Gość: elle IP: 195.94.222.* 23.10.01, 12:00 Co sądzicie na temat tej debiutanckiej powieści Wiśniewskiego? Czy macie jakieś własne doświadczenia dot. związków zapoczątkowanych w internecie? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Ralph Re: Ciągle się nad tym zastanawiam... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 23.10.01, 21:40 Ksiązki niestety nie znam (jeśli możesz, to pokrótce nakreśl wątek; zgaduję, że chodzi o możliwości aktywnego kontaktu z innymi internautami i co może z tego wyniknąć), ale magnetyzm Internetu naprawdę mnie fascynuje. Nie mam do końca wyrobionej opinii, ale przeczuwam, że z siecią należy się obchodzić ostrożnie i z respektem, należnym żywej i nie do końca rozpoznanej potędze. Nie nawiązałem (jeszcze) 'leptosomatycznego' kontaktu przez sieć (użyłem terminu na P celowo, bo słowo 'rzeczywistego' byłoby błędem), może dlatego, że jeszcze się z internetem dostatecznie nie obyłem. Na czacie siedziałem tylko na początku, a i to tylko przez pare dni- anonimowość, która jest istotą tego medium stanowi dla mnie osobiście o jego słabości (w poruszanej kwestii). Tym bardziej, że dla osób już samotnych, bez bliskich znajomych czy przyjaciół może być wręcz niebezpieczny (czy stopień uzależnienia od internetu może być wsaźnikiem życiowej samotności?). Ale jeżeli ktoś zdecyduje się na spotkanie z drugim internautą poza siecią, to wtedy internet jest po prostu wspaniały. I nie ważne, czy 'coś' z tej znajomości wyniknie, czy skończy się na jednym razie. Początki bywają trudne... PS. A Ty masz może może 'takie' doświadczenia? I w ogóle, na ten temat wszystko mnie interesuje, Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle a ja już wiem, że... IP: 195.94.222.* 24.10.01, 09:55 Witaj, książki streszczać nie będę, polecam przeczytać, zapewniam, że wciągnie cię od pierwszej strony. Generalnie dwoje ludzi spotyka się przypadkowo bądź nieprzypadkowo na ICQ, nawiązuje się między nimi wyjątkowa więź, to trwa długi czas, nie wiedzą jak to nazwać, ale oboje wiedzą, że jest to coś wyjątkowego, może miłość? Książka bardzo współczesna. Moje doświadczenia z internetem? Dokładne takie same, dlatego dosyć mocno przeżyłam tą książkę. Wiem co to oczekiwanie na maila bądź całonocna rozmowa na ICQ. Tak, wszystko dzięki ICQ... Polecam bardziej niż zwykły czat. Spotkałam kilka osób poznanych w sieci, wiadomo, że spotykasz się wtedy, kiedy ta druga osoba ma w sobie coś szczególnego, czujesz że warto. Zawsze te spotkania są pełne emocji. Tym bardziej, jeśli ta druga osoba jedzie do ciebie z drugiego końca Polski, lub leci z innego kraju. Czy warto? Zawsze warto próbować i poznawać nowych wartościowych ludzi wszelkimi sposobami. Nie zgadzam się, że im więcej znajomych w sieci, tym bardziej de facto człowiek jest samotny. To są znajomości zupełnie innego rodzaju, ale z drugiej strony to są przecież tacy sami ludzie, tak samo czują, różnica jedynie w tym, że czasem mieszkają na drugim końcu świata. Ale i tak często są bliżej, niż ktoś kto mieszka obok ciebie. Dlatego uważam, że tytuł książki nie jest adekwatny. To nie była samotność w sieci. Oni przestali być samotni właśnie wtedy, kiedy do sieci weszli. Pozdrawiam ciepło i czekam na dalsze przemyślenia. Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re: sam w sieci 25.10.01, 11:45 O książce nie wiem wszystkiego, przede wszystkim nie czytałem jej w całości a jedynie fragmenty na Onecie (Czytelnia). Myślę jednak, że jest o’kay. Poza tym Domagalik w ostatnim Wproście cytuje mailowa konwersację z jej autorem tyle że na temat jej zdaniem „mało feministycznego zachowanie głównej bohaterki w ostatecznym rozrachunku”. Generalnie – myślę, że taką historię jaką przelał na papier Wiśniewski mogłoby (mając oczywiście do dyspozycji trochę talentu literackiego i parę innych rzeczy) opowiedzieć wielu intrenautów , czatowców, i forumowiczów. Bardzo często dochodzi do spotkań na tzw. realu, które poprzedzają wirtualne znajomości o różnorakiej intensywności i różnej długości w czasie. Ja tego typu działalność oceniam pozytywnie mimo tego, że moje pierwsze, i jedyne jak dotąd spotkanie twarzą w twarz nie należało do specjalnie udanych. Abstrahując jednak od mojego przypadku uważam że internet i wcześniejsze ... długiej rozmowy daje jednak większą możliwość wyeliminowania przypadkowości i nie dobrania, niż na przykład randka w ciemno z pośrednictwem anonsów różnego rodzaju. Poza tym do momentu panowania nad sytuacją, takie kontakty mogą prowadzić do samo-rozwoju a nie do jego zatrzymania. A już na zakończenie w sprawie samotności ... samotności w sieci. Lepsze to chyba od tej poza netowskiej prowadzącej do izolacji, wyalienowania i totalnego zamknięcia się w sobie i w czterech ścianach. Pzdr lawok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle wybór bohaterki... IP: 195.94.222.* 25.10.01, 12:01 Nie traktowałabym zakończenia i ostatecznego wyboru bohaterki w kategoriach feminizmu. Niemniej jednak uważam, że dokonała ona wyboru najgorszego z możliwych, zupełnie niespodziewanie, autor wcześniej zupełnie inaczej prowadził fabułę i ostatecznie trudno uwierzyć, że ona rzeczywiście TAKIEGO wyboru dokonała z własnej woli. Po prostu nie wierzę autorowi. Uważam to za jeden ze słabych punktów powieści. Inny to np. dlaczego Jakub nie rozpoznał jej na fotografii, którą mu przysłała, przecież wcześniej widzieli się w pociągu z Berlina, dlaczego poprosił ją o fotografię dopiero po ok. 3 miesiącach znajomości w sieci, przecież wszyscy wiemy, że ludzie w takich sytuacjach ludzie chcą jak najszybciej wiedzieć, z kim mają do czynienia, mimo że to internet i bardzo szybko proszą o zdjęcia,; tym bardziej jeśli znajomość przeradza się w coś wyjątkowego - to następna z niekonsekwencji autora. Jednak jest to jego debiut i miejmy nadzieję, że następna jego książka będzie lepsza pod względem warsztatowym. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: a ja już wiem, że... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 25.10.01, 12:16 Widzisz, dla mnie Internet nabiera pewnego sensu właśnie w takich momentach (jak ten teraz- wchodzę i widzę, że czyjaś myśl, adresowana właśnie do mnie, daje mi do myślenia...), i nie jest już tak gadulstwowato-banalnie. Zastanawiam się i myślę o tym wszystkim, co nas różni, i właśnie chyba to każe się raz jeszcze zastanowić, co tak naprawdę mam do powiedzenia komuś, kogo kompletnie nie znam (konkretnie Ciebie); twój post jest osobisty, nawet intymny, a to się tutaj rzadko zdarza. Napisałem 'to, co nas różni', bo na dziś to chyba uważam, że właśnie różnice są takie fascynujące w spotkaniach, mimo, iż nasza- do pewnego stopnia, identyczność pozwala nam się zrozumieć. Sam nie wiem, może ta metoda na znalezienie kogoś wartościowego jest dobra, może sieć rzeczywiście stwarza okazję, może pozwala na szybsze i skuteczniejsze oddzielenie 'ziarna od plew'; przekonam się byc może z czasem. Na razie mam mnóstwo skojarzeń mogących wyjaśnić, dlaczego ludzie z takim trudem zbliżają się do siebie spotykając się twarzą w twarz; wysyłają tyle sprzecznych sygnałów, są tak pogrążeni w swoich prywatnych światach, nie widzą tych samych przedmiotów w taki sam sposób- mimo, że to są te same przedmioty, o prostocie uczuć już tylko wspomnę... Może to rzeczywiście jest bardzo trudne? W sieci to ryzyko odkrycia (przez drugiego człowieka, ale i przez siebie samego), że jest się niezdarnym i wciąż początkującym jest jakby mniejsze, poczucie bezpieczeństwa, jakie zapewnia, pozwala na...więcej, niż zwykle. Internet daje nam dużo więcej czasu, niż normalnie (nawiasem mówiąc, napisałbym to -re już wczoraj, ale jakoś dziwnie sądziłem, że nic ciekawego na tym forum jak zwykle nie znajdę, za to przesiedziałem trochę na Auto-Moto, sory, poza tym miałem imieniny, ha, ha, i wieczorem mnie nie było), a to też jest jakaś różnica. Moje życiowe relacje układają się różnie, książki wciągają mnie rzadko, za to rozmowy z bliskimi często. Mam nadzieję, że jeszcze przyjdzie nam np. na tym forum zastanowić się nad jakąś 'książką', wiem za to jedno- z internetu już nie zrezygnuję. Nawet jeśli nie jest to najlepszy sposób na samotność. Do następnego klikania:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: ale zbieg okoliczności! IP: *.bielsko.dialog.net.pl 25.10.01, 21:48 Ha, ha, jak pisaliście swoje posty, ja byłem w trakcie własnego...Szkoda. Potem musiałem wyjść i 'odświeżyłem' dopiero teraz. Zgadzam się, że lepsza konstruktywna dyskusja przez ekran niż nic-nie-robienie- na-co-dzień, albo jeszcze gorzej. Domagalik widocznie późno zdała sobie sprawę z tego, co teraz tak zawzięcie 'atakuje', jak dla mnie jej pewność siebie jest zbyt silna, bywa otwarcie okrutna; ona po prostu wciąż się miota, tyle, że w poczuciu swojej misji, i mimo, że często mówi mądrze, jej przenikliwość po prostu mnie męczy (sory za tak subiektywne i 'emocjonalne' podejście, poprawię się). Do lawoka- może to i lepsze od izolacji i wyobcowywania sią, ale wciąż jest to jakieś takie fragmentaryczne, niezastępowalne... Mówię oczywiście za siebie. PS.Zabawne- taki temat i taki zbieg okoliczności.W kawiarni rozmowa toczy się bardziej gładko... Pozdrawiam oboje Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re - dialog 26.10.01, 09:41 Wracając do samotności... to znaczy do książki. Zupełnie zwalił mnie z nóg fragment w którym autor cytuje list głównej bohaterki do Jakuba i zawartą w nim rozmowę (jej własnego) Rozumu z (jej własnym) Sercem. Sam pomysł wewnętrznego dialogu o... miłości (przy Jacku Danielsie na Red Bullu lub „on the rocks”), popartej trafionymi argumentami wymiany zdań między mądrością i uczuciowością, której większość z nas niejednokrotnie doświadczył, uważam za genialny. Dlatego też pozwolę sobie na cytat – .....Serce: Rozum, ty nawet mówisz rozumnie. Ale ty się nie znasz. Są takie rzeczy, których ty nigdy nie pojmiesz. Rozumek: Dobra, dobra. Ja wiem, Serce. Ja wiem, o co ci chodzi. Chodzi ci o miłość. Ale pamiętaj o jednym: ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej. Więc ty się nie nastawiaj na wieczność. Ty, Serce, nie jesteś czasoprzestrzeń. Serce: Mówisz tak, bo nienawidzisz miłości. Wiem, że tak jest. Nawet cię rozumiem. Bo gdy ona przychodzi, wyłączają cię. Oboje cię wyłączają. Przenoszą cię do piwnicy jak narty po zimie, która minęła. Masz tam przeczekać do następnego sezonu. Nie potrzebują cię teraz. Przeszkadzasz im. Zrozum to. Ty jesteś przecież Rozum, więc łatwo ci coś zrozumieć. Po co im ty? Oni nie mają czasu na ciebie. Myślą o sobie bez przerwy. Zachwycają się wszystkim w sobie. Nawet swoimi wadami. Rozum dla nich to obawa przed odmową, to drążące pytanie, dlaczego akurat on lub ona. Oni nie chcą takich pytań. I dlatego cię wyłączają. Pogódź się z tym. Rozumek: Nie mogę. Tylko ty, Serce, czujesz to, że nie mogę. Dobijam się czasami do nich z tej piwnicy. Ale mnie nie słyszą. Bo oni są wtedy głusi na wszystko. Poza tym, to skąd ty to wszystko wiesz, Serce? Możesz mi teraz nalać. Rozczuliłaś mnie tą piwnicą. Muszę się napić. Trzy kostki lodu. Czysta whisky. Bez red bulla. I nalej od razu do połowy. Serce: To rozumiem. Dobra ta whisky, prawda? Ja, jeśli mogę, piję tylko jacka danielsa. Chcesz, Rozum, jeszcze jedną szklaneczkę? To były trzy kostki, prawda? Rozum, zrobisz coś dla mnie? To bardzo ważne. Nigdy ci tego nie zapomnę. Zrobisz? Mógłbyś mi wyłączyć na jakiś czas Sumienie? Dokucza mi. Strasznie mi dokucza. Rozumek: Słuchaj, Serce. Nie rób mi tego. Proszę cię. Nie załatwiaj ze mną nic przy wódce. Bądź bezinteresowna, Serce. To, że pijemy razem i że ty się trochę racjonalizujesz, a ja trochę rozczulam, nie upoważnia cię, abyś załatwiała ze mną interesy. Miej Honor, Serce. Poza tym Sumienia nie da się wyłączyć. Ja też tego nie potrafię. Parę razy próbowałem, bo i mnie dokucza czasami. Ale się nie da. Można je tylko na jakiś czas zagłuszyć. Najlepiej żyć z nim w zgodzie. Nawet pogadać z nim nie można. Poza tym trudno je napotkać. Siedzi ciągle gdzieś w Podświadomości. Najchętniej wyłazi w nocy. Wtedy ja już śpię i się regeneruję, a ty, Serce, masz ładny sinusoidalny rytm..... Sorry za długość – to i tak minimum. Pzdr lawok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle Re: Re - dialog IP: 195.94.222.* 26.10.01, 10:56 Istotnie, dialog między Rozumem a Sercem jest jednym z mocnych punktów tej powieści. Pewne pojedyncze zdania wydają mi się dość infantylne, ale generalnie jest bardzo dobry. Jak po tym wszystkim wytłumaczyć jej decyzję? Cały czas Serce miało przewagę, a tu nagle w jednej chwili ona o wszystkim zapomina i Rozum każe jej zostać z mężem, bo przecież to był tylko nic nie znaczący „taki internetowy romans”! Nie wierzę jej, nie wierzę autorowi! (swoją drogą między innymi dlatego nie lubię bohaterki). Cieszę się, że nasz wątek nie jest taki właśnie „gadulstwowato-banalny”. Masz rację, Ralph, że w sieci można pozwolić sobie na więcej. Jest bezpieczniej. Mamy czas na zastanowienie, na uniknięcie potencjalnych błędów. Ale o dziwo – jednak jest tak, być może też tego doświadczyliście – i tu jest coś takiego jak „pierwsze wrażenie”, możecie wyczuć, czy z daną osobą będziecie czuć się dobrze, czy też po prostu nie macie ochoty z nią gadać; naprawdę jestem przekonana, że ludzie odnajdują się w sieci. Szybciej oddzielamy ziarna od plew, to prawda! To jest magia. Może to jest nawet łatwiejsze, niż poznanie nowej osoby „realnie” i przełamywanie z nią pierwszych lodów. Zauważcie – realnie nie da się uniknąć pierwszego wrażenia opartego na wyglądzie fizycznym. Tak jest i już. Niestety często nie mamy możliwości poznania czyjegoś wnętrza, jeśli nie odpowiada nam to, co na zewnątrz. W sieci mamy rzecz odwrotną. Można zakochać się w osobie, której się nie zna osobiście, tylko z fotografii. Wtedy osobiste spotkanie jest czymś niesamowitym, nieprawdopodobnie magicznym! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mia do elle IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.01, 01:03 Napisałaś: "Nie wierzę jej, nie wierzę autorowi!" Wiesz, nie czytałam książki, ale mogę Ci powiedzieć, że tak bywa, że ludzie wysyłają sobie zdjęcia dopiero po 3 miesiącach i że rozum wygrywa z sercem. Piszę to z własnego doświadczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle Re: IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.01, 16:05 To moje zdanie nie dotyczyło faktu, że niemożliwe jest jakoby, aby ludzie przysyłali sobie zdjęcia po trzech miesiącach. Dotyczy mianowicie zakończenia powieści i ostecznego wyboru bohaterki. W każdym razie dobrze byłoby jednak przeczytać ksiażkę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: tytułu nie wymyśliłem IP: *.bielsko.dialog.net.pl 26.10.01, 12:56 Więc jednak jesteśmy Tu we troje, witam! Nie wiem, czy zdążę skończyć myśl, zanim 'twarde reguły' wyproszą mnie Poza, jeśli nie, to dokończę później, tak chyba lepiej, niż zupełnie się spóźniać. Otóż...treść cytatu aktualna dla mnie jak jasna cholera! Od dłuższego już czasu poważnie pracuję nad własnym rozwiązaniem tego 'dialogowego' dylematu, i nie myślcie, że mam jakieś złudzenia na wielki sukces... [Jest taka pozycja Erica Berne 'W co graję ludzie' (znacie?) i, mniejsza o niezłą treść, tam on ostrzega, że nawet, gdy uda się swoje życie wyprowadzić na prostą (czyli uwolnic od 'gier'), to sukces nie jest trwały, trzeba go odnawiać bez konca.] Na razie uważam, że ani rozum, ani serce nie mają nadrzędnego prawa do prawdy, poza tym ich argumenty moga byc zbudowane na niepewnym gruncie. Tym gruntem dla mnie jest każdy z nas. (...wymazałem jednak 2 akapity i cofnąłem się tutaj, bo na razie nic więcej nie wiem, dopiero coś przeczuwam, więc zmilczę) Tym niemniej myślę, że dialogowy problem jest przejściowy, chocby w rozwiązaniu go miał wziąć udział 'łut szczęścia'. (O tym tez chodzi w lepszym rozumieniu m.in. książek z upływem czasu, że wiele dylematów tam poruszanych okazuje się przejściowych;po prostu 'wtedy' jeszcze nie wiedzieliśmy, że...). Tak też być może jest z poznawaniem się w sieci- ważne, aby ustalić pewną proporcję między życiem on- i off-line, szczególnie, jeśli jedno zaczyna dominować nad drugim. Nie da się tego chyba osiągnąć rezygnując z któregoś z nich, tak więc chyba tylko ciągła nauka. Brzmi to może nazbyt oczywiście dla 'zaprawionych w boju', jednak nowości takie jak internet (przynajmniej dla mnie) kryją w sobie masę pułapek i studni bez dna (w których utopic się można być może tak, jak w niespełnionej-a-ciągle-żywej miłości). Zdarzało mi się rozumem 'odciągać' uskrzudlone serce od miejsca, gdzie wciąż się wzbijało, i to było bolesne jak mało co...a potem nie pozwalałem rozumowi cieszyć się z 'sukcesu' tylko dlatego, że osiągnął spokój. I to wszystko nie z masochistycznego zacięcia, ale chyba dlatego, że czasem serce rozwija się tam, gdzie rozum więdnie (w piwnicy?). A na to trudno jest mi się zgodzić. To tyle na razie, wyglądam waszych postów z niecierpliwością. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle dajmy spokój z tym tytułem IP: 195.94.222.* 26.10.01, 15:07 Ach, jaka szkoda, Ralph, że wymazałeś te dwa akapity! To, co ukryte, intryguje nas najbardziej. Coś wyczuwam, że dylemat serce-rozum dotyczy ciebie aktualnie (zresztą napisałeś, że "jak cholera"), coż... któż z nas takiego dylematu nie ma.... bądż nie miał... ja też... i co z tego że Rozum jedno, a Serce swoje? Ale jeśli TO nie ma sensu, to jaki sens ma życie?! - tak sobie to tłumaczę. Nie dam satysfakcji Rozumowi tylko dlatego, żeby uniknąć bólu. Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re: do ...was 26.10.01, 16:39 Jest nas troje ... to fakt...ale mam nadzieje, że nie lubimy „Ich troje”. Ja przynajmniej nie trawię. Chyba teraz moja kolej...na odrobinę szczerości.. Otóż książkę Wiśniewskiego odbieram bardzo, bardzo osobiści gdyż co tu dużo mówić... przeżyłem coś podobnego bardzo niedawno. Tyle ze to ONA ma męża ...mieszka za granicą i ...chyba coś między nami ...zaiskrzyło. Zaiskrzyło no pewno (wręcz zapłonęło) ... i gdy się zorientowaliśmy co się dzieje...zrobiło się strasznie. Uciekliśmy ... raczej ona to zrobiła a ja musiałem...chciałem to szanować. Choć nie przyszło mi to łatwo. Teraz próbujemy ... być tzw. przyjaciółmi. Nawet nie macie pojęcia jak się poczułem gdy przeczytałem to co napisał Wiśniewski. To opis prawie dokładny tego co wydarzyło się między nami. Tera z stąpamy po „Cienkiej czerwonej linii...” i trochę się oboje boimy. To tyle ... o mnie. Jeśli chodzi o walkę rozumu i serca to niestety samo życie doprowadził do tego ze aktualnie kieruję się tym.... pierwszym. Po latach (pięciu dokładnie) zrobiłem wielkie sprzątanie...jak się domyślacie w piwnicy... i znalazłem go. Ale wyglądał biedaczek. Z drugiej strony po 5 latach nie używania... można się było tego spodziewać. Teraz próbuje nadrobić te ostatnie lata... próbuje, ale serducho mocno się ...przyzwyczaiło do panowania (patrz opis wyżej) i ani myśli oddać panowanie. Co z tego ze obolałe...i z ranami jeszcze nie wygojonymi. To rozumek czegoś się może nauczyć... serce raczej kieruje się czymś innym. Tak więc aby nie reanimować biedaka za moment daje jednak przejąć ster temu myślącemu. Tak będzie lepiej dla wszystkich. Wiem, że nie brzmi to najlepiej ale jak znam życie to lada moment wrócę do starych ...na nawyków i ...błędów. I znowu „gołębica” uniesie mnie wysoko skąd nawet nie będzie widać budynku z małym okienkiem piwnicznym. Może to głupie, zwłaszcza w moim wieku, ale to mi przynajmniej daje pewność ze nie zanucę nigdy songu Gepertowej „A gdy się zbudzę, westchnę cóż, to wszystko było chyba zamiast". Ok...trochę się rozczulam. A was moi wątkowicze to generalnie podziwiam...za osobne rzeczy. Pzdr Lawok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: co robicie w piątek, czyli dzisiaj? tak pytam IP: *.bielsko.dialog.net.pl 26.10.01, 21:42 Nie do wiary- komórka teraz dzwoni, wiem, że to jakaś impreza, a ja piszę tego posta (niech mnie ktoś uszczypnie, bo nie uwierzę!). Oj, jak to wciąga...! Te akapity brakujące to były jakieś mętne wywody na temat pogodzenia serca i rozumu, poparte niby-przykładami, i że to jest właśnie tak-a-tak-a-nie- inaczej... Ale jak się złapałem na leczeniu, gdy sam wciąż chory, to mi się odechciało. Elle, i tak, i nie. Było całkiem niedawno, ale się skończyło, zresztą, niech to diabli! podobnie całkiem do lawokowej historii. Myślę tak- partnerski układ jest możliwy, wspólnie działa i rozum, i serce. Wtedy jest idealnie, nikt nikogo nie wpuszcza w maliny, nie manipuluje od samego startu, w ogóle rozwój uczuć pełny i szybki jak w tropikalnym lesie, w dodatku na małoludnej wyspie... Któż by sobie nie życzył? Tyle, że mi 'chodzi' o coś trochę innego- wyspa pełna jest drapieżnych bestii, a i klimat środkowoeuropejski (w dodatku zima idzie). Przy niemałym wysiłku może da się tam przystosować i powalczyć o swoje? Może da się wykluczać sytuacje beznadziejne, użyć wiedzy z gatunku 'Rozpoznanie Fałszywego Jedynego' i nie porzucać bestii swojego gatunku (przyjaciół?), gdy na horyzoncie pojawi się utęskniony parowiec? Może wciąż można WTEDY hodować swoje ukochane róże (choć chciałem napisać: kaktusy), bo one mają kolce we właściwych miejscach? A w okresie suszy spotykać się z nieznajomymi bestiami pamiętając, że to okres wyjątkowy, i nie wszystko woda co faluje... Rozpędziłem się z tą metaforą, ale nic mi lepszego do łba nie przychodzi, choć akapity były mniej więcej tej treści; a może nie? Mam tylko nadzieję, że jak się temat bieżący wyczerpie (albo...znudzi), to ktoś z nas sięgnie po następny. Bo ja to czuję, że przeczytałem juz chyba wszystko, tyle, że teraz czytam drugi raz. Choć właściwie to obecnie mało czytam, raczej przyglądam się światu. Czasem obmyślam następne zdanie, myśląc, że ktoś też obmyśla...może nawet cały wątek, Pozdrawiam elle i lawoka piątkowo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle piątek to już historia... nie wracajmy... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.01, 18:04 "Serce: ...Przy Jakubie często jest tak jak przy kominku w listopadzie. W pewnym momencie jest ci tak dobrze, ze zapominasz, że się zapominasz. .... Rozumek: Nie ma nic bardziej przykrego jak kominek w pustym pokoju nazajutrz. Masz tylko popiół do wyniesienia. Często nie ma już nikogo, aby to zrobił za ciebie. ... W igloo jest zawsze tak samo. Nudno? Zimno? Może, ale nie ma popiołu. Do popiołu potrzebne są płomienie." Kochani, dziś poczułam, że się spalam. Wcześniej napisałam: "i co z tego że Rozum jedno, a Serce swoje? Ale jeśli TO nie ma sensu, to jaki sens ma życie?! - tak sobie to tłumaczę. Nie dam satysfakcji Rozumowi tylko dlatego, żeby uniknąć bólu." Dzisiaj bym tego nie powtórzyła. Przydałoby się jakieś dobre mocne wino, konieczne czerwone i wytrawne. Ale nie chce mi się nawet wyjść z domu po to wino. Tak więc będę się spalać na trzeźwo. Z waszych historii wynika, że jednak w ostatecznej rozgrywce zwyciężył on, patrzcie jaki cwany, siedzi zamknięty w piwnicy, ale jednak robi swoje. Cóż... w końcu w piwnicy ukryte są fundamenty. „Serce: ...Racjonalizm wie o mistycyzmie tyle, że jest całkowicie nieracjonalny” Kończę na razie, bo boję się, że napiszę coś, czego będę żałować. Wyłączam telefony i będę czerpać cholerną perwersyjną przyjemność z oglądania igrzysk, które właśnie rozgrywają się we mnie. Jaka szkoda, że nie ma tego wina. Pozdrawiam ciepło i weekendowo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: A w sobotę to nawet compy się psują! IP: *.bielsko.dialog.net.pl 27.10.01, 21:09 Osądziłaś nas surowo! Teraz nie wiem, jak i do czego się odnieść- do cytatów, komentarzy czy może wyznań..? Spróbuję po kolei, albo...w ogóle spróbuję. 1.Po wino natychmiast do sklepu marsz!!! Polecam czerwoną Sophię Melnik; półwytrawna, uczciwa, równa w odbiorze i wciągająca, poza tym smakuje jak francuskie-3-razy-droższe-nic-lepsze. Półwytrawna, bo zdaje się, że odrobina słodyczy Ci dzisiaj nie zaszkodzi, poza tym trunek sprawdzony (zawsze polecam niezdecydowanym przyjaciołom, domowo zdecydowanie wolę od piwa). (dość z punktami) Ostatecznie wolałbym powiedzieć, że to moja (nie Jego) zasługa, tyle, że to nie zwycięstwo, a raczej...kolejny udany atak Serca (atak serca- ha, ha). Poza tym mój rozum zwykle odpoczywa, a używam go, gdy jest naprawdę potrzebny (odruchy bez- i warunkowe są zdecydowanie zbyt rzadkim obiektem dociekań, niż na to zasługują), na przykład teraz nieźle chłopaczyna tyra! Ciekawe, co na to lawok? Mistycyzm...Kiedy rozum znajduje swój kres i pozwala na wieczornym spacerze (na)reszcie nacieszyć się ciszą, to dowiaduje się więcej, niż mógł się spodziewać; zawsze jest to co innego, a najbardziej mistycznie prezentują się wtedy oczywistości. Co niemalże zawstydza Rozumek..! Może jednak zamiast wina i igrzysk- spacerek? Pora co prawda późna, ale to nawet lepiej (moje najlepsze przechadzki to późne wyjścia w góry, i żeby było stamtąd widać migotliwe miasto. Jeśli jeszcze niebo jest czyste, to mistyczne przeżycia gwarantowane, ale gwiazdy to już po ciemnej stronie góry. Zabrzmiało trochę jak reklama wczasów, nie?! ja po prostu mieszkam w Bielsku, wsiadam w samochód, w 10 minut mam góry), tyle, że nie wiem, jak się po stolicy spaceruje nocą? Ostatecznie zawsze możesz wcześnie pójść spać, chociaż to chyba spóźniona rada, bo u mnie jest teraz 9, a twój post jest z... Miałem dziś awarię sprzętu, cały system padł, i teraz to już wiem, że sieć to drag- mam tylko nadzieję, że zawsze będzie, bo z winem to jest różnie. I nie wiadomo, czy prohibicji nie wprowadzą, a cenzurę to zawsze można ominąć, no nie?, zdrowia życzę (jutro z rana!) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle Re: co tak ciemno o tej porze???!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.01, 16:35 "Partnerski układ jest możliwy - powiadasz Ralph - Wspólnie działa rozum i serce. Wtedy jest idealnie". Tak, jednak "idealnie" zdarza się w życiu (przynajmniej moim!) tak rzadko, że nawet nie pamiętam jak to jest. Tak więc przyzwyczaiłam się już do ciągłych igrzysk. I wiem, że walka nigdy się nie skończy. Można jedynie czasem przekupić (czyt. zalać) Rozum, żeby w końcu przestał się czepiać. Swoją drogą może to dobry pomysł leczyć Serce atakiem serca? Nie, ja chyba bym tego nie przeżyła. Moje zdrowie dzisiaj raczej ok., chociaż dziwne to uczucie, kiedy miesza się jawa ze snem. I to bez wina... – nocne spacery po Warszawie raczej odpadają, jednak skorzystałam z drugiej rady i poszłam spać, co z tego, skoro oglądałam igrzyska we śnie, żebym chociaż dotrwała do finału, kto wygrał tą bitwę? Akurat! Budzę się i wszystko zaczyna się od nowa. Może jednak posłuchać Serca, żeby ostatecznie nie okazało się, że wszystko było ZAMIAST? Pytanie do lawoka: co masz na myśli pisząc „osobne rzeczy”? Ralph - drag? Nie wydaje mi się, żeby Ci to jakoś przeszkadzało lub paraliżowało życie offline? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: Atak serca to tylko gra słów. Za młody jestem IP: *.bielsko.dialog.net.pl 28.10.01, 19:36 Ojojojoj! Trza było iść po to wino! I właśnie- nie odbiegamy zbytnio od tematu? Mam nadzieje, że nie, chciaż z drugiej strony...co za różnica, skoro jest ciekawie. Odpowiadam- w gruncie rzeczy nie rozdzielam on- i off-. Różnica w tym, że w off- space treść niesie i powietrze, i światło, i pare innych, fajnych rzeczy. On to tylko elektomagnetyka, ale 'tylko' odnosi sie do nośnika, niosący wciąż ten sam. Znowu się dziś spieszę, i mam wrażenie, że to raczej off teraz przeszkadza, bo chciałbym napisać coś porządnego, a 'co nagle to po...'! Żarty żartami- ale wciąż uważam, że sieć może uzależniać w ten niedobry sposób, tyle, że chyba gdyby nie było sieci, byłoby co innego. PS.Ogłaszaj przynajmniej złotych medalistów, bo wysiłek (zwłaszcza olimpijski) lubi być nagradzany, Pozdrawiam z Krainy Ciemności Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re: miło was ponownie zobaczyć 29.10.01, 10:00 Dzień Dobry, Ja tak oficjalnie gdyż jeszcze nie funkcjonuję zbyt dobrze. Nawet napisanie tych paru słów to nie lada wysiłek. Ciało jeszcze jakoś tam ale to tylko efekt wypracowanej przez lata psychokinezy czy czegoś w tym stylu. Natomiast szczytem możliwości moich „bladych” komórek było dzisiaj doprowadzenie mnie do miejsca w którym się znajduje czyli do mojego stanowiska pracy. Wcześniej musiały pokonać tak wiele przeszkód, że nawet nie chce mi się ich tu wymieniać. Od problemu z decyzją, czy trafienie budzika nocna lampką spowoduje jego zmilknięcie na wieki aż do długiego namysłu nad hasłem logującym mnie do mojego kompa. To wszystko wynik „aktywnego” wypoczynku w ciągu ostatnich trzech wieczorów i dwóch dni. Aby nie wdawać się w szczegóły tych już historycznych wydarzeń powiem, że było disco-polowo (piątkowe imieniny koleżanek w jedynym tego typu lokalu – myślałem że coś takiego w mieście wojewódzkim już nie jest do znalezienia) nastrojowo a nawet zmysłowo (saturday night fever- red wine, delicate misic and light, black underwear ) oraz modnie (niedzielny pokaz mody, który opuściłem jeszcze przed rozpoczęciem bankietu z powodu niedomagania organizmu.) Brak snu – 12 gadzin w ciągu ostatnich trzech nocy – i związana z tym zapaść intelektualna nie pozwala mi na razie odnieść się do waszych interesujących weekendowych postów. Jednak liczę na poprawę. Pozdrawiam w pierwszej kolejności Elle a zaraz po tym ciebie Ralph. Lawok Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re: miło was ponownie zobaczyć cz.2 29.10.01, 12:58 Przed chwilą zanurzyłem usta w „pucharze” wypełnionym prześwietną malinową herbatą w której podobno jest aż 10 witamin i błogość mnie oblała. Powoli się ...budzę ...więc coś napiszę. Choć to już chyba schyłkowa działalność tego tematu w niniejszym wątku musze się wam jeszcze zwierzyć z interesującego zjawiska. Otóż dotyka mnie pierwszy raz coś takiego: jestem z kobietą, która umiejętnie i z sukcesem panuje nad... dominacją mojego serducha nad racjonalizmem Mr. Rozumka. Z jednej strony może to nie najlepiej o niej świadczyć z drugiej strony jestem jej ogromnie wdzięczny z subtelny chłodek, którym zamraża wszelkie próby większego zaangażowania z mojej strony. Dzięki niej budzę się z rana ze zdrowo rozsądkowym podejściem do wszystkiego a jednocześnie właśnie ona obdarowuje mnie chwilami, które przechodzą do ....„historii rock and rolla”. Podobno (nie czytałem niestety) w "Nieznośnej lekkości bytu" Kundera napisał, że "tam, gdzie przemawia serce, nie wypada, aby rozum zgłaszał wątpliwości....”. Może i nie, ale przyznam ze pierwszy raz w życiu jestem komuś zobowiązany za to, że jest odrobinę chłodny, pragmatyczny, trzeźwy a może nawet ...wyrachowany. Żeby był śmieszniej jest ode mnie sporo młodsza. Znak czasu? A może tzw. układ partnerski o jakim pisze Ralph. Przy okazji jeśli Sophia to raczej Chardonay (nie jestem pewny pisowni) ale przed zmianą butelek. Aktualnie to już cień dawnej Zofii. Widziałem ze zastanawialiście sia nad skutecznymi metodami „leczenia”. Moja opina jest krótka choć może banalna – najlepiej i ...najszybciej „czas leczy rany”. Wszelkie. A uwierzcie ze próbowałem ostatnio zwłaszcza wszystkiego. Elle; pisząc o „osobnych rzeczach” (niezbyt dobre sformułowanie) Tobie zazdroszczę, choć teraz widzę ze nie do końca może słusznie, zwycięstwa braku racjonalizmu. To bardzo dobrze że wciąż masz siłę i odwagę do tego niestety bolesnego czasami sposobu na życie. Ciągle wierze że coś takiego nie pozostaje bez nagrody. No bo jeśli nie....? Pozdrowienia z kąta południowo-zachodniego naszego trójkąta z Wrocławia. lawok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: Znalazłem coś na temat... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 29.10.01, 15:04 Cześć. Jak napisałem, znalazłem kawałek niezłych przemyśleń połączonych z wnikliwą analizą interesującego nas tematu. Jako, że w dużej części właśnie TO miałem na myśli, pisząc o możności pogodzenia rzekomych sprzeczności (wynikających z miłości), polecem Wam zajrzenie na stronę POLITYKI, a dokładnie 'nowej Res Publiki', gdzie temat miłosci i sprawiedliwości został nakreślony w oparciu o pewne klasyczne standardy. Cytaty pochądzą z oryginału; miłego czytania. PS.Czy 'Ela' na wątku o Zajdlu to Ty, elle, czy tylko zbieg okoliczności? Pozdrawiam przemyśleniowo... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle Re: Znalazłem coś na temat... IP: 195.94.222.* 29.10.01, 16:54 Ela i elle to zupełnie dwie różne osoby, na dodatek nie mam nic wspólnego z takim imieniem. Próbowałam pchać pomału wątek nt. Italo Calvino i upsss...nieopatrznie zdradziłam tam swój adres e-mail... Oj, biedny lawok? Mam nadzieję, że zwalczyłeś już wszelkiego rodzaju kace! Próbuję ściągnąć tekst z ResPublica, ale niestety trwa to całe wieki, więc pozwolicie moi drodzy, że odniosę się do tego później. Dałeś mi lekturę na dzisiaj, Ralphie! Dlaczego piszecie, że to już schyłkowa działalność wątku?! Szkoda, że jest nas tylko troje, podejrzewam, że inni czytając nasze posty po prostu nie chcieli nam przeszkadzac... hi hi hi. Jeśli chodzi o ogłaszanie wyników igrzysk, hmmm to wyglądałoby mniej więcej tak: Rozum, Serce, Serce, Serce, Serce, , Rozum, Rozum, Serce, Rozum, jak wiadomo igrzyska trwają nieustannie, a powyższa klasyfikacja dotyczy tylko ostatnich dwóch dni. Dziś króluje Serce, zobaczymy jak długo. Lawok, widzisz ja jeszcze jestem dosyć młoda i ....wierzę w ideały hihi, dlatego moje Serce jeszcze bije i czasem udaje mu się wygrać z tym cholernym Mr. R. Drodzy moi, jutro napiszę więcej przemyśleniowo, na razie pozdrawiam z północnego kąta trójkąta. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: Ciekawe, co wam się dziś przyśni? IP: *.bielsko.dialog.net.pl 30.10.01, 00:25 Tak, tekst faktycznie dość długi, czytałem uważnie i 'na myśląco', spacerując dla refleksyjnego oderwania z parasolem-laską po pokoju, ale naprawdę było warto. Być może odniosę się do niego na tamtejszym forum, tyle, że jutro czeka mnie pracowity i męczący dzień, więc może pojutrze- ale już teraz odrobinę się niecierpliwię na Twoją opinię, elle. Z drugiej strony to ładnie ze strony innych, że nie przeszkadzają, nieprawdaż?! Właściwie to jest mój pierwszy naprawdę...wyjątkowy wątek. Uśmiecham się do siebie i...jakoś nie moge poskładać myśli w 'pisalny' sposób. Mam wrażenie, że atmosfera na naszym wątku po prostu się rozluźniła, z drugiej strony może to dopiero początek? Samego tematu nie sposób podsumować krótko, rozwijał się będzie razem z nami, oby we właściwym kierunku! Już teraz życzę Wam wszystkiego najlepszego, i oby Wasze szanowne umysły miały się dobrze. Nasunęło mi się w międzyczasie pytanie- odgraniczacie sferę snów od jawy? Na co dzień na takie rozmyślania nie ma czasu, tyle, że dziś rano spostrzegłem, że wobec niewiadomej, co dokładnie stanowi istotę snów- być może nie ma potrzeby, aby ten podział przeciwstawiał jeden stan drugiemu. Pytanie nie powinno wydać się dziwne tym, którzy przywiązują do snów wagę i pamiętają je rano, i zastanawiają się nad co- ciekawszymi. Pewna przypowieść wschodnia mówi o 'myślicielu' który obudził się pewnego dnia rano z retorycznym pytaniem: Sniło mi się, że jestem motylem i lecę nad łąką. I teraz nie wiem- czy jestem człowiekiem, któremu się śniło, że jest motylem, czy może motylowi- że jest człowiekiem? A rzecz w tym, że dziś rano pomyślałem, że to w sumie bez różnicy- w końcu być motylem i latać sobie nad łąką to całkiem miła perspektywa, zwłaszcza, że można opowiedzieć jakiejś sympatycznej pszczółce, jak to we śnie klikało się w ludzkiej sieci i nie było tam żadnego pająka, do jutra! Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re: i feel good 30.10.01, 09:11 Kto rano wstaje... albo raczej kto późno się kładzie... widzę Ralph, że należysz do szczęśliwców, którzy mogą spędzać długie godziny w ramionach Nyks nie martwiąc się konsekwencjami. Ja odpłynąłem wczoraj około 22.00 i żeglowałem do 6.50 na niestety bezsennym oceanie ułudy. Pod wpływem wątku na wrocławskim forze ja także zacząłem się zastanawiać nad interpretacją i ... przyczyna takich a nie innych snów. Nawet posunąłem się do zapisywania tych, które nie ulecą bezpowrotnie. Jeśli chodzi o lekturę wywodów Pana Hołówki to jestem wciąż w trakcie, więc spróbuję ustosunkować się nieco później, zwłaszcza ze wbrew wszystkim naukowym analizom moje szarości rozkręcają się w ciągu dnia. Pzdr Elle – mam(y) nadzieję, że odezwiesz się nieco wcześniej niż wczoraj. Nie zapominaj, że to Twój wątek i, że jesteś (jak na razie) jedynym damskim głosem w tej dyskusji. Miłego dnia....wszystkim! Lawok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle jestem jestem! IP: 195.94.222.* 30.10.01, 12:06 Moi drodzy, podoba mi się Wasza aktywność na moim wątku. Niestety nie udało mi się doczytać do końca tekstu dot. Platona, jego długość poraża na pierwszy rzut oka (długość tekstu, nie Platona), ale zapowiada się bardzo dobrze. To znaczy zapowiada inne spojrzenie na miłość fizyczną i namiętność niż nam się wydaje, dlatego potrzeba czasu i spokoju, żeby się skoncentrować. A jak tu się skoncentrować, kiedy... Ach, szkoda słów... poza tym w nocy spać nie można... a w pracy nawet udawać się nie da, że się pracuje, bo trzeba pracować naprawdę! Kochani, dajmy sobie czas. Miałam ochotę odpowiedzieć na twój post Ralphie o 5 rano, ale stwierdziłam, że bez przesady. Poza tym fakt, że zaglądam tutaj o 5 rano chyba świadczy o początku jakichś zaburzeń, czy coś? Rozluźnienie atmosfery na wątku: hmm, ja myślę, że duże zasługi musimy przypisać lawokowi, który w sposób niezwykle interesujący, że tak się wyrażę, opisał nam gorączkę sobotniej i nie tylko nocy, no i jej konsekwencje. Lawok, please nie rób mi tego więcej :- ) Ach, tyle rzeczy chciałabym Wam napisać! Co do snu i jawy, o tak, to jest bardzo ciekawa sprawa , jak wcześniej wspomniałam nt. igrzysk – na jawie i we śnie to jest to samo, nawet nie ma napisu "ciąg dalszy nastąpi". Tak jakby nie było różnicy... czasem zdarza się to w momentach permanentnego szczęścia spowodowanego uderzeniem obuchem w głowę (czyt. w fazie zakochania). Generalnie czasami przyjemnie jest przedłużać fazę snu tak długo, jak tylko się da... i nie wkraczać w sferę jawy... albo odwrotnie. Dzisiaj moje Serce króluje niepodzielnie, jest mi pięknie z tym, chociaż Mr. R. stara się jak może, żeby mi zepsuć spojrzenie na świat i miłość, ale co tam, pomyślałam – dziś pogoda taka piękna (hmmm), że na przekór wszystkiemu będę miała dobry humor. I na razie mam! Za chwilę napiszę więcej, muszę niestety popracować. Powiedzcie mi kochani, na jakich innych jeszcze wątkach się tak aktywnie udzielacie? Bardzo jestem ciekawa... pozdrawiam wtorkowo Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re: ja także ...a ty ralph...śpisz? 30.10.01, 15:45 Jakoś dziwnie się złożyło że w najnowszym „Twoim stylu” (czyta to kobieta z która pracuję) Żuławski rozpoczyna swoje comiesięczne dywagacje także od wątku starożytnego i od stwierdzenia ze armie z tamtych czasów były złożone przede wszystkim z ... kochających inaczej. Było to racjonalne gdyż jak pisze autor, że taka armia złożona z mężczyzn zakochanych w sobie „bije się lepiej, bo jeden serdecznie broni drugiego” i że „jest mniej rozproszona i tańsza, jako że efekty poza-bitewna załatwia między sobą”. To jest akurat dosyć zabawne, jednak dalej Żuławski konkluduje poważniej i chyba bardziej w interesującym nas temacie; „Sokrates (pod piórem Platona) i Arystoteles (...) uważali ze miłość to akt pedagogiczny: bez przekazywania wiedzy, bez uczenia, nie ma Miłości. Prawdziwa miłość jest wtedy gdy jest stosunkiem .... wychowawczym.” .... Stosunek wychowawczy, czyli uczmy i pozwólmy nauczać siebie? Przyznasz Ralph, że to dosyć dziwny zbieg okoliczność z tekstem, który nam zaproponowałeś. A co do tekstu Hołówki ... podobnie jak Elle cały czas wgłębiam się w niego powoli i przyznam, że są miejsca naprawdę interesujące. Nie wiem jakiej reakcji i komentarza od nas oczekujesz bo tekst jest obszerny i wielo wątkowy. To co na szybko mnie „ruszyło” .... to chociażby fragment dotyczący... preferencji, może raczej priorytetów wśród Ateńczyków. Mówię o oddzieleniu miłości od popędu seksualnego a popędu od płodzenia... oraz o kobietach, które wychowywano jedynie (?!) na matki i żony oraz na zarządczynie niewolników. O ich ograniczeniu, które nie pozwalało na zakochiwanie się (w nich) co w konsekwencji prowadziło do rozkwitu związków homoseksualnych. Hmmmm.... idąc tym tropem myślenia zastanawiam się na ile do naszych czasów przetrwał model w którym nie mają szans „wspólnego zaistnienia” osoby o różnym potencjale intelektualnym (bo takie jak różnica wieku czy pochodzenie to już przerabiano nie raz) Czy faktycznie łatwiej „iskrzy coś” między Panią Magister i Panem Magistrem, czy absolwentowi i absolwentce szkoły zawodowej (lub podstawowej) fakt braku większych barier w porozumiewaniu się wystarczy. Wracam do lektury. A ty się Elle nie przepracuj!A moze latasz gdzieś między cumulusamu i cirrusami. Pozdrawiam ze słonecznego o dziwo dzisiaj Wrocławia. lawok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle dziś będzie o zalotach i uwodzeniu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.01, 22:41 Kochani, Proponuję: skupmy się na zalotach. W tej części moim zdaniem najlepsze zdanie brzmi tak: „Pierwsza miłość, w sensie pierwszej fizycznej fascynacji i pierwszego kontaktu, to wzajemne przyciąganie się ludzi ku sobie i dotykanie słowami, propozycjami, zagadkami. To rodzaj duchowego tańca, w którym można próbować iść własnym krokiem lub poddawać się woli partnera. Kto idzie własnym krokiem, wytwarza dystans; kto podsuwa sposoby wspólnego zajęcia uczuć i umysłu, dąży do bliższego kontaktu.” Ach... dotykanie słowami, duchowy taniec... Bardzo mi się podoba to zdanie - jest takie piękne i prawdziwe! Ciekawe jest to, że to dusza jest tu pod specjalnym nadzorem. Gwałt na duszy jest po stokroć bardziej niebezpieczny niż miłostki i bezceremonialne traktowanie ciała! Potraficie sobie wyobrazić miejsce i czas, kiedy wygania się z miasta poetów?! Ja nie, ale to tylko z powodu mojego skrajnego liberalizmu. Teraz będziemy się uwodzić. „To zakochani decydują, co z nimi będzie, a nie moralność albo natura miłości... Mądry boi się i nie liczy na wiele. Lecz mimo to kładzie wszystko na jedną kartę”. Miłość wymaga inwencji, pomysłowości i złamania rutyny. Nie jest naturalna. Wszyscy próbujemy przestrzegać jakichś zasad, których tak naprawdę nikt nie zna. Choćby idiotyczna zasada „trzeciej randki” – kto zna? „Nie przysługują jej żadne trwałe wyznaczniki empiryczne”. Muszę przyznać, że coraz bardziej mi się to podoba. Bez Ciebie Ralph nie wyśniłabym sobie nawet tego artykułu (generalnie muszę czytać mnóstwo, ale pewne wartościowe sprawy siłą rzeczy umykają). Dzięki Ci Raplh!!! O tak, lawok masz rację – idea: miłość dla umocnienia przyjaźni, seks dla przyjemności, prokreacja dla państwa – ha! Mnie też to ruszyło prawdę powiedziawszy. Co się takiego stało, że jednak pewnego pięknego dnia kobiety zaczęły być doceniane pod względem możliwości zaspokajania popędu seksualnego mężczyzn?! Kto mi wyjaśni jak czteroletniemu dziecku? Kolejny tekst, który mi się podoba, to „straszenie Sokratesa Freudem”, to taka mała uwaga na marginesie. Kochani, ciąg dalszy nastąpi. Jutro będzie miłość erotyczna. Pozdrawiam wieczorową porą Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.bielsko.dialog.net.pl 30.10.01, 22:46 Gdybym mówił językami aniołow, to...wyraz 'ZBIEG OKOLICZNOŚCI' napisałbym w stu językach! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: Ależ skąd! Mówiłem, że wieczorem... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 30.10.01, 22:41 Cześć, cześć, cześć! Jako, że jest już późno (21.42) a wcześniej nie dałem rady, to powiem tylko: sory! Albo myślę za wolno, albo za późno wchodzę na neta, a że nie lubię pleść 3po3, to i sformuowanie myśli zajmuje mi trochę...stąd problemy z, powiedzmy, koordynacją w czasie. Wracając do Platona- takie teksty traktuję o tyle poważnie, że nawet jeśli sie z nimi zgadzam lub też odnajduję pokrewieństwo myślowe z autorem, to najważniejsze jest porządkowanie ducha, choćby na tych parę chwil w trakcie samego czytania. Wszak podążając za Platonem- życie jest 'przypominaniem sobie', a filozofia najlepszym na to sposobem. Tyle, że z tym się właśnie nie zgadzam- niesamowite dla mnie w życiu jest to, że żyję 'pierwszy raz', i każdy tę świeżość może odkrywać sam. Zresztą nie ma tu chyba 'większej' sprzeczności... Zastanawiałem się nad kobietami w starożytnym świecie- jedyną odpowiedźią, jaka wydaje mi się sensowna to taka, że społeczeństwa kontrolowanego przez mężczyzn nie było wtedy stać na równouprawniony udział kobiet w życiu 'publiczno- towarzyskim'. Trochę to mętne, co piszę, ale nasuwa mi się myśl, że między płciami wciąż panuje jakaś wewnętrzna walka o kontrolę nad sobą (nie tylko zresztą na tak ogólnym poziomie). Nie jest to odkrywcze, wręcz banalne, tyle, że inaczej się to intelektualnie rozważa (wtedy trudno o świeżość); zupełnie nowe światło na 'temat' rzuca potwierdzenie tej, dotychczas hipotezy, przez życie. A wtedy to jest już na każdym możliwym poziomie i wspólnego, i samotnego bycia. Wtedy też zaczyna się walka z tą, chciałoby się rzec, pozostałością po zwierzęcych zaszłościach. Tyle, że to jest chyba program na całe...wieki. Bo czym, jak nie potwierdzeniem, są wszelakie gry, flirty, uniki i co tam jeszcze, które nie mają za sobą nic, poza nabraniem przeciwnika, ustawieniem go pod odpowiednim kątem, hipnotyzowanie i gra nawet przed samym sobą? Wymieniać można by w nieskończoność, tyle, że juz widzę na waszych twarzach zażenowanie- Ralph przegina, nie ma racji, są też i dobre intencje itd. Dla wielu najzacniejszy z ludzi, Sokrates, bawi się tą samą piłką. Chce panować, a to, że przyświeca mu etyczny cel...Wojownik Prawdy. Z drugiej strony znajdą się ci, co sie poddają, pozwalają się wziąść, porwać i zniewolić (bo jeśli tylko dla uśpienia uwagi przeciwnika, to lepiej dla nich), i oni biora udział w tej wojnie, żeby choć przy zwycięscy roztopić swoją słabość i zaznać bliskości zwycięstwa. A teraz to was przepraszam stukrotnie, bo całą tę myśl powinienem był skrócić do paru słów, gdy tutaj wyjeżdżam z jakąś demagogiczną paplaniną... Mimo wszystko wciąż uważam, że nawet jeśli samoświadomie rozwijający się układ między dwojgiem ludzi tylko przez chwilę, od czasu do czasu, przestaje być układem tylko, a staje sie spontanicznym...kochaniem, to te chwilę moga wystarczyć. Nadają na nowo kierunek, nie pozwalają eskalować wojnie, wydobywają z podswiadomości to, co męczy, ale w istocie jest tworzywem świeżości. Taki sposób życia jest dla mnie definicją miłości. Tyle, że nadużyciem (i słabością) naszych czasów jest zamykanie miłości w układzie podwójnym. Bo skąd się biorą sprzeczności? PS. Czuję, że pozwoliłem sobie na wiele, a- jako, że jesteśmy tutaj razem, być może na zbyt wiele i nadużyłem Waszej cierpliwości (tym bardziej, że artykuł ma 24str.). Jeszcze raz sory za porę, ale sie ostatnio nie wyrabiam, Poooozdroooowiooonkaaaa! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle Ralph, NIESAMOWITE! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.01, 22:43 Dosłownie o tej samej porze wysłaliśmy swoje posty!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re: NIESAMOWITE??? to jest ... staraszne 31.10.01, 09:42 Musze przyznać że dreszcze na plecach i nastroszenie mojego siwego jeża to tylko zewnętrzny i uboczny efekt jaki wywołała świadomość tego co zauważyła Elle. I to na godzinę i 19 minut przed Helloween. No i jeszcze wiadomość z porannej Trójki – prawie 70 procent Polaków wierzy w...życie pozagrobowe a ponad 30 procent wierzy w wędrówkę dusz. Co naj...śmieszniejsze te kworum rośnie... cały czas następuje wzrost liczby osób, które mimo postępu technicznego, wzrostu świadomości i ... konsumpcji szuka nadziei (a może raczej ucieczki) w wierze. Co do reinkarnacji ... no to jeszcze... ale... Pozdrawiam z wrocka Odezwę się gdy ... zakończę defragmentację dysku.... własnego lawok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: elle, NIESAMOWITE! IP: *.bielsko.dialog.net.pl 31.10.01, 13:06 Rozwlekłego posta najpierw napisałem, a potem zmazałem. Duchy, a szczególnie reinkarnacja to ciekawe koncepcje; przyjmując pewien model rzeczywistości (rzeczy-w-istocie?) reinkarnacja wydaje się dosyć oczywista...Tyle, że dla mnie właśnie zbiegi okoliczności są bardziej 'nieznośne' do wytrzymania, bo całkowicie otwierają mi umysł, który tego nie lubi. On to lubi wiedzieć, na czym stoi, aż tu nagle!nie wie. Bo to nie jego sprawa!! Tyle, że ja to chyba najmłodszy z Was stażem sieciowym jestem, a młodzi to i niewiele rozumieją, i daleko nie odejdą, żeby się nie pobrudzić... No, już naprawdę nie wiem, co rzec- zdaję się na wszelkie sugestie, a i do wieczora mnóstwo czasu:o) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle jak to wytłumaczyć? IP: 195.94.222.* 31.10.01, 13:34 Zadziwia mnie liczba Polaków wierzących w reinkarnację, przecież to jest filozofia Wschodu. W naszym kraju, gdzie jest tylu katolików?! Więcej ludzi wierzy w niebo, niż w piekło, poczytajcie sobie o tym w dzisiejszej „RP”, generalnie pomieszanie w poplątaniem. Ale ja nie o tym. Zbiegi okoliczności, to coś co zawsze zadziwia mnie niezmiernie, włosy stają dęba i każe jednocześnie zastanawiać się nad tym, czy aby tak naprawdę pewne sprawy dzieją się przypadkowo. Wczorajszy przypadek z Ralphem, to coś rzeczywiście niewytłumaczalnego. Ale generalnie w moim życiu zdarza się tyle tego typu właśnie „zbiegów okoliczności”, że ... nie mogę oprzeć się wrażeniu, że COŚ jest GDZIEŚ zapisane i że ja realizuję jakiś plan. Wtedy czuję szczególnie mocno, że to, co się dzieje ma dla mnie szczególny sens i znaczenie. Nie ma to jednak nic wspólnego z fatalizmem i przekonaniem o braku kontroli nad własnym życiem! Takie to moje myśli rozbiegane z okazji wczorajszej 22.41. Napiszę więcej wieczorem, mam nadzieję, tym razem ciąg dalszy o Platonie. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re: ja znikam do piątku 31.10.01, 15:06 Wyjazd "świąteczny" - ale będę czekał niecierpliwie na wasze .... nocne Polaków rozmowy. Do tego czasu wciągnę na pewno dywagacje dotyczące Sokratesa i będę przynajmniej ze zrozumieniem czytać wasze komentarze (Elle coś wspominała o wątku ...erotycznym?!). A wracając na moment do reinkarnacji to także naszemu przyjacielowi Platonowi nie była ona obca. Szkoda, że jesteści tak daleko - w sobotę spotykają sie (o ile nic sie nie zmieni) ludzie z wrocławskiego forum. Moze wiąc kiedys na ogólnopolskim...??? Pozdrawiam helloweenowo i ciepło (we Wrocławiu jest ze 20 stopni) spokojnych świąt lawok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: Zbieram siły! IP: *.bielsko.dialog.net.pl 31.10.01, 19:20 Jakby to powiedzieć...Jeździłem na rowerze, przemęczyłem się trochę i miałem drobny wypadek. Jeśli pozwolicie, to poleźę dziś w łóżku i odpocznę. Tym niemniej zerkne wieczorem na wątek, ale chyba nic z 'przemyśleniem' mi nie wyjdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle dzisiaj będzie bez tematu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.01, 19:16 Masz racje, Ralph, że plecenie 3po3 nie ma sensu i lepiej czasami wstrzymać się z pisaniem, aż w głowie myśli zaczną się układać, niż puszczać w świat banały. Mam nadzieję, że czujesz się lepiej, przynajmniej na tyle, żeby przeczytać dziś mój przydługi post. Jestem pewna, że ktoś nas tu podgląda, ale tak naprawdę nie interesuje mnie to. Bardzo proszę, czytajcie sobie. Ralph, filmu na pierwszym nie oglądałam, bo, jakby tu powiedzieć, wstałam dziś ok godziny 15.15. Mam nadzieję, że mi opowiesz. Raz się żyje, prawda? Tym bardziej to powiedzenie pasuje do klimatu dzisiejszego dnia. Doszłam do wniosku, że dziś Platon może poczekać. Czekał parę wieków, aż moja uwaga racz się na nim skoncentrować, to i poczeka jeszcze dziś. Dziś będę odnosić się do tego, co pisaliście WY. Tak więc Sting sobie śpiewa (super, właśnie słyszę „I’m mad about you”, co nastraja mnie niesamowicie erotycznie, swoją drogą), mam otwartą treść wszystkich naszych postów i czytam po raz może trzydziesty... Myślę jeszcze o oddzielaniu snu od jawy. Aktualnie mam taką fazę, że jest mi to w ogóle niepotrzebne. Jest mi dobrze. Jeśli nie mogę spotkać się z kimś na jawie, spotykam go we śnie. Oczywiście konieczna jest świadomość, co jest czym, ale jest to takie słodkie, kiedy chwilowo nie można inaczej. Wracając – także wtedy, kiedy Serce zalewa mnie słodkim miodem, a Rozum śpi. Tak jest mi dobrze. Niech tak zostanie. Ale słyszę już stukanie kijem od miotły w podłogę. To Mr. R. nie daje o sobie zapomnieć. Słowa Ralpha nt. walki między płciami: „Bo czym, jak nie potwierdzeniem, są wszelakie gry, flirty, uniki i co tam jeszcze, które nie mają za sobą nic, poza nabraniem przeciwnika, ustawieniem go pod odpowiednim kątem, hipnotyzowanie i gra nawet przed samym sobą?”. Zgadzam się, tak jest: gry, flirty, uniki... Ale można to nazwać różnie, niekoniecznie walką, układem, eskalacją wojny. Ty walce przeciwstawiasz spontaniczne kochanie. Nie pytam dlaczego. Na tyle, ile rozumiem Twoją myśl: walka i układ czasami może przekształcić się w spontaniczne kochanie? Czy to nie jest mimo wszystko CEL? Nie chcę używać słowa „walka”. Dla mnie to coś bardziej wyrafinowanego, bez negatywnego podtekstu typu podporządkowanie, uległość, dla mnie to gra, tak, ale na równych, partnerskich zasadach. Dobrze, jednak posłużę się Platonem (Platon, wygrałeś): miłość – „nie da się jej przewidzieć, zrozumieć, ani zapanować. Jest rodzajem szaleństwa i jakimś rozstaniem z wcześniejszym sposobem egzystencji”. Proszę wytłumacz mi jedno, Ralph, co masz na myśli, że słabością jest „zamykanie miłości w układzie podwójnym”? Próbuję interpretować to na sto sposobów, ale wolałabym jednak, abyś Ty mi wyjaśnił. Żeby atmosfera nie zagęściła nam się zbytnio, mam nadzieję, że lawok nas nie zawiedzie i po powrocie odezwie się – poza wynikami pracy swoich szarości - poopowiada nam trochę o „świątecznym wyjeździe”, red wine, nice music i te sprawy... „Fragile” Stinga jest dobra na zamknięcie moich dzisiejszych sennych rozmyślań. czekam na Was Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: Niech pomyślę... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 01.11.01, 19:36 Wyjaśnię. Chodzi mi raczej o uniwersalia, nie o podważanie wartości rodziny. Ale jeśli wybaczysz, to wezmę się za pisanie trochę później. Film pokrótce tez zreferuję. Do...zaczytania Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: dzisiaj-jutro, temat już nie-tak-ważny... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 02.11.01, 00:32 Wybacz późną porę. Ale do rzeczy. Układ podwójny...Najłatwiej udzieliłbym tej odpowiedzi odsyłając Cię, elle, do śmiałej myśli pewnej pani. Otóż nieżyjąca już Karen Horney sformuowała jakieś 30 lat temu tezę, jakoby wspólczesna (wówczas) kultura wywierała na jednostkę wpływ neurotyczny. Zatytuowała swą pracę więc: 'Neurotyczna osobowość naszych czasów'. Nawiasem mówiąc nie była w tym odosobniona. Ale...do rzeczy. Moje podejście tutaj jest już chyba z gruntu idealistyczne. Otóż polega ono na wierze, iż można odczuwać 'to ciepłe uczucie' nie tylko do wybranej osoby, ale do większej ilości ludzi (do wszystkich?). Jasne, że ta jedyna osoba jest brana pod uwagę, co więcej- ona jest naprawdę 'jedyna'. Tyle, że nie jedna-jedyna. Tutaj tkwi ta niewielka z pozoru różnica. Od dziecka słyszy się więc o księżniczkach, żabach zaklętych i zmarnowanym czekaniu na powrót ukochanego. W ogóle za dużo według mnie wokół symbiozy, wyjętej niczym z podręcznika biologii. Że ja bez ciebie, a ty beze mnie to już nie...Tragedia. Dramat. Bo ja, wiedz, buntuję się tutaj przeciwko 'systemowi'. "Świat to za mało". Cholera, trudno obronić stanowisko, kiedy się czuje, że z jednej strony trzeba, a z drugiej- być może powiedziało się za dużo. A jak się już coś powie... Weźmy więc 'statystyczny' przykład- pan poznaje panią (albo odwrotnie). Spotykają się, itd; uczucie rozkwita. Nagle okazuje się, że czasu starcza jedynie na pracę, zakupy, dzieci i 'tv'(które niech będzie skrótem do pojęcia rozrywki). Wszystko inne szlak trafia. A że większość ma podobnie, ustanawia niepisaną zasadę, że tak jest jak najbardziej w porządku. Do gry włącza się biologia, a ściślej- prawo dżungli. Dla rodziny zrobi się wszystko, precz idą tzw. ideały. Wszystko, dosłownie wszystko blednie i traci prawdziwość wobec tej, dla 'młodych' świeżo odkrytej, ameryki. Postanawiają oprzeć się o siebie, wokół spotykają podobne oparcie. Kończą w układzie podwójnym. Na dziś nie widzę PRAWIE ŻADNEJ alternatywy. PRAWIE NIKT nie widzi. Nie podoba mi się to, co widzę. Ot, co. Mało odkrywcze, średnio przemyślane, nie poparte naukową argumentacją. Ale jeśli trzeba, myśl można rozwinąć precyzyjniej... Jak na razie, idzie mi tak-sobie, żałuję, że być może banalnie. Asekuruję się nie bez przyczyny- ja tak naprawdę myślę! Tyle, że może nie dokładnie tak, jak napisałem (jutro byłoby lepiej, a pojutrze- to już w ogóle bym zmądrzał), ale ujdzie. Ale do rzeczy. To 'jedno' już...wymęczyłem. A co do reszty; gra. Nie tyle moja ocena jest definitywna, co w pewnych granicach próbuję stwierdzić, jak jest lepiej. Nie nakreślam obiektywnej prawdy. Po prostu uważam, że za większością flirtów kryje się nieświadomy zupełnie, być-może-kulturowo-zdeterminowany CEL. Jest nim ZDOBYCIE. A zdobywaniu towarzyszy walka, ot, co. Poza tym temat wydaje się mnie dziś przerastać, może gdyby spróbować innym razem... Film był super! Lekki, średnio-łatwy i przyjemny. Chłopak zna się z dziewczyną 'od-zawsze', zaczęło się od liściku w I kl. szkoły podstawowej. Ta dość formalna komunikacja kwitnie między nimi przez całe życie, mimo telefonów i innych możliwości. Tyle, że długa znajomość wywiera na nich pewne nieznośne piętno- nie chcą popsuć czegoś, co w liście jest prawie doskonałe. Aha, film jest amerykański, on idzie w międzyczasie na wietnamską wojnę i stamtąd też śle listy (na szczęście, obyło się bez sentymentalizmu). Ale wtedy to ona bardziej pisze. Wreszcie dziewczyna nie wytrzymuje napięcia, żeni się, rodzi dzieci, ale wciąż korespondują. On robi mniej więcej to samo, tyle, że zaczynają sobie wreszcie zdawać sprawę z tego, że skoro nie spróbowali ze sobą, tak naprawdę nie spróbowali niczego! W końcu zaczynają podwójne życie, tyle, że on ma i politykę, i żonę, i cały ten kram...wymówek. Kończy się trochę głupio, bo ona umiera młodo (nie wytrzymuje kolejnej kuracji odwykowej; piła), a on zostaje ze stosem sentimental memories. Morału właściwie nie ma, ale oglądało się fajnie. W gruncie rzeczy okazuje się, że jest wiele rzeczy silniejszych zdecydowanie od miłości, i to mi się podoba. Tyle, że tam te rzeczy to zwykłe wymówki. Można więc powiedzieć, że w tym filmie miłości nie było. A raczej była- tyle, że w formie długotrwałego uzależnienia. Mam uczucie, że nie powiedziałem tego, co chciałem, a raczej- jak chciałem. Jest już dość późo, więc zakończę. Chociaż czuję, że trzeba będzie co-nieco pomyśleć, zanim się chlapnie coś podobnego następnym razem. Tak więc wyśpij się i...tym razem twoja kolej. Miało być erotycznie, nieprawdaż? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: 'Listy miłosne' IP: *.bielsko.dialog.net.pl 01.11.01, 15:30 Elle, a film na pierwszym przed chwilą oglądałaś? xxx Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle Re: 'Listy miłosne' IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.01, 16:10 Ralph, jestem tu i czytam Ciebie. za chwilę napiszę więcej. pa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle a gdzie lawok? IP: 195.94.222.* 02.11.01, 12:38 Na razie krótko, bo w klimacie biurowym pisze mi się tak sobie (i nie ma mojego ukochanego Stinga).Z tym wyspaniem znowu nie wyszło tak, jak bym chciała. Po prostu ostatnio regularnie zasypiam ok. 5 nad ranem. Ralph, odnośnie układu zamkniętego: tak właśnie myślałam, ale wolałam zaczekać na Ciebie. Wiesz, według mnie to chodzi raczej o monotonię codziennego życia, niż „zamknięty układ podwójny”. Nie uważam, że TAK jest jak najbardziej w porządku, skoro wielu ludzi tak żyje. To nie musi być zasada. Wiadomo, że w życiu piękne są tylko chwile, a codzienność siłą rzeczy musi składać się z szarości, ale bez przesady. Uważam, że moje życie i ewentualny związek zależy tylko ode mnie i tej osoby, a nie "ogólnych zasad", które generują inni. W ogóle to, co ludzie mówią i robią najczęściej mam w głębokim poważaniu. Wracając jeszcze do zdobywania i walki. Napisałeś: „ CEL. Jest nim ZDOBYCIE. A zdobywaniu towarzyszy walka, ot, co” . Ok, ale walka to raczej dążenie do zniszczenia przeciwnika, a ty zdobywając chyba nie zamierzasz zniszczyć tej drugiej osoby? Chyba że... zniewolić, podporządkować sobie? Tak to czujesz? Bardziej erotycznie, mam nadzieję, będzie dziś wieczorem. Dokończyłam tekst Hołówki. Przyznam, że pod koniec nie jest tak ciekawy jak na początku. Generalnie jednak nie wyobrażam sobie siebie studiującej filozofię... Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re: LAWOK IS DEAD 02.11.01, 13:56 mój kuzynek sie rozwodzi więc wczoraj ... wspierałem go w tym co postanowił i jakos tak wyszł, że wypiliśmy 1,5 literka. Wiem, wiem... w tu o takich uczonych kwestiach a ja.... Może więc tylko zacytuje coś co ... chyba jest na temat... przynajmniej ten główny. To wiersz o miłości internetowej (nie mój oczywiście) Przywieram dłońmi do klawiatury - muzyka stuka staccato, czy ją słyszysz? Wsłuchuję się się w dźwięk tłuczonej szklanki - znak nadchodzącej poczty, może to ty? Zapalam ekran, wygaszony dla porządku - czy świecisz na nim, moja miłości? uważajcie na siebie jak powstane z martwych to sie odezwę Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: rozdział drugi IP: *.bielsko.dialog.net.pl 02.11.01, 16:26 Cóż...Z tym zniszczeniem to nieporozumienie, zresztą 'przeciwnik' jest tez kwestią umowną. Poza tym dziś lepiej mi sie TO ułożyło i sprostuję- ów zamknięty układ podwójny powstaje najczęściej z nadmiernych oczekiwań w stosunku do drugiej osoby (bądź samego związku, który się tworzy). Dobrze byłoby jednak w tym momencie określić pojęcie 'nadmiernych oczekiwań'. Może mi pomożecie? Druga rzecz. Osobiście nieustannie próbuję znaleźć właściwą proporcję pomiędzy uleganiem wpływowi innych (na wszelakich poziomach 'egzystencji') a słuchaniem własnego (czy aby na pewno JUŻ TYLKO WŁASNEGO?) wewnętrznego steru (którego Platon nazywa Daimonionem). Bo słuchanie tylko tego drugiego oznaczałoby utożsamienie się z nim, a to już bywa niebezpieczne. Nawiasem mówiąc, ciekawe efekty daje wytrzymanie tego napięcia pomiędzy radą innych a sugestią sumienia... Osobiście również nie studiowałbym filozofii (choć swego czasu trochę się nią zajmowałem),i w gruncie rzeczy mam mieszane uczucia względem spisanej mądrości. Miejscem słowa jest bieżący kontekst, a- jako że nikt nie przekracza dwa razy tej samej rzeki, kwestie poruszane 'między nami' mają charakter roboczy. Pojemność samych słów zmienia się wraz z człowiekiem, który ich używa. A jeśli używa ich coraz bardziej świadomie... I jeszcze jedno. Kiedy na nowo odczuwam, że wszystko zależy tylko ode mnie, to jest to chwila prawdy. Ale wychodzi na jaw wtedy też to, ile faktycznie ode mnie zależy. I zmienia się wtedy pojęcie wszystkiego. Jednocześnie zawęża i poszerza. Tyle, że to jest już...jawne odejście od tematu. ...do którego wracając zapytam, czy podporządkowanie zawsze oznacza coś złego? Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re: do po weekendu 02.11.01, 19:50 Ja niestety nie dotrzymam juz wam kroku w tym tygodniu.... mogę tylko powiedzieć, że jestem pod wrażeniem przede wszystkim wywodów Ralpha (np. "Miejscem słowa jest bieżący kontekst"), ale ciebie Elle takze .... bardzo lubię. Ralph - nie zostawiaj Elle samej. On cie potrzebuje... tak mi sie wydaje. Elle - mam nadzieje, że będziesz jedyną, która zwyciąży w "Igrzyskach" pozdrawiam do następnego Lawok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle Re: do po IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.11.01, 22:04 nie rozumiem ciebie lawok, nie spodziewałam się takieog tekstu szczerze mówiąc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: Co będzie, to będzie. IP: *.bielsko.dialog.net.pl 03.11.01, 00:01 Przepraszam wszystkich. Nawet jeśli na tym mielibyśmy zakończyć. ..... Dużo dziś rozmyślałem, trochę czytałem, zastanawiałem się nad błędami. Okazało się, że pora ku temu była odpowiednia. Swoimi 'wywodami' mogłem kogoś urazić, prosiłem się więc w duchu o kontrolę nad słowem. Z pewnością wątek zboczył z wyznaczonego przez elle kierunku. Ale sami przyznacie, że mu na to pozwoliliśmy? Moje posty były z pewnością zbyt śmiałe, gdy to elle wciąż była gospodarzem wątku. Jeśli zajdzie taka potrzeba, postaram się coś temu zaradzić. Tymczasem robię krok w tył, ale się nie wycofuję; postawione pytania pozostawiam wciąż otwarte. Mam jednak nadzieję, że jako początkującemu internacie przysługuje mi prawo do nieokrzesania. Tym samym obawiam się, że właśnie internet- nowy pośrednik, wymaga szczególnej odpowiedzialności za słowo, gdyż nim właśnie jest. Dla wielu net jest po prostu śmietnikiem taniej rozrywki. Na tym forum przekonałem się, że może być inaczej, zwłaszcza, że okazało się dla mnie realnym uczynienie z sieci czegoś na 'kształt' powietrza, którym można swobodnie oddychać, trzymajta się ciepło. Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re: TO JA PRZEPRASZAM 05.11.01, 15:10 ZA TO TAOTALNE JAK WIDZE NIEPOROZUMIENIE. to była ... tylko próba pozegnania sie z wami... oj ludziska... trochę luzu. I tak was lubie...bardzo. lawok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: I'm cool IP: *.bielsko.dialog.net.pl 05.11.01, 15:41 Łał, lawok, nareszcie! Bo już myślałem, że Cię wcięło i dyskusję Naszą też. A tak w ogóle z internetem jest jak ze sportem- przerwa dobrze robi, od czasu do czasu. Masz nauczkę na drugi raz, zresztą ja się nie gniewam (teraz to i ja widzę, że sie 'wychyliłem' z tym moim postem ostatnim-a-żałosnym-a-patetycznym). Aha! pomyślałem, że spytam Was najpierw, zanim zacznę- Steinbeck jest Wam znany, zwłaszcza 'Na wschód od Edenu'? Bo mam zamiar otworzyć taki wątek, z równie szerokim polem do dyskusji... Niech Sieć będzie z Wami! Odpowiedz Link Zgłoś
lawok Re: Hey coolman! 09.11.01, 15:20 Czy ten brak Elle w tym miejscu oznacza ze jest zła na mnie? Szkoda. Niestety jeszcze nie teraz dłuższe dyskusje są mi dane. Pozdrawiam Ciebie i nasza "przyjaciółkę" Lawok Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: elle jest elle! IP: 195.94.222.* 09.11.01, 16:32 Witam, witam, Widzę, że przewietrzyliśmy trochę pokój. I dobrze. Powiedzcie mi czego to syndrom: Dyskusje na Książkach dotyczą głównie Harry’ego Potera, literatury fantasy z przewagą Wiedźmina. Tymczasem ja im więcej widzę postów tego typu, im więcej w prasie pisze się o tych dwóch ostatnich fenomenach literatury, tym mniejszą mam ochotę, żeby sięgać po HP i Wiedzmina, a co dopiero iść do kina. Czy to przejaw jakiejś literacko-aspołecznej postawy? Boję się, żeby HP nie wyskoczył mi z puszki, w której jakoby ma być tuńczyk. Inna sprawa: po raz kolejny czytam, a raczej przeglądam fragmenty S@motności w sieci” . Z mieszanymi uczuciami stwierdzam, że tak naprawdę książka jest bardzo marna warsztatowo. To moje zdanie. Nie chodzi mi o fabułę (znacie moje zdanie szczególnie na temat zakończenia), ale o to, jaki autor jest niekonsekwentny. Zwróćcie choćby uwagę na to, jak on opisuje wieczór, taki wyczekany i wymarzony przez bohaterów. Nie spodziewam się oczywiście szczegółów technicznych, ale te krótkie, trywialne, urywane zdania, te wielokropki, które niby mają przemawiać zamiast tekstu! W porównaniu z innymi opisami – choćby historii z Natalią lub Jennifer, hmmm – wielkie rozczarowanie. Może autorowi po prostu już się nie chciało? Sorry, jestem rozpieszczona przez Italo Calvino i Johna Irvinga, których proza jest dla mnie mistrzostwem świata. Co u Was słychać moi drodzy? Pozdrawiam weekendowo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: ! IP: *.bielsko.dialog.net.pl 09.11.01, 18:01 Czeeeść!! Miło znowu widzieć Wątek na topie, z waszymi podpisami u dołu! Mało czasu to źle dla postu tutaj, więc wejdę później. Pa! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ralph Re: A co teraz czytacie? IP: *.bielsko.dialog.net.pl 10.11.01, 16:33 Co słychać? Ja na przykład czekam na śnieg, żeby wreszcie! pojeździć autem. Pytasz: co to? Zwyczajnie, nic nowego. Ot, szare tło dla ponadczasowości. Mody mają to do siebie, że przyciągaja tłumy i zniechęcają resztę. Prąd mi wyłączyli i cały post poszedł w diabły...co robisz w takich przypadkach? Piszesz od nowa w miare to samo, czy próbujesz skrócic poprzednią treść, wyciągając esencję? Właśnie- jak to jest z tym chodzeniem do kina? Masz jakąś konkretną postawę? Ja np. śledzę regularnie repertuary, czytam Kałużyńskiego w POLITYCE (rzadko inne recenzje) i wybieram głównie nie-amerykańskie, najlepiej obyczajowe. Sam seans traktuję poważnie, najlepiej w ulubionym kinie (kameralne przy Studiu Filmów Rysunkowych), wprowadzam w odpowiednio skupiony nastrój. Chadzam na wszystko, co wg. mnie godne uwagi, najlepiej bez towarzystwa (pomaga uzyskać odpowiednie skupienie), chociaz na 'rozrywkowe' bywa różnie. Dziś pójdę na 'Rozgrywkę'- co prawda amer. ale z odpowiednia ekipą. A nasz lawok sie obija 'forumowo', czyż nie (ha, ha)?! Pozdrowienia listopadowe, ale ciepłe:)) Odpowiedz Link Zgłoś