reptar
19.03.02, 08:37
Należę do jednej z najwęższych grup czytelniczych, przeczytałem mianowicie TYLKO JEDNĽ czę�ć Harry'ego Pottera i nie zamierzam sięgać po następne. W ksišżce tej nie ma nic, co mogłoby usprawiedliwić po�więcanie jej czasu. Niemniej lektura jednego tomu wystarczy, aby wła�ciwie ocenić prasowš recenzję "Artemisa Fowla". Krytyka otóż znów załatwia swoje sprawki zamiast czytać ksišżki, o których pisze. W recenzji, która tak mnie zjeżyła, napisano bowiem, że "Artemis" jest plagiatem w stosunku do "Harry'ego". Gówno prawda! Jedynym, co Eoin Colfer podpatrzył jest sposób na zrobienie pieniędzy, a tego prawa autorskie nie obejmujš, podobnie jak nie obejmujš ustawienia kilku literek w takiej kolejno�ci, by utworzyły słowo "czarodziej". Niektórzy najwyrazniej my�lš, że to pani Rowling wymy�liła i opatentowała ten wyraz, a daty przy copyrightach w ksišżkach Bellairsa, Bauma czy Andersena sš dziełem nieprzystojnego spisku.
Skoro więc na pewnym regale wszystko jest porównywane do Harry'ego, to i ja porównam z nim Artemisa, jednak tylko po to, aby przeciwstawić się mitowi, że każde dzieło jest pochodnš bajek z Hogwartu (niedługo dowiemy się, że Biblia też bazowała na Harrym). Obie ksišżki sš dla dzieciorosłych, z tym że Harry jest dla dzieci, a Artemis dla dorosłych. W obu ze �wiecš szukać warto�ci wychowawczych. Artemis jest ciekawy, a Harry nie. Artemis jest dowcipny, a Harry nie. Artemisa, przynajmniej na razie, nie trzeba czytać latami i nie trzeba pozować na fana.
Jest pewien kanon nazw fantastycznych (krasnal, elf, troll, goblin, wilkołak, jednorożec, człowiek...). Korzystajš z niego na zasadzie bezpańskiej kopalni rozmaici autorzy, ale pod nazwy te podkładajš nieraz skrajnie inne wizje. Gimli-Zigrin Tolkiena-Sapkowskiego nijak się ma do Podziomka Konopnickiej, choć to wszystko niby ta sama krasnoludzka krew. Trollem - pamiętajmy - jest każdy Muminek, Homek czy zgoła drobinka le�na Salome. I tak mniej więcej wyglšda sprawa z przypisywaniem Colferowi plagiatu. Twory wyobrazni sš zupełnie inne, lecz nazwy wzięte z powszechnego imionnika zwiodły miłujšcego pobieżno�ć recenzenta.
A niektóre wizje sš - dla odmiany - podobne. Troll Colfera przypomina trolla Rowling, który przypomina trolla Tolkiena. Ale nie pytajcie Potteromaniaków, kto z tej trójki był prawdziwie najpierwszy.