Dodaj do ulubionych

CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja

IP: *.dhcp.mcphu.edu 01.06.01, 23:43
??
Obserwuj wątek
    • Gość: ramzes;) Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.dip.t-dialin.net 02.06.01, 10:09
      Sex powinien bc czyscia milosci, ale ci, ktorzy z jakichs powodow jej nie moga
      znalezc, tez powinni z te "przyjemnosci" jakos skorzystac.

      ramzes;)
      • sara Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja 02.06.01, 11:08
        Nie, seks wymyka sie wszelkim rezerwacjom. Ale jest dziedzina zycia, gdzie
        dobro, zlo i bylejakosc dzieli tylko cienka ,czerwona linia. Milosc zwieksza
        szanse na sloneczna trajektorie.
        • Gość: myslnik Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.prw.pl 02.06.01, 14:56
          sara napisał(a):

          > Nie, seks wymyka sie wszelkim rezerwacjom. Ale jest dziedzina zycia, gdzie
          > dobro, zlo i bylejakosc dzieli tylko cienka ,czerwona linia. Milosc zwieksza
          > szanse na sloneczna trajektorie.

          Wprawdzie nie bardzo znam sie na astronomii:), ale pomimo mojego calego szacunku
          i czasem zaangazowania wobec najglebszego uczucia sklonny jestem sie zgodzic z
          przedpiszacymi. Swoja droga seks nie moze byc zarezerwowany jedynie dla osob
          kochajacych, chocby dlatego, ze nawet one same czasem nie potrafia okreslic, czy
          kochaja, czy nie. Problemy z definicja czynia pytanie bezsensownym. (jak
          zawsze:)).
          Pozdrawiam
          • Gość: mnich Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.dhcp.mcphu.edu 02.06.01, 19:14
            Bardzo dziekuje za szczere odpowiedzi. Nie wydaje mi sie zeby istnial jakis
            szczegolny problem z rozpoznaniem milosci (nie mylic z zakochaniem). Trudno
            oczywiscie ludzi do czegos zmuszac w tym przypadku. Ale czy ludzie wogole
            staraja sie dokonac refleksji jakie moga byc konsekwencje takiego podejscia?
            Obawiam sie ze oddzielenie seksu od wyjatkowego i calkowitego oddania sie
            drugiej osobie jest kiepskim, gorszym rozwiazaniem , droga w bok i wlasciwie
            jak do tej pory zdajecie sie Panstwo to potwierdzac. Raczej nas to nie
            uszlachetnia. Jak ktos nie moze w milosci to niech to robi bez. Mysle ze to
            bardzo ryzykowna propozycja. Bardzo niemodne rzeczy jak: intymnosc,
            odpowiedzialnosc,troska, poswiecenie szacunek ktore towarzysza czy tez skladaja
            sie na milosc stanowia o tym ze seksualnosc czlowieka staje sie czyms dobrym.
            Seks pozbawiony milosci jest pozywka dla np egoizmu, poszukiwania zaspokojenia
            wlasnych potrzeb. Staranie sie sprawienia komus (partnerowi) przyjemnosci
            wynika jedynie z checi poprawienia wlasnej samooceny. Wreszcie po co wogole
            sprawiac komus przyjemnosc kiedy uwolnimy sie od przejmowania sie czy jemu jej
            bylo dobrze. Jak nie to jego jej problem. Mezczyzni z wieloma partnerkami
            chetnie powiedza: wiesz z innymi nie mialem takiego problemu. Jaka jest
            wiarygodnosc ludzi ktorzy kieruja sie tylko i wylacznie wlasnymi potrzebami,
            ktorzy w momencie kiedy poprosimy ich o cos co wymaga poswiecenia nie zrobia
            tego? Oczywiscie mozna probowac odnalezc takich ludzi wlasnie wsrod tych z
            ktorymi nie wiaza nas stosunki seksualne. Co za paradoks musimy isc do tych z
            ktorymi nie lacza nas takie wyjatkowe radosne przezycia. Jesli nie chodzi o
            milosc to ktory z naszych partnerow czy ktora z naszych partnerek powinna byc
            przy nas w szpitalu? Jak to wplynie na ocene naszej atrakcyjnosci seksualnej?
            Wtedy bardzo szybko okaze sie ze niezalezy im na drugiej osobie. Poczujemy sie
            wykorzystywani jesli nie ogarnal nas jeszcze calkowity cynizm i nie uwazamy ze
            w zyciu wszystko sie wlasciwie kupuje i sprzedaje niekoniecznie za pieniedze.

            mnich
            • Gość: Jorland Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 04.06.01, 12:48
              Pytanie nie jest bezsensowne. Jeśli zgodzimy się, że
              seks czemuś ma służyć, wtedy zasadne jest
              zastanowienie się nad tym, czy można seks wykorzstywać
              lepiej czy gorzej. Z tego wynika, że seks może być
              "używany" bardziej bądz mniej właściwie. Gwałt,
              pedofilia, zgodzimy się, że to straszne wypaczenie
              używania cielesności i seksu. Nekrofilia,
              homoseksualizm, zoofilia to także przykłady złego
              uzywania seksu podobnie jak próba wpychania tłoka w
              rurę wydechową w samochodzie. Zasady używalności są
              takie, że tłok winien poruszać się w cylindrze a nie w
              rurze wydechowej. Podobnie z seksem. Problem w tytule
              wątku ująłbym inaczej: najlepszy seks wychodzi (a
              przynajmniej ma największe szanse wyjść) pomiędzy
              osobami, które sie kochają. Kłaniam się.
              • Gość: ramzes;) Jorlandzie.. IP: *.dip.t-dialin.net 04.06.01, 13:52
                Zapomaniales dodat masturbacji..bo to tez podobno zly przyklad wykorzystania
                sexu.. czy tez nie?

                ramzes;)
                • Gość: Jorland Re: Jorlandzie.. IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 04.06.01, 14:28
                  Gość portalu: ramzes;) napisał(a):

                  > Zapomaniales dodat masturbacji..bo to tez podobno zly przyklad wykorzystania
                  > sexu.. czy tez nie?

                  Owszem, nie wyliczałem wszystkich możliwości, to były tylko jaskrawe przykłady.

                  • Gość: ramzes;) Re: Jorlandzie.. IP: *.dip.t-dialin.net 04.06.01, 16:36
                    no ale przeciez masturbacja to tez nie zgodne z natura bo do tego jest
                    kobieta..no i jest to niewatpliwe grzech..i w dodatku robi sie to z mezczyzna
                    (w penym sensie). A nawet pokusilbym sie o stwierdzieni, ze kazdy robil to iles
                    tam razy..no nie?

                    ramzes:)
                    • Gość: Jorland Re: Jorlandzie.. IP: 192.168.1.* / *.niedziela.pl 05.06.01, 08:49
                      Gość portalu: ramzes;) napisał(a):

                      > no ale przeciez masturbacja to tez nie zgodne z natura bo do tego jest
                      > kobieta..no i jest to niewatpliwe grzech..i w dodatku robi sie to z mezczyzna
                      > (w penym sensie). A nawet pokusilbym sie o stwierdzieni, ze kazdy robil to iles
                      >
                      > tam razy..no nie?

                      Oczywiście, przecież o tym pisałem. Masturbacja moim zdaniem to pewna namiastka,
                      coś jakby próba polizania cukierka przez celofan. Robi się ja natomiast nie z
                      mężczyzną ale ze sobą - chyba, że inaczej rozumiemy ten termin.
        • Gość: Anna26 Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.244.224.125.Dial1.Washington1.Level3.net 03.10.01, 01:38
          Sara - to co powiedzialas jest WIELKIE.
    • Gość: emu Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: 64.124.150.* 04.06.01, 16:35
      Seks zawiera sie w milosci a milosc zawiera sie w seksie (seks = milosc). Oczywiscie jedno moze istniec takze bez drugiego, ale w przypadku gdy jest to seks bez milosci to nastepuje sprowadzenie czegos pieknego do czystej fizjologii. Brak przyjemnosci psychicznej, duchowej, brak piekna. Pozostaje sama przyjemnosc fizyczna - ale po co do tego druga osoba? Moze tez isniec milosc bez seksu. To z kolei oznacza wzniesienie ponad cielesnosc, pozostaje milosc duchowa (oczywiscie gdy jest to swiadomy i dobrowolny wybor a nie koniecznosc). Niewiele jest osob, ktore to potrafia. Do tego trzeba dojrzec. Ja na razie nie dojrzalem i seks laczy sie dla mnie nierozerwalnie z miloscia. I jest to moj wybor.
    • gepe Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja 04.06.01, 19:23
      Poszedłym nawet dalej. Seks jest zarezerwowany dla małżeństw, które sie kochają. Seks
      to nie zabawka, lecz potężne narzędzie, którym dobrze kierować można tylko, bedąc
      uzbrojonym w miłość (miłość <> seks, jak ktoś próbował tu sugerować,
      prowadziłoby to do uznania, że kto uprawia seks, ten kocha). A prawo jazdy, czyli
      "papiery" do niego daje tylko i wyłącznie małżeństwo. Wiem, że pogląd jest baaaardzo
      niepopularny (Ciemnogrodzik, nie? :-)), ale tak jest. Wszyscy, którzy jeżdżą samochodem
      bez zrobienia prawa jazdy popadaja w konflikt z prawem, mimo, że mogą jeździć bardzo
      dobrze.

      Pozdrawiam - gepe
      • Gość: mnich Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.dhcp.mcphu.edu 04.06.01, 21:12
        Wow Emu i Gepe a ja sie spodziewalem ze na tym forum z takim pytaniem to mnie
        wdepcza w glebe.
        Pozdrowienia
        mnich
        • sarastro Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja 04.06.01, 23:15
          Niestety, tym razem nie zgadzam się z Tobą, Gepe. Tu
          moje poglądy są zdecydowanie bardziej liberalne.
          Zgadzam się z emu - seks bez miłości sprowadza się do
          czystej fizjologii. No tak, ale to nie oznacza, że
          papiery na to powinno dawać tylko małżeństwo.
          • gepe Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja 10.06.01, 20:33
            Cóż, nie dyskutujemy po to, żeby się ze sobą zgadzać :-). Ale powiedz, dlaczego
            tak uważasz?
            pozdrawiam - gepe
      • Gość: YanosiC Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.ciechanow.sdi.tpnet.pl 09.06.01, 20:50
        gepe napisał(a):

        > Poszedłym nawet dalej. Seks jest zarezerwowany dla małżeństw, które sie kochają
        > . Seks
        > to nie zabawka, lecz potężne narzędzie, którym dobrze kierować można tylko, bed
        > ąc
        > uzbrojonym w miłość (miłość <> seks, jak ktoś próbował tu sugerować,
        > prowadziłoby to do uznania, że kto uprawia seks, ten kocha). A prawo jazdy, czy
        > li
        > "papiery" do niego daje tylko i wyłącznie małżeństwo. Wiem, że pogląd jest baaa
        > ardzo
        > niepopularny (Ciemnogrodzik, nie? :-))

        owszem, Ciemnogrodzik.
        • sarastro Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja 11.06.01, 00:34
          Jak ktoś ma inne zdanie od dopuszczonego przez mak
          świat, to zaraz jest ciemnogrodzik. Nie mów, że nie
          uważasz pedałów za normalnych, bo jesteś
          ciemnogrodzik. Nie mów, że seks tylko po ślubie boś
          ciemnogrodzik. Ludzie! To wy, durnie, pracujący po 10
          godzin dziennie, kreatywni, dyspozycyjni idioci w
          garniturach, dumni z bycia mak-niewolnikiem, hołdujący
          przed każdym idiotyzmem, byle zgodnym ze standardami
          kretynizmu unii europejskiej! To wy własnie jesteście
          ciemnogrodzik.
          • sarastro Drogi Gepe! 11.06.01, 00:43
            Nie zgadzam się z Tobą dlatego, że zasadę ograniczania
            seksu tylko do po ślubie uważam za nieco sztuczną. Nie
            widzę racjonalnych argumentów, by stawiać takie
            ograniczenie.
            Owszem, zgadzam się, że seks to poważne narzędzie w
            życiu człowieka. Nie należy z tym igrać, jak z ogniem.
            Za wszelką cenę trzeba jak najszybciej być świadomym
            wszystkiego, co się robi, zwłaszcza w sferze m.in.
            seksu. No tak, ale dlaczego odmawiać prawa czy wręcz
            błogosławieństwa do seksu dwojgu dorosłym, świadomym
            ludziom, którzy nie chcą się pobierać ergo nie kochają
            się, jednak chcą np. razem spędzić urlop, dać sobie
            nawzajem satysfakcję seksualną. Mają prawo do takiego
            modelu - tak uważam, choć wcale nie twierdzę, że to
            model optymalny czy najpełniej wartościowy.
            • Gość: mnich Re: Drogi Gepe! IP: *.dhcp.mcphu.edu 11.06.01, 00:54
              Sarastro pisales ze sie zgadzasz ze seks bez milosci to czysta fizjologia
              (jesli dobrze rozumiem troche tak jak zwierzatka). Teraz piszesz ze jak jakas
              para ktora sie nie kocha chce dac sobie troche satysfakcji przez np weekend to
              jest to Ok. Dla mnie te wypowiedzi sie nie kleja jak to w koncu?
              mnich
            • gepe Re: Drogi Gepe! 11.06.01, 20:14
              Cóż, sądzę, że jednym z racjonalnych argumentów jest możliwość poczęcia potomstwa w
              czasie takiego "urlopu". A jeśli tak, to jest to lekceważenie życia, które może się narodzić i
              brak odpowiedzialności za nie. Stosowanie jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych
              niczego nie zmienia. Dla ludzi wierzących jest jeszcze dodatkowo bodziec religijny.

              Współczesna kultura lansuje seks, jako dobrą zabaw(k)ę, zupełnie abstrachując od
              konsekwencji niewłaściwego używania tegoż. Po to ustanawia się kodeksy, aby stały na
              straży pewnego status quo. Istnieje kodeks drogowy, abyśmy sobie nie porobili krzywdy na
              drodze. Czasami kodeks ten stanowi coś, czego sensu nie widzimy na pierwszy rzut oka,
              ale złamanie przepisu "bez sensu" jest też złamaniem przepisu. Jeśli ktoś go łamie, jest
              karany, czasem dotkliwie, a wszyscy wytykają palcem. Istnieje kodeks etyczny, moralny,
              abyśmy sobie nie zrobili krzywdy w naszej moralności, etyce. Tylko, że przewinienia wobec
              tego kodeksu są jakoś skrzętnie przerabiane na cnoty. Innymi słowy, kierowca, który po
              pijaku spowodował wypadek winien zostać bohaterem? To, że skutki złamania przepisu
              kodeksu etycznego nie są tak wyraziste, jak w przypadku kodeksu drogowego, to nie znaczy,
              że nie mogą mieć fatalnych konsekwencji, nawet jeśli "z daleka" (od razu) ich nie widać.
              Coś tu jest pokręcone i chyba pora już najwyższa, aby się temu przyjrzeć z dystansu.

              Pozdrawiam - gepe
              • Gość: miriam26 Re: Drogi Gepe! IP: *.telkab.pl 28.09.01, 14:21
                Może niekoniecznie do gepe jest skierowany mój post.
                Pytanie czy seks powinien być zarezerwowany dla osób ktore się kochaja brzmi
                tak jak pytanie: Czy gotowanie powinno być zarezerwowane dla osób które się na
                tym znają? czy inne podobne
                Kwestię należy postawić inaczej. Co miłość wnosi do seksu? Miłość czyli uczucie
                łączące ludzi na innej płaszczyźnie niż ów seks. Co seks daje ludziom którz się
                kochają - to są dla mnie ciekawsze pytania.
                Rezerwowanie seksu dla kochających się to tak jak ukrywnie prawdy, że król jest
                nagi.
                Seks na początku slużył prokreacji i związany był z instynktami, które z
                duchową miłością niewiele mają wspólnego. To co dzieje się współcześnie
                wytworzyło się przez wieki konwenansów,zwyczajów również sztuki i religii.
                Ludzie mogą uprawić seks jeśli tylko oboje na to mają ochotę i na drugi dzien
                mogą rozejść się każde w innym kierunku. Możemy o nich powiedzieć że zachowali
                się jak zwierzątka, bo nawet jeśli kochasz swojego partnera -kę to co pcha cię
                w jego ramiona (czyt. do łóżka, lub na dywan, lub na kuchenny stół) jest tą
                samą chucią, która polączyła tych dwoje którzy poznali się chwile wcześniej.
                Król jest nagi moi drodzy. Seks to pierwotny instynkt, nad którym ludzie
                współcześni panują uzbrojeni w lata tradycji, modeli wychowawczych i
                religijnych zakazów. Zgodnie z powyższym twierdzę, że tylko nam się wydaje, że
                robimy TO, z miłości, bo tak nas nauczono, że to jest moralne i normalne. Tak
                naprawdę jesteśmy zwierzątkami (bez urazy) ubranymi w bawełniane majtki.
                • Gość: onlyania Re: Droga Miram26 IP: 193.227.223.* 28.09.01, 15:21
                  Droga Miram26,
                  tu onlyania...
                  Napisałaś mi wczoraj że Cię nie zrozumiałam, probowałam wyjaśnić że to nie jest
                  tak...
                  piszesz w pewnym wątku o tym, że poprosu w pewnym momencie poczułaś pożądanie
                  bez miłośći do pewnego mężczyzny, lub jak to określiłaś że myślałaś że się
                  zakochałaś.
                  W sumie zawsze najlepiej sie czuję się wówczas gdy jestem z mężczyzną którego
                  kocham i ktory też mnie kocha..
                  Gdzieś w któryms z wątków opowiedziałam o pewnym zdarzeniu zbyt krótko, zbyt
                  niezrozumiale dla innych i zostałam żle zrozumiana.
                  To tak jakby ktoś zadał pytanie czy zaraziłam się wirusem od mojego partnera, a
                  ja odpowiedziałam że tak. Bo po prostu nie dodałam że zaraziłam się wirusem
                  grypy powszechnej. Stąd zresztą pierwszy mój odruch był taki że może powinnam
                  zmienić imię i dalej nie ciągnąc tego wątku.
                  Bo wyszło na to że pociagaja mnie wyłacznie faceci żonaci i tak sobie poszłam z
                  facetem do łóżka, bo to miała być moja zapłata za coś tam.
                  A po drugie że jestem taka niemoralna itp.
                  Gdybyś kiedys na to wpadła to dodam że znam uczucie podobne do twojego...
                  Kiedys zakochałam się tak bardzo w pewnym facecie że przez kilka lat nie
                  spojrzałam na innego. Kiedy w sumie się rozstaliśmy, ja bardzo długo nie
                  mogłam, nie potrafiłam zobaczyć w innym facecie kogoś, kto w jakikolwiek sposób
                  by mnie pociągał.
                  I wtedy trafił się on. Spotkaliśmy się całkowicie służbowo i to pośrednio a nie
                  ze mna był ten business. I wtedy coś mnie kopneło. Zobaczyłam faceta który po
                  tak długim czasie czyms mnie poruszył...
                  Ale nigdy w zyciu nie uwierzyłabym że w jakikolwiek sposob, i kiedykolwiek
                  mogłoby cos z tego byc.
                  Czlowiek ten dowiedział sie ze znajduję sie osobiscie w pewnych powaznych
                  problemach, i oferował mi pomóc, ale wprost powiedział czego chce...
                  Byl dla mnie całkowicie obcym człowiekiem, pewnych rzeczy mogłam sie tylko
                  domyślać, typu że ma żonę i rodzinę...
                  Zwlekałam pewien czas bo bałam się właśnie tego, że moge sama sie zaangażować,
                  i wiele innych tam rzeczy, ale w koncu doszło do tego...
                  I w sumie nie załuję...
                  To co mi dał i daje to bezpieczenstwo...i czasami odgania pewien rodzaj
                  samotności w którym akurat ja się znajduję...
                  Nie płaczę ze mnie zostawia, kiedy odchodzi, nie męczę faceta o ślubie, nie
                  wydzwaniam do żony po nocach, i w jakiś sposób mimo to czuję się spokojna...
                  Nie wiem jak długo to ma zamiar trwac, czasami czuję się zakochana, lecz wtedy
                  biorę zimny prysznic i jakoś przechodzi...
                  Nie kocham go bo wiem ze nie moge i nie powinnam, tak jak u ciebie, kiedy
                  twierdzisz ze obydwoje macie zobowiązania, ktorych raczej trudno bedzie się
                  pozbyc lub od nich uciec....
                  I jeszcze jedno...
                  Facet mnie podnieca jak wspomniałam na początku i nie wiem że jeśli by tak nie
                  było czy doszło by do takiej sytuacji....
                  I jeszcze drugie........
                  Kiedy teraz idę po ulicy, jade autobusem czy jestem gdziekolwiek, podobają mi
                  się faceci, ale nie znaczy to że chcę tak od razu robić z nimi jedno....
                  I jeszcze trzecie....
                  Jeżeli Miriam26 kochasz swojego męża, to może się okazać że zaczniesz kochać go
                  jeszcze bardziej, troche jakby z poczucia winy, trochę jakbys ukrywala swoj
                  sekret, a co więcej jakbyś rozkwitała...
                  A jeżeli już to tylko jeden szkopuł i niebezpieczeństwo tkwi w takim
                  postrzeganiu: żebyś nie zgupiała ze szcześcia bo można wtedy zbyt dużo
                  stracic...Zeby nie bylo tak ze zaczniesz nagle wszedzie i z każdym...
                  A jeszcze co do twojego meża: czego oczy nie widzą tego sercu nie żal.......
                  Pozdrawiam


                  • Gość: miriam26 Re: Do onlyani IP: *.telkab.pl 29.09.01, 20:12
                    dziękuję Ci
                    nazwałaś to wszystko po imieniu o czym ja tylko nieśmialo myślę, bo jestem
                    przecież "porządną mężatką"
                    dziękuję, bo jestem na początku drogi którą mi opisałaś (choć mam wrażenie że
                    trochę nas różni ty chyba jesteś stanu wolnego)i teraz mój wybór będzie
                    dokonany również pod wpływem tego postu
                    dziękuję, bo pomimo pewnego tonu ostrzegawczego dostrzegłam jednak cień radości
                    i dowód na to że taka nietypowa sytuacja (w opinii społeczeństwa) może być
                    pozytywna (niektórzy się pewnie oburzą)
                • gepe Miriam... 02.10.01, 22:23
                  A nick jest rzeczywiście śliczny :))

                  Miła Miriam, ponieważ pogląd, który prezentujesz omawiałem już ze swojego punktu
                  widzenia parę razy, więc tylko w duzym skrócie:
                  Twierdzenie, że człowiek jest 'zwierzątkiem', czyli istotą jeno o fizycznym
                  charakterze, jest odzieraniem go z czegoś co nazywamy człowieczeństwem. W rzeczy
                  samej człowiek to istota fizyczna, psychiczna i duchowa - i tylko mając na uwadze
                  te trzy płaszczyzny jednocześnie możemy mówić o nim 'człowiek'. To, że u swych
                  pradziejów był 'zwierzątkiem' (a może nie? - kto wie?), to nie znaczy, że tylko
                  nim dotąd pozostał.
                  Ma to swoje konsekwencje w omawianej sprawie. Choćby takie, że tę 'chuć', która
                  go pcha ma umiejętność powstrzymać, dokładnie tak samo, jak powstrzymuje się
                  przed kradzieżą jabłka z bazaru, mimo, że jest głodny. 'Zwierzątko' raczej
                  ukradłoby i nikt nie miałby o to pretensji, ale człowiek ma wole i rozum, więc
                  gdy coś takiego czyni jest napiętnowany. I tak samo winno być z seksem.

                  Acha! Mnie się nie wydaje, że kocham moją żonę, czy mojego synka. To jest coś, co
                  bardzo trudno zwerbalizować. Gdyby to było 'wydawanie się', to prawdopodobnie już
                  nie bylibyśmy razem, bo przecież gdy 'zwierzątkom' jest ze soba choć przez chwilę
                  źle, to od siebie uciekają. Ludzie - istoty zdolne do miłości - kochają nie 'za
                  coś' tylko 'mimo wszystko', i w końcu umieją wrócić do tej/tego, któremu
                  ślubowali.

                  Pozdrawiam gorąco - gepe
                  • Gość: kathy do Gepe IP: 195.117.174.* 04.10.01, 14:51
                    Nie ze wszystkimi twoimi wypowiedziami się zgadzam,ale
                    gepe napisał(a):

                    > Gdyby to było 'wydawanie się', to prawdopodobnie j
                    > uż
                    > nie bylibyśmy razem, bo przecież gdy 'zwierzątkom' jest ze soba choć przez chwi
                    > lę
                    > źle, to od siebie uciekają. Ludzie - istoty zdolne do miłości - kochają nie 'za
                    >
                    > coś' tylko 'mimo wszystko', i w końcu umieją wrócić do tej/tego, któremu
                    > ślubowali.

                    to prawda i ja tak samo uważam. Myślę, że problemy z rozdzielnością miłości i
                    seksu mają przede wszystkim ci, którzy nie kochali. Bo tyle jest uczuć podobnych
                    do miłości, że nieraz trudno się w tym połapać. Ale ktoś kto kocha/ kochał nie
                    pomyli miłości z czymś innym. Natomiast nie wierzę w tak zwaną miłość
                    platoniczną, chyba , że uznać ją jako pewien etap w rozwoju uczuć między
                    dwijgiem. Ale nic o tym nie wiem.
                    Co do związania seksu z małżeństwem, nie zgadzam się z tobą- małżeństwo jest(a
                    przynajmniej powinno być) konsekwencją miłości, więc ma charakter wtórny.
                    Jednym słowem, nie wyobrażam sobie małżeństwa bez seksu, ale seks przedmałżeński
                    tak.Pozdrawiam, kathy
                    >
                    > Pozdrawiam gorąco - gepe

                    • gepe Kathy... 09.10.01, 18:01
                      Gość portalu: kathy napisał(a):

                      > Nie ze wszystkimi twoimi wypowiedziami się zgadzam,ale
                      > gepe napisał(a):
                      >
                      > > Gdyby to było 'wydawanie się', to prawdopodobnie j
                      > > uż
                      > > nie bylibyśmy razem, bo przecież gdy 'zwierzątkom' jest ze soba choć przez
                      > chwi
                      > > lę
                      > > źle, to od siebie uciekają. Ludzie - istoty zdolne do miłości - kochają ni
                      > e 'za
                      > >
                      > > coś' tylko 'mimo wszystko', i w końcu umieją wrócić do tej/tego, któremu
                      > > ślubowali.
                      >
                      > to prawda i ja tak samo uważam. Myślę, że problemy z rozdzielnością miłości i
                      > seksu mają przede wszystkim ci, którzy nie kochali. Bo tyle jest uczuć podobnyc
                      > h
                      > do miłości, że nieraz trudno się w tym połapać. Ale ktoś kto kocha/ kochał nie
                      > pomyli miłości z czymś innym. Natomiast nie wierzę w tak zwaną miłość
                      > platoniczną, chyba , że uznać ją jako pewien etap w rozwoju uczuć między
                      > dwijgiem. Ale nic o tym nie wiem.

                      Istnieje :) Miłość między matką/ojcem a dzieckiem, między rodzeństwem... Powiesz,
                      że to inny charakter miłości od tego, który łączy dojrzałych kobietę i mężczyznę,
                      prawda? Ale uważam, że to ta sama platoniczna miłość, choć uzupełniona m.in. o
                      namiętność, tylko nasza klasyfikacja określa ją jako 'miłość nieplatoniczną'. To
                      są jednak dwie różne jakośći (miłość i seks), choć bardzo ściśle ze sobą
                      powiązane.

                      > Co do związania seksu z małżeństwem, nie zgadzam się z tobą- małżeństwo jest(a
                      > przynajmniej powinno być) konsekwencją miłości, więc ma charakter wtórny.

                      Nie bardzo to rozumiem. Cóż z tego, że małżeństwo jest konsekwencją miłości?
                      Chyba seks także jest wtórny wobec miłośći, nadto w naszej kulturze winien być
                      wtórny wobec małżeństwa.

                      > Jednym słowem, nie wyobrażam sobie małżeństwa bez seksu, ale seks przedmałżeńs
                      > ki

                      No widzisz :) A ja dokładnie na odwrót... Małżeństwo bez seksu niekiedy jest
                      wręcz konieczne (tzn. niekiedy trzeba z tego seksu zrezygnować), natomiast seks
                      pozamałżeński jest dla mnie pewnym przejawem zagubienia człowieka, poplątania
                      kluczowych dla życia duchowego pojęć i znaczeń, właśnie
                      m.in. 'miłości', 'małżeństwa', 'narzeczeństwa', 'szacunku', 'godności' itd.

                      Pozdrawiam - gepe
                  • Gość: onlyania Re: Miriam... IP: 193.227.223.* 04.10.01, 15:08
                    porównanie instynktów człowieka do instynktów zwierzątek - w tym jednak coś
                    jest.
                    Może tu nie chodzi typowo o zwierzatka, ale tak naprawdę to o człowieka
                    prymitywnego. Coś takiego przecież istniało.
                    Wszelkie intynkty które kierowały człowiekiem w owym czasie w jakiś sposób
                    musiały wpłynąć na to kim jesteśmy. Uległy może tylko pewnym zmianom wynikłych
                    z zasad cywilizacji. Pewne prawa cywilizacji ograniczyły i nadal ograniczają
                    instynkty człowieka, ale nie jest prawdą że te instynkty zaniknęły. Zostaly
                    jedynie zepchnięte do podświadomości, a świadomość jest tą granicą która trzyma
                    je aby nie wyszła z nas zwierzęcość.
                    Lecz niektóre z nich są chyba na tyle silne że dają o sobie znać.
                    W tym momencie nie chodzi mi nawet o instykt pożądania seksualnego, lecz o cos
                    takiego czym jest stres.
                    Choć przecież niezaspokojone pożądanie również może prowadzić do stresu.
                    Otóz istnieje taka teoria na temat stresu, że jest on typowym brakiem
                    możliwośći zareagowania w sposób w jaki reagował człowiek pierwotny.
                    W sytuacji zagrożenia człowiek pierwotny miał pewne objawy, typu naprężenie
                    mięśni. Zagrożeniem w owym czasie było zazwyczaj zetknięcie się z np. z
                    drapieżnym zwierzęciem. Naprężenie mięśni potrzebne było po to aby wybrać jedną
                    z dróg ratowania życia. Albo walka albo ucieczka.
                    Obecnie pewne ograniczenia powodują iż w sytuacjach w których czujemy się
                    zagrożeni nadal reagujemy napięciem mięśni. Lecz ograniczenia nie pozwalają nam
                    ani na ucieczkę ani na walkę wręcz.
                    Kiedy dostajemy tzw opieprz od przełożonego, dlaczego ani nie uciekamy, ani nie
                    damy mu po prostu w gębę. No bo to nie jest zgodne z zasadami człowieczeństwa.
                    Ale tak naprawdę wielu z nas najchętniej by to zrobiła, dała facetowi w gębe i
                    całe te napięcie uszło by z nas jak z balona....
                    A tu nie. No bo po prostu ograniczenia.
                    I pojawia się stres...
                    Więc może drogi gepe, jeżeli nie wierzysz całkowicie w zwierzęcość człowieka,
                    to może przyznasz rację temu, że jest w nas coś co jest odziedziczone w prostej
                    drodze o człowieka pierwotnego....który zresztą też był w tedy zwierzątkiem.....


                    • Gość: miriam26 Re: Czy seks powinnien.. itd IP: *.telkab.pl 05.10.01, 22:14
                      Czytając post Gepe pomyślałam, że pogląd na tę sprawę jest również pod wpływqem
                      temperamentu osoby wypowiadającej się.
                      Ja też nie mam wątpliwości, że kocham moich bliskich miłością prawdziwą. Jednak
                      gdy mój mąż wieczorem zaczyna się o mnie ocierać i dawać znaki, że ma ochotę,
                      to nie mam wątpliwości, że czuję podniecenie.
                      Czuję to samo, gdy dotykał mnie dawno temu inny mężczyzna. Nie myślę wtedy o
                      tym jak bardzo go kocham tylko jak bardzo mnie podnieca i jak bardzo go teraz
                      pragnę.
                      Szczerze wyznaję, jeśli chodzi o seks - jestem zwierzątkiem. Nie chciałabym aby
                      był zarezerwowany tylko dla osób kochających się, bo nie doświadczyłabym w
                      życiu wielu przyjemności.
                      • gepe Re: Czy seks powinnien.. itd 09.10.01, 19:04
                        Gość portalu: miriam26 napisał(a):

                        > Czytając post Gepe pomyślałam, że pogląd na tę sprawę jest również pod wpływqem
                        >
                        > temperamentu osoby wypowiadającej się.
                        > Ja też nie mam wątpliwości, że kocham moich bliskich miłością prawdziwą. Jednak
                        >
                        > gdy mój mąż wieczorem zaczyna się o mnie ocierać i dawać znaki, że ma ochotę,
                        > to nie mam wątpliwości, że czuję podniecenie.
                        > Czuję to samo, gdy dotykał mnie dawno temu inny mężczyzna. Nie myślę wtedy o
                        > tym jak bardzo go kocham tylko jak bardzo mnie podnieca i jak bardzo go teraz
                        > pragnę.
                        > Szczerze wyznaję, jeśli chodzi o seks - jestem zwierzątkiem. Nie chciałabym aby
                        >
                        > był zarezerwowany tylko dla osób kochających się, bo nie doświadczyłabym w
                        > życiu wielu przyjemności.

                        Temperament i pewnie jeszcze wiele, wiele innych rzeczy oddziałuje na nasze
                        poglady, tylko czy to coś zmienia? Mam znajomego, który - o ile mu wierzyć, a nie
                        mam powodu by nie - temperament okazuje wyłącznie swojej żonie. Zresztą i ja
                        czynię podobnie i choć mam świadomość, że ominęło mnie wiele przyjemności, to
                        przecież o ile większą satysfakcję daje mi świadomość, że i ja jestem wierny
                        swojej żonie i ona jest wierna mi od początku, czyli od zawsze. To bardzo
                        przyjemne uczucie :). Nie 'ominęło' mnie.

                        Pozdrawiam - gepe
                    • gepe Onlyania... 09.10.01, 18:35
                      Gość portalu: onlyania napisał(a):

                      > porównanie instynktów człowieka do instynktów zwierzątek - w tym jednak coś
                      > jest.
                      > Może tu nie chodzi typowo o zwierzatka, ale tak naprawdę to o człowieka
                      > prymitywnego. Coś takiego przecież istniało.
                      > Wszelkie intynkty które kierowały człowiekiem w owym czasie w jakiś sposób
                      > musiały wpłynąć na to kim jesteśmy. Uległy może tylko pewnym zmianom wynikłych
                      > z zasad cywilizacji. Pewne prawa cywilizacji ograniczyły i nadal ograniczają
                      > instynkty człowieka, ale nie jest prawdą że te instynkty zaniknęły. Zostaly
                      > jedynie zepchnięte do podświadomości, a świadomość jest tą granicą która trzyma
                      >
                      > je aby nie wyszła z nas zwierzęcość.
                      > Lecz niektóre z nich są chyba na tyle silne że dają o sobie znać.
                      > W tym momencie nie chodzi mi nawet o instykt pożądania seksualnego, lecz o cos
                      > takiego czym jest stres.
                      > Choć przecież niezaspokojone pożądanie również może prowadzić do stresu.
                      > Otóz istnieje taka teoria na temat stresu, że jest on typowym brakiem
                      > możliwośći zareagowania w sposób w jaki reagował człowiek pierwotny.
                      > W sytuacji zagrożenia człowiek pierwotny miał pewne objawy, typu naprężenie
                      > mięśni. Zagrożeniem w owym czasie było zazwyczaj zetknięcie się z np. z
                      > drapieżnym zwierzęciem. Naprężenie mięśni potrzebne było po to aby wybrać jedną
                      >
                      > z dróg ratowania życia. Albo walka albo ucieczka.
                      > Obecnie pewne ograniczenia powodują iż w sytuacjach w których czujemy się
                      > zagrożeni nadal reagujemy napięciem mięśni. Lecz ograniczenia nie pozwalają nam
                      >
                      > ani na ucieczkę ani na walkę wręcz.
                      > Kiedy dostajemy tzw opieprz od przełożonego, dlaczego ani nie uciekamy, ani nie
                      >
                      > damy mu po prostu w gębę. No bo to nie jest zgodne z zasadami człowieczeństwa.
                      > Ale tak naprawdę wielu z nas najchętniej by to zrobiła, dała facetowi w gębe i
                      > całe te napięcie uszło by z nas jak z balona....
                      > A tu nie. No bo po prostu ograniczenia.
                      > I pojawia się stres...
                      > Więc może drogi gepe, jeżeli nie wierzysz całkowicie w zwierzęcość człowieka,
                      > to może przyznasz rację temu, że jest w nas coś co jest odziedziczone w prostej
                      >
                      > drodze o człowieka pierwotnego....który zresztą też był w tedy zwierzątkiem....
                      > .
                      >
                      >

                      Ależ ja wcale tego wszystkiego, co napisałaś nie kwestionuję, sam zresztą tego
                      doświadczam. :) Nonsensem jest uważać, że człowiek nie jest zwierzęciem, bo jest.
                      Ale nie tylko.
                      Moim zamiarem było zwrócenie uwagi, że człowiek żyje w pełni tylko i wyłącznie w
                      trzech płaszczyznach: biologicznej, psychicznej (intelektualnej) i duchowej. I do
                      tych trzech płaszczyzn jednocześnie trzeba się odwoływać, kiedy mówi się o
                      człowieku, jako o istocie żywej.
                      Dlatego uważam za naciąganie, kiedy fakt, że seks jest pierwotnym instynktem
                      wykorzystuje się do usprawiedliwienia wykorzystywania go kiedy się ma na niego
                      ochotę. Człowiek jest nie tylko zwierzątkiem, więc wie, że niektóre czyny,
                      właściwe zwierzątkom jemu nie przystoją, choć być może ma na nie wielka ochotę.
                      Umiejętność opanowania pierwotnych instynktów jest właściwa właśnie człowiekowi,
                      skądinąd można opanować nawet głód, który jest niewątpliwie instynktem od seksu
                      potężniejszym.
                      A stres? Ostatnio jest to modne słowo-klucz, a nadto nowa 'choroba'
                      społeczeństwa, której 'straszność' chyba trochę jest nam wmawiana, bo przecież
                      żyjemy z nim od wieków. Ale może być niekiedy wyrafinowaną torturą, dlatego
                      celowym wydaje się umiejętność rozsądnego wytłumaczenia samemu sobie, dlaczego z
                      pewnych rzeczy trzeba rezygnować i posiadanie na wszelki wypadek przynajmniej
                      kilku gotowych odpowiedzi na działanie (jak najbardziej prawidłowe z
                      biologicznego punktu widzenia) naszego organizmu. Wtedy można spróbować 'pokazać'
                      stresowi szeroki uśmiech.

                      Pozdrawiam - gepe
    • Gość: Xena Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.acn.waw.pl 06.10.01, 18:19
      Jak to: "zarezerwowany"? To nie bilet do muzeum, żeby coś tu było do
      rezerwowania. I jeszcze w dodatku to okropne słowo: "powinien". Seks to sprawa
      na tyle intymna i osobista, że nie obejmują jej w moim przekonaniu żadne
      powinności, zakazy ni nakazy. Co komu do tego, że dwoje ludzi idzie do łóżka
      bez miłości, jeśli dla obojga jest to wspaniałe przeżycie? Oczywiście, seks z
      ukochanym partnerem jest pewnie czymś jakościowo odmiennym od seksu z obojętnym
      emocjonalnie, choć sprawnym kochankiem, ale podobna dychotomia dotyczy każdej
      sfery życia. Wyjście do kina jest czymś bez porównania bardziej eksytującym,
      gdy u boku idzie luby/luba, a nie zwykły kolega z pracy.
      Przyznam, że trochę drażnią mnie podobne tematy, bo nie lubię takiego
      wściubiania nosa pod cudzą kołdrę i odprawiania egzorcyzmów nad czyjąś
      rozwiązłością bądź stawiania ołtarzy za szlachetną wstrzemięźliwość. Skąd to
      upodobanie do publicznych sądów nad cudzą aktywnością seksualną? Dlaczego nie
      zaglądamy innym do talerzy i nie czynimy np. z częstotliwości konsumpcji
      szpinaku kryterium oceny czyjejś moralności bądź w ogóle - a jakże -
      człowieczeństwa? W końcu dieta to też ważny element światopoglądu...
      • Gość: dziubdzi Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.igo.wroc.pl 06.10.01, 19:20
        Gość portalu: Xena napisał(a):

        > Jak to: "zarezerwowany"? To nie bilet do muzeum, żeby coś tu było do
        [...]
        > człowieczeństwa? W końcu dieta to też ważny element światopoglądu...

        Pociągnę to, Xena, dalej:
        GePe (którego kulturę wypowiedzi szanuję i miałem obserwować na wielu wątkach,
        ale się z Nim nie zgadzam) napisał: "Seks jest zarezerwowany dla małżeństw, które
        sie kochają. "
        - Otóż ciekaw jestem, o jaki to ślub chodzi?
        Jaki to ślub "wystawia" ten bilet? Konkretnie?
        I dlaczego?

        Dziub

        • Gość: dziubdzi Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.igo.wroc.pl 06.10.01, 19:36
          Jeszcze jedno...
          Wiele przedmówców (zwłaszcza tych bardziej hmmm... "pryncypialnych")
          pisało o Miłości jako czymś wiecznym i niezmiennym. Zazdroszczę im.
          Pewnie ich przekonanie wynika z wiary w "konserwujący" wpływ Sakramentu
          na miłość.
          A ja wam piszę: można KOCHAĆ i PRZESTAĆ KOCHAĆ.
          I SZCZERZE wątpię, czy ma na to wpływ jakiekolwiek ślubowanie. I cieszcie się,
          jeśli tego nie znacie, tym bardziej w małżeństwie. Ale nie bądźcie przekonani o
          swej nieomylności, mimo, że myślicie, iż siłe do tego daje Wam Wasz Bóg. To On
          jest (może jest?) nieomylny, i to trównież w sprawach seksu i miłości, nie Wy.
          Wiem, pewnie bycie z kimś w sytuacji, gdy to drugie jest jak uwierający but,
          jak obce ciało pod powieką, jak cierń pod paznokciem, ale bycie, "bo przecież
          ślubowałem, przysięgałem, bo w tym jest też moja wina, bo jestem za nią/niego
          odpowiedzialny" uważacie za właśnie prawdziwą miłość. Powiedzcie: czy są
          granice? Czy trzeba w tym posunąć się do samodestrukcji/samoudręczenia, gwałtu
          na własnej naturze, aby zasłużyć w waszych oczach na miano prawdziwie
          kochającego? Trzeba "zawisnąć na krzyżu" ?!
          Wiem, strasznie górnolotnie tu plotę, wybaczcie. Jeśli ktoś chce dyskutować/
          ustosunkować się, a czegoś nie rozumie - wyjaśnię.

          Z wieczornym pozdrowieniem

          Dziub.
          • Gość: Bona Re: CZy seks powinien byc zarezerwowany dla osob ktore sie kochaja IP: *.zgora.dialog.net.pl 06.10.01, 21:31
            Odpowiadam, chociaż do odpowiedzi nie zostałam wywołana - bo zgadzam się w
            całej tzw. rozciągłości. Z Tobą i z Xeną. Seks nie jest, nie był, nie będzie i
            nie powinien być dla kogokolwiek zarezewrwowany. Co to znaczy dla każdego z
            osobna, to inna rzecz - wtedy dobrze byłoby wnikliwie zanalizować Twoją
            wypowiedż. Pozdrawiam!
            • Gość: dziubdzi Re: Czy seks powinien byc... koszmarnie długie... IP: *.igo.wroc.pl 07.10.01, 18:31
              Cała moja druga tyrada (ta o skończoności miłości) wynikła z gwałtownej fali
              emocji i wspomnień które wywołują we mnie wypowiedzi "pryncypialnych", sprzeczne
              z moimi doświadczeniami. Cała wypowiedź wydawać by się mogła nie na temat (bo
              wątek jest o "rezerwacji seksu dla miłości" a ja piszę o tym, że miłość może
              zwiędnąć), a jednak... jest na temat. Już piszę, dlaczego.
              Otóż... GePe pisze iż seks powinien być zarezerwowany dla kochających się
              małżeństw. Dlaczego? Otóż (lepiej żeby to GePe napisał) dlatego, że tylko w
              takich warunkach ma szansę znaleźć dobre warunki rozwoju ewentualna pociecha.
              Osobiście uważam, że tu akurat warunkiem koniecznym i wystarczającym jest
              miłość tych dwojga i akceptacja dla nowego życia - nie ślub, cywilny, katolicki,
              protestancki, judeistyczny czy jakitamkolwiek. I żeby powstała rodzina trzeba
              miłości. Ale jestem przekonany, że w wyniku błędów kochających się ludzi (tak w
              ocenie swych uczuć na początku, jak i potem) miłość może zgasnąć (albo okazuje
              się , że to nie była miłość, po prostu). Wtedy również - niezależnie od tego czy
              ślub jest czy go nie ma, to czy ludzie zostaną ze sobą czy nie (po to, aby choćby
              wyprawić w świat swe dzieci) zależy od ich odpowiedzialności za te dzieci i
              (znowu) miłości do nich. Nie od złożonej przysięgi. Że się tak wyrażę: ludzie,
              którzy są ze sobą, tylko dlatego, że sobie (i Bogu) przysięgli są
              może "moralnie" lepsi od tych, którym nie chce się rozwieść bo "to trudne". Ale
              atmosfera między nimi jest podobna.
              Do czego zmierzam? Do tego, że rezwerwowanie seksu dla małżeństw (kochających
              się) i argumentowanie tego dobrem dzieci jest nonsensem. Może tych dwoje się
              kocha, ale nie potrzebuje ślubu? A gdy zdecydują się na dziecko (co NIE jest
              równoważne z decyzją na seks, w końcu są 98% skuteczne NMPR, GePE? Są też
              metody "ubezpładniania się" jeśli kto woli...), albo dziecko "wyjdzie" - pobiorą
              się, co im szkodzi, kochają się przecież?
              A co do rezerwacji seksu tylko dla kochających się. No cóż, może dwoje ludzi
              musi też poznać się na wszystkich możliwych płaszczyznach, żeby stwierdzić, że
              się kochają? Wiem, seks jest tylko wyrazem, "językiem" miłości. A co, jeśli oboje
              czyści do ołtarza małżonkowie nie potrafią mówić tym językiem ;-) ? Albo okazuje
              się, że jedno z nich jest niemową? Albo potrafi mówić tylko wulgarne wyrazy?!
              Albo oboje mówią innym językiem? Wtedy według prawa kanonicznego można unieważnić
              małżeństwo?! Nie nie można, chyba że któreś z nich o swej "wadzie wymowy"
              wiedziało przed ślubem i zataiło ją. No to może sobie oszczędzić całej tej
              kołomyji i ze sprawdzaniem takich spraw nie czekać na noc poślubną?
              A poza tym wszystkim - to jest do cholery sprawa każdego z nas. I na szczęście
              każde radio (nawet Maryja) można wyłączyć, a każdą gazetę (nawet "NIE") spalić w
              piecu. I robić swoje. W zgodzie z sobą i tym drugim kimś. O.

              Dziub.

              P.S. Mam przyjaciół, którzy z "tym" czekali do ślubu dłuuuugo. Bo tak zostali
              wychowani, tak mówiło im sumienie. Wiem, że są szczęśliwi. Bardzo ich szanuję,
              podziwiam nawet. Ale nie chcę ich naśladować. I już.
              • Gość: Xena Re: Czy seks powinien byc... koszmarnie długie... IP: *.acn.waw.pl 07.10.01, 19:12
                Napisałeś (-aś?), dziubdzi, że szanujesz swoich przyjaciół za to, że czekali z
                decyzją o współżyciu do ślubu. A to, co mnie dręczy i co usiłowałam
                zasygnalizować - jak mniemam, mało czytelnie - w pierwszym poście, to taka
                wątpliwość - dlaczego ich ZA TO WŁAŚNIE szanujesz? Dlaczego wstrzemieźliwość
                seksualna jest GODNA szacunku? I to w dodatku PUBLICZNEGO szacunku? Dlaczego
                nie szanujemy kogoś tylko za to, że je - wrócę tu do swojego ulubionego
                kulinarnego przykładu - dajmy na to, codziennie rozgotowany szpinak? Dlaczego
                stosunek do seksu jest takim monopolistycznym wymiarem, do którego redukuje się
                ludzką moralność, czyjąś wartość jako człowieka, według którego feruje się
                etyczne sądy o kimś etc? Decyzja o podjęciu współżycia powinna być wyłącznie
                MOJĄ, autonomiczną decyzją. Kto dał komukolwiek prawo do wtrącania się - z
                zakazami, nakazami, światłymi mądrościami, kazaniami, umoralniającymi
                dyrdymałami - w tę, jakże intymną, sferę życia?
                Tego właśnie nie rozumiem.
                • Gość: dziubdzi Re: Czy seks powinien byc... koszmarnie długie... IP: *.igo.wroc.pl 07.10.01, 21:20
                  Gość portalu: Xena napisał(a):

                  > Napisałeś (-aś?), dziubdzi,
                  > że szanujesz swoich przyjaciół za to, że czekali z
                  > decyzją o współżyciu do ślubu.
                  Ależ, Xena! Tego nie napisaŁEM! Napisałem, że ich szanuję w ogóle,
                  niekoniecznie za to. Za życie zgodne z ich systemem wartości!
                  Za konsekwencję. Za to że się nie "obnoszą" (bo się NIE obnoszą), a SĄ !

                  > A to, co mnie dręczy i co usiłowałam
                  > zasygnalizować - jak mniemam, mało czytelnie - w pierwszym poście, to taka
                  > wątpliwość - dlaczego ich ZA TO WŁAŚNIE szanujesz? Dlaczego wstrzemieźliwość
                  No właśnie nie! Szanuję ich za to, że są tacy, jak być chcą, mimo, że to dla nich
                  pewnie trudne było. Natomiast nie za konkretny system wartości. Nawiązując do
                  Twojego szpinaku: szanuję ich trochę jak kogoś, kto nienawidzi szpinaku, ale go
                  wsuwa, bo uważa, że to zdrowe (bo to zdrowe). Ale nie za to, że uważa , że to
                  zdrowe. Pojmujesz?

                  [...]
                  > powinna być wyłącznie
                  > MOJĄ, autonomiczną decyzją. Kto dał komukolwiek prawo do wtrącania się - z
                  > zakazami, nakazami, światłymi mądrościami, kazaniami, umoralniającymi
                  > dyrdymałami - w tę, jakże intymną, sferę życia?
                  No to się zgadzamy. Xena, nie kąsaj sojusznika ;-)

                  > Tego właśnie nie rozumiem.
                  Ja też. I nie przyjmuję do wiadomości.

                  Rozumiemy się teraz lepiej?

                  Dziubdzinek ;-)

                  • Gość: Xena Re: Czy seks powinien byc... koszmarnie długie... IP: *.acn.waw.pl 08.10.01, 00:31
                    Faktycznie, nigdzie nie napisałeś, że szanujesz swoich przyjaciół za ich stosunek
                    do seksu. Przepraszam za nadinterpretację, ale tak wywnioskowałam z kontekstu.
                    I nie mam zamiaru kąsać, bynajmniej!
                    Zwróciłam jednak uwage na jedno zdanie z Twojego postu:

                    > Nawiązując do Twojego szpinaku: szanuję ich trochę jak kogoś, kto nienawidzi
                    > szpinaku, ale go wsuwa, bo uważa, że to zdrowe (bo to zdrowe). Ale nie za to,
                    że uważa , że to zdrowe. Pojmujesz?

                    Oczywiście, pojmuję. Ale widzisz - o szpinaku można OBIEKTYWNIE powiedzieć, że
                    jest zdrowy. Można zatem OBIEKTYWNIE ewaluować zachowania ludzi związane ze
                    szpinakiem i - co za tym idzie - podziwiać i szanować kogoś, kto, przedkładając
                    nad hedonistyczne rozkosze podniebienia troskę o zdrowie, katuje się szpinakiem
                    (zakładając, że owego szpinaku nie znosi). Natomiast seks jest - w moim
                    przekonaniu - neutralny moralnie. W związku z tym nie widzę żadnego sensownego
                    uzasadnienia, dlaczego wstrzemięźliwość seksualna miałaby być czymś cenniejszym,
                    szlachetniejszym i duchowo doskonalszym niż intensywna aktywność w tej dziedzinie
                    (celowo nie piszę "rozwiązłość", bo to określenie ma już pejoratywny wydźwięk),
                    choć też - z dokładnie tych samych powodów - jestem daleka od stawiania pomników
                    onej rozwiązłości. Seks po prostu nie powinien być (bo z jakiej racji?) kryterium
                    oceny człowieka ani tematem publicznych utyskiwań, ani żadną grzeszną sprawą, z
                    której trzeba się tłumaczyc i spowiadać. Z seksu człowiek powinien
                    się "rozliczać" tylko przed samym sobą. I tylko to chciałam powiedzieć.

                    Pozdrawiam serdecznie sojusznika
                    :-))))
                    • Gość: dziubdzi Re: Czy seks powinien byc... koszmarnie długie... IP: *.igo.wroc.pl 08.10.01, 09:53
                      Gość portalu: Xena napisał(a):

                      [...]
                      > Zwróciłam jednak uwage na jedno zdanie z Twojego postu:
                      >
                      > > Nawiązując do Twojego szpinaku: szanuję ich trochę jak kogoś, kto nienawid
                      > zi
                      > > szpinaku, ale go wsuwa, bo uważa, że to zdrowe (bo to zdrowe). Ale nie za
                      > to,
                      > że uważa , że to zdrowe. Pojmujesz?
                      >
                      > Oczywiście, pojmuję. Ale widzisz - o szpinaku można OBIEKTYWNIE powiedzieć, że
                      > jest zdrowy. Można zatem OBIEKTYWNIE ewaluować zachowania ludzi związane ze
                      > szpinakiem i - co za tym idzie - podziwiać i szanować kogoś, kto, przedkładając
                      > nad hedonistyczne rozkosze podniebienia troskę o zdrowie, katuje się szpinakiem
                      > (zakładając, że owego szpinaku nie znosi). Natomiast seks jest - w moim
                      > przekonaniu - neutralny moralnie. W związku z tym nie widzę żadnego sensownego
                      Och, zaczynamy przekształcać ten wątek w naszą prywatną rozmowę mającą na celu
                      wyjaśnienie swoich stanowisk... Wyraźnie muszę popracować nad precyzją swoich
                      wypowiedzi. Otóż znowu: nie chodzi tu o moją ocenę wartości moralnej ich
                      postępowania (nie wartościuję, czy tak jest dobrze, czy nie). Podziwiam ich
                      _za_konsekwencję_ ! A nie za to "że robią dobrze". Pewnie wg nich robią dobrze i
                      fajnie. Ja tak nie chcę i też nie mam w związku z tym problemu...

                      > której trzeba się tłumaczyc i spowiadać. Z seksu człowiek powinien
                      > się "rozliczać" tylko przed samym sobą. I tylko to chciałam powiedzieć.
                      Ach, widzę, że wkurza Cię to, że akurat ta sfera życia jest tematem tylu
                      płomiennych dyskusji na tym i innych forach. No cóż, świadczy to pewnie o jej
                      ważnej roli w życiu człowieka i w jego światopoglądzie... Ale i do tych dyskusji
                      można mieć stosunek taki mniej więcej, jak do tych o męskich (albo damskich)
                      majtkach ;-)))
                      Tzn. można w nich nie brać udziału...

                      > Pozdrawiam serdecznie sojusznika
                      A wzajemnie.

                      Dziub.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka