Anioł

06.01.04, 11:28
Zanim na ziemi pojawił się bóg i zanim zaczął porządkować wszystkie sprawy
według siebie, na świecie pojawił się anioł.
Był aniołem w pełnym tego słowa znaczeniu. Anielski, czysty, z sercem pełnym
radości i szczęścia. Anioł był sobą, swoją anielską naturę miał wypisaną w
rysach twarzy. Bo anioł był sam. Nie było nikogo oprócz niego, nie było
diabła ani boga, ani nawet człowieka. Tylko zwierzęta.
Anioł chodził więc po świecie i patrzył na najmniejszy nawet kwiat, roślinę
czy stworzenie i radowała się jego anielska dusza. Bo gdy patrzył jak coś
rośnie, oczy mu jaśniały i potrząsał w zdumieniu skrzydłami, niby świetlistą
aureolą. A krople, które spływały z piór szeleściły lekko. A gdy spadały na
ziemię, to w miejscu tym pojawiała się żywa roślina. Piękniejsza od
pozostałych, bardziej doskonała, idealna. Anielska, bo anioł był panem jej
stworzenia. Więc radość anioła nie miała granic. Wszak wszystko to, co go
otaczało, powstało z jego śmiechu, jego łez, radości, smutku zadumy. Z chwili
zwątpienia w siebie i z chwil najwyższej radości. Z otchłani rozpaczy i z
nieba uniesienia. To, co widział anioł było jego. Należało do jego rąk, tak,
jak ręce powinny zrywać kwiaty, pieścić je i podnosić do ust. To, co otaczało
anioła należało do jego oczu. Wszak to oczy nadały kształt wszystkiemu, co
znajdowało się na ziemi. To, co oczy anioła, pełne szczęścia znajdowały obok
niego, na ziemi, w przestworzach, w wodzie należało do jego ust. Bo ustami
całował każdą powstałą istotę. Gdy zamykał oczy, to usta pokazywały mu
kształt nowej rośliny, a wargi mówiły zmysłom o cieple, chłodzie , aksamitnym
dotyku czy lodowej idealności.
Radość anioła nie miała granic. Jego ziemia, stworzona według marzeń,
zamysłów. Jego!!! Tylko jego, niczyja inna. Nieznana nikomu, jedyna,
najwspanialsza płaszczyzna, jaką oglądały jego oczy, pełna barw, zapachów,
kształtów i uczuć. Namiętności zamkniętych w formach, uwięzionych na całe
istnienie. Cieszył się anioł, bo to, co stworzył wyciągało do niego swe
myśli. Kwiaty krzyczały: „Przyjdź!! Twoje ciepło jest nam potrzebne!”,
zwierze wołało „Przyjdź aniele, potrzebuję twoich dłoni by ukołysały mój
niepokój!”. Drzewo targane wiatrem szeleściło szeptem, że podmuch sprawia mu
ból. Więc dobry anioł rozkładał skrzydła i chronił drzewo przed wichrem. Koić
ból, łagodzić smutek, spędzać niepokój z twarzy i dawać siebie całym sercem.
Wszak to, co stworzyliśmy ma prawo oczekiwać od nas wzajemności. Przecież
anioł był odpowiedziałby za drzewo i kwiat, za gołębicę i za panterę. A także
za siebie. Ale jemu nikt nie odpędzał smutku z serca. Bo do kogo wołać, gdy
nikt Cię nie słyszy? Zasępił się anioł i zamknął oczy. Wszak cóż innego może
uczynić anioł? Nic. Zadumać się na wieki, na zawsze, zatopić w ciszy własnych
myśli, w anielskim szale. Zapomnieć o sobie, o innych i patrzeć tam, gdzie
nic już nie ma. Więc usiadł anioł na górze Synaj i zapłakał nad sobą.
Gorzkie, słone krople spływały po policzkach żłobiąc bruzdy w pięknej twarzy
anioła. Łzy jak deszcz spływały po skrzydłach, po ramionach. Gorące, cierpkie
i słone. Łzy rozpaczy i samotności, a każda łza zamieniała ziemię wokół
siedzącej postaci w pustynię. Płakał anioł. Przez wieczność, przez śmierć
ziemi, płakał z sercem ciemnym od żalu, od smutku. Płakał nad sobą, wszak cóż
po życiu na ziemi aniołowi, który się smuci. Kim anioł jest, gdy straci
nadzieję? Czy nadal jest aniołem.
I siedziałby tak anioł na górze Synaj, gdy zatrząsł się świat, a ziemia u
stóp anioła pękła na pół. Zdziwił się płaczący, bo któż może sprawić, że
ziemia się otworzy?.



....I widziałem innego potężnego anioła zstępującego z nieba odzianego w
obłok, z tęcza wokoło głowy, którego oblicze jaśniało jak słońce, nogi zaś
jego były jak słupy ognia...

Ale ta postać nie powstała z nieba... Wyszła z ziemi, bo ciepło łez i gorycz
w nich zawarta stworzyły ją na podobieństwo płaczącego anioła. Rozpacz jego
dał siłę nowej istocie, bliźniaczemu aniołowi. Podszedł do niego Ezekiel i
wyciągnął dłoń. Bo czuł, że smutek i radość, gorycz i miękkość, ból i dotyk
muszą się dokonać. Zdawał się mówić Ezekiel „Patrz. Oto zaproszenie. Moje
serce i Twoja dusza. Nasze istnienie, Twój świat i gorycz, a moje istnienie
muszą się razem dokonać. Jeśli pójdziesz, ja pójdę razem z Tobą, jeśli
zostaniesz, zostanę i ja”. Po kres świata na górze grać będziemy naszą
wieczność. I jeśli to wszystko z łez Twoich ma zamienić się w piach, ja będę
stać przy Tobie.” I czekał Ezekiel spokojnie, na to co miało się stać.
Wstał anioł. Zrobił krok. Zamarły bliźniacze serca, oczy odnalazły siebie
wzajemnie. Zastygło wszystko w bezruchu. Wyciągnięta dłoń, drżenie ust...
Cały świat otwierał się przed nimi, w nim mieli wybrać miejsce odpoczynku, a
wiodła ich opatrzność. Razem, powolnym krokiem, jak tułacze, przez Eden
samotną drogę przemierzali


Ze wszystkich piór anioła zostało mi tylko jedno: wieczne pióro. Ono
przywraca mnie wieczności. Oddaje utracone skrzydła. Czasem pozwala mi nawet
być aniołem nie pytaj czy wzlatującym czy upadłym..
    • perli o Jezu... 06.01.04, 12:18
      jakie piękne...
Pełna wersja