Dodaj do ulubionych

Pani na Czachticach

IP: *.magma-net.pl 20.05.04, 11:13
Historia to ciąg różnych zdarzeń. Niestety większość z nich jest tak malutka,
że nie pamiętamy o nich. Pomijamy ludzi, którzy byli początkiem czegoś
większego. Pamiętamy tylko wielkie daty, ważne miejsca, budowle, czy pomniki.
Wydarzenia tak naprawdę zatracają człowieczeństwo. Ale dzięki Pani na
Czachticach Jożo Niżnansky’ego powraca do nas ludzka część historii. Ta
opowieść o legendarnej Elżbiecie Batorównie, a dokładniej czasie swoistego
upadku jej działalności, to coś na kształt legendy. Opowieści o wiedźmie, ale
przede wszystkim opowieść o czasach przełomu XVI i XVII wieku. O ludziach,
którzy byli tylko pieniądzem w rozgrywkach możnych. Wieśniakach, którzy żyli,
by możni tamtego świata mogli się bawić. Żyli, rozmnażali się na równi ze
zwierzętami. Działali, jak skomplikowany mechanizm, w gospodarstwie bogaczy.

„Kruk krukowi oka nie wykole (...) Wszyscy panowie ciągną za jeden sznur.” I
nie ma co liczyć na „pańską sprawiedliwość”. Potrzeba Robin Hooda, który
pokona szeryfa, który jest kobietą i nie gani za zabijane zwierzęta, ale za
niedostępność do dziewiczej krwi. Bo Elżbieta Batorówna pragnie krwi. Krwi,
która da jej wieczna młodość, piękno, niezaprzeczalną urodę. I ten Robin Hood
się znajdzie, a jakże. To opowieść o kobiecie, której zraniono pierwszą
miłość. Odebrano cud i nakazano żyć z jego piętnem. Nie dano nic w zamian.
Małżeństwo było pomyłką i męczarnią, na szczęście skończyło się dość szybko.
Marzenia o ukochanym pozostały. To dlatego nic i nikt nigdy jej nie zadowoli.
To dlatego będzie się mścić i na Kalinie i jego rodzinie. Nawet własna córka,
owoc pierwszego uczucia, stanie się dla niej tylko zabawką.

Właściwie trudno tą książkę nazwać biografią bratanicy Stefana Batorego. To
raczej opowieść na kształt Dumasa. O tej, która chciała się stać Bogiem dla
podkarpackich wiosek. Władać duszami, a przede wszystkim krwią. Nie iskrzy się
magią, ale na pewno warta przeczytania. Może miejscami nudnawa, tchnąca
odrobinę mydlaną operą, ale jednak istotna. Gdy tylko da się przedostać przez
literówki i zbyt pęczniejącą ilość bohaterów, z których każdy chce być
pierwszoplanowym. Bo w książce jednak brakuje pewnej spójności, wciągającej,
uporządkowanej intrygi, która przecież istnieje, ale nie potrafi się przebić.
Wydaje się miejscami, że z książki można by stworzyć kilka osobnych, dobrych
opowieści. Ale mimo wszystko warto. Choćby dlatego, by uświadomić sobie, że
poza Draculą i czarnymi mszami były i inne osobowości? Ludzie, poboczni
królów, którzy sami tworzyli historię. Ludzie, którzy mieli pragnienia.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka