Dodaj do ulubionych

znowu on :-(

18.11.03, 13:52
Szlag mnie za chwile trafi....po co mi to było...no po co....Zobaczyłam go, a
tak dawno już go nie widziałam....ale zobaczyłam jego zdjęcie....i znowu
zawrzało i w głowie i w sercu i w ogóle...skoczyło ciśnienie...i
myślę...znowu myślę o nim...Tylko po co mi to, po co to zrobiłam ??? Po co
pomyślałam o tym by poszukać tego miejsca...znalazłam a tam było
zdjęcie...jego...w końcu jest właścicielem....Zobaczyłam i wróciło
wszystko....Jezu co zrobić by odpędzić te myśli ???? Myślałam że ten rozdział
już dawno zamknęłam....bardzo chciałam go zamknąć!! Dziś wiem że jednak czuję
pełen niedosyt...nie skończyliśmy tego co zostało zaczęte...po prostu
urwaliśmy to w pewnym momencie i teraz czuję ze będzie to za mną chodziło już
do końca życia..... Tak bardzo muszę się wygadać, wyrzucić z siebie te emocje
te uczucia....Jezu........Najbardziej paskudnie czuję się , bo wiem że
zabolałoby to Roberta....A ja go mocno kocham, szalenie i mimo iż do naszego
życia wkradła się już pewna nuda wiem że bez niego nie mogłabym żyć. TO
MIŁOŚC MOJEGO ŻYCIA!!! To jego poślubiłam i jemu ślubowałam wierność i
uczciwość...ale przecież nie mogę mu o tym opowiedzieć....no bo jak ...chyba
by się wściekł...Zadzwoniłam do przyjaciółki kiedyś najlepszej....ale nie
potrafiła mnie zrozumieć , wysłuchać....

Jak to mam zrozumieć zresztą sama.....zobaczyłam go w Internecie, zobaczyłam
jego zdjęcie....na dodatek sama chciałam to znaleźć...ale chyba nie
spodziewałam się że będzie miał stronę ...serce mi zabiło tak jak bym
zobaczyła go naprawdę....

Chciałabym z nim porozmawiać , wyprostować pewne sprawy....być może nie
byłoby tak trudno. Kiedy przestaliśmy się widywać myślałam że tak już
zostanie , ze już mi minęło...że to było zwykłe zauroczenie że już po
wszystkim. Mam przy sobie najwspanialszego mężczyznę, miłość mojego
życia....Czułam że tamto to już przeszłość ...i co? Dziś się
zachwiałam ....Wiem że on też chciałby porozmawiać.....ale to
nierealne.....nie w tym życiu......muszę szybko zapomnieć................dość
Obserwuj wątek
    • ilecka Re: znowu on :-( 18.11.03, 13:57
      moze cos wiecej na temat bylego? nawet nie wiadomo co odpisac...
      • sylwka_w Re: znowu on :-( 18.11.03, 14:28
        Wiesz....to nawet nie chodziło o to by ktoś cokolwiek odpisywał,bo musiałam się
        poprostu "wygadać"...i jakoś odruchowo wrzuciłam to na forum....

        Ten "były" to mężczyzna z którym byłam zaledwie pół roku...on miał dziewczyne ,
        ja chłopaka.Ja zerwałam...bo nie chciałam oszukiwać yego z którym byłam....on
        wciaz z nia był.Ale nie mialam żalu bo wiedziałam o tym od poczatku, zreszta
        sama nie chciałam by zrywał bo wiedziałam że to dobra dziewczyna.Nie chciałam
        się angażować...to miała być tylko przyjaźń....ale jak to zwykle bywa, póxniej
        ta przyjaźń zmieniła sie w zupełnie cos innego, coś głębszego.To jest naprawdę
        niesamowity mężczyzna, który zaraża optymizmem, który jednym przytuleniem
        sprawiał, ze wszystkie troski mijały...do tego chyba fascynowała nas jeszcze ta
        tajmniczość...ukradkowe spojrzenia, ciche spotkania, nikt o niczym nie mógł
        wiedzieć...ona nie mogła się dowiedzieć...,wszystko jak w filmie. Ale mnie to
        zaczęło męczyć....powiedzialam po pół roku by zdecydował się na
        coś...wyjechałam na miesiąc do Niemiec...dałam nam czas na
        przemyślenia ....zdecydował się na nią. Chyba nawet nie łudziłam się że wybierz
        mnie...jakos tak czułam. I chociaz serducho troszkę ucierpiało szybko sie z tym
        pogodziłam....Unikałam miejsc w których moglismy sie spotkać...ale tego nie
        dało się uniknac do końca...wymiana spojrzeń, dotyk -niby przypadkowy -rąk i
        znowu ...Boże jak to wszystko wspominam to cała drżę....Urwało się wszystko
        kiedy zaczęłam spotykać sie z innym mężczyzną...ale tamto szybko się popsuło o
        ON jak by wiedział wszystko...dzwonił do mnie wtedy kiedy go najbardziej
        potrzebowałam, przyjeżdzał...sprawiał że znowu byłam szczęsliwa....Oboje
        wiedzieliśmy że to nie jest już przyjaźń, oboje wiedzieliśmy że nie możemy sie
        spotykać....ale żadne z nasz się przed tym nie broniło....nie wiem jak to
        możliwe...Piekło rozpoczeło sie kiedy ona o wszytskim sie dowiedziala....dalam
        sobie zupełny spokój...nie chcialm dolewac oliwy do ognia...skończyłam z nim
        raz na zawsze....Oczywiście sa razem...ona wszystko mu wybaczyła....mnie
        nazwała dziwką...wszyscy o wszystkim się dowiedzieli...nawet nie zdążyłam z nim
        porozmawiać....nie było jak ...wszyscy nas obserwowali...Zupełnie odseperowałam
        się od tego towarzystwa...chciałam zacząc nowe życie...zapomnieć o nim...udało
        się....Zareczyłam się z największą miłościa mojego zycia....Robert wie o
        wszytskim i nienawidzi go...zupełnie niepotrzebnie. Kiedyś spotkaliśmy
        go...powiedzial że mnie przeprasza za nią..., za to co zrobił, za to jak to
        wszystko się potoczylo...gdyby nie to że był przy mnie mój maż pewnie bysmy
        usiedli i porozmawiali o tym wszystkim...pewnie wtedy jakos bysmy to
        załagodzili..nie wiem.....W każdym bądź razie od roku zupełnie straciliśmy ze
        sobą kontakt...i dobrze, bo zapomniałam...mineło to niby zauroczenie...Tylko
        dlaczego modle się by go nie spotkać a jednczesnie bardzo bym tego
        chciala...Jezu to obłęd....
    • samowolny Re: znowu on :-( 18.11.03, 14:08
      ależ nadal wchodź na jego strone, katój sie moze w ten sposób doprowadzisz do
      rozspadu twojego obecnego związku bo przecież o to ci chodzi , nuda w związku
      i zaczełas szukać innej okazji... i nie pisz że tego nie chcesz bo robisz to z
      premedytacją.. ech kobieto puchu marny....
      • sylwka_w Re: znowu on :-( 18.11.03, 14:42
        nie masz racji....nie chcę zrujnować swojego związku i NIE ZROBIĘ TEGO !!!
        Wydaje ci się ze wszystko wiesz....mylisz się mój drogi...czym innym jest chęć
        porozmawiania z człowiekiem a czym innym przelecenie jakieś przypadkowej laski
        w biegu tak jak to wy mężczyźni zazwyczaj robicie....Uwazam się za dojrzałą
        emocjonalnie kobiete i wiem co mi wolno a czego nie...mam pewne zasady...i to
        dzięki nim zupełnie zerwałam kontakty z tym Mężczyzną....
        nie rób ze mnie malolaty....
        • sarna2003 Re: znowu on :-( 19.11.03, 22:30
          sylwka_w napisała:

          > nie masz racji....nie chcę zrujnować swojego związku i NIE ZROBIĘ TEGO !!!
          > Wydaje ci się ze wszystko wiesz....mylisz się mój drogi...czym innym jest
          chęć
          > porozmawiania z człowiekiem a czym innym przelecenie jakieś przypadkowej
          laski
          > w biegu tak jak to wy mężczyźni zazwyczaj robicie....Uwazam się za dojrzałą
          > emocjonalnie kobiete i wiem co mi wolno a czego nie...mam pewne zasady...i to
          > dzięki nim zupełnie zerwałam kontakty z tym Mężczyzną....
          > nie rób ze mnie malolaty....


          rozsadek ci mowi ze nie mozesz z nim byc, ale to 'cos' pcha cie do
          niego.....ten ogien, chec zaspokojenia potrzeby bliskosci.....ja to mialam
          tylko z jednym mezczyzna (nie moim mezem, niestety) i zawsze bede to pamietala,
          i bym dala wszystko, rozumiesz poswiecila wszystko, meza, dom, itd, zeby to
          jeszcze raz przezyc, dlatego cie rozumiem......ale nie kazdy zna to uczucie.
          • sociopata bylas dziwka bo ukradlas innej chlopaka. 20.11.03, 03:41
            Czy nia jestes? Nie wiem. On cie ma gleboko w powazaniu ale na raz to moze cie
            i wezmie. Za duzo sobie wyobrazalas. Bylas dla niego eksperymentem
            psychologicznym ile mogl z taka kretynka wytrzymac. Ciebie pociagala jego forsa
            i pozycja oraz chcialas z nim miec dzieci zeby tylko nie z tym debilem z ktorym
            jestes.
            • sylwka_w Re: bylas dziwka bo ukradlas innej chlopaka. 20.11.03, 09:27
              hm......wiesz....on nie miał wtedy ani kasy ani pozycji....poza tym ja niczego
              sobie nie wyobrażałam....wiedziałam że ma kobiete, która na niego zasługuje w
              pełni....więc nie liczyłam na to że ze mną zostanie...zresztą sama mówiłam mu
              by tego nie robił...nie ukrywam , że później emocjonalnie zaangażowałam się w
              to wszystko ale pomimo tego nie liczyłam na nic...A dzieci???? Jezu nigdy nie
              pomyslałam nawet o tym...byłam za młodziutka by wogóle myśleć o
              macierzyństwie....A MOJEGO MĘŻA NIE NAZYWAJ DEBILEM !!!!!!!To cudowny człowiek
              którego BARDZO KOCHAM!!! Nie znasz tych uczuć nie wiesz co to znaczy.....WIEM
              JEDNO MÓJ MĄŻ ZNACZY DLA MNIE KROCIE WIĘCEJ NIŻ TAMTA ZNAJOMOŚĆ...i tamten
              mężczyzna nie dorasta mu do pięt.....taka jest prawda....a tamto to była
              chwila...zobaczyłam go na zdjęciu i serce zabio bo coś kiedyś dla mnie
              znaczył...być może wiele....szybko ochłonęłam i zdałam sobie sprawę że to już
              przeszłość...mam mężczyznę swojego życia...i nawet przez chwilę nie zwątpiłam w
              to że to on jest tą drugą połówką.....więc podsumowójąc twoją wypowiedź powiem
              krótko ....GÓWNO WIESZ!!!! (przepraszam za wyrażenie)
          • sylwka_w Re: znowu on :-( 20.11.03, 09:38
            droga sarenko.....dziękuję za zrozumienie.....wiesz ja nie zrobiłabym
            tego...nie poświeciłabym wszystkiego dla niego....być może dlatego że mnie
            zranił...A MÓJ MĄŻ JEST MOIM NAJWIĘKSZYM SKARBEM JAKI KIEDYKOLWIEK
            POSIADAM...ale rozumiem cię , bo pewnie gdyby mój małzonek nie dawał mi pełni
            zadowolenia to pewnie tez bym tak myślała....A tamto....było baaaardzo
            dawno...nie wiem jak to się dzieje....że on tak działa...nie mam pojęcia...być
            może dlatego że zanim związałam się z moim mężem był to jedyny mężczyzna który
            w pełni rozumiał każde moje uczucie, który był mi bliższy niz ja sam....który
            był moim przyjacielem....noi muszę ci przyznać rację....coś wciąż w jego
            kierunku ciągnie....kiedy go widzę ,czuję niesamowitą potrzebę porozmawiania z
            nim...emocje których nie da się opisać słowami.....emocje których sama się
            boję...i jednocześnie nienawidzę ich....dlatego staram się unkać tej osoby jak
            ognia dosłownie i w przenośni...by nie czuć tego...by mój mąż nie widział
            tego....bo on zawsze to wyczuwa...ZAWSZE!!! Kiedy go widzimy pyta "jak tam
            serduszko???" a ja najchętniej schowałabym się pod ziemię i już nie
            wychodziła...:) I wiem ze moje "kochanie" bardzo to przeżywa...bo wie że cos
            tam czułam do niego....dlatego robię wszystko by go nie ranić, by nie ranić
            siebie....BO NIKT PRÓCZ NIEGO NIE LICZY SIE W MOIM ZYCIU!!!!
            pozdrawiam ;)
            • Gość: Shemreolin Re: znowu on :-( IP: *.crowley.pl 20.11.03, 11:39
              Nigdy nie miałam tak jak Ty ale rozumiem Twoja cheć rozmowy. Kiedys byłam przez
              trzy miesiace z moim kolega, przyjacielem. Zaczelismy byc razem kilka miesiecy
              po tym jak mój chłopak, z ktorym byłam dwa lata ze mna zerwał. Jakos tak
              wyszło, ze dowiedzxiałam sie, ze właśnie mój przyjaciel kocha sie we mnie od
              czetrech lat, od keidy mnie poznał. Niedługo potem zaczelismy być razem. On
              kochał mnie strasznie, nosił na rękach i wpatrywał jak w obrazek. Moje uczucie
              dopiero rozkwitało. Nie wytrzmałam presji i uciekłam. Zbyt przytłoczyła mnie
              jego miłosć. On myślał, ze to dlatego, ze nadal kochałam tamtego. Ale to nie
              była prawda. Byc może rzuciłam sie w ten zwiazek bo było mi źle samej. Ale wiem
              tez, że kiedy byłam z tamtym zawsze czułam niewyjaśnione COŚ do mego
              przyjaciela. Gesia skórka, drzenie serca... dziwne...

              Po tym jkak zerwalismy nie widziałam go baaaardzo długo. Wiedziałam, że zaczał
              sie spotykac z innymi dziewczynami, zmieniać je jak rękawiczki. Teraz jest z
              dziewczyna, którą bardzo kocha i sa ze soba długo. Nigdy nie było dane mi
              wytłumaczyc dlaczego odeszłam. Oczywiście jak zrywalismy nie powiedziałam mu
              prawdy. Nakłamałam, ze to za wcześnie po rozpadzie tamtego zwiazku itp... Przez
              dwa lata unikaliśmy sie zupełnie a ja wielokrotnie myslałąm o tym zeby z nim
              to wyjaśnic mimo ze juz dawno miłosc do mnie mu minęła.

              W sierpniu umarła moja najlepsza przyjaciółka. Po tym wydarzeniu pomyślałam
              sobie, że nie należy pewnych rzeczy odkładać na później. Zadzwoniłąm do niego i
              powiedziałąm, ze chce pogadać. Przyszedł a ja powiedziałam mu wszystko. Jak sie
              wtedy czułam i dlaczego odeszłam. Sprawiło mi to wielka ulge i poczułąm, ze ten
              rozdział jest juz zamkniety w moim zyciu. A tak miałam zawsze poczucie, że nie
              zrobiłam czegos waznego...

              Moim zdaniem powinnaś z nim porozmaiwać i wyjasnic kilka rzeczy. Ale powinnas
              to zrobić w miejscu publicznym. Tzn tak zeby Was nie kusiło na cos wiecej niz
              rozmowę. No wiesz, nigdy nie wiadomo...

              POWODZENIA!
              • sylwka_w Re: znowu on :-( 20.11.03, 14:01
                Bardzo mi przykro z powodu śmierci twojej przyjaciółki...ale widzisz ...nic nie
                dzieje się z przypadku...gdyby nie jej smierć nigdy byście nie porozmawiali,
                nigdybyś nie zadzwoniła do niego, nie wygadałabyś sie nie ulzyłoby ci...nie
                wyjasnilibyście sobie wszystkiego....twoja przyjacółka napewno ucieszyłaby sie
                widząc że cię uszczęsliwiła....
                W moim ...w naszym przypadku do spotkania dojść nie może....Mój mąż o
                wszystkim wie, jemu ciśnienie podnosi sie nawet kiedy przejeżdzamy koło jego
                domu....gdybyśmy się spotkali...nie zrozumiałbym nie wybaczył....poza tym nasze
                spotkanie jest nimożliwe choćby dlatego że kiedy pojawiamy sie w pobliżu siebie
                wszyscy bacznie nas obserwują...niejednokrotnie niechcące spojżenie na siebie
                wywołało burzę u jego dziewczyny więc co tu wogóle mówic o rozmowie...ale to
                już nawet nie chodzi o to .Nie spotkam się z
                nim przede wszystkim dlatego że bardzo zraniłabym tym męza...a tego za nic na
                świecie nie chcę.....Walczę z tymi myslami i pozostaje mi mieć nadzieję ze
                kiedyś w końcu znikną te uczucia które towarzyszą mi w momencie pojawienia sie
                jego postaci w moim polu widzenia....kiedyś to napewno minie...

                pozdrawiam
            • sarna2003 Re: znowu on :-( 20.11.03, 16:35
              sylwka_w napisała:

              > droga sarenko.....dziękuję za zrozumienie.....wiesz ja nie zrobiłabym
              > tego...nie poświeciłabym wszystkiego dla niego....być może dlatego że mnie
              > zranił...A MÓJ MĄŻ JEST MOIM NAJWIĘKSZYM SKARBEM JAKI KIEDYKOLWIEK
              > POSIADAM...ale rozumiem cię , bo pewnie gdyby mój małzonek nie dawał mi pełni
              > zadowolenia to pewnie tez bym tak myślała....A tamto....było baaaardzo
              > dawno...nie wiem jak to się dzieje....że on tak działa...nie mam
              pojęcia...być
              > może dlatego że zanim związałam się z moim mężem był to jedyny mężczyzna
              który
              > w pełni rozumiał każde moje uczucie, który był mi bliższy niz ja sam....który
              > był moim przyjacielem....noi muszę ci przyznać rację....coś wciąż w jego
              > kierunku ciągnie....kiedy go widzę ,czuję niesamowitą potrzebę porozmawiania
              z
              > nim...emocje których nie da się opisać słowami.....emocje których sama się
              > boję...i jednocześnie nienawidzę ich....dlatego staram się unkać tej osoby
              jak
              > ognia dosłownie i w przenośni...by nie czuć tego...by mój mąż nie widział
              > tego....bo on zawsze to wyczuwa...ZAWSZE!!! Kiedy go widzimy pyta "jak tam
              > serduszko???" a ja najchętniej schowałabym się pod ziemię i już nie
              > wychodziła...:) I wiem ze moje "kochanie" bardzo to przeżywa...bo wie że cos
              > tam czułam do niego....dlatego robię wszystko by go nie ranić, by nie ranić
              > siebie....BO NIKT PRÓCZ NIEGO NIE LICZY SIE W MOIM ZYCIU!!!!
              > pozdrawiam ;)

              to jestes naprawde nieszczesliwa..... tak mysle, nie obraz sie. i nie ma w
              twojej sytuacji wyjscia. moze jak urodzisz dziecko z mezem i to dziecko bedzie
              wygladalo tak jak Twoj maz to go pokochasz. tak jest w moim przypadku, mamy
              cudne dzieci, i to mnie trzyma przy mezu, ale jezeli tylko nadazy sie okazja
              frune z tego gniazda ale tylko na moment, bo nie mam zamiaru rozbijac rodziny,
              ale wiem ze to co mam z mezem to nie to co moze byc, i ty tez to wiesz, dlatego
              nigdy nie bedziesz w pelni szczesliwa.......czasem jest lepiej nie wiedziec jak
              dobrze moze byc, bo wtedy gdy wiemy co to naprwade jest ten szal rozkoszy,
              wtedy do tego szalu szczescia tesknimy chocby tyko podswiadomie, :)
              • Gość: sylwia sarenko!!! IP: *.wloclawek.sdi.tpnet.pl 21.11.03, 10:01
                Ja naprawdę nie uwazam się za nieszczęsliwą....Nie obraziłam się za to...bo się
                z tym nie zgadzam....wiesz z tego co widzę twoje problemy w małżeństwie
                spowodowane sa seksem ??? tak?? Nie masz tego co chciałabys mieć....i mażysz o
                tym czego nie masz....ja kiedy dopada mnie tego typu chandra zadaję sobie
                pytanie "a skąd wiesz że z nim nie byłoby to samo??"i wtedy mija wszystko...Mam
                przy sobie naprawdę WSZYSTKO CO POTRZEBUJĘ!!! o sexie już nawet nie wspomnę bo
                to na ogół maz nalega nie ja....(ma facet duze potrzeby!!!)Pozatym naprawdę
                darzymy sie uczuciem jakiego nigdy wczesniej nie doswiadczyła....Wiesz myśląc
                nad tym wszystkim doszłam do wniosku że moja fascynacja tamtym męzczyzna wynika
                chyba z niewystarczajacego zaspokojenia siebie jego osobą....Odszedł ode
                mnie....i mimo że sie tego spodziewałam był to jedyny mężczyzna który mnie
                zostawił w całym moim zyciu, to zazwyczaj ja kończyłam związek, ja
                odchodziłam....tu czuje pewien niedosyt...nigdy nie dowiem sie tego czy byłoby
                inaczej gdybym to ja go zostawiała...ale może jest w tym jakas prawda...nie
                wiem....poruszyłam ten temat całkiem przez przypadek i teraz chodzi to za mną
                od kilku dni....

                pozdrawiam cie i przykro mi ze jest ci źle w twoim małżeństwie

                jeżeli masz ochotke napisac to mój adres....sylwka_w@gazeta.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka