lollobrigida
10.07.07, 10:15
Czy uczucie dla mężczyzny musi mieć uzasadnienie? Inaczej tego nie widzę.
Ja i mój kolega - nie mamy ze sobą nic wspólnego, jednak ja nie poradzę nic na
to, że coś czuję
A on...
Hm no cóż, na pewno nie jestem mu obojętna
ale te różnice, życie w dwóch zupełnie innych światach...
Dla mnie to był taki mały smutek jak sie poznawaliśmy, ale ja widzę drogę
przez to, można przecież dzielić się swoimi przeżyciami, wprowadzać tę drugą
osobę w swój świat, wtedy życie jest nawet ciekawsze, ja uwielbiam rozmaitość.
Jednak on nie potrafi ze mną rozmawiać.
Przychodzi i ucieka. Wtedy kiedy ja z nim próbuję rozmwawiać często milczy lub
tylko przytakuje (to jest dopiero dla mnie wyzwanie, przed tym przypadkiem
potrafiłam rozmawiać dosłownie z każdym, obu płci, w każdym wieku, godzinami,
w ludziach zawsze jest coś, nawet jak nie ma wspólnego pola manewru to można
sie czegoś dowiedzieć o ich świecie).
Coś go ciągnie ale jak już jest to albo się wygłupia albo rozmawia o rzeczach
"formalnych" które nie stanowią specjalnego tematu rozmowy, nie wymagają
wymiany myśli...
I to nie dlatego, że nie umie o czymś innym rozmawiać
Kiedy się poznaliśmy rozmawialiśmy bardzo dużo i na każdym kroku miałam
wrażenie, że stoimy po przeciwnych stronach barykady
I to on pierwszy zaczął na to zwracać uwagę.
Mam wrażenie, że on kontroluje swoje uczucia i to uczucie nie ma dla niego
uzasadnienia - więc nie da mu się urodzić.
Nie wiem, nie rozumiem w jaki sposób mu na mnie zależy, czego on chce ode mnie
skoro nawet nie próbuje się ze mną zaprzyjaźnić ale jednak ciągle mnie
"szuka". Po co? żeby milczeć w moim towarzystwie?
Najwyraźniej on potrzebuje tej przyjaźni do uczuć, ale wydaje mi się że nie
potrafi jej zbudować jesli nie ma wspólnego mianownika.
Z tym że tego się nie znajdzie unikając rozmów.
Ja nie mam z tym problemu, dlatego że u mnie juz są uczucia. Nie potrzebuję
dla nich uzasadnienia bo uważam, że jeśli się takowe ma to to nie są uczucia,
a potrzeby, a uczucia maja dla mnie wiele wiekszą wartość, budzą się we mnie
strasznie rzadko i są bezwarunkowe. Ale nie o tym chciałam.
Czy mężczyźni muszą w tak wyrachowany sposób podchodzić do relacji z kobietami?
Uprzedze cała masę zbędnych sugestii, interesuje mnie tylko ten
"komunikacyjny" aspekt, bo to jest faktyczny problem, pewnie znajdą się zaraz
życzliwi, którzy pośpieszą z pomocą: "on sie chce tylko bzykać" ;) - nie
chce, nie sypiamy ze sobą, bo on nie chcial, nie ja. Znamy się baaaaaardzo
wiele miesięcy.
Problem jaki mam to tylko ten z komunikacją i żaden inny. Czyli jak znaleźć
drogę do męskiej głowy, która się zamknęła.