Dodaj do ulubionych

Czy powinnam sie odsunąć?

12.11.07, 13:33
Mam kolegę oboje chcemy utrzymywać ze sobą kontakt, jednak z mojej strony to
"chcenie" jest większe. Darzę go troszkę większym uczuciem, niż tylko
lubienie. On mnie zapewne też, ale póki nie będzie wiedział, że zależy mu w
1000% na stworzenie czegoś trwałego, nie chce się zbliżać. Szanuję to, uważam,
że ma nawet rację. Nie mam zamiaru wchodzić w związek i bać się, że mnie za
kilka dni zostawi, a ja zostanę ze swoimi uczuciami i bolącym sercem. Ostatnio
troszkę się "odsunęłam", zajęłam się swoim życiem, nie czekam na jego
ewentualne kontakty ze mną. Prawda jest taka, że gdyby chciał się spotkać ze
mną, znalazłby czas, nawet, kiedy jest bardzo zajęty. Dlatego nie nalegam na
spotkania, nie odzywam się pierwsza.
Ostatnio napisał mi na gg, kiedy na zakończenie rozmowy dodałam "to cześć, do
kiedyś", napisał "cały czas myślę o Tobie". Następnym razem (poprosiłam go
jakiś czas temu o pomoc przy komputerze), gdy napisałam, że jak znajdziesz
czas dla mnie, to daj znać, od razu zaproponował spotkanie. Powiedział "Musze
się przyjrzeć Tobie i kompowi".
Czy myślicie, że powinnam się odsunąć, zniknąć z jego pola widzenia.
Zastanawiam się, w jaki sposób wzbudzić z jego strony zainteresowanie mną. Nie
chcę, żeby pomyślał, że mam go w d....e, ale z drugiej strony nie mam już siły
uganiać się za uciekającym króliczkiem. Jak Wy, mężczyźni zrobilibyście, gdyby
zależało Wam na kimś, ale nie na tyle, żeby się angażować od razu uczuciowo i
ta kobiet aby zaczęła Was "olewać", unikać, nie narzucała by się, nie
zaczepiałaby.
Obserwuj wątek
    • nemo1968 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 13:42
      > Jak Wy, mężczyźni zrobilibyście, gdyby
      > zależało Wam na kimś, ale nie na tyle, żeby się angażować od razu
      > uczuciowo i ta kobiet aby zaczęła Was "olewać", unikać, nie
      > narzucała by się, nie zaczepiałaby.

      Napisz jeszcze raz o co chodzi, bo nie rozumiem :(.
      • aga-st Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 14:08
        Poznajemy się, twierdzimy, że przypadliśmy sobie di gustu, spotykamy się przez
        jakiś czas, w pewnym momencie facet mówi, że ma długi rozbieg, że chce się
        poznawać, żeby móc stwierdzić, czy jest szansa na stworzenie trwałego związku,
        bo póki nie stwierdzi, nie chce mnie krzywdzić, bo zdarzało mu sie już iść na
        całość i gdy kobieta się już zaangażowała i chciała tego od niego, on nie czuł
        tego u siebie i odchodził zostawiając ją w bólu i cierpieniu. Nie chce tego
        robić mnie. ALE żeby się poznawać, trzeba się spotykać, a ja nie widzę z jego
        strony inwencji, nie zabiega o to, tak mi się wydaje. Liczyłam na spotkania
        chociaż raz na tydzień, gdzieś na filmie, spacerze itp.
        I czy w związku z tym powinnam odsunąć się od niego, nie czekać, nie oczekiwać,
        nie myśleć. Czy kiedy zauważy, że mnie już nie ma, albo, że gdzieś jestem
        daleko, jest szansa, że że się obudzi! Co powinnam robić lub mówic, żeby go
        zabolało, żeby poczuł (jeśli czuje), że jestem dla niego choć troszkę ważna. Bo
        wydaje mi się, że jeśli będę mu wchodzić codziennie w drogę, będzie mnie
        codziennie widział, nie będzie miał okazji ewentualnie zatęsknić, jeśli takowe
        uczucie w ogóle do mnie żywi.
        • nemo1968 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 14:34
          Skoro chce się zbliżać powoli do Ciebie, to nie powienien unikać
          spotkań nawet raz na tydzień, eby pobyć razem i się lepiej poznać.
          Moim zdaniem nie jest do końca uczciwy, chyba, ze podaje Ci
          wiarygodne powody (praca, inne obowiązki).
          Nie rób nic, co podważa wzajemne zaufanie....coś w
          rodzaju "pokazania mu jak to boli...", bo po co? Chcesz go ranić?
          Po prostu powiedz mu, ze chcesz sie spotykac, zaproponuj sama kino,
          teatr, poproś o pomoc w zakupach komputerowych, czy cokolwiek (zrób
          sobie malowanie mieszkania ;) hehe: takie dwa w jednym ;).
          Nie pogrywaj, bądź sobą....:)
        • eleni80 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 14:41
          no nie wiem jak chce Cię poznać nie spotykając się z Tobą, ale może skoro
          potrzebuje długiego rozbiegu, to też potrzebuje większych odstępów między
          spotkaniami, bo częste spotkania kojarzą się mu wyłącznie z byciem z kimś "w
          parze", a on tego przecież nie chce
        • yokooo Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 16:26
          Mężczyzna dla którego jesteś ważna, nie mówi - odsuń się ode mnie, nie jestem
          gotowy na związek, a w międzyczasie spotyka się z innymi. Dla mnie to oczywiste,
          nie jesteś dla niego na tyle ważna, żeby poświęcić ci raz w tygodniu kilka
          godzin. Facet rozgląda się za czymś lepszym (lepszym dla niego), lecz nie chce
          całkowicie z ciebie rezygnować. Jeśli odpowiada ci rola zapasowego koła, dzwoń,
          pisz, umawiaj się, myśl, nakręcaj się jeszcze bardziej i wmawiaj sobie, że on
          tak postępuje z szacunku do ciebie i w trosce o twoją delikatną psychikę. Moja
          rada - nie próbuj wdawać się w gry tylko po to, żeby go zabolało. Przestań o nim
          myśleć i rozejrzyj się za innym miłym facetem.
        • pol_krzaka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 17:09
          > Dlatego nie nalegam na spotkania, nie odzywam się pierwsza.

          > Nie chcę, żeby pomyślał, że mam go w d....e, ale z drugiej strony
          > nie mam już siły uganiać się za uciekającym króliczkiem.

          W jaki konkretnie sposób się za nim uganiasz? Bo przecież z pierwszego
          stwierdzenia wynika, że masz go w d...e.
          I jeszcze chcesz się odsuwać i znikać z jego pola widzenia?
          Albo zrobić coś by go zabolało, by poczuł, że jesteś dla niego choć trochę
          ważna? Dlaczego miałabyś być dla niego ważna? Dlatego że zrobisz coś by go
          bolało? Do czego właściwie miałby tęsknić? Do tego biernego oczekiwania na jego
          każdy krok?

          Jakże wygodnie jest stwierdzić - nie chcę mu się narzucać, nie chcę go
          zaczepiać, jak to ładnie brzmi, dużo ładniej niż - nie chce mi się nic robić w
          tym kierunku by mnie chciał. Niech mnie chce albo niech spi....a. A najlepiej to
          spróbuję pokazać mu, dopiec, żeby się obudził, to dopiero będzie pomysł!

          Naprawdę niedługo usłyszysz, że ma dziewczynę. I przyjdziesz tutaj narzekać i
          niewątpliwie znajdziesz towarzyszki niedoli, które zgodnie potwierdzą jacy to
          faceci są be.
          • aga-st Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 19:28
            Uganiam sie, ale w moim własnym mniemaniu. Na przykład pokazuję, że
            jestem dostępna na gg, zeby "przypadkiem" mógł do mnie zagadać. Ide
            do pracy tą drogą i o tej godzinie, żeby mógł "przypadkiem" mnie
            podwieźć. I tyle, czasem jeszcze, ale rzadko zagadam pierwsza do
            niego na gg. Nasze spotkania sa bardzo miłe, droczymy się,
            przekomarzamy, on tu mnie dotknie, tam dotknie. Nie wystarcza mi to
            dlatego zapytałam go ostatnio, co do mnie czuje. Usłyszałam: lubie
            cię, chciałbym sie zbliżyć, ale boję cie zranić, bo może się okazać,
            że nie ta drogą pójde po jakimś czasie, o której marzysz, bardzo
            długo się angażuję, zawsze tak było, nigdy nie zakochałem się ot tak
            po prostu, musimy się poznawać, widzę szansę, zebyśmy byli razem, w
            przeciwnym wypadku spotkałbym się z Tobą tylko raz. Tego typu rzeczy
            pisze, mówi.
            Dlaczego chciałabym go zranić.... nie o to chodzi, że zranić.
            Chciałabym zrobić coś żeby mu pomóc się zdecydować. Albo wóz, albo
            przewóz. Nie ukrywam, że chciałabym, żeby poczuł, że mniemu brakuje
            i zaczął sam inicjatywę wykazywać, bo nie ma nic milszego, jak
            adorowanie kobiety.
            • pol_krzaka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 13.11.07, 07:46
              Niestety, bycie dostępną na gg nie oznacza zupełnie nic. Tak robią miliony ludzi
              w całym kraju i nikomu by do głowy nie przyszło, że może to oznaczać, że komuś
              na kimś zależy. Sam jeśli widzę kogoś, kogo znam, kto idzie pieszo a ja jadę
              samochodem to jest dla mnie naturalne że zaproponuję podwiezienie w ramach
              wspólnej trasy. To są zupełnie normalne zachowania wśród ludzi, którzy się
              znają, lubią i nic poza tym. Zachowując się biernie tracisz go. Być może już
              jest za późno. Między tym co robisz, a narzucaniem się jest spora, bezpieczna
              przestrzeń. Kiedy się spotykacie jest miło, przynajmniej tak to odbierasz, ale
              czy jesteś pewna że jemu też? Czy starasz się by tak było, czy wychodzisz z
              założenia że tylko on powinien się starać? Jeżeli nie ma ochoty częściej się
              spotykać oznaczać może to tylko to, że te spotkania nie wyglądają tak jakby sam
              chciał. Gdyby było mu dobrze znalazłby czas i nic nie byłoby ważniejsze.
              • land-rynka jak go zdobyć? 13.11.07, 09:25
                A co powinnam zrobić, żeby go w subtelny sposób zdobyć? Żeby nie była to forma
                narzucania się, ale też żeby obudzić w nim czułość, myśli na temat "fajnie by mi
                z nią było". Dodam, że ostatnio to on pierwszy się odzywa, miłe pogawędki na gg.
                I tak, jak wspomniałam wcześniej, nie jestem m u zupełnie obojętna, widzę to i
                czuję, sam zresztą powiedział, że chciałby się zbliżyć, ale rozsądek musi zwiąść
                górę i potrzeba dystansu...
                Jedno jest dla mnie dośc dziwne - sam zachęca mnie, żebym spotkała się z pewnym
                facetem, z którym miałam jakiś czas temu randkę i trochę ta randka nie wypaliła.
                Mówi, że może drugie wrażenie będzie pozytywniejsze.
                • kookardka Re: jak go zdobyć? 13.11.07, 10:19
                  Powiem Ci coś co dostrzegłam dopiero jak się wszystko rozsypało.
                  Spotykałam się z facetem, który zachowywał się podobnie. I teraz
                  wiem, że nie należy się nad tym zastanawiać. Jak już napisała niżej
                  yagienka, są tacy panowie, którzy robią dwa kroki do przodu jeden
                  w tył. Nie należy nad tym rozmyślać, dopytywać ich, bo wtedy czują
                  się naciskani i się wycofują. Trzeba im pozwolić na ten "taniec" ;)
                  i robić swoje. Ciepło, miło, sympatycznie jak z przyjaciółmi,
                  bez rozmów pt "co jest między nami". Trochę kokieterii nie
                  zaszkodzi ;)Ja zrobiłam duży błąd, bo chciałam zrozumieć
                  o co mu chodzi ... Zaczęłam się nad tym zastanawiać i nie nadążałam
                  za swoim tancerzem ;) zaczęłam pytać. A co on mi mógł powiedzieć?
                  Wszystko co mówił odbierałam jako spłycanie tej relacji - a on był
                  kilka kroków za mną, bo niektótzy panowie mają długi rozbieg
                  i są ostrożni. Wolą nie powiedzieć nic, albo powiedzieć odwrotnie
                  niż jest, gdy nie są pewni tego co myślą i co czują, po to, żeby
                  potem nie było, że naobiecywali. Boją się, że skrzywdzą, bo kobieta
                  szybciej rozwija skrzydła... I tym dopytywaniem zgubiłam się w
                  swoich skrajnych emocjach - raz czułam, że mu zależy i wtedy
                  pojawiały się pozytywne emocje , innym razem czułam, że mu nie
                  zależy i wtedy pojawiły się negatywne emocje. Takie skrajne emocje
                  u mnie powodują straszne zamieszanie, odbijają się na relacji,
                  pojawia się żal, a jednoczesnie czułam, że mi zależy. Łatwo wtedy
                  narobić jeszcze większego zamieszania, dac ponieść się złym emocjom,
                  bo one są podbijane niepewnością a to kosmiczna siła napędowa.
                  Taka huśtawka u kobiety powoduje,że tancerz zaczyna tańczyć jeden
                  krok do przodu i dwa w tył ... Ja nie mogłam zejść z huśtawki,
                  a on się oddalał. Dopiero jak już się wybujałam, emocje opadły
                  i przyszedł rozsądek, to okazało się,że nie widać go już na
                  horyzoncie ...
                  Spokojnie rób swoje, bądź miła, wesoła i nie myśl za dużo.
                  Takim nastawieniem dajesz mu komfort spokoju. Jak on jest spokojny
                  to i Ty będziesz ;)
                  • land-rynka Re: jak go zdobyć? 13.11.07, 11:32
                    KOOKARDKA, to co piszesz, to jakbym czytała o sobie - dokładnie napisałaś co ja
                    czuję i co próbuję robić. Zapytałam go niedawno bezpośrednio czego ode mnie
                    chce, co do mnie czuje. Otrzymałam odpowiedź, jak już pisałam o tym, że mnie
                    lubi, że chciałby się zaangażować ale woli się zdystansować, bo się boi itp.
                    Pisałam już o tym zresztą.
                    Wiem, ze powinnam się zdystansować, ale nie ukrywam, że są we mnie jakieś
                    uczucia w stosunku do niego. Bardzo mi zależy i nie chcę robić nic na siłę, wolę
                    nawet, żeby był moim przyjacielem.
                    Myślę, ze tak szybko nie przedstawi mi swojej dziewczyny, ponieważ ma długi
                    rozbieg i w stosunku do każdej tak do tej pory było. Kilka razy, jak mówi,
                    poszedł na żywioł i wyszły z tego tylko łzy. Więc skoro ma takie doświadczenia,
                    niech będzie, jak będzie. U mnie odezwały się chyba łowieckie instynkty i
                    dlatego żeby sobie chyba podnieść samoocenę, chcę go zdobyć. Bo chcę go zdobyć,
                    nie ukrywam, choć nic na siłę nie zrobie.
                    Ale czy mogę go kokietować itp...?
                    • kookardka Re: jak go zdobyć? 13.11.07, 11:56
                      Nie dystansuj się, tylko opanuj wewnętrznie i nie kombinuj.
                      Bądź sobą i tak jak do tej pory nie manipuluj, nic dobrego
                      z tego nie przyjdzie. Jak masz dla niego ciepłe uczucia to
                      mu to okazuj a mu tego nie mów ( bo poczuje presję - bo jak
                      Ty mówisz, to on może czuć się zobowiązany do tego samego,
                      a co ma Ci powiedzieć ? )Jak zaczniesz go pytać, to tym
                      bardziej poczuje presję ...Bo on nie wie - to my kobiety
                      umiemy sobie powiedzieć tak czuję coś, nie nie czuję nic,
                      faceci mają jakoś inaczej ... jak Ci się podoba to go kokietuj,
                      toż to odruchy są u nas niekontrolowane jak nam facet
                      w głowie zakręci ;)

                      jeszcze chwila i zacznę myśleć, że to ten sam facet ;))))
                    • kookardka Re: jak go zdobyć? 13.11.07, 12:17
                      I powiem Ci jedno - najważniejsze - rozmowy o tym co jest między
                      Wami, to nie jest dobry temat ... wogóle nie powinno być tego
                      tematu. Ja wiem jak to trudno być w takiej niepewności, dlatego
                      napisałam Ci zajmij się sobą. Ja zajęłam się sobą, nie gapiłam się
                      w telefon i komputer wyczekująco, za dużo nie myślałam o tym
                      wszystkim a i tak mnie nakręciło na niepokój i chciejstwo wiedzy
                      ( no u mnie było to dodatkowo jeszcze podsycane innymi problemami,
                      to może stąd takie a nie inne reakcje - nerwowe). Na to uważaj,
                      bo jak Cię dopadnie to masz pozamiatane.

                      • land-rynka Re: jak go zdobyć? 13.11.07, 12:49
                        Normalnie, jakbym to była JA. Jednak faceci są bardziej skomplikowani, niż mi
                        sie to wydawało. On sam powiedział "bo WY (kobiety) tak szybko się angażujecie".
                        Może to i prawda, ze jak coś czujemy, to chcemy i umiemy to nazwać. I dążymy do
                        bliskości, czułości i bycia z kimś. Myślę , że jesteśmy tak skonstruowane, żeby
                        kochać. Panowie mają inaczej - albo seks im w głowie, a z zaangażowaniem się to
                        już kiepsko raczej. Powiesz szczerze, że pierwszy raz się spotkałam z tego typu
                        człowiekiem. U mnie zawsze było tak - spotykałam faceta, podobaliśmy się sobie,
                        pierwsza, druga randka, buzi buzi i tak to już potem leciało, że chcieliśmy
                        spędzać czas ze sobą no i uczucie się rozwijało. A tutaj jest to jakaś forma
                        "zawieszenia", czy pojawi się uczucie. On sam nawet to potwierdził.
                        Cieszę się, że chce kontakt ze mną utrzymywać. Słowa już nie pisnę na temat
                        jakiś uczuć i tego, co może być lub nie być między nami. Ale zapewne będę nadal
                        analizować jego zachowania, bo poczułam do niego coś więcej, niż najzwyklejsze
                        koleżeństwo.
                        Zastanawiam się, czy w ogóle są JAKIEKOLWIEK szanse na to, żebyśmy stworzyli
                        parę, jakiś związek, żeby "strzelił go piorun", na co tak czeka. Czy to już
                        raczej pozamiatane, bez szans....
                        • kookardka Re: jak go zdobyć? 13.11.07, 13:23
                          Ja do tej pory też nie spotkałam się z takim "stop" od początku.
                          To dla mnie było tak zaskakujące i dziwne podejście, że się
                          pogubiłam. Na dzień dobry powiedział mi, że nie chce się wiązać.
                          Potem kilka razy to powtarzał, ale zachowywał się i mówił do mnie
                          tak jakby chciał. Miałam wrażenie, że się bawi - i chciałam urwać
                          kontakt. Innym razem miałam wrażenie, że sam nie wie co i jak
                          i powtarzałam sobie, że to za krótko by cokolwiek powiedzieć co
                          się dzieje między nami i dawałam sobie czas. Ale dopytywałam w
                          międzyczasie, a on się wił, no bo CO miał mi powiedzieć ...
                          czas był podobny jak u Ciebie ... i teraz przypomniałam sobie
                          jak to było w poprzednich relacjach - samo się działo, ja o nic
                          nie pytałam, nie myślałam i nie dopytywałam. A wiesz czemu ?
                          Bo nie miałam świadomości i na własnym tyłku wtedy jeszcze nie
                          odczułam jak facet potrafi się zabawić. Ja wtedy nie znałam tego
                          bólu. Ale przed tą ostatnia relacją, trafiłam na psychola i oszołoma,
                          który mnie przeczołgał psychicznie i wchodząc w tą ostatnią relację,
                          wiedziałąm już czego się bać ... ten strach spowodował całą masę
                          watpliwości, obaw i lęków - bo nie chciałabym tak się czuć po raz
                          drugi. Przykre doświadczenia z przeszłości bardzo wpływają na
                          kolejne relacje. Akurat trafiłam na taki okres w życiu, gdzie
                          zwaliło mi się kilka powaznych problemów i ten strach był dodatkowo
                          podkręcany moim nastrojem w tamtej chwili. Jak kłębek nerwów się
                          czułam i zrobiłam się nieznośna. Uważam, że i tak długo
                          wytrzymał ... Dopytywanie i upewnianie się co jest między nami
                          na początku relacji, potem nakręcanie się obawami i lękiem,
                          niepewność, to było to co rozwaliło i go zniechęciło. Najgorsze
                          jest to, że stało się to wtedy, gdy już poczułam się bezpiecznie,
                          tylko jeszcze gdzies się czaił ten niepokój i czasem mnie napadał
                          ( i wtedy niosły mnie negatywne emocje i zrobiłam się dla niego
                          bardzo przykra ). Uważaj, żeby Ciebie nie poniosło, podejdź
                          do tego na spokojnie i bez strachu, poczekaj co będzie dalej i nie
                          dręcz go pytaniami.
                          • kookardka Re: jak go zdobyć? 13.11.07, 13:33
                            Żebym ja taka mądra wcześniej była ;)
                            znaczy co nieco tam do mnie docierało, ale emocje były silniejsze,
                            i zachowania były nimi podyktowane a nie rozsądkiem ... tornado
                            jakieś ... wtedy tego nie widziałam ... teraz widzę, jak emocje
                            już opadły, wyciszyłam się, uspokoiłam i potrafię realnie ocenić
                            tamtą sytuację ... no ale u mnie już jest pozamiatane ...
                            • yokooo Re: Dołączam do was :) 13.11.07, 14:38
                              Szanowne koleżanki, dołączam do waszego grona, bo takich mistrzów "trwania w
                              zawieszeniu", "długiego rozbiegu", "niepewności uczuć" jak widać jest więcej ;)
                              Kookardce z całego serca współczuję, a tobie Ago radzę - uciekaj przed tym
                              niezdecydowanym znajomym-przyjacielem gdzie pieprz rośnie.
                              Na bazie moich (i waszych) doświadczeń, mogę stwierdzić - jest pewna grupa
                              mężczyzn, którzy krzywdzą kolejne kobiety nie dlatego, że są wyrachowani, źli
                              itp. lecz dlatego, że ich specyficzna lekko pokręcona osobowość, nie pozwala na
                              nawiązanie właściwych relacji międzyludzkich. Oni zawsze nie wiedzą czy to
                              przyjaźń, czy to już kochanie, a może zwykłe koleżeństwo, znajomość. Są
                              mistrzami stanów pośrednich. Chcieliby czegoś więcej i jednocześnie nie chcą bo
                              się boją. Wydaje im się, że ta kobieta jest interesująca, inna niż wszystkie,
                              ale nie na tyle interesująca żeby ją pokochać, bo zawsze brakuje jej tego
                              minimalnego "czegoś". Znajomoprzyjaźń jest jedynie tym, co potrafią jej
                              zaoferować. Jakie są przyczyny takiego zachowania? Najczęściej opowiadają o
                              tragicznej miłości, która odcisnęła piętno na ich życiu i która przyczyniła się
                              do ich wyjątkowej ostrożności. A jak jest naprawdę? Tego do końca nie wiem, lecz
                              wydaje mi się, że zdrowy emocjonalnie mężczyzna, który przeżyje nawet ciężki
                              zawód miłosny, po pewnym czasie pokieroeszowany wyjdzie z tego i nie będzie
                              krzywdził innych kobiet, pod warunkiem, że będzie to zdrowy emocjonalnie
                              mężczyzna...


                              P.S. Jak mają na imię ci wasi przystojniacy? ;)
                              • kookardka Re: Dołączam do was :) 13.11.07, 15:04
                                imię na J.
                                • yokooo Re: Dołączam do was :) 13.11.07, 15:51
                                  W takim razie miałam rację - takich indywiduów jest NIESTETY więcej - mój na T.
                                  Kaleki emocjonalne, które krzywdzą kolejne kobiety.
                                  Agata! lecz się z niego dopóki nie jest za późno! Choć jak czytam twoje posty to
                                  widzę, że już jest za późno.
                                  • kookardka Re: Dołączam do was :) 13.11.07, 19:14
                                    Wiesz w zasadzie to żałować ich trzeba i im współczuć. Każdy
                                    potrzebuje bliskości i ciepła, nie wierzę, że są ludzie, którym
                                    nie jest to do szczęścia potrzebne. Pomyśl jak strasznie musi
                                    bać się CZEGOŚ facet, który nie umie się otworzyć na miłość ...
                                    Swoich emocji się boi ? emocji kobiety ? boi się bólu na wypadek
                                    straty ? przecież miłość, spokojna i taka "wypracowana", jest
                                    piękna, daje poczucie bezpieczeństwa, azylu i bliskości. Ona sama
                                    nie przychodzi, ją się buduje czasem latami ... daje spokój.
                                    Wiadomo, że żeby kogoś pokochać, tak mocno i szczerze, trzeba
                                    najpierw kochać siebie ... może tu jest u nich problem ...
                                    • yokooo Re: Dołączam do was :) 14.11.07, 12:06
                                      Zgadzam się, można im tylko współczuć. Oni (faceci specjalnej troski) w końcu
                                      zwiążą się z jakąś kobietą, bo nikt nie umie i nie chce być wiecznie sam. Jednak
                                      zawsze będą twierdzić że - tak do końca nie potrafią pokochać, by w międzyczasie
                                      szukać i rozglądać się za "tą jedyną miłością". Zgadzam się z tobą Kookardko,
                                      trzeba współczuć im i kobietom, które krzywdzą idąc przez życie.
                                      • kookardka Re: Dołączam do was :) 14.11.07, 12:38
                                        Zwiążą się z kobietą, która nie da się zmylić tą ich niepewnością,
                                        nie ulegnie emocjom pod jej wpływem a to trudne jest, ale możliwe ;)
                                        Poza tym, niektórzy uważają takie zaangażowanie za fanatyzm,
                                        i nawet jak się zaangażują to nie dowie się o tym nikt.
                              • land-rynka Re: Dołączam do was :) 13.11.07, 15:17
                                Imię na W.
                                • eleni80 może wstawmy tu cały alfabet 13.11.07, 15:24
                                  :D
                                  każdy z nich się boi :) nie boją się tylko 19-latki, bo jeszcze siła plemników
                                  przebija siłę szarych komórek
                                  • kookardka Re: może wstawmy tu cały alfabet 13.11.07, 15:37
                                    ja myślę, że to z wiekiem przychodzi ;) doświadczenia robią swoje,
                                    a im wiecej ich tym strach większy - jak się ma 20 lat to się
                                    człowiek nie zastanawia, bo nie zdaje sobie sprawy z wielu rzeczy.
                                    • eleni80 Re: może wstawmy tu cały alfabet 13.11.07, 15:45
                                      no właśnie to napisałam, tylko, że po swojemu :))
                          • land-rynka Re: jak go zdobyć? 13.11.07, 15:07
                            Widzisz, u mnie jest podobnie,. Jestem po rozwodzie, mam dziecko. Zostałam
                            przeczołgana emocjonalnie i fizycznie i dlatego tak strasznie boję się zostać
                            ponownie skrzywdzona. Stąd u mnie ta daleko posunięta ostrożność. Chciałabym,
                            żeby ktoś wziął mnie w ramiona, żebym znowu zaczęła znaczyć dla kogoś dużo, być
                            ważna. Trafił się ON, czuły, sympatyczny, inteligentny, zabawny, ale tez po
                            rozwodzie. Rozumiem jego podejście i szanuję go za to, bo dopiero przy nim
                            zobaczyłam, ze warto poczekać, żeby zobaczyć, czy w ogóle może wyjść z tego coś,
                            co może przerodzić się w miłość, ale taką dojrzałą. I z jednej strony to
                            rozumiem, ale z drugiej tak strasznie brakuje mi bliskości. I nie umiem znaleźć
                            jej u innych mężczyzn, od kiedy poznałam JEGO, chcę, żeby to on mnie tulił i
                            chcę dla niego znaczyć wiele. A to boli, że tak nie jest. Jest dla mnie miły,
                            mówi fajne rzeczy, to jest coś na zasadzie - przyciąganie odpychanie. Raz
                            patrzy na mnie takim wzrokiem, że kolana mi się uginają, innym razem mówi, że
                            spotkał się na randce z inną babą.
                            Jedyne, co mi pozostało, to zdystansować się do całej tej sprawy, czekać, starać
                            się być gdzieś blisko. Strasznie się boję, że odejdzie, ze się odsunie. Dwa
                            tygodnie się nie widzieliśmy i nie wiem, kiedy zobaczymy ......
                            • yokooo Re: Kochana Ago.... 13.11.07, 16:09
                              land-rynka napisała:

                              > Widzisz, u mnie jest podobnie,. Jestem po rozwodzie, mam dziecko. Zostałam
                              > przeczołgana emocjonalnie i fizycznie i dlatego tak strasznie boję się zostać
                              > ponownie skrzywdzona. Stąd u mnie ta daleko posunięta ostrożność. Chciałabym,
                              > żeby ktoś wziął mnie w ramiona, żebym znowu zaczęła znaczyć dla kogoś dużo, być
                              > ważna. Trafił się ON, czuły, sympatyczny, inteligentny, zabawny, ale tez po
                              > rozwodzie. Rozumiem jego podejście i szanuję go za to, bo dopiero przy nim
                              > zobaczyłam, ze warto poczekać, żeby zobaczyć, czy w ogóle może wyjść z tego coś
                              > ,
                              > co może przerodzić się w miłość, ale taką dojrzałą. I z jednej strony to
                              > rozumiem, ale z drugiej tak strasznie brakuje mi bliskości. I nie umiem znaleźć
                              > jej u innych mężczyzn, od kiedy poznałam JEGO, chcę, żeby to on mnie tulił i
                              > chcę dla niego znaczyć wiele. A to boli, że tak nie jest. Jest dla mnie miły,
                              > mówi fajne rzeczy, to jest coś na zasadzie - przyciąganie odpychanie. Raz
                              > patrzy na mnie takim wzrokiem, że kolana mi się uginają, innym razem mówi, że
                              > spotkał się na randce z inną babą.
                              > Jedyne, co mi pozostało, to zdystansować się do całej tej sprawy, czekać, stara
                              > ć
                              > się być gdzieś blisko. Strasznie się boję, że odejdzie, ze się odsunie. Dwa
                              > tygodnie się nie widzieliśmy i nie wiem, kiedy zobaczymy ......


                              Ech, Agatko.... ty już się w nim zakochałaś...
                              Będziesz teraz wypatrywać go na gg, myśleć, dlaczego się nie odzywa choć widzisz
                              że jest dostępny, pewnie rozmawia z inną... Dlaczego nie dzwoni? Przecież
                              ostatnio rozmawialiśmy tak dawno. Wyjechał na dwa tygodnie na urlop i nawet mi
                              nie powiedział, że go nie będzie... Ostatnio widzieliśmy się aż miesiąc temu, a
                              on spotkania nie proponuje - DLACZEGO???
                              Będziesz zakładać kolejne wątki na forum w stylu - "O co mu może chodzić?"
                              rozpisywać się jak wygląda to "przyciąganie i odpychanie" i swoimi wpisami
                              błagać forumowiczów, o potwierdzenie swoich nadziei że niby ta jego wyrafinowana
                              gra oznacza UCZUCIE. Długo chcesz się tak męczyć? Jeśli nie, to powiedz mu
                              otwarcie co do niego czujesz, skoro jest taki porządny i tak bardzo troszczy się
                              o twoje samopoczucie, będzie musiał się zdeklarować. Postaw na szczerość, nic
                              nie tracisz a zaoszczędzisz sobie życia wypełnionego złudzeniami. I nie
                              kombinuj jak go podstępnie zdobyć, gdyby on chciał cię zdobyć nie proponowałby
                              ci spotkań z innymi mężczyznami - zjedź na ziemię... i namawiam spróbuj szczerości.
                              • land-rynka Re: Kochana Ago.... 13.11.07, 17:34
                                Macie wszyscy rację. Wpadłam w to uczucie, jak śliwka w kompot, a on
                                mnie po prostu, jasno określiwszy NIE CHCE. I tyle, nie ma się co
                                wpatrywac w szczególiki, bo sprawa jest chyba najjaśniejsza w
                                świecie. Potrzebuję zapewne czasu, żeby z tego wyjśc. To nie będzie
                                łatwe, tym bardziej, że jakis tam mamy kontakt. Ale nie ma co
                                dopatrywać się międzywierszy, BO ICH NIE MA. Oczywiście, wolałabym
                                dowiedzieć że jest szansa, że może coś z tego wyjdzie, ale to chyba
                                jest zwodzenie samej siebie i nie ma sensu. Powoli, małymi
                                kroczkami, uda mi się z tego wyjść. Nie jest łatwo! Cholera, powiem
                                nawet - jest beznadziejnie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                                • kookardka Re: Kochana Ago.... 13.11.07, 19:07
                                  Cokolwiek by się miało nie wydarzyć, lepiej dla Ciebie będzie
                                  jak się schłodzisz z emocjami i pozbędziesz uzależnienia.
                                  Boszsz co ja mówię, przecież wiem jakie to trudne, ale wyjścia
                                  nie masz, bo będzie bolało bardziej.
                                  Powiem Ci, że ja nie pozwoliłam sobie na uzależnienie w mojej
                                  ostatniej historii a i tak bolało. Jakoś musisz to zrobić,
                                  dla własnego dobra. Może ogranicz z nim kontakty przez jakiś
                                  czas , nie wiem ... a potem jak będziesz miała siłę i nie będziesz
                                  się bała, że znowu się uzależnisz , możesz spróbować kontaktów
                                  na nowo ... na spokojnie.
                                • yokooo Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 11:56
                                  Wiem, że nie jest łatwo... jest bardzo trudno dlatego, że ONI (faceci
                                  szczególnej troski) nie dają nam jasnej i konkretnej odpowiedzi. Zawsze jest:
                                  może tak... może nie... Człowiek zakochany czepia się każdego słowa, każdego
                                  gestu który mógłby świadczyć o tym, że uczucie istnieje i jest odwzajemnione.
                                  ONI właśnie na tym grają - na naszych emocjach, doskonale to wykorzystują. Czy
                                  świadomie? Nie wiem, chciałabym wierzyć że nie są aż tacy podli... być może
                                  inaczej nie potrafią... Nikt nich nie nauczył i nie wytłumaczył im, że uczucia
                                  innych to bardzo delikatna materia i trzeba szanować.
                                  Pozdrawiam serdecznie i trzymaj się Ago :)
                                  • kookardka Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 12:35
                                    Wiesz, większość kobiet po prostu przeżywa wszystko wewnątrz
                                    siebie ... bo emocji negatywnych kobiecie nie przystoi okazywać
                                    na zewnątrz - tak jesteśmy uczone od małego. Rzadko, która kobieta
                                    pozwoli sobie pokazać te emocje facetowi. Ja to zrobiłam, może nie
                                    powinnam, a może powinnam teraz juz sama nie wiem, ale usłyszałam,
                                    ze on nigdy nie spotkał się z takimi "jazdami" u kobiety ... dla
                                    niego było to nienormalne i nienaturalne, bo to facet. Mezczyźni
                                    nie mają pojęcia co się dzieje wewnątrz nas, gdy coś zaczynamy
                                    czuć a nie wiemy co ta druga strona czuje i czy wogóle coś.
                                    Oni chyba nie umieją sobie tego wyobrazić.

                                    Paradoksalnie Ci, o których piszesz kaleki, są chyba bardziej
                                    odpowiedzuialni, bo uprzedzają nas przecież o tym, ze nie chcą
                                    dużych emocji i mówią nam, żebyśmy się nie angażowały ...
                                    bo oni wtedy zaczynają się bać - naszych emocji i swoich ...
                                    ja mam wrażenie, że oni po prostu są wrażliwsi niż inni faceci
                                    i emocje, które pojawiają się w relacjach damsko męskich są dla
                                    nich bardzo dużym dyskomfortem i się przed nimi bronią ...
                                    bo czują ten ciężar odpowiedzialności za drugiego człowieka ...
                                    i nie chcą go brać na siebie zbyt pochopnie ...
                                    jak nie jesteś świadoma zagrożenia to się nie boisz, prawda ?
                                    i wchodzisz jak w dym ... a oni się boją, że wkręcimy się zbyt
                                    szybko, szybciej niż oni i będzie nas bolało ... i mówią o tym,
                                    że nie chcą się angażowac itd ... trzeba im dać się wytańczyć ;)
                                    • yokooo Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 13:29
                                      Widzę, że ty też wszelkie wątpliwości tłumaczysz "na korzyść oskarżonego" ;)))
                                      Mimo podobieństw każdy przypadek jest trochę inny. Ja nie mam im za złe, że
                                      uprzedzają nas abyśmy się nie angażowały. Zauważyłaś, że oni zawsze mówią ten
                                      tekst wtedy, gdy jest już odrobinę za późno, a my "płyniemy z uczuciem"? Może
                                      dlatego, że świetnie wyczuwają nasze zaangażowanie i doskonale wiedzą, że TO już
                                      się stało?
                                      Mnie drażni i boli to, że kiedy już wczują nasze zaangażowanie, wycofują się
                                      robiąc krok do tyłu, ale tylko taki malutki, by zupełnie nie stracić nas z oczu
                                      (to co pisała Aga - przyciąganie i odpychanie). Mogą trwać w takim zawieszeniu i
                                      niezdecydowaniu całkiem długo, dopóki w nas coś nie pęknie. Ten wykańczający
                                      taniec, huśtawka uczuć, niepewności, domysłów, doszukiwania się Bóg wie czego, w
                                      Bóg wie czym, wybuchy niekontrolowanych emocji (o których pisałaś), aż wreszcie
                                      wszystko kończy się z wielkim hukiem. My liżemy rany, a panowie szczególnej
                                      troski zaczynają swój taniec wokół innego obiektu... "Nikt tak pięknienie mówił,
                                      że się boi miłości... jak ty", od takich trzeba uciekać pędem nie oglądają się
                                      za siebie ;)
                                      • kookardka Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 13:45
                                        Akurat teraz daleka jestem od usprawiedliwiania i tłumaczenia
                                        na swoją korzyść ... Wychodzę z założenia, że każdy człowiek
                                        to inny człowiek, nie siedzisz w jego głowie i nie wiesz co
                                        nim kieruje, gdy zachowuje się w określony sposób. Trudno jest
                                        mi skreślać człowieka tylko dlatego, że mi się coś wydaje - boję
                                        się, że mogę źle ocenić. Może dlatego czasem gubię sie w domysłach,
                                        dopytuję i drążę ... Wygodniej jest ocenić tak jak pasuje i mieć
                                        z głowy. Szczególnie wtedy, gdy sytuacja męczy. Tylko, że takim
                                        podejściem można kogoś skrzywdzić a też i dużo stracić.
                                        Szczególnie wtedy, gdy brakuje cierpliwości.
                                        • yokooo Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 14:04
                                          kookardka napisała:

                                          > Akurat teraz daleka jestem od usprawiedliwiania i tłumaczenia
                                          > na swoją korzyść ...


                                          Źle mnie zrozumiałaś, napisałam że jest odwrotnie.


                                          Wychodzę z założenia, że każdy człowiek
                                          > to inny człowiek, nie siedzisz w jego głowie i nie wiesz co
                                          > nim kieruje, gdy zachowuje się w określony sposób. Trudno jest
                                          > mi skreślać człowieka tylko dlatego, że mi się coś wydaje - boję
                                          > się, że mogę źle ocenić. Może dlatego czasem gubię sie w domysłach,
                                          > dopytuję i drążę ... Wygodniej jest ocenić tak jak pasuje i mieć
                                          > z głowy. Szczególnie wtedy, gdy sytuacja męczy. Tylko, że takim
                                          > podejściem można kogoś skrzywdzić a też i dużo stracić.
                                          > Szczególnie wtedy, gdy brakuje cierpliwości.


                                          Hmmmm.... myślisz że brak cierpliwości u kobiet jest w dużej mierze wszystkiemu
                                          winien? Być może masz rację.... u mnie rany są zbyt świeże... za kilka miesięcy
                                          może spojrzę na to z innej perspektywy...
                                          Serdecznie pozdrawiam i życzę więcej cierpliwości ;)) a raczej mężczyzny który
                                          nie będzie wymagał tak dużej cierpliwości ;))))

                                          • kookardka Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 14:28
                                            Kobiety często usprawiedliwiają facetów, bo same przed sobą
                                            nie chcą przyznać się, że jest inaczej, bo facetowi nie zależy.
                                            Tłumaczą wtedy na swoją i na jego korzyść :) To miałam na myśli :)

                                            Moja sprawa też jest bardzo świerza. Myślę, że u każdej kobiety
                                            jest to różnie, ale generalnie można okreslić to jako brak
                                            cierpliwości by poczekać na rozwój wydarzeń. My lubimy wiedzieć ;),
                                            bo gdy nie wiemy na czym stoimy, to budzą się negatywne emocje
                                            ( z różnych powodów u każdej z nas). I wtedy facet raz, że czuje
                                            presję, a dwa częstujemy go niefajnym traktowaniem ...
                                            i nie wiem czyja to wina i czy wogóle wina, że facet jest
                                            zdezorientowany,nie wie co myśli i czuje,a nam brak cierpliwości ...
                                            co on może czuć i wiedzieć po kilku miesiącach ? Ja wiem, że u mnie
                                            to moje emocje nabroiły, niekontrolowane z różnych powodów
                                            (największym był strach), bo ja nie pozwoliłam sobie na oczekiwania
                                            i uzależnienie, świadoma tego, że to początek tak naprawdę
                                            niewiadomo czego ... no bo skąd ja mam wiedzieć co będzie za chwilę?
                                            Ja nie wierzę, że miłośc spada z nieba jak grom ... ona sobie rośnie
                                            i się sama tworzy, tyle, że potrzeba życzliwości, ciepła i spokoju
                                            by coś powstało ... samo się tworzy i nawet nie wiesz kiedy już
                                            jest :) pamiętam mój pierwszy związek i tak właśnie było :)
                                      • land-rynka Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 14:11
                                        Dlatego nie chcę z nim tracić kontaktu, chociaż widzę, bo tej rozmowie nasze
                                        relacje się rozluźniły odrobinę. I to nie z mojej winy .... Nie mieliśmy okazji
                                        od tamtej pory (była to rozmowa na gg) pogadać w realu. I to jest właśnie złe w
                                        tym wszystkim. On oczywiście zachowuje się jednego dnia, jakby mu zależało, na
                                        drugi dzień się nie odzywa. Raz mówi, że przyjedzie w środę, jak przychodzi
                                        środa, kontaktu zero. Pewnie się dziś odezwie, jutro może, zaproponuje spotkanie
                                        na piątek, bo taka padła propozycja. I co powinnam zrobić. Oczywiście nie
                                        zgodzić się na to spotkanie, unieść się honorem i jak to ktoś powiedział -
                                        spierniczać, gdzie pieprz rośnie. Ale nie zrobię tego, ponieważ będzie to jedyna
                                        możliwość, żeby móc porozmawiać o tym, co wcześniej na gg, ale nie zamierzam już
                                        nic rozdrapywać, chcę tylko mu powiedzieć że z mojej strony nie musi obawiać się
                                        zaangażowania, zakochania lub gonienia za nim. Powiem, ze też potrzebuję czasu,
                                        a poza tym, jak będzie mu zależało, żeby się zbliżyć do mnie, to uczyni taki
                                        ruch. Ja pierwsza nie zrobię nic. Macie jeszcze jakieś sugestie co do tej
                                        rozmowy, co powinno a co nie powinno być powiedziane. Tak, żeby znajomość
                                        trwała, ale żebym to ja miała emocjonalną przewagę, nawet w jego odczuciu.
                                        • yokooo Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 15:01
                                          land-rynka napisała:

                                          > Dlatego nie chcę z nim tracić kontaktu, chociaż widzę, bo tej rozmowie nasze
                                          > relacje się rozluźniły odrobinę. I to nie z mojej winy .... Nie mieliśmy okazji
                                          > od tamtej pory (była to rozmowa na gg) pogadać w realu. I to jest właśnie złe w
                                          > tym wszystkim. On oczywiście zachowuje się jednego dnia, jakby mu zależało, na
                                          > drugi dzień się nie odzywa. Raz mówi, że przyjedzie w środę, jak przychodzi
                                          > środa, kontaktu zero.


                                          Skoro umawia się, a potem nie przychodzi bez żadnego wytłumaczenia, to świadczy
                                          o tym, że cię lekceważy i nie szanuje twego czasu.


                                          Pewnie się dziś odezwie, jutro może, zaproponuje spotkani
                                          > e
                                          > na piątek, bo taka padła propozycja. I co powinnam zrobić. Oczywiście nie
                                          > zgodzić się na to spotkanie, unieść się honorem i jak to ktoś powiedział -
                                          > spierniczać, gdzie pieprz rośnie.


                                          Oczywiście zgódź się na to spotkanie, porozmawiać zawsze można, tylko NIE KOMBINUJ!


                                          Ale nie zrobię tego, ponieważ będzie to jedyn
                                          > a
                                          > możliwość, żeby móc porozmawiać o tym, co wcześniej na gg, ale nie zamierzam ju
                                          > ż
                                          > nic rozdrapywać, chcę tylko mu powiedzieć że z mojej strony nie musi obawiać si
                                          > ę
                                          > zaangażowania, zakochania lub gonienia za nim. Powiem, ze też potrzebuję czasu,
                                          > a poza tym, jak będzie mu zależało, żeby się zbliżyć do mnie, to uczyni taki
                                          > ruch. Ja pierwsza nie zrobię nic.


                                          Skąd ci to przyszło do głowy? Dlaczego chcesz kłamać? Dlaczego zaplanowałaś
                                          sobie, że go oszukasz? Ku czemu ma to służyć? Dziewczyno, nic tym nie zyskasz,
                                          nie graj, powiedź mu otwarcie co ci na duszy leży. Tylko bez histerii, bez
                                          wyrzutów, bez pretensji, bez zadęcia, spokojnie, a przede wszystkim zrozumiale i
                                          przystępnie. Postaw na szczerość i opowiedz mu o swoich odczuciach tak, żeby
                                          wiedział na czym stoi i mógł się określić. Potem daj mu czas na przemyślenie i
                                          przetrawienie tego co usłyszy i sytuacja sama się wyjaśni. Piszesz, że chcesz
                                          aby znajomość trwała, chcesz tego za wszelką cenę? Co zyskasz okłamując go, że z
                                          twojej strony nie ma zaangażowania? Tylko to, że nadal będziesz dusić się ze
                                          swoimi emocjami, oczekiwaniami, kisić je w sobie i zaciskać zęby gdy on będzie
                                          spotykał się z innymi kobietami, a ciebie zaczepi w gg raz na dwa tygodnie -
                                          tego naprawdę chcesz? Przemyśl to jeszcze raz, zanim wkręcisz się w tę grę.


                                          • kookardka Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 15:11
                                            a ha , efekt takiej rozmowy będzie taki, że on jej powtórzy,
                                            że ją lubi i nie wie co dalej ... i co ona tym zyska ? nic ...
                                            stoi w miejscu ... ewnetualnie facet przyduszony do deklaracji
                                            i określenia się, powie, że nie chce od niej nic.

                                            Popracuj nad cierpliwością, zatrzymaj swoje oczekiwania i
                                            oduzależnij się jakoś ... i poczekaj co dalej będzie.
                                            • land-rynka Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 15:38
                                              No właśnie, obawiam się, ze wyznanie mu uczuć spowoduje właśnie taką odpowiedź
                                              że nie wie, że mnie lubi i nic więcej. A to już znam. Podczas ostatniej rozmowy
                                              powiedziałam mu, że stoję na linii i nie wiem, czy dać krok do przodu, czy się
                                              wycofać i że nie jest mi obojętny oraz, że darze go jakimś cieplejszym uczuciem,
                                              choć nie jest to miłość, zaangażowanie, czy zakochanie. I zapytałam w którą
                                              stronę idzie ta nasza znajomość. Odpowiedź znacie - że widzi możliwość bycia
                                              razem, ale nie wie, jaka jest to możliwość. Myślę, że nie uzewnętrzniłam
                                              zbytnio swych odczuć i nie boję się tego, że zrobiłam z siebie błazna. Nie chcę
                                              rozmawiać na ten temat, nie zapytam już go o to, ale dla lepszego swojego
                                              samopoczucia czuję, że powinnam mu powiedzieć, że nie chcę od niego nic, że nie
                                              musi się bać, że mnie skrzywdzi, bo ja się nie zaangażowałam, że mam długą drogę
                                              w tych kwestiach i podzielam jego sposób myślenia. Oczywiście nie jest to do
                                              końca prawda, ale nie widzę innej możliwości. Z mojej strony jestem w stanie
                                              odpuścić i boleć pewnie troszkę będzie, ale nie tak, jak to się wydawało na
                                              początku. Mam zamiar spotykać się z innymi facetami po to, żeby poczuć się
                                              dowartościowana, a on z głowy mi wywietrzeje prędzej czy później. I myślę, że
                                              nowa znajomość, którą niedawno zawarłam z innym mężczyzną jest w stanie mi w tym
                                              pomóc. Ten nowy nie jest bliski memu sercu, ale ja jestem bliska jemu. Wie, że
                                              sie nie zaangażuję tak szybko, bo moje serce trochę zboczyło z kursu i muszę
                                              wszystko sobie poukładać. Będę miała przynajmniej adoratora, a czy z tego coś
                                              wyjdzie, to życie pokaże. Temu nowemu nie ściemniam, powiedziałam prawdę, wiec
                                              wie, na czym stoi i skoro chce dalej mnie spotykać, niech tak będzie.
                                              A Pana Niezdecydowanego wybiję sobie z głowy, jeśli po ewentualnej rozmowie na
                                              żywo będzie miał mnie w dupie i będzie unikał. Jestem teraz na takim etapie, że
                                              wiem, ze jestem w stanie to zrobić. Nic na siłę, mam swą dumę, znam swą wartość.
                                              Stało się, jak sie stało, a może zyskam nowego przyjaciela. Byłoby miło.
                                              • kookardka Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 16:01
                                                No i tej wewnętrznej siły, która pomoże Ci w tej sytuacji
                                                rozsądnie pokierować emocjami, Ci życzę. :)))
                                                Trzymaj się ciepło i daj znać co i jak :))
                                              • yokooo Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 16:25
                                                Wiesz Ago, ja już jestem za stara na takie gry i przekonałam się na własnej
                                                skórze, że do niczego one nie prowadzą... szkoda życia...

                                                Wiem, że bardzo trudno powiedzieć mężczyźnie że ci na nim zależy, szczególnie
                                                wtedy gdy podświadomie czujesz, że on tego zainteresowania w tym samym stopniu
                                                nie podziela, ale to jedyna możliwość by z takiej sytuacji wyjść jak najszybciej
                                                i jak najmniej poobijaną psychicznie. Mnie nie chodzi o stawianie ultimatum typu
                                                - będziesz ze mną czy nie? Kochasz mnie, czy mnie nie kochasz? Tylko o szczere
                                                powiedzenie o tym co czujesz, wtedy on - jeśli jest naprawdę taki jak o sobie
                                                mówi - wrażliwy, wyjątkowy, dbający o twoją psyche, nie będzie cię zwodził,
                                                trzymał w niepewności, przyciągał i odpychał bo przecież nie chce cię krzywdzić,
                                                prawda? A przynajmniej mówi, że nie chce ;)
                                                Boisz się, że kiedy powiesz mu prawdę, on ucieknie i już nigdy nie będziesz z
                                                nim? Popatrz na to z innej strony - tylko zdrowy emocjonalnie mężczyzna może
                                                uszczęśliwić kobietę. Ci wszyscy co nigdy nie wiedzą co czują, boją się miłości,
                                                zaangażowania, szczerych i otwartych relacji z drugim człowiekiem opartych na
                                                zaufaniu i wzajemnym szacunku, to kaleki emocjonalne, które potrafią tylko ranić
                                                choć bardzo często robią to nieświadomie.

                                                Wiem, że nie posłuchasz mojej rady, bo jesteś do mnie bardzo podobna. Ja
                                                zmarnowałam prawie 2 lata czekając na to aż on dojrzeje, wytańczy się i się
                                                określi. Czy wykazałam się wystarczającą cierpliwością Kookardko??? ;)
                                                Oszukiwałam się podobnie jak ty. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć- żal mi
                                                tylko tych zmarnowanych 2 lat... i tak już zupełnie po cichu na ucho ;) Niestety
                                                o Panu Niezdecydowanym tak do końca jeszcze nie zapomniałam.... ciężko się z
                                                tego wyleczyć, bo zawsze człowiek wyrzuca sobie - czy aby na pewno wszystko
                                                dobrze zrobiłam... czy nie popełniłam żadnego błędu... a może gdybym zrobiła to,
                                                nie powiedziała tego byłoby inaczej... i tak dalej i tak dalej. Najlepszym
                                                lekarstwem na ten obłęd, jest nowa szczęśliwa miłość.
                                                Pozdrawiam i takiej ci życzę :)
                                                • kookardka Re: Kochana Ago.... 14.11.07, 16:33
                                                  uuu kochana dwa lata to aż nadto ;) sama kiedyś się tak długo
                                                  szarpałam i wiem ile to kosztuje ... mimo to, wiem, że są faceci,
                                                  którym potrzeba więcej czasu na to by wiedzieć, czy umieją być
                                                  z tą kobietą bliżej, oswajają się z nią małymi kroczkami i chowają
                                                  do skorupy, gdy się ich popędza i wywiera presję ...
                                                  • yokooo Re: Kochana Ago.... 15.11.07, 11:47
                                                    Trochę przesadziłam, dokładnie 1,5 roku ale to i tak zbyt długo ;))
                                                    A ja uważam, że całe to smęcenie o trudnym i powolnym angażowaniu się, obawie
                                                    przed bliskością, o niepewności swoich uczuć itd. jest tylko oszukiwaniem siebie
                                                    i tej drugiej osoby.
                                                    Prawda jest taka - gdy pojawia się miłość, facet staje na głowie i robi wiele,
                                                    by z kobietą, do której coś czuje być. Jeżeli uczucia nie ma, pozostają tylko
                                                    smęcenia i mydlenie oczu obu stronom, o długim rozbiegu, o trudnościach z
                                                    zaangażowaniem się, o niepewności. I nie pomoże tu wyjątkowa cierpliwość,
                                                    udawanie obojętności czy inne wyrafinowane gry i podchody. Nie ma miłości - nie
                                                    ma związku, reszta to tylko sztuczne dorabianie teorii do "oczywistej
                                                    oczywistości" ;)))
                                                    Do takich wniosków doszłam na podstawie moich życiowo-forumowych obserwacji ;)))
                                                    Pozdrawiam :)
                                                  • kookardka Re: Kochana Ago.... 15.11.07, 12:12
                                                    Nie twierdzę, że nie masz racji. Coś jest w tym co piszesz.
                                                    To wszystko zależy od człowieka. Wiem, że są ludzie, którzy boją
                                                    się chcieć, bo jak za bardzo chcą to im nie wychodzi i wtedy czują
                                                    bardzo gorzki smak porażki. Celowo niszczą w sobie to co im się
                                                    w duszy rodzi , żeby się zbytnio nie nakręcić. Czasem zbyt mocno
                                                    podkreślają na zewnątrz, że czują coś innego niż faktycznie im
                                                    w duszy gra. Nie z powodu zakłamania czy podłości tylko dlatego,
                                                    że boją się, że ktoś wykorzysta to przeciwko nim. Wtedy nie
                                                    zachowują się tak jak napisałaś, tylko działają spokojniej,
                                                    ostrożniej i bez stawania na głowie. Są tacy ludzie. To ludzie
                                                    wrażliwi,którzy po tyłku nie raz dostali, wiedzą jak smakuje ból
                                                    i go pamiętają. Jedyną metodą, ich metodą i wydaje mi się bardzo
                                                    rozsądną, jest zmiana nastawienia na otoczenie. Odbieranie
                                                    go bez nadmiernych emocji. Tłamszenie ich w sobie i zabijanie,
                                                    po to by chronić siebie. Oni bardzo mocno przeżywają emocje
                                                    w środku, to ich spala i długo dochodzą do siebie - dlatego
                                                    boją się swoich emocji i przed nimi uciekają. Uciekają przed
                                                    wszystkim co te emocje może powodować.
                                                    Długo oswajają się z każdą zmianą w ich życiu.
                                                    Z drugim człowiekiem też.
                                                  • land-rynka Re: Kochana Ago.... 15.11.07, 15:07
                                                    Masz rację kookardko. Nie mówię, że normalne i zwyczajowe jest podejście Panów
                                                    Niezdecydowanych i pewnie w innych okolicznościach olałam bym takiego, ale teraz
                                                    zależy mi na nim i po prostu żałowałabym, gdybym kierowana swoimi odruchami,
                                                    które same dla mnie nie są do końca zrozumiałe przepuściła przyjaźń.
                • pol_krzaka Re: jak go zdobyć? 13.11.07, 10:19
                  Jeśli facet zachęca byś spotkała się z innym to sprawa już jest przegrana. Tak
                  zainteresowany facet nie robi. Pragnie jedynie się wycofać. W tym kontekście
                  cokolwiek zrobisz to będzie niestety narzucanie się, a odsunięcia się on właśnie
                  pragnie. Przespałaś moment w którym mogłaś dobrze wpływać na bieg wydarzeń.
                  Szansa jeszcze jest, ale bardzo mała.
                  • kookardka Re: jak go zdobyć? 13.11.07, 10:26
                    Ja też przespałam,niestety. Ale trzeba się uczyć na swoich błędach
                    i je na bierząco korygować.
                  • land-rynka Re: jak go zdobyć? 13.11.07, 11:35
                    Uważa, ze oboje powinniśmy się spotykać z innymi ludźmi, żeby ewentualnie
                    zobaczyć, co wartościowego jest w tym drugim człowieku. Nie neguję tego, ale
                    zastanawiam się, jak mogłabym wpłynać na bieg wydarzeń. Po wczorajszej rozmowie
                    nie sadzę zeby chciał się odsunąć, uciec. Sam mnie zagaduje, wysyła całusy,
                    zachowuje się normalnie, zresztą powiedział, ze mam w nim przyjaciela jesli chcę
                    i to ode mnie zależy. Na moje pytanie, dlaczego to zależy ode mnie po wiedział -
                    że żeby mieć przyjaciela, czasem długiego czasu potrzeba, żeby stwierdzic czy
                    jest sie nim na prawdę.
    • eleni80 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 13:48
      a nie możesz się z nim po prostu kolegować?
      chyba, ze to zbyt męczące dla Ciebie
      czasami przyjaźń jest cenniejsza niż jakiś tam związek, który by się pewnie
      rozpadł ( w końcu wszystkie kiedyś mają koniec... ;( )
      • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 13:51
        wszystko pięknie łądnie, dopóki on nie wspomni jej o tym,
        że ma dziewczynę ... mnie by to zabiło ...
        • aga-st Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 14:00
          Nie ma dziewczyny, ale wiem, ze spotyka się z dziewczynami. Nie przeszkadza mi
          to, gdyż na tym etapie nic nas nie łączy. Ale czy boli ..... trochę boli, bo
          chciałabym z nim być.
          • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 14:22
            no właśnie, boli ... to po co się katować i dobijać każdym
            spotkaniem ? ja urywam takie znajomości - co z oczu to z serca.
            • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 14:24
              Mówię oczywiście o przyjaźni "po byciu razem", albo o sytuacji,
              gdy miałabym mieć przyjaciela, z którym nie wyszło nic więcej,
              bo on nie chciał - wiadomość, że ma dziewczynę to jak nóż w serce.
              • nemo1968 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 14:37
                Ma koleżanki, nie dziewczynę :). Przecież Ag nie kupiła go jeszcze
                na własność....Moze sie spotykac z innymi, zeby zobaczyc, jakie są.
                Ona tez powinna nie unikać spotkań towarzyskich z innymi facetami....
                Moze sa fajniejsi..?
                • eleni80 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 14:38
                  na pewno są , ale jak się już ktoś uprze, to nawet tego fajniejszego jakoś
                  dostrzec nie można
                  • nemo1968 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 14:46
                    Jasne :). Widac, ze jej bardziej zależy.
                    Jak w tych sprawach, raz ty kogos, raz ktos ciebie ...... roluje ;)
                • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:02
                  Teraz on ma koleżanki ... jej na nim zależy, więc jak napisała
                  eleni, mogłaby się pokolegować, tzn poczekać ... a za czas
                  jakiś on powie jej, że ma dziewczynę ... i co wtedy ?
                  to jak nóż w serce ... jak dla mnie to kolejny koleś, który
                  chce się otaczać wianuszkiem zapatrzonych w niego kobiet ...
                  mam uczulenie na takich typków ...

                  • eleni80 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:16
                    heheh, nie doczytałam, że są inne dziewczyny, z którymi się spotyka, na te
                    sprawy ciągle jestem ślepa, nawet u innych
                    • nemo1968 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:21
                      A jezeli sie spotyka z innymi, nawet towarzysko, to to cie tak
                      osłabia, ze kolesia sobie odpuszczasz....? Boisz sie rywalizowac z
                      innymi kobietami na urodę, inteligencje, zaloty o faceta?

                      Rozumiesz teraz jak stresująca dla faceta jest
                      koniecznosc "zdobywania" kobiety, ten przymus kulturowy bycia
                      inicjatorem, stroną aktywną? Po prostu można sie naskakać jak małpa
                      na lianie, a i tak się usłyszy, że "kiepski jesteś...". :)
                      Rozumiesz jakie to trudne? :)
                      • eleni80 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:34
                        nemo1968 napisał:

                        > A jezeli sie spotyka z innymi, nawet towarzysko, to to cie tak
                        > osłabia, ze kolesia sobie odpuszczasz....? Boisz sie rywalizowac z
                        > innymi kobietami na urodę, inteligencje, zaloty o faceta?


                        a co to Twoim zdaniem znaczy "towarzysko"?
                        raczej wolę rywalizować mając świadomość, że do tego stopnia wygrywam ową
                        rywalizację, że woli czas poświęcić mnie niż innym


                        > Rozumiesz teraz jak stresująca dla faceta jest
                        > koniecznosc "zdobywania" kobiety, ten przymus kulturowy bycia
                        > inicjatorem, stroną aktywną? Po prostu można sie naskakać jak małpa
                        > na lianie, a i tak się usłyszy, że "kiepski jesteś...". :)
                        > Rozumiesz jakie to trudne? :)


                        nie wiem czy słabo kojarzę, ale co miało mi pomóc w zrozumieniu tego, bo nie
                        rozumiem :)))
                      • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:41
                        jak rozumiem do mnie to było ... patrzysz z punktu widzenia faceta,
                        a Wy macie rywalizację w genach ... poza tym mam wrażenie patrzysz
                        z punktu widzenia nastolatka ... ja ani nie mam potrzeby rywalizacji
                        ani nie zamierzam bić się o faceta, który chce być rozrywany przez
                        duże grono koleżanek, nie biorę udziału w castingach ;)
                        jak interesuje się mną to oczekuję, że na inne czasu i energii nie
                        traci a jak nie podobam mu się na tyle, że musi interesować się
                        innymi to niech sobie do nich zmyka i mi czasu nie zabiera ...
                        • nemo1968 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:50
                          Gdyby bylo do ciebie, to podpiał bym pod ciebe, ale skoro juz
                          napisałas...:)
                          Chodzi mi wlasnie o to, ze dla Ciebie przymus rywalizacji o mezczyzn
                          z innymi kobietami jest tak nieznosny, ze wolisz (z tego co piszesz)
                          w ogóle nie przystąpić. Wolisz się wycofać. Ja tylko podkreslam, ze
                          dla kobiet być może niezrozumiały (dla Eleni, jak widac nie jest)
                          jest stres, jaki faceci doswiadczają zabiegając o kobiety będac
                          zmuszeni do aktywnosci panującymi obyczajami. Z drugiej strony ja
                          wam nie zazdroszcze przymusu biernosci - tego czekania: zadzwoni,
                          nie zadzwoni? Wolę swoją - męska rolę :)
                          • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 16:05
                            To nie jest kwestia nieznośności takiej sytuacji , obaw czy lęków,
                            że przegram. Wychodzę z założenia, że facetowi powinno zależeć ot
                            tak, od siebie, a nie dlatego, że go omamiłam półsłówkami, zagrałam
                            jakąś rolę przed nim albo wyszarpałam z tłumu. To Ty masz jakiś
                            niezrozumiały dla mnie obraz w głowie kobiet, które manipulują
                            i grają. Mam wrażenie, że sam udajesz kogoś innego, grasz jakieś
                            role i myślisz, że wszyscy tak mają ?
                          • eleni80 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 16:12
                            Rozumiem zatem, że stresujące jest bycie jednym z wielu - jako jednym z wielu
                            konkurentów do ręki ;P
                            Ale my wcale biernie nie czekamy (trzeba przecież się wymalować i ładnie ubrać
                            dla zachęty ;P) i też jest nas wiele = wiele zestresowanych czekających, zatem
                            jedziemy na tym samym wózku zestresowanych osób :)
                      • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:50
                        > Rozumiesz teraz jak stresująca dla faceta jest
                        > koniecznosc "zdobywania" kobiety, ten przymus kulturowy bycia
                        > inicjatorem, stroną aktywną? Po prostu można sie naskakać jak
                        małpa
                        > na lianie, a i tak się usłyszy, że "kiepski jesteś...". :)
                        > Rozumiesz jakie to trudne? :)

                        Wiesz, w zasadzie to się nie dziwię, że dla Ciebie jest to takie
                        trudne :) Dojrzały emocjonalnie facet tak się nie stresuje, bo nie
                        musi udawać i grać, po prostu jest sobą :) Tak samo dojrzała
                        emocjonalnie kobieta - jest sobą i nie udaje, że jest inna niż
                        jest. Różnie na tym wychodzi, tak jak ja, bo szczerość i otwartość
                        nie zawsze popłaca, ale jakoś nie umiem grać i udawać, że jest
                        wszystko ok, gdy nie wszystko jest w porządku :)
                      • aga-st Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 19:35
                        Moim zdaniem facet powinien zdobywać kobietę, oczywiście kobieta
                        powinna mu troszkę w tym "pomóc", ale bez przesady. Jesli chodzi o
                        niego, to spotyka się dziewczynami, jak do tej pory kończyło się na
                        1 spotkaniu, sam powiedział, ze jestem jedyna, z którą utrzymuje
                        kontakt, ale podchodzi do mnie z dystansem, zeby ewentualnie
                        oszczędzić mi bólu, gdy ja się zaangażuję, a on nie. Powiedział, że
                        taki nie jest i kiedyś poszedłby na całośc, ale kwestia choćby tego,
                        że oboje jetseśmy po rozwodach daje mu do myślenia i działania w
                        inny sposób.....
                        Ja to rozumiem, ale chciałabym tylko i wyłącznie, żebyśmy mogli się
                        spotykac troszkę częśćiej. I żeby wypływało to z jego inicjatywy, bo
                        ja nie prosze go o spotkanie, ale wydaje mi się, że zadajac
                        pytanie "będziesz musiał mi pokazać ten program komputerowy"
                        wymuszam w nim owo spotkanie.... A MOŻE JA SIĘ MYLĘ????
                        Na spotkania i nnymi kobietami czas znajdzie, a ze mna sie
                        spotkac .... hmmmm inna bajka, co. Chocby w weekend....
        • eleni80 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 14:39
          a jeśli byś już sama miała kogoś nowego?
          • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:14
            odniosę się do przypadku, gdy po jakimś tam okresie spotykania się,
            to facet mi mówi, że nic z tego ... muszę w sobie zadeptać tę chęć
            bycia z nim ... dla mnie to znaczy zamknąć temat ... w takiej
            sytuacji dla mnie "rozstańmy się i zostańmy przyjaciółmi" nie jest
            możliwe ... nie umiem i nie chcę utrzymywać koleżeńskich kontaktów
            z facetem, który nie chce ze mną być ... nie ma znaczenia czy kogoś
            mam czy nie - ja nie chcę utrzymywać z nim kontaktów ... albo ma
            mnie całą albo wcale ... bo boję się, że będzie mi wracało ...
            • eleni80 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:25
              a ja już sama nie wiem jak to jest z tą przyjaźnią z exami ;P
              ale zakładając, że miłość jest ulotna, mija razem z wszystkimi wymaganiami i
              roszczeniami, a tą osobę się dobrze zna jednak i jeśli nadal się bardzo lubi, to
              chyba taka przyjaźń jest możliwa. (pod warunkiem, że nikt nie będzie żądał
              niczego więcej, bo to przysporzy tylko cierpień, tak jak mówisz... no chyba, że
              oboje naraz zechcą, ale to pewnie rzadko się zdarza)
              • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 19:52
                ja tam wymagań strasznych i roszczeń nie mam , chcę być jedynie
                pewna, że facet mnie nie zdradza i nie podchodzi do mnie z góry
                z założeniem, że szuka zabawy, a co się wykluje dalej i czy
                cokolwiek się wykluje to już tylko moja i jego "zasługa" ;)
            • menk.a Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:27
              Podobnie.;)

              A jeśli upłynie sporo wody, wtedy nadal kategoryczne NIE?
              • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:33
                oj sporo wody, sporo, ja się długo leczę ;) ale potem ...
                mam takiego dobrego kumpla, z którym mogę sobie zawsze
                usiąść i pogadać - ma już żonę i dziecko ...
              • aga-st Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 19:42
                Dodam jeszcze, że nie ma między nami tulenia, całowania, sekszenia,
                obejmowania i tego typu rzeczy. Traktujemy się jako znajomi, choć
                tzw. chemia między nami chyba działa. Albo działała, bo obenie nie
                widzieliśmy się kilka dni.
            • wesmar Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 16:14
              tak sobie czytam... Wszędzie mówisz identycznie jak moja obecna zazdrośnica.
              Dosłownie jakbym ją słyszał w 100 %. Faceci muszą oddychać i otaczać się
              kobietami. To naturalne i wskazane!
              Pozdr.
              • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 16:21
                Ja nie wiem co mówi Twoja zazdrośnica, bo może mówic to samo
                a mieć coś innego na myśli. Spotykam się z facetem i chcę być
                pewna, że jestem jedyną kobietą z którą się przytula, całuje
                i seksi. Jedyna, z która buduje bliski intymny kontakt. Tyle.
                Koleżanki niech sobie ma, ja mam kolegów.
                • wesmar Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 16:36
                  Ciężka sprawa takiego spotkać, łatwiej jest zmienić podejście do spraw cielesnej
                  wyłączności. Czasy się zmieniły, zachowania również, mężczyznom myślę, że to na
                  rękę. Kobiety z czasem też się przyzwyczają, tak jak we Francji. Dla Nas nie
                  jest naturalne kochanie się z jedną partnerką i nie wierzę, że zdrowy facet
                  myśli tylko o jedynej. To jest prawie niemożliwe! Duchowo, jestem jak
                  najbardziej za długofalowym związkiem. Ale jak takiego znalazłaś to gratuluję
                  zmysłów.
                  • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 16:41
                    Wiesz, temat jest dla mnie drażliwy, bo to jak dla mnie kwestia
                    uczciwości, lojalności i szacunku. Ty wiesz swoje i rób swoje,
                    ja pozostanę przy swoim zdaniu.
    • menk.a Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:23
      niczym nie ryzykujesz, jeśli powiesz mu wprost, o co Ci biega. Zrób
      to.;)
      • nemo1968 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:36
        To brzmi rozsądnie, ewentualnie tak zadziałć, zeby koleś sie
        zdecydowanie zdeklarował.....Wy już macie na to sposoby ;)
        • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:44
          Bzdura, jak ma jaja i nie ulega babskim manipulacjom, to się nie
          będzie chciał zdeklarować, bo niby z czym miałby ? po tak krótkiej
          znajomości ? jedyne co to chyba, że nie będzie skakał z innymi
          pannami na boki ...
          • buszmen33 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 15:57
            Jednak jeśli coś czuje to tego tak nie zostawi jeśli będzie się
            migał można dać sobie spokój.
            • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 16:07
              Oj tam zaraz czuje ... a co on może czuć ? może mu zależeć na
              pogłębianiu znajomości ... ale ten pan i tak mi pachnie bawidamkiem.
            • aga-st Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 19:49
              Ale jak zrobić, żeby być na 100% pewną, ze jemu zależy, czy chce w
              subtelny sposób zamknąć znajomość? Usunąć się w cień? Nie pokazywać
              na gg czy w innym miejscu, gdzie mógłby się natknąć na mnie? Czy
              przeciwnie? Trudne to dla mnie ...
              Natomiast myślę, że bawidamkiem on nie jest. Zgodzę się, że jest
              niedojrzały emocjonalnie w pewnym stopniu, ale nie, ze rzuca się na
              pierwszą lepszą. I powiem szczerze, że nie obawiam się tutaj, ze
              szybko pozna kogoś i powie - żegnaj, pokochałem kogoś, bo u niego
              takie sprawy mają bardzo długi rozbieg i myślę (ze smiechem,
              oczywiście), że szczęście miałam, że w ogóle nie zakończył
              znajomosci na pierwszym spotkaniu .... A trwa to już ..... od
              ostatniego tygodnia września, czyli prawie 2 m-ce.
              • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 19:56
                oj wydaje mi się, że się oszukujesz ... gdyby bał się, że Cię
                zrani i czekał co z tego wyniknie, to nie spotykałby się z innymi
                laskami tylko spokojnie z Tobą budował intymny kontakt ...
                po co się z nimi spotyka ? szuka ...
                ja bym nie wytrzymała psychicznie, może Ty jesteś mocniejsza, ale
                dla mnie świadomość, że facet spotyka się z innymi byłaby nie do
                zniesienia ... wpadłabym w nerwicę ;) źle bym się czuła ...
    • girlandy Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 21:17
      Ja sie zgadzam z kookardka - jak facetowi zalezy to jest to widac. Musze ci
      powiedziec, Aga, ze ja w takich sytuajach jak twoja to sie po prostu wycofuje.
      Nie zeby kogos ranic czy 'pomoc mu uswiadomic sobie, ze mnie kocha," ale dla
      wlasnego zdrowia psychicznego. Z czasem doszlam do wniosku, ze szkoda mojego
      zaangazowania, nerwow i czasu. Jak facetowi zalezy to jest to oczywiste - dla
      mnie i dla ludzi wokol. A jak facet nie wie czego chce, szuka, spotyka sie z
      innymi to cos takiego moze sie zle dla mnie skoczyc. Nie chce sie obudzic
      miesiac, dwa, trzy pozniej z reka w nocniku jak mi przedstawi swoja dziewczyne.
      Latwo jest oszukiwac sama siebie, jesli nam na facecie zalezy, ale ja doszlam do
      wniosku, ze jednak cenie sobie bardziej szczerosc i prawde - chocby byla
      bolesna. No chyba, ze masz wystarczajaco sily, zeby zyc z taka hustawka
      nastrojow - zadzwoni/ nie zadzwoni, mysli o mnie/nie mysli o mnie, zobacze go w
      tym tygodni/ czy nie zobacze, czy to ze nie dzwoni od 4 dni to dobry znak/czy zly?
      Przeciez cos takiego jest wykanczajace!
      • eleni80 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 12.11.07, 22:31
        racja, nie ma to jednak jak jasna sytuacja, gdy jest się w kimś zakochanym...
        a czy jemu zależy czy nie - to widać - trzeba tylko otworzyć szerzej oczy - a Ty
        to widzisz najlepiej, bo jesteś najbliżej, my Ci tego nie powiemy :)
        • yagiennka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 13.11.07, 00:03
          To wcale nie jest takie proste poznać czy facetowiu zalezy czy nie i na czym mu
          właściwie zalezy :) Niektórzy faceci zachowują się jak raki: 2 kroki w przód,
          jeden do tyłu i znów 2 w przód. Powodów jest wiele, faceci strasznie się boją
          odrzucenia, zranienia a także utraty wolności. Boją się zakochać. Także czasami
          trzeba dać czemuś czas.
          • braun_f Re: Czy powinnam sie odsunąć? 13.11.07, 00:12
            2 w przod 1 do tylu, bardzo trafnie to ujelas
            i to plaskanie rytmiczne
            i te ujmujace usta
            bukiet
          • land-rynka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 13.11.07, 00:30
            Dzis dowiedziałam się ze może mam w nim przyjaciela, na moje
            zapytanie o słowo "może" dowiedziałam się, ze to ode mnie zależy, bo
            przyjaciel, to specyficzna osoba i trzeb aczasu, aby stwierdzić, czy
            ktoś nim jest.
            I CO!
            • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 13.11.07, 07:21
              I nic. Poczekaj cierpliwie co dalej i nie zrób tego co ja,
              a ja popełniłam błąd - duży błąd. Zabrakło mi cierpliwości,
              spokoju i opanowania. Zajmij się sobą i nie ulegaj emocjom.
              Nie myśl za dużo o tym co jest.
              Poczekaj cierpliwie na to co będzie.
          • kookardka Re: Czy powinnam sie odsunąć? 13.11.07, 07:17
            Teraz to i ja to wiem. Tylko łatwiej to dostrzec na zimno ...
            czasem, gdy emocje biorą górę łatwo się pogubić w gąszczu
            znaków zapytania, obaw i przykrych doświadczeń z przeszłości.
            Na wszystko potrzeba czasu,spokoju i cierpliwości.
    • zbychooo Re: Czy powinnam sie odsunąć? 13.11.07, 09:36
      Pytanie w tytule wątku jest nieodpowiednie, powinnaś przede wszystkim zapytać
      siebie - ile dla ciebie znaczy ten facet. Bo widzę, że już się w nim zadurzyłaś.
      Wiesz, że jest niedojrzałym psychicznie człowiekiem, a mimo to i tak chcesz
      wpaść w jego ramiona, tylko on chyba nie bardzo się do tego pali. Wszystkie jego
      gesty, zachowanie tłumaczysz i interpretujesz na jego korzyść. Akceptujesz to,
      że on spotyka się z innymi kobietami, ale cierpisz i bolą cię te jego
      "poszukiwania". On jest po rozwodzie i z doświadczenia wiem, że mężczyźni,
      którzy odzyskują wolność tak szybko nie wskakują w nowe poważne związki, nie
      mówiąc już o małżeństwie. Wydaje mi się, że twój znajomy jeszcze długo będzie
      szukał "tej jedynej" a ty będziesz zawsze trzymana w pogotowiu na wypadek, gdyby
      z jego poszukiwań nic nie wynikło. Reasumując, nie liczyłbym na nic więcej,
      jeżeli jakaś kobieta naprawdę nam się podoba, to sami szukamy kontaktu i nie
      tylko raz w tygodniu.
    • tybek99 Re: Czy powinnam sie odsunąć? 15.11.07, 23:31
      aga-st napisz do mnie na priv tybek99@NOSPAM.gazeta.pl - mam pewien pomysl. :)
      Pzdr, T.
    • elegant-z-mosiny Re: Czy powinnam sie odsunąć? 16.11.07, 17:35
      tak powinnaś a na odchodne daj mu tekie dupczenia jakiego nie zapomni do śmierci
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka