Dodaj do ulubionych

POMOC MŁODYM PISARZĄ

20.11.05, 11:54
Załwrzylam, że mlodzi pisarze, którzy chcą osiągnąc swoje marzenie i napisac
książe, która zostanie wtdrukowna, moga pomarzyć. W internecie nie mam podach
jakiś wskazówek co zrobić by jego kiążka został opublikowana. Mówie o ty
problemie bo sama jestem w takiej sytacji, naszczeście sie nie spisze, bo
wiem, ze itak nitk mi nie pomorze,a po zatym moja ksiazka jest dopiero w fazie
poczatlowe. ( po raz 3 zaczynam pisac od nowa ją) Wiem jednka, ze jako osoba
niepelnoletnia mam wieksze problemy i mniejszą szanse na spelnienie mojich
marzeń. Jeśli ktoś moze mi pomóc to będę wdzieczna. Prosze wtedy o kontakt na
forum lub e-maliem. Dziekuje z góry za wszyskie skazówki. Martyna
Obserwuj wątek
      • lekkodepresyjna Dajcie spokój 21.11.05, 12:55
        To mi wygląda na lincz. Naprawdę!
        Dziewczyna zadała tylko pytanie! Co dostała w zamian? Kpiny, jeszcze raz
        kpiny ... a w najlepszym razie ... dobre rady kpin owych dotyczące. Chyba nie
        tego oczekiwała?!
        Nie mam ambicji bycia rozjemcą, zgadzam się, że dysleksja jest chorobą i że sam
        fakt "cierpiernia" na nią nie zwalnia z pracy nad sobą, ale czasami nasze
        marzenia w zderzeniu w realem stają się zbyt kruche by w ogóle je mieć.
        Dajcie więc spokój - ona już wie co robić, a dalsze kpiny będą tylko ...
        odpowiedzcie sobie sami.
        Ha, a tak na marginesie to ... spójrzcie tylko na liczbę wpisów - jak łatwo
        krytykować innych?!


        • martynka9003 Teraz wiem:( 21.11.05, 15:45
          To miłe, że ktoś na to spojrzał inaczej, ale co z tego, ze jest was tylu skoro
          dajecie mi tylko słowniki w ręce i wymierzcie baty! Ja mam 5 z polskiego, jeśli
          was to interesuje. Nie, dlatego, że nauczycielka jest głupia i ślepa, a ja
          jestem wielkim lizusem nie! Pisze wypracowania na komputerze, a by was tak nie
          raziło w oczy ten teks pisze, w Wordzie, aby wam się lepiej czytała.
          Może źle, że się nad sobą żale i smucę, ale wy nie jesteście lepsi!
          Miała nogę w gipsie, mam problem z moją nogą i chodzie o kulach nie mówiłam
          tego, bo nie chłam i nie chce współczucia. Po prosu zasypujecie mnie radami, a
          sami nie jesteście lepsi. Koleżanki i koledzy, obojętnie, kto tylko współczują,
          ale nie ma, kto mi pomóc. Trudno mi się chodzi po schodach, a szatnie mam na
          dole. Jak tylko zadzwoni dzwonek by oznajmić, że koniec lekcji to wszyscy
          zwiewają. Dziwne jest to, ze codzienne moje, kolerzaiki, to jadą do mamy, to do
          babcia, a to nie maja czasu, bo chłopka czeka. Wiem, ze mnie spławiają i tyle,
          to razi w oczy. U nas kaleki, niewidomych, ludzi z HIV i takich jak ja się
          wyśmiewa, są tez tacy, co współczują, ale do cholery to w niczym nie pomaga!
          Uwierzcie mi na słowo.:(
          Martyna
          P.s
          Pisze też do gazetki szkolnej, a dysleksją się nie zasłaniam ona tylko
          komplikuje życie, a żeby być na waszym poziomie to mnie to kosztuje wiele pracy
          i wysiłku!
          • autumna na wydanie jeszcze nie pora 22.11.05, 12:37
            >Po prosu zasypujecie mnie radami, a
            > sami nie jesteście lepsi.

            O ile sobie przypominam, w pierwszym poście sama o rady prosiłaś.

            Wydawnictwa nie dlatego odrzucają wiekszość tekstów, że siedzą tam same wredoty, których ulubionym zajęciem jest mieszanie z błotem autorów, szczególnie tych młodszych. Przypominam Ci, że wydawnictwo nie jest instytucją charytatywną, zatem skoro przygotuje i wydrukuje książkę, musi ją sprzedać. Tekstów do oceny przychodzą setki. Jeśli pierwsze, co się widzi, to są błędy ortograficzne, literówki praktycznie w każdym wyrazie, raczej nie czyta się tego dalej. Zresztą, jak mówi standardowy fragment umów wydawniczych:
            "Autor powinien dostarczyć utwór w stanie odpowiednim do wydania. Oznacza to, że utwór powinien być wykonany pod względem merytorycznym, formalnym i językowym ze starannością oraz zgodnie z wytycznymi wydawcy."

            Krótko mówiąc, nie zaczynaj budowy domu od strychu. Wydanie książki to rzecz, której dostępują nieliczni, na to dla Ciebie jest za wcześnie, nie ze względu na wiek, ale ze względu na warsztat literacki. Co zatem robić?

            1. Przygotuj jakiś większy kawałek tekstu, np. opowiadanie.
            2. KONIECZNIE daj go komuś do sprawdzenia pod względem językowym. Po tekście przeznaczonym do wystawienia na forum publicznym nie ma prawa być widać, że masz dysleksję.
            3. Absolutnie nie polegaj na opinii znajomych! Ci zawsze Cię pochwalą, bo głupio im będzie powiedzieć, że im się Twoja twórczość nie podoba. Dlatego najlepsze są oceny anonimowe.
            4. Poprawioną wersję zatem zamieść na którymś z licznych portali literackich i poddaj się ocenie internautów, nie obrażając się na krytykę, ale wyciągając konstruktywne wnioski.
            5. Poprawność językowa to nie wszystko. Pytanie brzmi, czy potrafisz napisać tekst, który zainteresuje czytelnika. Miałam na maturze 6 z polskiego, i co z tego. Potrafię się zgrabnie wypowiedzieć na zadany temat, własnej wciągającej fabuły niestety (czego bardzo żałuję) nie umiem stworzyć.
            6. Jeśli okaże się, że zbierasz pozytywne recenzje, dopiero jest sens ruszać z tekstem dalej - czy to na konkurs literacki, czy do wydawnictw. W każdym przypadku, przy Twoich kłopotach, obowiazuje punkt 2!
        • moony7 burzumy Twoje marzenia? czyżby? 20.11.05, 19:17
          A co masz do powiedzenia innym? I jak chcesz to powiedzieć, żeby ktokolwiek
          chciał Cię doczytać do końca, przebijając się przez polszczyznę, która nadaje
          się tylko do wyrzucenia na śmietnik? Trochę skromności i weź się do roboty, a
          nie rób innym zarzuty, że burzą Twoje marzenia. Nie od razu Kraków zbudowano.
          Może najpierw przeczytaj lektury szkolne?
        • dysgrafia Re: masz większy problem 20.11.05, 20:10
          martynka9003 napisała:

          > jak ja lubie takie rady! TO NIE MOJA WINA!!! a wy wszyscy burzucie moje
          marznie
          > !!dzięki!!!!!!!!!

          Nawet jeśli to nie Twoja wina, to na pewno orzeczenie o dysgrafii, dysleksji,
          czy dysortografii nie jest po to by jego posiadacz poczuł się zwolniony z
          wszelich starań, a przeciwnie ma to byc zachęta do ciężkiej pracy aby
          skorygować swoje braki. Bo jest to pewne upośledzenie, nie oszukujmy się. I
          mogę Ci to napisać prosto w oczy, bo sama mam dysgrafię, co widać po nicku. Ale
          mogę Ci tez napisać, że nie przeszkodziła mi ona w spełnianiu swoich marzeń,
          choć być może kosztowała więcej wysiłku, niż kogoś kto urodził się ze
          zdolnością do pięknego pisania. Słyszałaś o Demostenesie? Polecam Ci jego
          historię. Jąkała a pokonał własne kalectwo i stał się najsłynniejszym mówcą
          starożytnej Grecji. Nasze dysfunkcje dają nam siłę by osiągnąc więcej niż ci,
          którzy mają wszystko. Popatrz na ludzi na wózkach - jak wielu z nich robi
          rzeczy, o których zdrowi mogą tylko pomarzyć.
          Więc się nie obrażaj, bo nie ma o co tylko do roboty!
          1.Słownik ortograficzny - jak słusznie pisała moony.
          2. Czytać, czytać i jeszcze raz czytać
          3. Pisać, prosić nawet nauczyciela o dodatkowe zadania domowe i pisać i nie
          zrażać się słabymi ocenami.
          4. Uczyć się na błędach
          A jak pokonasz swoje ograniczenia, to - zahartowana ciężką pracą - możesz
          porwać się na coś ambitniejszego. Na przykład wydanie książki. ;)
          • tetys Re: masz większy problem 20.11.05, 20:33
            Wiesz co? Nie działają na mnie wymówki o dysleksji czy dysgrafii. Mam znajomą,
            która chociaż ma dysleksję to pisze dyktanda na 6, podstawówkę kończyła ze
            średnią 6.0:) A to wszystko dzięki długiej i mozolnej pracy ze słownikiem. Wiec
            nie załamuj się, nie mów, że to nie twoja wina, bo TWOJA, usprawiedliwiasz się,
            zamiast zacząć pracować nad sobą. Wszystko przed Tobą, powodzenia.
          • czarnaba Re: masz większy problem 22.11.05, 11:36
            Piszesz: "Bo jest to pewne upośledzenie, nie oszukujmy się."

            A mnie zawsze boli, gdy ktoś bezdusznie w ten sposób określa dysleksję. Wg
            Polskiego Towarzystwa Dysleksji prawidłowe określenie tej dysfunkcji jest o
            wiele bardziej skomplikowane i brzmi: "są to specyficzne trudności w czytaniu i
            pisaniu u dzieci O PRAWIDŁOWYM ROZWOJU UMYSŁOWYM. Spowodowane są zaburzeniami
            niektórych funkcji poznawczych, motorycznych i ich integracji, uwarunkowanymi
            nieprawidłowym funkcjonowaniem układu nerwowego".

            Dla niektórych
            słowa: "upośledzenie", "zaburzenie", "dysfunkcja", "nieprawidłowość" brzmią tak
            samo. Ale czy to znaczy, że do jednego worka możemy wrzucić daltonizm, anemię,
            krótkowzroczność, nadpobudliwość ruchową, dysleksję, depresję, podatność na
            alergie itp. zjawiska, że o głupocie już nie wspomnę? Nawet grypę możemy
            postrzegać jako wynik pewnej nieprawidłowości organizmu, bo częściej zapadają
            na nią ludzie o obniżonej odporności... Wiem. Słowa, słowa, słowa. Użyte bez
            przemyślenia, pisane przez ludzi obojętnych – sprawiają ból tym, których
            dotyczą. Może nazywanie dysleksji "upośledzeniem" tak razi, bo jednak zjawisko
            to odnosi się szczególnie do głowy, a przecież nie jest żadnym upośledzeniem
            umysłowym? Zwrot "upośledzenie ruchowe" mniej rani, bo dotyczy ręki lub nogi?
            Pisanie dziecku (szukającemu na tym forum wsparcia!), że jest upośledzone, jest
            (moim zdaniem) bardzo naganne, tym bardziej, że główną cechą wyróżniającą
            młodych ludzi z dysleksją jest ich ogromna wrażliwość, a nawet nadwrażliwość
            emocjonalna. W ogromnej większości są to DOBRE, BARDZO WRAŻLIWE, SAMOTNE
            dzieciaki. Śmiem twierdzić, że często LEPSZE OD INNYCH, bo od urodzenia
            nieśmiałe, pozbawione egoizmu i agresji, cech nierzadkich u przeciętnych
            nastolatków. Celowo użyłam tu słowa "przeciętnych", bo DZIECI Z RYZYKIEM
            DYSLEKSJI CZĘSTO PRZECIĘTNE NIE SĄ.

            Kto nie czytał mojej książki, ten nie wie, że dyslektykiem jest też "Igor",
            stąd ta sprawa jest mi tak bliska. Mam nadzieję, że nie złamię zasad tego
            forum, jeżeli zacytuję tu ten istotny (dla tej dyskusji!) moment rozmyślań
            Igora, po przeczytaniu opinii z poradni psychologiczno-pedagogicznej:

            "Muszę przyznać, że mnie i Selmę przeraziły
            przymiotniki "obniżone", "zaburzone" i im podobne, których jest sporo w tej
            opinii. Ja poczułem się jakiś wybrakowany, jej też zrobiło się nieswojo jako
            matce takiego felernego dzieciaka, teraz, kiedy miała to stwierdzone czarno na
            białym. Przez pół godziny pocieszaliśmy się wzajemnie, podważając niektóre
            wnioski z badań, oboje nie zgadzaliśmy się ze sformułowaniami pani pedagog, że
            mam "trudności w interpretacji treści tekstu" czy "ubogie wypowiedzi ustne".
            Może podczas jej badania byłem zbyt nieśmiały i przestraszony, a może, jak
            twierdziła mama, kobieta miała "gotowca", z którego niezbyt umiejętnie czerpała
            przy pisaniu wszystkich opinii? (...) Moim problemem były, i jeszcze często są,
            kontakty z rówieśnikami. W szkole na przerwach najczęściej milczę, otwieram
            usta przeważnie wtedy, kiedy jestem o coś pytany. Swobodny jestem tylko przy
            Tomku, którego znam i lubię. Reszta uczniów szkoły jest bezkształtnym,
            nieprzewidywalnym tłumem, którego się boję. Dlatego wolę go unikać. Zauważam
            przyjazne gesty innych kolegów z kasy. Cieszą mnie one jak mało co, czasem
            zdobywam się nawet na jakiś niewielki, samodzielny krok w ich stronę.
            Zgadnijcie, dlaczego lubię Andersena, Picassa, Leonarda da Vinci, Faradaya,
            Einsteina, Churchilla, Agatę Christie, Rodina, Edisona, Bella, Disneya, Henry
            Forda, Rockefellera i Napoleona Bonaparte? Bo wszyscy oni byli dyslektykami (z
            tym Einsteinem to Aleks nieźle trafił!). Wielu z nich miało trudne dzieciństwo,
            nic im się nie udawało, uważano ich za idiotów. Churchill w swoich
            wspomnieniach napisał, że "czas szkoły to czas ciemności, czarna dziura na
            mapie mojej życiowej podróży". Einstein zaczął czytać, mając dziewięć lat.
            Jacek Kuroń, też dyslektyk, powiedział kiedyś, że "nigdy nie wróciłby do
            szkoły. Prędzej do więzienia, bo tam zdążył się zadomowić, albo do wojska,
            którego nienawidził, ale ostatecznie jeszcze by tam poszedł." Kuroń dowiedział
            się, że jest dyslektykiem dopiero jako dorosły człowiek. Miał bardzo dużo
            nieprzyjemnych doświadczeń w szkole. Zdarzało się, że wypracowania czytał z
            czystej kartki, udając, że coś tam napisał. Wszyscy wymienieni tu przeze mnie
            mieli trudności z poprawnym pisaniem. Zawsze. Większość z nich nigdy nie
            przyswoiła sobie zasad ortografii. Często zastanawiam się, czy jest to naprawdę
            takie ważne? W końcu rz i ż, u i ó, h i ch czyta się podobnie, jeśli nie tak
            samo.
            Ogromną pociechą dla mnie i dla Selmy były słowa pewnego psychologa,
            przeczytane na jednym z czatów na temat dysleksji. Powiedział on, że dyslektycy
            z powodu swych fragmentarycznych deficytów rozwojowych muszą przy pomocy
            mechanizmu kompensacji "nadrabiać" zaburzone funkcje i przez to w zakresie
            niektórych funkcji są znacznie sprawniejsi od przeciętnych ludzi. A to już jest
            coś!"

            Na tym fragmencie (bądź co bądź – optymistycznym!) zakończę ten przydługi
            wywód. Przepraszam drogich forumowiczów za jego popełnienie.
            • dysgrafia Re: masz większy problem 22.11.05, 12:29
              czarnaba napisała:

              > Piszesz: "Bo jest to pewne upośledzenie, nie oszukujmy się."
              >
              > A mnie zawsze boli, gdy ktoś bezdusznie w ten sposób określa dysleksję. Wg
              > Polskiego Towarzystwa Dysleksji prawidłowe określenie tej dysfunkcji jest o
              > wiele bardziej skomplikowane i brzmi: "są to specyficzne trudności w czytaniu
              i
              >
              > pisaniu u dzieci O PRAWIDŁOWYM ROZWOJU UMYSŁOWYM. Spowodowane są zaburzeniami
              > niektórych funkcji poznawczych, motorycznych i ich integracji, uwarunkowanymi
              > nieprawidłowym funkcjonowaniem układu nerwowego".

              Oj Baśka! A jak o niewidomym powiemy "wyzwany optycznie" a o niesłyszącym "
              człowiek o zaburzonej percepcji słuchowej uwarunkowanej uszkodzeniem nerwu
              słuchowego" dajmy na to, to zaraz będzie widział, czy słyszał?
              Upośledzony nie znaczy zaraz "głupi". Upośledzony nie znaczy "opóźniony w
              rozwoju". Nieprawidłowe funkcjonowanie układu nerwoego to _nieprawidłowe_
              funkcjonowanie i już. Po co nazywac to inaczej?
              A że powoduje utrudnienia... moze powinnam była napisać "dysfunkcja" ale to
              słowo mi niewiele mówi. Uposledzenie jest u mnie tożsame ze słowem "brak"
              dysgrafowi czegoś brak i ten brak powoduje takie czy inne skutki. I nie da sie
              tego przeskoczyć, ale można to albo obejść albo wyćwiczyć. Zalezy jaki to brak.
              Uwierz mi, mam prawo tak pisać, bo sama mam dysgrafię. Wprawdzie nie ciężką,
              ale kto wie czy nie dzięki temu, że w każde wakacje babcia (była nauczycielka)
              kazała mi siadać i pisać w zeszycie w trzy linie. Wiec pisałam. Charakter pisma
              mi się nie poprawił, ale przynajmniej jest czytelny. Poza tym nauczyłam się
              pisać szybko. A Martynka pisze "głupie ćwiczenia, bleeee" pół biedy jeśli tylko
              tak pisze, ale ćwiczenia sumiennie wykonuje. Wkurza mnie natomiast ta cała
              banda dys... która palcem nie kiwnie by swoje dys... pokonać tylko wszystkim
              macha papierkiem, tłumaczac "to nie moja wina", a jak ktoś osmieli sie zwrocic
              uwage, to ma pretensje, że "burzu jego marznia". I nie chodzi mi w tej chwili o
              Martynkę, bo jej nie znam, tylko o postawę. Owo "dys..." na orzeczeniu nie może
              posiadacza tego "dys..." zwalniać. Ma go mobilizować.
              >
              > Dla niektórych
              > słowa: "upośledzenie", "zaburzenie", "dysfunkcja", "nieprawidłowość" brzmią
              tak
              >
              > samo. Ale czy to znaczy, że do jednego worka możemy wrzucić daltonizm,
              anemię,
              > krótkowzroczność, nadpobudliwość ruchową, dysleksję, depresję, podatność na
              > alergie itp. zjawiska, że o głupocie już nie wspomnę? Nawet grypę możemy
              > postrzegać jako wynik pewnej nieprawidłowości organizmu, bo częściej zapadają
              > na nią ludzie o obniżonej odporności...

              To zależy co rozumiesz przez "worek" Ja bym wszystkie wymienione przez Ciebie
              choroby (z wyjątkiem głupoty) wrzuciła do worka z napisem "choroby" a dopiero w
              obrębie togoż worka posegregowałabym na odpowiednie grupy.
              Ale nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi.
              Niezależnie od tego czy ktoś ma chorą wątrobę na skutek wady genetycznej czy na
              skutek własnej lub cudzej lekkomyślności to jednak ma chorą wątrobę i w związku
              z tym ponosi takei same tego skutki i ma te same ograniczenia dietetyczne czy
              zdrowotne. A nazywanie pierwszych posiadaczami genetycznie zmodyfikowanej
              wątroby a drugich durnymi pijakami jeszcze innych ofiarami służby zdrowia
              używajacej niesterylnych strzykawek, lub lekkomyślnymi żarłokami nie ma wpływu
              na fakt, że wszyscy oni muszą się leczyć i przestrzegać diety. Oczywiscie nie
              jest ładnie nazywać kogoś pijakiem czy żarłokiem, natomiast upośledzenie jest
              IMHO terminem neutralnym i nie należy go utożsamiać z głupotą albo li i jedynie
              z niedorozwojem umysłowym.
              Głupota to zresztą w ogóle inna para kaloszy.

              Nie wiem jak to się ma do tematu. Moze cos zle zrozumiałam z Twojego listu.
              -
              • czarnaba Re: masz większy problem 22.11.05, 14:05
                W tym rzecz, że "głupie ćwiczenia, bleeee" są naprawdę bleeee i niewiele dają.
                Tak naprawdę dziecko może liczyć tylko na siebie i na rodziców. Ale Ty możesz
                wierzyć w nasz system edukacyjny, czemu nie?

                No i powielasz stereotyp, którego nie trawię, pisząc o "bandzie dys... która
                palcem nie kiwnie by swoje dys... pokonać tylko wszystkim macha papierkiem,
                tłumaczac "to nie moja wina"..." Rzecz w tym, że dysleksję nie zawsze daje się
                pokonać, więc ta "banda dys..." MUSI machać tymi pakierkami w samoobronie, żeby
                ich nie gnębiono za to, czemu nie są winni.
                Piszesz: "Owo "dys..." na orzeczeniu nie może posiadacza tego "dys..."
                zwalniać. Ma go mobilizować.". Otóż MUSI go też zwalniać! MUSI! Dziecko nie ma
                wytrzymałości silnego konia w kieracie! A szkoła często przypomina prawdziwy
                kierat!
        • autumna Re: masz większy problem 21.11.05, 09:03
          > jak ja lubie takie rady! TO NIE MOJA WINA!!!

          No daruj, ale jeśli nie ma się do czegoś predyspozycji, to się tego nie robi. Chciałabyś podróżować autobusem prowadzonym przez niewidomego kierowcę (marzył o tym zawodzie, więc go przyjęli...)?

          A z porad praktycznych: szkoda Twojego czasu na wysyłanie tekstu do wydawnictw, bo po prostu po przeczytaniu kilku pierwszych zdań powędruje on do kosza. Nie dlatego, że jesteś nastolatką i nikt nie chce Cię traktować poważnie. Redaktor nie ocenia osoby. Ocenia tekst i stwierdza, czy jak go wyda, to ludzie go kupią.
          Ale masz ogromną przewagę nad wspomnianym kierowca autobusu: o ile ślepota zwykle jest nieuleczalna, dysleksja bywa do zwalczenia. Skorzystaj z tej możliwości i się nie poddawaj!
    • artur666 Lecz co zrobic z grafomanami? 20.11.05, 16:21
      Z tego, co tu widze, to "mlodzi pisarze" powinni sie wpierw zabrac za poprawna
      pisownie.
      Chanba! aby ktos, ktos chce sobie brac prawo do "zonglowania" jezykiem polskim,
      nie potrafil sklecic kilku slow bez bledu! :(
      • ajtra Re: POMOC MŁODYM PISARZĄ 21.11.05, 12:55
        Mam syna dyslektyka, dysgrafa i dysortografa. Maturę z polskiego pisał na
        komputerze, ale i tak zrobił błędy, bo komputer nie odróżnia "rz" od "ż" itp.
        Nie wiem w jakim wieku była Martynka, gdy wykryto u niej dysortografię, ale
        tylko bardzo wcześnie postawiona diagnoza rokuje w miarę poprawne pisanie.
        Niestety, nasi nauczyciele bardzo często lekceważą problemy uczniów związane z
        czytaniem i pisaniem czy pismem. Mój syn nigdy nie będzie poprawnie pisał,i
        winię za to nauczycielkę od języka polskiego. Jedynym usprawiedliwieniem jakie
        znalazła było obarczenie winą programu jej studiów: "Bo na temat dysgrafii,
        dysortografii, i dysleksji, mieliśmy tylko jedną godzinę."
        Na pocieszenie Martynko powinnaś wiedzieć, że problemy z pisaniem mieli
        również, między innymi, bajkopisarz H.Ch.Andersen, naukowiec Albert Einstein,
        sławny polityk W. Churchill.
        Nie załamuj się Martynko, pewnego dnia i Ty wydasz swoją książkę.
        Napiszesz ją na komputerze, a "błędy komputerowe" poprawi Ci zaprzyjaźniona
        osoba.
        Pozdrawiam :)
        PS Myślę, że ten link przyda się nie tylko Martynce.
        eduseek.interklasa.pl/artykuly/artykul/ida/2093/idc/1/ilk/8/idk/18276#komentarze

    • moony7 POMOC MŁODYM PISARZOM 22.11.05, 16:18
      Są pewne marzenia, które można skonsumować szybko i bez stresu, są takie,
      których nigdy nie uda się zrealizować. Pomyśl, Martynko, czy nie warto by
      najpierw skończyć gimnazjum, trochę rozejrzeć się w świecie i czegoś o nim
      dowiedzieć. Nikt przecież nie broni Ci cały czas pisać. Sukces pisarza rzadko
      jednak jest sukcesem na miarę Joanne Rowling. To częściej ciągła samotność
      przed komputerem, użeranie się z wydawcami i ból, że książki, jeśli już wydane,
      nie sprzedają się tak dobrze, jak Harry Potter. Marne pieniądze za duże
      poświęcenie. Taka jest codzienność większości z nas.
      Jeśli chcesz uchodzić za osobę poważną i jako taka pragniesz być traktowana, to
      musisz poprawnie pisać WSZYSTKIE swoje publiczne komunikaty. Dysleksja Cię nie
      usprawiedliwia, a już tym bardziej złamana noga. To się nazywa szantaż
      emocjonalny i nie stosuj tego chwytu by wytłumaczyć swoje lenistwo. I
      wreszcie: marzenia się nie osiąga, tylko ewentualnie spełnia. Osiąga się
      sukces. Powodzenia.
      • martynka9003 Do moony7 22.11.05, 16:47
        Są pewne marzenia, które można skonsumować szybko i bez stresu, są takie,
        > których nigdy nie uda się zrealizować. Pomyśl, Martynko, czy nie warto by
        > najpierw skończyć gimnazjum, trochę rozejrzeć się w świecie i czegoś o nim
        > dowiedzieć. Nikt przecież nie broni Ci cały czas pisać. Sukces pisarza rzadko
        > jednak jest sukcesem na miarę Joanne Rowling. To częściej ciągła samotność
        > przed komputerem, użeranie się z wydawcami i ból, że książki, jeśli już wydane,
        >
        > nie sprzedają się tak dobrze, jak Harry Potter. Marne pieniądze za duże
        > poświęcenie. Taka jest codzienność większości z nas.
        > Jeśli chcesz uchodzić za osobę poważną i jako taka pragniesz być traktowana, to
        >
        > musisz poprawnie pisać WSZYSTKIE swoje publiczne komunikaty. Dysleksja Cię nie
        > usprawiedliwia, a już tym bardziej złamana noga. To się nazywa szantaż
        > emocjonalny i nie stosuj tego chwytu by wytłumaczyć swoje lenistwo. I
        > wreszcie: marzenia się nie osiąga, tylko ewentualnie spełnia. Osiąga się
        > sukces. Powodzenia.


        Masz racje to ciężka i żmudna praca, ale warto, jeśli patrzmy się na innych
        sukcesy np. Joanne Rowling, którą wymieniłeś to warto nad sobą pracować i
        osiągać sukcesy. Bo kiedyś można je osiągnąć: zburzymy wszystkie mury ( bariery)
        i pokonamy szarość dnia, bo wystarczy chcieć, bo to już półkowa sukcesu. Polacy
        zresztą zawsze mają pod górkę we wszystkich dziedzinach, prawie zawsze wygrywają
        amerykanie. A jeśli cię to interesuje to nawet Joanne Rowling chodziła po
        wydawcach, bo nie od razu jej książkę chciano.
        Martyna

        >
        • donetta Re: Bravo Martyna ! 22.11.05, 17:33
          Świetny przykład z tą Rowling.Chodziła od wydawcy do wydawcy i wreszcie jej się
          udało.Po prostu była wytrwała i przekonana co do tego,że jej książka warta jest
          wydania.Poruszyłaś też bardzo ważną kwestię , Polskę dzieli od Ameryki wiele i
          u nas o wiele trudniej jest osiągnąć sukces,chociażby wydawniczy.Ale marzenia
          po to są aby po nie sięgać.Martyna,jeśli pisanie to twoja pasja nie rezynuj z
          tego.
    • ben-oni Re: POMOC MŁODYM PISARZĄ 01.12.05, 20:30
      Nie napiszę nic o ortografii, bo przyjmuję na wiarę tę dysleksję.
      Musisz jednakże wiedzieć, że chocbyś napisała drugą "Czarodziejską górę" to i
      tak każde wydawnictwo odrzuci Twój tekst ze względu na błędy, bo nikomu nie
      będzie się chciało przedzierać przez Twoje "nowinki" ortograficzne.

      Co do Twojego młodego wieku... Proza wymaga doświadczenia i piasarze są raczej
      starsi od Ciebie. T.Mann osiągnął sukces w wieku 24 lat i stanowi tu wyjątek i
      przykład bardzo młodego.
      Rowling też nie jest dzieckiem, pomijając fakt, że jest raczej przeciętną
      pisarką.
      Zacznij od opowiadań. To forma fabularnie prostsza (technicznie trudna).
      Daj do oceny forumowiczom, bo oni Cię nie znając będą obiektywni. Ale tekst
      musi być bezbłędny, bo inaczej krytyka skupi się na ortografii. Dysleksja to
      tylko Twój problem. Nie wymagaj od nikogo by czytał coś czego czytać się nie da.
      Pisanie to ciężka (bardzo ciężka) praca. ----> "Alchemia słowa" Parandowskiego
      opisuje jak pracowali Flaubert, Balzak, Maupassant. Poczytaj sobie na co sie
      decydujesz!
      Szukaj konkursów literackich (Domy Kultury, Czasopisma, Szkoła - zapytaj
      nauczycielki od polskiego). Powodzenia!
        • ben-oni Re: POMOC MŁODYM PISARZĄ 01.12.05, 21:52
          Tak, właśnie ja.
          Błędy ortograficzne i gramatyczne powinny być karane obcinaniem rąk jeśli
          wynikają z głupoty piszącego, lenistwa umysłowego lub beztroski i lekceważącego
          stosunku do języka.
          Od kary wybawiają:
          zwykłe przeoczenia (omyłki będące towarzyszami każdej ludzkiej działalnosci)
          choroby, które tłumaczą, ale nie usprawiedliwiają
          nieznajomość języka będąca wynikiem b. młodego wieku (4-10 lat) lub obcej
          narodowości

          Przyjąłem "na wiarę", że młoda osóbka ma problemy natury, powiedzmy, medycznej
          a pisać przecież musi, bo Ją świeżbi.
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka