, bo przecież to niemożliwe żeby świątobliwą i cnotliwą matronę
          ktokolwiek zdradził. I w ogole nie ma takich dylematow, i nigdy miec nie
          bedzie.
          A tych co maja dylematy i sie do nich przyznaja nalezy zakopac gleboko, bo to
          zli ludzie sa.
          I na koniec zla wiadomosc dla Asik: Twoja skrocona charakterystyka mojej osoby
          dosc mocno mija sie z prawda, wybaczylam ale sama nie zdradzilam... przykro mi
          jesli rozczarowalam.

          Do Adam: Jak radzic sobie ze zdrada to zdecydowanie watek o wybaczaniu, nawet
          jesli w tytule jest inaczej.

          Kiedys tez mialam swiat podzielony na czarne i biale, ale dzis widze ze czasem
          trzeba isc na kompromis. Jesli kochana osoba zbladzi to trzeba szukac
          wybaczenia, jest to element tego co sklada sie na milosc do drugiej osoby.
          Podkreslam: zbladzi a nie chodzi i szuka okazji gdzieby tutaj ....
          • Gość: gość Re: Usmiech dewotki Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 11:36
            TWOJA WYPOWIEDZ JEST ZAŁOSNA!!!!!!!!!!!!!
            • Gość: ADAM Re: Usmiech dewotki Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 11:42
              p.s. a to niby czemu TA WYPOWIEDŹ JEST ŻAŁOSNA A TWOJA NIE? znowu będziemy sie
              obrażać nawzajem? po co?
            • a-cha Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 12:00
              Gość portalu: gość napisał(a):

              > TWOJA WYPOWIEDZ JEST ZAŁOSNA!!!!!!!!!!!!!

              Gratuluje elekwencji i umiejetnosci dyskutowania. Szczegolnie ukrywajac swojego
              logina.
          • Gość: ADAM Re: Usmiech dewotki Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 11:40
            "wybaczyć" to znaczy zapomnieć a ty jednak pamiętasz...
            mnie wybaczyć sie nie udało...bo każde takie "wybaczanie" oznacza utratę siebie
            w jakimś sensie... mnie ubyło sporo "MNIE"...chęc naprawiania, zapomnienia była
            duża a skończyło się deprechą i ostrym leczeniem . To wcale nie znaczy ,że moja
            miłośc była słaba..przeciwnie. Im większa miłośc tym większe poczucie zdrady, w
            tym przypadku..ale kazdy przechodzi to na swój własny sposób.Tobie się udało.
            ale czy jesteście teraz szczęśliwi? czy macie do siebie pełne zaufanie?
            • Gość: magda Re: Usmiech dewotki Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 11:45
              wszytkim zdradzonym szczescia zycze bedzie wam barrrrrdzo potrzebne!
            • Gość: katinka Adam i Hubert... IP: *.attu.pl 05.01.05, 11:46
              macie bardzo madre spojrzenie na problem... az milo sie Was czyta, mimo
              wyjatkowo trudnego tematu. pozdrawiam serdecznie :)
              • Gość: ADAMbezHUBERTA Re: Adam i Hubert... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 11:49
                ...no to chyba dziękujemy uprzejmie...
                chociaz wolałbym nie posiadać takiej wiedzy, w tym konkretnym temacie....
                • Gość: katinka Re: Adam i Hubert... IP: *.attu.pl 05.01.05, 11:52
                  tak, wiem... :(
            • a-cha Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 11:57
              Zapomiec sie nie da, ale mozna nauczyc sie z tym zyc.
              Kazdy podchodzi do tego indywidualnie, moj maz wrocil i przyznal ze popelnil
              blad, ze panienka mu w glowie zawrocila i ze chcialby zaczac wszystko od nowa.
              Pewnie, ze bylo ciezko, pare razy sie lamalam, czy po prostu nie skonczyc tego
              malzenstwa. Wiem, ze tamten zwiazek skonczyl on (panienka chodzila w ciezkiej
              depresji przez pol roku - wiarygodny wywiad doniosl mi o tym). Chyba jego
              postawa pomogla mi wytrwac. Dzis wiem, ze mnie kocha i nie mam powodow by
              kwestionowac jego wiernosc. Postanowilam sobie wtedy, ze jesli ma sie udac, to
              nigdy nie wypomne mu tego ani nie bede sie mscic.
              Uwazam, ze warto bylo. Przynajmniej w moim wypadku. Ale nie potepiam ludzi,
              ktorzy nie potrafia sie po zdradzie odnalezc w zwiazku, lepiej odejsc niz
              zniszczyc sobie i komus zycie oskarzeniami. Ale namawiam i namawiac bede, aby
              sprobowac - trzasnac za soba drzwiami mozna w kazdej chwili.
              • Gość: hubert Re: Usmiech dewotki Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 12:03
                pewnie próbowac trzeba....ale juz nigdy nie bedzie tak jak "przed"wiec czy
                warto?
                Pozdrawiam
                • a-cha Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 12:11
                  Ja bym nie przekreślala sprawy. Czas goi rany. Poza tym czesto masz jako
                  alternatywe rozbijanie dzieciom domu - wtedy slowo warto nabiera nieco innego
                  wymiaru.
                  Piszesz, ze tkwisz w zwiazku, ale jest Ci z tym zle - moze problem jest gdzies
                  indziej, a tamte wydarzenia to tylko pretekst zeby sobie tlumaczyc dlaczego
                  jest zle??
                  • Gość: ADAM Re: Usmiech dewotki Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 12:16
                    a ja jeszcze cię "podręczę". na ile połączyła was-miłość twojego męża a na ile
                    jego poczucie winy?. No prosze piszesz,że ze panienka w depresji a nie przeraża
                    cię fakt,ze twój małzonek, przez swój egoizm ,unieszczęśliwił kilka osób?
                    • Gość: hubert Re: Usmiech dewotki Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 12:19
                      ? co ty na to?
                      Pozdrawiam Adam
                      • a-cha Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 12:33
                        To hubert i Adam czy hubert-Adam bo mam rozdwojenie jezni??
                    • a-cha Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 12:27
                      Mysle, ze on jest na tyle egoista, ze gdyby chcial, zostalby z panienka nie
                      zwazajac na mnie.
                      To ze unieszczesliwil panienke niespecjalnie mnie ruszylo - swiadomie rozbijala
                      malzenstwo, ja niespecjalnie interesowal dramat moj i mojego 5-letniego
                      dziecka. Mialam nawet satysfakcje - moze to nieladnie, ale nie bede udawac, ze
                      jej wspolczulam.

                      Ale, prawda, jego egoizm mnie czasem przeraza - to prawda i to nie tylko w tej
                      sytuacji, ale chyba nie az na tyle, zeby robic z niego powod do odejscia. Ja
                      tez mam kilka paskudnych wad - nikt nie jest idealny.
                      Ogolnie jestesmy raczej zgodna para, dosc dobrze sie rozumiemy. Przezylismy
                      razem 10 lat i tamta historia byla jedynym ciezszym kryzysem.
                      • Gość: magda Re: Usmiech dewotki Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 12:44
                        ciagle słysze "przezylismy ze soba tyle lat..."więc zostajemy razem...
                        tylko gdzie milość ?obowiazek tez jest ważny ale niestety to takie leżenie pod
                        respiratorem a nie małżeństwo
                        Przykro mi jak czytam te wszytkie posty ale zgadzam sie z opinia ze tam gdzie
                        wystapila zdrada niemożliwy jest szczesliwy zwiazek pełen milosci i zaufania
                        raczej fikcja
                        ale dla kogo? dzieci, rodziny ,znajomych?czy dla siebie samego bo przeciez
                        trzeba"jakoś zyc"
                        Zycie to nie teatr pamietajcie o tym...
                        • a-cha Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 12:58
                          A może powinnaś przeczytać: przeżylismy razem tyle lat, kochamy się i próbujemy
                          zostać razem.
                          Masz męża, dzieci??
                          Życzę Tobie żebyś nigdy w zyciu nie stala przed takim dylematem.

                          > tam gdzie wystapila zdrada niemożliwy jest szczesliwy zwiazek pełen milosci i
                          zaufania raczej fikcja

                          Tam gdzie wystąpiła, czy tam gdzie wyszla na swiatło dzienne?? Bo czasem
                          wystepuje ale nie widzimy badz nie chcemy jej widziec. Wtedy to jest fikcja.
                          Nie pisz niemożliwy, bo jest mozliwy i wielu osobom udało się rozpocząc życie
                          od nowa. Bo jest miłość i ona jest ważniejsza niż zraniona duma.

                          • wadera3 Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 13:00
                            A-cha-niektórzy z nas nie zgadzają się z tym,że kochający człowiek może
                            zdradzić,rozumiesz to? i dlatego ewentualne wspólne życie nazywamy fikcją....
                          • Gość: magda Re: Usmiech dewotki Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 13:04
                            zycze Ci szcześcia naprawdę ale wybacz dla mnie to jest niemozliwe po czyms
                            takim kochasz sie znim i o czym myslisz?a może przed bierzesz relanium
                            Wybacz nie moge tego zrozumiec.wiem ze czułabym obrzydzenie do niego a potem do
                            siebie...moze czas leczy rany...ale jak długo...rok , dwa..pieć nie szkoda
                            zycia?
                            Na szczescie kazdy ma to na co sie godzi
                            tobie to odpowiada mnie nie!!
                            jeszcze raz wszytkiego dobrego!
                            • Gość: ADAM Re: Usmiech Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 13:22
                              No.Ostro panienki jadą..... nie powiem...
                              Na początek zmienię wpis i usunę jeden wyraz....
                              Co do NAS , to jest nas dwóch...Ja ze środka Polski a Hubert , to chyba z
                              Krakowa( również pozdrawiam)
                              Nie potępiam ..ASI? ( a-cha), bo niby czemu? kazdy wie najlepiej co jest dla
                              niego najlepsze..jeśli im jest dobrze, to "spoko"...natomiast nie moge sie
                              zgodzić ze stwierdzeniem :<< "zdrada" ...ja też mam wady....>>
                              nie uznałbym zdradę za wadę...to zupełnie inna kategoria ale może się czepiam...
                              co do panny zdradzającej, to rzeczywiście...jeśli wiedziała od początku co jest
                              grane, to rzeczywiście ma co chciała- satysfakcję rozumiem...

                              do chęci pozostania "przy mężu" dołączyć należy jeszcze parę innych spraw, nie
                              tylko miłość. Może w tym przypadku BILANS ZYSKÓW BYŁ WIĘKSZY? u mnie było
                              więcej minusów....
                              • a-cha Re: Usmiech Asik 05.01.05, 13:37
                                w kwestii wad - to chodzilo o egoizm, nie zdrade

                                > do chęci pozostania "przy mężu" dołączyć należy jeszcze parę innych spraw,
                                nie tylko miłość. Może w tym przypadku BILANS ZYSKÓW BYŁ WIĘKSZY? u mnie było
                                więcej minusów....

                                Bardzo mądre i życiowe zdanie, trudne do zrozumienia dla dwudziestoparolatkow.
                                U mnie milosc byla na pierwszym miejscu, przez pare miesiecy pogodzilam sie ze
                                bede sama i moje zycie zaczelo sie stabilizowac. Nie mielismy zadnych
                                kredytow, "tylko" jedno dziecko a mieszkanie w ktorym mieszkalismy bylo moje.
                                Ale potrafie sobie wyobrazic ze 150 tys. kredytu dziala jak kubel zimnej wody
                                (okrutne lecz prawdziwe).
                                Nie zmienia to faktu ze nie wyobrazam soebie powrotu do siebie po takich
                                przejsciach bez wielkiej milosci, chociaz szanuje ludzi ktorzy zdecydowali sie
                                na to z rozsadku.
                            • a-cha Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 13:28
                              To co powiecie na statystyki ze 50-70 proc. osob zyjacych w zwiazkach
                              malzenskich przyznalo sie do przynajmniej jednej zdrady w zyciu? Wedlug Waszych
                              teorii trzeba by w ogole zniesc instytucje malzenstwa, skoro kazda zdrada
                              oznacza koniec zwiazku.
                              Rozumiem, ze sa osoby, ktorym zdrada uniemozliwila kochanie drugiej osoby, ale
                              sa tez takie, ktore umieja wybaczyc.
                              Ale i tak mnie najbardziej ciekawi fakt, ze wiekszosc osob tutaj
                              wypowiadajacych sie z gory wie, ze nie zdradzi i ze nie bedzie zdradzona a
                              jesli nawet to wezmie natychmiast rozwod. Rzucanie slow na wiatr, lepiej jest
                              byc pieknym i bogatym, nieprawdaz??
                              Moze sie myle, ale tacy "konserwatysci" w pogladach najczesciej zasilaja
                              grono "rogaczy" tzn. cala wies wie ze jego/ja zdradzaja tylko nie sam
                              zainteresowany. Dlaczego??? Bo ma zasady i jesli dowie sie o zdradzie - koniec
                              zwiazku... a wiec wygodniej jest nie wiedziec.
                              Oczywiscie Was nie oceniam bo nie znam.
                              • wadera3 Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 13:34
                                statystyka,statystyką,niektórzy z nas nie bacząc na dane statystyczne nie
                                trwają w związku ze zdradzającą osobą-musisz to przyjąć do wiadomości.....
                                • a-cha Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 13:40
                                  Przyjmuje to do wiadomosci i potrafie to zrozumiec, ale jesli ktos mnie pyta
                                  jak poradzic sobie ze zdrada mowie: odpowiedz sobie na pytanie czy kochasz i
                                  sprobuj wybaczyc.
                                  • wadera3 Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 13:43
                                    w pewnej chwili okazuje się,że cierpienie jakie ktoś Ci zadaje jest
                                    niewspólmierne do Twojej miłości....tylko cierpisz......
                                    i wtedy ani kredyty,ani ideologia ,ani dzieci,ani nic innego się nie liczy-
                                    odchodzisz albo giniesz....
                                    • a-cha Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 14:00
                                      > w pewnej chwili okazuje się,że cierpienie jakie ktoś Ci zadaje jest
                                      > niewspólmierne do Twojej miłości....tylko cierpisz......
                                      > i wtedy ani kredyty,ani ideologia ,ani dzieci,ani nic innego się nie liczy-
                                      > odchodzisz albo giniesz....

                                      Ale masz to przeświadczenie: próbowałam. Jeśli jest tak jak piszesz -
                                      oczywiście trzeba szukać szczescia gdzieś indziej.
                                      Ja staram sie glosno protestowac przeciwko mowieniu: ja nigdyBYM nie wybaczyla.
                                      Bo zycie jest zyciem i trzeba podejmowac trudne decyzje. I to w momencie kiedy
                                      jest na to czas a nie w formie deklaracji na zaś.
                                      • wadera3 Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 14:06
                                        masz rację-kiedyś mówiłam,że nigdy mnie to nie dotknie.....życie jednak
                                        weryfikuje wszystkie deklaracje....
                                        • a-cha Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 14:16
                                          Z kontektu wypowiedzi wnioskuje ze nie wybaczylas...

                                          • wadera3 Re: Usmiech dewotki Asik 05.01.05, 14:19
                                            oczywiście,że nie-oprócz wszystkiego trzeba jednak zachować szacunek do
                                            siebie.....
                                            • sagis Ja nie zaprzeczam sobie i nie kłamię. 05.01.05, 16:48
                                              Wcześniej A-cho, już Wadera zauważyła sprzeczność w tym, co piszesz.
                                              Wystarczyło, że poczekałam, a inni też to samo zauważyli u Ciebie. Tylko, że
                                              teraz ukrywałaś prawdę. Jak od razu to wszystko inaczej wygląda. Wiesz, że
                                              tutaj jest tyle młodych ludzi i radzisz im takie rzeczy. Jeśli tak postępujesz,
                                              to jak możesz komuś dobrze radzić i dawać im przykład. Tutaj bierzesz
                                              odpowiedzialność za młodych ludzi. Tak samo, jak swoje dzieci wychowujesz.
                                              A, dzieci widzą wszystko i to, że ich rodzice nie kochają się. Uczą się tego
                                              samego od Was.

                                              --------
                                              wadera3 napisała:

                                              > oczywiście,że nie-oprócz wszystkiego trzeba jednak zachować szacunek do
                                              > siebie.....
                                              ---------

                                              Trzeba mieć szacunek do siebie. To jest każdego inwidualna sprawa, czy wybaczy
                                              zdradę, czy nie. Ale, nie możesz usprawiedliwiać siebie, że możesz teraz sama
                                              zdradzać. To jest wciąż takie samo oszustwo. Niezależnie, ile lat jesteś po
                                              ślubie i czy są dzieci. Piszesz, że zgodziłaś się, aby Twój mąż wrócił, bo
                                              myślałaś o stronie materialnej. Widać, że nie zrobiłaś tego z miłości do niego!
                                              Kiedyś kobiety zgadzały się na taki układ, ale nie teraz. Teraz kobiety są
                                              silniejsze i bardziej niezależne. Nie uogólniaj, że wszystkie tak robią, jak
                                              Ty. W ten sposób tylko siebie usprawiedliwiasz. Bo, wszyscy:-))

                                              To jest jak satysfakcja, za wyrządzony ból, poprzez zrobienie tej osobie tego
                                              samego. Ja też zostałam postawiona w obliczu zdrady, ale miałam tyle godności i
                                              szacunku do siebie, że nie byłam i nie jestem zdolna do tego samego.

                                              Nawet nie lubisz siebie. Nazywasz siebie A-cha. Miałaś jeszcze inny, ładniejszy
                                              nick.
                              • Gość: hubert Re: Usmiech dewotki Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 13:38
                                Pozdrawiam Adama również ja jestem z Krakowa to fakt:)
                                A-cha my cie nie potępiamy skoro potafilas wybaczyc i jestes szczesliwa to super
                                Pan Bog kazal przebaczac!:)
                              • Gość: ADAM Re: Usmiech Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 13:38
                                To fakt! a niby jesteśmy krajem katolickim...nie?
                                Kiedyś na forum był wątek na ten temat...wnioski były przerażające ale chyba(?)
                                obiektywne- człowiek nie jest , w sposób naturalny, stworzony do MONOGAMII...
                                Samiec, w kazdym razie....
                                Trzeba jakiejś ideologii czy religii żeby utrzymac nas w ryzach..
                                słowem: NATURA kontra KULTURA
                                a romantyzm...miłosne uniesienia na śmierć i życie to tylko bajania... ?
                                smutne ale prawdziwe..
                                • a-cha Re: Usmiech Asik 05.01.05, 13:48
                                  Wy mnie nie potępiacie i to jest chyba najwazniejsze w jakiejs tam wymianie
                                  pogladow o zyciu.
                                  Ale jak czytam posty takiej pani Asik, z ktorych jawi sie obraz mnie jako
                                  sfrustrowanej, zaklamanej, nienawidzacej samej siebie zdradzonej kobiety, do
                                  tego dziwki ktora nie baczac na krzywde wlasnych dzieci rzuca sie na innych
                                  (zonatych) facetow... tylko dlatego ze mam w zyciu jakies tak rozterki - rece
                                  opadaja i plakac sie chce.
                                  • Gość: ADAM Re: Usmiech Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 14:01
                                    No..temat wogóle nie jest do śmiechu....
                                    Faktem jest,że na Forum bardzo szybko przypinają ludziom jakieś dziwne etykietki
                                    I lubią się obrzucać śmieciami..nie wiem skąd to w narodzie bierze....
                                    • a-cha Re: Usmiech Asik 05.01.05, 14:12
                                      Mnie najbardziej denerwuje zaklamanie. Postawa: nie mam problemow ani dylematow
                                      bo jestem wzorem szlachetnosci- przynajmniej na pokaz. A kazdego kto mi
                                      bolesnie przypomina ze zycie sklada sie m. in. z problemow trzeba obrzucic
                                      blotem.
                                      Temat zdrady jest wrecz wzorcowym przykladem. Kazdego moze to spotkac, ale jak
                                      taka pani Asik bedzie glosno gebe drzec na forum - na pewno zdrada ja ominie.
                                      Poza tym zdrada jest dopiero wtedy jak sie o niej powie. Zdazylo mi sie kiedys
                                      siedziec przy stole gdzie zona wyglaszala pochwaly o wiernosci meza a ten z
                                      kolezanka zony wymieniali wymowne spojrzenia. Ale przeciez w jej zyciu problemu
                                      zdrady nie bylo i nie ma, nieprawdaz.
                                      • Gość: hubert Re: Usmiech Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 14:16
                                        zdrada jest strasznym przezyciem
                                        moze lepiej o niej nie wiedziec?
                                        hmmmm jak myslicie?
                                        • a-cha Re: Usmiech Asik 05.01.05, 14:21
                                          Znow oberwe za stopniowanie zdrady ale sprobuje...
                                          O tej jednorazowej, do tego w czasie przeszlym na pewno lepiej nie wiedziec...
                                          ale jak facet/babka robi to regularnie pod Twoim nosem i to z najlepszym Twoim
                                          kolega albo kilkoma kolegami - chyba robienie z tego tajemnicy nie jest dobre.
                                          • wadera3 Re: Usmiech Asik 05.01.05, 14:31
                                            oprócz zdrady w sensie fizycznym-zdrada mentalna...plus mnóstwo pobocznych
                                            upokorzeń....każdy kielich kiedyś się wypełni /ze tak to górnolotnie ujmę/
                                            • a-cha Re: Usmiech Asik 05.01.05, 14:41
                                              Czasem jest zdrada mentalna bez fizycznej - piekny przyklad Barbary Niechcic w
                                              Nocach i Dniach.... I tez boli.
                                              Kiedys przy okazji jakiegos babskiego wieczoru przy piwku padlo zdanie: ja wole
                                              zeby raz gdzies po cichu posunal jakas panienke, niz cale zycie myslal o innej
                                              w sposob platoniczny obwiniajac mnie ze stoja na drodze do szczescia.
                                              Cos w tym jest.
                                              • Gość: ania Re: Usmiech Asik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 14:45
                                                ale wiesz ze czesto tak jest
                                                on/ona mysla o sobie cale zycie kochajac sie platonicznie.....ty nigdy o tym
                                                sie nie dowiesz bo nie zajrzysz tej drugiej osobie do umyslu i serca...
                                  • sagis Ja Ciebie tak nie nazywam,to Ty siebie tak widzisz 05.01.05, 17:01
                                    a-cha napisała:

                                    > Wy mnie nie potępiacie i to jest chyba najwazniejsze w jakiejs tam wymianie
                                    > pogladow o zyciu.
                                    > Ale jak czytam posty takiej pani Asik, z ktorych jawi sie obraz mnie jako
                                    > sfrustrowanej, zaklamanej, nienawidzacej samej siebie zdradzonej kobiety, do
                                    > tego dziwki ktora nie baczac na krzywde wlasnych dzieci rzuca sie na innych
                                    > (zonatych) facetow... tylko dlatego ze mam w zyciu jakies tak rozterki - rece
                                    > opadaja i plakac sie chce.


                                    Ja tylko zauważyłam tutaj we wcześniejszym moim poście, że Ty siebie nie
                                    lubisz. Dlatego wybrałaś taki nick A-cha. Raz miałaś inny, ładniejszy.
                                    I tu widzę, jak Ty siebie traktujesz.
                                    Wcześniej zauważyłam, że Ty mnie tak zaczęłaś atakować, gdzie wypowiadałam się,
                                    bo ja ośmieliłam się zanegować Twoje postępowanie. Zrobiłam to, jak Ty siebie
                                    cały czasz karzesz. To, co tutaj napisałaś.
                                    Tak dzieje się z człowiekiem, który robi coś wbrew swoim uczuciom.
                                    To jest odpowiedź dla wszystkich, którzy pytają się, jak jest po zdradzie i czy
                                    można ją wybaczyć.
                                    Na prawdę nic nie mam do Ciebie, tylko chodzi o to, co Ty sobie i innym robisz.
                                    Czasami musimy wybrać mniejsze zło.

                                    Każdy w swoim życiu podejmuje lepsze lub gorsze wybory. Najważniejsze jest, aby
                                    one były w zgodzie z własnymi uczuciami.

                                    • Gość: A-cha Re: Ja Ciebie tak nie nazywam,to Ty siebie tak wi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 18:18
                                      > Ja tylko zauważyłam tutaj we wcześniejszym moim poście, że Ty siebie nie
                                      > lubisz. Dlatego wybrałaś taki nick A-cha.

                                      I tu tkwi problem z Tobą... wystarczy nazywać się słodką Asik, żeby być
                                      pięknym, mądrym, cnotliwym i kochającym siebie dziewczątkiem. Wystarczy
                                      powiedzieć ja jestem DOBRA a inni BE zeby jak za dotknięciem czarodziejskiej
                                      różdżki tak się stało. Twój świat jest naprawdę piękny, ale ja wolę żyć w
                                      swoim - realnym, nawet jak nie wszystko układa się po mojej myśli.
                                      A może jest odwrotnie, to Ty czujesz sie niedowartościowana i próbujesz to
                                      nadrobić słodkim nickiem i idealistycznymi teoriami??

                                      A parę komentarzy kiedyś dawno temu popelniłam pod Twoimi "madrościami" bo mnie
                                      bawi naiwność z jaką pouczasz wszystkich na forum połączona z zaciekłością i
                                      chyba lekkim zapomnieniem ze to jest tylko wirtualny swiat.

                                      I ostatnia złośliwość na koniec: jak to jest ze dowartosciowana i spelniona w
                                      zyciu slodka Asik cale zycie przesiaduje w sieci - moze ten idealny swiat tez
                                      jest tworem cybernetykow i nic nie ma wspolnego z rzeczywistoscia?
                                      • sagis Re: Ja Ciebie tak nie nazywam,to Ty siebie tak wi 05.01.05, 19:41
                                        Nie moja droga, ale po Twoich postach, to widać. Jesteś strasznie zawzięta.
                                        Różnych sposobów zaczynasz się łapać, aby tylko udowodnić, że masz rację.
                                        Raz mnie prawie wyzywasz, a potem piszesz do mnie na pani. Dlatego pewnie nie
                                        możesz Twojemu mężowi wybaczyć zdrady.
                                        Widzę we wszystkich postach, gdzie piszesz, w jakiej jesteś skrajności.
                                        Jak coś komuś radzisz, to używasz ostrych, skrajnych słów.
                                        Wszystko definitywnie kończyłabyś, czy oddzielała, jak tutaj, grubą kreską.
                                        Widać w jakim jesteś stanie przez to wszystko. Ty ciągle walczysz z tym i sama
                                        nie możesz zapomnieć o tym. Dlatego jest ten drugi mężczyzna.
                                        Dobrze, że zaczęłaś pisać na forum, bo możesz w końcu to wszystko wyrazić i
                                        zobaczyć z innej strony.
                                        Jeśli tak dalej będzie, to sama wykończysz się. Myślisz, że kochanek pomoże Ci
                                        uporać się z tym wszystkim. Nie! Będzie jeszcze gorzej. Zabije Ciebie sumienie,
                                        jak teraz dzieje się. Cały czas myślisz, czy masz fizycznie zdradzić, czy nie.
                                        Masz dylemat. To jest normalne, że każdy w sobie takie dylematy ma. Takie
                                        ciągłe negocjacje ze swoim "ja". Jedyna szansa, to zrobić porządek ze złymi
                                        emocjami. Jak? To jest Twoja decyzja.

                                        Ty właśnie to przekręcasz, że robisz dobrze, a jak ktoś inaczej mówi, czy robi,
                                        to źle. To jest takie usprawiedliwienie tego, co robisz.
                                        Poczytaj sobie i zobacz, że to nie tylko są moje teorie. Po jakimś czasie
                                        zaczęłaś znowu o zdradzie pisać i już są inne głosy. W wątku Kropki., Wadera
                                        zauważyła już coś sprzecznego. Spytała się, a Ty wycofałaś się.

                                        Tak, jak piszesz, jest tutaj wirtualny świat, ale są prawdziwi ludzie i też są
                                        prawdziwe problemy. To co piszesz, to ten co czyta, nawet podświadomie wbija
                                        sobie coś do głowy. A, ludzie pytają się, co zrobić i robią tak.

                                        Mój nick nic nie znaczy. Jest skrótem od łacińskiej nazwy - strzelec. Jestem
                                        strzelcem:-)A, Asik, tak nazywa mnie przyjaciółka.

                                        A, tu jest następny dowód, że wszystko uogólniasz i jesteś w skrajoności.

                                        "cale zycie przesiaduje w sieci - moze ten idealny swiat tez
                                        > jest tworem cybernetykow i nic nie ma wspolnego z rzeczywistoscia?"

                                        Całe życie:-))))Czy znasz moje całe życie, 32 lata:-)

                                        Często ludzie sami nie wiedzą, że są w skrajności, aż coś im nie stanie się.
                                        Po wszystkim dopiero widzą, co wydarzyło się i w jakim są stanie.
                                        Jeśli ktoś jest w takiej skrajności, to też nie może racjonalnie myśleć.
                                        Nawet sobie taka osoba nie zdaje sprawy, że cały czas jest pod wpływem silnych
                                        emocji. Wtedy nie wszystko, co mówi może być dobre. W innej sytuacji patrzy się
                                        spokojniej na te sprawy i często inne wnioski wysnuwa się.
                                        Przemyśl to i zdystansuj się trochę do wszystkiego. Jedynie w ten sposób dobrą
                                        decyzję podejmiesz. Bez zbędnych emocji. A, będzie ona najlepsza.

                                        Pozdrawiam Cię.
                                        • Gość: * Re: Ja Ciebie tak nie nazywam,to Ty siebie tak wi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 20:33
                                          Mam wrażażenie, że przez takie kłótliwe, zawzięte osoby, z Forum uciekną
                                          wszyscy normalni ludzie.
                                          Ja juz sie wycofuję.
                                          Złości i zawiści tu nie brak.
                                          • sagis Re: Ja Ciebie tak nie nazywam,to Ty siebie tak wi 06.01.05, 09:02
                                            Gość portalu: * napisał(a):

                                            > Mam wrażażenie, że przez takie kłótliwe, zawzięte osoby, z Forum uciekną
                                            > wszyscy normalni ludzie.
                                            > Ja juz sie wycofuję.
                                            > Złości i zawiści tu nie brak.

                                            Czasami kłótnia jest produktywna. Wymiana zdań i opini. Trzeba, jak w związku i
                                            małżeństwie czasami powiedzieć szczerze, co dzieje się.
                                            W ten sposób oczyszcza się związek i jeśli obojgu zależy na sobie, to dalej idą
                                            razem przez życie.
                                            Związki, w których nie rozmawia się, umierają powoli. Często ludzie z zewnątrz
                                            widzą takich, jako szczęśliwych, a oni bez słowa rozchodzą się. Niby był taki
                                            spokój między nimi:-)Jeśli ludziom na sobie zależy, to normalne, że wymieniają
                                            swoje, nie zawsze pozytywne opinie. Docierają się ze sobą w związku dwie różne
                                            osoby.
                                            A, zdrada wywołuje w ogóle dużo emocji. Te emocje i ból pojawiają się, jak
                                            zufamy bliskiej osobie, jak nikomu przedtem, a ona oszukuje nas, zdradza. To
                                            jest normalne, że wywołuje tyle bólu i tyle złych emocji. Bez miłości i chęci
                                            nie byłoby tego wszystkiego. Po prostu para z obojętnością rozeszłaby się.

                                            Zobacz, co dzieje się na Forum Kobieta. Jak myślisz, kto tam tak wygłupia się?
                                            Kto ma tam taką frajdę z zamieszczania tych obrzydliwych, wulgarnych wątków?
                                            Kobiety? Nie! To nie jest jedna osoba. Wcześniej też takie wątki pojawiały się,
                                            tylko nie na taką skalą. Można było jeszcze to wytrzymać, ale teraz, to już
                                            jest przesada. Podniosło się już wiele głosów przeciw temu.

                                            Tutaj na szczęście działa dobrze Pascal.

                                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=19160644&v=2&s=0
                                            "Co dzieje się na tym forum?Gdzie administrator?"
                                            W przypadku, jakby Pascal wyciął ten link, to podaję tytuł wątku, a na Forum
                                            Kobieta można poczytać sobie przykładowe inne wątki.
    • tony82 Re: Moze ma ktos pomysl 05.01.05, 13:36
      Cieszyć się, że stało się to teraz, a nie później.
      • Gość: hubert Re: Moze ma ktos pomysl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 14:06
        ludzie szanujcie sie nawzajem!!
        kazdy ma problemy i własne poglady dla jednego zdrade mozna wybaczyc dla
        drugiego nie i prosze sie nie oceniacbo krzywdzicie sie nawzajem
        Pozdrawiam:)

        • Gość: ADAM Re: Moze ma ktos pomysl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 14:37
          A JA Z INNEJ BECZKI....
          "Lepiej grzeszyć a później żałować, niż żałować, że się nie grzeszyło ;)"
          o co chodzi z tym cytatem...ciągnie sie na niemal każdym wątku...juz patrzec na
          niego nie mogę....
          czyżby to był jakiś CYTAT MIESIĄCA? i co on ma znaczyć?...lepiej sie puszczać i
          zdradzać..żeby na starośc miec co wspominac?...czy tylko mnie sie wydaje to
          TOTALNIE GŁUPIE? choć przewrotnośc tego tekstu jest ciekawa....
          nie rozumiem...
          pozostaję w zamyyyyyyyyyyyśleniu..... ;-)
          • a-cha Re: Moze ma ktos pomysl 05.01.05, 14:43
            Ten cytat jest zaprzeczeniem intencji wiekszosci wypowiedzi na tym watku... Ale
            coz - kobieta z natury jest przewrotna, prawda WADERO :-)
            • wadera3 Re: Moze ma ktos pomysl 05.01.05, 14:51
              jeśli dla Was, grzech jawi się tylko w kontekście zdrady/fizycznej/ to
              faktycznie inaczej tej sygnaturki nie zakwalifikujecie niż zaprzeczenie moich
              własnych poglądów......
              a kobieta bywa przewrotną i to jest nasz urok.....
          • wadera3 Re: Moze ma ktos pomysl 05.01.05, 14:47
            zalecana dowolność interperetacji ;DDDDDD
            • Gość: ADAM Re: Moze ma ktos pomysl IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 14:55
              No dobra...to jakie wnioski dla człowieka, który zaczął ten watek...?
              • wadera3 Re: Moze ma ktos pomysl 05.01.05, 15:03
                moja rada-zdystansować się.....i żyć dalej,bez rozpamiętywania
            • jsolt Re: Moze ma ktos pomysl 05.01.05, 14:58
              tak jest, chociażby weźmy '7 grzechów głównych': a więc 'niech rzuci kamieniem
              ten, kto ...' i powie, że nie smakowało ... :))))
    • Gość: iii Re: Moze ma ktos pomysl IP: 82.195.102.* 05.01.05, 23:16
      przykro mi, tylko tyle moge powiedziec...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka