zooloza
02.12.09, 19:57
Z racji nazwy tego forum, postanowiłam teraz trochę "pomamrotać".
W sumie szkoda, że nikt nie wpadł na to, by nazwać je: "Marudnik
wydawniczy",albo jeszcze lepiej - "Gromociosacz wydawniczy", bo szczerze mam
ochotę "pociosać" kilka gromów.
Pisałam Wam o wydawnictwie X i Y? Wydawnictwo X zostawiam, dziś będzie o Y.
Otóż szanowne wydawnictwo Y zaprosiło mnie na rozmowę, aby przedyskutować
sprawę wydania powieści. Wyznaczyli termin, miejsce - oczywiście w ich
siedzibie. Tłukłam się więc przez trzy województwa pociągiem, by ostatecznie
dowiedzieć się, że prezes jest chory, a zadzwonić do mnie, bym się nie
fatygowała - jakoś nie zdążyli. Pani sekretarka nie miała bladego pojęcia w
czym rzecz, ale obiecała się ze mną skontaktować w ciągu kilku dni, przysłać
umowę, którą podobno prezes przygotowuje. Niestety przez następne dwa tygodnie
nikt się nie odezwał z żadną umową, nikt nawet nie wpadł na pomysł, żeby mnie
chociaż jednym słowem przeprosić.
Ktoś chętny napisać mi coś miłego?
Coś na pocieszenie, na uspokojenie, na zatrzymanie mamrotania? Błagam.