Dodaj do ulubionych

Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę,

04.05.06, 10:15
żeby ją docenić? Zainspirował mnie wątek o książkach, których się nie
zrozumiało.
Dawno mi się to już nie zdarzyło, ale pamiętam z czasów licealnych, kiedy
czytałam dramaty Becketta i mimo, że ich nie rozumiałam, napawałam się ich
wielkością. I teraz się zastanawiam, czy zachwycałam się, bo:
a. pozycje te są genialne na tyle, że nawet dla osoby niewyrobionej jest to
wyczuwalne,
b. czytając miałam wewnętrzne przeczucie, że to jest wielkie,
c. zadziałał tu mechanizm młodzieńczego snobizmu.
Dlaczego zdarza nam się czasami czytac książki, których nie rozumiemy?
Teoretycznie powinniśmy takie książki odrzucać po kilkunastu stronach. Może
czytamy z ciekawości, czy na końcu jednak coś się wyjaśni? Beatanu w tamtym
wątku napisała: "I może nie o zrozumienie chodzi, tylko o to, czy proza pani
Bowles wywarła na mnie wrażenie, czy nie."
Jestem skłonna zgodzić się z taką diagnozą, a Wy?
Obserwuj wątek
    • aaneta Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 04.05.06, 11:16
      A co to znaczy "zrozumieć w pełni"? I skąd wiedzieć, czy to już pełnia czy
      jeszcze nie?
      • daria13 Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 04.05.06, 11:36
        Napisałam "zrozumieć w pełni", bo jednakowoż lekkim absurdem wydawał mi sie
        pomysł, że książka niezrozumiana KOMPLETNIE przez czytelnika mogłaby zachwycać.
        Myślę, że przynajmniej częściowo trzeba pojmować książkę, bez tego trudno mówić
        w ogóle o czytaniu.
        Ale może rzeczywiście z tą "pełnią" pojechałam;)Choć z drugiej strony, są
        książki, które można pojąć w pełni. Dla przykładu, chyba większość klasycznych
        kryminałów taka jest, albo przynajmniej być powinna. Ale zasadniczo nie o takie
        książki mi chodziło. Więc zapomijmy o tej "pełni", bo nie na tym zasadzało się
        pytanie.
        P:)
        Ps.
        Kurcze, znowu muszą sie tłumaczyć. Chyba mam problemy z jasnym wyrażaniem
        myśli.
        • braineater Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 04.05.06, 11:41
          Po mojemu, to jest tak, że mimo 3 lub 4 krotnej lektury Ulissesa, nadal
          ogarniam go tak gdzieś w 30% i to w sumie dlatego, że czytałem sporo dookoła. A
          nadal mi sie podba
          To samo z Człowiekiem bez właściwości, z którego, nie siedząc w CK klimatach
          zupełnie, rozumiem zapewne jeszcze mniej. To samo z Tęczą Grawitacji czy V
          Pynchona.
          I może to jest w tych książkach najfajniejsze, ze mozna do nich wracac
          powielokroc i za każdym razem rozszyfrowywac na własny uzytek inne kawałki?
          <A Becketta sie oglada, a nie czyta:)>

          P:)
          • staua Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 04.05.06, 16:20
            Ja tez mam tak z "V", ciesze sie, ze ktos inny sie przyznal. Caly czas wydaje mi sie, ze jade po
            powierzchni, choc podoba mi sie bardzo. Tak samo "Slownik chazarski", caly czas mam uczucie, ze
            czegos jeszcze nie zrozumialam, co tylko zacheca mnie to ponownej lektury.
          • eeela Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 05.05.06, 19:42
            > <A Becketta sie oglada, a nie czyta:)>
            >

            Wszelkie dramaty sie czyta, nie oglada.
            Na palcach reki jednej moge policzyc sztuki, ktore widzialam w teatrze i ktorych
            przedstawienie mi sie spodobalo. Tysiac razy bardziej wole czytac, i od kiedy
            wyroslam na tyle, ze osmielam sie miec wlasne zdanie, nie chadzam do teatru.
    • ben-oni Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 04.05.06, 12:05
      Wchodzisz do Kaplicy Sykstyńskiej, Kościoła mariackiego w Krakowie lub jakiegoś
      kościółka w Przyduchach Górnych i z otwarta buzia oglądasz fresk, ołtarz lub
      witraże. Gapisz się na obraz Hieronima B. lub jakiegoś innego Breugela
      młodszego lub starszego i szczęka Ci opada. Masz przed oczami pietę Michała
      A.B. czy pocałunek Rodina i nie wiesz co powiedzieć.
      A co Cię obchodzi "co artysta miał na myśli"? Mnóstwo symboli i odniesień do
      mitologii, Biblii, żywotów świętych, historii średniowiecza lub zwyczajnych
      miłostek rzeźbiarza. Jeśli znasz kontekst to dobrze. Jeśli Ci się podoba i bez
      tego - jeszcze lepiej. Zawsze lepiej wiedzieć wiecej jak mniej, ale niedostatki
      można nadrobić później i przyjść jeszcze raz.
      Być może artysta nie miał nic na mysli a może swoje myśli chciał zachować tylko
      dla siebie. Dla Ciebie zostawił jeno ładne odbicie. By cieszyć i intrygować.
      Może.
    • griszah Jogging mózgu 04.05.06, 12:05
      Czytanie książek może nie do końca jasnych w odbiorze ja traktuję jako rodzaj
      gimnastyki umysłowej – aby nie skapcanieć totalnie, aby zmusić tą leniwą masę
      mózgową do wysiłku. A jak coś dotrze to tym większa satysfakcja – choćby się
      potem okazało, że wyważało się już dawno otwarte interpretacyjne drzwi.
      Pozdrawiam.
      • Gość: daria13 Re: Jogging mózgu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.06, 13:00
        Dzięki Panowie, bo ja już zaczynałam wątpić, czy rzeczywiście nie jest ze mna
        źle, skoro czytam czasami nie tylko dla przyjeności, ale też dla satysfakcji i
        dla tego właśnie joggingu mózgowego, co zresztą bardzo często łączy się ściśle
        ze sobą;)
        Niektórzy traktują takie czytanie nie tylko dla samej przyjemości, jeśli nie
        jako snobizm, to przynajmniej jako chęć wywyższania się. To śmieszne.
        P:)
        • noida Dario droga, przestań kokietować.Uwaga- wredne! 04.05.06, 14:39
          Moim zdaniem jest z Tobą całkiem źle, jeśli wciąż czytasz rzeczy, których nie
          rozumiesz, tylko dlatego, że masz nadzieję, iż jogging mózgowy pozwoli Ci się
          rozwinąć. Ale, szczerze mówiąc, wątpię w tę Twoją wieczną niezdolność do
          zrozumienia czytanych książek bez naszej pomocy. Moim zdaniem rozumiesz je sama
          całkiem dobrze i nie wiem, do czego mają nas prowokować Twoje posty?
          Kokietujesz nas wiecznie a to swoim zagubieniem, a to snobizmem, a jesteś
          dorosłą kobietą, która powinna mieć swoje zdanie. Odważ się je wreszcie mieć!

          A wracając do snobizmu- oczywiście, że postawa pt. "czytam tylko wartościowe
          książki" jest do szczętu snobistyczna. Ale to nic by nie szkodziło, gdybyś się
          odważyła do tego przyznać, a nie krygowała jak nastolatka. Powiedz "nie czytam
          Pamiętnika Księżniczki, bo mi się nie chce i nie mam ochoty" a nie wciskaj nam
          kitów o zbawiennym wpływie książek na zwoje mózgowe! Akurat od samego czytania
          jeszcze nikt nie zmądrzał.

          Noida- potwór o własnym zdaniu.
          • Gość: daria13 Re: Dario droga, przestań kokietować.Uwaga- wredn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.06, 16:51
            Na Boga, gdzie ja napisałam, że wciąż czytam rzeczy, których nie rozumiem?
            Podałam przykład z wczesnej młodości i śmiem twierdzić, że większości z nas
            zdarzało sie takie czytanie. Toż napisałam, że nie zdarzyło mi się to dawno. O
            ile Ciebie Noido irytuje moja deklaracja, że czytam teraz rzeczy wartościowe
            (bo akurat mam taką fazę, o czym też pisałam), to mnie śmieszą deklaracje, że
            ktoś czyta wyłącznie dla przyjemności. Miałam bardzo długi okres w życiu, kiedy
            tak czytałam, teraz mi się to już znudziło i czytam coś z innej beczki. Dla
            przyjemności, ale też dla satysfakcji, co prawie w 100% idzie zresztą w parze i
            wtedy lekturę uznaję za prawdziwie wartościową. Obserwując niektóre postawy na
            FK mogę wyraźnie stwierdzić, że właśnie przyznanie się do czytania rzeczy
            wartościowszych wymaga odwagi, bo nie wiedzieć czemu, niektórzy uznają to za
            ujmę na honorze. Śmieszne.
            To nie ja napisałam o zbawiennym wpływie książek na zwoje mózgowe, lecz Griszah
            i nie to w ogóle miało być tematem tego wątku.
            Proszę mi pokazać, w którym wątku nie odważam się mieć swojego zdania. To, że
            czasami używam zwrotu "może się myle" wynika jedynie ze świadomości, że nie
            muszę być nieomylna, czego też niektórym tu życzę.
            • noida Dalszy ciąg wrednego czepiania się. 05.05.06, 11:53
              Nie napisałaś tego nigdzie, ale z radością zgodziłaś się z Griszahem, że po to
              czytasz, aby ten jogging umysłowy uprawiać. A on miał na myśli książki nie-do-
              zrozumienia, więc de facto napisałaś, że czytujesz rzeczy, których nie
              rozumiesz.
              Domyślam się, że chodziło ci o coś innego, mianowicie, że czytasz wyłącznie po
              to, aby się rozwijać. A ja mam takie wrażenie, że jak się nie męczysz przy
              jakiejś lekturze, to ona była niewarta tego, żeby ją czytać. Co to
              znaczy "lektura prawdziwie wartościowa"? Gdzie kończy się przyjemność a zaczyna
              satysfakcja? Rozumiem, że Agata Christie jest tylko przyjemna. A Agata Christie
              w oryginale? A biografia Agaty Christie?
              Proszę Cię, twierdzenie, że wstyd się przyznać na FK do czytania literatury
              wyższych lotów, jest śmieszne. Niby co czyta Brain, Broch, Monikate, Brunosch,
              Ben-Oni i tak dalej? Oni się przyznają do tego i jakoś nikt nie nazywa ich
              snobami. A wiesz, dlaczego? Bo się przy tym nie usiłują robić wrażenia, jakby
              byli ostatnimi ludźmi na świecie, którzy cokolwiek czytują. Ja rozumiem, że ty
              się chcesz rozwijać, ale obnosisz się z tym w strasznie pretensjonalny sposób.
              WSZYSCY ludzie, którzy czytują to forum, czytają książki. Namiętnie. Na
              okrągło. W kiblu. W autobusie. Czemu mam wrażenie, że tylko tobie należy się za
              to medal?
              Aha i jeszcze jedno- uważam, że nie wyrażasz swojego zdania, ponieważ nie
              widziałam nigdzie, żebyś skrytykowała jakąkolwiek powieść, z wyjątkiem jedynego
              Wiśniewskiego. Tobie po prostu wszystko, co "wartościowe" zawsze się podoba.
              Nie ma takich ludzi, którym się wszystko podoba. To jest po prostu niemożliwe,
              chyba, że dla nich jedynym kryterium oceny lektury jest fakt, czy dostała ona
              jakąś nagrodę literacką, a to jest snobizm pełną gębą.
              • daria13 Re: Noido, 05.05.06, 19:27
                jeśli chcesz coś udownodnić, próbuj to robić wykazując się większą dokładnością.
                Stwierdzenie Griszaha "Czytanie książek może nie do końca jasnych w odbiorze"
                nie jest tożsame z Twoim stwierdzeniem "A on miał na myśli książki nie-do-
                zrozumienia". Tym samym wmawianie mi, że czytam rzeczy, których nie rozumiem
                jest pozbawione sensu i niezgodne z prawdą.
                • staua Re: Noido, 05.05.06, 20:18
                  A ja mysle, Dario, ze Noida ma racje w dwoch punktach (co najmniej): naprawde czesto sie dosc
                  pretensjonalnie krygujesz i mam od dawna wrazenie (teraz widze, ze nie tylko ja) ze masz ochote w
                  tym forum znalezc aplauz dla swoich czytelniczych poczynan, a nie naprawde wymieniac opinie; oraz,
                  ze rzeczywiscie na ogol (nie powiem, ze zawsze, bo tak uwaznie, jak myslisz, przynajmniej ja Twoich
                  wszystkich postow nie czytam, ale taki jest moj generalny obraz Ciebie na tym forum) nie krytykujesz
                  ksiazek, ktore przeczytalas (dlaczego), a najwyzej poddajesz w watpliwosc krytyczne opinie innych.
                  • Gość: daria13 Re: Staua, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.06, 23:41
                    jedną rzeczą jest konstruktywna krytyka, drugą złośliwe i w dużym stopniu
                    niemające pokrycia z rzeczywistością zarzuty. Twoja wypowiedż jest przykładem
                    tego pierwszego, dlatego pozwala mi na innego rodzaju przemyślenia.
                    Każdy z nas ma inną osobowość. Może ja rzeczywiście należę do osób lubiących
                    się nieco krygować. Ja tego nie czuję, ale skoro jest pewna ilość osób, które
                    tak to odbierają, coś w tym musi być. Jeśli powiem teraz, że postaram się to
                    zmienić, wyjdzie na to, że nie mam swojego zdania i że jestem zanadto
                    ugrzeczniona. Chyba jednak tego nie zrobię, trochę jestem już za stara na takie
                    radykalne zmiany.
                    Nie jest prawdą, że nie krytykuję książek, jedynie nie widzę sensu powtarzania
                    za innymi chórem, że Coelho czy Wharton są be, że Brown grafonan, Masłowską jak
                    na złość lubię. Ponadto OSTATNIO czytam książki ściśle wyselekcjonowane,
                    polecone przez osoby, z których gustami w większośći się zgadzam, więc trudno
                    jest mi cokolwiek krytykować. A na dowód, że jednak krytykuję, zainteresowanych
                    mogę odesłać do moich uwag na temat Murakamiego i moich podejrzeń, czy jego
                    twórczośći nie można porównać momentami do niegdyś ogromnie u nas popularnego
                    Jonathana Carolla.
                    Poddaję w wątpliwość krytyczne opinie innych, bo potwornie irytują mnie uwagi,
                    typu Marquez to największy grafoman, a Mistrz i Małgorzata to kupa gówna. Nie
                    znoszę arogancji, ale widzę, że to walka z wiatrakami, a moje zapędy
                    moralizatorskie są opacznie odbierne. Zresztą ostatnio Brain mnie przekonał, że
                    rzeczywiście może się czepiam, apelując o dodawanie "moim zdanie". Z tym już
                    skończę.
                    Post o mojej popularności napisałam po słowach Bruna: "wiesz Dario, czytam
                    Twoje wypowiedzi czytam i nie rozumiem ;))) No to czytam
                    ponownie i jeszcze raz" i Noidy, która napisała, że nigdy nie krytykuję, jakby
                    czytała każdy mój post na FK. To nie było fair.
                    Chyba jestem trochę zmęczona tymi wyjaśnieniami. Na koniec powiem po raz
                    ostatni: czytam dla przyjemności, a przy okazji dla satysfakcji, jak z
                    pewnością prawie wszyscy na tym forum. Satysfakcję czerpię nie z faktu, że
                    lektura była niezrozumiała, ale że skłoniła mnie do przemyśleń i refleksji. Tak
                    lubię i nie rozumiem dlaczego nie mogę o tym mówić.
                    Pozdrawiam serdecznie:)
                    • daria13 Re: Fazy czytelnicze 06.05.06, 13:53
                      Czytanie książek porównałabym do poznawania partnerów. Kto nas bardziej
                      zainteresuje; wysoki, zgrabny brunet z ptasim móżdżkiem, czy wysoki,
                      wysportowany brunet, który przy okazji jest niezwykle inteligentny i
                      elokwentny. Zaryzykuję tezę, że czasami mały, brzydki facet z zezem, jeśli jest
                      niesamowicie błyskotliwy i ma wspaniałe poczucie humoru zaintersuje nas
                      najbardziej. Historia zna takie przypadki;)
                      We wczesnej młodości kierujemy się niemal wyłącznie względami estetycznymi przy
                      wyborze partnera. Z wiekiem i doświadczeniem zauważamy, że nie wystarczy
                      patrzenie, trzeba jeszcze mieć o czym porozmawiać, podyskutować. W wieku
                      zaawansowanym liczą się juz z reguły tylko te ciekawe rozmmowy.
                      Choć faktem jest że, niektórzy przez całe życie poluja wyłącznie na młodość i
                      urodę, ale Ci nie są obiektem naszych rozważań;)
                      • agni_me Re: Fazy czytelnicze 06.05.06, 15:22
                        Choć z pewnym zaskoczeniem, ale i dużą sympatią odnoszę się do upatrywania w
                        książkach Ishiguro, Mc Ewana i Coetzee'go dzieł "prawdziwie wartościowych"
                        i "wymagających", to grubym nadużyciem wydaje mi się kreowanie przez ciebie
                        jakichś "niektórych", co to upatrują się snobizmu w czytaniu intelektualnie
                        pobudzających książek. Umiesz wskazać miejsce, gdzie pada taki zarzut?

                        To forum jest miejscem spotykania się całego wielkiego mnóstwa osób czytających
                        właśnie takie książki i piszących o nich. Jest to tak oczywiste, że nikt o tym
                        nie wspomina. Poza tobą. I nikt tu chyba - poza tobą -nie czuje się sekowany w
                        swoich wyborach. A bogowie i wpisy forumowe świadkami, że padały tu deklaracje
                        czytelniczych zainteresowań bardzo wysublimowanych i niezwykłych.

                        Czynisz zamieszanie wokół problemu, którego nie ma, także tłumacząc się z
                        własnej działalności "krytyczno-literackiej". W końcu fakt czytania książek nie
                        musi oznaczać i najczęściej nie oznacza, że ma się coś ciekawego do powiedzenia
                        na temat przeczytanej książki. Znacznie łatwiej odnieść się do czyjejś
                        wypowiedzi i tak robi zdecydowana większość forumowiczów.
                        • daria13 Re: Agni, 08.05.06, 13:55
                          Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś. Maleńka uwaga jedynie: nigdzie nie
                          pisałam o książkach "wymagających", a czasami małe niedomówienie, lub co
                          gorsza, dopowiedzenie słówka, moga w dużym stopniu przeinaczyć sens niektórych
                          wypowiedzi. Tak czasami rodzą się nieporozumienia.
                          Moje wszystkie (faktycznie liczne) wypowiedzi wynikały z usilnej potrzeby bycia
                          dobrze zrozumianą, bo jednakowoż zarzut pod moim adresem padł, gdy nieopacznie
                          napisałam, że mam OBECNIE fazę na czytanie książek poważniejszych. Nie wydaje
                          mi się, żebym była specjalnie przewrażliwiona reagując na taki tekst:
                          "Ja nie czytam, aby zaliczyc i dlatego nie wyrastam.
                          I czym starsza jestem tym mi bliżej do literatury, która mi po prostu
                          przyjemność sprawia.
                          Bo czytanie książek to jest przyjemność, a nie obowiążek moim zdaniem."

                          Czymże jest takie stwierdzenie, jeśli nie subtelnym imputowaniem snobizmu?
                          Kiedy czytasz taką wypowiedź skierowaną pod czyimś adresem nie odbierasz tej
                          sugestii, ale wierz mi, że kiedy dotyczy to Twojego niewinnego stwierdzenia,
                          siłą rzeczy odczuwasz potrzebę wyjaśnienia nieporozumienia. A że jestem uparta,
                          i że akurat na tych osobach, z którymi dyskutowałam wówczas, zależy mi, bardzo
                          długo i namiętnie wyjaśniałam swoje stanowisko, co z kolei wywołało wrażenie,
                          że się kryguję i podkreślam swoją wyższość. Typowe nieporozumnienia i
                          niezrozumienia forumowe. Wszyscy to znamy.
                          Dwie bliskie mi (forumowo) osoby postawiły mi zarzut (też uważam go za
                          śmieszny), że nie krytykuję książek, dlatego odczułam potrzebę sprostowania
                          tegoż zarzutu, czyli jak to nazywasz "własnej działaności krytyczno-
                          literackiej".
                          Być może już dawno powinnam dać za wygraną i pewnie bym to zrobiła, gdyby
                          dyskusja odbywała się z osobami bardziej mi obojętnymi.
                          Pozdrawiam i dziękuję za bardzo rzeczowy post.
        • eeela Re: Jogging mózgu 05.05.06, 19:47
          > Niektórzy traktują takie czytanie nie tylko dla samej przyjemości, jeśli nie
          > jako snobizm, to przynajmniej jako chęć wywyższania się. To śmieszne.
          > P:)

          Ja przepraszam, ale nie rozumiem tego zdania, i zaczynam podejrzewac, ze osoby
          kierujace w twoja strone tak ostra krytyke, maja poniekad racje.
          Co to znaczy "czytanie nie tylko dla samej przyjemnosci"??? W jakim innym celu
          mozna czytac ksiazki w czasie wolnym?
          Byc moze powiesz - poszerzania horyzontow (na przyklad, albo taki tam stuff).
          Jesli jednak z lektury przyjemnosci nie czerpiesz, znaczy - zupelnie nic nie
          rozumiesz - zadnych horyzontow nie poszerzysz. Bedziesz miala lekture ambitna
          zaliczona, odklepana, bedziesz potrafila powiedziec na forum ksiazki, o czym
          byla. Ale co z tego za pozytek?
    • mietowe_loczki Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 04.05.06, 13:01
      Zwyczajnie zadziałał Gombrowicz. We wszystkich punktach.
      • daria13 Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 04.05.06, 13:14
        mietowe_loczki napisała:

        > Zwyczajnie zadziałał Gombrowicz. We wszystkich punktach.
        Moze i tak. Coz, bledy mlodosci;)
    • u.n.owen Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 04.05.06, 16:49
      Ja zazwyczaj nie rozumiem. Ostatnio tak mnie to zaczęło martwić, że teraz, jak
      coś czytam, to na wszelki wypadek w ogóle się nie zastanawiam, czy to rozumiem.
    • bdx65 Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 04.05.06, 17:19
      Nie trzeba!
      Po 2. - 3. przeczytaniu - może się coś rozjaśni;
      ale najlepiej, jak nigdy do końca nie będziemy wiedzieć "co autor miał na
      myśli" lub "co chciał przez to powiedzieć". Ależ to głupio brzmi, nawet w
      cudzysłowie.
    • eeela Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 04.05.06, 19:45
      W liceum czytalam mase rzeczy, ktore dzis rozumiem zupelnie inaczej. Moze nawet
      swiadoma jestem, ze wowczas wiele nie rozumialam. Nie przeszkadzalo mi to jednak
      cieszyc sie lektura. Byc moze (jak juz bede na emeryturze i bede miala mnostwo
      wolnego czasu) powroce do wielu ksiazek i znow bede uwazala, ze majac lat 25
      wielu rzeczy nie zrozumialam. Nic nie szkodzi. Troche - wybacz, Dario - banalne
      pytanie tym razem postawilas. Ilez to juz razy zastanawialismy sie, co to znaczy
      w pelni rozumiec, i ilez razy dochodzilismy do wniosku, ze zrozumienie jest
      sprawa indywidualna i nie ma jednego uniwersalnego na nie sposobu?
      • Gość: daria13 Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.06, 20:17
        Może faktycznie temat nie najciekawszy, mało oryginalny, ale mi tym razem nie
        chodziło, o zrozumienie lektury według założeń autora, czyli "co poeta miał na
        myśli", ale o ogólne wrażenie niezrozumienia podczas czytania. Czy można sobie
        powiedzieć: niewiele z tego zrozumiałem, ale wywarło na mnie duże wrażenie, czy
        jednak taka lektura bez zrozumienia, nie jest stratą czasu.
        • itek1 Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 04.05.06, 20:25
          > Czy można sobie
          > powiedzieć: niewiele z tego zrozumiałem, ale wywarło na mnie duże wrażenie,
          > czy jednak taka lektura bez zrozumienia, nie jest stratą czasu.
          To zalezy od tego co czytamy; jesli jest to np. Zamek Kafki to brak
          jednoznacznosci nie powoduje oslabienia wrazenia z lektury, jesli mamy natomiast
          do czynienia z literatura zaangazowana, np. z ksiazka Grassa Z dziennika slimaka
          to brak zrozumienia przeslania autorskiego ociera sie o bezsens takiej lektury.
        • eeela Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 05.05.06, 15:37
          niewiele z tego zrozumiałem, ale wywarło na mnie duże wrażenie, czy
          >
          > jednak taka lektura bez zrozumienia, nie jest stratą czasu.

          No, z tym to ja sie nie zgodze. Jezeli nie rozumiem, nie wywiera na mnie
          wrazenia. Moge rozumiec opacznie, inaczej, moge nie rozumiec wszystkich
          plaszczyzn, moge nie pojmowac przeslania, a rozumiec forme lub vice versa. Ale
          czytanie czegos calkowicie bez rozumienia nigdy nie sprawia mi przyjemnosci i
          nie wywoluje u mnie zadnych wrazen, wyjawszy irytacje.
          • ben-oni Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 05.05.06, 16:44
            A jeśli nie ma nic do rozumienia? Ot taki utworek przeznaczony "do czytania"?
            Nie każdy miał tak zryty beret jak Witkacy czy gombrowicz by: "przesycać swe
            utwory głębiami swych ptasich móżdżków".
            • eeela Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 05.05.06, 17:20
              Staram sie nie czytac ksiazek, w ktorych nie ma nic do rozumienia, wbrew temu,
              co moze ci sie wydawac w wyniku twojego glebokiego niezrozumienia wobec
              wspolczesnej literatury dzieciecej i mlodziezowej ;-PPP
              • ben-oni Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 05.05.06, 17:24
                A taki wierzsyk:

                Dzik jest dziki
                Dzik jest zły
                Dzik ma bardzo ostre kły

                Kto spotyka w lesie dzika
                Ten na drzewo zaraz zmyka

                Proszę zimterpretować i powiedzieć co poeta miał na mysli.:-DDD
                • eeela Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 05.05.06, 18:00
                  Wierszyk "Dzik jest dziki" jest genialnym, wzorcowym wrecz przykladem realizacji
                  nurtu minimalistycznego w literaturze. Idea wierszyka jest odrzucenie
                  skomplikowanej i nieprzejrzystej formy, jaka dominuje w literaturze
                  postmodernistycznej. Ideologiczna podstawa minimalizmu w literaturze jest
                  prostota narracji i przejrzystosc formy. Przejawia sie to redukcja materialu
                  fonetycznego do minimum, powtarzalnoscia motywow (czeste uzycie aliteracji) oraz
                  wyeksponowaniem struktur rytmicznych.
                  • eeela Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 05.05.06, 18:03
                    Przepraszam, w analizie zabraklo punktow interpetacyjnych. Otoz wierszyk ten
                    jest byc moze przejawem buntu autora, buntu skierowanego przeciw zastanemu
                    chaosowi, a zarazem proba ukojenia leku przed rzeczywistoscia za pomoca
                    unurzania sie w formie takiej jak wyzej opisana ;-P
    • brunosch Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 05.05.06, 14:02
      wiesz Dario, czytam Twoje wypowiedzi czytam i nie rozumiem ;))) No to czytam
      ponownie i jeszcze raz i nagle: EUREKA!!! SRRRRU i BĘC! I już rozumiem i płynę w
      blasku Zrozumienia tej Trudnej i Niezrozumiałej do stich por Lektury!

      Po prostu - dla Ciebie miernikiem literatury Wartościowej (czyli tej jedynej
      którą Warto czytać) jest poziom niezrozumienia i męczarni towarzyszący procesowi
      czytania. Im bardziej nic nie rozumiesz, tym świadomość obcowania z Arcydziełem
      większa. Im większy ból w żuchwie wywołuje ziewanie nad Dziełem, tym Dzieło
      wartościowsze!
      Trudno uciec przed skojarzeniem z masochizmem czyli osiąganiem większej rozkoszy
      im pręgi na sempiternie dotkliwsze.
      No można i tak, ale po co?
      • griszah Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 05.05.06, 15:28
        Noida napisał „A ja mam takie wrażenie, że jak się nie męczysz przy
        jakiejś lekturze, to ona była niewarta tego, żeby ją czytać”.

        Brunosch napisał „Po prostu - dla Ciebie miernikiem literatury Wartościowej
        (czyli tej jedynej którą Warto czytać) jest poziom niezrozumienia i męczarni
        towarzyszący procesowi czytania".

        A ja mam wrażenie, że wkładacie w usta Darii myśli których wcale nie
        wypowiedziała. W którym miejscu pisała o jakiejś męczarni związanej z lekturą,
        zmuszaniem się do tego, ziewaniem? Wysiłek związany z lekturą pojawił się w
        mojej wypowiedzi o joggingu umysłowym ale przecież wysiłek nie równa się
        męczarni. Porównując czytanie do turystyki górskiej: jak sobie włażę na stromą
        górę to jest to wysiłek (do którego jednak nikt mnie nie zmusza) a nie tortura.
        Po prostu ja to bardzo lubię – autentycznie i nie jest to żaden masochizm.
        Kluczowe też jest słówko „czasami” używane przez Darię więc wytoczyliście
        zdecydowanie za ciężką artylerię przeciw niej i szczerze mówiąc nie wiem czemu.
        A po za tym jeżeli nie istnieją żadne obowiązujące ogólnie kryteria, które
        pozwalają podzielić literaturę na wartościową i bezwartościową to może pozwolić
        każdemu na stosowanie własnych kryteriów?
        Pozdrawiam.
        • Gość: daria13 Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.05.06, 18:35
          Nieodmiennie zachwyca mnie i budzi mój podziw wnikliwość, z jaką niektore osoby
          potrafią śledzić i analizować wypowiedzi innych. Z jaką przenikliwością czytają
          między wierszami, jak potrafią wniknąć do samej głębi wypowiedzi i myśli
          innych, ba, potrafią nawet te myśli przeniknąć do tego stopnia, że nawet sama
          analizowana w ten sposób osoba, nie wie, że takie myśli posiada. To
          nadzwyczajna sztuka.
          Czuję się autentycznie zaszczycona, że należę do osób tak wnikliwie czytanych i
          analizowanych na forum. Pochlebia mi niezmiernie, że niektóre osoby czytają
          każdy mój post, w każdym wątku, żeby potem móc, na przykład, autorytatywnie
          powiedzieć, że nie zdarza mi się nigdy nic krytykować. To, że nie do końca jest
          to prawdą, to taki szczegół, maleńkie przeoczenie, wynikłe może ze zbytniego
          zaangażowania osoby analizującej. Trudno powiedzieć.
          Nigdy nie myślałam o karierze twórczej, ale powodzenie jakim się cieszę na
          takim forum, to jak zachłannie czytane i przemyśliwane potem jest każde moje
          zdanie, skłania mnie ku refleksji, czy nie warto byłoby zacząć pisać coś
          poważniejszego. Może zacząć od wspomnień: "Moja kariera na sławetnym Forum
          Książki". Warte rozważenia.
          Pozdrawiam i dziękuję wszystkim moim zaangażowanym czytelnikom:)
          • noida Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 07.05.06, 14:11
            Rzeczywiście może powinnaś pomyśleć o karierze pisarki. Możesz mi wierzyć lub
            nie, ale przeczytałam zasadniczą większość Twoich postów i doprawdy krytyki
            można się dopatrzeć może w jednym na sto. Ale, jak mniemam, Ty nigdy nie
            posłużyłaś się w swoim życiu uogólnieniem. Jasne.
            Ale uważaj, jeśli będziesz pisać swoją powieść, bo tak to już jest, że tekst
            napisany zostaje "oderwany" od swojego twórcy i jest, niestety, narażony na to,
            że inni się "domyślają", "wnikają" i "interpretują" o co Ci mogło chodzić.
            Poczytaj, co na to Umberto Eco. Poczytaj, co na to Kieślowski.
            W ogóle czytaj dalej, droga Dario. Może niedługo minie Ci ta obecna faza
            czytelnicza i jak już się upewnisz w swoim oczytaniu i inteligencji, wtedy
            będzie można z Tobą normalnie, bez zadęcia porozmawiać.
            • agni_me Re: Czy trzeba zrozumieć w pełni lekturę, 08.05.06, 00:46
              Noido,

              przecież i tu i trochę obok można porozmawiać o książkach i sprawach
              okołoksiążkowych zupełnie do sensu i fajnie - lekceważąc zadętości,
              ironiczności, czepialstwa i inne takie (mam na myśli siebie, moje własne
              nadęcie i czepialstwo). Przecież rozmawiasz "tam" z darią i ze mną.

              Mam w sobie ogromny szacunek do tych rozmów. Nauczyłaś mnie niejednego. Przez
              to choćby, że miałaś w sobie chęć i ochotę, by mi pokazać, wyjaśnić, napisać,
              zarysować ścieżkę. To nie są trakty, które giną. Nasza rozmowa(moja i twoja)
              dała mi znacznie więcej niż przedługie i niby mądre elaboraty. Pokazała luki w
              moim rozumowaniu. Dajże mi, starej babie, wierzyć, że to nie pusta wymiana słów.
              Że masz świadomość iż ktoś uważnie cię czyta i odpowiada nie po to, żeby
              błysnąć.Tylko po to, żeby porozmawiać - choćby o jakiejś imprezie, książce z
              nie pierwszych stron gazet, czy pogodzie. Bo inaczej to bez sensu to wszystko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka