Dodaj do ulubionych

życie boli .....?

21.07.07, 18:22
Wiecie tak się zastanawiam i nie potrafię sama sobie poradzić...
Czy jest wiadomo kiedy związek już umarł? trwam w związku w którym nie jestem
szczęśliwa,choć są lepsze momenty.Kocham mojego faceta,nie mamy
ślubu,mieszkamy razem ,mamy cudowną córcię 3 latka .
jestesmy razem ok 10 lat.
Nigdy nie bylismy jednogłośni w życiowych decyzjach ale wcześniej wydawało mi
się ze jesteśmy tymi tzw.przeciwieństwami ktore sie przyciagaja.
Lecz od jakiegoś już czsu nie możemy się porozumieć,on nie chce i niepotrafi
rozmawiać ,wszystko robi sam,czuję się tak jakbyśmy mieszkali razem jako
współlokatorzy.
Mieliśmy -i mamy nadal trochę różnych kłopotów w zyciu ktore nam się
nawarstwiały bo nie możemy rozmawiać ,on ucieka od tego.Udaje że nie ma
problemu i czeka aż wszystko samo się ułoży.To jest skomplikowane i nawet nie
potrafiłabym tak w kilku słowach wyjaśnić o co chodzi,wątek miałby chyba z
metr długości.
Wiem,czuję to że mimo tego że obydwoje nie jesteśmy jak się mówi -źli ale
jakoś razem życie nam już nie wychodzi.
Mimo tego że wiem ze chyba z naszego związku już nic nie będzie ja nie
potrafię myśleć o sobie tylko,nie wyobrażam sobie życia bez niego ,to nie
cj=hodzi o to że jestem zakochaną nastolatką.Mam 30 lat.Poprostu jestem
człowiekiem który bardzo się przywiązuje i angażuje,.Wiem że razem nie mamy
przyszłości ale nie umiem ułożyć sobie życia sama,boję się tego i bycia
samotną matką.
Ciągle się łudzę że on się zmieni,że coś się naprawi że zrozumie że w związku
potrzeba rozmowy,zaufania,że mam potrzebę polegać na nim.
A z drugiej strony wiem że skoro przez tyle lat tego nie zrozumiał i się nie
zmienił a wręcz jest gorszy -to to już nie nastąpi.
Zaczęłam cgodzić do psychologa,umówiłam się do specjalisty bo czuję że
dopadła mnie jakaś depresja,chcę zacząć się leczyć by stanąć na nogi.
Sama nie wiem czego od Was oczekuję w odpowiedzi ,po prostu jest mi tak
strasznie źle,bardzo chciałabym uratować nasz związek dla nas i dla naszego
dziecka ale rozsądek mówi mi żebym uciekała od tego jak najszybciej :-(
Ten mężczyzna mimo tego że go kocham ,wpływa na mnie destruktywnie,wpadłam w
depresję ,nie mogę zajmować się dzieckiem a on nie chce nic zrobić z
tym.Namówiłam go 1 raz na wizytę w poradni rodzinnej,więcej nie chciał ze mną
chodzić.
Kiedy już trzeba przestać żyć ułudą? Co jest oznaką że nie warto dalej
walczyć/ Czy na moje pytania jest odpowiedź? :-(((

Mam 30 lat a czuję się jak głupia nieznająca życia nastolatka która nie wie
jak należy postąpić.
Myślę o tym czy powinnam dalej próbować i zagłębiać się coraz bardziej w ten
las w którym im dalej tym coraz ciemniej i trudniej o drogę powrotną ale
wciąż się łudzę że na końcu tej gąszczy jest sełko które dla mnie świeci i że
w końcu wyjdę z tego mroku

proszę może mądrzejsze ode mnie kobiety,mężczyźni może z większym
doświadczeniem życiowym jak to jest z tym życiem?
A może w ogóle powinnam przymykać oko na wszystko i żyć z nim bo zarabia na
mnie (ja opiekuję się jeszcze małą) nie pije,nie bije,nie zdradza ?.....
Obserwuj wątek
    • mahadeva No kochana :) 21.07.07, 18:27
      trzeba byc odpowiedzialnym :) ja tez kiedys bylam glupio zakochana, bo
      myslalam, ze tak trzeba i niezle spieprzylam sobie zycie :) ale cale szczescie
      podjelam decyzje o rozstaniu i teraz juz po dwoch latach dochodze do siebie :)
      jeszcze troche i bedzie super :)

      nie kazda pierwsza milosc musi byc najlepsza... niepotrzebnie karmiono nas
      glupimi mitami... cale szczescie my mozemy uczyc sie na wlasnych bledach

      nie doczytalam do konca, bo rade mam ogolna: DZIALAJ ROZSADNIE, SLUCHAJ TYLKO
      SWOJEGO ROZUMU!
      • ssabina5 mahadeva 21.07.07, 18:30
        ale z kąd wziąć siły by odejść od człowieka do którego serce się rwie? tylko
        rozum mówi co innego ,nie mam sił ..
        • mahadeva Re: mahadeva 21.07.07, 18:35
          nie chce Ci tez niczego narzucac... ja mysle o sobie, ze jestem bardzo twarda
          (swoje przezylam) i zawsze slucham rozumu...

          pomysl o tym, jak wygladaloby Twoje zycie bez niego, czy chcesz byc pozniej z
          kims, jakie masz szanse, zeby znalezc kogos fajnego - bo to nie jest proste,
          nie ma tak wielu fajnych, wolnych facetow... czy jestes wytrwala i cierpliwa...

          w sumie to zalezy od wielu czynnikow, kazdy jest inny... jak oceniasz swoja
          pewnosc siebie? ja np jestem twarda bestia, ale moralna :) i z kazdych
          tarapatow wyjde

          moze to wyda sie smieszne, ale moze warto zapisac wszystko na kartce? Twoje
          mysli, marzenia (wiem, ze w depresji o nie ciezko), plany, mozliwosci... czy
          znajdziesz dobra prace, itp...
          • ssabina5 Re: mahadeva 21.07.07, 18:49
            dziękuję Ci ,dałaś mi do myślenia-pozytywnego wiem że moją sllabośćią jest
            włanie to że ja twardą być jeszcze nie potrafię ale wiem że będę się starać :-)
    • mahadeva I nie wydawaj kasy na psychologow!!! 21.07.07, 18:28
      Jesli widzisz, ze Ci nie pomagaja.
    • promyk.rosy Re: życie boli .....? 21.07.07, 19:13
      Piszesz, że chciałabyś z nim być ponieważ ciągle go kochasz, natomiast w całym
      twoim długim liście nie znalazłam słowa o tym, czy uczucie to jest obustronne.
      Czy twój mężczyzna cię kocha Ssabino5??? To jest zasadnicze pytanie i kiedy
      poznasz odpowiedź na nie, wtedy dopiero możesz podjąć jakieś bardziej
      zdecydowane działania.
      • ssabina5 promyku 21.07.07, 19:21
      • ssabina5 Re: życie boli .....? 21.07.07, 19:22
        za szybko polecialo

        mysle ze on tez mnie kocha na jakis swoj sposob tylko razem nam ciężko,nie
        umiemy chyba isc 1 drogą ?
        • promyk.rosy Re: życie boli .....? 21.07.07, 19:36
          Nie rozumiem, co znaczy - on kocha mnie na jakiś swój sposób? Albo się kogoś
          kocha, albo nie. Albo jest miłość albo jej nie ma bo uczucie się wypaliło i
          pozostały w związku wszystkie inne uczucia - przyjaźń, sympatia,
          przyzwyczajenie, tylko miłości brak.
          Rozmawiałaś z nim kiedyś o tym? Pytałaś co on czuje? Kim dla niego jesteś? Co
          wg. niego was łączy? itd. itp.
          • mahadeva Re: życie boli .....? 21.07.07, 20:07
            nie wiem dlaczego zwiazki oparte na przyjazni i sympatii, po tym, jak sie
            wypalilo uczucie nie mialby istniec... badzmy dojrzalymi ludzmi! Sabina musi
            zdecydowac czy tego chce, czy chce czegosc innego: wolnosci, nowych zwiazkow...
            • promyk.rosy Re: życie boli .....? 21.07.07, 21:32
              Bądźmy dorośli, nie wszystkim odpowiada związek, w którym tylko jedna strona
              kocha ;)
              • mahadeva Re: życie boli .....? 21.07.07, 21:41
                ja w ogole nie widzialam nigdy milosci na oczy, ani u siebie, ani u innych...

                moze ona nie istnieje???
                • promyk.rosy Re: życie boli .....? 21.07.07, 21:50
                  Istnieje, istnieje... tylko cholernie rzadko ludzie potrafią ekscytujący stan
                  zakochania przekształcić w miłość. Może dlatgo, że nie jest to takie łatwe i
                  proste jak nam się wydaje? Trzeba włożyć trochę wysiłku i nauczyć się kochać.
                  Przypadek Saabiny przypomina mi trochę inny znany mi związek - kiedy ona starała
                  się na wszystkie sposoby ratować ich rodzinę, on już od wielu miesięcy myślał o
                  tym jak najmniej bezboleśnie z tej rodziny odejść, bo jak powiedział: "coś się
                  we mnie wypaliło". Ozywiście nie twierdzę, że podobnie jest w przypadku autorki
                  tego wątku, ale też takiej możliwości nie wykluczam.
                  • mahadeva Re: życie boli .....? 21.07.07, 21:53
                    eh, jak mozna zakladac rodzine, miec dziecko i zostawiac to, jak sie
                    znudzi?? 'cos sie wypalio'?? powolywanie sie na wygasniecie milosci - ktora i
                    tak nie istnieje... niech autorka go przycisnie o duze alimenty!!!
                    • promyk.rosy Re: życie boli .....? 21.07.07, 22:09
                      Mahadevo, to że ty jeszcze nigdy nie spotkałaś miłości, nie znaczy że ona nie
                      istnieje:)
                      Paradoksalnie odejście jednego z rodziców czasami bywa lepsze dla dziecka. Nawet
                      nie wiesz jakie piekło może stworzyć w domu dwoje dorosłych ludzi, z których
                      jedno żyje tak, jakby było tam za karę.
                      • gipsygirl Re: życie boli .....? 21.07.07, 22:12
                        Nawe
                        > t
                        > nie wiesz jakie piekło może stworzyć w domu dwoje dorosłych ludzi, z których
                        > jedno żyje tak, jakby było tam za karę.

                        Potwierdzam całkowicie..
                      • mahadeva Re: życie boli .....? 21.07.07, 22:15
                        ja bylam bardzo zakochana, ale to raczej byla glupota niz milosc :) a moi
                        znajomi otwarcie przyznaja sie do wyrachowania
                        ja tez bede tak postepowac

                        po prostu sie dziwie, ze ludzie sa tacy nieodpowiedzialni i nie chca zyc z
                        jakoscia...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka