izka82
10.01.05, 14:26
Wszystko zmienia sie tak szybko...dzis goni jutro, jutro nie pamietam juz o
wczoraj..nagle, z dnia na dzien, nawet nie wiem dokladnie kiedy,stalam
sie "nia",jego ...kochanka.? Jest mi z tym dobrze.I choc,niejeden pomyslalby
o mnie "jedza", "dziw..","szmata", to nie tak, mam swoje uczucia i pewne
zasady, ktorymi kieruje sie w zyciu.Uklad wygodny, dla obu stron, ONA nie wie
i nie dowie sie,nikt nie cierpi i nikogo nie zamierzam ranic...
Zawsze byla "grzeczna dziewczynka", pierwszy chlopak w wieku 19 , pierwszy
seks w wieku 21 lat.Nie spieszylo mi sie, rozsadek zawsze przewazal nad
mlodzienczym zapalem i "moda"..Kazdy sie zawsze dziwil, "jak to, masz 20 lat
i wciaz jestes dziewica?"," jestescie ze soba juz ponad rok i jeszcze sie nie
kochaliscie?" . Ja nie bylam gotowa, zawsze tez dokladnie "wybieralam" sobie
chlopakow, takich "dobrych", takich zeby mnie nie zranili. I zawsze bylo
dobrze, pieknie, tak jak sobie wymyslilam.Dwa razy szalenczo sie zakochalam,
a moze zauroczylam, ale to byly moje dwa niesamowicie silne uczucia.Minely,po
nich nie znalazlam nic wiecej.Z czasem spotkalam JEGO,niewiele starszy,8
lat,przystojny,fascynujacy,zabawny, moj typ,postawilam na niego..
O NIEJ dowiedzialm sie dosc szybko, mialam wybor, w zasadze wciaz go mam,ale
cos sie we mnie zmienilo,cos peklo,ten "dawny" rozsadek gdzies
przepadl,znikl.. Od pol roku razem,tak naprawde osobno.Jest "tylko"ONA, nie
maja dzieci,mowil ze chce miec w przyszlosci, hmm...zycze mu tego..
Czasem boli mnie , kiedy w weekendy sie nie odzywa,ja nie pytam, wiem ze
czasem musi, chce....pobyc z NIA..Mi nie pozwala odejsc,choc nie ukrywa, ze
JA kocha.Mowi ze jest rozdarty,nie umie sie okreslic,ale wiem, ze od niej nie
odejdzie..I ja tego nie chce, nie chce aby ONA zostala zraniona.
Odpowiada mi to, ze on mnie nie ogranicza,nie pyta "gdzie bylam,z kim, po
co",daje pelna swobode, przy czym dostaje od niego tez "milosc" w dosc
metaforycznym tego slowa znaczeniu.Kiedys nie moglam tego pojac,jak te
smarkule moga brac sie za zonatych, zajetych .. Teraz ja wcielilam sie
w "role" smarkuli , ale wcale nie uwazam ze jestem zla i niedobra, bez
uczuc.Wciaz mam te same uczucia,wciaz jestem ta sama osoba, tyle ze gdzies
zgubilam rozsadek..
pozdrawiam, nie komentujcie, musialam to z siebie wyrzucic.