sub.conscious
06.06.06, 17:55
Spotykalam juz roznych mezczyzn.
Jeden byl blisko mdlosci, kedy dowiedzial sie ze taki wlasnie tytul nosi moja
ulubiona ksiazka. Inny nie widzial roznicy pomiedzy Janem Szulem a Bruno
Schulzem. Nazwiska podobne, mial prawo sie mylic. Kilku, na pytanie czy
ogladali “Spragnionych milosci”, usmiechalo sie z wiele mowiacym zakloptaniem
(widocznie emituja ten tytul na roznych kanalach). Komede mylili z kometka,
a “Auto da fe” bylo dla nich fe. Wiec mowilismy sobie bez zalu: adieu!
Ale ostatnio, ot tak przez przypadek, objawil sie moim oczom (oraz moim
szarym komorkom, ktore z tej okazji az poczerwienialy z ekscytacji) mezczyna
inteligentny ponad miare. I to bardzo ponad. Wiec tak sobie zaczelismy
rozmawiac o wyzszosci art nouveau nad art deco...o wyzszosci poznego Milosza
nad wczesnym Miloszem...i o kilku innych bzdurach jeszcze... I bylo naprawde
bardzo przyjemnie.
Pozniej jednak dowiedzialam sie, ze on nie szuka wcale kobiety, ktora
czesciej niz to konieczne oddaje sie mysleniu. Nie. Bo jak ma ochote na
rozmowe na poziomie, to do przyjaciela dzwoni. O! Do teatru tez z
przyjaciolmi chodzi. Do filharmonii z mama, bo lubia oboje. Jak milo. Jaki
dobry czlowiek. Poprzednia kobieta wysmiewala – najchetniej w towarzystwie,
bo wtedy publika duza - umilowanie jakim darzy on flizozofie pewnego
Atenczyka sprzed lat. Ale dobrze im razem bylo. Wiec, nie, on wcale nie szuka
kogos, kto NIE bedzie wysmiewal tych jego inetelektualnych przypadlosci. Nie
ma takze ochoty na zadne wyrafinowane flirty. A finezji - owszem - pozada,
ale chyba w innej dziedzinie niz umyslowa.
I tak sobie mysle, jacy ci mezczyzni, hmmm, nieoczywisci! Tacy skomplikowani
i wewnetrznie niespojni... To jest porywajace... Nigdy nie wiadomo, czym i
jak bardzo nas zaskoczycie. Dziekuje, ze jestescie tak fascynujacy.
Odkrywanie was, daje mi impuls do zycia. Dziekuje.