Dodaj do ulubionych

Czy książki mogą uszlachetniać?

25.07.05, 08:42
a jeśli tak, to czy nie należałoby takich książek szczególnie promować?
Pozdrawiam:)
Obserwuj wątek
    • sto100 Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 09:58
      Zapewne wskazujesz szeroki kontekst tego pojęcia, ja tak je rozumiem, i dla mnie nie budzi wątpliwości, że tak jest.Po za subiektywną oceną odbioru literatury kształtuje przecież nasze wyobrażenie o świecie,ludziach,poglądach.Ja tak uczyłam się również świata,książki w bardzo istotny sposób wpływały na mnie, oczywiście wraz z rodzicami,szkołą,kościołem.Ale wiem,że są poglądy przeciwne,pewnie inne doświadczenia, może obawy przed indoktrynacją,bo jednak jest w propagowaniu stopień istotnego zagrożenia.Trzeba mieć punkt odniesienia, a one,jak pokazała historia bywają różne.Zatem chyba pozwolić na rozwijanie się społeczeństw, szerokie kształcenia, wolność poglądów i sumienia,aby plewy od ziaren się przesiewały,bez większej ingerencji.Och jak to wyżej napisane brzmi donośnie,nie,codzienność się toczy i tak wartko,swoim strumieniem, a instynkt prowadzi najlepiej.
      • daria13 Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 10:34
        Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź:)Szczerze mówiąc, chodziło mi o kontekst
        nieco węższy. To, że książki rozwijają nas intelektualnie i duchowo wydaje się
        być oczywiste, ale czy są konkretne pozycje, po których lekturze stajemy sie
        lepsi, bardziej wyrozumiali, wrażliwsi i czy to przekłada się potem na nasze
        konkretne działania?
        • mietowe_loczki Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 12:21
          To chyba trochę złudny pogląd. George Steiner w swojej książce The Language of
          Silence podaje konkretne nazwiska oficerów SS, którzy wieczorem czytali
          Goethego i Rilkego, grali Bacha i Schuberta, a rano zajmowali się
          swoją "zwykłą" pracą w Auschwitz czy Belsen. Tak jak żaden obraz, rzeźba, utwór
          muzyczny nie był w stanie ich uszlachetnić, tak żadna książka czy opera nie
          mogłaby ich bardziej zdegenerować. Tym samym pozwolę sobie od razu odhaczyć
          wątek tada9.
        • Gość: itek Re: Czy książki mogą uszlachetniać? IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 25.07.05, 12:27
          Ksiazki nas nie rozwijaja intelektualnie czy duchowo :)
          Najczesciej zawieraja pytania, nie daja odpowiedzi.
          Od nas samych zalezy to, czy te pytania stana sie dla nas czyms pozytecznym, czy
          wrecz przeciwnie.
          Uwazam, ze olbrzymia wiekszosc wsplczesnej literatury nie interesuje to czy to
          czytaczom pomoze czy zaszkodzi.
          Dla mnie osobiscie ksiazke, ktora chyba masz na mysli nie napisal, zaden tytan
          literatury w rodzaju Kundery, Marqueza czy Pilcha, ale kolarz- Lance Armstrong.
          Generalnie chyba wspomnienia bardziej moga uszlachetnic niz fikcje.
          Pozdrowienia:)
          • daria13 Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 13:21
            Gość portalu: itek napisał(a):

            > Ksiazki nas nie rozwijaja intelektualnie czy duchowo :)
            > Najczesciej zawieraja pytania, nie daja odpowiedzi.
            Ale czy sam proces udzielania odpowiedzi nie jest rozwijający inteklektualnie?
            W moim pojęciu jest i właśnie na tym polega wpływ książek na naszą umysłowość:)
            Nie miałam na myśli żadnych konkretnych książek ani autorów zadając moje
            pytanie, ponieważ obawiam się, że książki o takiej mocy sprawczej zwyczajnie
            nie istnieją, ale jest bardzo dużo książek, których jeszcze nie przeczytałam i
            nie moge załozyć a priori, że one nie istnieją. Może ktoś z uczestników FK
            znalazł taką książkę i mnie oświeci.
            Swoją drogą ciekawi mnie, jak przeczytanie czyichś wspomnień, choćby nie wiem
            jak bardzo heroicznych, mogłoby na trwałe polepszyć mój charakter. Ale może się
            mylę?
            • Gość: itek Re: Czy książki mogą uszlachetniać? IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 25.07.05, 13:31
              > Ale czy sam proces udzielania odpowiedzi nie jest rozwijający inteklektualnie?

              Na tak postawione pytanie jest jedna odpowiedz-tak. Tak jak wszystko co nas w
              zyciu spotyka jest w jakis spsob rozwijajace intelektualnie:) Np. ten nasz
              dialog moze byc bardziej rozwijajacy niz czytanie Marqueza:)

              > Swoją drogą ciekawi mnie, jak przeczytanie czyichś wspomnień, choćby nie wiem
              > jak bardzo heroicznych, mogłoby na trwałe polepszyć mój charakter.

              Nawet nietrwale polepszenie charakteru to juz cos, nieprawdaz:)
              Pozdrawiam
              • daria13 Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 13:57
                Gość portalu itek napisał:
                Np. ten nasz
                > dialog moze byc bardziej rozwijajacy niz czytanie Marqueza:)
                Bardzo mi pochlebiasz. Nie wiem, czym zasłużyłam:)
                > Nawet nietrwale polepszenie charakteru to juz cos, nieprawdaz:)
                A co mianowicie, skoro to zjawisko nietrwałe? W moim pytaniu chodziło o
                stawanie się lepszym człowiekiem, a nie o chwilowe wzruszenie. Jeśli pod
                wpływem jakiejś lektury wzruszamy się, oznacza to, że umiejętność wzruszania
                się leży w naszym charakterze, a nie że czytanie nas uwzniośliło, nieprawdaż?
                Również pozdrawiam:)
                • Gość: itek Re: Czy książki mogą uszlachetniać? IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 25.07.05, 14:15
                  > W moim pytaniu chodziło o
                  > stawanie się lepszym człowiekiem, a nie o chwilowe wzruszenie.

                  W mojej odpowiedzi nie mialem na mysli chwilowych wzruszen :)
                  To jest nadinterpretacja.
                  Pozdrawiam
    • broch Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 14:06
      Inaczej zadane pytanie już było kilka dni temu.. Po co kontynuować?
      Osobiście uważam że trudniej jest zadać pytanie niż znaleźć odpowiedź. Pytania
      rozwijają intelektualnie, odpowiedzi nie mają takiej mocy.

      Promować????
      W historii współczesjen znajdziesz dwie bardzo szlachetne książki ktore stały
      się źródłem wojen i mordów.
      Przepraszam ale to absurd.
      Szkolenie ideologiczne nie jest mi do niczego potrzebne, od takich pomysłów wolę
      trzymać się z daleka.
      • daria13 Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 14:13
        Gość portalu broch napisał:
        > Szkolenie ideologiczne nie jest mi do niczego potrzebne, od takich pomysłów
        wol
        > ę
        > trzymać się z daleka.
        Dziękuję:) To, że tak postawiłam pytanie, nie oznacza, że sama odpowiedziałabym
        pozytywnie.
        Temat jest rzeczywiście kontynuacją tamtego wątku mającą na celu zweryfikowanie
        tamtejszych tez. Gratuluję przenikliwośći:)))))
        Pozdrawiam serdecznie:)
        • broch Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 14:19
          zły akcent (ponieważ przenikliwości żadnej nie trzeba), pytanie było
          istotniejsze: po co kontynuowac?
      • Gość: itek Re: Czy książki mogą uszlachetniać? IP: *.wi.tuniv.szczecin.pl 25.07.05, 14:17
        > Pytania rozwijają intelektualnie, odpowiedzi nie mają takiej mocy.

        To zalezy jakie odpowiedzi. Odpowiedzi, typu tak/nie, rzeczywiscie.
        • broch Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 14:40
          Wiesz, tutaj można zacząć filozofować nad sensem wartości odpowiedzi i dzielić
          włos na czworo, udowadniać że pytanie bez odpowiedzi... itp.

          Odpowiedzi bez pytań nie istnieją. Odpowiedzi są błedne, pytania nigdy. Pytanie
          może być źle zadane, ale nigdy nie jest błędne.
          Szkoła (dla mnie) była śmiertelnie nudna (choć nieuniknina), ponieważ składała
          się wyłącznie z odpowiedzi. Wolę moją pracę (polegającą na zadawaniu pytań).

          Widocznie różnimy się bardzo:) Dla mnie ciekawsze jest zadawanie pytań, sam
          proces który ostatecznie prowadzi do rozwiązania (czyli odpowiedzi). Mam
          nadzieję że nigdy w życiu nie "skończę" na tym że będę zadowolony z tego iż
          korzystam z cudzych odpowiedzi, nie potrafię zadać pytania.
          • Gość: itek Re: Czy książki mogą uszlachetniać? IP: *.pomorzany.v.pl 25.07.05, 17:36
            > Odpowiedzi bez pytań nie istnieją. Odpowiedzi są błedne, pytania nigdy. Pytanie
            > może być źle zadane, ale nigdy nie jest błędne.

            Z drugiej strony patrzac, kazdy glupi zadaje pytania (tysiace pytan), przyznasz,
            ze jest to dosyc latwe, natomiast nie kazdy jest w stanie dac odpowiedz
            (wiarygadna odpowiedz).
            • broch Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 18:13
              i tak mozna reductio ad absurdum (jak widac ponizej).
              Argument wlasnie glupi: sugeruje ze glupi zadaje glupie pytania i udziela
              madrych odpowiedzi (??). Nie sadzilem ze o glupich chodzi. Jesli natomiast glupi
              nie jest w stanie udzielic madrych odpowiedzi, to wlasciwie co probujesz
              udowadnic tym argumentem?

              To samo pytanie zadal Newton i Einstein, uzyskano dwie rozne odpowiedzi (ktore
              nie sa sprzeczne), innymi slowy odpowiedz jest uwarunkowana otoczeniem, podczas
              gdy pytanie ma charakter "absolutny". Nie mowiac juz o tym ze odpowiedz jest
              wylacznie prowizoryczna odpowiadajaca stanowi naszej wiedzy (co jedynie
              podkresla wzglednosc wiarygodnej odpowiedzi nie podwazajac wazkosci pytania).
              Obaj panowie zadali genialne pytania, odpowiedz jest "produktem ubocznym" ktory
              zmienia sie z rozwojem wiedzy.

              Kwestia co wazniejsze: pytanie czy odpowiedz, przypomina dywagacje o tym co bylo
              pierwsze: jajko czy kura. Pytanie dobre dla kogos kto nie ma podstaw biologii
              rozwojowej a koniecznie chce bawic sie "filozofia".

              Sadze ze wlaczenie argumentu o "glupich" konczy automatycznie dalsza dyskusje
              (patrz: Arystoteles) :)
              • tad9 Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 18:23
                broch napisał:

                > Sadze ze wlaczenie argumentu o "glupich" konczy automatycznie dalsza dyskusje
                > (patrz: Arystoteles) :)

                Czy myśl Arystotelesa miała na Ciebie jakiś wpływ, a jeśli tak, to w jaki
                sposób?
              • Gość: itek Re: Czy książki mogą uszlachetniać? IP: *.pomorzany.v.pl 25.07.05, 19:20
                > Jesli natomiast glupi
                > nie jest w stanie udzielic madrych odpowiedzi, to wlasciwie co probujesz
                > udowadnic tym argumentem?

                Latwiej jest zadawac pytania, niz wiarygodnie na nie odpowiadac. W kwestii
                literatury widze tutaj pewna slabosc- tysiace pytan przy jednoczesnym braku
                zadawalajacych odpowiedzi.

                > To samo pytanie zadal Newton i Einstein, uzyskano dwie rozne odpowiedzi (ktore
                > nie sa sprzeczne), innymi slowy odpowiedz jest uwarunkowana otoczeniem, podczas
                > gdy pytanie ma charakter "absolutny".

                W tym problem, ze nie kazde pytanie, jak chyba starasz sie dowiesc, o ile
                dobrze Ciebie rozumiem jest warte odpowiedzi i ma charakter "absolutny", ale
                ustawia odpowiedz (w Ferdydurke jest o tym sporawo-pamietasz moze pytacza Pimko
                i wynikajaca z pytan (wlasciwie z odpowiedzi na nie) infantylizacje uczniakow?)

                > Sadze ze wlaczenie argumentu o "glupich" konczy automatycznie dalsza dyskusje
                > (patrz: Arystoteles) :)

                Slowko glupi mialo Ciebie lekko podraznic:) Czyzby sie udalo?

                Pozdrawiam


                • broch Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 20:24
                  "Slowko glupi mialo Ciebie lekko podraznic:) Czyzby sie udalo?"
                  Z jednej strony patrz wypowiedzi kol tad9, z drugiej strony nie o slowo glupi
                  chodzilo a o prosty fakt ze ktos wyzej dupy nie podskoczy. W wypadku Twojego
                  przykladu, osoba glupia zadaje glupie pytania i udziela glupich odpowiedzi tzn
                  to nie jest argument.


                  Jakie odpowiedzi sa Twoim zdaniem interesujace?
                  Ferdydurke smieje sie wlasnie z niezrozumienia pytan, z cytowania gotowych
                  odpowiedzi, choc brzmia absurdalnie. To sa odpowiedzi dla osob ktore nigdy
                  naprawde nie zadaly pytania. Ferdydurke smieje sie z braku zrozumienia czym sa
                  pytania, z bezmyslnego cytowania gotowych odpowiedzi co jest dowodem oglupienia.

                  "absolutnosc" pytania nie oznacza ze dotyczy kwestii ostatecznych, kazdy zadaje
                  pytania na jakie go stac, te ktore Tobie czy mnie wydaja sie glupie, dla kogos
                  moga stanowic szczyt intelektualnych mozliwosci (znowu patrz pytania kol. tad9).

                  Odpowiedz jest jedynie wowczas interesujaca, jesli zawiera kolejne pytania.
                  • Gość: itek Re: Czy książki mogą uszlachetniać? IP: *.pomorzany.v.pl 25.07.05, 20:46
                    > Odpowiedz jest jedynie wowczas interesujaca, jesli zawiera kolejne pytania.

                    100% poparcia :)
                    • Gość: itek Re: Czy książki mogą uszlachetniać? IP: *.pomorzany.v.pl 25.07.05, 21:02
                      > Odpowiedz jest jedynie wowczas interesujaca, jesli zawiera kolejne pytania.

                      A dokladniej- prowokuje, staje sie przeslanka kolejnych pytan (i kolejnych
                      odpowiedzi:) )
                      • melaine_koina Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 21:04
                        tym właśnie jest literatura
                        :)
                        • Gość: itek Re: Czy książki mogą uszlachetniać? IP: *.pomorzany.v.pl 25.07.05, 21:07
                          a dokladniej- naprawde dobra literatura
                          :)
                  • tad9 Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 26.07.05, 17:30
                    broch napisał:


                    > pytania na jakie go stac, te ktore Tobie czy mnie wydaja sie glupie, dla kogos
                    > moga stanowic szczyt intelektualnych mozliwosci (znowu patrz pytania kol.
                    >tad9)


                    Skoro już o moich pytaniach mowa: proszę o odpowiedź na moje pytanie dotyczące -
                    ewentualnego - wpływu myśli Arystotelesa na Twoje poglądy.
          • tad9 Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 18:28
            broch napisał:


            > Odpowiedzi bez pytań nie istnieją.

            > Szkoła (dla mnie) była śmiertelnie nudna (choć nieuniknina), ponieważ składała
            > się wyłącznie z odpowiedzi.

            Wobec tego ta szkoła, to był jakiś fenomen, bo skoro "odpowiedzi bez pytań nie
            istnieją", a tu nagle mamy coś, co składa się "wyłącznie z odpowiedzi"...
      • mietowe_loczki Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 21:35
        Brochu, bardzo proszę o odpowiedź, które to książki dwie bardzo szlachetne
        stały się źródłem wojen i mordów? Oświeć, bo nie zgadnę.

        dziękuję i pozdrawiam

    • Gość: melaine_koina Re: Czy książki mogą uszlachetniać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.05, 15:05
      ważne jest chyba zdefiniowanie słowa ~uszlachetniać~; w tym kontekście pojawia
      się raczej jako rozwój intelektualny, a przecież szlachetność ma konotację
      duchową przede wszystkim - rzadko mówimy o szlachetnym intelekcie, ten bowiem w
      oderwaniu od "szlachetnej duszy" rodzi pychę, ironię (choć uważam, że ta jest
      akurat przywilejem) oraz sarkazm.
      Pozdrawiam:)
      • Gość: daria13 Re: Czy książki mogą uszlachetniać? IP: *.medical / *.crowley.pl 25.07.05, 15:48
        Dziękuję za przywołanie uczestników dyskusji do porządku:) W moim pytaniu
        rzeczywiście nie chodziło mi o rozwój intelektualny, ani poprzez pytania, ani
        poprzez odpowiedzi.Sednem sprawy miało być to, czy przeczytanie jakichś
        konkretnych lektur może sprawić, że staniemy się lepsi, pobudzić nas do pracy
        nad poprawą naszych charakterów. Na tym, w ogólnym zarysie, miałoby
        polegać "uszlachetnienie", jakie miałam na myśli zadając pytanie rozpoczynające
        ten wątek.Innymi słowy, czy moc sprawcza książek może być aż tak głeboka i
        radykalna?
        • Gość: melaine_koina Re: Czy książki mogą uszlachetniać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.05, 16:24
          literatura jest interpretacją rzeczywistosci, zycia ogólnie pojetego, dlatego
          tak samo jak ono moze wpływać na nas w róznoraki sposób. zdecydowanie więc
          twierdzę, że może zarówno uszlachetniać, jak i demoralizować (z braku lepszego
          antonimu), oczywiście z czasem (a zatem z doświadczeniem i życiowym, i
          czytelniczym) staję się to coraz trudniejsze. uszlachetnia bowiem to (nie tylko
          rzecz jasna), co jest nam przekazywane od autorytetów w wieku
          przedwłasnozdaniowym, a demoralizuje to, czego wtedy nie poznaliśmy (i nie
          mówię tu tylko o okresie dzicinstwa ale całym doświadczeniu).
        • tad9 Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 16:28
          Biorąc pod uwagę, że był tu już wątek z pytaniem o demoralizujący wpływ
          książek, proponuję postawić pytanie ogólne: czy książki WOGÓLE mogą w sposób
          realny wpłynąć na czyjeś życie (mniejsza o rodzaj wpływu - negatywny, czy
          pozytywny). Co do mnie - uważam, że mogą wpływać i pozytywnie i negatywnie. Nie
          widzę powodu, dla którego słowo pisane miałoby być aż do tego stopnia
          pozbawione siły przekonywania, by pozostawiać czytelników obojętnymi. Zresztą
          był tu wątek, w którym sporo osób pisało o książkach mających na nie duży
          wpływ. Ktoś może powiedzieć, że - gdyby książki działały na ludzi - lektura tej
          samej książki przez dwie różne osoby powinna wywrzeć na nie taki sam wpływ, a
          skoro tak się nie dzieje, znaczy, to, że waży tu "czynnik ludzki", a
          nie "czynnik tekstu". Nie neguję istnienia "czynnika ludzkiego", twierdzę
          jednak, że istnieje też "czynnik tekstu". W dyskusji o demoralizacji przez
          książki, ktoś twierdził, że tekst jest obojętny, liczy się to, co zrobią z nim
          ludzie, i właściwie wszystko jedno, czy mamy do czynienia z biblią, czy z
          instrukcją obsługi pralki. Tak się jednak składa, że z biblią robiono rzeczy,
          których - jak dotąd - nie robiono z instukcją obsługi pralki, i nie wydaje mi
          się, że przypadkiem po prostu "tak wyszło". Uważam, że np. zdanie z biblii "nie
          pozwolisz żyć czarownicy" może skłaniać ludzi do palenia czarownic skuteczniej,
          niż zdanie z instrukcji pralki "Wymiany kabla zasilającego może dokonać tylko
          serwis techniczny". Być może jakiś zręczny retor zdołałby skłonić kogoś do
          ułożenia stosu przy pomocy owej instrukcji, śmiem jednak twierdzić, że z biblią
          w ręce nie musiałby się aż tak mocno natrudzić. Krótko mówiąc: pewne teksty
          mają potencjał większy niż inne, by skłaniać ludzi do pewnych rzeczy. Rzeczy
          złych, lub dobrych ( ale jako pesymista uważam, że z tymi złymi idzie łatwiej)
    • agrafek Re: Czy książki mogą uszlachetniać? 25.07.05, 17:10
      Nie sądzę.
    • Gość: ABW CHYBA HERBARZE IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.05, 18:40
      Jak ktoś np. w "Herbarzu szlachty polskiej" znajdzie swoje nazwisko to być może
      poczuje się przez chwilę uszlachetniony...
      • daria13 Re: Proszę o przykłady 25.07.05, 19:03
        Książki wpływają na nas, ale z reguły jest to wpływ w pewnym sensie
        powierzchowny i krótkotrwały, biorąc pod uwagę stan naszego charakteru (znaczy,
        czy jest on dobry czy zły). Książki mogą nas wzruszać, skłaniać do przemyślenia
        ważnych spraw, wskazywać nam pewne istotne problemy, ale nie mogą wpłynąć na
        radykalną zmianę naszego światopodlądu, nie zmienią gruntownie naszego
        charakteru, nie zrobią z nas ludzi lepszych lub gorszych, bo jeśli sprawiają,
        że jesteśmy mądrzejsi, to nie czynią nas automatycznie przez to lepszymi, co
        ładnie podsumowała melaine_koina.
        Jeśli część z Was uważa, że dzięki pewnym lekturom stali się lepsi (lub gorsi),
        albo jeśli ktoś zna wiarygodne przykłady radykalnego polepszenia lub
        pogorszenia czyjegoś charakteru, to może zaczęlibyśmy operować rzetelnymi
        przykładami. I nie chodzi mi tu o przykłady, że po przeczytaniu książki
        marynistycznej zostałem marynarzem, nie dyskutujemy tu wpływu książek na pewne
        wybory, czy jednostkowe zachowania (ktoś na przykład mógł podjąć próbę
        samobójczą po lekturze Szklanego klosza Sylwii Plath, a co), ale mówimy o
        przykładach książek, dzięki którym ktoś stał się lepszy, wrażliwszy, bardziej
        tolerancyjny (co dla jednych jest cnotą, a dla drugich przywarą nota bene).
        Przykłady, przykłady, proszę o przykłady!!!
        • daria13 Re: Proszę o przykłady 25.07.05, 19:40
          Podawałam już we wspominanym wątku przykład bardzo prosty, rzec by można
          prymitywny, najważniejszej książki mojego dzieciństwa Lessie wróć. Potem
          przyszły lektury książek Curwooda (Szara wilczyca, Włóczęgi północy, gdyby ktoś
          nie kojarzył). Czy te pozycje sprawiły, że stałam się większą miłośniczką
          zwierząt, że stałam się bardziej wrażliwa na ich dole i niedole? Chyba jednak
          nie; byłam jedynaczką i to w dodatku wychowywaną tylko przez mamę, więc nade
          wszystko pragnęłam mieć własne zwierzątko, wymienione książki nawet nie
          wzmocniły tego pragnienia, one były zaledwie jego odbiciem. I taki wpływ
          książek mogę zaakceptować, ale nie to, że po przeczytaniu czegoś stanę się
          automatycznie lepsza, lub zdemoralizowana. Litości, książki nas stymulują
          intelektualnie, ale nie naprawiają, ani nie psują naszych charakterów. Choć
          może się mylę.
          Przepraszam za infantylny nieco przykład, ale przyszedł mi on do głowy podczas
          karmienia mojego najwspanialszego przyjaciela, mojego psa:))))
          Pozdrawiam:)
          • Gość: melaine_koina Re: Proszę o przykłady IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.05, 20:10
            w podstawówce po Kamieniach na szaniec przeczytałam dziesiątki książek
            dotyczących akcji sabotażowych, dywersyjnych Szarych Szeregów i AK w ogóle.
            Przesiadywałam godzinami w bibliotece w poszukiwaniu pozycji o tej tematyce;
            czytałam je, wzruszałam się i płakałam. Do tej pory darzę nizmiernym szacunkiem
            ludzi walczących za ideały wolnościowe i często mnie to wzrusza (jakkolwiek by
            to sentymentalnie i rzewnie nie brzmiało), ale masz rację Dario, wybieramy
            takie książki, które nas w danej chwili dotyczą, więcej, które dotykają tego,
            co tkwi gdzieś w naszym szpiku...
            ale się smętnie zrobiło w środku upalnego (w każdym razie nie u mnie)lata
            Pozdrawiam:)
            • daria13 Re: Proszę o przykłady 25.07.05, 20:22
              Myślę, że nie zrobiło się smętnie, tylko całkiem mądrze i myślę, że się dobrze
              zrozumiałyśmy:)Po licznych lekturach, które Cię poruszyły, darzysz do tej pory
              szacunkiem ludzi walczących za ideały, wzruszasz się ich losami, ale nie wiesz
              na pewno, jak byś postąpiła, gdyby przyszło Ci osobiście w taką walkę się
              zaangażować, wiele innych czynników miałoby zapewne na taką decyzję wpływ.
              Książki nas poruszają, im mocniej, tym lepiej o nich świadczy, ale nas nie mogą
              gruntownie zmienić, jak sądzę, bo gdyby tak było, musielibyśmy to nazwać
              manipulacją i świat roiłby się od książek czysto propagandowych, a tak na
              szczęście nie jest:)
              Pozdrawiam serdecznie:)
              • melaine_koina Re: Proszę o przykłady 25.07.05, 20:34
                właśnie; pewnie i bez tych przeczytanych książek reagowałabym podobnie; myślę,
                że z pewna wrażliwością człowiek się po prostu rodzi, a lektury mogą ją jedynie
                dokształcać, czyli uszlachetniać
                Pozdrawiam:)
                • Gość: itek Re: Proszę o przykłady IP: *.pomorzany.v.pl 25.07.05, 20:51
                  > myślę,
                  > że z pewna wrażliwością człowiek się po prostu rodzi, a lektury mogą ją jedynie
                  > dokształcać

                  Ale zycie moze nas odwrazliwic.
                  Dobra ksiazka moze przypomniec nam o tym, co naprawde jest wazne.
                  • melaine_koina Re: Proszę o przykłady 25.07.05, 20:54
                    jasne, masz rację i wydaje mi się, że wręcz tak też dzieje się znacznie
                    częściej, bo mimo wszystko im młodsi (mniej doświadczeni) jesteśmy, tym więcej
                    w nas wrążliwości
                    :)
                  • melaine_koina Re: Proszę o przykłady 25.07.05, 20:56
                    pokusiłabym się nawet o znak równosci między życiem a literaturą (w tym
                    kontekście)
                    :)
                    • Gość: itek Re: Proszę o przykłady IP: *.pomorzany.v.pl 25.07.05, 20:59
                      Masz na mysli to, ze literatura moze nas odwrazliwic?
                      • melaine_koina Re: Proszę o przykłady 25.07.05, 21:01
                        tak, jak i również życie uszlachetnić; ale to zdarza się niezwykle rzadko na
                        obu polach
                        :)
                        • Gość: itek Re: Proszę o przykłady IP: *.pomorzany.v.pl 25.07.05, 21:04
                          Badan tego typu chyba nikt nie prowadzi i zatem jestem zwolennikiem braku
                          jednoznaczosci w tym przypadku :)
                          Pozdrawiam:)
                          • melaine_koina Re: Proszę o przykłady 25.07.05, 21:06
                            no przeciez nie chodzi o żadne badania. tylko własne przemyslenia przeradzajace
                            sie w wieczne dywagacje...
                            :)
                            • Gość: itek Re: Proszę o przykłady IP: *.pomorzany.v.pl 25.07.05, 21:09
                              mialem na mysli aspekt ilosciowy Twojej wypowiedzi-"to zdarza się niezwykle rzadko"
                              • melaine_koina Re: Proszę o przykłady 25.07.05, 21:19
                                badań nikt nie przeprowadza, ale patrząc na świat wokół trudno wnioskować co
                                innego
                                :)
                                • Gość: FOXIE77 Re: Proszę o przykłady IP: 170.134.133.* 26.07.05, 00:25


                                  Tak jak Daria zaczytywalam sie ksiazkami Wloczegi polnocy,
                                  zolte psisko, szara wilczyca aby wymienic kilka, zwierzeta
                                  kocham bardzo, kto wie moze te pozycje mialy na to wplyw.
                                  Tak tez bylo z Sercem Amicisa, szacunek i milosc do Staruszkow.
                                  Historie bohaterstwa innych, tez inspirujace, ale uwazam
                                  ze w wieku doroslym, kiedy czlowiek jest juz uksztaltowany
                                  sklonnosci np sadystycznych zadna literatura nie zmieni, jak
                                  rowniez osoby tzw pozytywne nie zmienia swego stosunku do
                                  ludzkosci pod wplywem utworow np antysemickich.

                                  pozdrawiam

                                  • aaneta Re: Proszę o przykłady 26.07.05, 17:06
                                    FOXIE77 napisała:
                                    > w wieku dorosłym, kiedy człowiek jest już ukształtowany

                                    Ha, to albo ze mną coś jest nie tak, albo pogląd, że człowiek dorosły jest
                                    ukształtowany, jest błędny. To znaczy ja osobiście skłaniam się ku tej drugiej
                                    możliwości, ale mogę się mylić. No chyba że "ukształtowany" nie musi znaczyć "w
                                    pełni ukształtowany", wtedy się zgodzę.
                                    Tak czy owak daleka jestem od jednoznacznego stwierdzenia, czy książki
                                    uszlachetniają czy też przeciwnie, chociaż bliższa jestem pierwszej opcji. Ale
                                    oczywiście nie jest to takie proste, a już na pewno jest to obwarowane wieloma
                                    założeniami. Żeby się nie rozdrabniać i nie komplikować sprawy, do czego mam
                                    skłonności, spróbuję tak: jest bardziej prawdopodobne, że człowiek czytający
                                    książki (niekoniecznie literaturę piękną, do której niektórzy tu próbowali
                                    zawęzić rozważania) może stać się lepszy, bardziej szlachetny i oczywiście
                                    mądrzejszy niż ten nieczytający. Może, ale nie musi. Niestety. Ale chyba nie
                                    podlega dyskusji, że czytanie poszerza horyzonty, sprawia, że człowiek jest
                                    bardziej otwarty i wrażliwy, ale pod warunkiem, że ma do tego naturalne
                                    (wrodzone czy w jakiś sposób ukształtowane) skłonności. Po prostu zależy przez
                                    co zostaną "przepuszczone" treści przyswojone wraz z przeczytanymi książkami. Bo
                                    na przykład prawie cały kanon lektur szkolnych to literatura, która powinna
                                    uszlachetniać, w sensie zdefiniowanym wyżej przez Darię i innych, ale czy na
                                    wszystkich wywiera ona taki wpływ? Jak wiele jest osób, które twierdzą, że to
                                    bzdury i głupoty, a nauczyciele nie potrafią przekonać, że jest inaczej, ba, z
                                    braku umiejętności, zaangażowania czy z własnej głupoty utwierdzają swoje ofiary
                                    w tym przekonaniu. I tu kryje się jedna z wielu odpowiedzi na zasadnicze pytanie
                                    Darii: co robić, żeby czytanie książek uszlachetniało. Moim zdaniem po pierwsze
                                    czytać, po drugie czytać książki przedstawiające pozytywne wartości, a żeby
                                    pierwsze i drugie było możliwe, to nauczyć własne dzieci wrażliwości, otwartości
                                    i umiejętności odróżniania wartości poztywnych od innych. Trudne? Owszem, ale
                                    możliwe.
                                    • Gość: FOXIE77 Re: Proszę o przykłady IP: 170.134.133.* 26.07.05, 17:59

                                      Jak najbardziej zgadzam sie z Toba, po prostu uwazam ze czlowiek tzw
                                      dorosly w wiekszosci przypadkow ma charakter uksztaltowany, co nie
                                      wyklucza wartosci literatury .Nasz nastroj i samopoczucie moze byc bardzo
                                      uzaleznione od tego co w danym momencie czytamy, ale nie zmieni to
                                      naszego nastawienia do spraw podstawowych.

                                      pozdrawiam
                                      • Gość: itek Re: Proszę o przykłady IP: *.pomorzany.v.pl 26.07.05, 18:09
                                        > Nasz nastroj i samopoczucie moze byc bardzo
                                        > uzaleznione od tego co w danym momencie czytamy, ale nie zmieni to
                                        > naszego nastawienia do spraw podstawowych.

                                        Nie zgadzam sie z tym, ze ksiazki wplywaja jedynie na nasz nastroj i
                                        samopoczucie. jak rowniez z tym, ze nie sa w stanie zmienic naszego ogladu
                                        rzeczywistosci.
                                        • tad9 Darwin 26.07.05, 18:28
                                          Skoro słowo pisane nie może wpływać na ludzkie poglady, to skąd wziął się szok,
                                          jaki wywołała książka Darwina?
                                          • aaneta Re: Darwin 26.07.05, 19:19
                                            Tad, odpuść sobie swoje pytania inteligentne inaczej, albo weź się do jakiejś
                                            roboty, jeżeli jesteś w ogóle do tego zdolny, bo jak na razie to tylko mieszać
                                            potrafisz i jątrzyć. Już Cię kiedyś o to prosiłam i będę prosić aż do skutku.
                                            Czy ktoś Ci już mówił, że jesteś jak wrzód na dupie?
                                            • tad9 Re: Darwin 26.07.05, 20:05
                                              aaneta napisała:

                                              > Tad, odpuść sobie swoje pytania inteligentne inaczej, albo weź się do jakiejś
                                              > roboty, jeżeli jesteś w ogóle do tego zdolny, bo jak na razie to tylko mieszać
                                              > potrafisz i jątrzyć. Już Cię kiedyś o to prosiłam i będę prosić aż do skutku.

                                              A cóż jątrzącego jest w moim pytaniu? O ile się nie mylę, ty także uważasz, że
                                              książki mogą wpływać na poglądy, czy życie, nie rozumiem więc dlacczego chcesz
                                              mnie wyświęcić z tego wątku.


                                              > Czy ktoś Ci już mówił, że jesteś jak wrzód na dupie?

                                              Nie, ale mam nadzieję, że taki właśnie jestem.
        • aaneta Re: Proszę o przykłady 26.07.05, 18:12
          Daria napisała:
          > albo jeśli ktoś zna wiarygodne przykłady radykalnego polepszenia lub
          > pogorszenia czyjegoś charakteru, to może zaczęlibyśmy operować rzetelnymi
          > przykładami.
          > Przykłady, przykłady, proszę o przykłady!!!

          Proszę bardzo. Powyżej powymądrzałam się ogólnikowo, mogę i szczegółowo. I to o
          sobie.
          W dzieciństwie podlegałam silnej indoktrynacji ze strony mojej mamy, która, choć
          nie zaznała w swoim życiu szczególnych krzywd i sama nikomu takowych nie
          wyrządziła, wkładała mi do głowy, że ludzie są źli, głupi i w ogóle okropni,
          więc najlepiej siedzieć cicho, nie wychylać się, nie angażować się zbytnio w
          żadne międzyludzkie układy, tzn. nie wchodzić w zbyt bliskie relacje, bo można
          oberwać. Jakoś mi to nie pasowało, choć nie potrafię w tej chwili powiedzieć
          dlaczego. Ale kiedy tylko zaczęłam coś kumać z otaczającego mnie świata,
          zaczęłam szukać w książkach dowodów na to, że moja mama się myli, że nawet
          jeżeli to prawda, że ludzie są okropni, to można coś z tym zrobić i że wcale
          życie nie musi być takie koszmarne. Pierwsze książki, zawierające potwierdzenie
          tej tezy, to była literatura tzw. dziewczyńska, przede wszystkim Ania z
          Zielonego Wzgórza (i cały cykl), ale nie tylko, bo też na przykład Verne, przede
          wszystkim Tajemnicza wyspa. Z dziewczyńskich lektur obowiązkowych z tamtych
          czasów bardzo dobrze pamiętam też Wichurę i trzciny Ireny Krzywickiej, którą
          przypomniałam sobie niedawno, a w ślad za nią przeczytałam autobiografię jej
          syna, Andrzeja Krzywickiego. Wydana miesiąc temu, polecam. A najważniejsza z
          moich lektur w okresie dojrzewania to Nędznicy. Najpierw, jeszcze gdzieś na
          początku podstawówki, przeczytałam fragment o Kozecie, o jej pobycie u
          Thenardierów i o tym, jak ją stamtąd wydostał pewien człowiek, o którym dopiero
          później doczytałam się, kim był. Zaraz po tym próbowałam przeczytać całych
          Nędzników, ale nie dałam rady, udało mi się to chyba dopiero w ósmej klasie. To
          był wstrząs. Oczywiście daleka jestem w tej chwili od stwierdzenia, że ta
          książka zmieniła moje życie, ale na pewno mnie uwrażliwiła i uświadomiła, że
          mogą się zdarzyć w życiu straszne rzeczy, ale można pomimo to zachować
          człowieczeństwo, pozostać człowiekiem odważnym, prawym i szlachetnym pomimo
          wszystko. Wiem, że to, co mówię, brzmi banalnie, ale tak ze mną było i nic do
          tej pory nie zmieniło mojego stosunku do świata, pomimo że dużo się w moim życiu
          wydarzyło od tamtej pory. Wszystkie moje lektury służą potwierdzeniu takiego
          podejścia, a tych, które nie potwierdzają, po prostu nie przyswajam, albo wręcz
          odrzucam. Nie wiem, czy to właśnie moje lektury z tamtego okresu spowodowały, że
          mam inny pogląd na świat i ludzi niż ten, który próbowała mi wpoić moja mama,
          ale na pewno potwierdziły moje przeczucie, że można żyć inaczej, niż według jej
          przepisu.
          • Gość: foxie77 Re: Proszę o przykłady IP: 170.134.133.* 26.07.05, 21:08

            Moze po prostu zle wyjasniam swoje stanowisko w tej kwestji,
            Po prostu potraktowalam pytanie Dari zbyt doslownie.
            Oczywiscie literatura moze zmienic nasz stosunek do pewnych zagadnien
            Np literatura faktu.Bardziej myslalam o ksztaltowaniu charakteru, ktory
            moim zdaniem raczej wyplywa z doswiadczen wlasnych i czasem zaobserwowanych.
            Prosze jednak nie myslec, ze uwazam literature za malo istotna.
            Wrecz odwrotnie.

            pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka