Dodaj do ulubionych

...bez komentarza...

02.07.05, 23:46
..co kierowało autorem tej notatki, aby nazwać coś takiego bestsellerem? po
co ? na co? komu to potrzebne?

tvp.pl/1290,20050702221155.strona
Obserwuj wątek
    • foxie777 Re: ...bez komentarza... 02.07.05, 23:56


      Teraz ludzie juz nie wiedza co moga wymyslic.Popyt
      na tego typu "literature" niestety istnieje,i dobrze
      nabija kabze.Przypuszczam iz gdyby Hitler zyl i chcial
      napisac memoir to tez by to nazywali bestsellerem.

      pozdrawiam
    • eeela Re: ...bez komentarza... 02.07.05, 23:59
      Jeśli się dobrze sprzedaje, to prawdę napisał...
      • hrabalek Re: ...bez komentarza... 03.07.05, 00:04
        tylko jak sobie pomyślę,że bestsellerem może być jakaś piękna i mądra książka i
        to samo miano nosi "dzieło"w/w to za diabła nie umiem się z tym pogodzić.
        ..no chyba,że bestseller oznacza tylko liczbę sprzedanych egzemplarzy.
        • eeela Re: ...bez komentarza... 03.07.05, 00:07
          No, mnie się wydaje, że właśnie tak należy rozumieć to słowo.
          • hrabalek Re: ...bez komentarza... 03.07.05, 00:11
            hm.a jaką liczbę sprzedanych egzemplarzy należy uznać za satysfakcjonująca przy
            nazwie bestseller?
            • Gość: Myszor Re: ...bez komentarza... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.05, 00:12
              No właśnie, ciekawe jaka liczba jest tą magiczną, bestsellerowską, że tak
              powiem.
              • hrabalek Re: ...bez komentarza... 03.07.05, 00:14
                Gość portalu: Myszor napisał(a):

                > No właśnie, ciekawe jaka liczba jest tą magiczną, bestsellerowską, że tak
                > powiem.

                ..może jest w "Sewr" pod Paryżem -przykładasz Saddama i pasuje jak ulał ?
            • eeela Re: ...bez komentarza... 03.07.05, 00:14
              Heh, należy raczej brać stosunek liczby sprzedanych egzemplarzy do liczby
              zalfabetyzowanej ludności w kraju, w którym książka została opublikowana :-D
              Dziennikarzom natomiast wystarczy z pewnością 10 000, jeśli tylko tytuł jest
              wystarczająco sensacyjny.
              • hrabalek Re: ...bez komentarza... 03.07.05, 00:17
                eeela napisała:

                > Heh, należy raczej brać stosunek liczby sprzedanych egzemplarzy do liczby
                > zalfabetyzowanej ludności w kraju, w którym książka została opublikowana :-D
                > Dziennikarzom natomiast wystarczy z pewnością 10 000, jeśli tylko tytuł jest
                > wystarczająco sensacyjny.


                No i chyba taki dziennikarz pasuje do wzorca głupola w "Sewr" pod Paryżem.
                przecież to wszystko musi mieć jakieś granice, chyba -że nie.
                • eeela Re: ...bez komentarza... 03.07.05, 00:22
                  Moim zdaniem nazwanie bestsellerem dzieł Saddama nie jest żadnym grzechem. Dla
                  moich uszu bowiem słowo "bestseller" nie ma jakiegoś pozytywnego brzmienia (nie
                  jest żadną informacją o jakości książki) i wyraża jedynie to, że książka dobrze
                  się sprzedaje. Nie pojmuję zatem, o co chodzi w tych granicach, o których
                  mówisz, że wszystko musi je mieć.
                  • hrabalek Re: ...bez komentarza... 03.07.05, 00:33
                    może tak:

                    bestsellerem może być dla mnie książka , która dobrze się sprzedaje,niesie ze
                    sobą mniej lub bardziej dobre (etyczne, literackie) wartości ,ale stawianie na
                    tej samej półce "Mein Kampf" i Saddama ,i Mao z jego czerwoną książeczką -
                    to "przegięcie".Poprostu mój osobisty system wartości tego nie akceptuje.
                    • eeela Re: ...bez komentarza... 03.07.05, 00:38
                      Wartości literackie i etyczne? Wg mnie to dziwne uzupełnienie zakresu
                      semantycznego wyrazu "bestseller". I niepotrzebne zupełnie, lepiej poczynić
                      założenie, że bestseller to bestseller, najlepiej-sprzedający-się, i tyle.
                      Wówczas można oszczędzić sobie szarpania nerwów przy takich okazjach jak ta ;-)
                      Bestseller nie opiera się na systemie wartości niematerialnych.
                      • hrabalek Re: ...bez komentarza... 03.07.05, 00:44
                        eeela napisała:

                        > Wartości literackie i etyczne? Wg mnie to dziwne uzupełnienie zakresu
                        > semantycznego wyrazu "bestseller". I niepotrzebne zupełnie, lepiej poczynić
                        > założenie, że bestseller to bestseller, najlepiej-sprzedający-się, i tyle.
                        > Wówczas można oszczędzić sobie szarpania nerwów przy takich okazjach jak ta ;-
                        )
                        > Bestseller nie opiera się na systemie wartości niematerialnych.



                        ..no dobrze, ale jest przecież jakiś niematerialny powód , dla którego tak
                        dobrze się sprzedaje, no bo przecież nie ze względu na jakość papieru.
                        • agawa79 Re: ...bez komentarza... 03.07.05, 09:21
                          W przypadku książki S. H. ten "niematerialny powód" to może byc na przykład
                          ciekawość, co też taka persona wysmażyła spod pióra. :)
                          A bestseller to rzeczywiście książka, która się dobrze sprzedaje i nic więcej.
                          Przykładową listę mamy na "Top 20" w każdym Empiku. jednej trzeciej z tych
                          książek brzydziłabym się dotknąć, ale to nie zmienia faktu, że komu innemu może
                          się podobać, kogoś może interesować i ktoś inny z radością wybuli kasę, i
                          weźmie to do rąk, i z radością zatonie. :) Widocznie ma inną
                          hierarchię "niamaterialnych powodów", którymi się kieruje przy wyborze książek.
                          Jaką hierarchię mają Jordańczycy - nie mam pojęcia, ale nie szokuje mnie
                          stwierdzenie, że tam ta książka jest bestsellerem - no bo jeśli jest na tych
                          ichnich empikowych top 20, to jak to inaczej nazwać. :/
                          • Gość: FOXIE77 Re: ...bez komentarza... IP: 170.134.133.* 03.07.05, 16:01


                            Ja tez uwazam, ze element tzw ciekawosci jest tutaj bardzo istotny.
                            Taka to juz jest na nasza ludzka natura.
                            Dlaczego przeprowadzaja wywiady z mordercami, gwalcicielami itp?.
                            Bo sie ludziska interesuja, bo to jest cos dla Nas Normalnych
                            szokujacego i lubimy obserwowac tych innych, wypaczonych.
                            Stad te duze naklady i popularnosc.
                            Sama musze przyznac ze czytalam biografie Teda Bundy
                            Stalina i kto wie czy nie zlapie sie za Saddama.

                            pozdrawiam
                            • eeela Re: ...bez komentarza... 03.07.05, 21:12
                              Ja przeczytałam Mein Kampf z ciekawości.
                              • Gość: foxie77 Re: ...bez komentarza... IP: 170.134.133.* 03.07.05, 22:18


                                Ja tez to robie z tego samego powodu,np ogladam wywiad
                                ze strasznym serialnym morderca i to mnie wrecz fascynuje,
                                moze to jakies moje odchylenie, ale widac, ze nie jestem samotna.
                                Zawsze interesowalam sie psychologia, i bedac sama osoba bez
                                zadnych odruchow okrucienstwa do ludzi i zwierzat, lubie czytac
                                o tzw potworach , do ktorych Saddama i jemu podobnych mozna zaliczy.

                                pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka