problem-dlugie

12.07.07, 16:36
witam....opowiesc jest dluga....ale bardzo prosze o przeczytanie....moze nie
na to forum...ale potrzebuje sie wyzalic...jestem w dlugim zwiazku z facetem
ktorego kocham....mamy wspolne zycie wspolne plany....wszystko bylo dobrze do
momentu kiedy w pracy nie poznalam pewnego faceta...od poczatku cos
zaiskrzylo,nie wiem jak to wytlumaczyc ale to sie po prostu czuje...z biegiem
czasu chemia narastala,zaczelismy flirtowac ale jednoczesnie zaczely sie
miedzy nami konflikty,klotnie,okropne odnoszenie sie do siebie co prowadzilo
do tego ze potrafilismy nie odzywac sie do siebie tygodniami,zachowywalismy
sie jakbysmy sie znali...po jakims czasie wszystko wracalo do normy nie na
dlugo bo doslownie" byle co" prowokowalo znowu ciche tygodnie....jednoczesnie
jedno za drugim wypatrywalo oczy,mialam wrazenie ze jedno bez drugiego nie
moze zycnie...i tak w kolko...ktoregos razu mielismy spotkanie
firmowe...robilismy wszystko tak zeby byc jak najblizej siebie...calowalismy
sie...ale do niczego nie doszlo...nastepnego dnia przezylam szok bo on
zachowal sie sie jakby mnie nie znal....nie wiedzial jak ma sie
zachowac....chcialam o tym porozmawiac ale bez skutku..nie dalo sie...z
biegiem czasu wszystko jakos wrocilo do normy....chemia miedzy nami byla
ogromna....ale powrocily konflikty z byle czego....jak spotykalismy sie w
kuchni czy na korytarzu okropna cisze mozna bylo kroic nozem....pragnelismy
siebie ale jednoczesnie kazde z nas jakby czerpalo dzika satysfakcje z
moznosci zranienia drugiej osoby....jednoczesnie tak naprawde nie mamy nic ze
soba wspolnego...nie bardzo mamy o czym ze soba rozmawiac....on ma narzeczona
i male dziecko pobieraja sie w przyszlym roku...czyli wlasne jakos ulozone
juz zycie,ja tak samo...nasze drogi zupelnie sie rozchodzily.. konflikty i
klotnie narastaly...nie wiedziec czemu cokolwiek do niego powiedzialam
odpowiadal mi nieuzasadniona agresja,co tylko ranilo mnie jeszcze
bardziej..jednoczesnie mialam wrazenie ze oboje jestesmy pelni bolu z powodu
beznadziejnosci sytuacji w ktorej sie znalezlismy...w koncu ja wyjechalam do
pracy w innym kraju...ostatniego dnia zapytal mnie czy bede za nim tesknic,
glos mu sie lamal...prawda jest taka ze tesknie za nim do takiego stopnia ze
nie moge przestac o nim myslec...klade sie spac myslac o nim i wstaje myslac
o nim....moj bol jest tym wiekszy ze moze stac sie tak ze juz go nigdy w
zyciu nie zobacze.....mam pekniete serce...czesto placze...nie
spie,jednoczesnie czuje sie podle w stosunku do mojego parntera bo nic mu nie
mowie,mysle ze wrecz oszukuje go...bardzo prosze niech ktos cos
napisze...poradzi doda mi otuchy...moze ktos tak mial? bo jest mi straszliwie
ciezko.... Pozdrawiam
    • pol_krzaka Re: problem-dlugie 12.07.07, 16:44
      Życie różne figle płata, nie zawsze możemy mieć to czego pragniemy.
      Nie wiem czy można zbudować coś trwałego jeśli oboje odczuwacie przyjemność
      z ranienia drugiej osoby i nie macie o czym rozmawiać. Prędzej czy później
      zauroczenie mija i jeśli nie masz w partnerze przyjaciela jest ciężko.
      • kookardka Re: problem-dlugie 12.07.07, 16:58
        :))))))) coś Ci się chyba "pokrzaczyło" :))))
        ona rani się z tym co w pracy jest a nie z tym w domu ;)
        • pol_krzaka Re: problem-dlugie 12.07.07, 17:06
          Ja tylko się staram dodać otuchy, próbuję przekazać że ten w domu to
          rozsądniejszy wybór. Chemia nie pozwala tego zauważyć.
          • kookardka Re: problem-dlugie 12.07.07, 17:30
            a haaa ... no to mi się pokitrało ;) wiesz, dla postronnego obserwatora
            logiczne i racjonalne wydaje się, ze ten w domu lepszy, bo z tamtym
            to jakaś toksyczna relacja jest ,podsycana brakiem spełnienia - bo to
            chyba dzikie żądze ;) spowodowały tę agresję ;))

            ale dla niej niekoniecznie jest to oczywiste - to chory układ, który
            nie miałby szans na przetrwanie - ona tego nie chce widzieć ...
            ale z czasem to opętanie minie i ona zapomni - mam nadzieję - przydałoby
            się tylko uciąć tę historię a ona nie jest ucięta, bo facet zapytał
            przed wyjazdem czy ona będzie tęsknić czym uwiązał ją do siebie ...
            to taka nitka, która nie może zostać przecięta przez nią samą.
            Powinna od niego usłyszeć, że nie ma takiej możliwości, zeby cos z tego
            kiedykolwiek było - to naprawdę pomaga.
    • ania.downar Re: problem-dlugie 12.07.07, 23:09
      Od kolegow z pracy nalezy trzymac sie z daleka. Najlepiej nawet na nich nie
      patrzec... :-)
      • whereisnemo Re: problem-dlugie 12.07.07, 23:16
        jest takie angielskie albo amerykańskie przysłowie: "keep your friends close,
        your enemies closer". Myśle, że świetnie obrazuje to co się między wami dzieje.
    • e-milia44 Re: problem-dlugie 13.07.07, 02:55
      Macie okropną karmę... ;)
      Prześpij sie z nim, może bedziesz miala z glowy i przestanie Cie kusić.
      • eva351 Re: problem-dlugie 13.07.07, 08:52
        witam...dziekuje wszystkim ktorzy cos tu napisali...ja juz myslalam nad roznymi
        rozwiazaniami...o tym zeby w koncu sie z nim przespac iniech to wszystko sie
        skonczy tez...tylko boje sie ze to przyniesie odwrotny skutek....staram sie
        spokojenie zajmowac sie praca,nie myslec, powtarzac sobie ze to nie ma
        przyszlsci zadnej....moze dystans iczas okaza sie moimi sojusznikami...jesli
        nie popadne chyba w jakis obled.Pozdrawiam
    • elein Re: problem-dlugie 13.07.07, 08:59
      Gdybyś używała dużych liter, akapitów, itd to dało by sie to może przeczytać. W
      takiej formie szkoda męczyć oczy. Wiec się zastanow na przyszlosc- jak prosząc
      innych o pomoc równocześnie nie utrudniać im życia.
      • e-milia44 Re: problem-dlugie 13.07.07, 12:33
        Elein, nie musisz czytać...
        Eva, jak się zdecydujesz na sex, tylko nie wpadnij ;)
    • sprzedam oparte na faktach 13.07.07, 09:40
      Skąd ten strach przed romansem z kolegą z pracy?
      Zacznijcie spotykać się bardziej intymnie. Wyobraź sobie jak stymuluja takie
      tajne spotkania. Ile smaku jest w zakazanym owocu. Sytuacja wręcz doskonała na
      ekstremalne emocje.
      Potem ty zaangażujesz się mocniej....mocniej...jeszcze mocniej. Twój umysł
      oszaleje, zmysły rozpalą się do czerwoności, ekstaza przerodzi się w obsesyjną
      miłość. Zaczniesz już wyobrażać sobie z nim przyszłosć z gromadką dzieci, dom
      z ogródkiem i wspólną starość osłodzoną wieczną miłością. Obecny twój związek
      powoli będzie kruszał, aż w końcu rozpadnie się...zamieni w pył i rozwieje po
      polach. Mało osób, przez całe życie, doswiadcza choćby namiastki tego, co ty
      możesz poczuć dogłebnie.
      On też będzie czuł podobnie, jednak z czasem, w przeciwieństwie do ciebie, jego
      emocje zaczną opadać. To co ciebie bedzie nakręcać (wyrzuty sumienia, ryzyko
      wpadki, przewalenie swojego świata do góry nogami itd.) jego będzie schładzać.
      Odezwie się rozsądek i logiczne rozumowanie. Wulkan zacznie stygnąć, aż w końcu
      powie, że nie możecie się już spotykac, bo on nie chce dłużej krzywdzić
      narzeczonej, nie chce z dziecka robić sieroty.
      Przezyjesz szok, pojawią się łzy, ból i żal. Życie zupełnie straci sens...
      Miesiącami, latami cieżko będziesz się zbierała po upadku. Na myśl o nim w
      sercu zawsze błyśnie ciepła iskierka. Życie toczyć się będzie dalej w swojej
      szarości, a tobie... tak trudno będzie znaleźć kogoś na jego miejsce. Kogoś kto
      chocby w minimalnym stopniu zaczaruje jak ON.

      Warto było...
      • e-milia44 Re: oparte na faktach 13.07.07, 12:35
        Tak nie warto. Kto mówi o wikłaniu się. Ale czasem trudno kogoś w swojej
        historii pominąć.
        Może po prostu porozmawiaj z nim, powiedz mu jak się czujesz, co on na to,
        spytaj jaki jest jego stosunek do ciebie.
        To działa. Wiem z doswiadczenia. Nie w pracy.
        • sprzedam Re: oparte na faktach 13.07.07, 14:27
          Czyli niech spróbuje, ale się nie angazuje?
          Nie wyglada na osobę, która panuje nad emocjami.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja