mankencja
26.09.05, 21:03
Bobośka są duże, czarne i śpią w koronach drzew – twierdziła babcia.
Opowiadała, że jedzą małe dzieci, nawet, jeśli nie są one zbyt niegrzeczne,
i, że, chociaż są wielkie – większe niż ludzie, potrafią się przecisnąć przez
wąskie szczeliny. Mają ostre żeby, ale kości tak kruche, że rozpadają się,
wystarczy, że ugryzie je pies. Czasem pies złapie bobośko i rozszarpie na
strzępy. Ale równie dobrze bobośko może rozszarpać jego, jeśli nie jest
czujny. Albo nawet ciebie.
Bobośka nie istnieją – powtarzała mama i otwierała na noc okna. Potem
trzeba było wstać, by je zamknąć, a drzwi przystawić krzesłem. I tak słyszało
się z ogrodu monotonne dialogi bobosiek – ghu – ghu. Jeśli schowało się głowę
pod kołdrą, można było udawać, że wcale nie. Ale udawanie nie miało znaczenia.
Kajtek przeżył w tym strachu siedem lat. Potem poszedł do szkoły, a
mama do pracy, bo tylko na to przecież czekała. Przychodziła więc po niego
niania, dziewczyna z sąsiedztwa. „Nie bój się.” – mówiła – „Bobośka chcą się
z tobą zaprzyjaźnić. Bobośka są dobre i nikomu nie robią krzywdy.”. Długo nie
wierzył, ale pewnego dnia coś w nim pękło, bo nie zamknął okien. Nie stało
się nic. To znaczy, że nie zjedzą - wywnioskował. Pewnie nawet nie są
mięsożerne. Może nawet można się z nimi zaprzyjaźnić. Wychować od małego.
Od babci dowiedział się, że bobośka parzą się w dołach i że wtedy
psom najłatwiej je dopaść, ale nie wiadomo co dzieje się potem, nikt nigdy
nie widział młodych bobosiek. Niania powiedziała zresztą, żeby nie ingerować
w życie dzikich zwierząt. Nie zamierzał tego robić. Jeśli, naturalnie,
bobośka to zwierzęta. Jeśli są dzikie.
Wieczorem uwiązał psa i otworzył w pokoju wszystkie okna. Czekał. Noc
była chłodna, więc otulił się kołdrą po uszy. I tak słyszał, jak z ożywieniem
dyskutują bobośka. Tak, z ożywieniem większym niż zwykle. Ghu – ghu – ghy –
ghee – ghu – wołały wśród nocy. Wyjrzał przez okno. Pies spał. Bobośka,
wielkie, czarne kształty, siedziały na trawie. Nie widziały go. Popatrzył
chwilę i poszedł spać.
Następnej nocy zrobił to samo. Głosy bobosiek były przytłumione, inne
niż zwykle. Szybko zasnął. Obudził go dziwny szelest. Na środku pokoju stało
bobośko. Było wielkie, czarne i pachniało ziemią. Kajtek wstał. „Ghu” –
powiedziało bobośko. Nie wyglądało strasznie. „Nazywam się Kajtek.” –
przedstawił się chłopiec. Bobośko odgryzło mu głowę.