Dodaj do ulubionych

'Wiek żelaza'

07.03.05, 11:17
Wątek o Afryce sprowokował mój mały powrót do tej książki – powrót do tych
samych wzruszeń... Myślałam, że czas może zmienić parę rzeczy, ale
niestety... Piękna książka, wzruszająca opowieść pisana przez umierającą
kobietę, ale rzecz cała jest listem. Listy piszemy, wysyłamy, żyjemy dalej
czekając na odpowiedź... Czyli rozmawiamy – na swój sposób. Ten list jest
jednym jedynym – ostatnim bez możliwości odpowiedzi, bez ciągu dalszego... No
właśnie – jest taki moment w książce, przy którym chce się powiedzieć: 'To
nie fair'
Słowa: 'Czy to jest oskarżenie? Tak, Jaccuse. Oskarżam cię o opuszczenie
mnie. Rzucam to oskarżenie pod twoim adresem, na północny zachód, pod wiatr.
Rzucam moim bólem w ciebie.'
Czytam ten fragment po raz kolejny, i czuję jak wiatr zaczyna wiać w moją
stronę, smaga mnie ciętymi razami. Drętwieję na myśl, że pewnego dnia
otrzymam swój list, na który nie będę mogła odpowiedzieć. Utwierdzam się w
przekonaniu, że ta barykada, na której stoję – w relacji matka – dziecko
(córka?) – będzie ostatnią barykadą w moim życiu. Kiedy więc będę stara i
zacznę powoli umierać, nie będę mogła wysłać takiego listu, nie będę miała do
kogo...

W komentarzu o książce napisano: 'To powieść śmiertelnie prawdziwa.'
Napisał ją mężczyzna, to rzecz dla mnie raczej niesamowita... Być może
napisał ją Vercueil... który w chwilach gdy mogłoby się wydawać spał, słuchał
najuważniej...

To z mojej strony...
Ciekawa jestem, jaki był odbiór z drugiej strony... 'barykady'
Obserwuj wątek
    • Gość: lilka Re: 'Wiek żelaza' IP: *.toya.net.pl 07.03.05, 21:23
      Cisza, brak odbioru :)
      Mnie tez ta ksiązka zachwyciła, ale niekoniecznie temat samotności. Wspaniałe
      jest, ze pisarz, człowiek potrafi w taki sposób pisac o sprawach prostych,
      waznych. Dla mnie nie list ani też jego adresatka były tutaj wazne, ale autorka
      listu, jej zmagania, odwaga, pragnienie zycia nie tego w pięknej oprawie,
      takiego na pokaz, ale przekladanie swoich pragnień na dzialanie bo drugiej
      szansy nie będzie. Ten list nie jest wyrzutem, jest zapisem tego, jak moze
      umierac człowiek...o czym zwykle się nie dowiadujemy. Chcialabym tak umrzeć,
      wsród tych, którzy są ze mną i wśród ich spraw bo to, co sie naprawde dzieje,
      dzieje się teraz.
      • Gość: pomponick Re: 'Wiek żelaza' IP: 80.51.60.* 08.03.05, 11:09
        Gość portalu: lilka napisał(a):

        > Dla mnie nie list ani też jego adresatka były tutaj wazne, ale autorka
        > listu, jej zmagania, odwaga, pragnienie zycia nie tego w pięknej oprawie,
        > takiego na pokaz, ale przekladanie swoich pragnień na dzialanie bo drugiej
        > szansy nie będzie.

        Fajnie ze tak to widziałaś - ja dostrzegłam niestety bezradność, bezradność,
        bezradność...

        > Ten list nie jest wyrzutem, jest zapisem tego, jak moze
        > umierac człowiek...o czym zwykle się nie dowiadujemy. Chcialabym tak umrzeć,
        > wsród tych, którzy są ze mną i wśród ich spraw bo to, co sie naprawde dzieje,
        > dzieje się teraz.

        Tak , jest w tym coś - umrzeć jako pani Vercueil - chciałabym...
        • Gość: lilka Re: 'Wiek żelaza' IP: *.toya.net.pl 08.03.05, 15:14
          Dlaczego tylko bezradność? Czy nie jest aktem odwagi bycie sobą i nieliczenie
          się z konwenansami? Pragnę obecności ludzi i szukam ich,... taką postawę
          prezentowała bohaterka. Inna sprawa, to ludzie, którzy mieli dla niej czas i ich
          stosunek do niej. Czy sądzisz, że zdając sobie sprawe z tego, ze umieramy,
          myślimy o tym, co dajemy? Wydaje mi się, że chcemy dawać na swoich warunkach.
          Czy lepszy taki układ czy budowanie muru między swiatem a odchodzącym z niego i
          pogrążanie się w urażonej samotności?
          Zastanawiałam się, co bym wybrała....zawiadomienie córki i tym samym wejście ze
          swoją chorobą w jej zycie, czy pozostanie tam, gdzie byłam bądź gdzie zostałam
          "porzucona" jako matka. To chyba naturalne, że dzieci odchodza do własnego
          zycia. Oczywiscie bardzo humanitarnie byłoby, gdyby rodzicami, dzieci zajmowały
          się wtedy, gdy zaistnieje taka potrzeba, ale....odległość, zycie zawodowe,
          obowiązki rodzinne. Jasne, ze rodzice to też rodzina i im także a moze przede
          wszystkim należy się uwaga...jaki przykład damy swoim dzieciom tak później
          zostaniemy przez nie potraktowani, to chyba tak działa. Tylko, ze watpię w
          humanitaryzm człowieka kiedy sprowadza się on tylko do osiagniecia stanu
          spokoju, który zapewnia wywiązanie się z obowiązków, łatwiej się później zyje
          tym, którzy zostają, to wszystko. I jeszcze jedno, córka nie odpowiada za zycie
          matki, nie tylko z nią w tym zyciu budowane są więzi, mamy także przyjaciół,
          znajomych i tylko od nas zalezy, czy zostaniemy sami.

          > Tak , jest w tym coś - umrzeć jako pani Vercueil - chciałabym

          Ależ jestes złosliwa :-) Skąd w ogóle taki wniosek, gdzie wyczytalas takie
          pragnienie?
          • pomponick Re: 'Wiek żelaza' 08.03.05, 18:39
            Gość portalu: lilka napisał(a):

            > Dlaczego tylko bezradność? Czy nie jest aktem odwagi bycie sobą i nieliczenie
            > się z konwenansami? Pragnę obecności ludzi i szukam ich,... taką postawę
            > prezentowała bohaterka.

            Nie, tego nie dostrzegłam. Nie widziałam pragnienia ludzi, ale otwarte
            przyjęcie tych, którym zdarzyło się być w okolicy. Fakt, że pan V. został
            uznany za prawdopodobmego przewodnika na drugą stronę rzeki... choć może miał
            to być jego pies.


            > Inna sprawa, to ludzie, którzy mieli dla niej czas i ic
            > h
            > stosunek do niej. Czy sądzisz, że zdając sobie sprawe z tego, ze umieramy,
            > myślimy o tym, co dajemy? Wydaje mi się, że chcemy dawać na swoich warunkach.

            Tak, w istocie. Zresztą dawanie samo w sobie nie było tym najważniejszym.
            Bardzie zachowanie godności.

            > Czy lepszy taki układ czy budowanie muru między swiatem a odchodzącym z niego
            i
            > pogrążanie się w urażonej samotności?

            No takiego wyboru nigdzie nie dostrzeglam...

            > Zastanawiałam się, co bym wybrała....zawiadomienie córki i tym samym wejście
            ze
            > swoją chorobą w jej zycie, czy pozostanie tam, gdzie byłam bądź gdzie zostałam
            > "porzucona" jako matka. To chyba naturalne, że dzieci odchodza do własnego
            > zycia.

            Tak


            > Oczywiscie bardzo humanitarnie byłoby, gdyby rodzicami, dzieci zajmowały
            > się wtedy, gdy zaistnieje taka potrzeba, ale....odległość, zycie zawodowe,
            > obowiązki rodzinne. Jasne, ze rodzice to też rodzina i im także a moze przede
            > wszystkim należy się uwaga...jaki przykład damy swoim dzieciom tak później
            > zostaniemy przez nie potraktowani, to chyba tak działa. Tylko, ze watpię w
            > humanitaryzm człowieka kiedy sprowadza się on tylko do osiagniecia stanu
            > spokoju, który zapewnia wywiązanie się z obowiązków, łatwiej się później zyje
            > tym, którzy zostają, to wszystko. I jeszcze jedno, córka nie odpowiada za
            zycie
            > matki, nie tylko z nią w tym zyciu budowane są więzi, mamy także przyjaciół,
            > znajomych i tylko od nas zalezy, czy zostaniemy sami.

            Tego nie komentuję, nie o to mi chodziło i rzeczy - naturalnie - są tak
            względne...

            >
            > > Tak , jest w tym coś - umrzeć jako pani Vercueil - chciałabym
            >
            > Ależ jestes złosliwa :-) Skąd w ogóle taki wniosek, gdzie wyczytalas takie
            > pragnienie?

            Pragnienie jest moje:)!!!!! Nie jej!!! Ja jej najzwyczajniej na świecie
            zazdroszczę:((((
            Nie, nie jestem złośliwa - tak to odczytałam. Zobacz sama:

            str202
            'Spimy na jednym lóżku, jedno przy drugim, jak kartka złożona na pół, jak
            zwinięta para skrzydeł, stara partnerska para, połączona węzłem małżeńskim.
            Lectus genialis, lectus adversus.'***

            I dalej - kolejna strona:
            'Chrapie.
            Twoja matka pisze do ciebie, leżąc u boku swgo pseudomęża. Wybacz, jeżeli ten
            obrazek cię razi. Trzeba kochać to, co jest nam najbliższe. To, czego można
            dotknąć ręką. Tak kochają psy.
            Pani V.'






            ***The lectus genialis or adversus was the bridal bed which stood in the
            atrium, opposite the janus, whence it derived the epithet adversus (Horat.
            Epist. i.1.87; Festus, s.v.; comp. Domus, p428a). It was generally high, with
            steps by its side, and in later times beautifully adorned
            • Gość: lilka Re: 'Wiek żelaza' IP: *.toya.net.pl 08.03.05, 19:44
              > > Dlaczego tylko bezradność? Czy nie jest aktem odwagi bycie sobą i nielicz
              > enie
              > > się z konwenansami? Pragnę obecności ludzi i szukam ich,... taką postawę
              > > prezentowała bohaterka.
              >
              > Nie, tego nie dostrzegłam. Nie widziałam pragnienia ludzi, ale otwarte
              > przyjęcie tych, którym zdarzyło się być w okolicy.

              To już zalezy od załozenia, które przyjęłaś. Jezeli miała znajomych i nie
              chciała przyjąć ich wsparcia, to Twoje załozenie jest słuszne, ale jeżeli nie
              miała nikogo? W takim przypadku mógł to być zwrot w kierunku ludzi tych, którzy
              byli w pobliżu bo jaki jest sens poszukiwań gdy czasu niewiele, tez zdalabym się
              na los.

              Fakt, że pan V. został
              > uznany za prawdopodobmego przewodnika na drugą stronę rzeki... choć może miał
              > to być jego pies.

              Pan V. dal jej namiastkę bliskości.

              > Tak, w istocie. Zresztą dawanie samo w sobie nie było tym najważniejszym.
              > Bardzie zachowanie godności.
              >
              To chyba znaczy to samo, co bycie sobą.

              > Pragnienie jest moje:)!!!!! Nie jej!!! Ja jej najzwyczajniej na świecie
              > zazdroszczę:((((
              > Nie, nie jestem złośliwa - tak to odczytałam. Zobacz sama:

              Zobaczyłam, ale do zazdrości chyba powodu nie masz. To tylko jej odbiór relacji,
              które zostaly nawiązane, nic nie wskazuje aby on odczuwał cos podobnego :-)
              >
              • pomponick Re: 'Wiek żelaza' 08.03.05, 20:07
                Gość portalu: lilka napisał(a):


                > > Nie, tego nie dostrzegłam. Nie widziałam pragnienia ludzi, ale otwarte
                > > przyjęcie tych, którym zdarzyło się być w okolicy.
                >
                > To już zalezy od załozenia, które przyjęłaś. Jezeli miała znajomych i nie
                > chciała przyjąć ich wsparcia, to Twoje załozenie jest słuszne, ale jeżeli nie
                > miała nikogo? W takim przypadku mógł to być zwrot w kierunku ludzi tych,
                którzy
                > byli w pobliżu bo jaki jest sens poszukiwań gdy czasu niewiele, tez zdalabym
                si
                > ę
                > na los.
                >

                Oczywiście:)


                > Fakt, że pan V. został
                > > uznany za prawdopodobmego przewodnika na drugą stronę rzeki... choć może
                > miał
                > > to być jego pies.
                >
                > Pan V. dal jej namiastkę bliskości.

                BYć może:)

                >
                > > Tak, w istocie. Zresztą dawanie samo w sobie nie było tym najważniejszym.
                > > Bardzie zachowanie godności.
                > >
                > To chyba znaczy to samo, co bycie sobą.

                To bywa to samo...


                >
                > > Pragnienie jest moje:)!!!!! Nie jej!!! Ja jej najzwyczajniej na świecie
                > > zazdroszczę:((((
                > > Nie, nie jestem złośliwa - tak to odczytałam. Zobacz sama:
                >
                > Zobaczyłam, ale do zazdrości chyba powodu nie masz. To tylko jej odbiór
                relacji
                > ,
                > które zostaly nawiązane, nic nie wskazuje aby on odczuwał cos podobnego :-)
                > >


                No i to są nasze odczucia... Bywają różne
                Ja byłam kiedyś kloszardem - w pewnym sensie... Teraz czuję to co czuję.
                A książką cieszę się.

                Pozdrawiam Lilko - i znikam tymczasem.
                • Gość: lilka Re: 'Wiek żelaza' IP: *.toya.net.pl 08.03.05, 20:28

                  > No i to są nasze odczucia... Bywają różne
                  > Ja byłam kiedyś kloszardem - w pewnym sensie... Teraz czuję to co czuję.
                  > A książką cieszę się.
                  >
                  Szkoda, ze wczesniej o tym nie wspomniałaś...też mam znajomego w tym kregu :-).
                  Nie patrzylam na ksiązkę w sposób, w jaki on mógłby patrzeć, zupełnie o tym nie
                  pomyślalam.
          • pomponick Re: 'Wiek żelaza' 08.03.05, 18:47
            Gość portalu: lilka napisał(a):

            > Dlaczego tylko bezradność?

            Już mówię:

            'Gdybyś przyznała, że wyszłaś ze mnie, nie musiałabym mówić o sobie, że wyszłam
            z brzucha wieloryba.
            Nie mogę żyć bez dziecka, nie mogę też umrzeć bez dziecka. Tym, co noszę w
            sobie w czasie Twojej nieobecności, jest ból. Rodzę ból. Ty jesteś moim bólem.'

            Poza tym, jest bezradna wobec tysięcy rzeczy wokół niej...
            • Gość: lilka Re: 'Wiek żelaza' IP: *.toya.net.pl 08.03.05, 19:45
              Możesz podać stronę tego cytatu? Chce wiedzieć w jakim kontekście padły te słowa.
              • pomponick Re: 'Wiek żelaza' 08.03.05, 20:00
                150 - 151
    • makusia_p Re: 'Wiek żelaza' 07.03.05, 22:31
      Książka która oczyszcza duszę.
    • Gość: asica Re: 'Wiek żelaza' IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.05, 22:45
      Właśnie czytam. Czytam pomalutku, tak trzeba... czuć zapach palonych szkoł w
      Guguletu, smak samotność, zapach wilgoci w porze deszczowej.
    • Gość: pomponick Re: 'Wiek żelaza' IP: 80.51.60.* 08.03.05, 11:04
      Dziękuję ślicznie za odzew. Tak, czytałam tę książkę powoli, za drugim razem
      również...
      Ciągle jednak chciałabym usłyszeć coś od kobiety takiej jak ona...

      Podciągam więc do góry i dodam kolejny fragment, który mocno mnie poruszył:
      'Wiesz, co mi dolega, mam raka. Mam raka z nagromadzenia się upokorzeń, przez
      które przeszłam w moim życiu. Tak dochodzi do tej choroby. Z obrzydzenia do
      siebie, ciało nabiera cech złośliwości i zaczyna się samobójczo pożerać.'

      Ja tak nigdy o tej chorobie nie myślałam...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka