Dodaj do ulubionych

sila robocza

31.07.06, 16:38

Początek końca taniej siły roboczej?




Agnieszka Mitraszewska 30-07-2006 , ostatnia aktualizacja 30-07-2006 19:36

Przegląd światowej prasy gospodarczej


Przekonanie, że Chiny i Indie są niewyczerpanym źródłem taniej i
zdyscyplinowanej siły roboczej, będziemy musieli wkrótce odłożyć do lamusa.
Firmy, które przeniosły tam produkcję w nadziei na oszczędności, zaczynają
odczuwać dotkliwy brak odpowiednio wykwalifikowanych robotników - szybciej,
niż ktokolwiek mógł się spodziewać - pisze "Financial Times".

Rekrutacja i zatrzymanie w firmie wyszkolonych pracowników stają się coraz
trudniejsze.

- Skończyły się czasy, kiedy na ogłoszenia zgłaszali się absolwenci
indyjskiej politechniki gotowi pracować po 18 godzin na dobę za grosze - żali
się jeden z rozmówców "FT", który w najbliższym czasie zamierza zatrudnić w
Indiach nowe osoby. - Teraz musimy rezygnować z części wymagań, czy to wobec
poziomu znajomości angielskiego, kwalifikacji zawodowych, czy posiadanych
umiejętności. Ostatnio miałem pracownika, który zniknął bez śladu po
dziesięciu dniach, pewnie znalazł lepszą pracę.

W Chinach brak wykwalifikowanych robotników jest tak dotkliwy, że nawet
lokalne firmy z niektórych sektorów muszą zatrudniać cudzoziemców. Indie i
Chiny, które łącznie dysponują 40 proc. światowej siły roboczej, mają nadmiar
niewykwalifikowanych pracowników. Jak wynika z danych Organizacji Narodów
Zjednoczonych, w ciągu najbliższych pięciu lat oba kraje wniosą do światowych
zasobów siły roboczej odpowiednio 44 mln i 71 mln chętnych do pracy, co
stanowi lwią część globalnego wzrostu demograficznego. W tym samym czasie
rynek pracy powiększy się w USA o 10 mln osób, w Europie pozostanie na
niezmienionym poziomie, a w Japonii zmniejszy się o 3 mln.

I mimo że Chiny i Indie kształcą co roku miliony absolwentów szkół, same
liczby są dość mylące. Z badań firmy McKinsey wynika, że z 600 tys. chińskich
inżynierów co roku opuszczających mury politechnik, tylko niewielki odsetek
nadaje się do pracy w międzynarodowej firmie. W grupie dziewięciu badanych
przez McKinsey zawodów, wśród których byli inżynierowie, księgowi i lekarze,
mniej niż co dziesiąty absolwent spełniał podstawowe warunki. Chińscy
studenci są produktem przestarzałego systemu edukacji. Ich wiedza jest
teoretyczna, często nie przekłada się na umiejętność rozwiązywania
konkretnych problemów czy pracy w zespole. Jeszcze trudniej o fachowców w
Indiach. Według badań tamtejszej organizacji branżowej jedynie 25 proc.
świeżo upieczonych inżynierów może liczyć na zatrudnienie w środowisku
międzynarodowym, a jeszcze mniej, bo 10-15 proc., absolwentów innych uczelni.
Do roku 2010 niedobór specjalistów w Indiach sięgnie 500 tys. osób, co może
zagrozić dominującej pozycji tego kraju w globalnym outsourcingu w sektorze
technologicznym.

Główną przyczyną niedoboru specjalistów jest tempo wzrostu gospodarczego i
przemian. System edukacji obu krajów nie był w stanie w tak szybkim tempie
przystosować się do wymagań rynku. W ubiegłym miesiącu swoje indyjskie
zakłady zamknęły Apple Computer i Powergen. Takich decyzji może być coraz
więcej, bo problemom z odpowiednią siłą roboczą towarzyszy oczywiście wzrost
płac. To samo dotyczy chińskich menedżerów, częstokroć przecenianych i
przepłacanych, zgodnie z zasadą, że na bezrybiu i rak ryba. Zanim okaże się,
że kandydat tak naprawdę nie nadawał się na swoje stanowisko, mija
kilkanaście miesięcy i zdąży się przenieść do innej, jeszcze lepiej płatnej
pracy.

Premier Indii powiedział w połowie lipca, że tamtejszy system edukacji
pogrążony jest w poważnym kryzysie i zagraża dalszemu rozwojowi gospodarczemu
kraju. Dla obserwatorów z zewnątrz, którzy żyli dotąd w przekonaniu, że w
Indiach jest pod dostatkiem wykształconych, pracowitych, anglojęzycznych i
obeznanych z najnowszymi technologiami absolwentów szkół, ten komentarz może
być szokujący.

W niektórych regionach firmy biją się o fachowców, tymczasem mniejsze miasta
nie mają jeszcze odpowiedniej infrastruktury, by przyciągnąć międzynarodowych
pracodawców. Braki fachowców nie dotyczą tylko sektorów związanych z
najnowszą technologią. Podobny problem napotykają firmy budowlane. Podobnie
rzecz się ma w sektorach medialnym i finansowym. Szefowie redakcji i banków
decydują się na znaczne podwyżki płac, by zatrzymać wartościowych
pracowników.

Jak donosi "Asia Times", brak rąk do pracy dotyczy również
niewykwalifikowanej siły roboczej. W Delcie Rzeki Perłowej, ekonomicznej
lokomotywie Chin, również niełatwo jest o pracowników. Według "AT" nawet po
20-30-procentowej podwyżce płac zarobki są nadal bardzo niskie w porównaniu
ze standardem i z kosztami życia w tym rejonie. Delta Rzeki Perłowej, dawniej
zagłębie pracochłonnych dziedzin produkcji, zmienia się powoli w centrum
najnowszych technologii. Zdaniem azjatyckiej gazety głównym powodem tego, że
kraj, w którym mieszka jedna piąta ludzkości, ma kłopoty z siłą roboczą, jest
właśnie niski poziom płac. Jeśli przeliczyć płacę niewykwalifikowanego
robotnika na posiłki, okazuje się, że cztery miski pierogów dziennie
wyczerpują możliwości finansowe średnio zarabiającego Chińczyka bez żadnego
wykształcenia. Ponieważ większość robotników, aby się najeść, potrzebuje
dwóch misek pierogów, nie mają już środków na nic innego.

Według "Financial Times" problemy na rynku pracy nie przełożyły się jeszcze
na gorsze wyniki gospodarcze Chin i Indii. W przypadku Indii mogą one
zagrozić wzrostowi opartemu jak dotąd na wiedzy i usługach związanych z
najnowszymi technologiami. Chiny zaś mogą napotkać poważne trudności w
zamierzonym przestawieniu gospodarki na nowy tor - zbudowaniu własnego
sektora usługowego i uniezależnieniu się od eksportu towarów przemysłowych.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka