Dodaj do ulubionych

brak wspólnych zainteresowań

10.07.07, 10:15
Czy uczucie dla mężczyzny musi mieć uzasadnienie? Inaczej tego nie widzę.
Ja i mój kolega - nie mamy ze sobą nic wspólnego, jednak ja nie poradzę nic na
to, że coś czuję
A on...
Hm no cóż, na pewno nie jestem mu obojętna
ale te różnice, życie w dwóch zupełnie innych światach...

Dla mnie to był taki mały smutek jak sie poznawaliśmy, ale ja widzę drogę
przez to, można przecież dzielić się swoimi przeżyciami, wprowadzać tę drugą
osobę w swój świat, wtedy życie jest nawet ciekawsze, ja uwielbiam rozmaitość.
Jednak on nie potrafi ze mną rozmawiać.

Przychodzi i ucieka. Wtedy kiedy ja z nim próbuję rozmwawiać często milczy lub
tylko przytakuje (to jest dopiero dla mnie wyzwanie, przed tym przypadkiem
potrafiłam rozmawiać dosłownie z każdym, obu płci, w każdym wieku, godzinami,
w ludziach zawsze jest coś, nawet jak nie ma wspólnego pola manewru to można
sie czegoś dowiedzieć o ich świecie).

Coś go ciągnie ale jak już jest to albo się wygłupia albo rozmawia o rzeczach
"formalnych" które nie stanowią specjalnego tematu rozmowy, nie wymagają
wymiany myśli...

I to nie dlatego, że nie umie o czymś innym rozmawiać
Kiedy się poznaliśmy rozmawialiśmy bardzo dużo i na każdym kroku miałam
wrażenie, że stoimy po przeciwnych stronach barykady
I to on pierwszy zaczął na to zwracać uwagę.
Mam wrażenie, że on kontroluje swoje uczucia i to uczucie nie ma dla niego
uzasadnienia - więc nie da mu się urodzić.

Nie wiem, nie rozumiem w jaki sposób mu na mnie zależy, czego on chce ode mnie
skoro nawet nie próbuje się ze mną zaprzyjaźnić ale jednak ciągle mnie
"szuka". Po co? żeby milczeć w moim towarzystwie?
Najwyraźniej on potrzebuje tej przyjaźni do uczuć, ale wydaje mi się że nie
potrafi jej zbudować jesli nie ma wspólnego mianownika.

Z tym że tego się nie znajdzie unikając rozmów.

Ja nie mam z tym problemu, dlatego że u mnie juz są uczucia. Nie potrzebuję
dla nich uzasadnienia bo uważam, że jeśli się takowe ma to to nie są uczucia,
a potrzeby, a uczucia maja dla mnie wiele wiekszą wartość, budzą się we mnie
strasznie rzadko i są bezwarunkowe. Ale nie o tym chciałam.

Czy mężczyźni muszą w tak wyrachowany sposób podchodzić do relacji z kobietami?

Uprzedze cała masę zbędnych sugestii, interesuje mnie tylko ten
"komunikacyjny" aspekt, bo to jest faktyczny problem, pewnie znajdą się zaraz
życzliwi, którzy pośpieszą z pomocą: "on sie chce tylko bzykać" ;) - nie
chce, nie sypiamy ze sobą, bo on nie chcial, nie ja. Znamy się baaaaaardzo
wiele miesięcy.
Problem jaki mam to tylko ten z komunikacją i żaden inny. Czyli jak znaleźć
drogę do męskiej głowy, która się zamknęła.


Obserwuj wątek
    • nemo1968 Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 10:24
      Nie patrz na niego tylko swoimi oczami, on może coś do ciebie czuc, tylko nie
      objawia tego mowieniem, tak, jak ty. Zaakceptuj to i nie naklaniaj go do
      rozmownosci. Spedzajcie czas cos razem robiąc, co niekoniecznie wymaga ciąglej
      rozmowy. Moim zdanie, jezeli on szuka kontaktu, inicjuje go - to cos do ciebie
      czuje, jezeli spotykacie sie juz kilka m-cy. Przynajmniej przyjaźń :).
      • lollobrigida Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 10:59
        Hm. to nie tak. Zauważ co ja napisałam. Nasz kontakt opiera się na rozmowach o
        charakterze "kosmetycznym"... Ja nie mówię o rozmowach "o życiu i śmierci" o
        uczuciach czy Bóg wie o czym jeszcze - do tego nie dąźę, nie wymuszam tego
        typu rozmów. Mówię o wymianie myśli o czymkolwiek - to się strasznie rzadko
        zdarza. On się zamyka. Nie mogę z nim porozmawiać o głupim filmie, o głupim
        artykule w gazecie. Bo mówię zazwyczaj do siebie. A on z innymi potrafi
        rozmawiać, tylko nie ze mną. Więc nie chodzi o to, że jest "małomówny z natury",
        on jest towarzyski.

        A co do robienia czegos razem - tak, bardzo bym chciała, tylko że on z niczym
        nie wychodzi. Spotykamy się w domu. I też nie jest to typ "domatora" bo lubi
        chodzić na imprezy. Nie wiem jak do niego trafić.

        Zaznaczam, że ja nie jestem tym typem kobiety, która łazi za facetem i dreczy go
        co piec minut pytaniami "co jest kotku?". On wskazał palcem na różnice między
        nami, nie ja. Ja siedzę grzecznie i nie protestuję, nie chce mówić, nie zmuszam.

        Żyję sobie swoim życiem, ale ostatnio zaczełam się nad tym zastanawiać co to
        jest co wywołuje takie cisnienie i bezsilność we mnie - to jest właśnie to. Ten
        problem z komunikacją. Jakaś ściana.

        Może i jemu to nie przaszkadza, może tak ma po prostu akurat w stosunku do mnie.
        Ale ja mam nieodparte wrazenie, że to nie jest "mój problem", tylko autentyczna
        ściana która stoi między nami.
        • nemo1968 Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 11:09
          Źle cie zrozumialem, albo go nudzisz, albo obawia się otworzyć przed toba, bo
          boi się, że cię straci i uzna, ze to na skutek szczerosci. Ktos mogl go kiedys
          tak zranic i boi sie, ze przyczynia sie do odrzucenia przez osobe na ktorej mu
          zalezy poprzez swoją otwartosć. Tak, jakby uznał, ze dopoki gra, to go
          akceptuja, a jak jest sobą, to go odrzucają, więc się boi, bo mu na tobie
          zależy. On moze miec kontrowersyjne poglądy lub w przypływach szczerosci bywac
          uciązliwy, on moze miec trudny charakter. Widzę podobienstwo do siebie ;))
          • lollobrigida Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 14:20
            Ma trudny charakter, sam tak uważa. Chociaż ja nie wiem w czym to się przejawia
            oprócz asekuracji, która jest denerwująca, ale do przeżycia. Zwłaszcza, że ja
            jestem ostatnią osobą na świecie, która chciałaby coś wymuszać. Jesli czegoś nie
            chce to nie. Sprawa jest prosta. Co do nudy - hm, no wiesz nikt mu nie kaze do
            mnie ciągle przyłazić. Fakt coś wisi w powietrzu. On od niedawna wie, że ja do
            niego coś czuję. Gdyby nie chciał, nie ciągnałby tego. Nie wiem sama. Ale
            dziekuję za wszystkie wpisy.
            A co do tego, że mnie źle zrozumiałeś - to tak naprawdę może być mój problem.
            Może to ja jestem za trudna. Mówie własnym kodem i niewiadomo jak ze mną gadać.
            Tylko z każdym innym człowiekiem potrafię. A tu jest jakiś problem.
            • nemo1968 Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 14:24
              > Może to ja jestem za trudna. Mówie własnym kodem i niewiadomo jak ze mną
              gadać.
              > Tylko z każdym innym człowiekiem potrafię. A tu jest jakiś problem.

              Problem to jest taki, ze jak nam na kims zalezy, to sie kontrolujemy nadmiernie
              w obawie przed reakcją, co ma czasem komiczne objawy ;))
              • lollobrigida Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 14:36
                Jeśli chodzi o mnie - to miałam tak trochę na początku. to znaczy po tym jak się
                zorientowałam jak bardzo sie róznimy. I kiedy zaczęło mi zależeć właśnie. Ale
                teraz już nie. Nie mam stresu, za długo już go znam. Czuję się przy nim bardziej
                spokojna, pewnie też dlatego, że nie dzieje się nic co kazałoby mi się tego
                trzymać. To znaczy czasami się dzieje, a czasami nie. Hm.
                Z tym bzdurnym gadaniem - chodziło mi raczej o to, że potrafię bełkotać. Wiem że
                potrafię. Skaczę z tematu na temat, jestem chaotyczna :-|
                • nemo1968 Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 14:41
                  Wiem, ... potrafisz, tzn. wierzę ci na słowo...;P
                  Jakieś wnioski z forumowych opinii :) ?
                  • lollobrigida Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 14:50
                    nemo1968 napisał:

                    > Wiem, ... potrafisz, tzn. wierzę ci na słowo...;P
                    > Jakieś wnioski z forumowych opinii :) ?


                    Nie wiem. Muszę pomyśleć.
    • gipsygirl Kiedyś już pisałam o milczeniu.. Mężczyzny, więc.. 10.07.07, 10:29
      drugi raz ubranego w słowa - ubierać ponownie nie będę:) Ale.. jeśli zechcesz,
      pomyśl nad poniższym:)

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=60730759&a=60749126
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=60730759&a=60763626
      pozdrawiam:):)
    • pol_krzaka Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 10:36
      lollobrigida napisała:
      > Problem jaki mam to tylko ten z komunikacją i żaden inny. Czyli jak znaleźć
      > drogę do męskiej głowy, która się zamknęła.

      Przez akceptację tego jaki jest. Niech się czuje przy tobie komfortowo to się
      sam przełamie. Próbując na siłę go otworzyć możesz tylko popsuć. Tymczasem
      traktujesz to jak wyzwanie i bardzo chcesz go zmienić.
      • lollobrigida Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 18:06
        pol_krzaka napisał:

        > Przez akceptację tego jaki jest. Niech się czuje przy tobie komfortowo to się
        > sam przełamie. Próbując na siłę go otworzyć możesz tylko popsuć. Tymczasem
        > traktujesz to jak wyzwanie i bardzo chcesz go zmienić.


        e tam
        musiałam coś namotać.
        Nigdy w życiu. Ja nie potrzebuje swojego lustrzanego odbicia.
        Ja chce go takim jakim on jest. Nie chcę go zmieniać. Chcę go dalej poznawać. I
        być z nim po prostu. A przez to, że tak sie dzieje, jak się dzieje wydaje mi się
        chyba zwyczajnie, że go za chwilę stracę.
        • pol_krzaka Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 18:59
          To ja już zupełnie nic nie rozumiem. Na pewno on chce to dalej ciągnąć?
          • lollobrigida Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 19:05
            > To ja już zupełnie nic nie rozumiem.

            No coś Ty?
            ;))

    • funny_game Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 10:41
      Fajnie piszesz, ale chyba aż przesadnie analizujesz sytuację :)
      Komplikujesz sobie sprawę, a klucz do niej tkwi chyba w prostocie relacji,
      świeżości, nieprzeintelektualizowaniu sfery uczuć.
      W temacie napisałaś: brak wspólnych zainteresowań, a później o zainteresowaniach
      nic, a nic. Znasz jego zainteresowania? Czasem ludzie nie chcą rozmawiać o
      uczuciach, ale o własnych pasjach zazwyczaj chętnie i... wtedy się otwierają :)
      • lollobrigida Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 11:06
        > W temacie napisałaś: brak wspólnych zainteresowań, a później o zainteresowaniac
        > h
        > nic, a nic.

        Napisałam - nie mamy ze sobą nic wspólnego.
        no może nie nic, ale bardzo niewiele. to jest właśnie przyczyna, powód tego, że
        nie umiemy ze sobą rozmawiać i że ja dotąd potrafiłam nawet w takich sytuacjach
        kiedy nie miałam z kimś wspólnych zainteresowań, ale tu nie potrafię bo on się
        zamyka.
        To wszystko jest napisane. Powtarzam - ja nie chce rozmawiac o uczuciach.
        Nie zrozumieliście mnie. Ja chcę rozmawiać W OGóLE.
        • funny_game Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 11:11
          Rozumiem.
          Ale czy znasz jego pasje? Pomysły? Marzenia?
          Nie mówię o rozmowach typu: "A dziś mi opowiedz o swoich zainteresowaniach", bo
          to sztuczne i człowiek się czuje jak wywołany do tablicy. Może zaproponuj mu
          spotkanie w miejscu, które on lubi, jakąś mini-podróż, jednodniowy wypad. Może
          to będzie jakaś cenna informacja, jakiś punkt zaczepienia? :)
          • lollobrigida Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 14:32
            Znam. Właśnie o to chodzi. Na poczatku znajomości rozmawialiśmy bardzo duzo, o
            wszystkim. A z czasem zaczął się zamykać. Tak jakby filtrował wszystko to co ja
            mówię i wszystko to co ma zamiar powiedzieć zanim cos powie. Wiesz, ja widzę
            mnóstwo takich "punktów zaczepienia" ale raz wyskoczyłam z jakimś pomysłem, to
            niby było ok ale nie podjął tematu. Innym razem sam cos zaproponował i też
            huraoptymistycznie się zgodziliśmy. I nic w ślad za tym nie poszło. Ja niczego
            nie będę proponować, bo nie chcę mu sie narzucać. Przez ten dość długi okres
            czasu dosłownie kilka razy wyszłam z jakąś inicjatywą (nawiasem inicjatywa
            takiego charakteru jaki przybierają ionicjatywy spotkań z koleżankami) i zawsze
            miałam wrażenie, że jego reakcją jest przerażenie. Więc wnioskując, że nie chce
            się ze mną w żaden sposób wiązać wycofałam się z jakichkolwiek inicjatyw, żeby
            go nie osaczać. Bo nie mam takiej potrzeby jeśli on nie chce, to ja też nie. Z
            tym, że on jednak nieprzerwanie sie ze mną spotyka. Aha, jeszcze jedna rzecz. On
            się do tego nie przyznaje, ale ma duży apetyt na władzę. Stąd mój pomysł z
            "kontrolą" emocji.
    • ginger43 Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 10:55
      loolobrigida napisała:

      > Problem jaki mam to tylko ten z komunikacją i żaden inny. Czyli jak znaleźć
      > drogę do męskiej głowy, która się zamknęła.
      >
      Jeżeli taki jest, to raczej nie należy liczyć, że się zmieni. Jeżeli dla Ciebie
      taka sytuacja jest niekomfortowa, to poważnie się zastanów zanim zabrniesz
      dalej. W stałym związku, rodzinie, pojawiają się różne codzienne problemy i
      jeżeli nie masz z kim o nich podyskutować, przestajesz czuć wsparcie tej osoby
      (nawet jeśli ona cię kocha) i nie jest łatwo, czujesz się sama mimo, że masz
      kogoś obok siebie.
      • gipsygirl Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 11:01
        Muszę zaprzeczyć, wybacz:) Nie zawsze.. a bardzo często.. inaczej zupełnie:):)
        A myśląc tak, można stracić, a właściwie nie zyskać.. wiele..

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=65660900&a=65661802
        • ginger43 Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 11:23
          gipsygirl napisała:

          > Muszę zaprzeczyć, wybacz:) Nie zawsze.. a bardzo często.. inaczej
          zupełnie:):)
          > A myśląc tak, można stracić, a właściwie nie zyskać.. wiele..
          >
          Ale tak też niestety bywa, zależy co jest ważne dla drugiej strony. Dla mnie to
          jest bardziej ważne niż myślałam i teraz sobie z tym nie radzę. Nie mówię, że
          nic nie zyskuję, ale rachunk zysków i strat wypada niekorzystnie. Oczywiście Ty
          też masz rację, bo ludzie są różni, a Ona sama będzie wiedziała najlepiej na
          ile to dla niej istotny element związku.
          • gipsygirl Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 11:34
            Bywa, ale nie.. zawsze:) I nie można wykluczać tego, o czym pisałam..
            zranionego Mężczyznę trudno i długo się.. otwiera.. a właściwie otwiera się Go
            zupełnie od innej strony - własną otwartością... nieobecnością, gdy trzeba.. to
            naprawdę procentuje w takich przypadkach:)
            • ginger43 Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 11:48
              gipsygirl napisała:

              > Bywa, ale nie.. zawsze:) I nie można wykluczać tego, o czym pisałam..
              > zranionego Mężczyznę trudno i długo się.. otwiera.. a właściwie otwiera się
              Go zupełnie od innej strony - własną otwartością... nieobecnością, gdy trzeba..
              to naprawdę procentuje w takich przypadkach:)
              >
              Oczywiście, przecież napisałam, że są różne przypadki i niczego nie wykluczam.
              Natomiast nie wszyscy mężczyźni są zamknięci z powodu odniesionych ran,
              niektórzy tacy po prostu są z natury i tego już się nie zmieni. Jeżeli się nie
              umie tego zaakceptować i z tym żyć, to trzeba się zastanowić czy wytrzyma się w
              takim związku.
              • gipsygirl Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 11:50
                Ahaś.. warto się dopasować, zamiast.. dopasowywać Kogoś do siebie, albo siebie
                do Kogoś.. to nie wychodzi NIGDY.
            • lollobrigida Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 14:43
              Wiesz co, on nie jest typem zranionym. On jest typem niedojrzałym. On się
              potwornie boi zobowiązań. Jemu się wydaje, że jak coś okaże to zaraz kobieta
              będzie chciała do ołtarza ;))) Mnie do ołtarza conajmniej tak daleko jak do
              Tybetu, ale niech mu bedzie. Ja nie upatruję żadnej przyjemności w walce. Nie to
              nie.

              A wracając do innych Twoich wypowiedzi. Czy mogę spytać skąd u Ciebie takie
              przekonania?
              • gipsygirl_na_bananowej_diecie Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 16:54
                Po prostu moimi Przyjaciółmi są głównie Mężczyźni. I traktują mnie raczej
                blisko, nie obawiają się zaufać mi w sprawach dość intymnych - pod względem Ich
                bezbronności, czy lęku, intymnych.. Zresztą - myślę, że potwierdzenia Panów na
                tamtym wątku powinny uwiarygodnić moje obserwacje i doświadczenia, bo sama
                siebie raczej.. nie uwiarygodnię w tej materii;))

                pozdrawiam:)

                --
                ♥♪♪ღ♠♠ღღ#♫♫♫♫♫♥♫ღ♪ღღ♪♪♪ღ♥ღღ♫ღღ♪♫♪ღ♫ღ♠♠♠ღ♪♪♪♫♪ღ♥ღღღ#♪♪ღღ♥♥ღ♫ღღ♪♫♪
                Ceń Ludzi za to, kim są.. nie za to, kim byś chciał, by byli.. Miej żelazną
                wolę, ale miękkie serce.
                ღ#♪♪♠♠♪ღ♪ღ♥ღ♪♪ღღღ♫ღ♥ღ♪♥♥♫♪ღ♫ღღ♪♫♪♪♪♠♠♪#♫♪♪ღღ♪ღ♪♪ღ♥ღღ♫♪♪ღღღ♠♫ღღ♪♫
                • lollobrigida Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 17:05
                  No cóż. Dziękuję. I również pozdrawiam.
                  • gipsygirl_na_bananowej_diecie Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 17:15
                    Wiesz.. to się może nie stosuje do Twojego Znajomego, ale.. uważam, że
                    Mężczyzna nie traci czasu na inicjowanie spotkań z Kobietą, na której Mu nie
                    zależy. Nie kłammy się - Oni tak mają:) Nie robi tego ani z nudów, ani przez
                    grzeczność, wierz mi:):) Może potrzebuje więcej czasu, niż Ty, by się otworzyć.
                    A może.. nie wiem, ale coś wspominałaś o tym, że na początku rozmawialiście o
                    sprawach, które dały Wam do zrozumienia, jak bardzo się różnicie.. a powiedz
                    mi, jak się kończyły te rozmowy? Próbowaliście się (lub tylko jedno z Was)
                    wzajemnie przekonywać do swoich zapatrywań? Kłóciliście się? Panowało
                    niezręczne napięcie między Wami? Albo wręcz przeciwnie - grobowa cisza przez
                    kilka(naście) minut?

                    Będę później.. Jeśli chcesz - odpowiedz:)

                    --
                    ♥♪♪ღ♠♠ღღ#♫♫♫♫♫♥♫ღ♪ღღ♪♪♪ღ♥ღღ♫ღღ♪♫♪ღ♫ღ♠♠♠ღ♪♪♪♫♪ღ♥ღღღ#♪♪ღღ♥♥ღ♫ღღ♪♫♪
                    Ceń Ludzi za to, kim są.. nie za to, kim byś chciał, by byli.. Miej żelazną
                    wolę, ale miękkie serce.
                    ღ#♪♪♠♠♪ღ♪ღ♥ღ♪♪ღღღ♫ღ♥ღ♪♥♥♫♪ღ♫ღღ♪♫♪♪♪♠♠♪#♫♪♪ღღ♪ღ♪♪ღ♥ღღ♫♪♪ღღღ♠♫ღღ♪♫

                    • lollobrigida Re: brak wspólnych zainteresowań 10.07.07, 18:03
                      Nie pamiętam. Generalnie, nic to nie zmieniało w ogólnym planie. W szczególnym,
                      znaczy bezpośrednio po tym jak padło np. okreslone zdanie? Hm wiesz to chyba nie
                      było tak, tych rozmów było sporo, echa poprzednich przebrzmiewały w nastepnych,
                      nigdy sie nie kłóciliśmy, choć ja straciłam cierpliwość kilka razy, ale w takich
                      sytuacjach mówię swoje dośc spokojnie, acz dosadnie. Owszem fochy się zdarzają,
                      ale u niego, ja uważam, że to głupie.

                      On czasem próbował i próbuje coś "po mojemu", szybko wyłapuje to co ja lubie ale
                      równie szybko wyłapuje to, czego nie. To są tylko "spostrzeżenia". Nic za tym
                      nie idzie. Są to spostrzeżenia, które on z siebie wyrzuca i nic to nie zmienia.
                      Poza tym, że ja zaraz "znajduje" w tym jakiś podetkst i potem to we mnie siedzi
                      na zasadzie "o proszę w tym miejscu nie pasuję do jego ideału kobiety".

                      Jesli chodzi o mnie, to ja w ogóle nie widzę przeszkód, żeby trochę wleźć w
                      jego świat. Jestem tym zainteresowana i przykładam wielką wagę do tego, co on do
                      mnie mówi. Kilka razy miała też miejsce sytuacja kiedy pytałam czy mnie słucha i
                      on za kazdym razem zapewnia mnie że zawsze i z chęcią. Potrafi siedzieć i nic
                      nie mówić i patrzeć we mnie jak cos robię, albo w ściane.

                      Teraz tak myslę, że to po prostu nie przystaje do tego człiowieka jakiego
                      poznałam. Tamten jest duszą towarzystwa. I kiedy jesteśmy w grupie on w dalszym
                      ciągu jest duszą towarzystwa. Coś się blokuje między nami jak jesteśmy sami.

                      Myslę, że rzeczywiście źle zatytułowałam wątek, mój problem polega na tym, że ja
                      po prostu nie wiem jak on mnie traktuje, jakie mam miejsce w jego życiu, bo
                      właśnie dlatego, że ta sytuacja jest sprzeczna z moim pojęciem przyjaźni nie
                      potrafie tego tak zaklasyfikować. No i nie wierze w taka bezinteresowaną
                      przyjaźń między mężczyzną a kobietą. On ma z czego wybierać.

                      Nie rozumiem po prostu tej jego struktury psychicznej, dlatego trudno mi zarówno
                      uwierzyć w to, że on coś do mnie czuje jak i nie wierzyć. Nie rozumiem tego, że
                      komuś to zajmuje ileś tam czasu. Ja nie wiem jak to jest. Zarówno za pierwszym
                      razem jak i w tym przypadku kiedy poznałam tamtego i tego faceta od razu
                      wiedziałam, że coś się będzie we mnie działo. A on podobno "zakochiwał się wiele
                      razy i na tydzień". Ja tego nie rozumiem. Ale to dlatego, że nigdy nie byłam
                      nikim inną osobą ;)

                      Ja tak w ogole mam traume za sobą. Bardzo wielki zawód i kilka lat zbierania się
                      do kupy. Może dlatego mi trudno uwierzyć, że on cos do mnie czuje. Przedtem
                      byłam tylko w jednym związku (mimo, że okazji miałam i nadal mam wiele - po
                      prostu nic nie czułam i dlatego tylko raz się wpusciłam w związek). I facet nie
                      chciał ze mną być, po prostu. Miał inne dążenia, ale był zupełnym
                      przeciwienstwem tego. miał wszystko poukładane w głowie, był snobem, trzeba
                      przyznać. Stawiał mi ponadto ogromne wymagania, aż w końcu i tak sie rozmyślił.
                      Teraz juz jestem innym człowiekiem, to było dawno temu, a ja swoje
                      przecierpiałam, żeby dojrzeć, więc teraz nie dramatyzuje z takiego powodu, że
                      ktoś może nie chcieć być ze mną, chociaż wtedy to była dla mnie katastrofa.
                      Pewnie, że boli jak sobie o tym pomyslę, ale tym razem świat mi się nie zawali.
                      Mimo, że na tym zalezy mi duzo bardziej niż kiedykolwiek zalezało mi na tamtym.
                      Byłam niedojrzała. To była kwestia ambicji i walki o godność, którą sama
                      straciłam. No i mało wiedziałam o sobie samej. Teraz wiem duzo. I wiem, że
                      potrzebuję uczucia i boję się strasznie krzywdy, ale ryzykuję, bo inaczej nic
                      się nigdy nie zmieni. A to, że nie jest i nie bedzie łatwo... Nikt nie
                      powiedział, że ma być. Nie ma nic "za darmo".

                      Jeszcze raz dziekuje i mocno pozdrawiam :)
                      oj ale sie rozpisałam...
                      • gipsygirl Re: brak wspólnych zainteresowań 11.07.07, 10:16
                        lollobrigida napisała:

                        > Nie pamiętam. Generalnie, nic to nie zmieniało w ogólnym planie. W
                        szczególnym,
                        > znaczy bezpośrednio po tym jak padło np. okreslone zdanie? Hm wiesz to chyba
                        ni
                        > e
                        > było tak, tych rozmów było sporo, echa poprzednich przebrzmiewały w
                        nastepnych,
                        > nigdy sie nie kłóciliśmy, choć ja straciłam cierpliwość kilka razy, ale w
                        takic
                        > h
                        > sytuacjach mówię swoje dośc spokojnie, acz dosadnie. Owszem fochy się
                        zdarzają,
                        > ale u niego, (...)

                        Bo, kurczę, Faceci to lubią mieć.. spokój:) Zwłaszcza w rozmowach z Kobietami,
                        na których Im zależy. Jeśli dochodziło do jakichś spięć, wracania tematów w
                        następnych dyskusjach (to tylko pozornie są nawiązania czasami), to...
                        odpuszczają sobie rozmowy na dane tematy po jakimś czasie.



                        > On czasem próbował i próbuje coś "po mojemu", szybko wyłapuje to co ja lubie
                        al
                        > e
                        > równie szybko wyłapuje to, czego nie.

                        No to świadczy o dość dużej uwadze skierowanej na Ciebie i chęci poznawania
                        Ciebie. Może woli obserwować, jak na coś reagujesz, nie.. pytać. Tu Go
                        całkowicie rozumiem, ja też za choinkę przeżywam męczarnie, jeśli muszę..
                        pytać:):):):)



                        > To są tylko "spostrzeżenia". Nic za tym
                        > nie idzie. Są to spostrzeżenia, które on z siebie wyrzuca i nic to nie
                        zmienia.

                        No bo.. nie musi. To, ze On zauważa, jakim jesteś Człowiekiem, co Cię
                        definiuje, to jeszcze nie idzie w parze z.. dostosowywaniem się do tego. To
                        wyższy poziom akceptacji, bez wkupywania się tym, co lubi Obiekt sympatii i
                        unikania, jak ognia tego, czego nie lubi. Przecież nie chce Cię zmieniać,
                        prawda? Jedynie.. nazywa to, czym i Kim jesteś:)




                        > Poza tym, że ja zaraz "znajduje" w tym jakiś podetkst i potem to we mnie
                        siedzi
                        > na zasadzie "o proszę w tym miejscu nie pasuję do jego ideału kobiety".

                        Chyba nie muszę pisać, że to.. GŁUPIE?:):):):):)




                        >
                        > Jesli chodzi o mnie, to ja w ogóle nie widzę przeszkód, żeby trochę wleźć w
                        > jego świat.

                        Ty. On nie musi. Wystarczy, że poznaje Twój świat, jako to, czym jest - TWOIM
                        światem. Dwa światy mogą genialnie funkcjonować zarówno ze sobą, jak i obok
                        siebie, bez przemieszania się.. Każdy może pozostać sobą i być niezwykle
                        interesującym dla Partnera, bo pozwala to na co najmniej dwojakie spojrzenie na
                        każdą sprawę, jaka się pojawi przed Wami.



                        >Jestem tym zainteresowana i przykładam wielką wagę do tego, co on d
                        > o
                        > mnie mówi.

                        On również. Pamiętasz, co napisałaś na początku? Wie, co lubisz, czego nie,
                        więc.. słucha, obserwuje, zapamiętuje.. uczy się Ciebie.. tyle, że po swojemu.
                        Przecież nie istnieje jedna metoda poznawcza SŁUSZNA DLA WSZYSTKICH, prawda?:)




                        Kilka razy miała też miejsce sytuacja kiedy pytałam czy mnie słucha
                        > i
                        > on za kazdym razem zapewnia mnie że zawsze i z chęcią. Potrafi siedzieć i nic
                        > nie mówić i patrzeć we mnie jak cos robię, albo w ściane.

                        Tak widocznie słucha i obserwuje ON.. nie powinnaś się dziwić, że ma na to
                        inny.. patent:) To tak samo, jakby On dziwił się Twojej metodzie:) Po prostu
                        się w tym.. różnicie:) To nie.. zbrodnia, ani nawet niedopasowanie. Trzeba
                        jedynie pozwolić Mu być sobą i funkcjonować po swojemu.. bo to nie jest "źle",
                        tylko "inaczej":) Nie rozumiesz tego? Nie musisz, wierz mi:) Wszystko,
                        co "musisz", to.. zaakceptować to, jako Jego odrębność, która nie jest ani
                        skierowana przeciw Tobie, ani nie świadczy o ignorancji wzgl. Ciebie, czy
                        wreszcie robieniu Tobie naprzekór.. Nie ma w zasadzie NIC wspólnego z Tobą,
                        jaką taką, a jest zwyczajnie częścią Jego.



                        >
                        > Teraz tak myslę, że to po prostu nie przystaje do tego człiowieka jakiego
                        > poznałam. Tamten jest duszą towarzystwa. I kiedy jesteśmy w grupie on w
                        dalszym
                        > ciągu jest duszą towarzystwa. Coś się blokuje między nami jak jesteśmy sami.

                        A ja myślę - po tym, co napisałaś w tym miejscu - że właśnie poznajesz tę
                        intymną część Jego, która jest głęboko skrywana przed światem. Jego "wersja
                        wyjściowa" jest taka, jaką znałaś dotychczas. To wersja dla Wszystkich wkoło.
                        Tobie dane jest poznać Twarz bez pudru.. Doceń to!! miast postrzegać, jako
                        barierę do pokonania.



                        >
                        > Myslę, że rzeczywiście źle zatytułowałam wątek, mój problem polega na tym, że
                        j
                        > a
                        > po prostu nie wiem jak on mnie traktuje, jakie mam miejsce w jego życiu, bo
                        > właśnie dlatego, że ta sytuacja jest sprzeczna z moim pojęciem przyjaźni nie
                        > potrafie tego tak zaklasyfikować.

                        No właśnie.. zauważ.. z TWOIM.. Jakie jest Jego pojęcie o Przyjaźni? Wiesz to?
                        Jeśli z goła inne, niż Twoje, to.. może warto, na razie pominąć moje/Twoje i
                        się tak nie truć, a.. ustalić sama ze sobą, że przyjmujesz to, czym jest On w
                        tej kwestii? Może tą drogą dojdziecie do nowego zdefiniowania Przyjaźni..
                        Waszej Przyjaźni? (bo KAŻDA!!! Przyjaźń jest inna.. to nie Ludzi powinniśmy
                        naginać do swoich szablonów, a szablony uelastycznić do każdego Człowieka
                        indywidualnie.. to znacznie poszerza horyzonty poznawcze i możliwość czerpania
                        z różnic między nami:))



                        No i nie wierze w taka bezinteresowaną
                        > przyjaźń między mężczyzną a kobietą.

                        Spróbuj:) Moje są całkowicie bezinteresowne:) Od wielu lat, więc.. można:))




                        > On ma z czego wybierać.

                        Jaki tekst:):):)
                        WYBRAŁ Ciebie.. z Tobą przebywa.. Ciebie wpuszcza w swoją intymnośc - bo Jego
                        intymność, to.. cisza, nie miliony słów "kim jestem, czego pragnę".



                        >
                        > Nie rozumiem po prostu tej jego struktury psychicznej, dlatego trudno mi
                        zarówn
                        > o
                        > uwierzyć w to, że on coś do mnie czuje jak i nie wierzyć. Nie rozumiem tego,
                        że
                        > komuś to zajmuje ileś tam czasu. Ja nie wiem jak to jest.

                        Brak ci.. cierpliwości, to po pierwsze (skąd ja to znam.. hm..:)))))
                        Po drugie, jak już wcześniej napisałam.. nie trzeba wszystkiego rozumieć..
                        naucz się akceptować i przyjmować do wiadomości, że.. On JEST inny i to nie ma
                        żadnych podtekstów "jest inny w stosunku do mnie, niż ja w stosunku do Niego"..
                        Jest INNY - na tym tę definicję zakończ, a przestań się doszukiwać konotacji do
                        twojej Osoby, bo.. się sama dołujesz i wykańczasz:)



                        > Zarówno za pierwszym
                        > razem jak i w tym przypadku kiedy poznałam tamtego i tego faceta od razu
                        > wiedziałam, że coś się będzie we mnie działo.

                        TY. Powiedz.. czy On się też tak dziwi, że Ty od razu wiedziałaś?? Bo
                        podejrzewam, że.. nie:) Po prostu przyjął to, jako kolejną informację o Tobie,
                        element poznawczy Ciebie:)



                        > Ja tak w ogole mam traume za sobą. Bardzo wielki zawód i kilka lat zbierania
                        si
                        > ę
                        > do kupy. Może dlatego mi trudno uwierzyć, że on cos do mnie czuje.

                        Dochodzimy do meritum. To TY jesteś niepewna. Dlatego potrzebujesz
                        zdefiniowania, deklaracji tu i teraz, że "tak, zakochuję się w Tobie i wiem, ze
                        będę z Tobą" - myślę, że już takie słowa dałyby Ci pewność.. A to błąd,
                        zwłaszcza po silnym zawodzie. Pewności nie można opierać na słowach. Pewna
                        możesz być jedynie tego, czego pragniesz.. Ty. I tego, co chcesz dawać Ty. I..
                        na tym się skup. Nie przyspieszaj słów, bo.. jeśli padną za wcześnie, będą
                        puste i mogą nie pociągnąć za sobą żadnych działań.. I co wtedy poczujesz?
                        Zawód kolejny? To, ze Ktoś oszukał "bo przecież mówiłeś, że..!!"? A.. po co Ci
                        to? Bądź cierpliwa i buduj to ze swojej strony, przyjmując to, co On chce Ci
                        dawać.. a daje wiele, skoro poznałaś Jego oblicze ukrywane, chronione przed
                        światem.. To bardzo wiele..



                        Przedtem
                        > byłam tylko w jednym związku (mimo, że okazji miałam i nadal mam wiele - po
                        > prostu nic nie czułam i dlatego tylko raz się wpusciłam w związek). I facet
                        nie
                        > chciał ze mną być, po prostu. Miał inne dążenia, ale był zupełnym
                        > przeciwienstwem tego. miał wszystko poukładane w głowie, był snobem, trzeba
                        > przyznać. Stawiał mi ponadto ogromne wymagania, aż w
                        • gipsygirl c.d. (aleś się rozpisała, aż w całości odp. nie 11.07.07, 10:20
                          szło posłać:)))))))



                          ___________________________

                          >> (...)końcu i tak sie rozmyślił.

                          He:) Wsłuchaj się w to wszystko, co do tej pory napisałaś.. Podświadomie
                          chciałabyś takiej postawy definiującej oczekiwania i wymagania wobec Ciebie..
                          od NIEGO.. Pułapka schematu, który już raz przeszłaś - znasz, więc mimo, ze
                          jest zły, podświadomie dążysz do tego, co już znasz.. bo nowe zawsze
                          dezorientuje i nie niesie ze sobą poczucia "bezpieczeństwa" - własnie dlatego,
                          że jest.. nowe i inne:)



                          > Teraz juz jestem innym człowiekiem, to było dawno temu, a ja swoje
                          > przecierpiałam, żeby dojrzeć, więc teraz nie dramatyzuje z takiego powodu, że
                          > ktoś może nie chcieć (...) To była kwestia ambicji i walki o godność, którą
                          sama
                          > straciłam. No i mało wiedziałam o sobie samej. Teraz wiem duzo.

                          Ale jednak coś Ci umyka.. To, co napisałam w poprzednim akapicie..



                          > I wiem, że
                          > potrzebuję uczucia i boję się strasznie krzywdy, ale ryzykuję, bo inaczej nic
                          > się nigdy nie zmieni. A to, że nie jest i nie bedzie łatwo... Nikt nie
                          > powiedział, że ma być. Nie ma nic "za darmo".

                          No wnioski szóstkowe, tylko.. niechże się ziszczą i w działaniach, i w sposobie
                          myślenia, i w akceptacji dla Jego odmienności od tego, co znasz i od tego, czym
                          jesteś Ty.. a przestaniesz się tak szarpać w sobie i ze sobą:):)



                          > Jeszcze raz dziekuje i mocno pozdrawiam :)

                          Nie za ma co i odpozdrawiam tożsamo;))



                          > oj ale sie rozpisałam...

                          Nom:) Nawet zaprzeczać nie zamierzam;))
                • grzech_o_1 Re: brak wspólnych zainteresowań 11.07.07, 21:04
                  Kasiu.
                  Mam sto razy więcej bliskich koleżanek niż kolegów facetów.
                  Dlaczego to się tak przez lata ułożyło? Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia.

                  Dostałaś banana?
                  To ciekawe za jaki 'wybryk'?
                  Mało mnie dzisiaj było. Dopiero teraz próbuję prześledzić.
                  Wieczorka Gipsy.:))))))))
          • gipsygirl p.s. 10.07.07, 11:35
            ..bo dołączone linki, jak rozumiem.. przeczytałaś?:)
            • ginger43 Re: p.s. 10.07.07, 11:49
              gipsygirl napisała:

              > ..bo dołączone linki, jak rozumiem.. przeczytałaś?:)

              Nie, ale już czytam biegusiem :(
              • gipsygirl Re: p.s. 10.07.07, 11:51
                No.. pogratulować:):):) Nie przeczytała całości, a.. odpowiada:):) Kocham Cię:)
                • ginger43 Re: p.s. 10.07.07, 13:12
                  gipsygirl napisała:

                  > No.. pogratulować:):):) Nie przeczytała całości, a.. odpowiada:):) Kocham
                  Cię:)
                  Ja Ciebie też, to chyba wiesz bez słów:) Tak odpisałam bez czytania
                  wszystkiego, bo niezależnie od tego co ktoś napisał, w tym wypadku swoją
                  wypowiedź opierałam na własnych doświadczeniach życiowych i odczuciach, a tego
                  żaden tekst nie jest w stanie zmienić. Gdybym pisała tylko co myślę na dany
                  temat to owszem, czyjś tekst mógł by zweryfikować moje myślenie, ale ja
                  odczułam to na własnej skórze, mam nadzieję, że mnie rozumiesz.
                  • gipsygirl Re: p.s. 10.07.07, 13:16
                    Oj.. ale ja nie miałam na myśli weryfikacji, tylko.. spojrzenie też innymi
                    oczyma.. przepraszam..
                    • ginger43 Re: p.s. 10.07.07, 13:24
                      gipsygirl napisała:

                      > Oj.. ale ja nie miałam na myśli weryfikacji, tylko.. spojrzenie też innymi
                      > oczyma.. przepraszam..
                      "Nie za maco", przepraszać. Ja już patrzę na tą sprawę na wszystkie możliwe
                      sposoby i szukam lepszego punktu widzenia i drzwi do tego wnętrza, bo od nastu
                      lat łudzę się, że jednak gdzieś są... To tak jak szukanie drzwi do lasu.
                      • gipsygirl_na_bananowej_diecie Re: p.s. 10.07.07, 16:59
                        No własnie.. Ty to odbierasz bardzo osobiście.. nie dziwię się..
                        Myślę, że naprawdę się nie dopasowaliście.. I teraz jest żal.. z Twojej strony,
                        ale myślę, ze i w Nim jest żal w związku z tym, co się dzieje.. A niezmiernie
                        trudno jest pogodzić Twoją potrzebę rozmowy, otwartości, takiej właśnie
                        bliskości z Jego potrzebą milczenia, nieokazywania wnętrza poza sobą..
                        Głupia jestem ponadprzeciętnie w tej sytuacji:((
                        Myśleliście o pójściu do Specjalisty? Czy zostawiliście to biegowi czasu? To
                        ostatnie raczej na nic się zda, bo czas.. ucieka i się nie ogląda wstecz.. nie
                        bywa sentymentalny, jak my..
                        Przytulam:*

                        --
                        ♥♪♪ღ♠♠ღღ#♫♫♫♫♫♥♫ღ♪ღღ♪♪♪ღ♥ღღ♫ღღ♪♫♪ღ♫ღ♠♠♠ღ♪♪♪♫♪ღ♥ღღღ#♪♪ღღ♥♥ღ♫ღღ♪♫♪
                        Ceń Ludzi za to, kim są.. nie za to, kim byś chciał, by byli.. Miej żelazną
                        wolę, ale miękkie serce.
                        ღ#♪♪♠♠♪ღ♪ღ♥ღ♪♪ღღღ♫ღ♥ღ♪♥♥♫♪ღ♫ღღ♪♫♪♪♪♠♠♪#♫♪♪ღღ♪ღ♪♪ღ♥ღღ♫♪♪ღღღ♠♫ღღ♪♫
                        • ginger43 Re: p.s. 10.07.07, 18:25
                          gipsygirl_na_bananowej_diecie napisała:

                          > Przytulam:*
                          > Dzięki Malutka za przytulanko, odezwę się na @ troszkę później :))))) ♥
                  • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 10:35
                    Proszę, proszę jak się kochają :)
                    Dzień dobry Paniom :))
                    • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 11:21
                      A co?? Nie można??

                      phi! Podglądowywacz się znalazł:P:P:P
                      • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 11:23
                        Nie podglądywuję :), tylko mnie buchło :P
                        • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 11:36
                          Jjjjjjjjjjjasne, jasne... Każde usprawiedliwienie jest dobre, psze Pana, jeśli
                          na "moją korzyść":):):):)
                          • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 11:40
                            A zadziałało na moją korzyść? :)
                            • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 11:47
                              hm... NIEEEEE:):):) Ale te echa nadziei w Pańskim "głosie"...:P
                              • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 13:43
                                Moje nadzieje kwitną gdzie indziej, droga Pani :))
                                • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 16:48
                                  No baaardzom ciekawa, gdzie.. psze Pana.. baaardzo:):):):) Może się Pan ze mną
                                  podzieli tą informacją? Tak intymnie.. tu, przy stoliku, kawce i szarlotce na
                                  gorąco z lodami waniliowymi??:):):)
                                  • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 17:10
                                    To tak intymnie ma Pani na stoliku? :))
                                    • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 17:16
                                      A wątpi Pan, że na stoliku może być.. bardzo.. baaardzo intymnie?;)))
                                      • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 17:19
                                        Nie wątpię, o ile jest na tyle duży, by było intymnie :)
                                        • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 17:23
                                          Znaczy, z małymi egzemplarzami Pan nie próbował?;)
                                          • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 17:27
                                            Droga Pani, zapewne Pani wie, że inaczej się spożywa posiłek przy dębowym stole,
                                            a inaczej za ławą.
                                            • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 17:29
                                              Aczkolwiek i tak główny urok tkwi w.. daniu i Współkonsumującym, nie w oprawie
                                              meblowej:):)
                                              • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 17:43
                                                To prawda, ale musi Pani przyznać, że komfort spożycia jest dość istotny :)
                                                • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 17:50
                                                  Komfort, to sobie trzeba umieć stworzyć niezależnie od zewnętrznych warunków,
                                                  psze Pana;)
                                                  • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 17:53
                                                    Ma Pani rację, dlatego gdy widzę ławę i stół, to nie waham się gdzie usiąść :)))
                                                  • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 18:05
                                                    Mam nadzieję, że przed wyborem z KIM usiąść, myśli Pan już dłużej;)))
                                                  • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 18:09
                                                    To różnie bywa. Czasem to trwa miesiącami, czasem parę dni :)))
                                                  • rottogiowanni [...] 11.07.07, 18:10
                                                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                                                  • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 18:16
                                                    lew-salonowy napisał:

                                                    > To różnie bywa. Czasem to trwa miesiącami, czasem parę dni :)))

                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=65660900&a=65747941
                                                  • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 18:20
                                                    Spotkanie z piorunem nie zaliczam do zbyt miłych :))
                                                  • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 18:23
                                                    No chwytający w lot, to Pan nie jest:):):) Tam zaczęłam nowe schodki, by było
                                                    luźniej i czytelniej, to.. odpowiedział tu:):):)
                                                  • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 18:25
                                                    Od schodów wolę jazdę po poręczy :))
                                                  • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 18:30
                                                    Ale ja nie.. bądź Pan gantleman raz na czas jakiś :P:P:P
                                                  • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 18:31
                                                    Przepraszam, całuję Twe dłonie Madame ..
                                                  • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 18:37
                                                    No proszę..

                                                    Nie wiem, czy Pan wie z kolei, że to robi większe wrażenie, niż jakikolwiek
                                                    inny pocałunek.. o ile z klasą "wykonane";)
                      • ginger43 Re: p.s. 11.07.07, 18:33
                        gipsygirl napisała:

                        > A co?? Nie można??
                        > phi! Podglądowywacz się znalazł:P:P:P
                        >
                        Przytulanko pomogło, do @ jakoś nie mam głowy, ale nie zapomniałam. A to z
                        niego amator kwaśnych jabłek, ja już go za tym lwim uchem z pewnością nie
                        podrapię, bo łysieje później (to chyba ze starości, jak sądzę).
                        • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 18:39
                          No toś.. pojechała:):):) Ciekawe, czy podziękuje za ten jakże oryginalny i
                          wysublimowany.. komplement:):):)

                          p.s. polecam się z tulankami na "zaś", jak pojawi się potrzeba:)
                          • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 18:45
                            Wysublimowany i kunsztowny ... :(
                            • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 20:56
                              Ojojojoj... Biedactwo futrzkowate...;)
                            • grzech_o_1 Re: p.s. 11.07.07, 21:12
                              I wycyzelowany z najwyższą biegłością ręki mistrza.
                              • ginger43 Re: p.s. 11.07.07, 21:17
                                grzech_o_1 napisał:

                                > I wycyzelowany z najwyższą biegłością ręki mistrza.
                                Jak coś robię, to z zegarmistrzowską precyzją. Lata praktyki robią swoje.
                          • ginger43 Re: p.s. 11.07.07, 19:00
                            gipsygirl napisała:

                            > No toś.. pojechała:):):) Ciekawe, czy podziękuje za ten jakże oryginalny i
                            > wysublimowany.. komplement:):):)
                            To takie "końskie zaloty",
                            >
                            > p.s. polecam się z tulankami na "zaś", jak pojawi się potrzeba:)
                            tks a lot, w każdej ilości na smutki wszelkie :)
                            • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 20:58
                              Tiaaa.. bardzo końskie:):)

                              Już na łzy Twoje kryształy poczynam szykować;)
                        • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 18:42
                          Ze starości????
                          To Pani nie wie, że wiek Lwa najlepiej sprawdzić po sierści? Proszę zobaczyć jak
                          mi lśni pięknie :))))
                          • ginger43 Re: p.s. 11.07.07, 18:58
                            lew-salonowy napisał:

                            > Ze starości????
                            > To Pani nie wie, że wiek Lwa najlepiej sprawdzić po sierści? Proszę zobaczyć
                            jak mi lśni pięknie :))))
                            Może to jakaś pomada na połysk? Jutro pojadę do ZOO sprawdzić jak to z tymi
                            lwami jest, może jeszcze skonsultuję się z jakimś pogromcą. :)
                            • lew-salonowy Re: p.s. 11.07.07, 19:09
                              W dodatku zarzuca kłamstwo albo brak kompetencji!
                              W sumie nie wiem co gorsze :)
                              • ginger43 Re: p.s. 11.07.07, 19:41
                                lew-salonowy napisał:

                                > W dodatku zarzuca kłamstwo albo brak kompetencji!

                                Jestem taki "niewierny Tomasz" sama muszę sprawdzić, co zrobić z wiekiem
                                człowiek staje się mniej ufny :(
                          • grzech_o_1 Re: p.s. 11.07.07, 21:14
                            Pielęgnowana przez lata szuwaksem.
                    • gipsygirl Re: p.s. 11.07.07, 18:15
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=65660900&a=65747671
                      Czyli pioruna "tu i teraz" Pan jeszcze nie poznał?;>;>
    • poprioniony Re: brak wspólnych zainteresowań 11.07.07, 10:54
      Nie czytalem wynurzen, ale brak wspolnych zainteresowan latwo
      zamienic i zrealizowac jako wsplony brak zainteresowan.
      • gipsygirl Re: brak wspólnych zainteresowań 11.07.07, 11:23
        Ile chcesz za kurs precyzowania myśli?? Tylko realnie proszę..
    • jszhc Re: brak wspólnych zainteresowań 11.07.07, 11:45
      No coz.....te pierwsze poloty, namietnosci itd. zawsze kiedys mijaja.....w
      koncu ilez mozna gadac po francusku;p.....tak wiec dobrze by bylo gdybyscie
      mieli o czym rozmawiac, mieli jakies wspolne pasje, zainteresowania....inaczej
      predzej czy pozniej to padnie;/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka