ma_gala
03.05.07, 13:32
z obserwacji własnych i po nagonce różnych "życzliwych" pt "jak w tym wieku
możesz nie mieć faceta/męża/dzieci?!?!?!" dochodzę do wniosku, ze faktycznie
w wieku 27 lat lepiej być rozwódką niż singielką czy - jak kto woli - starą
panną! przeżyłam przeróżne historie damsko-męskie, ale widzę, ze nie ma
tolerancji dla tłumaczenia, że po prostu nie wyszło, że nie było sensu się
męczyć albo ze najzwyczajniej w świecie skończyła mi się cierpliwość dla
wybryków lubego! Moje koleżanki, którym tak ok. 4 lat temu
zazdrościłam "wielkiej miłości" zwieńczonej bajkowym ślubem teraz są po lub w
trakcie rozwodu i toczą boje o dizecko. Ale dla takiej kobiety ma sie mnóstwo
ciepłych uczuć - że po przeżyciach, ze mąż-drań itp.,a dla samotnej po
przejsciach ma się tylko komentarz w rodzaju: nie starałaś się, nikt cię nie
chce. Czy naprawdę świadoma decyzja, ze sie nie chce w coś brnąć "bo się tyle
lat znacie" czy z innych jakże "sensownych" powodów musi być tak komentowana?
w czym singielka "bo tak wyszło" jest gorsza od rozwódki? tak mnie czasami to
zastanawia jak łatwo ludzie komentują, wydają sądy, jak łatwo im przychodzi
ocena czyjegoś zycia...