Gość: mnich IP: *.dhcp.mcphu.edu 01.06.01, 23:43 ?? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: ramzes;) Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.dip.t-dialin.net 02.06.01, 10:09 Sex powinien bc czyscia milosci, ale ci, ktorzy z jakichs powodow jej nie moga znalezc, tez powinni z te "przyjemnosci" jakos skorzystac. ramzes;) Odpowiedz Link Zgłoś
sara Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja 02.06.01, 11:08 Nie, seks wymyka sie wszelkim rezerwacjom. Ale jest dziedzina zycia, gdzie dobro, zlo i bylejakosc dzieli tylko cienka ,czerwona linia. Milosc zwieksza szanse na sloneczna trajektorie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: myslnik Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.prw.pl 02.06.01, 14:56 sara napisał(a): > Nie, seks wymyka sie wszelkim rezerwacjom. Ale jest dziedzina zycia, gdzie > dobro, zlo i bylejakosc dzieli tylko cienka ,czerwona linia. Milosc zwieksza > szanse na sloneczna trajektorie. Wprawdzie nie bardzo znam sie na astronomii:), ale pomimo mojego calego szacunku i czasem zaangazowania wobec najglebszego uczucia sklonny jestem sie zgodzic z przedpiszacymi. Swoja droga seks nie moze byc zarezerwowany jedynie dla osob kochajacych, chocby dlatego, ze nawet one same czasem nie potrafia okreslic, czy kochaja, czy nie. Problemy z definicja czynia pytanie bezsensownym. (jak zawsze:)). Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mnich Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.dhcp.mcphu.edu 02.06.01, 19:14 Bardzo dziekuje za szczere odpowiedzi. Nie wydaje mi sie zeby istnial jakis szczegolny problem z rozpoznaniem milosci (nie mylic z zakochaniem). Trudno oczywiscie ludzi do czegos zmuszac w tym przypadku. Ale czy ludzie wogole staraja sie dokonac refleksji jakie moga byc konsekwencje takiego podejscia? Obawiam sie ze oddzielenie seksu od wyjatkowego i calkowitego oddania sie drugiej osobie jest kiepskim, gorszym rozwiazaniem , droga w bok i wlasciwie jak do tej pory zdajecie sie Panstwo to potwierdzac. Raczej nas to nie uszlachetnia. Jak ktos nie moze w milosci to niech to robi bez. Mysle ze to bardzo ryzykowna propozycja. Bardzo niemodne rzeczy jak: intymnosc, odpowiedzialnosc,troska, poswiecenie szacunek ktore towarzysza czy tez skladaja sie na milosc stanowia o tym ze seksualnosc czlowieka staje sie czyms dobrym. Seks pozbawiony milosci jest pozywka dla np egoizmu, poszukiwania zaspokojenia wlasnych potrzeb. Staranie sie sprawienia komus (partnerowi) przyjemnosci wynika jedynie z checi poprawienia wlasnej samooceny. Wreszcie po co wogole sprawiac komus przyjemnosc kiedy uwolnimy sie od przejmowania sie czy jemu jej bylo dobrze. Jak nie to jego jej problem. Mezczyzni z wieloma partnerkami chetnie powiedza: wiesz z innymi nie mialem takiego problemu. Jaka jest wiarygodnosc ludzi ktorzy kieruja sie tylko i wylacznie wlasnymi potrzebami, ktorzy w momencie kiedy poprosimy ich o cos co wymaga poswiecenia nie zrobia tego? Oczywiscie mozna probowac odnalezc takich ludzi wlasnie wsrod tych z ktorymi nie wiaza nas stosunki seksualne. Co za paradoks musimy isc do tych z ktorymi nie lacza nas takie wyjatkowe radosne przezycia. Jesli nie chodzi o milosc to ktory z naszych partnerow czy ktora z naszych partnerek powinna byc przy nas w szpitalu? Jak to wplynie na ocene naszej atrakcyjnosci seksualnej? Wtedy bardzo szybko okaze sie ze niezalezy im na drugiej osobie. Poczujemy sie wykorzystywani jesli nie ogarnal nas jeszcze calkowity cynizm i nie uwazamy ze w zyciu wszystko sie wlasciwie kupuje i sprzedaje niekoniecznie za pieniedze. mnich Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jorland Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 04.06.01, 12:48 Pytanie nie jest bezsensowne. Jeśli zgodzimy się, że seks czemuś ma służyć, wtedy zasadne jest zastanowienie się nad tym, czy można seks wykorzstywać lepiej czy gorzej. Z tego wynika, że seks może być "używany" bardziej bądz mniej właściwie. Gwałt, pedofilia, zgodzimy się, że to straszne wypaczenie używania cielesności i seksu. Nekrofilia, homoseksualizm, zoofilia to także przykłady złego uzywania seksu podobnie jak próba wpychania tłoka w rurę wydechową w samochodzie. Zasady używalności są takie, że tłok winien poruszać się w cylindrze a nie w rurze wydechowej. Podobnie z seksem. Problem w tytule wątku ująłbym inaczej: najlepszy seks wychodzi (a przynajmniej ma największe szanse wyjść) pomiędzy osobami, które sie kochają. Kłaniam się. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ramzes;) Jorlandzie.. IP: *.dip.t-dialin.net 04.06.01, 13:52 Zapomaniales dodat masturbacji..bo to tez podobno zly przyklad wykorzystania sexu.. czy tez nie? ramzes;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jorland Re: Jorlandzie.. IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 04.06.01, 14:28 Gość portalu: ramzes;) napisał(a): > Zapomaniales dodat masturbacji..bo to tez podobno zly przyklad wykorzystania > sexu.. czy tez nie? Owszem, nie wyliczałem wszystkich możliwości, to były tylko jaskrawe przykłady. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ramzes;) Re: Jorlandzie.. IP: *.dip.t-dialin.net 04.06.01, 16:36 no ale przeciez masturbacja to tez nie zgodne z natura bo do tego jest kobieta..no i jest to niewatpliwe grzech..i w dodatku robi sie to z mezczyzna (w penym sensie). A nawet pokusilbym sie o stwierdzieni, ze kazdy robil to iles tam razy..no nie? ramzes:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jorland Re: Jorlandzie.. IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 05.06.01, 08:49 Gość portalu: ramzes;) napisał(a): > no ale przeciez masturbacja to tez nie zgodne z natura bo do tego jest > kobieta..no i jest to niewatpliwe grzech..i w dodatku robi sie to z mezczyzna > (w penym sensie). A nawet pokusilbym sie o stwierdzieni, ze kazdy robil to iles > > tam razy..no nie? Oczywiście, przecież o tym pisałem. Masturbacja moim zdaniem to pewna namiastka, coś jakby próba polizania cukierka przez celofan. Robi się ja natomiast nie z mężczyzną ale ze sobą - chyba, że inaczej rozumiemy ten termin. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna26 Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.244.224.125.Dial1.Washington1.Level3.net 03.10.01, 01:38 Sara - to co powiedzialas jest WIELKIE. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: emu Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: 64.124.150.* 04.06.01, 16:35 Seks zawiera sie w milosci a milosc zawiera sie w seksie (seks = milosc). Oczywiscie jedno moze istniec takze bez drugiego, ale w przypadku gdy jest to seks bez milosci to nastepuje sprowadzenie czegos pieknego do czystej fizjologii. Brak przyjemnosci psychicznej, duchowej, brak piekna. Pozostaje sama przyjemnosc fizyczna - ale po co do tego druga osoba? Moze tez isniec milosc bez seksu. To z kolei oznacza wzniesienie ponad cielesnosc, pozostaje milosc duchowa (oczywiscie gdy jest to swiadomy i dobrowolny wybor a nie koniecznosc). Niewiele jest osob, ktore to potrafia. Do tego trzeba dojrzec. Ja na razie nie dojrzalem i seks laczy sie dla mnie nierozerwalnie z miloscia. I jest to moj wybor. Odpowiedz Link Zgłoś
gepe Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja 04.06.01, 19:23 Poszedłym nawet dalej. Seks jest zarezerwowany dla małżeństw, które sie kochają. Seks to nie zabawka, lecz potężne narzędzie, którym dobrze kierować można tylko, bedąc uzbrojonym w miłość (miłość <> seks, jak ktoś próbował tu sugerować, prowadziłoby to do uznania, że kto uprawia seks, ten kocha). A prawo jazdy, czyli "papiery" do niego daje tylko i wyłącznie małżeństwo. Wiem, że pogląd jest baaaardzo niepopularny (Ciemnogrodzik, nie? :-)), ale tak jest. Wszyscy, którzy jeżdżą samochodem bez zrobienia prawa jazdy popadaja w konflikt z prawem, mimo, że mogą jeździć bardzo dobrze. Pozdrawiam - gepe Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mnich Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.dhcp.mcphu.edu 04.06.01, 21:12 Wow Emu i Gepe a ja sie spodziewalem ze na tym forum z takim pytaniem to mnie wdepcza w glebe. Pozdrowienia mnich Odpowiedz Link Zgłoś
sarastro Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja 04.06.01, 23:15 Niestety, tym razem nie zgadzam się z Tobą, Gepe. Tu moje poglądy są zdecydowanie bardziej liberalne. Zgadzam się z emu - seks bez miłości sprowadza się do czystej fizjologii. No tak, ale to nie oznacza, że papiery na to powinno dawać tylko małżeństwo. Odpowiedz Link Zgłoś
gepe Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja 10.06.01, 20:33 Cóż, nie dyskutujemy po to, żeby się ze sobą zgadzać :-). Ale powiedz, dlaczego tak uważasz? pozdrawiam - gepe Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: YanosiC Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.ciechanow.sdi.tpnet.pl 09.06.01, 20:50 gepe napisał(a): > Poszedłym nawet dalej. Seks jest zarezerwowany dla małżeństw, które sie kochają > . Seks > to nie zabawka, lecz potężne narzędzie, którym dobrze kierować można tylko, bed > ąc > uzbrojonym w miłość (miłość <> seks, jak ktoś próbował tu sugerować, > prowadziłoby to do uznania, że kto uprawia seks, ten kocha). A prawo jazdy, czy > li > "papiery" do niego daje tylko i wyłącznie małżeństwo. Wiem, że pogląd jest baaa > ardzo > niepopularny (Ciemnogrodzik, nie? :-)) owszem, Ciemnogrodzik. Odpowiedz Link Zgłoś
sarastro Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja 11.06.01, 00:34 Jak ktoś ma inne zdanie od dopuszczonego przez mak świat, to zaraz jest ciemnogrodzik. Nie mów, że nie uważasz pedałów za normalnych, bo jesteś ciemnogrodzik. Nie mów, że seks tylko po ślubie boś ciemnogrodzik. Ludzie! To wy, durnie, pracujący po 10 godzin dziennie, kreatywni, dyspozycyjni idioci w garniturach, dumni z bycia mak-niewolnikiem, hołdujący przed każdym idiotyzmem, byle zgodnym ze standardami kretynizmu unii europejskiej! To wy własnie jesteście ciemnogrodzik. Odpowiedz Link Zgłoś
sarastro Drogi Gepe! 11.06.01, 00:43 Nie zgadzam się z Tobą dlatego, że zasadę ograniczania seksu tylko do po ślubie uważam za nieco sztuczną. Nie widzę racjonalnych argumentów, by stawiać takie ograniczenie. Owszem, zgadzam się, że seks to poważne narzędzie w życiu człowieka. Nie należy z tym igrać, jak z ogniem. Za wszelką cenę trzeba jak najszybciej być świadomym wszystkiego, co się robi, zwłaszcza w sferze m.in. seksu. No tak, ale dlaczego odmawiać prawa czy wręcz błogosławieństwa do seksu dwojgu dorosłym, świadomym ludziom, którzy nie chcą się pobierać ergo nie kochają się, jednak chcą np. razem spędzić urlop, dać sobie nawzajem satysfakcję seksualną. Mają prawo do takiego modelu - tak uważam, choć wcale nie twierdzę, że to model optymalny czy najpełniej wartościowy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mnich Re: Drogi Gepe! IP: *.dhcp.mcphu.edu 11.06.01, 00:54 Sarastro pisales ze sie zgadzasz ze seks bez milosci to czysta fizjologia (jesli dobrze rozumiem troche tak jak zwierzatka). Teraz piszesz ze jak jakas para ktora sie nie kocha chce dac sobie troche satysfakcji przez np weekend to jest to Ok. Dla mnie te wypowiedzi sie nie kleja jak to w koncu? mnich Odpowiedz Link Zgłoś
gepe Re: Drogi Gepe! 11.06.01, 20:14 Cóż, sądzę, że jednym z racjonalnych argumentów jest możliwość poczęcia potomstwa w czasie takiego "urlopu". A jeśli tak, to jest to lekceważenie życia, które może się narodzić i brak odpowiedzialności za nie. Stosowanie jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych niczego nie zmienia. Dla ludzi wierzących jest jeszcze dodatkowo bodziec religijny. Współczesna kultura lansuje seks, jako dobrą zabaw(k)ę, zupełnie abstrachując od konsekwencji niewłaściwego używania tegoż. Po to ustanawia się kodeksy, aby stały na straży pewnego status quo. Istnieje kodeks drogowy, abyśmy sobie nie porobili krzywdy na drodze. Czasami kodeks ten stanowi coś, czego sensu nie widzimy na pierwszy rzut oka, ale złamanie przepisu "bez sensu" jest też złamaniem przepisu. Jeśli ktoś go łamie, jest karany, czasem dotkliwie, a wszyscy wytykają palcem. Istnieje kodeks etyczny, moralny, abyśmy sobie nie zrobili krzywdy w naszej moralności, etyce. Tylko, że przewinienia wobec tego kodeksu są jakoś skrzętnie przerabiane na cnoty. Innymi słowy, kierowca, który po pijaku spowodował wypadek winien zostać bohaterem? To, że skutki złamania przepisu kodeksu etycznego nie są tak wyraziste, jak w przypadku kodeksu drogowego, to nie znaczy, że nie mogą mieć fatalnych konsekwencji, nawet jeśli "z daleka" (od razu) ich nie widać. Coś tu jest pokręcone i chyba pora już najwyższa, aby się temu przyjrzeć z dystansu. Pozdrawiam - gepe Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miriam26 Re: Drogi Gepe! IP: *.telkab.pl 28.09.01, 14:21 Może niekoniecznie do gepe jest skierowany mój post. Pytanie czy seks powinien być zarezerwowany dla osób ktore się kochaja brzmi tak jak pytanie: Czy gotowanie powinno być zarezerwowane dla osób które się na tym znają? czy inne podobne Kwestię należy postawić inaczej. Co miłość wnosi do seksu? Miłość czyli uczucie łączące ludzi na innej płaszczyźnie niż ów seks. Co seks daje ludziom którz się kochają - to są dla mnie ciekawsze pytania. Rezerwowanie seksu dla kochających się to tak jak ukrywnie prawdy, że król jest nagi. Seks na początku slużył prokreacji i związany był z instynktami, które z duchową miłością niewiele mają wspólnego. To co dzieje się współcześnie wytworzyło się przez wieki konwenansów,zwyczajów również sztuki i religii. Ludzie mogą uprawić seks jeśli tylko oboje na to mają ochotę i na drugi dzien mogą rozejść się każde w innym kierunku. Możemy o nich powiedzieć że zachowali się jak zwierzątka, bo nawet jeśli kochasz swojego partnera -kę to co pcha cię w jego ramiona (czyt. do łóżka, lub na dywan, lub na kuchenny stół) jest tą samą chucią, która polączyła tych dwoje którzy poznali się chwile wcześniej. Król jest nagi moi drodzy. Seks to pierwotny instynkt, nad którym ludzie współcześni panują uzbrojeni w lata tradycji, modeli wychowawczych i religijnych zakazów. Zgodnie z powyższym twierdzę, że tylko nam się wydaje, że robimy TO, z miłości, bo tak nas nauczono, że to jest moralne i normalne. Tak naprawdę jesteśmy zwierzątkami (bez urazy) ubranymi w bawełniane majtki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: onlyania Re: Droga Miram26 IP: 193.227.223.* 28.09.01, 15:21 Droga Miram26, tu onlyania... Napisałaś mi wczoraj że Cię nie zrozumiałam, probowałam wyjaśnić że to nie jest tak... piszesz w pewnym wątku o tym, że poprosu w pewnym momencie poczułaś pożądanie bez miłośći do pewnego mężczyzny, lub jak to określiłaś że myślałaś że się zakochałaś. W sumie zawsze najlepiej sie czuję się wówczas gdy jestem z mężczyzną którego kocham i ktory też mnie kocha.. Gdzieś w któryms z wątków opowiedziałam o pewnym zdarzeniu zbyt krótko, zbyt niezrozumiale dla innych i zostałam żle zrozumiana. To tak jakby ktoś zadał pytanie czy zaraziłam się wirusem od mojego partnera, a ja odpowiedziałam że tak. Bo po prostu nie dodałam że zaraziłam się wirusem grypy powszechnej. Stąd zresztą pierwszy mój odruch był taki że może powinnam zmienić imię i dalej nie ciągnąc tego wątku. Bo wyszło na to że pociagaja mnie wyłacznie faceci żonaci i tak sobie poszłam z facetem do łóżka, bo to miała być moja zapłata za coś tam. A po drugie że jestem taka niemoralna itp. Gdybyś kiedys na to wpadła to dodam że znam uczucie podobne do twojego... Kiedys zakochałam się tak bardzo w pewnym facecie że przez kilka lat nie spojrzałam na innego. Kiedy w sumie się rozstaliśmy, ja bardzo długo nie mogłam, nie potrafiłam zobaczyć w innym facecie kogoś, kto w jakikolwiek sposób by mnie pociągał. I wtedy trafił się on. Spotkaliśmy się całkowicie służbowo i to pośrednio a nie ze mna był ten business. I wtedy coś mnie kopneło. Zobaczyłam faceta który po tak długim czasie czyms mnie poruszył... Ale nigdy w zyciu nie uwierzyłabym że w jakikolwiek sposob, i kiedykolwiek mogłoby cos z tego byc. Czlowiek ten dowiedział sie ze znajduję sie osobiscie w pewnych powaznych problemach, i oferował mi pomóc, ale wprost powiedział czego chce... Byl dla mnie całkowicie obcym człowiekiem, pewnych rzeczy mogłam sie tylko domyślać, typu że ma żonę i rodzinę... Zwlekałam pewien czas bo bałam się właśnie tego, że moge sama sie zaangażować, i wiele innych tam rzeczy, ale w koncu doszło do tego... I w sumie nie załuję... To co mi dał i daje to bezpieczenstwo...i czasami odgania pewien rodzaj samotności w którym akurat ja się znajduję... Nie płaczę ze mnie zostawia, kiedy odchodzi, nie męczę faceta o ślubie, nie wydzwaniam do żony po nocach, i w jakiś sposób mimo to czuję się spokojna... Nie wiem jak długo to ma zamiar trwac, czasami czuję się zakochana, lecz wtedy biorę zimny prysznic i jakoś przechodzi... Nie kocham go bo wiem ze nie moge i nie powinnam, tak jak u ciebie, kiedy twierdzisz ze obydwoje macie zobowiązania, ktorych raczej trudno bedzie się pozbyc lub od nich uciec.... I jeszcze jedno... Facet mnie podnieca jak wspomniałam na początku i nie wiem że jeśli by tak nie było czy doszło by do takiej sytuacji.... I jeszcze drugie........ Kiedy teraz idę po ulicy, jade autobusem czy jestem gdziekolwiek, podobają mi się faceci, ale nie znaczy to że chcę tak od razu robić z nimi jedno.... I jeszcze trzecie.... Jeżeli Miriam26 kochasz swojego męża, to może się okazać że zaczniesz kochać go jeszcze bardziej, troche jakby z poczucia winy, trochę jakbys ukrywala swoj sekret, a co więcej jakbyś rozkwitała... A jeżeli już to tylko jeden szkopuł i niebezpieczeństwo tkwi w takim postrzeganiu: żebyś nie zgupiała ze szcześcia bo można wtedy zbyt dużo stracic...Zeby nie bylo tak ze zaczniesz nagle wszedzie i z każdym... A jeszcze co do twojego meża: czego oczy nie widzą tego sercu nie żal....... Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miriam26 Re: Do onlyani IP: *.telkab.pl 29.09.01, 20:12 dziękuję Ci nazwałaś to wszystko po imieniu o czym ja tylko nieśmialo myślę, bo jestem przecież "porządną mężatką" dziękuję, bo jestem na początku drogi którą mi opisałaś (choć mam wrażenie że trochę nas różni ty chyba jesteś stanu wolnego)i teraz mój wybór będzie dokonany również pod wpływem tego postu dziękuję, bo pomimo pewnego tonu ostrzegawczego dostrzegłam jednak cień radości i dowód na to że taka nietypowa sytuacja (w opinii społeczeństwa) może być pozytywna (niektórzy się pewnie oburzą) Odpowiedz Link Zgłoś
gepe Miriam... 02.10.01, 22:23 A nick jest rzeczywiście śliczny :)) Miła Miriam, ponieważ pogląd, który prezentujesz omawiałem już ze swojego punktu widzenia parę razy, więc tylko w duzym skrócie: Twierdzenie, że człowiek jest 'zwierzątkiem', czyli istotą jeno o fizycznym charakterze, jest odzieraniem go z czegoś co nazywamy człowieczeństwem. W rzeczy samej człowiek to istota fizyczna, psychiczna i duchowa - i tylko mając na uwadze te trzy płaszczyzny jednocześnie możemy mówić o nim 'człowiek'. To, że u swych pradziejów był 'zwierzątkiem' (a może nie? - kto wie?), to nie znaczy, że tylko nim dotąd pozostał. Ma to swoje konsekwencje w omawianej sprawie. Choćby takie, że tę 'chuć', która go pcha ma umiejętność powstrzymać, dokładnie tak samo, jak powstrzymuje się przed kradzieżą jabłka z bazaru, mimo, że jest głodny. 'Zwierzątko' raczej ukradłoby i nikt nie miałby o to pretensji, ale człowiek ma wole i rozum, więc gdy coś takiego czyni jest napiętnowany. I tak samo winno być z seksem. Acha! Mnie się nie wydaje, że kocham moją żonę, czy mojego synka. To jest coś, co bardzo trudno zwerbalizować. Gdyby to było 'wydawanie się', to prawdopodobnie już nie bylibyśmy razem, bo przecież gdy 'zwierzątkom' jest ze soba choć przez chwilę źle, to od siebie uciekają. Ludzie - istoty zdolne do miłości - kochają nie 'za coś' tylko 'mimo wszystko', i w końcu umieją wrócić do tej/tego, któremu ślubowali. Pozdrawiam gorąco - gepe Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kathy do Gepe IP: 195.117.174.* 04.10.01, 14:51 Nie ze wszystkimi twoimi wypowiedziami się zgadzam,ale gepe napisał(a): > Gdyby to było 'wydawanie się', to prawdopodobnie j > uż > nie bylibyśmy razem, bo przecież gdy 'zwierzątkom' jest ze soba choć przez chwi > lę > źle, to od siebie uciekają. Ludzie - istoty zdolne do miłości - kochają nie 'za > > coś' tylko 'mimo wszystko', i w końcu umieją wrócić do tej/tego, któremu > ślubowali. to prawda i ja tak samo uważam. Myślę, że problemy z rozdzielnością miłości i seksu mają przede wszystkim ci, którzy nie kochali. Bo tyle jest uczuć podobnych do miłości, że nieraz trudno się w tym połapać. Ale ktoś kto kocha/ kochał nie pomyli miłości z czymś innym. Natomiast nie wierzę w tak zwaną miłość platoniczną, chyba , że uznać ją jako pewien etap w rozwoju uczuć między dwijgiem. Ale nic o tym nie wiem. Co do związania seksu z małżeństwem, nie zgadzam się z tobą- małżeństwo jest(a przynajmniej powinno być) konsekwencją miłości, więc ma charakter wtórny. Jednym słowem, nie wyobrażam sobie małżeństwa bez seksu, ale seks przedmałżeński tak.Pozdrawiam, kathy > > Pozdrawiam gorąco - gepe Odpowiedz Link Zgłoś
gepe Kathy... 09.10.01, 18:01 Gość portalu: kathy napisał(a): > Nie ze wszystkimi twoimi wypowiedziami się zgadzam,ale > gepe napisał(a): > > > Gdyby to było 'wydawanie się', to prawdopodobnie j > > uż > > nie bylibyśmy razem, bo przecież gdy 'zwierzątkom' jest ze soba choć przez > chwi > > lę > > źle, to od siebie uciekają. Ludzie - istoty zdolne do miłości - kochają ni > e 'za > > > > coś' tylko 'mimo wszystko', i w końcu umieją wrócić do tej/tego, któremu > > ślubowali. > > to prawda i ja tak samo uważam. Myślę, że problemy z rozdzielnością miłości i > seksu mają przede wszystkim ci, którzy nie kochali. Bo tyle jest uczuć podobnyc > h > do miłości, że nieraz trudno się w tym połapać. Ale ktoś kto kocha/ kochał nie > pomyli miłości z czymś innym. Natomiast nie wierzę w tak zwaną miłość > platoniczną, chyba , że uznać ją jako pewien etap w rozwoju uczuć między > dwijgiem. Ale nic o tym nie wiem. Istnieje :) Miłość między matką/ojcem a dzieckiem, między rodzeństwem... Powiesz, że to inny charakter miłości od tego, który łączy dojrzałych kobietę i mężczyznę, prawda? Ale uważam, że to ta sama platoniczna miłość, choć uzupełniona m.in. o namiętność, tylko nasza klasyfikacja określa ją jako 'miłość nieplatoniczną'. To są jednak dwie różne jakośći (miłość i seks), choć bardzo ściśle ze sobą powiązane. > Co do związania seksu z małżeństwem, nie zgadzam się z tobą- małżeństwo jest(a > przynajmniej powinno być) konsekwencją miłości, więc ma charakter wtórny. Nie bardzo to rozumiem. Cóż z tego, że małżeństwo jest konsekwencją miłości? Chyba seks także jest wtórny wobec miłośći, nadto w naszej kulturze winien być wtórny wobec małżeństwa. > Jednym słowem, nie wyobrażam sobie małżeństwa bez seksu, ale seks przedmałżeńs > ki No widzisz :) A ja dokładnie na odwrót... Małżeństwo bez seksu niekiedy jest wręcz konieczne (tzn. niekiedy trzeba z tego seksu zrezygnować), natomiast seks pozamałżeński jest dla mnie pewnym przejawem zagubienia człowieka, poplątania kluczowych dla życia duchowego pojęć i znaczeń, właśnie m.in. 'miłości', 'małżeństwa', 'narzeczeństwa', 'szacunku', 'godności' itd. Pozdrawiam - gepe Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: onlyania Re: Miriam... IP: 193.227.223.* 04.10.01, 15:08 porównanie instynktów człowieka do instynktów zwierzątek - w tym jednak coś jest. Może tu nie chodzi typowo o zwierzatka, ale tak naprawdę to o człowieka prymitywnego. Coś takiego przecież istniało. Wszelkie intynkty które kierowały człowiekiem w owym czasie w jakiś sposób musiały wpłynąć na to kim jesteśmy. Uległy może tylko pewnym zmianom wynikłych z zasad cywilizacji. Pewne prawa cywilizacji ograniczyły i nadal ograniczają instynkty człowieka, ale nie jest prawdą że te instynkty zaniknęły. Zostaly jedynie zepchnięte do podświadomości, a świadomość jest tą granicą która trzyma je aby nie wyszła z nas zwierzęcość. Lecz niektóre z nich są chyba na tyle silne że dają o sobie znać. W tym momencie nie chodzi mi nawet o instykt pożądania seksualnego, lecz o cos takiego czym jest stres. Choć przecież niezaspokojone pożądanie również może prowadzić do stresu. Otóz istnieje taka teoria na temat stresu, że jest on typowym brakiem możliwośći zareagowania w sposób w jaki reagował człowiek pierwotny. W sytuacji zagrożenia człowiek pierwotny miał pewne objawy, typu naprężenie mięśni. Zagrożeniem w owym czasie było zazwyczaj zetknięcie się z np. z drapieżnym zwierzęciem. Naprężenie mięśni potrzebne było po to aby wybrać jedną z dróg ratowania życia. Albo walka albo ucieczka. Obecnie pewne ograniczenia powodują iż w sytuacjach w których czujemy się zagrożeni nadal reagujemy napięciem mięśni. Lecz ograniczenia nie pozwalają nam ani na ucieczkę ani na walkę wręcz. Kiedy dostajemy tzw opieprz od przełożonego, dlaczego ani nie uciekamy, ani nie damy mu po prostu w gębę. No bo to nie jest zgodne z zasadami człowieczeństwa. Ale tak naprawdę wielu z nas najchętniej by to zrobiła, dała facetowi w gębe i całe te napięcie uszło by z nas jak z balona.... A tu nie. No bo po prostu ograniczenia. I pojawia się stres... Więc może drogi gepe, jeżeli nie wierzysz całkowicie w zwierzęcość człowieka, to może przyznasz rację temu, że jest w nas coś co jest odziedziczone w prostej drodze o człowieka pierwotnego....który zresztą też był w tedy zwierzątkiem..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miriam26 Re: Czy seks powinnien.. itd IP: *.telkab.pl 05.10.01, 22:14 Czytając post Gepe pomyślałam, że pogląd na tę sprawę jest również pod wpływqem temperamentu osoby wypowiadającej się. Ja też nie mam wątpliwości, że kocham moich bliskich miłością prawdziwą. Jednak gdy mój mąż wieczorem zaczyna się o mnie ocierać i dawać znaki, że ma ochotę, to nie mam wątpliwości, że czuję podniecenie. Czuję to samo, gdy dotykał mnie dawno temu inny mężczyzna. Nie myślę wtedy o tym jak bardzo go kocham tylko jak bardzo mnie podnieca i jak bardzo go teraz pragnę. Szczerze wyznaję, jeśli chodzi o seks - jestem zwierzątkiem. Nie chciałabym aby był zarezerwowany tylko dla osób kochających się, bo nie doświadczyłabym w życiu wielu przyjemności. Odpowiedz Link Zgłoś
gepe Re: Czy seks powinnien.. itd 09.10.01, 19:04 Gość portalu: miriam26 napisał(a): > Czytając post Gepe pomyślałam, że pogląd na tę sprawę jest również pod wpływqem > > temperamentu osoby wypowiadającej się. > Ja też nie mam wątpliwości, że kocham moich bliskich miłością prawdziwą. Jednak > > gdy mój mąż wieczorem zaczyna się o mnie ocierać i dawać znaki, że ma ochotę, > to nie mam wątpliwości, że czuję podniecenie. > Czuję to samo, gdy dotykał mnie dawno temu inny mężczyzna. Nie myślę wtedy o > tym jak bardzo go kocham tylko jak bardzo mnie podnieca i jak bardzo go teraz > pragnę. > Szczerze wyznaję, jeśli chodzi o seks - jestem zwierzątkiem. Nie chciałabym aby > > był zarezerwowany tylko dla osób kochających się, bo nie doświadczyłabym w > życiu wielu przyjemności. Temperament i pewnie jeszcze wiele, wiele innych rzeczy oddziałuje na nasze poglady, tylko czy to coś zmienia? Mam znajomego, który - o ile mu wierzyć, a nie mam powodu by nie - temperament okazuje wyłącznie swojej żonie. Zresztą i ja czynię podobnie i choć mam świadomość, że ominęło mnie wiele przyjemności, to przecież o ile większą satysfakcję daje mi świadomość, że i ja jestem wierny swojej żonie i ona jest wierna mi od początku, czyli od zawsze. To bardzo przyjemne uczucie :). Nie 'ominęło' mnie. Pozdrawiam - gepe Odpowiedz Link Zgłoś
gepe Onlyania... 09.10.01, 18:35 Gość portalu: onlyania napisał(a): > porównanie instynktów człowieka do instynktów zwierzątek - w tym jednak coś > jest. > Może tu nie chodzi typowo o zwierzatka, ale tak naprawdę to o człowieka > prymitywnego. Coś takiego przecież istniało. > Wszelkie intynkty które kierowały człowiekiem w owym czasie w jakiś sposób > musiały wpłynąć na to kim jesteśmy. Uległy może tylko pewnym zmianom wynikłych > z zasad cywilizacji. Pewne prawa cywilizacji ograniczyły i nadal ograniczają > instynkty człowieka, ale nie jest prawdą że te instynkty zaniknęły. Zostaly > jedynie zepchnięte do podświadomości, a świadomość jest tą granicą która trzyma > > je aby nie wyszła z nas zwierzęcość. > Lecz niektóre z nich są chyba na tyle silne że dają o sobie znać. > W tym momencie nie chodzi mi nawet o instykt pożądania seksualnego, lecz o cos > takiego czym jest stres. > Choć przecież niezaspokojone pożądanie również może prowadzić do stresu. > Otóz istnieje taka teoria na temat stresu, że jest on typowym brakiem > możliwośći zareagowania w sposób w jaki reagował człowiek pierwotny. > W sytuacji zagrożenia człowiek pierwotny miał pewne objawy, typu naprężenie > mięśni. Zagrożeniem w owym czasie było zazwyczaj zetknięcie się z np. z > drapieżnym zwierzęciem. Naprężenie mięśni potrzebne było po to aby wybrać jedną > > z dróg ratowania życia. Albo walka albo ucieczka. > Obecnie pewne ograniczenia powodują iż w sytuacjach w których czujemy się > zagrożeni nadal reagujemy napięciem mięśni. Lecz ograniczenia nie pozwalają nam > > ani na ucieczkę ani na walkę wręcz. > Kiedy dostajemy tzw opieprz od przełożonego, dlaczego ani nie uciekamy, ani nie > > damy mu po prostu w gębę. No bo to nie jest zgodne z zasadami człowieczeństwa. > Ale tak naprawdę wielu z nas najchętniej by to zrobiła, dała facetowi w gębe i > całe te napięcie uszło by z nas jak z balona.... > A tu nie. No bo po prostu ograniczenia. > I pojawia się stres... > Więc może drogi gepe, jeżeli nie wierzysz całkowicie w zwierzęcość człowieka, > to może przyznasz rację temu, że jest w nas coś co jest odziedziczone w prostej > > drodze o człowieka pierwotnego....który zresztą też był w tedy zwierzątkiem.... > . > > Ależ ja wcale tego wszystkiego, co napisałaś nie kwestionuję, sam zresztą tego doświadczam. :) Nonsensem jest uważać, że człowiek nie jest zwierzęciem, bo jest. Ale nie tylko. Moim zamiarem było zwrócenie uwagi, że człowiek żyje w pełni tylko i wyłącznie w trzech płaszczyznach: biologicznej, psychicznej (intelektualnej) i duchowej. I do tych trzech płaszczyzn jednocześnie trzeba się odwoływać, kiedy mówi się o człowieku, jako o istocie żywej. Dlatego uważam za naciąganie, kiedy fakt, że seks jest pierwotnym instynktem wykorzystuje się do usprawiedliwienia wykorzystywania go kiedy się ma na niego ochotę. Człowiek jest nie tylko zwierzątkiem, więc wie, że niektóre czyny, właściwe zwierzątkom jemu nie przystoją, choć być może ma na nie wielka ochotę. Umiejętność opanowania pierwotnych instynktów jest właściwa właśnie człowiekowi, skądinąd można opanować nawet głód, który jest niewątpliwie instynktem od seksu potężniejszym. A stres? Ostatnio jest to modne słowo-klucz, a nadto nowa 'choroba' społeczeństwa, której 'straszność' chyba trochę jest nam wmawiana, bo przecież żyjemy z nim od wieków. Ale może być niekiedy wyrafinowaną torturą, dlatego celowym wydaje się umiejętność rozsądnego wytłumaczenia samemu sobie, dlaczego z pewnych rzeczy trzeba rezygnować i posiadanie na wszelki wypadek przynajmniej kilku gotowych odpowiedzi na działanie (jak najbardziej prawidłowe z biologicznego punktu widzenia) naszego organizmu. Wtedy można spróbować 'pokazać' stresowi szeroki uśmiech. Pozdrawiam - gepe Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Xena Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.acn.waw.pl 06.10.01, 18:19 Jak to: "zarezerwowany"? To nie bilet do muzeum, żeby coś tu było do rezerwowania. I jeszcze w dodatku to okropne słowo: "powinien". Seks to sprawa na tyle intymna i osobista, że nie obejmują jej w moim przekonaniu żadne powinności, zakazy ni nakazy. Co komu do tego, że dwoje ludzi idzie do łóżka bez miłości, jeśli dla obojga jest to wspaniałe przeżycie? Oczywiście, seks z ukochanym partnerem jest pewnie czymś jakościowo odmiennym od seksu z obojętnym emocjonalnie, choć sprawnym kochankiem, ale podobna dychotomia dotyczy każdej sfery życia. Wyjście do kina jest czymś bez porównania bardziej eksytującym, gdy u boku idzie luby/luba, a nie zwykły kolega z pracy. Przyznam, że trochę drażnią mnie podobne tematy, bo nie lubię takiego wściubiania nosa pod cudzą kołdrę i odprawiania egzorcyzmów nad czyjąś rozwiązłością bądź stawiania ołtarzy za szlachetną wstrzemięźliwość. Skąd to upodobanie do publicznych sądów nad cudzą aktywnością seksualną? Dlaczego nie zaglądamy innym do talerzy i nie czynimy np. z częstotliwości konsumpcji szpinaku kryterium oceny czyjejś moralności bądź w ogóle - a jakże - człowieczeństwa? W końcu dieta to też ważny element światopoglądu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dziubdzi Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.igo.wroc.pl 06.10.01, 19:20 Gość portalu: Xena napisał(a): > Jak to: "zarezerwowany"? To nie bilet do muzeum, żeby coś tu było do [...] > człowieczeństwa? W końcu dieta to też ważny element światopoglądu... Pociągnę to, Xena, dalej: GePe (którego kulturę wypowiedzi szanuję i miałem obserwować na wielu wątkach, ale się z Nim nie zgadzam) napisał: "Seks jest zarezerwowany dla małżeństw, które sie kochają. " - Otóż ciekaw jestem, o jaki to ślub chodzi? Jaki to ślub "wystawia" ten bilet? Konkretnie? I dlaczego? Dziub Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dziubdzi Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.igo.wroc.pl 06.10.01, 19:36 Jeszcze jedno... Wiele przedmówców (zwłaszcza tych bardziej hmmm... "pryncypialnych") pisało o Miłości jako czymś wiecznym i niezmiennym. Zazdroszczę im. Pewnie ich przekonanie wynika z wiary w "konserwujący" wpływ Sakramentu na miłość. A ja wam piszę: można KOCHAĆ i PRZESTAĆ KOCHAĆ. I SZCZERZE wątpię, czy ma na to wpływ jakiekolwiek ślubowanie. I cieszcie się, jeśli tego nie znacie, tym bardziej w małżeństwie. Ale nie bądźcie przekonani o swej nieomylności, mimo, że myślicie, iż siłe do tego daje Wam Wasz Bóg. To On jest (może jest?) nieomylny, i to trównież w sprawach seksu i miłości, nie Wy. Wiem, pewnie bycie z kimś w sytuacji, gdy to drugie jest jak uwierający but, jak obce ciało pod powieką, jak cierń pod paznokciem, ale bycie, "bo przecież ślubowałem, przysięgałem, bo w tym jest też moja wina, bo jestem za nią/niego odpowiedzialny" uważacie za właśnie prawdziwą miłość. Powiedzcie: czy są granice? Czy trzeba w tym posunąć się do samodestrukcji/samoudręczenia, gwałtu na własnej naturze, aby zasłużyć w waszych oczach na miano prawdziwie kochającego? Trzeba "zawisnąć na krzyżu" ?! Wiem, strasznie górnolotnie tu plotę, wybaczcie. Jeśli ktoś chce dyskutować/ ustosunkować się, a czegoś nie rozumie - wyjaśnię. Z wieczornym pozdrowieniem Dziub. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bona Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.zgora.dialog.net.pl 06.10.01, 21:31 Odpowiadam, chociaż do odpowiedzi nie zostałam wywołana - bo zgadzam się w całej tzw. rozciągłości. Z Tobą i z Xeną. Seks nie jest, nie był, nie będzie i nie powinien być dla kogokolwiek zarezewrwowany. Co to znaczy dla każdego z osobna, to inna rzecz - wtedy dobrze byłoby wnikliwie zanalizować Twoją wypowiedż. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dziubdzi Re: Czy seks powinien byc... koszmarnie długie... IP: *.igo.wroc.pl 07.10.01, 18:31 Cała moja druga tyrada (ta o skończoności miłości) wynikła z gwałtownej fali emocji i wspomnień które wywołują we mnie wypowiedzi "pryncypialnych", sprzeczne z moimi doświadczeniami. Cała wypowiedź wydawać by się mogła nie na temat (bo wątek jest o "rezerwacji seksu dla miłości" a ja piszę o tym, że miłość może zwiędnąć), a jednak... jest na temat. Już piszę, dlaczego. Otóż... GePe pisze iż seks powinien być zarezerwowany dla kochających się małżeństw. Dlaczego? Otóż (lepiej żeby to GePe napisał) dlatego, że tylko w takich warunkach ma szansę znaleźć dobre warunki rozwoju ewentualna pociecha. Osobiście uważam, że tu akurat warunkiem koniecznym i wystarczającym jest miłość tych dwojga i akceptacja dla nowego życia - nie ślub, cywilny, katolicki, protestancki, judeistyczny czy jakitamkolwiek. I żeby powstała rodzina trzeba miłości. Ale jestem przekonany, że w wyniku błędów kochających się ludzi (tak w ocenie swych uczuć na początku, jak i potem) miłość może zgasnąć (albo okazuje się , że to nie była miłość, po prostu). Wtedy również - niezależnie od tego czy ślub jest czy go nie ma, to czy ludzie zostaną ze sobą czy nie (po to, aby choćby wyprawić w świat swe dzieci) zależy od ich odpowiedzialności za te dzieci i (znowu) miłości do nich. Nie od złożonej przysięgi. Że się tak wyrażę: ludzie, którzy są ze sobą, tylko dlatego, że sobie (i Bogu) przysięgli są może "moralnie" lepsi od tych, którym nie chce się rozwieść bo "to trudne". Ale atmosfera między nimi jest podobna. Do czego zmierzam? Do tego, że rezwerwowanie seksu dla małżeństw (kochających się) i argumentowanie tego dobrem dzieci jest nonsensem. Może tych dwoje się kocha, ale nie potrzebuje ślubu? A gdy zdecydują się na dziecko (co NIE jest równoważne z decyzją na seks, w końcu są 98% skuteczne NMPR, GePE? Są też metody "ubezpładniania się" jeśli kto woli...), albo dziecko "wyjdzie" - pobiorą się, co im szkodzi, kochają się przecież? A co do rezerwacji seksu tylko dla kochających się. No cóż, może dwoje ludzi musi też poznać się na wszystkich możliwych płaszczyznach, żeby stwierdzić, że się kochają? Wiem, seks jest tylko wyrazem, "językiem" miłości. A co, jeśli oboje czyści do ołtarza małżonkowie nie potrafią mówić tym językiem ;-) ? Albo okazuje się, że jedno z nich jest niemową? Albo potrafi mówić tylko wulgarne wyrazy?! Albo oboje mówią innym językiem? Wtedy według prawa kanonicznego można unieważnić małżeństwo?! Nie nie można, chyba że któreś z nich o swej "wadzie wymowy" wiedziało przed ślubem i zataiło ją. No to może sobie oszczędzić całej tej kołomyji i ze sprawdzaniem takich spraw nie czekać na noc poślubną? A poza tym wszystkim - to jest do cholery sprawa każdego z nas. I na szczęście każde radio (nawet Maryja) można wyłączyć, a każdą gazetę (nawet "NIE") spalić w piecu. I robić swoje. W zgodzie z sobą i tym drugim kimś. O. Dziub. P.S. Mam przyjaciół, którzy z "tym" czekali do ślubu dłuuuugo. Bo tak zostali wychowani, tak mówiło im sumienie. Wiem, że są szczęśliwi. Bardzo ich szanuję, podziwiam nawet. Ale nie chcę ich naśladować. I już. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Xena Re: Czy seks powinien byc... koszmarnie długie... IP: *.acn.waw.pl 07.10.01, 19:12 Napisałeś (-aś?), dziubdzi, że szanujesz swoich przyjaciół za to, że czekali z decyzją o współżyciu do ślubu. A to, co mnie dręczy i co usiłowałam zasygnalizować - jak mniemam, mało czytelnie - w pierwszym poście, to taka wątpliwość - dlaczego ich ZA TO WŁAŚNIE szanujesz? Dlaczego wstrzemieźliwość seksualna jest GODNA szacunku? I to w dodatku PUBLICZNEGO szacunku? Dlaczego nie szanujemy kogoś tylko za to, że je - wrócę tu do swojego ulubionego kulinarnego przykładu - dajmy na to, codziennie rozgotowany szpinak? Dlaczego stosunek do seksu jest takim monopolistycznym wymiarem, do którego redukuje się ludzką moralność, czyjąś wartość jako człowieka, według którego feruje się etyczne sądy o kimś etc? Decyzja o podjęciu współżycia powinna być wyłącznie MOJĄ, autonomiczną decyzją. Kto dał komukolwiek prawo do wtrącania się - z zakazami, nakazami, światłymi mądrościami, kazaniami, umoralniającymi dyrdymałami - w tę, jakże intymną, sferę życia? Tego właśnie nie rozumiem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dziubdzi Re: Czy seks powinien byc... koszmarnie długie... IP: *.igo.wroc.pl 07.10.01, 21:20 Gość portalu: Xena napisał(a): > Napisałeś (-aś?), dziubdzi, > że szanujesz swoich przyjaciół za to, że czekali z > decyzją o współżyciu do ślubu. Ależ, Xena! Tego nie napisaŁEM! Napisałem, że ich szanuję w ogóle, niekoniecznie za to. Za życie zgodne z ich systemem wartości! Za konsekwencję. Za to że się nie "obnoszą" (bo się NIE obnoszą), a SĄ ! > A to, co mnie dręczy i co usiłowałam > zasygnalizować - jak mniemam, mało czytelnie - w pierwszym poście, to taka > wątpliwość - dlaczego ich ZA TO WŁAŚNIE szanujesz? Dlaczego wstrzemieźliwość No właśnie nie! Szanuję ich za to, że są tacy, jak być chcą, mimo, że to dla nich pewnie trudne było. Natomiast nie za konkretny system wartości. Nawiązując do Twojego szpinaku: szanuję ich trochę jak kogoś, kto nienawidzi szpinaku, ale go wsuwa, bo uważa, że to zdrowe (bo to zdrowe). Ale nie za to, że uważa , że to zdrowe. Pojmujesz? [...] > powinna być wyłącznie > MOJĄ, autonomiczną decyzją. Kto dał komukolwiek prawo do wtrącania się - z > zakazami, nakazami, światłymi mądrościami, kazaniami, umoralniającymi > dyrdymałami - w tę, jakże intymną, sferę życia? No to się zgadzamy. Xena, nie kąsaj sojusznika ;-) > Tego właśnie nie rozumiem. Ja też. I nie przyjmuję do wiadomości. Rozumiemy się teraz lepiej? Dziubdzinek ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Xena Re: Czy seks powinien byc... koszmarnie długie... IP: *.acn.waw.pl 08.10.01, 00:31 Faktycznie, nigdzie nie napisałeś, że szanujesz swoich przyjaciół za ich stosunek do seksu. Przepraszam za nadinterpretację, ale tak wywnioskowałam z kontekstu. I nie mam zamiaru kąsać, bynajmniej! Zwróciłam jednak uwage na jedno zdanie z Twojego postu: > Nawiązując do Twojego szpinaku: szanuję ich trochę jak kogoś, kto nienawidzi > szpinaku, ale go wsuwa, bo uważa, że to zdrowe (bo to zdrowe). Ale nie za to, że uważa , że to zdrowe. Pojmujesz? Oczywiście, pojmuję. Ale widzisz - o szpinaku można OBIEKTYWNIE powiedzieć, że jest zdrowy. Można zatem OBIEKTYWNIE ewaluować zachowania ludzi związane ze szpinakiem i - co za tym idzie - podziwiać i szanować kogoś, kto, przedkładając nad hedonistyczne rozkosze podniebienia troskę o zdrowie, katuje się szpinakiem (zakładając, że owego szpinaku nie znosi). Natomiast seks jest - w moim przekonaniu - neutralny moralnie. W związku z tym nie widzę żadnego sensownego uzasadnienia, dlaczego wstrzemięźliwość seksualna miałaby być czymś cenniejszym, szlachetniejszym i duchowo doskonalszym niż intensywna aktywność w tej dziedzinie (celowo nie piszę "rozwiązłość", bo to określenie ma już pejoratywny wydźwięk), choć też - z dokładnie tych samych powodów - jestem daleka od stawiania pomników onej rozwiązłości. Seks po prostu nie powinien być (bo z jakiej racji?) kryterium oceny człowieka ani tematem publicznych utyskiwań, ani żadną grzeszną sprawą, z której trzeba się tłumaczyc i spowiadać. Z seksu człowiek powinien się "rozliczać" tylko przed samym sobą. I tylko to chciałam powiedzieć. Pozdrawiam serdecznie sojusznika :-)))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dziubdzi Re: Czy seks powinien byc... koszmarnie długie... IP: *.igo.wroc.pl 08.10.01, 09:53 Gość portalu: Xena napisał(a): [...] > Zwróciłam jednak uwage na jedno zdanie z Twojego postu: > > > Nawiązując do Twojego szpinaku: szanuję ich trochę jak kogoś, kto nienawid > zi > > szpinaku, ale go wsuwa, bo uważa, że to zdrowe (bo to zdrowe). Ale nie za > to, > że uważa , że to zdrowe. Pojmujesz? > > Oczywiście, pojmuję. Ale widzisz - o szpinaku można OBIEKTYWNIE powiedzieć, że > jest zdrowy. Można zatem OBIEKTYWNIE ewaluować zachowania ludzi związane ze > szpinakiem i - co za tym idzie - podziwiać i szanować kogoś, kto, przedkładając > nad hedonistyczne rozkosze podniebienia troskę o zdrowie, katuje się szpinakiem > (zakładając, że owego szpinaku nie znosi). Natomiast seks jest - w moim > przekonaniu - neutralny moralnie. W związku z tym nie widzę żadnego sensownego Och, zaczynamy przekształcać ten wątek w naszą prywatną rozmowę mającą na celu wyjaśnienie swoich stanowisk... Wyraźnie muszę popracować nad precyzją swoich wypowiedzi. Otóż znowu: nie chodzi tu o moją ocenę wartości moralnej ich postępowania (nie wartościuję, czy tak jest dobrze, czy nie). Podziwiam ich _za_konsekwencję_ ! A nie za to "że robią dobrze". Pewnie wg nich robią dobrze i fajnie. Ja tak nie chcę i też nie mam w związku z tym problemu... > której trzeba się tłumaczyc i spowiadać. Z seksu człowiek powinien > się "rozliczać" tylko przed samym sobą. I tylko to chciałam powiedzieć. Ach, widzę, że wkurza Cię to, że akurat ta sfera życia jest tematem tylu płomiennych dyskusji na tym i innych forach. No cóż, świadczy to pewnie o jej ważnej roli w życiu człowieka i w jego światopoglądzie... Ale i do tych dyskusji można mieć stosunek taki mniej więcej, jak do tych o męskich (albo damskich) majtkach ;-))) Tzn. można w nich nie brać udziału... > Pozdrawiam serdecznie sojusznika A wzajemnie. Dziub. Odpowiedz Link Zgłoś