fractale
07.10.11, 14:31
No i przeczytałem "Zbyt wiele szczęścia". Opinie na okładce zabójczo pochlebne, jak niemal zawsze. Recenzent polski, recenzent zagraniczny, pochwała Znanego Pisarza oraz patronaty, i już można wydawać.
A do mnie opowiadania Kanadyjki nie trafiają. To nawet nie tyle opowiadania, co powieści w pigułce. Nie, nie minipowieści lub nowele, a właśnie tak. 9 z tych tekstów zamyka się w 45 stronach, jednak budowę mają niemal jak powieść. Tematyka, zakres czasowy, liczba bohaterów. Pewnie drzewiej tak się pisywało opowiadania, ale dziś? Króluje realizm, opis widzianej rzeczywistości, redukcja psychologii. W drugą stronę - maksymalnie skrócona forma, groteska, postmodernizm, gra konwencją.
Nie jestem przekonany także do tego, co przytrafia się bohaterem Munro. Nie, nie jest to sf, a sprawy i rzeczy, które mogły się stać, jednak najczęściej stawia ich jak nie w sytuacji ekstremalnej to chociażby dziwacznej. Po co? Najfajniejsze są teksty najprostsze.