daria13
04.05.06, 10:15
żeby ją docenić? Zainspirował mnie wątek o książkach, których się nie
zrozumiało.
Dawno mi się to już nie zdarzyło, ale pamiętam z czasów licealnych, kiedy
czytałam dramaty Becketta i mimo, że ich nie rozumiałam, napawałam się ich
wielkością. I teraz się zastanawiam, czy zachwycałam się, bo:
a. pozycje te są genialne na tyle, że nawet dla osoby niewyrobionej jest to
wyczuwalne,
b. czytając miałam wewnętrzne przeczucie, że to jest wielkie,
c. zadziałał tu mechanizm młodzieńczego snobizmu.
Dlaczego zdarza nam się czasami czytac książki, których nie rozumiemy?
Teoretycznie powinniśmy takie książki odrzucać po kilkunastu stronach. Może
czytamy z ciekawości, czy na końcu jednak coś się wyjaśni? Beatanu w tamtym
wątku napisała: "I może nie o zrozumienie chodzi, tylko o to, czy proza pani
Bowles wywarła na mnie wrażenie, czy nie."
Jestem skłonna zgodzić się z taką diagnozą, a Wy?