Dodaj do ulubionych

28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni?

    • bogo2 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 27.06.08, 17:50
      zabierz sie tak....
      w ciagu najblizszych 4 tygodni, czyli 28 dni...spedzaj wieczory w
      pubach,klubach,kawiarniach...czyli tam, gdzie podobni do ciebie,
      probuja zabic swoja samotnosc...i siedzac przy barze, sprobuj
      zagadac do kogolowiek, kto siedzi samotnie obok ciebie...nie badz
      nachalny...pozwol, zeby ten , do ktorego zagadales mial czas i
      miejsce, zeby sie wycowac.... to moze byc , ktos, kto jest jeszcze
      bardziej niesmialy, niz ty....nie bierz odmowe konwersacji, jako
      personalny przytyk...ten z drugiej strony moze sie bac, jeszcze
      bardziej ....
      jezeli w ciagu tych 28-dni, nikt z toba nie bedzie chcial gadac,to
      znaczy, ze cos z toba, jest nie tak...

      steve13 napisał:

      > Witam
      > Ostatnio Czuję się okropnie w związku z pustką w moim
      > prywatnym życiu. Mam 28 lat, żadnego związku, żadnych doświadczeń
      > relacjach damsko-męskich(...)
      > Gdzie szukać swojego szczęścia i jak się za to zabrać?

      • mike2005 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 28.06.08, 13:19
        bogo2 napisał:

        > zabierz sie tak....
        > w ciagu najblizszych 4 tygodni, czyli 28 dni...spedzaj wieczory w
        > pubach,klubach,kawiarniach...czyli tam, gdzie podobni do ciebie,
        > probuja zabic swoja samotnosc...

        Owszem, zmiana trybu życia może przynieść zdumiewające efekty. Idą
        wakacje i tryb dom > praca > dom proponuję zmienić na dom > knajpa >
        drugi klub > afterek w trzecim miejscu. Czasem warto odjąć sobie
        obowiązków, bo w pracy zazwyczaj ma się te same otrzaskane gęby na
        co dzień, a szlajając się po mieście można nadziać się na kogoś
        ciekawego, laska sama może się nawinąć.
        Tak więc wprowadź jakieś zmiany i sam zobacz, jakie życie Ci
        bardziej odpowiada.
        • steve13 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 19.10.08, 22:15
          Ojejku... Od wakacji tutaj nie zaglądałem... A że znów mnie jesienna deprecha
          dopada to wracam na to forum. Wróciłem do Wrocławia i dalej zastanawiam się co
          tu ze sobą zrobić.
          Czytam wasze posty i muszę przyznać że należy mi się krytyka samego siebie...
          Fakt że nic nie robię żeby zmienić coś w swoim życiu, ale poprostu nie umiem się
          za to zabrać... Nie jestem imprezowym typem i łażenie po pubach nie jest dla
          mnie bo i tak jako pierwszy do nikogo bym się nie odezwał, tańczyć nie umiem
          więc dyskoteki też odpadają... Na necie też bardzo trudno kogokolwiek poznać, a
          jeśli już ktoś się odezwie to zwykle z drugiego krańca Polski...
          A ostatnio nawet zaczyna mnie dołować to że wyglądam na sporo młodszego niż moje
          28 lat. Wbrew pozorom to przeszkadza. Nikt z kim próbowałem nawiązać jakiś
          kontakt nie wierzył w mój wiek... Hmmm no ale kłamać i odejmować sobie 5 lat
          raczej nie chcę bo przy takiej strategii na dłuższą metę i tak nic z tego nie
          wyjdzie... Prawda i tak kiedyś wyjdzie na jaw
          Właściwie to żałuję jednego -że nie umiem pogodzić się z tym że raczej nie będę
          w stanie poznać kogokolwiek ze względu na mój charakter... Ciągle próbuję
          zabierać się za coś co jest nieosiągalne rezygnując przez to ze swoich pasji i
          zainteresowań. Właściwie to ostatnio na nic już nie mam ochoty... Zupełna
          monotonia...
          • saksalainen I co z tego ze z drugiego konca Polski? 20.10.08, 01:18
            steve13 napisał:

            > Na necie też bardzo trudno kogokolwiek poznać, a
            > jeśli już ktoś się odezwie to zwykle z drugiego krańca Polski...

            To bedziesz pisał do kogos z drugiego konca Polski. Potem beda telefony, potem umowicie sie na weekend, moze na wakacje... i jezeli stwierdzicie ze "to jest to", jedno z was sie przeniesie (albo oboje - moze do jakiegos fajnego miasta w stylu Krakowa albo Wrocławia).

            Powiem Ci ze sam jezdziłem z Niemiec (zachodnich, naprawde z daleka) do Polski do dziewczyny. To sie wszystko da zrobic, trzeba tylko chciec.
          • klara_2277 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 22.10.08, 21:03
            Jak zaobaczylam tytul to myslalam, ze jego autorem jest facet ok50-tki.

            Masz dosc pesymistyczne podejscie do wlasnego zycia, ktore to(podejscie)
            bardziej Ci sprawy utrudnia niz ulatwia.
            Czy jak byles niemowlakiem 1 rocznym to tez juz czules sie samotny?
            Skoro nic nie zmieniasz mimo kilku naprawde dobrych rad na tym watku,
            to...niedlugo napiszesz "38 lat samotnosic...bla bla"..Czy tego chcesz? Wiec czy
            warto nic nie robic?

            Czytajac Ciebie jedna szczegolna mysl mi sie nasuwa - jestes zdesperowany.
            Kobiety maja swietna intuicje i nie chcemy desperatow;-). Jesli juz sie umowisz
            z jakas dziewczyna (kobiety ok. 30-tkie wcale nie szukaja facetow ok40, ale po
            prostu dojrzalych, a jak dojrzaly i 28-letni to super!) to nie mysl o niej, ze
            moze bedzie Twoja dziwczyna, a moze zona, etc. To moze przestraszyc - jeszcze
            gosc mnie nie poznal a juz rozpatruje czy sie nadaje na kandydatke.
            Generalanie to najlepiej chyba jakbys wychodzil ze znajomymi i rozmawial ze
            znjomymi juz kobietami etc. Tzw poznawanie plci przeciwnej, jak na Ciebie
            reaguje etc.
            Twojego tekstu:
            Właściwie to żałuję jednego -że nie umiem pogodzić się z tym że raczej nie będę
            > w stanie poznać kogokolwiek ze względu na mój charakter... Ciągle próbuję
            > zabierać się za coś co jest nieosiągalne rezygnując przez to ze swoich pasji i
            > zainteresowań.

            nie rozumiem. Dlaczego rezygnujesz se swoich pasji kosztem zabierania sie za cos
            nieosiaglanego? Sam sobie zycie utrudniasz.
            Rozwijaj pasje, dla siebie samego, a powiem, ze faceci, ktorzy maja jakies
            zainteresowania sa o wiele ciekawsi. Zapisz sie na jakis kurs, ktory bedzie
            rozwijal te pasje, to tez da Ci wieksza pewnosc siebie - ze jestes dobry w czyms
            co lubisz. Ja uwielbiam jak faceci opowiadaja z pasja o swoich
            zainteresowaniach, to jest naprawde pociagajace. A moze na tym kursie spotkasz
            nowych ludzi- gdzies wyjdziesz, poznasz nowe osoby, kobiety.

            Czasami znajdujemy jak przestajemy szukac. I rzeczy same przychodza. Przestan
            sie na tym skupiac i na "nie"-"nie znajde", "nie poznam" etc. POstaraj sie
            pomyslec bardziej pozytywnie. "nie" mysli, tylko beda Cie utwierdzac, ze
            rzeczywiscie wszystko jest na "nie".
            A jak juz sie umowisz z jakas dziwczyna, to (jak tutaj ktos juz napisal)
            usmiechaj sie duzo i okazuj zainteresowanie (pociagnij jakis temat, np studiow
            albo ostaniej wycieczki etc). I po prostu traktuj to jako znajomosc, a co bedzie
            dalej? Who knows? WYLUZJ po prostu, bo chyba desperacja Cie paralizuje. Nie rob
            nic na sile. Moze nawet sobie odpusc na jakis czas "uganianie" sie w
            poszukiwaniu dziewczyny.
            Powodzenia.
          • frisky2 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 30.10.08, 23:08
            Nie mysl o tym jak by tu z kims sie zwiazac, ale wlasnie realizuj swoje pasje,
            zainteresowania, zyj pelnia zycia, a zobaczysz ze jakas warta zainteresowania
            kobieta sie pojawi. One wyczuwaja facetow, ktorzy wiedza czego chca na 100 km.
            Poza tym stary, jestes jeszcze mlody. Jak ci nawet przybedzie z 5 lat, to twoja
            atrakcyjnosc wsrod kobiet tylko wzrosnie. Glowa do gory. Chyba ze moze masz
            powolanie do stanu samotnego.
    • aron2004 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 24.10.08, 21:09
      Kup sobie samochód to i kobieta się znajdzie.
    • grzehuu Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 24.10.08, 21:13
      głowa do góry ! :) Ostatnio czytałem że najlepszy na żenienie się u faceta to 31
      lat i 9 miechów ;) wiec masz jeszcze 3 lata :) :)
    • joooooooana Postawiłam Panu karty 25.10.08, 20:05
      Jest Pan samotny 'na własne życzenie'. To Pan się izoluje, stwarza bariery,
      buduje wysoki mur. Na pewno nie jest to kwestia otoczenia. Pan sam 'nurkuje' w
      swój 'własny świat', z dala od ludzi.
      Nie jest Pan osoba, która ułatwia innym kontakty ze sobą.
      • gapuchna Re: Postawiłam Panu karty 26.10.08, 13:19
        A mnie? Można poprosić o postawienie kart? Jeszcze nigdy nie próbowałam:)
      • steve13 Re: Postawiłam Panu karty 30.10.08, 12:58
        To że nie umiem się otworzyć na innych to żadne odkrycie... Problem
        więc w tym co z tym zrobić... Po dyskotekach nie chodzę bo tańczyć
        nie umiem i tylko na głupka wychodzę w takich miejscach, po pubach
        też nie no bo nikt i tak do mnie nie zagada a jeśli ja próbuję to
        zawsze się to kończy wstydem że nawet nie umiem do nikogo zagadać.
        Jeśli raz na ruski rok uda mi się z kimś umówić to nie wiem co dalej
        z tą znajomością robić... kompletnie brak mi doświadczenia... kiedy
        można kogoś wziąć za rękę, przytulić, pocałować czy cokolwiek...
        Nigdy nie wiadomo co myśli druga osoba, a na to że to ona wykona
        pierwszy krok nie ma co liczyć... takie głupie przyzwyczajenia
        kulturowe... Nikt jakoś nie chce uwierzyć w to że w moim wieku
        nikogo jeszcze nie miałem i ludzie wychodzą z założenia że bardziej
        nie chcę a nie nie umiem nawiązać bliższych relacji...
    • lacido Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 30.10.08, 21:07
      czyli od lutego bez zmian?????
      nie masz kupli z którymi mógłbyś wyjść do knajpy może podpatrzyłbyś jak oni
      zarywają laski :P
      Nic nie stoi na przeszkodzie poza Twymi dziwnymi (wymyślonymi czyli do
      przeskoczenia) trudnościami
      • steve13 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 31.10.08, 08:44
        Czy od lutego bez zmian... w zasadzie całe życie bez zmian
        No nie da sie ukryć że problemy to mam tylko z powodów moich barier
        psychologicznych... Ale z tym nie potrafię nic zrobić, znajomych
        raczej nie mam... Parę osób które były to już pozakładały rodziny i
        nie mają czasu na spotkania... A nowych ludzi poznawać nie umiem:(
        • czarny-bataher Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 31.10.08, 09:57
          Chłopie, nie załamuj się. Nie każdy umie rozpychać się łokciami.
          Jeśli ciężko Ci poznawać kobiety "na żywo", może poratuj się netem, co? On na pewno ułatwia postawienie tego pierwszego kroku i pomaga pokonać barierę nieśmiałości. Osobiście polecam Ci google i hasło Strefa Ludzi z Wartościami. Myślę, że nie będziesz żałował. Ja dzięki temu, że ktoś kiedyś doradził mi to samo, od roku jestem w szczęśliwym związku. A uwierz, że też mi było ciężko. Dzięki tej stronie i kobiecie, którą dzięki niej poznałem, uwierzyłem w siebie i nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy. Trzymam za Ciebie kciuki Chłopie!
    • bertrada Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 31.10.08, 10:07
      Dlaczego 28 lat? Marzyło ci się, żeby wyrywać laski już w piaskownicy i w wieku
      2 lat ożenić się? Ludzie dopiero po 20ce zaczynają myśleć o w miarę stałych
      związkach, więc w zasadzie masz dopiero kilka lat poślizgu a nie kilkadziesiąt.
      I skoro ci to przeszkadza i nie jesteś w stanie tego zmienić, to może powinieneś
      pomyśleć o jakiejś terapii, która albo pomoże pozbyć ci się zahamowań albo
      pomoże ci się zaakceptować takim jakim jesteś i zacząć dostrzegać uroki bycia
      singlem. Bo to, że większość twoich rówieśników kogoś ma, to chyba nie jest
      najlepszy powód do szukania partnerki.
      • steve13 :( 26.11.08, 10:23
        kilka lat poślizgu? Już niewiele mi zostało młodości. Jak do tej
        pory nie udało mi się nauczyć poznawać ludzi to już szczerze wątpię
        żeby to się zmieniło. No ale donra, nie wszystkim jest dane
        dowiedzieć się co to jest stan zakochania. Tylko jak tu przestać
        myśleć o tym że nigdy się nie pozna tego co w zyciu najpiękniejsze...
        Terapie... Jakoś sobie nie wyobrażam sobie pokazania w pracy
        zwolnienia na parenaście tygodni bo zachciało mi się "leczyć z
        nieśmiałości".
        • yoko0202 Re: :( 26.11.08, 10:36
          steve13 napisał:

          > kilka lat poślizgu? Już niewiele mi zostało młodości.

          jasne, najlepiej już palisander na trumne zamów

          Jak do tej pory nie udało mi się nauczyć poznawać ludzi to już
          szczerze wątpię żeby to się zmieniło. No ale donra, nie wszystkim
          jest dane dowiedzieć się co to jest stan zakochania. Tylko jak tu
          przestać myśleć o tym że nigdy się nie pozna tego co w zyciu
          najpiękniejsze...

          stan zakochania jest przereklamowany i trwa krótko, więc nie łam się

          > Terapie... Jakoś sobie nie wyobrażam sobie pokazania w pracy
          > zwolnienia na parenaście tygodni bo zachciało mi się "leczyć z
          > nieśmiałości".

          no co ty zgłupiałeś??? na terapię to się chodzi np. o 19.00 w
          poniedziałki i w czwartki a nie 8 godzin dziennie przez dwa
          miesiące...
          • steve13 Re: :( 30.11.08, 05:25
            otóż yoko terapie leczenia nieśmiałości to nie taka prosta sprawa... Wiem coś o
            tym bo się dowiadywałem. To jest kilkanaście tygodni codziennie od pn do pt 6h
            plus 1h przerwy. Oznacza to nie mniej nie więcej tylko rezygnację z pracy lub
            wymachiwanie szefostwu zwolnieniem od psychiatry...
            • monika_g8 hmm 01.12.08, 17:18
              ja rowniez mam wrazenie, ze cos mi ucieka. Rok przed 20stką, a stan
              emocjonalny zwany zakochaniem też jest mi obcy. Tak więc pewnie sa
              tacy ludzie, którzy potrzebuja duzo czasu na owe "motyle w
              brzuchu" ;-))))) (ja sie tak pocieszam (:)
              Steve13, wydaje mi się, że w zwiazku ze swoim wiekiem czujesz się,
              że jestes w sytuacji podbramkowej, że przeciez to TEN WIEK, w ktorym
              niektorzy maja juz wlasne rodziny etc, etc. Pomysl inaczej, masz
              dopiero 28 lat i mnóstwo mnóstwo czasu przed tobą!

              Życzę ci Steve, żeby za jakąś "chwilę" wątek ten był już nieaktualny
              i pozdrawiam serdecznie.

              P.S mam nadzieje, ze w chwilach totalnej samotnośći mozesz liczyć na
              przyjaciół.

        • belli_sima Re: :( 26.11.08, 11:31
          Dopada Cie strach przed każdym krokiem, który masz wykonac i dlatego
          go nie robisz? tak to odczuwasz? Czy raczej to bardziej niechęć do
          podjęcia wysiłku, który przyniesie niewiadomy rezultat?
          Nic nie robisz, bo przed dzialaniem powstrzymuje Cię Twoje
          przewidywanie przyszłych reultatów, oczywiście negatywne. JESLI TEGO
          NIE ZMIENISZ, BEDZIESZ SAM. Na razie efekt jest taki, że nic nie
          robisz, by siebie zmienić.
          Mlodości masz jeszcze całe lata przed sobą.
          To nieprawda, ze ludzie żonaci juz nie chcieliby kontaktów z Tobą,
          to pewnie Ty się odsunąłeś od nich.
          Bez względu na wszystko musisz podjąc wysiłek aby kogoś poznac. Na
          razie rozgrzeszasz się sam: "jestem taki beznadziejny, wieć nikt
          mnie nie chce i nie będzie chciał". A przeciez na tym forum pisały
          dziewczyny (kilka miesiecy temu), że chętnie Cię poznają. Napisałes
          do nich? Idę o zakład, że nie. Pewnie z góry stwuerdziłeś, że nic z
          tego nie będzie.
          • fuks0 Re: :( 27.11.08, 17:09
            Osobiście mam podobny (aczkolwiek nie dokładnie taki sam) "problem" co steve28,
            tyle że mam parę lat mniej.

            >>>>>Czy raczej to bardziej niechęć do
            > podjęcia wysiłku, który przyniesie niewiadomy rezultat?

            Ja z tego powodu po pierwszym spotkaniu zadaję idiotyczne pytanie, które zamyka
            możliwość następnych spotkań (a gdyby nie ono, to możliwe żeby do nich dochodziło).

            >>>>>>Na razie efekt jest taki, że nic nie
            > robisz, by siebie zmienić.

            A co dokładnie rozumiesz przez "siebie zmienić"? Chodzi Ci jedynie o zmianę
            podejścia (1) czy może o przezwyciężenie nieśmiałości(2)/stanie się osobą
            wygadaną (3)? Tak jak 1 jest do zrobienia, 2 jest możliwe, ale wymaga czasu
            (czasami długiego i do tego odpowiednich okoliczności), tak już 3 jest prawie
            niewykonalne. Będąc osobą małomówną nie staniesz się nagle osobą wygadaną. W
            miarę czasu oczywiście podlega to pewnym zmianom, ale nie są one raczej jakieś
            wielkie (chyba, ze kogoś małomówność była spowodowana głównie nieśmiałością i tą
            nieśmiałość danej osobie udało się przezwyciężyć). Z introwertyka nie/stety nie
            zrobisz duszy towarzystwa.

            "jestem taki beznadziejny...".

            To akurat do mnie zdecydowanie nie pasuje. Zresztą autor topicu również z tego
            co pamiętam nie napisał, że czuje sie "beznadziejnym".
    • jakub_234 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 26.11.08, 20:32
      1. Naucz sie tanczyc i idz na balety.
      2. Zapisz sie na kurs tanca.
      • steve13 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 30.11.08, 05:20
        > 1. Naucz sie tanczyc i idz na balety.

        To akurat próbuję robić od 3 miesięcy. 2 razy w tygodniu mimo że nie mam ochoty
        łażę po klubach i próbuję załapać o co w tym wszystkim chodzi... Ale im dłużej
        to robię tym bardziej uważam to za stratę czasu. Z nikim jeszcze tak naprawdę
        nie tańczyłem przez te parę miesięcy. Wiem że beznadziejnie mi idzie w tańcu,
        poza tym żadna dziewczyna nie chce mnie zabrać do tańca. Tak jasne wiem ze to
        niby ja powinienem wykonać pierwszy krok... cokolwiek to znaczy bo nie mam
        pojęcia. No ale jak, wszystkie tyłem odwrócone, jak tu dać takiej sygnał że
        chciałoby się z nią zatańczyć... A jak już jakimś cudem jakaś się trafi to po
        minucie oceniania moich zdolności tanecznych ucieka... I wtedy to już wogole mam
        doła. Dziś też wracam o 5 nad ranem do siebie z dyskoteki i jak zwykle uważam to
        za stracony czas. Już totalnie nie mam pojęcia w jaki sposób możnaby kogoś
        poznać... niestety te moje 10-12 lat zaległości to juz przepaść nie do
        nadrobienia... nikt nie chce się zadawać z osobami bez doświadczeń bo to wymaga
        trochę wysiłku również ze strony tej drugiej osoby... a jak wiadomo wszyscy
        wybierają łatwiznę...
        Piszecie, że nic nie robię, żeby się zmienić, otóż robię co potrafię... nawet
        pójście na taką głupią dyskotekę to było dla mnie wielkie wyzwanie bo nigdy w
        takich miejscach nie bywałem. W sumie teraz to mi się zdaje że słusznie tam nie
        bywałem bo ja tam najzwyczajniej nie pasuję.
        No,to by było na tyle co do mojej kolejnej podyskotekowej depresji.
        • krakoma Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 30.11.08, 10:55
          2 dziewczyny zadeklarowaly w tym watku chec poznania cie.
          i co???
        • sky666 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 11:53
          A ja myślę, że chłopie powinieneś znaleźć starszą od siebie
          przewodniczkę...Przez internet czy biuro matrymonialne czy na kursie tańca...
          Ktoś doświadczony powinien wprowadzić w Ciebie w końcu w sztukę ars amandi i nie
          tylko, prawda?
          • sexy_ola Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 07.02.09, 11:13

            Przepraszam ,ale mam wrazenie , ze Cie zaklatkowali , wszystko rozumiem , jestes
            wstydliwy , ale nie mozna byc wtydliwym az do tego stopnia , moze Ty masz jakas
            fobie
            Zapraszam domnie ;)
    • asidoo Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 27.11.08, 14:36
      To jest tylko 10 - 12 lat samotności. Nie znam młodszych ważnych związków.
      Chyba, ze jesteś jakimś superkochankiem i mogłeś już w pierwszych miesiącach
      życia się żenić.
    • czungumangu Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 11:23
      Gapucha nie podpuszczaj kolegi, wiesz dobrze ze facet powinien byc dominatorem i
      nie mam tu na mysli chama, prostaka ,macho, po prostu niesmialy, cichy, jest
      nudny, malo ciekawy, najczesciej nie ma pomyslow, wiec Steve jesli masz
      marzenia, to rob wszystko zeby je spelnic, az dziw bierze, ze nie motywuje Cie
      do zmiany swojej osoby, zmiany stylu zycia, kobiety zwracaja uwage na kazdy
      szczegol od mowy ciala, po Twoje relacje w calych grupach, dobra wiadomosc jest
      taka, ze kazdy moze sie zmienic, zla - tylko ciezka praca i wyzbycie sie
      programowania spolecznego moze Cie uratowac, jesli nie jestes w stanie podjac
      rekawicy, nie jestes wart zadnej kobiety
      • clepsydra Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 11:41
        Mysle, ze powinienes poznac wiecej nowych ludzi. Zapisz sie na kursy rozne i
        kolka, moze jakies studia zaoczne, podyplomowe. Wazne sa nowe znajomosci i
        pozniejj wyjscia wspolnew do kanjpy itd. W koncy sie jakas napatoczy.
    • jurek.powiatowy Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 11:50
      Mężczyzna 28 letni, to ma jeszcze sporo czasu na małżeństwo. Poczekaj jeszcze z pięć lat, dojrzejesz trochę a i tak będziesz atrakcyjnym kawalerem.
      Kobiety mają gorzej. One już po 26 roku życia są określane mianem starych panien. Poczytaj:
      tnij.org/cb40
    • ave_fekal Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 12:26
      muszę przyznać że to temate podniosło mnie trochę na duchu też walczę z
      samotnością i nieśmiałością tyle że mam 22 lata i myślałem że już wszystko
      stracone ale chyba trochę przesadziłem.. dwa miesiące temu poznałem dziewczynę
      (przez internet) teraz jesteśmy razem choć samotność nadal mi doskwiera chodzi
      tu o brak znajomych przez co czuję się "gorszy" pod tym względem bo w innych
      kwestiach przeciwnie - mam dobrą pracę, jestem zadowolony z wyglądu, dbam o
      siebie, ćwiczę ale ten cholerny brak znajomych, kogoś z kim można wybrać się w
      weekend do pubu czy klubu mnie dobija.. postanowiłem jednak w przyszłym roku
      pójść jeszcze raz na studia dzienne a do tego czasu spróbować zmienić swoje
      nastawienie do życia może jeszcze nie jest za późno?
    • poszerzenie-pola-walki Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 13:27
      kup sobie motocykl i pojedź gdzieś daleko
      a na kobiety nie patrz bo to same dziwki i szmaty
      • roterro Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 14:08
        Czlowieku, idz na terapie! Albo wez odpoziedzialnosc za fakt ze
        najwyrazniej nie chcesz przyjac do wiadomosci ze terapia to godz lub
        dwie wieczorami. Znam kilka osob w terapii - zadna nie zrezygnowala
        z pracy - co za absurd!
        Ale chyba robisz tak z kazda propozycja wysylana ci przez ludzi - od
        razu udowadniasz, ze to nie zadziala. Jesli dalej chcesz w to
        wierzyc, ze akurat jestes bardzo specjalna osoba na ktora nie
        zadziala ani terapia ani spotykanie 'na luzie' dziewczyn poznanych
        chociazby na kursie jezykowyn, na kursie medytacji, na kursie
        czegokolwiek. Ale ty i tak z gory wiesz ze nie zadziala! Nad tym
        przekonaniem moglbys popracowac np. w terapii
        • steve13 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 04.12.08, 16:03
          to może polecisz mi jakąś "wieczorową terapię" we wrocławiu
          bo mi psycholog o takiej nie potrafił powiedzieć...
    • alpuhary Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 13:57
      I się chłopie ciesz, dostrzeż i doceń pozytywy swojej sytuacji. Aha, nie masz ponoć doświadczenia z relacjach, więc brak skali porównawczej. A więc pewne niewątpliwe niedogodności życia samotnego są i tak dużo mniejsze niż dyskomfort tzw. bycia z kimś. Tych parę błysków nie jest wartch nudy, beznadziei rutyny, męczenia się we dwoje, osoby wiszącej na tobie cały czas, strojącej fochy, niezadowolonej, nieobliczalnej, zawracającej głowę jakimiś bzdurami, która i tak w końcu może puścić cię w trąbę. Szanse że znajdziesz, jak to powiedział mędrzec, taką, z którą będziesz mógł patrzeć w tę samą stronę, a nie tylko nawzajem w oczy, są znikome. Teraz jesteś panem samego sobie, w jakichś granicach, możesz z sobą zrobić wiele, np. zmienić bez problemów, otoczenie, kraj, pracę, zacząć szukać sensu, jeżeli go nie odczuwasz. Przejmować się samotnością można na starość, ale do tego masz jeszcze daleko, i kto powiedział, że musisz jej dożyć... Nic na siłę, bo wpadniesz jak z deszczu pod rynnę.
      • tata-kubusia Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:29
        Niestety - dopóki facet nie zakosztuje uroków życia z kobietą, nie doceni. A
        potem już niestety będzie za późno...
    • tata-kubusia Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 14:00
      No więc tak: sam byłem dokładnie taki jak Ty. I mam dla Ciebie dwie rady - nawet
      dosyć opcjonalne, ale można zastosować obie :)

      1. Idź na psychoterapię, bo nieśmiałość w pewnych przypadkach jest zaburzeniem i
      można to leczyć. Tak mówią badania. A nawet jeśli nie jest zaburzeniem, to
      psychoterapia może Ci pomóc, bo to jest problem niskiej samooceny. Ja zrobiłem
      podobnie, tzn. nie poszedłem na terapię, ale pracowałem sam nad samooceną i
      teraz spokojnie byłbym w stanie zaczepić kobietę nawet na ulicy. A kiedyś bałem
      się odezwać nawet do znajomych. A rozmowa o niczym była koszmarem, bo co tu niby
      powiedzieć. Prawda jest taka, że takich rozmów dalej nie lubię, ale dzięki
      sporym odblokowaniu się, potrafię nawiązać kontakt i jeśli trafię na właściwą
      osobę, rozmowa się toczy. Bo nie z każdym można pogadać. I nie ma co tego robić
      na siłę. Jak rozmowa się nie klei, to trudno.

      2. Przed imprezą, albo spotkaniem zapal trawkę, albo weź pigułkę, które Cię
      wyluzuje. Można je ostatnio nawet legalnie kupić w sklepie. Zapewne wiele osób
      rzuci się tu na mnie i zje żywcem ale to wbrew pozorom dobry sposób. Dzięki temu
      łatwiej Ci będzie zagadać do obcej osoby i w rozmowie otworzyć się na kogoś. Bo
      prawda jest taka, że nie umiesz z nikim rozmawiać, bo nie potrafisz nic o sobie
      powiedzieć. Zapewne wydaje Ci się, że przecież nikogo to nie zainteresuje. Ale
      to nie prawda. Jak się wyluzujesz i pogadasz z kimś - zobaczysz jak pozytywnie
      wiele kobiet na to zareaguje. Jak tylko Ty się trochę otworzysz - one też i
      tematy do rozmowy się posypią, że nie będziesz wiedział na czym się skupić.
      Uwaga: to nie działa z każdą kobietą - musisz trafić na choć trochę pokrewną
      duszę, bo przecież nie każdego można polubić, nawet po trawce :)

      Na koniec trzecia: jeśli masz kumpla, który ma łatwość kontaktów z kobietami,
      pogadaj z nim o tym jak kobiety reagują na to co robi i niech Ci pomoże i opowie
      jak się zachowywać przy kobietach, aby był Tobą zainteresowane. To tylko kilka
      reguł a ich zastosowanie bardzo pomaga.

      Serio - to co napisałem powyżej działa - przetestowałem na sobie wszystko i
      zapewniam, że będziesz miał efekty. Natomiast odradzam ci łażenie po
      dyskotekach, bo chodzi tam dosyć specyficzny rodzaj kobiet i raczej wiele nie
      osiągniesz. Z knajpami też bywa różnie. Już prędzej spróbuj zagadać do kogoś w
      warunkach zbliżonych do swoich zainteresowań. Jesteś dosyć wrażliwy i myślący -
      spróbuj w księgarni. I ważne - na początek nie wybieraj zbyt ładnych kobiet, bo
      się kompletnie zablokujesz. Zagadaj do jakiejś przeciętnej dziewczyny o książce,
      którą ona trzyma, albo Ty (np. czy to już czytała). Później zaproś ją na kawę.
      Jeśli odmówi - to nie będzie przeciwko Tobie - pewnie ma faceta i chce być
      uczciwa. Ale w końcu trafisz na taką, co faceta nie ma i ona się najpewniej
      zgodzi. Tylko wcześniej już sobie przygotuj planik - gdzie ją zaprosisz, żebyś
      nie zastanawiał się pół godziny, jak już się ona zgodzi. Jak nie będzie miała
      czasu to weź numer tel.

      To tyle na początek, jakby co to możesz do mnie napisać :)

      Aha, i pamiętaj, że kobiety lubią facetów zdecydowanych i wiedzących czego chcą.
      Jak już się umawiasz, to sam proponuj miejsce (oczywiście jeśli jej nie pasuje,
      to się możesz zgodzić na jej propozycję, nie chodzi o forsowanie własnych
      pomysłów, tylko wrażenie).

      I tak na koniec: jako samotny od dłuższego czasu nie mów o tym kobietom, bo je
      zrazisz i nie "wczepiaj" się w nowo poznane za bardzo. Jak facetowi za bardzo
      zależy i świruje, umawia się codziennie, daje od razu prezenty i nie wiadomo co
      jeszcze, to większość kobiet ucieknie, bo to zapowiada walniętego gościa.
    • venilina Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 14:31
      Okej, ja nie będę występować z rozwlekłymi radami i opisami tego, jak wyobrażam sobie walkę z nieśmiałością, którą powinieneś wdrożyć w życie. Napiszę za to, że jeśli masz ochotę zawrzeć jakąś znajomość, to ja jestem otwarta. Nie mam na myśli niczego wielkiego - ot, maile, rozmowy, co tam wyjdzie. W każdym razie chętnie pomogę, ale niekoniecznie produkując się na forum, to nie są zbyt sprzyjające warunki :)
      Jakby co to pisz na @...

      I tytułem zakończenia dorzucę tylko, że moim zdaniem zachęcanie osoby nieśmiałej do brania rozluźniających pigułek jest co najmniej niewłaściwe :\ Nie oburzam się ani nic - po prostu jestem kobietą i wiem, jak bym się poczuła, gdybym po takim sztucznym ośmieleniu faceta i następnym ustąpieniu efektu dowiedziała się, że jego całe zachowanie było tylko wynikiem chemii w organizmie. Fajnie, jeśli to komuś pomogło, ale nie byłoby dobrze, gdyby np. skończyło się na psychicznym uzależnieniu. Eksperymenty z takimi substancjami nie są zbyt bezpieczne właśnie choćby z tego powodu.

      Pozdrawiam :)
      • tata-kubusia Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 16:49
        Generalnie masz rację i może źle zrobiłem doradzając mu taki sposób. Jednak nie
        wiem czy wiesz jak niszcząca jest taka samotność i próby wyjścia z niej. Tak
        naprawdę to niszczy przede wszystkim niskie poczucie własnej wartości. Ale
        efekty są czasem porównywalne z uzależnieniem od ciężkich narkotyków. Niektórzy
        nawet umierają; tyle, że nie z przedawkowania a z własnej ręki.

        Pisząc to miałem nadzieję, że facet który ma już te 28 lat, podejdzie do moich
        rad z pewnym rozmysłem. Sam robiłem różne rzeczy żeby się wydostać z tej matni i
        wiem co to znaczy.

        Ludzie już od zarania dziejów biorą różne specyfiki poprawiające nastrój,
        rozluźniające itp. Powszechnie akceptowany jest alkohol, więc dlaczego nie użyć
        czegoś innego? Jest wiele specyfików, tak jak alkohol, nie zmieniających
        osobowości, tylko ułatwiających otwarcie się. A jak już się otworzy, to w
        rozmowach z osobą, z którą się już spotykał będzie dalej taki sam - otwarty, bo
        zmiana się już dokonała. Później już żadna pigułka ani nie pomoże ani nie
        zaszkodzi. Tutaj się bardzo, ale to bardzo mylisz - pigułka nie "produkuje"
        innej osoby. Ona tylko wydobywa to co taka osoba ukrywa z obawy przed
        wyśmianiem. Później - widząc, że to zostało zaakceptowane ta otwartość
        pozostanie. A chemia jest zawsze - to właśnie ona powoduje, że facet, który
        przecież na pewno ma coś ciekawego do powiedzenia idzie na spotkanie i klapa. Bo
        boi się, że jak to powie zostanie oceniony negatywnie. Po alkoholu, czy pigułce,
        nie będzie się zastanawiał, tylko od razu wygada wszystko, co pomyśli. Jeśli
        kobiecie z którą się spotka, to się spodoba - będzie miała od razu obraz
        człowieka z którym będzie się spotykać a nie sztuczną maskę tworzoną przez
        kontrolujących się i umiejących "zagadać" kolesi. Jak pigułka skończy działanie
        - w autorze wątku dalej pozostanie to samo, co i bez niej było. Ale nie będzie
        się już obawiał dalej to pokazywać.

        Ufff, no dobra, koniec tej psychoanalizki na dziś... :)

        Zresztą mniejsza z tym. Nie chcę nikogo przekonywać do środków chemicznych.
        Absolutnie. To tylko takie moje uwagi z doświadczenia. Właściwie nie tylko
        mojego własnego. A każdy musi myśleć nad tym co robi sam i ponosić tego
        konsekwencje.
        • venilina Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:07
          Pewnie, że wiem, co to znaczy. Jestem chorobliwie nieśmiała :P Ale staram się z tym walczyć..

          Fajnie by było, gdyby istniały takie akurat środki: pozwalające być sobą, tylko bez tych dodatków w postaci nadmiernej przebojowości czy plecenia tego, czego normalnie by się nawet nie pomyślało. Ja jednak o takich nie słyszałam.. :>

          Wiem, że nikogo nie namawiałeś. Rozumiem przecież i nie napadałam na Ciebie, po prostu sugerowałam podwojną ostrożność. Łatwo wpaść z jednego nałogu (od własnych lękow, izolacji i dystansu) w drugi (od chemii od powyższych uwalniającej). That's all. :)
      • 4g63 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 17:29
        venila co ty gadasz, przecież wszystkie zachowania człowieka to wynik chemii
        • venilina Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:09
          Tak.. ale różnej chemii - i do tego endogennej. Jak ktoś się naćpa LSD to nikt mi nie wmówi, że jego zachowanie jest "naturalne tylko odarte z zahamowań". Już sam mózg ludzki inaczej się zachowuje. Wiele psychotropów rywalizuje z ludzkimi nuroprzekaźnikami o pobudzanie neuronów. To nie jest naturalny stan i nie wywołuje naturalnych zachowań.
          Nie miałam na myśli, że chemia to chemia, a my to my. My się składamy z chemii - ale to co innego niż wtłaczane do mózgu antydepresanty...
          • 4g63 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:15
            no nie dokońca się z tobą zgodzę, jedni ludzie mają taką chemię że są tak jakby non stop na chaju ... inni zaś, non stop by się wieszali, taka natura, a tych wisielców, można naćpać środkami podobnymi do tych co mają je ci co są na chaju i też będą ;) a czy to będzie nienaturalne? z definicji tak... ale chyba o to chodzi, żeby ich pobudzić?
    • 4g63 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 17:27
      steve, jak ktoś jest nieatrakcyjny itp, to niesetety, twoja samotność świadczy o tym że jesteś beznadziejny, gdyby było inaczej to już dawno miałbyś kobietę, bo to one tak narpawdę pozwalają się poderwać i tu nieśmiałość niema wiele do rzeczy..
      cóż można poradzić, może zainwestuj w chirurga plastycznego, może trochę siłowni, basen?
      • tata-kubusia Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 17:48
        Większej bzdury już dawno nie słyszałem. Wygląd nie ma tu nic do rzeczy. Ciągle
        widuję masakrycznych facetów z ekstra laskami. I wcale nie chodzi tu o kasę. Po
        prostu kobiety inaczej na to patrzą. Ok, nie wszystkie. Ale wystarczająco dużo.

        Sam, gdy byłem nieśmiały, nie miałem żadnej laski i żadna nie zwracała na mnie
        uwagi. A co się dzieje teraz? Ostatnio na imprezie andrzejkowej jedna mnie
        nachalnie wyciągała do tańca, choć nie chciałem. Do tego zupełnie nieznajoma. I
        nie jestem żadnym przystojniakiem. Po prostu zdecydowanie bardziej pewnym siebie
        facetem niż kiedyś. A kobiety to z jakiegoś powodu niezwykle pociąga. Może
        dlatego zakochują się w aroganckich bucach, którzy potem robią sobie z nich
        szmaty do wycierania nóg. Ileż ja to razy już słyszałem...

        Jakiś czas temu kuzynka opowiadała mi o znajomym - wygląd miał wyjątkowo
        beznadziejny, ale taką osobowość, że ona oraz znajome się nim zachwycały i w
        kobietach przebierał. No, to prawda, że taki egzemplarz nieczęsto się zdarza,
        ale dobrze obrazuje moje zdanie.

        No cóż; wszystko siedzi w głowie, a nie w wyglądzie, czy portfelu i nic na to
        nie poradzimy.

        Kiedyś byłem naprawdę wyjątkowo nieśmiały. Nic nie mówiłem, kompletnie a moja
        twarz była maską, pozbawioną mimiki. Po prostu materiał na pracę doktorską dla
        psychologa. Ale wszystko można zmienić. I tego się trzymajmy.
        • 4g63 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:12
          > widuję masakrycznych facetów z ekstra laskami\

          a to niby ty jako facet definiujesz klasę urody? może to właśnie ci
          faceci sa przystojni, skąd wiesz na co patrzy kobieta?

          > uwagi. A co się dzieje teraz? Ostatnio na imprezie andrzejkowej jedna mnie
          > nachalnie wyciągała do tańca, choć nie chciałem. Do tego zupełnie nieznajoma. I
          > nie jestem żadnym przystojniakiem. Po prostu zdecydowanie bardziej pewnym siebi
          > e

          świadczy to tylko o tym, że zabrakło jej partnera, akurat sie napatoczyłeś...

          > Jakiś czas temu kuzynka opowiadała mi o znajomym - wygląd miał wyjątkowo
          > beznadziejny, ale taką osobowość, że ona oraz znajome się nim zachwycały i w

          widzisz, uroda to wypadkowa charakteru, może z twojego punktu widzenia facet nie jest przystojny, a z kobiety jest, właśnie dlatego że tak wygląda, a jego wygląd jest cały zapisany w sygnałach do podświadomości dla kobiet, jego wygląd, gesty itp, widać ten brzydal, to tak naprawdę przystojniak


          > psychologa. Ale wszystko można zmienić. I tego się trzymajmy.

          hmmm, czy można zmienić, zmienić może ten co może, głupio to brzmi, ale tak jest jeśli nei ma się preferencji do bycia kimś to się nie będzie, i tyle...
          • venilina Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:19
            > a to niby ty jako facet definiujesz klasę urody? może to właśnie ci
            > faceci sa przystojni, skąd wiesz na co patrzy kobieta?
            Wystarczy się rozejrzeć po okładkach magazynów, billboardach i reklamach albo pogadać z kobietami i się to wie. Poza tym każdy w miarę inteligentny facet umie mniej więcej ocenić atrakcyjność - dla kobiet - innego. Tu chodzi o estetykę, a nie o jakieś magiczne właściwości. Brzydkie przeważnie jest brzydkie niezależnie od płci. Kobieta i facet podobnie ocenią jakiegoś totalnego brzydala (i brzydulę).

            >
            > świadczy to tylko o tym, że zabrakło jej partnera, akurat sie napatoczyłeś...
            A ty skąd to niby możesz wiedzieć?
            Pewność siebie kusi kobiety jak mało co, więc nie wiem na jakiej podstawie niby te wypowiedzi rzucasz.

            > hmmm, czy można zmienić, zmienić może ten co może, głupio to >brzmi, ale tak jest jeśli nei ma się preferencji do bycia kimś to >się nie będzie, i tyle...
            Kolego, to rzeczywiście brzmi GŁUPIO. Zajrzyj do słownika, co to są preferencje, a następnie poszukaj hasła 'predyspozycje'.
            • 4g63 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 19:08
              > A ty skąd to niby możesz wiedzieć?
              fakt nie mogę wiedzieć, nie dodałem trybu przypuszczajacego ..

              > , a następnie poszukaj hasła 'predyspozycje'.
              wiem przecież;) mam tylko 40 stopni gorączki
        • venilina Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:14
          Jak miło, że jakiś facet to rozumie. To fakt, że nie ma reguły. Są brzydcy z charyzmą i boscy bez niej. Kobiety również mają bardzo różne priorytety, więc naprawdę nie można tego uogólniać. Z pewnością jednak nie jest tak, że autor wątku jest jakimś makabrycznym pasztetem, tylko jakimś cudem nigdy nie widział lustra. Skoro pisze, że wygląda okej to znaczy, że tak jest - ludzie raczej mają tendencję do przesadzania w drugą stronę [z tego powszechnego pędu za cudownym wyglądem nawet normalnie wyglądający wpadają w dzikie kompleksy].

          Ja tylko myślę, że to jest tak: jeżeli koleś jest nieśmiały, to będzie się podobał raczej nieśmiałym. Kobieta pewna siebie, "wyzwolona" raczej będzie chciała mieć kogoś zdecydowanie 'silniejszego', z przebiciem. A co zrobi taka zakochana nieśmiała? Nic. Nie będzie miała odwagi.. w efekcie ani on się nie dowie o tym, jakie uczucia budzi(ł), ani kobiety nie zdobędzie. Tak to niestety bardzo często bywa...

          • 4g63 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:17
            w sumie to niby masz rację..
          • 4g63 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:19
            ja tam nie jestem przystojny, jestem nieśmiały, taka totalna ofiara losu, skrzywdzona przez wszystko co go otaczza, ale pogodziłem się z tym, po prostu, staram się nie wychodzić z domu, żeby nie widzieć tego co tracę... tak jest łatwiej
            • venilina Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:21
              I dlatego sugerujesz innym, że nie mogą się zmienić? Żeby się odegrać, czy może z zawiści?

              Jak dla mnie to podejście 'taki już jestem, nie zmienię się, za to posiedzę w domu i poużalam nad sobą' jest najgorszym z możliwych. God.. -_-
              • 4g63 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:48
                ale to nie ja sie użalam! a innym sugeruję to co wiem z doświadczenia takiej osoby i tyle, masz coś przeciwko temu? nie podoba Ci się to? trudno, cóż ja na to poradzę, takie qwra życie
            • tata-kubusia Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:41
              Też taki byłem - zakompleksionym informatykiem, co to potrafi tylko gadać o
              bitach - ale nigdy się nie poddałem. Może to trwało długo, ale teraz mam i
              kobiety i forsę. Do jednego i drugiego doszedłem uporem i ciągłą pracą nad sobą.
              Uważam, że było warto.

              Jakbym się podał, jak Ty, to pewnie dalej siedziałbym przed kompem w domu (jak
              Ty) i dowalał komu popadnie. Oczywiście tylko przez sieć, bo osobiście nie
              miałbym odwagi. Może jednak przemyśl to jeszcze raz, bo każdy może się zmienić,
              skoro mi się udało. Wierz mi, kiedyś nie dałbyś za mnie 5 groszy...
              • 4g63 Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 18:50
                cieszę się że Twoje życie tak wygląda, wspaniale. Widzisz, widać jest w Tobie to coś dzięki czemu osiągasz to co masz, mało ludzi to ma naprawdę mało.
    • kemych Re: 26 lat samotności... 01.12.08, 18:56
      Doskonale Cie rozumiem. Mam 26 lat i jestem w podobnej sytuacji.
      Tez jestem niesmialy, do tego uslyszalem w przeszlosci nieprzychylne
      opinie na temat mojego wygladu i to ciagle we mnie tkwi. Teraz
      pojawila sie nawet jedna dziewczyna na horyzoncie. Nie skreslila
      mnie po pierwszym spotkaniu i ten brak doswiadczenia jest najgorszy
      bo ja teraz niewiem co i jak. Jak odczytac jej znaki, wyobrazam
      sobie niewiadomo co, moze niepotrzebnie. Boje sie zaryzykowac bo juz
      wole miec kolezanke nic nie miec z nia kontaktu w ogole choc
      ogloszenie bylo, ze niby szuka chlopaka. Niestety w sytuacji jakiej
      jestem to poprostu musze trafic na dziewczyne z inicjatywa i tak
      grono sie zaweza bo to kobiety raczej oczekuja tego od mezczyzn.
      • tata-kubusia Re: 26 lat samotności... 01.12.08, 19:47
        Lepiej coś zrobić i żałować niż żałować, że się nie zrobiło. No co Ci może
        grozić? Że powie Ci "nie"? No to straszne. A jak nic nie zrobisz, to porażkę
        masz jak w banku. Więc możesz wiele wygrać a do stracenia nic. A więc do dzieła.

        Kobiety, które przejawiają inicjatywę zdarzają się niezwykle rzadko. Możesz
        czekać na taką, ale ludzie po prostu tyle nie żyją.
        • venilina Re: 26 lat samotności... 01.12.08, 21:53
          Ale przecież chłopak napisał, że woli mieć koleżankę, niż nic. Czyli ma coś do stracenia, bo po koszu koleżeństwo wychodzi raczej średnio.
          Niemniej jednak - do dzieła! I nie przejmuj się brakiem doświadczenia. Prawdę mówiąc większość kobiet uważa to za urocze, co oznacza ni mniej ni więcej tylko tyle, że będą bardzo wyrozumiałe i w pełni entuzjastycznie nastawione. :>
          • kemych Re: 26 lat samotności... 01.12.08, 23:22
            Dzieki za podbudowujace posty. Postaram sie cos zadzialac ale czasu nie mam za wiele. Za miesiac wyjezdzam na rok zagranice. Niby nie daleko i moglbym byc co miesiac w Polsce. Wszystko to takie skomplikowane. Czasu nie mam za wiele, a niechce robic nic na sile, na skroty. Akurat w takim momencie ten wyjazd. Czasami mysle, ze jestem skazany na samotnosc. Gdybym mial 100% pewnosci to bym zrezygnowal z kontraktu ale tego przeciez sie nie ma nigdy.
    • proveritas nie zmieni sie.ja mam 33 lata i juz mam dosc walki 01.12.08, 19:26
      z samotnoscia.wole zaakceptowac ja i zyc jakos w pokoju niz miotac sie i wchodzic w przypadkowe zwiazki z ludzmi do ktorych nic nie czuje no moze jakas malka sympatie.zreszta Ty juz panikujesz w tym wieku?
      powiem tak ze zauwazam symptomy wariowania swiata dzis przyjazn to seks i sms.wszystko w pospiechu,udawanie uczuc....wiesz co?ja sie wypisuje z tego
      • timer.rec Re: nie zmieni sie.ja mam 33 lata i juz mam dosc 01.12.08, 21:03
        Panowie,

        Zasada nadrzędna - miło że Panie zabierają tu głos ale do licha to jest (a przynajmniej ma być!) facet z krwi i kości a nie plasteliny. Więc Kolego, nie bierz do siebie tego co pisze płeć przeciwna bo prędzej sfiksujesz niż im dogodzisz. Ale do rzeczy.

        Po primo, znajdż sobie jakieś hobby - cokolwiek, co pomoże ci podnieść własną samoocenę i jednocześnie ćwiczyć najważniejszy mięsień - mózg. Faza druga - pewność siebie przyprawiona odrobiną bezczelności i nonszalancji. Decyduj szybko, nie zmieniaj zdania i nie wycofuj się choćbyś wdepnął jak Paulus pod Stalingradem :-)

        Z tego co piszesz to siedzisz w domu i myślisz "o kurcze nie mam kobiety czas ucieka życie przegrane itp.". To błąd. Zajmij się czymś bo się wykończysz chłopie tym myśleniem w kółko o jednym.
    • gosc_nie_dzielny Zostan singlem. Z wyboru. 01.12.08, 20:55
      Nie szukaj, samotne zycie ma mnostwo (same?) zalet. O braku rodziny nawet nie
      wspominam, bo jest marzenie wiekszosci zonatych i dzieciatych mezczyzn jakich znam.

      Ja mam 32 lata i staram sie, zeby moje zwiazki nie trwaly dluzej niz 1-3
      miesiecy. Z zalozenia sie nie wiaze, dzieki czemu mam dosyc czasu na to, co
      lubie i to, w czym chce sie realizowac.
      Jest mi, przepraszam za wyrazenie, zajebiscie dobrze w tym ukladzie.

      Ale pamietam, ze jak bylem pare lat mlodszy i wszyscy moi rowiesnicy sie zenili
      i plodzili bachory, tez czulem sie nieswojo. Czlowiek czasem ma sklonnosci do
      owczego pedu. Dosyc Latwo to przelamac, potem bedzie z gorki.
      • steve13 Re: Zostan singlem. Z wyboru. 04.12.08, 14:43
        Nie wmawiajcie mi że samotne życie to same zalety...
        I chociaż gość niedzielny twierdzi że mu z tym doibrze to jednak nie
        jest sam, zawsze potrafi znaleźć sobie jakieś towarzystwo...
        chociażby na te 3 miesiące, ale jednak ma się z kim spotkać i do
        kogo się przytulić...
        Ja co prawda wolałbym coś na stałe bo poznawanie nowych ludzi mi nie
        wychodzi i wiąże się bardziej ze stresem niż przyjemnością, ale
        sporo bym dał nawet za taką krótką znajomość... może by z tego nic
        nie wyszło ale zawsze mialoby się jakieś doświadczenia... A bez
        doświadczeń to i nie ma pewności siebie...
      • kurdelebele Re: Zostan singlem. Z wyboru. 05.12.08, 14:31
        > Ja mam 32 lata i staram sie, zeby moje zwiazki nie trwaly dluzej niz 1-3
        > miesiecy. Z zalozenia sie nie wiaze, dzieki czemu mam dosyc czasu na to, co
        > lubie i to, w czym chce sie realizowac.

        jesli sucz mloda, to 6 miesiecy tez daje rade ;)
        • ninulka74 Re: Zostan singlem. Z wyboru. 05.12.08, 16:00
          a ja nie mogę zrozumieć po co tak prości i głupi ludzie jak ty piszą takie
          bzdury. Masz chyba większe kompleksy niz steve.
          > jesli sucz mloda, to 6 miesiecy tez daje rade ;) a kim ty jesteś zwykłym
          prostakiem i wiesz nie dziwie sie ze twoje zwiazki trwaja tylko tyle, bo takiego
          ... wszyscy olewaja
    • venarius Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 21:17
      Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze niesmialosc to po prostu zwykly egoizm!!!
      Stary zamknales sie w swojej skorupce i nic nie probujesz zmienic bo tak jest
      wygodniej. Potrzebujesz porzadnego kopniaka w d.., zebys wzial sie w garsc. Ja
      mam podobnie - ale zapomnij, nie znajdziesz kobiety swoich marzen bo takie nie
      istnieja. Nie probuj znajdowac tysiaca wymowek, zeby nic nie robic. Wcale nie
      musisz robic pierwszego kroku... Kobiety same namierzaja faceta i sie kolo niego
      kreca. Na pewno masz takie wokol siebie tylko nie chcesz tego widziec. Moze jest
      nawet jakas zakochana w tobie od lat! Uwierz mi ja wiem co mowie...
    • symplicja Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 21:56
      poznajmy się :)
    • irenadodomu Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 22:02
      Ja bardzo długo byłam sama, nie licząc jakichś bardzo przelotnych znajomości. W
      zasadzie faceci zaczęli się mną interesować, kiedy doszłam do wniosku, że
      trudno, będę sama no to będę, jakoś przeżyję (przez długi czas uważałam, że
      życie w pojedynkę jest bez sensu). Uznałam, że po prostu nie będę z żadnym
      facetem, widać mam w sobie coś, co odpycha. Jestem dosyć ładna, więc w sumie nie
      miałam pojęcia o co cho. Teraz myślę, że to ta moja desperacja ich chyba
      odstraszała, nawet nie wiesz, że to masz. Że to widać, jak każdego faceta
      traktujesz jak potencjalnego kandydata. Po prostu odpuściłam. Zajęłam się
      "swoimi sprawami", chodziłam sama do kina, jeździłam w ciekawe miejsca,
      wypchnęłam związki z głowy, chociaż pewnie gdzieś tam tkwiły. Jeszcze "po
      drodze" uwikłałam się w romans z żonatym facetem - chyba z poczucia, że na nic
      lepszego nie zasługuję. Dałam wreszcie spokój, w wielkich bólach z tym
      skończyłam i uznałam, że z facetami daję spokój. Koledzy i wszystko.
      No i teraz mam faceta, pojawił się właśnie jak mnie się przestało spieszyć, jest
      bardzo kochany, ale mogłabym żyć i bez niego, jakby co:) Znajdź sobie coś
      swojego, coś dla siebie. Zarówno faceci jak i kobiety bez pasji, albo z główną
      pasją pt. szukam drugiej połowy są po prostu męczący i wydają się nieciekawi.
      Zajmij się czymś - miłość przyjdzie albo i nie przyjdzie, ale czekając na nią i
      tak tego nie zmienisz, a tak przynajmniej będziesz miała ciekawe życie. Pozdrawiam.
    • irenadodomu Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 22:03
      Hehe, myślałam, że piszę do kobiety. Ale nic to - swoje rady uważam za
      uniwersalne. Pozdrawiam.
    • jezeli.tylko.ja Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 22:31
      Zaraz się doczytam, ze ty z Warszawy z dzielnicy na literkę U??
    • mel-low Re: 28 lat samotności... Czy to się kiedyś zmieni 01.12.08, 22:53
      Na tym forum to nigdy zrozumienia nie znajdziesz, wpadnij może tutaj:
      www.phobiasocialis.fora.pl/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka