Dodaj do ulubionych

już mam dość :(

15.10.05, 22:53
smuty smuty i jeszcze raz smuty. Moje małżeństwo upada...Ja już nie wiem. Coś
we mnie pękło, już dawno.I nie potrafię już tego przełamać. A to dopiero dwa
lata.Już sama nie wiem co i jak, jaka jest najlepsza recepta na te banalne
problemy. Wiecie....pokochałam mojego męża wiele lat temu, zanim dojrzeliśmy
do powaznego związku bardzo wiele razy się zraniliśmy, wiele przeszliśmy,
historia jak z kiepskiego filmu o tych co rozstawali się po to by znów wrócić.
Mimo iż wiele razy deklarowaliśmy koniec,los chciał że wciąż stawaliśmy sobie
na drodze...non stop pchał nas w swoje ramiona. Wydawałoby się że dojrzeliśmy,
spoważnieliśmy, noi wtedy postanowiliśmy znowu spróbować...ale już ostatni
raz.Tak zostało,mamy rocznego synka. Aby osiągnąć to co mamy musieliśmy wiele
w sobie zmienić...oczywiście wyzbyliśmy się tych negatywnych cech...i
teraz...tak naprawde bajka skończyła się ok rok temu. Mój mąż stał się tym
samym oschłym, zimnym facetem który nie lubi okazywać uczuć (w okresie
nażeczeństwa i krótko po ślubie potrafił ...)nasze małżeństwo wpadło w rutynę,
nude monotonię....Poprawa nastąpiła na chwilkę kiedy dowiedziałam się że
jestem w ciąży,bardzo pragnęliśmy dziecka, wtedy pomyslałam że już zawsze
będziemy szczęśliwi...ale czar prysł.Walczyłam jak potrafiłam, próby
rozmowy,zwrócenia uwagi,romantyczna kolacja,niespodzianki bardzo miłe,
wszystko po to by wiedział jak bardzo kocham....i jak bardo go
potrzebuje...ale to wszystko na nic,Nagle przestał lubić się
przytulać,całowac....pozostał jedynie seks...czasami. Ja nie potrafiłam się z
tym pogodzić ale coś w końcu we mnie pekło. Zaczęłam go totalnie olewać,jego
nastroje,wybuchy gniewu,złości o byle co,niesprawiedliwe osądy,zaczęłam się
śmiac z tego prosto w oczy...a to już wogóle doprowadzało go do
furii.Najgorsze jest to że to są banalne sprawy,drobiazgi które możnabybyło
rozwiązać w sekunde....czepia się czasami o byle co,nawet nie chce mi się tego
opisywać...wiele razy już myślałam o tym by się rozstać...nawet mu o tym
powiedziałam...i kiedy tak rozmawiałam z nim następowała chwilowa
poprawa....ale tylko chwilowa...Nie możę zniesć tego że czuję się pewnie,to go
wkórza...Nie jestem już tą mała niewinną bezbronną kobietką, która płakała jak
tylko krzyknął...teraz odreagowuje stres,złość i bół smiechem....to go zbija z
tropu...a mnie to wszystko coraz bardziej męćzy....niby jestem
uodporniona...bardziej niezależna ale wewnątrz czuję się
spalona,zdeptana,zawiedziona....jak można było zniszczyć to uczucie.....
Obserwuj wątek
    • asiulka81 Re: już mam dość :( 15.10.05, 22:59
      po prostu to nie byla prawdziwa milosc i tyle...
      • sila81 Re: już mam dość :( 15.10.05, 23:05
        wiesz...chyba masz rację...ale ja wciąż tego do siebie nie dopuszczam aczkolwiek
        myślałam też o tym...boje się odpowiedzi na to pytanie. Kiedyś śmiało mogłam
        rzec że bez tego człowieka życie nie ma sensu...dziś już nie jestem tego
        pewna....tak mi żal...tak źle i smutno
        • asiulka81 Re: już mam dość :( 15.10.05, 23:06
          sila81 napisała:

          > wiesz...chyba masz rację...ale ja wciąż tego do siebie nie dopuszczam
          aczkolwie
          > k
          > myślałam też o tym...boje się odpowiedzi na to pytanie. Kiedyś śmiało mogłam
          > rzec że bez tego człowieka życie nie ma sensu...dziś już nie jestem tego
          > pewna....tak mi żal...tak źle i smutno


          Musisz sie pozbierac. I pamietaj ze najwazniejsze jest dziecko
          • sila81 Re: już mam dość :( 15.10.05, 23:12
            i to własnie najbardziej mnie martwi. dziecko było jego wielkim
            marzeniem....spelniłam je bo bardzo pragnęłam tego maleńkiego człowieka,on miał
            sprawić że już zawse będzie ok....a teraz patrzę namojego małego mężczyznę i
            sercemi sie kroi bo bardzo chciałam mu stworzyć normalny dom...byłam pewna że
            sie nam uda....i tak naprawde to mam już tylko jego...moją małą
            gwiazdkę...mojego aniołka i zrobię wszystko by ucierpiał na błędach swoich
            rodziców jak najmniej....chyba już tylko o to mogę walczyć...
    • jadeitka Re: już mam dość :( 15.10.05, 23:00

      :(((((((
      Jutro będzie lepiej, pojutrze jeszcze lepiej ........
      • asiulka81 Re: już mam dość :( 15.10.05, 23:03
        jadeitka napisała:

        >
        > :(((((((
        > Jutro będzie lepiej, pojutrze jeszcze lepiej ........
        >

        I po jej kit wciskasz!
        Wcale nie bedzie lepiej. Jej malzenstwsto juz leglo w gruzach.
        • jadeitka Re: już mam dość :( 15.10.05, 23:08

          A skąd wiesz ze kit wciskam ???? :PPPPPPP

          Może być już tylko lepiej, bo gorzej raczej nie.
          Upadamy , podnosimy się i znów upadamy , Mowi ci to coś ??????
          • asiulka81 Re: już mam dość :( 15.10.05, 23:12
            jadeitka napisała:

            >
            > A skąd wiesz ze kit wciskam ???? :PPPPPPP
            >
            > Może być już tylko lepiej, bo gorzej raczej nie.
            > Upadamy , podnosimy się i znów upadamy , Mowi ci to coś ??????
            >
            Z doswiadczenia wiem ze czasami moze byc tylko jescze gorzej...
            • dona.a Re: już mam dość :( 15.10.05, 23:36
              cała prawda o związku wychodzi nie wtedy kiedy jest dobrze, tylko kiedy dzieje
              sie źle. Co z tego, że były przytulanki przy świecach, jak w sytuacjach
              kryzysowych brakowało zwykłego szacunku, chyba z obydwu stron. Nic tu nie ma do
              sklejenia, niestety. Szkoda dziecka
              • sila81 Re: już mam dość :( 16.10.05, 00:08
                Był cas kiedy mój mąż był dla mnie świętością...szanowałam go tak jak chciałam
                by mnie szanował. Nie obarczam go winą za obecną sytuację, bo wiem że ja już też
                się jakiś czas temu poddałam i nie robie nic by to ratować...zupełnie zamarłam.
                Ale obwiniam go za stworzenie tej sytuacji...próbowałam zapobiegać jak tylko
                zauważyłam jego pierwotną obojętność....stawałam na rzęsach by było jak
                dawniej...ale już dawno zauważyłam że on nie chce by było jak dawniej więc się
                poddałam...wszystko na marne...a ja tak wierzyłam....znów byłam naiwna wierząc
                mu kiedy mówił "już nigdy cię nie zranię..."
    • kuszacy.witas Re: już mam dość :( 16.10.05, 00:10
      jestem przerazony jak mozesz tkwic w takim bezdusznym zwiazku, tylko seks i zero
      przytulania. Twoj maz to niezwykly cham - nie widzisz, jak potwornie cie
      wykorzystuje? Zmien to natychmiast, niech placi za swoja glupote ze cie stracil.

    • sila81 Re: już mam dość :( 16.10.05, 00:12
      a wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze....że pędząc naprzeciw jego
      oczekiwaniom i chcąc spełnić jego wszelkie wymagania straciłam gdzieś po drodze
      siebie....i tak naprawdę już nie wiem jaka jestem...wciąż było za mało....wciąż
      wiecznie niedoskonała....
      • krecha Moze wlasnie tu... 16.10.05, 04:34
        ...jest pies pogrzebany. Nie dbalas o siebie, tylko o jego
        zachcianki. Stad jego zachowanie. Bo taka kobieta nie jest
        atrakcyjna. A chlop chce miec fajna babke. Zmien sie babo,
        zmien. A moze nastepnym razem bedzie lepiej.
    • sila81 A może jednak się uda.... 16.10.05, 08:55
      Pewnie uznacie mnie za wariatkę...ale myślałam pół nocy.Były łzy złosc smutek
      przygnębienie....i w efekcie końcowym pomyślałam że spróbuje jeszcze raz, że
      zrobie wszystko by ten związek uratować...nawet kosztem siebie,spróbuje zmienić
      wszystko co mu przeszkadza,co go boli....zrobi to choć wiem że będę musiała
      uzbroić się w cierpliwość, ogromną cierpliwość i odporność ...zacznę od
      dziś....od rozmowy ,jak tylko wróci z pracy...mam cały dzień by się
      przygotować...czemu się boję....zobaczymy....dziękuję wam za wsparcie i ciepłe
      słowa, również za te krytyczne...


      p.s. krecho co masz na myśli mówiąc "nie dbałaś o siebie" "zmień się" ?
      • prawdziwy_facet1 Re: A może jednak się uda.... 16.10.05, 09:28
        >zrobie wszystko by ten związek uratować...nawet kosztem siebie,spróbuje zmienić
        > wszystko co mu przeszkadza,co go boli....

        Nie rób tego. Moim zdaniem nie można uratować związku kosztem tylko i wyłącznie
        jednej strony. Na związku musi zależeć wam obojgu.
        Przecież napisałaś:

        >a wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze....że pędząc naprzeciw jego
        >oczekiwaniom i chcąc spełnić jego wszelkie wymagania straciłam gdzieś po drodze
        >siebie....i tak naprawdę już nie wiem jaka jestem...wciąż było za mało....wciąż
        >wiecznie niedoskonała....

        Jeśli się poświęcisz to uczucie zatracenia pogłębi się. Pamiętaj, że nikt nie
        jest doskonały i nigdy nie będzie. Nie jesteś w stanie spełnić wszystkich jego
        oczekiwań. On musi zaakceptować Ciebie taką, jaka jesteś, co oczywiście nie
        znaczy, że nie będziesz próbowała się zmienić.
        Powiedz mu też że Ty też potrzebujesz czegoś od niego, choćby właśnie
        przytulenia, że to jest dla Ciebie bradzo ważne. On też musi coś Ci dać.
        • sila81 Re: A może jednak się uda.... 16.10.05, 09:48
          Ale ja już setki razy mówiłam mu to wszystko, prosiłam by pomyślał chociaż
          czasami o mnie. Ale on zazwyczaj odpowiada że już taki jest i nic i nikt tego
          nie zmieni (kiedyś potrafił być czuły, potrafi być też czuły i kochany wobec
          syna więc chyba nie zatracił tych umiejętności) Od dłuższego kiedy próbuje z nim
          porozmawiać powtarza że coś się skończyło, że nasze małżeństwo wisi na włosku. I
          na to wszystko odpowiadałam że zawsze można coś zrobić,coś uratować jeśli się
          tylko chce...ale on nigdy tego nie potwierdzał...kiwał kpiąco głowa i
          milczał...milczał...Może jestem zbyt surowa, może ja poprostu nie potrafię z nim
          rozmawiać...każda próba rozmowy kończy się kłótnią, bo właśnie oglada telewizje
          a ja mu przeszkadzam, bo jest zmęczony, bo nie jestem wyrozumiała......eh znowu
          mnie poniosły emocje....nie wiem nie wiem NIE WIEM JUŻ NIC !!! jade na wieś w
          ciszy i spokoju, przy szumie drzew i wiatru w skupieniu pomyśleć, zastanowić
          się....co dalej...jak żyć...
          • prawdziwy_facet1 Re: A może jednak się uda.... 16.10.05, 10:03
            >powtarza że coś się skończyło, że nasze małżeństwo wisi na włosku
            To może zapytaj się co zamierza z tym zrobić, czy mu zależy.

            Tak jeszce zapytam. Czy robisz coś swojego tylko dla siebie? Coś co daje Ci
            radość co pozwala Ci się oderwać od wszystkiego np. zbierasz znaczki, czytasz
            książki, robisz zdjęcia, latasz na paralotni. Czy może tak poświęciłaś się, że
            zapomniałaś o sobie.
            • sila81 Re: A może jednak się uda.... 16.10.05, 10:20
              prawdziwy_facet1 napisał:
              > To może zapytaj się co zamierza z tym zrobić, czy mu zależy.

              Też pytałam milion razy :) Wiesz co odpowiada? Jak by mi nie zależało to bym z
              tobą nie siedział....a co zamierza z tym zrobić ??? Zawsze jest jedno...nic,
              milczenie...


              > Tak jeszce zapytam. Czy robisz coś swojego tylko dla siebie? Coś co daje Ci
              > radość co pozwala Ci się oderwać od wszystkiego np. zbierasz znaczki, czytasz
              > książki, robisz zdjęcia, latasz na paralotni. Czy może tak poświęciłaś się, że
              > zapomniałaś o sobie.

              Nie chce zrobić z siebie ofiary, nie chce by ktoś się zalił nademną...ale
              niestety odpowiedź brzmi "nie" bo od dłuższego czasu nie potrafie czerpać z
              niczego przyjemności....zamknęłam się w jakiejś bardzo grubej i twardej
              skorupie...odcięłam się od świata kiedy poszłam namacieżyński, teraz jestem na
              wychowawczym...i moim jedynym szczęściem jes Oli....próbuję to zmienić, coś
              wykreować, wyjść do ludzi....i robię małe postępy ale to przychodzi z trudem,
              nie potrafię poradzić sobie z niczym mając nieustabilizowane życie osobiste...to
              mnie zbyt mocno przytłacza...ale poradze sobie, jakoś z tego wyjdę...napewno

              dziękuję...prawdziwy facecie :)
              • prawdziwy_facet1 Re: A może jednak się uda.... 16.10.05, 11:23
                Jak komuś zależy to nie ogranicza się tylko do siedzenia. Może musisz mu to
                uświadomić (pewnie już próbowałaś). Postaw może sprawę bardzo ostro i
                konkretnie. Powiedz, że nie chcesz tak żyć, że Tobie to nie odpowiada, że on,
                jeśli mu na Tobie zależy powinien też się trochę wysilić. Powiedz, że Ci też
                zależy na nim i że musi Ci pomóc, że sama nie dasz rady.

                >Nie chce zrobić z siebie ofiary, nie chce by ktoś się zalił nademną

                Nie, nie będę żalił się nad tobą „nakrzyczę” na Ciebie ;-)))).
                MUSISZ zacząć coś robić dla tylko siebie. Poczujesz się lepiej i może uświadomi
                Twojemu mężowi, że Ty też masz potrzeby. Pamiętaj, że poświęcanie siebie nigdy
                nie daje dobrego efektu. Bo druga strona wcale Cię o to nie prosi (więc
                poświęcenia nawet nie docenia), a Ty czujesz żal że nie jesteś doceniana.

                Może też być tak, że on też się poświęca, ale Ty jego poświęcenia nie
                dostrzegłaś.
                I tak tkwicie oboje poświęcając się i mając obydwoje żal do siebie.
      • iberia29 Re: A może jednak się uda.... 16.10.05, 11:03
        nie ma sensu oddawac wszystkiego co masz dla kogos takiego jak twoj
        maz.Zwiazek, w ktorym poswieca sie jedna strona aby drugiej bylo dobrze jest
        bez sensu, predzej czy pozniej tego nie wytrzymasz i nie pozozstanie Ci nic
        innego jak psychoterapia po takiej traumie...
        Wg mnie powinnas zakonczyc to malzenstwo, w ktorym wiecej cierpienia,bolu i
        zlych emocji niz milosci...
        • prawdziwy_facet1 Re: A może jednak się uda.... 16.10.05, 11:32
          > Wg mnie powinnas zakonczyc to malzenstwo, w ktorym wiecej cierpienia,bolu i
          > zlych emocji niz milosci...
          Żeby to było takie proste. Coś nie wyszło koniec, zaczynamy od nowa z kimś
          innym.
          Poza tym gdzie jest granica, kiedy należy zakończyć związek.
          Życie to nie bajka, czasem o własne szczęście trzeba powalczyć. Czasem z tą
          drugą ukochaną osobą.
      • krecha co mialem na mysli.... 16.10.05, 19:03
        ...mowiac "nie dbalas o siebie"? Ano to, ze
        trzeba zyc dla siebie, rozwijac sie, ulepszac
        samego siebie. A tego sie nie osiagnie przez
        spelnianie zachcianek innej osoby.

    • diabel-tasmanski idź na forum kobieta , albo poradnik domowy :) 16.10.05, 12:36

    • sila81 Re: już mam dość :( 17.10.05, 18:54
      Kochani z całego serca WIELKIE DZIĘKI za słowa i te dobre i te złe...wiele jest
      prawdy w tym co piszecie "facecie" i "krecho" macie 100% racje. jakoś mija dzień
      za dniem i nawet próbowaliśmy rozmawiać.Narazie obiecał że może coś
      poprawi...pewnie to śmiesznie brzmi ale to i tak wiele. Ja też postanowiłam nie
      denerwowac się jego słowami i zachowaniem. Nabrałam dystansu i obserwuje...nie
      spodziewam się wielkiej zmiany...powiedział, że on już taki jest i tyle...ale
      postara się.Mnie ten argument nie przekonał...ale zobaczymy. Trzymajcie się i
      jeszcze raz dziękuję BARDZO za to że nie byliście obojętni i służyliście dobrym
      słowem...dozobaczenia mam nadzięję w bardziej optymistycznym wątku :)
      • prawdziwy_facet1 Powodzenia :-)))) n/t 18.10.05, 08:51
    • zlakobieta Re: już mam dość :( 18.10.05, 21:48
      Heh, nie chcę być zlym prorokiem ale czy nie uważasz, że on mógł się kimś
      zauroczyć? Nie mówię koniecznie zaraz o romansie ale może gdzieś - w pracy, czy
      gdziekolwiek poza domem znalazl sobie jakąś nazwijmy to "powierniczkę" - kogoś,
      kto wydaje mu się aktualnie bardziej interesujący czy pociągający. Nie wiem...
      Jakoś mi ten jego chłód nie pasuje. To dziwne, że facet nie reaguje na Twoje
      starania pozytywnie, tylko wyraźnie wykazuje irytację.
      Popieram któregoś przedmówcę - zajmij się swoimi potrzebami, a jednocześnie
      postępuj tak, aby mial do Ciebie jak najmniej zastrzeżeń. Słowem - żona idealna
      ale jednocześnie nie traktuj go tak, jakby był centrum wszechświata ;) Jeśli to
      nie zadziała, nic nie zadziała.
    • trzydziecha1 Re: już mam dość :( 20.10.05, 14:46
      masz @
      • sila81 Re: już mam dość :( 21.10.05, 10:19
        sisi81@vp.pl

        zapraszam i pozdrawiam :)
    • frankhestain Re: już mam dość :( 10.11.05, 07:17
      dwoje świrów tylko dzieciaka szkoda
    • jkobuu Re: już mam dość :( 10.11.05, 22:46
      "...Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
      To też nie diabeł rogaty.
      Ani miłość kiedy jedno płacze
      a drugie po nim skacze.
      Miłość to żaden film w żadnym kinie
      ani róże ani całusy małe, duże.
      Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
      drugie ciągnie je ku górze.."

      zastanów sie nad tym...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka