Dodaj do ulubionych

Role partnerów w związków

28.12.05, 09:27

Zainspirowały mnie wypowiedzi w wątku "Polka i..."

Jakie są Wasze role w związku? Czy rzeczywiście wszyscy odchodzimy od
tradycjnego podziału ról? Czy jest to dobre? Jeśli jesteście za
tzw. "partnerstwem", jak je rozumiecie?

Ja chcę mieć dom i go prowadzić. To kobieta tworzy specyficzną atmosferę
w "domu" i ja chcę ją właśnie tworzyć. Nie mam nic przeciw gotowaniu obiadów,
zajmowaniem się dziećmi, sprzątaniem. Oczywiście, gdy trzeba chcę, aby mój
partner/mąż mi pomagał, o ile będzie w stanie (i wiem, że będzie, gdyż już
tak jest). Jeśli jednak on będzie głównym dostarczycielem pieniędzy, jeśli to
on będzie nas utrzymywał, uważam, że byłabym niezłą suczką, gdybym po 12-
godzinnym dniu, umysłowej i stresującej pracy kazała mu obiad robić, czy
mieszkanie odkurzyć. Wiem, że są takie kobiety i jeszcze narzekają, że "on
nic nie robi, a ja mu jeszcze gacie prać muszę!".

Oczywiście sytuacja wyglądałaby inaczej, gdybym to ja była główną żywicielką
rodziny...

Wydaje mi się, że sporo osób zachłysnęło się tym całym "role reversal"
zapominając skąd to się właściwie wzięło. A wzięło się, dlatego że kobiety
zaczely chodzić do pracy i zarabiać tyle, co mężczyźni. Jednak niektóre
kobiety nawet jeśli nie pracują, uważają, że nic w domu robić nie muszą.

Czym jest dla mnie partnerstwo? Wzajemnym POMAGANIEM sobie, bez wyznaczania
ile ja zrobiłam, a ile ty; ile razy ja odkurzyłam mieszkanie, a ile razy ty
ugotowałeś obiad. Wzajemnym wspieraniem siebie i ELASTYCZNĄ zamianą ról,
wtedy kiedy jest to potrzebne.

PS. A do pralki go nie dopuszcam po tym jak moje nowiusienskie bialutkie
stringi wyprał ze swoimi czarnymi jeans'ami ;-)
Obserwuj wątek
    • jagienkaa Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 09:37
      Wiesz generalnie mam bardzo podobne zdanie do Twojego, z tym że jak się urodził
      Dominik to się okazało że potrzebuję dużo więcej pomocy i musiałam się
      przełamać żeby np mąż zrobił pranie (tymbardziej że musi sobie radzić sam jak
      jedziemy do Polski z D a on zostaje sam). Dla mnie najważniejsze jest to, żeby
      mąż potrafił zrobić przy dziecku to co ja i żeby potrafił się nim zająć (np
      czasem mam migreny i wtedy jestem "nieobecna" przez cały dzień), owszem czasem
      założy mu górę od piżamki zamiast swetra ale generalnie świetnie sobie radzi i
      to jest najważniejsze.
      Ja bardzo lubię domowe obowiązki (może oprócz prasowania), wolę je robić sama
      niż zaciągać męża, on ma swoje (podłogi i śmieci) oraz generalna zasada: jedno
      gotuje, drugie po obiedzie sprząta. Ale wiem że w każdym momencie mogę liczyć
      że on coś za mnie zrobi i odwrotnie. Ponieważ męża nie ma w domu w ciągu
      tygodnia od 7:30 do 18:30 to gdyby miał sam coś robić to bym się nie doczekała;)
    • izabelski Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 10:58
      atmosferw domu w jakiejkolwiek jej specyfice tworza wszyscy domownicy
      nie tylko kobieta
      partnerstwo to traktowanie swoich praw, zachcianek i obowiazkow w ten sam
      sposob przez partnerow
      co znaczy, ze jak zona nie pracuje to nie znaczy, ze nie ma prawa do rownego
      udzailu w decydowaniu o finanssach rodziny

      jesli maz pracuej to ma prawo na swoje hobby i wychod\zenei z domu zeby sie
      spotkac z kolegami, ale jak zone/partnerke boli glowa czy sie zle czuje - to
      maz zostaje w domu, zeby dzieckiem sie zajac

      Natalio, poczekaj jak bedziesz miala dzieci/dziecko. wtedy okazuje sie,ze jak
      maz wraca po 12 godzinach pracy to ty jestes tak samo zmeczona jak on
      i co zostaje - po partnersku maz idzie spac bo zmeczony a zona 7/24 opiekuje
      sie dzieckiem
      wtedy to wlasnie bedziesz od niego oczekiwala, ze wezmie dziecko na spacer, czy
      na basen, a ty sie przespisz :-)

      bylam w sytuacjii z 2 dzieci w pieluchach, maz zaczal nowa prace a ja
      studiowalam
      i jak tu dzielic obowiazki?
      wlasnie po partnersku - z szacunkiem dla drugiej osoby
    • neeki Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 11:08
      nikt sie niczym nie zachlysnal. ja uwazam ze wiele polek sie zagubilo w pomysle
      na bycie idealna matka i zona i sobie w koncu zrobio kuku. bo nawet jak facet
      jest powiedzmy normalny i nie bedzie kobiety wykorzystywal to z czasem kazdy sie
      zmienia jak ma w domu niewolnika.
      kobieta tworzy atmosfere w domu ? atmosfere tworza domownicy i powinni sie rowno
      starac. i wiesz tym mowieniem ze to kobieta... odsuwasz wlasnie mezczyzn na
      boczny tor.
      wiesz na czym dla mnie polega partnerstwo ? na tym ze ludzie sobie pomagaja i ze
      wspOlnie wybieraja swoje role w domu.czasami kobiety maja ochote pracowac i byc
      zywicielem rodziny a mezczyzna woli zostac w domu z dzieckiem.
      w sumie to juz dawno nie myslalam nad tym wszystkim bo po co. nie zadaje sie juz
      z chlopakami ktorzy gadali : o ty to jestes kobieta to zrob cs w kuchni.
      zadnemu z moich bylych partnerow nic takiego do glowy nie przyszlo. na pewno po
      czesci bo nie byli polakami.
      ciesze sie ze nie zyje juz w kulturze gdzie politycy wypowiadaja sie ze kobieta
      powinna byc w domu w kuchni. i ze nie zyje z mezczyzna ktory ma podobne
      podejscie. ja tak samo pracuje, moze ciezej i dlaczego mam komus gotowac po
      przyjsciu z pracy ? jak mam ochote to to robie, jak nie to on gotuje albo
      olewamy sprawe. wiecie ja nigdy nie mialam dyskusji : o ugotuj, czemu nie chcesz
      bla bla bla i bardzo mnie to cieszy
    • aitee Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 11:11
      Jestem mężatką od 4 lat. Pierwsze dwa lata spędziłam tradycyjnie ;), ja w domu
      (sprzątanie, gotowanie, pranie, prasowanie) - w tym czasie byłam też w ciąży.
      Wydawało mi się, że jestem spełniona, zawsze chciałam zajmować się domem i
      dziećmi. Po urodzeniu małej i prawie półtora roku z nią nagle zrozumiałam, że:
      - odmóżdżam się straszliwie
      - chcę mieć odskocznię od domu w postaci czegoś konkretnego (ponowne studia,
      praca)
      - nie da się pogodzić tego razem bez partnerstwa z mężem.
      Kiedy zamieszkaliśmy razem, mój mąż miał 24 lata, ja miałam 31. On dwie lewe
      ręce do wszystkiego, mieszkał ze studentami w potwornym syfie.
      Teraz po 4 latach ;):
      - sprząta z własnej woli, bez czekania na moje prośby
      - zmywa zawsze, jest zły jeśli ja coś pozmywam
      - zajmuje się małą lepiej ode mnie (jest cierpliwszy, zabawniejszy,
      spokojniejszy)
      Nie mamy sztywnego podziału obowiązków, robimy większość rzeczy razem. Ja
      gotuję, prasuję i piorę (w pralce ;)).
    • neeki Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 11:13
      natalia czy uwazasz swojego partnera za glupszego ? nie trudno chyba mu
      wytlumaczyc ze sie dzieli rzeczy biale od ciemnych. dziwi mnie takie zachowanie
      kobiet. z jednej strony uslugiwanie facetowi a z drugiej traktowanie jak
      niedorozwinietego umyslowo co prania nie umie zrobic. nigdy ci sie nie zdarzylo
      czegos zafarbowac ? czy sie moze urodzilas z umiejetnoscia perfekcyjnego prania.
      naprawde smieszy mnie jak kobiety sobie siedza i gadaja jaki ten facet
      nieporadny. a potem mamy takich synkow i mezusiow ktorzy nie umieja zrobic nic
      • izabelski Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 12:04
        neeki - niestety ale musze sie z toba zgodzic
        i dodam tylko, ze jednym ze starych wyprobowanych sposobow na niepomaganie jest
        wlasnie robienie tego zle (np. ciagle tluczenie szklanek podczas ich mycia):-)
        niedokladnie lub nieporadnie i dlugo
        • cobaea Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 13:05
          Czasami sie zastanawiam, jak to jest, ze my kobiety narzekamy na swoich mezow, a
          potem na ich obraz wychowujemy swoich synow...
          Dla mnie partnerstwo to pomaganie sobie wzajemnie, kazdy w miare swoich mozliwosci.
          Moj facet gotuje, sprzata, pierze prasuje, gdy potrzeba, to i mlotkiem, czy
          wiertarka sie posluzy. Ja zreszta robie to samo:) Oboje pracujemy, oboje bywamy
          zmeczeni...Podzial obowiazkow jest plynny bardzo, czasem to jedno gotuje, drugie
          zmywa, czasem jedno z nas robi i jedno, i drugie, bo drugie jest zbyt zmeczone....
          Wiem, ze gdybym dobrze zrabiala i byla w stanie utrzymac nas oboje+ dziecko, to
          nie mialby oporow zostac house wife:) na jakis czas.
          Na razie jest ok, a jak bedzie pozniej, to zycie pokaze...
          • izabelski Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 13:13
            nadmienie, ze nie narzekam na slubnego - siedzi w domu z dzieckami i ugotowac i
            posprzatac musi :-)

            ale tluczacych to znalam z akademika :-)
      • natalia.brzeska Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 15:32
        neeki napisała:

        > natalia czy uwazasz swojego partnera za glupszego ?

        Gdybym tak uważała, to bym z nim nie była!!!


        nie trudno chyba mu
        > wytlumaczyc ze sie dzieli rzeczy biale od ciemnych. dziwi mnie takie
        zachowanie
        > kobiet. z jednej strony uslugiwanie facetowi a z drugiej traktowanie jak
        > niedorozwinietego umyslowo co prania nie umie zrobic. nigdy ci sie nie
        zdarzylo
        > czegos zafarbowac ? czy sie moze urodzilas z umiejetnoscia perfekcyjnego
        prania


        Chyba nie zauważyłaś, że PS było napisane żartobliwe. Emotikony od czegoś są.
        • neeki Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 15:46
          aha zartobliwie ? no ja widzialam takie zartobliwosci wlasnie : pani glaszcze po
          glowie pana i z usmiechem mowi na przyjeciu : ah ja to musze prac bo moj misiu
          to nie umie bo zaraz mi cale pranie zafarbuje. hahaha
          czasami mi sie przypomina moralnosc pani dulskiej i ten biedny dulski. bo polski
          tradycyjny podzial rol ma dwie strony. wrzuca kobiete do kuchni, ale robi tez z
          mezczyzny wola co to ma przynosic kase, jest nieporadny i najlepiej jakby sie w
          nic nie wtracal. niektorym leniom to pasuje innym nie
          • hooanita Neeki ! 29.12.05, 21:34
            Jak czytam twoje posty to wydaje mi sie ze jestes "genetycznie wrodzona
            feministka".

            Jezeli maz parcuje a ja nie to ON zarabia na rodzine i to jest jego zadanie a
            moim zadaniem jest wtedy dbac o dom i rodzine od strony organizacyjnej.

            Nie wyobrazam sobie abym to JA siedziala w fotelu a ON po przyjsciu z pracy
            pierze robi obiad i zajmuje sie porzadkami.

            Ps. Wydaje mi sie ze im bardziej mamy inteligentnych partnerow tym mniej
            dotyczy nas problem tego watku.
            • neeki Re: Neeki ! 29.12.05, 21:55
              genetycznie wrodzona feministka ? ciekawe co przez to rozumiesz. nie traktuje
              tego negatywnie mimo ze w naszym kraju okreslenie feministka czesto z zalozenia
              jest obrazliwe.
              jestem osoba ktora zna swoje prawa i wie czego oczekiwac od zycia. zwiazki
              powinny byc partnerskie i sorry ze widze ze niektorzy faceci tylko czekaja zeby
              zrobic z kobiety niewolnice. a ze niektore kobiety sobie na to pozwalaja to ich
              glupota.
              nie uwazam tez ze facet pracuje a kobieta siedziw domu i nic nie robi. moja mama
              10 lat nie pracowala zawodowo a jej praca byla duzo ciezsza niz niejednego
              mezczyzny. i dlatego uwazam ze obowiazkiem mezczyzny jest pomoc kobiecie przy
              dzieciach jak wraca z pracy chocby przez zabawe z nimi zeby ona mogla sobie
              odpoczac. wiem jak dolujace moze byc dla kobiety kuchani, dzieci kuchania ,
              dzieci. facet mimo wszystko wychodzi do pracy ma jakas zmiane odskocznie.
              mnie problem tego watku nie dotyczy. z moim partnerem nigdy nie prowadzilam
              takiej dyskusji. po prostu pojawila sie ona tutaj. moj facet mnie kocha i we
              wszystkim sobie NAWZAJEM pomagamy. czego i tobie zycze
              z femiistycznym pozdrowieniem
              P.S. ciekawe ze tyle kobiet zapomina ze gdyby nie feministki to ciekawe jakie
              prawa mialyby dzisiaj.
              • latarnik Re: Neeki ! 30.12.05, 01:21
                Neeki, feministki u nas wpadly w pulapke negatywnego podejscia. Przynajmniej
                moim zdaniem. Wlasnie stad wziely sie negatywne konotacje wyrazenia 'wojujaca
                feministka'. Troche tak jak bracia Kaczynscy - potrafia walczyc i nawet
                wygrywac, ale nikt nie wierzy ze wiedza co z ta wygrana zrobic. Mam bliska
                kolezanka mocna zaangazowana w dzialania feministyczne i nieraz ostro sie
                klocimy - praktycznie nigdy nie kwestionuje jej zdania, ale bardzo czesto jej
                metody, biegunowosc (tudziez czrno-bialosc) czy brak zgody na jakiekolwiek
                kompromisy czy metody malych kroczkow.

                Twoje wypowiedzi, gdy sie je przeczyta po wypowiedziach Natalii to jak drugi
                biegun. Co ciekawe - najczesciej w formie, bo nie zawsze w tresci. Musze
                przyznac ze czesciej sklaniam sie do Twojego zdania, ale jestescie obie
                jednakowo zazarte i jakbyscie obie nie chcialy zrozumiec o co drugiej osobie
                chodzi. Fakt, Natalia czesto pisze tak, jakby byla autorytetem, jakos tak lekko
                wyniosle. Ty za to najczesciej piszesz opozycyjnie, buntowniczo, krytykujac.
                Dlatego chyba nigdy nie uda sie Wam dojsc do porozumienia :) Jakbyscie sie przy
                tym jeszcze tak nie denerwowaly na siebie, to byloby lepiej :)

                Co do rol w zwiazku, mam wrazenie ze wszystkim umknal jeszcze jeden model,
                troche idealny, ale mimo wszystko czasem dzialajacy. Taki, w ktorym jeden
                partner chce zrobic jak najwiecej, wrecz wszystko za drugiego, a drugi... ma tak
                samo :) I to nazywam prawdziwie partenrskim zwiazkiem. Oczywiscie, mowie w
                dluzszym okresie czasu, a nie ze sie klocimy kto ma ugotowac obiad (bo oboje
                chcemy). Chodzi mi o sytuacje gdy ja sie staram zrobic jak najwiecej, bo wiem ze
                jak ja nie zrobie, to spadnie to na moja partnerke. Jesli ona ma podobne
                podejscie, to szybko sie uwiniemy z tym co zmudne i meczace i bedziemy mieli
                wiecej czasu dla siebie. Jestem bardzo ciekaw, jak to podejscie sie bedzie
                sprawdzac przy dzieciach, ale mam nadzieje ze nie zawiedzie, tak jak nie
                zawiodlo u moich rodzicow i dziadkow :)
                • natalia.brzeska Re: Neeki ! 30.12.05, 11:52
                  latarnik napisał:

                  Fakt, Natalia czesto pisze tak, jakby byla autorytetem, jakos tak lekko
                  > wyniosle.


                  rotfl
                • neeki Re: Neeki ! 30.12.05, 11:57
                  zgadzam sie z toba ze niektore feministki sa bardzo zazarte. wcale mi to nie
                  odpowiada. bo w koncu nie chodzi o to zeby walczyc z facetami, tylko walczyc o
                  poprawe sytuacji kobiety. z drugiej strony im sie nie dziwie bo gdy widze jak
                  lekcewazaco traktuje sie kobiety w polskiej polityce to az rece opadaja.
                  niektorych poslow to za wypowiedzi powinna czekac kompromitacja a tutaj nic ,
                  koledzy sie posmieja i tyle. smutne to. a czesto i kobiety ktore zaszly na
                  wyzyny rownie niepochlebnie wypowiadaja sie o kolezankach.
                  w polsce powinna nastapic poprawa sytuacji kobiety i wiem ze zaden mardy facet
                  nie jest przeciwko temu.
    • jennifer_e Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 16:02
      oj, ten temat to działa na mnie jak płachta na byka ;)

      zgadzam się z Natalią w jednym: tradycyjny model rodziny wcale nie jest zły, ma sens i przez wieki z pewnością się sprawdzał. ALE! Wszystko się zmieniło gdy kobiety również zaczęły pracować zawodowo. Czasem bo tak chcą, czasem bo taka jest konieczność.
      I w tej sytuacji niestety model tradycyjny przekształca się w "model pan z pracy na wersalkę, pani z pracy do kuchni i zasuwać na drugi etat w domu".

      Ciągle jeszcze kobiety pracujące zawodowo, często zarabiające więcej, mówią z dumą o swoim mężu "mamy układ partnerski-on mi pomaga w domu". Zazwyczaj ta pomoc to wyniesienie śmieci raz w tygodniu. A ja się zastanawiam, jak to pomaga? A to nie jest jego dom? Poza tym taki układ ciągle bazuje na tym, że on pomaga ze swojej dobrej woli, wtedy kiedy to jemu się chce. A jak mu się nie zechce to jest to obowiązek kobiety.

      Nie uważam więc, że role reversal jest jakimś zachłyśnięciem i dziwacznym wymysłem feministek. Uważam, że jest po prostu logicznym następstwem rozwoju społeczeństw, przede wszystkim tego, że kobiety poszły do pracy zawodowej.

      Uważam też, że obu płciom taka możliwość wyboru wychodzi na dobre. Wystarczy poczytać forum Młode Mężatki na przykład aby zobaczyć jak nieszczęśliwe, pełne żalu i sfrustrowane są kobiety, które muszą oprócz pracy zawodowej, studiów i dziecka zajmować się również domem i wykłócać się z partnerem o najdrobniejszą pomoc.
      Tak samo może też być w przypadku mężczyzn. Nie wszystkim panom odpowiada presja bycia zdobywcą, dostawcą i żywicielem. Nie każdy się w tym odnajduje, tak samo jak nie każda kobieta odnajduje się w kuchni. Są mężczyźni, którzy fantastycznie zajmują się dziećmi, fantastycznie gotują. Są kobiety, które są świetne w swojej pracy zawodowej i są w stanie z łatwością zarobić na rodzinę. Dlatego uważam, że nie ma nic złego w takiej zamianie ról. O wiele gorsze jest tkwienie w rolach wyznaczonych i narzuconych nam przez tradycję i społeczeństwo.

      Zgadzam się, że partnerstwo to branie pod uwagę potrzeb partnera i pomaganie sobie nawzajem. Nie ma więc dla mnie znaczenia czy partnerem tym jest kobieta czy mężczyzna.

      Zgadzam się również z tym, że wyręczanie mężczyzny we wszystkim, tłumaczenie, że to babskie zajęcie, że on się do tego nie nadaje, odnosi właśnie taki skutek, że on rzeczywiście nie nadaje śie do niczego. Pewien mój były facet, 27 letni Polak, urządził pół godzinną konferencję z mamusią o tym jak ma zrobić sobie jajecznicę, a potem przez następny tydzień opowiadał wszystkim znajomym o tejże jajecznicy. Jak się słusznie domyślacie długo tego nie byłam w stanie znosić.
      Ale tę "rozkoszną nieporadność w babskich zajęciach" często obserwowałam u polskich mężczyzn. I równie często widziałam nieustającą gotowość polskich kobiet aby mężczyzn w tych "trudnych" zadaniach wyręczać.

      I jeszcze zgadzam się zupełnie z tym, że to właśnie od nas, kobiet zależy jacy będą nasi partnerzy, mężowie, synowie. Kochający mężczyzna naprawdę wiele potrafi zrobić i nauczyć się dla swojej kobiety. ;)
      Trzeba mu na to tylko pozwolić. A potem oczywiście pochwalić :))
      • neeki Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 16:27
        na mnie post natalii podzialal jak plachta na byka. jestem za rownouprawnieniem
        w rozumieniu ze kazdy powinien sie realizowac w zyciu jak ma na to ochote.
        niezaleznie od plci.
        natalia dla mnie mozesz sobie byc strazniczka domowego ogniska, robic mezowi
        obiadki robic pranie bo sobie jeszcze nie poradzi. towj wybor. ale jezeli
        nazywasz normalne kobiety, ktore chca pomocy od meza suczkami to troche
        przeginasz. w sumie to bardzo przeginasz. badz sobie kim chcesz. ale nie
        zachowuj sie jak stara matrona ktora uwaza ze jest lepsza od innych kobiet bo
        ona jest taka kobieca i tak sie zajmuje domem. po takim podejsciu to potem sa
        tysiace zfrustrowanych kobiet ktore nie moga sobie poradzic z laczeniem pracy i
        domu a spoleczenstwo wywiera na nie presje ze powinny. a mezulek moze lezec na
        kanapie bo on jest zywicielem rodziny. co ciekawe to wlasnie niektore kobiety
        przoduja w wytykaniu innym ze nie sa dosc dobrymi matkami, zonami bla. nie wiem
        czy to kompleks a moze zazdrosc ze ktos sobie ulozyl zycie gdzie mezczyzna jest
        pelnoprawnym partnerem i nie trzeba sie go prosic zeby cos zrobil.
        ale coz drogie panie mezowsobie wybieramy. to samo dotyczy zon. wiec jak sobie
        poscielesz tak sie wyspisz. maz nie pies zeby go wychowywac
        • natalia.brzeska Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 17:00

          Eeech neeki, szkoda gadać, bo widzę, że z mojego postu nic nie zrozumiałaś,
          szczególnie zdanie dotyczące bycia "suczką"...Nigdzie też nie napisałam, że
          cchę być strażniczką domowego ogniska, czy tylko gotować obiadki dla męża.
          I nie sądzę, abym w swoim poście gdziekolwiek zasugerowała, że jestem lepsza od
          innych...
          Jeszcze raz eeeech...

          • neeki Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 17:19
            zrozumialam twoj post tak jak go napisalas. nie napisalas ze nie bedziesz sie
            zachowywac tak i tak bo twoim zdaniem to jest be tylko napisalas o suczkach.
            moim zdaniem to jest ocenianie innych negatywnie bez podstaw
            • mgna Re: Role partnerów w związków 28.12.05, 22:04
              Ja wieze w partnerstwo i wzajemne sobie pomaganie. Jednak bez zanczenia czy ja,
              czy on, czy oboje pracujemy, w domu nie ma caloetatowej sprzataczki, ani
              kucharki, ani nianki. Nikt nigdy nie kochal niewolnicy, wiec ja owa nigdy sie
              nie stane. Dobrze, jestem wygodna. Choc nie siedza na tylku z pilniczkiem caly
              dzien (z ksiazka owszem), ale rowniez nie sluze mojemu mezusiowi (choc w zamian
              pilniczka nie nazekalabym na bat tak aby rozpozadzac co, gdzie, kiedy i jak ma
              byc zrobione ;) - TO ZART za nim ktos zle zrozumie!!!!). Obiady i ja i on
              gotujemy, sniadanie w weekendy naogol maz robi (mi sie nie chce z rana w kuchni
              stac, wiec jesli chcesz cos bardziej pozywnego niz jogurt lub cornflakes z
              mlekiem i owocami to sam musisz sniadanie sobie przyzadzic), sprzatamy razem
              (choc zdarza sie ze ja czesciej ze wzgledu wiadomego: nie pracuje),
              pranie/suszenie ja robie - to zadna sztuka, prasowanie wysylamy komus do
              zrobienia (nieznosze prasowac), wymieniamy sie kto synka myje i kladzie spac
              (choc on to robi czesciej, poniewaz jego mniej widzi w ciagu dnia), smieci
              zawsze maz wynosi. Do reszty zatrudniamy ludzi.

              Co do ogniska domowego, to owszem ja lubie decydowac o dekoracji,
              o "atmosferze" w domu, i nie nazekalabym gdyby mojego mezulka to wogole nie
              interesowalo. Jednak, on czasami lubi swoje dodac wiec tutaj dochodzimy do
              zgody tak aby i on i ja bylismy zadowoleni z rezultatu (tak np zajelo nam 6
              miesiecy znalezienie kominka ktore i jemu i mnie sie podobalo). Dojscie do
              zgody czasami jednak involves do pogodzenia sie z rzeczami ktore droga polowka
              chce a ja nie i vice versa. Tak wiec w przedpokoju mam ochydny writing desk i
              clock ktorego pod zadnym wzgledem moj maz sie nie pozbedzie :( Ale rowniez, w
              naszej sypialni jest marokanska quilt w koloze magenta ktora napewno moja
              polowka wolalaby nie miec ;). Tak rowniez z gentleman's lounge zrobil sie
              pokoj do zabaw dla naszego synka (tutaj demokracja wygrala: glos moj i synka
              przeciwko glosowi meza ;) ). Jednak w organizacji driveway (ktora robimy w
              styczniu) maz przejal batute w przesluchiwaniu firm, ja tylko podalam dwie
              instrukcje jakiej driveway napewno nie chce. Dowiem sie co on wybral kiedy
              driveway bedzie juz zbudowana. Fotografia byla mi waznijesza niz cegly czy
              kamienie.
      • evian5 Re: Role partnerów w związków 30.12.05, 19:19
        zgadzam sie zupelnie. poniewaz napatrzylam sie na rozne zwiazki, i te tradycyjne
        i te nowoczesne to uwazam, ze kazdy ma prawo wyboru i zycia wedlug takiego
        modelu jaki mu odpowiada.
        podczas pobytu w indiach rozmawialam z kobietami zyjacymi w bardzo tradycyjny
        sposob. powiecie, ze one sa szczesliwe bo tak zostaly wychowane, w takiej
        kulturze sie urodzily i nie znaja innej. ale prawda jest taka, ze one tesknia za
        czyms innym, ze skarza sie, ze ich zycie to tylko gotowanie od rana do wieczora
        i uslugiwanie mezczyznom, ktorzy sa bardzo wymagajacy. to bylo wiele kobiet, z
        tradycyjnych domow, byly ze mna szczere bo przyjely mniej jako czlonka rodziny.
        niektore, mlode, probuja juz isc inna droga, pracowac, ksztalcic sie, robic to
        na co maja ochote, realizowac swoje ambicje.
        sa kobiety, ktorych ambicja zyciowa jest zajmowanie sie domem i rodzina i sa
        szczesliwe mogac to realizowac, a sa takie ktore maja mbicje zawodowe.
        najwazniejsze jest aby kazda z nas kobiet miala prawo wyboru i byla w tych
        wyborach wspierana, zwlaszcza przez partnerow zyciowych.
        amen :))
    • duende1 Re: Role partnerów w związków 30.12.05, 12:49
      my pomagamy sobie nawzajem. czyli wlasnie nie jest tak, ze "kev pomaga mnie".
      oboje pracujemy i podzial obowiazkow jest bardzo plynny - w zaleznosci od tego,
      kto jest bardziej zmeczony, kto ma wiecej czasu itp. kilka razy w tygodniu
      gotuje kev, kilka razy ja. pranie wlacza i wiesza ten, kto ma chwile. ostatnio
      ja malowalam przedpokoj, a kev gotowal dwudaniowy obiad itd. nie ma u nas w
      domu podzialu na obowiazki meske i zenskie, poza ew. tymi, ktore wymagaja
      wiekszej (niz moja) sily fizycznej. dla mnie wlasnie kluczem do tej sytuacji
      jest zalozenie, ze pomagamy sobie, a nie chlop pomaga mnie - bo to by znaczylo,
      ze wszystkie te obowiazki z zalozenia naleza do mnie, a on czasem zaklada sobie
      aureole, wyswiadcza mi przysluge i cos zrobi. i wtedy trzeba go chwalic i byc
      wdziecznym..
      jesli sie kocha i szanuje partnera/ partnerke, to nie ma sie problemu z
      podzialem obowiazkow i robieniem tak, zeby jedno nie bylo niewolnikiem i
      sprzataczem/ka...

      i nie dodawalabym do tego ideologii feministycznej, rownouprawnieniowej versus
      kobiety kochajacej i dbajacej o ognisko domowe..
      • tintaja Re: Role partnerów w związków 30.12.05, 19:52
        U nas nie ma jasno rozdzielonych obowiazkow - oboje dbamy o dom i siebie nawzajem, ale granice sa plynne - jezeli ja mam duzo pracy, paleczke o dbanie o nas przejmuje na jakis czas maz i vice versa. To samo z praca zarobkowa, teraz ja studiuje i moj maz nas utrzymuje, ale gdy ja zdobede kwalifikacje marzy mu sie praca na pol etatu i rzokrecenie czegos wlasnego. Mam nadzieje ze nam sie uda to zrobic.

        Znam pare kobiet ktore sprawdzaja sie w roli matki i opiekunki ogniska domowego. Podziwiam, czasem zazdrosze, ale nie chce zamienic sie miejscami. Przytloczylaby mnie swiadomosc ze odpowiedzialnosc za finasowe utrzymanie finansowe mojej rodziny spada na jedno z nas, szczegolnie w dzisiejszych, szybko zmieniajacych sie czasach. Balabym sie, ze jezeli zaszlaby taka potrzeba nie moglabym np odciazyc mojego meza od czesci obowiazkow. Byloby ciezko ze swiadomoscia ze on nie moglby mnie odciazyc od obowiazkow domowych bo np. nie umialby ugotowac/wyprac/ nie mialby pojecia gdzie jest supermarket :). Ale to moje odczucia, poparte obserwacja mojego zwiazku i doswiadczeniami z dziecinstwa, ktore pokazaly mi ze szczegolowo wytyczone plany czesto biora w leb - albo dlatego ze sutacja sie zmienia, albo dlatego ze zmieniamy sie my :)

        Dla mnie pojecie partnerstwa to dawanie sobie wolnosci i oparcia. Co przez to rozumiemy to nasza (i naszych partnerow) indywidualna sprawa. Zlotego srodka nie ma - i na szczescie, bo o czym bysmy wtedy dyskutowali :)
    • eballieu Re: Role partnerów w związków 30.12.05, 22:17
      Wspaniale jest jesli prawo i obyczaje w kraju X sa odzwierciedleniem stosunkow
      partnerskich o jakich mowa.
      Ale nie zawsze tak byc moze. I chyba glupota byloby gdybysmy dazyli do tego.
      Wedlug mnie. (przyklad kobieta zawodowy kierowca nie moze byc sama na nocnej
      zmianie w autobusie i to jest w miare zrozumiale, ale dlaczego mezczyzna moze
      byc sam -tego juz nie rozumiem)
      Jakis czas temu przestalam sie denerwowac widokiem zmeczonych kobiet,
      zmeczonych praca domowa, zyciem, tym co robia. Pojawily sie bowiem opinie tych
      wlasnie kobiet, ze tego chca, swietnie sie czuja w ukladzie w jakim istnieja.
      Wiec tylko ja zauwazalam ich zmecznei. Jesli komus odpowiada tradycyjny model
      rodziny i odnajduje sie w nim - pogratulowac. A jesli komus odpowiada jakis
      inny model rodziny - tez gratuluje. Grunt to wiedziec co by sie chcialo. I miec
      ten sam pomysl na zycie razem z partnetrem, podzielac ten sam sposob myslenia w
      tych zasadniczych dla zwiazku kwestiach.
      Natalia wspomniala o kobietach suczkach.
      Wiec wiem, bo czasem uda mi sie slyszec co o nas mowia za plecami inni, ze ja
      taka wlasnie jestem. Tzn. nie kaze mezowi odkurzac, ale mamy kogos kto to robi
      za nas. Nie lubimy robotek domowych - ale mozemy sobie pozwolic na kogos kto
      ogarnie nasz dom. Juz nie raz slyszalam, jesli juz ktos dowie sie o naszej pani
      do sprzatania, ze jak to mi nie wstyd - nie pracuje, mamy jedno dziecko, a ja
      jeszcze sprzatnac i uprasowac nie moge. A no nie moge. Ja tez nie lubie. I nikt
      nigdy tego ode mnie nie wymagal. I to jest wlasnie na takim malym przykaldzie
      dla mnie zobrazowane partnerstwo.
      Mam przyjaciolke, bardzo mloda dziewczyne. Ma zaledwie 26 lat, faceta, z ktorym
      zyje, on ma dziecko z kims innym, jego pensja to mikroskopijny dodatek do tego
      czego ta para potrzebuje miesiecznie. To ona splaca kredyt za mieszkanie, to
      ona wyklada kase na ich wspolne wakacje. I nigdy tego nie podkresla. Zyja razem
      bo sie kochaja. Sa szczesliwi. Tak sie akurat sklada, ze w jego zawodzie na
      wyzsze dochody trzeba poczekac, a moze nawet nigdy ich nie doczekac. A ze ona
      zarabia wystarczajaco duzo, aby zylo im sie dobrze, to bez sensu by bylo gdyby
      on szukal jeszcze jakis zajec tylko i wylacznie dla pieniedzy. Dobrze, zle to?
      Sa szczesliwi, dosc dlugo juz razem, odpowiada im taki uklad. I chyba to jest
      najwazniejsze.
      Ja nie pracuje tymaczasowo i jest to nasza wspolna decyzja. Podjeta w spokoju,
      rozsadku i jednoczesnym zaznaczeniu, ze brak mojego dochodu z tytulu pracy nie
      zmieni jakosci naszego zycia razem. I ze moje nie pracowanie zawodowe, a
      decyzja o pozostaniu w domu i wychowywaniu dziecka i nastepnego, ktore mam
      nadzieje niedlugo bedzie w drodze, nie bedzie z gory decydowalo o tym, ze to ja
      np. sprzatam.
      Jesli dwoje ludzi sie kocha, to nie wazne jest dla nich kto ile razy sprzatnal,
      czy to ze tylko jedno z nich sprzata, jedno tylko gotuje, jedno w duzej meirze
      zajmuje sie dziecmi, jedno zarabia wiecej.
      Co dla mnie jest partnerstwem - umiec byc partnerem w rolach jakie sie sobie
      wybralo i jakie sie akceptuje.
      A tak poza tym, to chlopa tyrana mam, bo ja jako baba chodze z kosiarka,
      sekatorem, tne zywoplot, obcinalam krzewy ogromne w Polsce, dzialalam przy
      siekierce w czasie kiedy mielismy kominek na naturalne drzewo i rozpalalam w
      kominku. I uwielbiam to robic, a moj chlop nienawidzi. Wieszam obrazy - bo maz
      wzywalby serwis do robotek tego typu, wierce dziury bo potrafie i sprawia mi to
      przyjemnosc, ach i jeszcze planuje sama ulozyc kiedys pewne elementy ceramiki w
      naszej lazience. Pomysl siedzi juz w glowie.
      • latarnik Re: Role partnerów w związków 30.12.05, 23:23
        Wiesz eballieu, uzmyslowilas mi jedna wazna rzecz. Tak sobie dyskutujemy, ale
        pomijamy jedna istotna kwestie. We wszystkich naszych przykladach zwiazki jakos
        sobie to zycie ukladaja, na zasadzie wzajemnego porozumienia, ale zachodzi jedna
        prawidlowosc: w taki czy inny sposob maja zapewniony byt. Mowie o prozaicznej
        sprawie - dochodach. Jesli kogos stac, zeby zyc na poziomie, ktory uwaza za
        dostateczny (a najlepiej odpowiedni, ale nie przesadzajmy), to zapewne wszystko
        sie jakos uklada. Owszem, jak ludzie do siebie nie pasuja, to nawet wtedy sie
        pokloca, powykorzystuja, zapewne rozstana.

        Problem chyba jednak sie powieksza, kiedy do decyzji kto ma co robic, dochodzi
        frustracja z powodu niewystarczajacych dochodow. Kiedy nie starcza do
        pierwszego, kiedy dopadaja nas jakies dlugi, problemy z praca, itd. Wtedy
        dopiero okazuje sie, czy para potrafi przetrwac jako zwiazek. Czy tych
        frustracji nie bedzie przelewac wzajemnie na siebie, co niestety jest czeste.
        Czy nie wyjda podswiadome wzorce, wyniesione z domu, otoczenia.
        Mysle ze w przykladzie dziewczyny, ktory podalas, gdyby ona nie zarabiala
        wystarczajacych pieniedzy, facet bylby duzo bardziej sfrustrowany. I nie
        pozwolilby jej charowac nocami na drugim etacie,, zeby on mogl rozwijac swoja
        kariere bez gwarancji poprawy, tylko najpierw zastanowil sie nad
        przebranzowieniem na cos bardziej dochodowego. A jesli nie - to wybacz ale ja
        nie szanuje takiego faceta.

        Wiekszosc z nas jest pewna siebie na tym forum, wiec wiemy ze 'tymi recami' na
        siebie zarobimy. Ze z glodu nie padniemy i pod mostem nie wyladujemy. Nawet
        jesli nie zawsze bedzie rozowo, to przynajmniej damy rade. Gdy jest sie w
        zwiazku, z reguly nie jest gorzej. Czesciej lepiej. Natomiast gdy przychodza
        dzieci (i tu tylko mowie z obserwacji, bo sam jeszcze nie mam), to mam wrazenie
        ze wszystko sie zmienia. Wychodza zakorzenione odpowiedzialnosci, trudniej
        ignorowac przejsciowe klopoty, a nie mozna dopuscic do dlugotrwalych.

        Wniosek jeden - w stresie dopiero sie sprawdza, na ile role przyjete przez nas w
        zwiazkach sa nam bliskie, na ile jest to ustepstwo wobec partnera, a na ile
        wygoda (byc moze wzajemna). Ale to temat na szersza dyskusje, wiec nie bede sie
        rozpedzal :)
        • eballieu Re: Role partnerów w związków 31.12.05, 10:38
          Pamietam kiedys bardzo ocenialam zwiazki innych. Och uwielbialam komentowac,
          jak to inni kiepsko sobie ukladaja wlasne relacje. Ale ci inni trwaja,
          usmeichaja sie do siebie, sa razem, i chyba jest im dobrze. Oduczylam sie.
          Jesli ktos chce latac co piatek miedzy Modena a Londynem, cieszyc sie z tego ze
          dziecko poltoraroczne na telefon mowi "tata" to super. Jesli ktos inny cieszy
          sie z tego, ze zona pracuje dwa dni w tygodniu lub wcala, a w domu uklada
          bukiety i planuje wizyty gosci - ech miodzio, a jesli ktos jest w zwiazku gdzie
          kobieta zarabia wiecej, a mezczyzna mniej bo pracuje chociazby w budzetowce (a
          dzieki temu ma wiecej czasu dla dzieci), to tez wspaniale.
          A wszystkim innym zycze jak najmniej stresow zwiazanych z pieniedzmi. I zeby
          nigdy nie byly one podstawa do ustalania warunkow na jakich bytujemy w naszych
          zwiazkach.
          Latarnik - kolezanka nie pracuje na dwa etaty, od 8 do 17, dojazd od pracy
          zajmuje jej 30 minut.
          • latarnik Re: Role partnerów w związków 31.12.05, 12:51
            eballieu napisała:

            > Latarnik - kolezanka nie pracuje na dwa etaty, od 8 do 17, dojazd od pracy
            > zajmuje jej 30 minut.

            Nie zrozumialas mnie. Pisalem o hipotetycznej sytuacji "co by bylo gdyby...". Z
            Twojego postu wynikalo, ze sobie radza i sie nie zabijaja, ja natomiast zaczalem
            sie zastanawiac czy gdyby pensja takiej osoby nie wystarczala na zycie we dwoje,
            to tez byloby tak rozowo.

            Co do reszty postu - zawsze mnie dziwilo podejscie ludzi, ktorzy komentuja
            sytuacje innych przez swoj pryzmat. Nie twierdze ze sam jestem wspaniale
            obiektywny i wiem, ze tez moje doswiadczenia maja wplyw na moja opinie, ale
            jednak podstawa patrzenia na innych wydaje mi sie to, co oni sami o tym sadza, a
            nie ja. Albo moze - i oni i ja :) Zreszta jesli obserwuje i dyskutuje o innych,
            to raczej zeby samemu sie czegos nauczyc i moc to pozniej we wlasnym zyciu
            wykorzystac :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka