tictac11
06.04.09, 12:02
Moj facet jest dość humorzasty. Nauczyłąm sie z tym jakoś żyć, bo
summa sumarum nie jest źle i ma wiele plusów, mówiąc krótko -
bilans jest dodatni, ale ostatnio przegina. Traktuje mnie
niegrzecznie, obcesowo i chamsko. Nie odzywa się normalnie tylko
krzyczy. Krzyczy bez konkretnego powodu na mnie i na dziecko.
Obwinia o złe jego wychowywanie, wszystko robię źle, niczego
spokojnie nie powie, w sumie robi afery z drobiazgów, ale zapytany o
konkrety (co robię źle? jakie ma proozycje?) odmawia rozmowy. Nic
dziwnego, że czuję się okropnie i jak on chce seksu to ja nie mam
najmmniejszej ochoty. TRwa to juz ponad tydzień. Wyjaśniłam mu
jasno, dlaczego. Bo nie chce udawać jak jestem zła, bo mnie źle
traktuje, czuję się jak rzecz - potrzebna mu lalka do bzykania. On
na moje tłumaczenia obraża sie, idzie na kanapę i odmawia dyskusji,
no nie da sie z nim wytrzymać. Nie da się wytłumaczyć. Nie da
konstruktywnie porozmawiać. I wszystko sie nakręca....Nie wiem, co
lepsze? Dać dupy, żeby facet (na krótko) się wyciszył i liczyć na
ułożenie sie spraw, ale kosztem swojej nieuczciwości wobec samej
siebie (to bedzie sex psychicznie wymuszony), czy uprzeć sie,
odsunąć, aż facet zmięknie i zacznie mnie traktować jak biały
człowiek???
Dlaczego faceci nie rozumieją, że jak kobieta jest kochana, czule
traktowana, to nieba mu przychyli a w łóżku zgotuje raj?? Ja bym
mu.....no bym mu robiła baaardzo dobrze bo lubię sex i cały czas
jest chemia, a ten idiota traktuje mnie tak, że mi sie odechciewa i
duma mi nie pozwala, bo lalką w nocy a chłopcem do bicia w dzien nie
bedę... Co robić z takim upartym typem?
Liczę na męskie spojrzenie na sprawę. Może ja nie rozumiem męskiego
sposobu patrzenia na swiat...