m.bea
09.11.08, 22:14
Poznalam kogos przez internet. Ktos do rozmow, spedzania wspolnych
wieczorow.Obydwoje poza Polska. Znalazl on mnie , ja nikogo nie
szukalam. Nigdy nie odpowiadalam na zaczepki czy propozycje
ewentualnych rozmow przez internet , to byl jedyny raz. Pisalismy ze
soba kilka tygodni, potem byl skype i rozmowy do rana. Dziesiatki
godzin przegadanych na wiele tematow. Nie narzucalam sie , nie
prosilam o kontakt. On zawsze byl i jest do tej pory. Zabiega o to
abym byla i jestem. Mam jednak wrazenie ze tylko wtedy kiedy on mnie
potrzebuje to sie pojawia, kiedy ma wolny czas i byc moze nie ma
innych planow,a nie wtedy kiedy ja tego bym chciala. Przyzwyczail ,
przywiazal mnie w jakims sensie do siebie i zaczynam chyba miec
problem.
Ale ... Wlasnie czemu musi byc to ,,ale,,?
Czy od kogos kogo nazywam internetową znajomoscią powinnam rowniez
wymagać zasad? Mam na mysli zwyczajne np dotrzymanie slowa, ze jesli
sie umawiamy to ten ktos powinien byc a nie nie dotrzymywac
terminow. Uwazam , ze nawet jesli to zabawa to chyba jakies zasady
obowiazuja. Nie chce wyjsc na zrzedliwą babą co to poucza i robi
wyklady, jednak zaczyna mnie to irytowac.