Dodaj do ulubionych

oceńcie, proszę

18.09.05, 09:36
A Anka stoi na balkonie i śpiewa głośno jakąś niezidentyfikowaną piosenkę. I
słychać huk trzystu tysięcy dziewięćset dwóch skrzydeł i niebo zmienia barwę.

A pan Bronisław idzie wolnym krokiem z reklamówką w ręce, a w reklamówce jest
ser żółty, podwójny filet z kurczaka i natka pietruszki. I słychać huk
trzystu tysięcy dziewięćset dwóch skrzydeł i niebo zmienia barwę. A
reklamówka cicho uderza o ziemię.

Pani Tosia zdejmuje z głowy wałki w łazience. Słychać pralkę, która wiruje, i
radio. Trzeba odkurzyć w mieszkaniu.

A śpiew Ance na ustach zamiera, a niebo jak szramy przecinają płomienie.

A pan Bronisław chwyta ucho siatki i biegnie, nie patrząc w niebo. Natka
pietruszki wypada na chodnik.

Pani Tosia wyciąga odkurzacz i podłącza go do prądu. „Szkoda, że Bronek
jeszcze nie wrócił z Avity” – myśli – „Te stare odkurzacze są takie ciężkie.
Musimy kupić nowy, jak wdowa po Gruszce”.

A Anka ze strachu nie może się ruszyć i patrzy tam, gdzie zatrzymał się jej
wzrok, w niebo.

A pan Bronisław już szuka w kieszeni klucza od klatki schodowej. W szybie
odbija się niebo.

Pani Tosia odsuwa tapczan od ściany i myśli, że mogła na pana Bronisława
poczekać.

Wieje wiatr, który nie porusza drzewami. A Anka kurczowo trzyma się barierki.
Płomienie na niebie formują – jak? - krwawy napis.

„Nadchodzi apokalipsa” – czyta pan Bronisław i otwiera drzwi. Biegnie po
schodach.

A Anka wrzeszczy, tak, jak wcześniej śpiewała. I nie wie, co ma robić, bo nie
ma nic do zrobienia.

Pani Tosia nawet nie wyłącza odkurzacza, spokojnie patrzy na pana Bronisława
i nie dając mu dojść do słowa, choć ten mówi, wrzeszczy, szybko i
nieskładnie, że trzeba się ratować, choć nie ma ratunku, albo może zadzwonić
do Haliny, która jest jego siostrą i z którą nie rozmawiał od pogrzebu ojca,
wręcza mu klucze do piwnicy i każe przynieść ziemniaków na obiad, a potem
pyta, czemu zapomniał o natce pietruszki i przypomina o konieczności brania
tabletek na pamięć, które przepisał doktor. I gdy pan Bronisław już się
zrywa do drzwi, by choć siebie uratować, mówi, że to minie, że nie ma się
czego bać, a następnie wzdycha, że Bronek zawsze był taki raptus, a teraz na
starość zupełnie mu odbiło i trzeba będzie skonsultować się z lekarzem
psychiatrą.

A Anka klęka, ale się nie modli, bo nie ma na tyle siły, nie ma na tyle
wiary, chociaż na ogół mówi, że w cośtam, jakiegoś nieokreślonego boga,
wierzy; po prostu klęka i czuje, że wszystko, co wewnątrz, nie ma z niej
ujścia, więc uderza głową w barierkę, raz za razem, najpierw miarowo, ale
potem już bez rytmu. Anka wszystko robi tak, jak wcześniej śpiewała.

Pan Bronisław już jest w piwnicy, już mości sobie legowisko na starym
materacu, zastawia drzwi gratami. Wie, że to nie wystarczy, co to taka
piwnica, z jedną kłódką i drzwiami zastawionymi rowerem, dla takiej
apokalipsy. Ale przynajmniej ma poczucie, że coś zrobił, próbował.

A pani Tosia wiesza pranie na sznurkach nad wanną w łazience, bo ich
mieszkanie nie ma balkonu. Dzwoni telefon.
- Czy pani zamawiała ostatnią pizzę?
- Nie. – mówi pani Tosia i odkłada słuchawkę. Już prawie południe, trzeba
zacząć robić obiad. Może pomidorowa, na drugie danie mielone, jak Bronek
lubi. Ale Bronek uparcie nie wraca z piwnicy. Może zapomniał, może zabłądził.
Ale gdzie tu błądzić, klatka schodowa jest jedna, a korytarz piwniczny tak
wąski i tak niewielki, że pokonanie go żadnej większej filozofii sobą nie
przedstawia.

A Anka kuli się na posadzce, zamyka oczy, nie chce czuć i nie chce patrzeć.

A pan Bronisław czeka, czekając zaś liczy cegły na przeciwległej ścianie,
porusza ustami bezgłośnie, jak sum, bo takież ma wąsy.

A pani Tosia stawia garnek na gazie, wrzuca do środka kostkę rosołową, z
mięsa przygotowanego dnia poprzedniego formuje zgrabne kotleciki, doprawia do
smaku, obtacza w jajku i bułce tartej.]

Anka wczołguje się do mieszkania i wchodzi do szafy. Jej wnętrze pachnie
naftaliną i perfumami.

Grzmot jest przeraźliwy i wszystko drży w posadach. „To już.” – myśli pan
Bronisław – „To koniec”.

Pani Tosia wygląda przez okno i łapie się za serce. „Co też ludzie teraz nie
wymyślą, jakiej rzeczy nie wyśmieją” – stwierdza i wyrzuca przecier z puszki
do garnka.

Anka też słyszy i czuje ulgę, choć jeszcze nie wie dlaczego.

A na niebie znów jarzy się, choć słabo jakoś, napis, a krew jest z keczupu, a
płomienie chyba ze złotej folii, wycięte jakoś niedokładnie, bo nadziemskiej
sile sprawczej skończyły się środki. „Z przyczyn technicznych apokalipsa
odwolana, za utrudnienia przepraszamy” – głosi, nie siląc się na polskie
znaki.
Obserwuj wątek
    • smerfetetka Re: oceńcie, proszę 18.09.05, 11:41
      Dobry pomysł i czyta się z zaciekawieniem, świetna końcówka. Nuży tylko często
      powtarzany szablon budowy zdań: A...I... Stanowczo za dużo A

      www.forum.oksymoron.prv.pl/
      • mankencja Re: oceńcie, proszę 18.09.05, 12:03
        To taki zabieg celowy, ale chyba to zmienię, bo kiepsko jednak wyszło.
    • nowy_login73 Re: oceńcie, proszę 20.09.05, 00:34
      trochę za bardzo egzaltowane.
      tamten tekst był lepszy. ten jest jakiś niespójny. np. pani tosia najpierw
      myśli o panu bronisławie a potem już o bronku.
      to taka techniczna uwaga.
      rzeczywiscie źle się czyta te powtarzające się "A"
      tutaj, dla odmiany, zakonczenie zbyt proste, zbyt oczywiste i trywialne.
      ale pomysł dobry, jakbyś to dopracowała, świetnie by pasowało do poprzedniego
      tekstu. taki zbiór opowiadań o aniołach (lub o "aniołach")
      pozdrawiam
      • mankencja Re: oceńcie, proszę 20.09.05, 08:20
        > trochę za bardzo egzaltowane.
        wiem. mój chłopak powiedział, że jak telenowewla. Czyli jak będę miała chwilę
        czasu, poprawię i wrzucę nową, lepszą [?] wersję

        > myśli o panu bronisławie a potem już o bronku.

        gdzie? nie zauważyłam
        • mala.myszka1 Re: oceńcie, proszę 20.09.05, 17:00
          Mi się strasznie podoba! Genialne i te powtarzający rytm zdań, nadaje takiego
          marszu pasuje razem z muzyką! Twoje opowiadanie jest wręcz wokalne. Jest
          świetne, po prostu świetne! Ale ja jestem ta wrażliwa, co wiedzę i słyszę więcej
          niz przeciętni.
          • mankencja Re: oceńcie, proszę 21.09.05, 08:55
            to się bedę musiała zastanowic, bvo wszystkich nie zadowolę :P
          • mankencja Re: oceńcie, proszę 21.09.05, 08:55
            a czasem bym chciała, naprawdę

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka