13.12.02, 20:09
Koniec lata 70-tych, lato. Swiatlo jedzie na wakacje na Roztocze. Niestety
nie ma szybkiego wygodnego expressu pomiedzy Warszawa a Zamosciem, ani tez
nie wybudowano jeszcze superautostrady, nie mowiac o tym ze na syrenke
rodzine Swiatla nie stac. No wiec nie ma innego wyjscia jak sie zabrac
pociagiem osobowym z Warszawy do Belzca.
Pociag odchodzi o polnocy z dworca Warszawa Zachodnia. Swiatlo jest juz tam o
23 w nocy. Peron zapelniony ze nie ma gdzie stanac.
Swiatlo przedziera sie wsrod tlumu aby zajac strategiczna pozycje do ataku.
Ponury i spiacy tlum w milczeniu oczekuje pociagu.
Nadchodzi powoli polnoc, tlum zaczyna falowac. Widac coraz wyrazniejsze w
ciemnosci swiatla nadjezdzajacego pociagu. Zaczyna sie ruchawka, ludzie
zaczajaja sie do skoku.
Pociag wjezdza. Jeszcze na dobre nie zwolnil a ludzie skacza do drzwi, kopia
sie wzajemnie, czepiaja sie okien. Okazuje sie ze pociag juz jest w
wiekszosci pelny. Jak to sie stalo? Ludzie musieli wejsc do pociagu jak on
stal jeszcze na zajezdni. Nastepnym razem trzeba znalezc dojscie do zajezdni,
mysli Swiatlo.
Tymczasem na peronie trwa bitwa. Kleby ludzie wciskaja sie do okien,
mezczyzni wpychaja kobiety i dzieci, w drzwiach trwa walka na piesci.
Swiatlo rezygnuje z walki. Czeka na swoja kolej aby wejsc. Pociag juz rusza a
Swiatle dopiero udalo sie wcisnac do pociagu. Stoi na schodkach, drzwi nie
daja sie zamknac, wiec Swiatlo musi sie trzymac raczki aby nie wypasc.

Przystanek na Warszawie Wschodniej. Podobny tlum ludzi, jednak chyba bez
nadziei na dostanie sie do pociagu.
A jednak paradoksy istnieja. Jak to mozliwe, aby do pelnego pociagu dopchac
jeszcze drugie tyle? Okazuje sie ze to mozliwe. Byc moze nastapilo to przez
zalamanie powlok elektronowych, byc moze czesc ludzi zostala wypchnieta do
gory, tak czy inaczej do nieskonczonego tlumu doszla nastepna nieskonczonosc.
Potwierdza to matematyczna teze ze nieskonczonosc plus nieskonczonasc daje ta
sama nieskonczonosc.

Swiatlo na zasadzie scisniecia sie calego pociagu zostal przesuniety w
kierunku wnetrza wagonu. Znajduje sie teraz w tej waskiej kiszce od ktorej sa
wejscia do przedzialow. Stoi, a wlasciwie tkwi, w pozycji ukosnej, opierajac
sie na podlodze jedna noga, podczas gdy druga noga, no wlasnie gdzie jest
druga noga? Swiatlo nie traci nadziei jednak, na pewno potem sie znajdzie.
Swiatlo zazdrosci komfortu sardynkom w puszce.

Mijaja godziny. Tuk-tuk-tuk miarowo stukocze pociag. Ukosnie zorientowany
tlum, zbity w jedna nierozroznialna mase wchodzi w stan biernego letargu. Tuk-
tuk-tuk, powoli nadchodzi Lublin. Troche ulgi bo czesc ludzi wychodzi, jednak
sporo tez wchodzi. Najgorsze jest jednak to, ze w Lublinie odczepiaja
elektrowozy, a doczepiaja parowe lokomotywy. Linia ponizej Lublina jest
niezelektryzowana. Beda jechac wolniej.

Puf-puf-puf, tlum telepie sie miarowo wraz z pociagiem. Swiatlo zalany potem
swoich sasiadow, miarowo wdycha wydechy wprost z ust nieogolonego rolnika.
Swiatlo i rolnik sa zlepieni w calosc. Ma to wymiar klasowy: prosty rolnik z
dwoma rzedami zlotych zebow i on, miastowy student, przyszly przedstawiciel
pol-inteligencji.
Pociag staje na godzine w polu pod Rejowcem. Tutaj trzeba poczekac na mijanke
z pociagiem z Zamoscia. Zaczyna powoli switac.

W Szczebrzeszynie nagle robi sie luzno. Swiatlo wreszcie odnajduja swoja noge
i moze sie oprzec rekami o okno. Wsrod porannych mgiel unoszacych sie nad
zytnimi polami pociag wjezdza w Puszcze Solska. Swiatlo zamyka oczy, zasypia.

10 rano, Swiatlo sie budzi. Pociag zbliza sie do Dlugiego Katu, Swiatlo
poznaje pola ciotki Balbiny i wuja Leona. Usmiecha sie.
Wychodzi na stacji Dlugi Kat. W oddali dymia kominy fabryki sylikatow. Unosi
sie przyjemny zapach zytnich pol i krowiego nawozu.

Swiatlo szybko idzie za stacje gdzie juz czekaja furmanki. Jest tylko jedna.
Stary Grzyb kolysze sie na siedzeniu. Swiatlo podchodzi, dogaduja sie do ceny
i Swiatlo siada na laweczce furmanki. Laweczka jest obita kocem.

Slonce juz zaczyna przypiekac, a Swiatlo i Grzyb jada wsrod pol. Po prawej
stronie zyto i tyton, po lewej wysokie pnacza chmielu.
Swiatlo wpatruje sie w zad konia tuz przed jego nosem. Z zada czasami
wylatuja kulki i spadaja na droge. Zostaja tam cieple i parujace.
Z zada Swiatlo przerzuca sie na Grzyba. Grzyb skulony kiwa sie na lawce, w
jednym reku lejce, w drugiej bat. Do gornej wargi przylepiony sport. Jak
Grzyb mowi, to sport sie telepie ale nie odpada. Swiatlo sam tak kiedys
probowal, ale nigdy sie to nie udalo. Jest to chyba technologia nie znana
miastowej inteligencji. To jest chyba ta esencja klasowej roznicy.

Po prawej mijaja grupke dziewczat nawlekajacych liscie tytoniowe na druty.
Dostaja zlotowke za wianek. Dziewczyny mlode i jedrne. Z powodu upalu mocno
podkasane. Jedna z nich spoglada do gory na Swiatlo. Usmiecha sie. Swiatlo
czuje ze drewnieje. Czuje jak przyjemny dreszcz przechodzi mu od glowy nizej
i nizej. Mlodosc..
Dojezdzaja do Jozefowa, wakacje zaczete.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka