Dodaj do ulubionych

Słowa na niedzielę - reaktywacja

13.08.06, 12:09
stary wątek tutaj:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=20302659&a=32291054
A nowy od dzis co tydzień, aż mi się znudzi:)
Obserwuj wątek
    • braineater Michal Ajvaz - Rzeka Podziemna 13.08.06, 12:11
      Michal Ajvaz

      Rzeka Podziemna

      Wertykalne związki w wierszu są fikcją.
      W istocie każdy wers jest częścią
      długiego horyzontalnego tekstu,
      który na chwilę się uwidacznia, gdy przebiega kartkę,
      jak rzeka podziemna, co wypływa z głębi, by znów zniknąć.
      w piasku. Biały papier za ostatnią literą linijki
      tchnie jeszcze niewyraźnie zasypanymi słowami (już raczej
      tylko ich zapachem), czasami w białej pustce
      zjawia się kawałek zdania, niejasny obraz
      coś jak halucynacja polarnika na śnieżnej równinie.
      Są to senne obrazy portu z tłumem, co roi się na molo,
      obrazy dżungli, gdzie nad ruinami świątyni wschodzi szkarłatne słońce,
      w promieniach lśnią zroszone posągi ze złota, krzyczą ptaki.
      Czy zdołamy pójść niknącym tropem wiersza?
      Nie utoniemy w białej kartce?
      Odważymy się porzucić bezpieczny brzeg farby drukarskiej?
      Jeśli nie nauczymy się słuchac tekstu pustej kartki,
      To chyba nie zrozumiemy też sensu słów wydrukowanych.
      Sens słów chłonie soki całości, co rozpościera się
      aż do puszczy i aż do brzegu. Ocean jest blisko.
      Kiedy znajdziecie się na końcu wersu,
      porzućcie głupi nawyk wracania na początek kolejnej liniji.
      idźcie dalej, przekroczcie nareszcie granice.
      Nie bójcie się zabłądzić w ogrodzie dojrzewających obrazów.
      Dotrzyjcie raz do końca drogi, do srebrzystej kraty:
      od lat cierpliwie tam na was czekają.

      Tłum Leszek Engelking
      w: Michal Ajvaz: Morderstwo w Hotelu Interkontinental. Powrót Starego Warana.
      Inne Miasto. wyd Pogranicza, 2006, ss. 24-25

      P:)
      • good_morning Re: Michal Ajvaz - Rzeka Podziemna 14.08.06, 12:39
        marzy mi sie podobny watek na muzyce ;)
        • braineater Re: Michal Ajvaz - Rzeka Podziemna 14.08.06, 12:48
          ze tekstami, czy rapidowanymi songami w całości?:)

          P:)
          • good_morning Re: Michal Ajvaz - Rzeka Podziemna 14.08.06, 14:40
            a rapidowania nikt by sie nie czepial? :)
            bo ja za taka wersja bym byla.
            • braineater Re: Michal Ajvaz - Rzeka Podziemna 14.08.06, 14:42
              tego tu sie nikt nie czepia, mimo, że też to są rzeczy kopirajtowe. Da się to
              chyba podciagnąć pod 'sample for critical review or info':)

              P:)
              • skajstop Re: Michal Ajvaz - Rzeka Podziemna 14.08.06, 14:44
                Zawsze się zachwycałem twoją giętkością słowa :P
                -
                Wydawnictwa i ich obyczaje
                • braineater Re: Michal Ajvaz - Rzeka Podziemna 14.08.06, 15:06
                  No cóz, naruszanie bezsensownych praw kopirajtowych wymaga lekkiej
                  ekwilibrystyki:)

                  P:)
                  • good_morning Re: Michal Ajvaz - Rzeka Podziemna 14.08.06, 16:26
                    ew. tekst, a reszta to znajdz watek 'w tym tygodniu sluchamy'. wszystko
                    zorganizowane ;)
    • braineater Karel Kryl - Kołysanka 20.08.06, 11:19
      Karel Kryl

      Kołysanka

      Zaśnij, syneczku, śpij,
      pod powiekami skryj
      niebieskie swe źrenice.
      Kiedyś zwiędną jak mech,
      gdy ci życie i pech
      obrócą świat na nice.

      Zaspokoją twą chęć
      dwie dziewczyny lub pięć,
      bo można tak bez końca.
      Któraś powie ci "nie",
      rany zabliźnią się
      i pójdziesz w ślady ojca.

      Śpij nam, syneczku, śpij,
      mleka starczy,więc pij,
      bo jesteś grzecznym synkiem.
      Kiedyś wyrośniesz nam,
      w barze usiądziesz sam
      nad zgoła innym drinkiem.

      Szybko upłynie czas,
      wstąpisz do armii raz,
      broń błyśnie zamiast słońca.
      Wódka na chwile złe,
      cofać nauczysz się
      i pójdziesz w ślady ojca.

      Śpisz już, syneczku, śpisz,
      bieda piszczy jak mysz,
      a strach ma dyżur nocny.
      Zimny żłobek dzień w dzień,
      mama podrzuci cię
      na wychowanie obcym.

      Przepis jak kłamać masz
      rzucą ci prosto w twarz,
      zysk każdy to twa strata.
      Kompromisy, by żyć,
      cel - samotność jak nić...
      I będziesz niczym tata.

      tłumaczenie: Renata Putzlacher-Buchtova
      za stroną: pobocza.pl/pob22/index.html
    • Gość: lilimeye Re: Słowa na niedzielę - reaktywacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.06, 13:57
      Kieruj swe oczy na ten właśnie dzień,
      bo on jest życia istotą.
      Na jego krótkiej drodze
      leżą wszystkie prawdy i realia twojego istnienia:
      szczęście dojrzewania,
      chwała działania,
      przepych piękna.
      Bo Wczoraj niczym innym jest jak sen,
      a Jutro tylko wizją.
      Lecz dobrze przeżyte Dziś uczyni
      każde Wczoraj snem szczęśliwym
      i każde Jutro wizją nadziei.
      Dlatego kieruj swe oczy na ten właśnie dzień.
      Takie jest powitanie świtu.

      Kalidasa
    • braineater Herbert J. Becher - dwa wiersze 27.08.06, 11:14
      ***

      Niektórym kapanie z kranu
      każe porzucić bierność
      i zająć stanowisko.
      Najpierw próbują własnoręcznie zaprowadzić
      na powrót spokój we wszechświecie.
      Bez rezultatu? Wówczas kładą szmatę lub
      spodeczek, póki znów nie zacznie kapać głośniej.
      Ale wyobrażenie spadającej kropli odbiera
      im spokój i sądzą, że słyszą niezmiennie
      synkopy, które zestawiają
      z upływem czasu.
      Pozostaje im zamknąć główny zawór,
      z wiadomym skutkiem w klozecie, albo po prostu
      ucieczka tam, gdzie też kapie,
      ale z cudzego kranu.



      ***

      Ciągle szukający śmiertelnego wroga, ucieleśnionego zła.
      Inności, niepojętości, systemu myślenia,
      wymykającego się własnej logice.
      Tropiący niebezpieczną wolność, unikającą
      podporządkowania się wyższym wartościom. Równość
      utrzymującą, że dorównuje wyższym wartościom.
      Braterstwo, definiujące się samo i swą tolerancją
      relatywizujące wyższe wartości
      i zagrażające im.
      Ciągle dążący do określenia własnej wartości
      przez odgraniczenie.
      Gotowi każdorazowy stan własny uznać
      za wyższą wartość. Niezdolni do zakwestionowania go
      z cudzego punktu widzenia.
      Pewni wyłączności swych kompetencji w kwestii prawdy.
      Nie wierzący, że można przypisać jej siłę przezwyciężającą wszystko.
      Usiłujący dodać jej siły szminką i modnymi ubiorami.
      Gotowi w razie czego całkiem ją zasłonić.


      Tłumaczenie z j. niemieckiego Jacek St. Buras [w:] Literatura na świecie 12
      (172), grudzień 1985, ss. 233-234.

      P:)
    • braineater Paul Durcan - dwa wiersze 03.09.06, 11:25
      Kobieta, która trzyma piersi w ogrodzie za domem

      - Dlaczego trzyma pani piersi w ogrodzie za domem? -
      Cóż, społeczeństwo jest zdominowane przez mężczyzn, prawda?
      - Owszem, to prawda, może jednak zechciałaby pani nam wyjaśnić...? -
      Oczywiście, że wyjaśnię, oczywiście:
      Widząc, że społeczeństwo jest zdominowane przez mężczyzn
      I że wokół piersi robi się tyle szumu,
      Postanowiłam trzymać piersi w ogrodzie za domem
      I raz albo dwa razy dziennie biorę je na spacer -
      Zwykle na smyczy, ale czasem je spuszczam -
      A one sobie podskakują i popisują się trochę
      I tym sposobem mężczyźni mają podglądanie z głowy
      A ja dalej mogę się zajmować innymi sprawami.
      Kiedyś zostawiałam je na noc pod tym gwiaździstym niebem
      Ale wtedy mali mężczyźni zakradali się tu przez mur.
      Mam inne rzeczy na głowie oprócz piersi:
      Australia - na przykład - Australia.
      Prawdę mówiąc, o Australii myślę bardzo dużo.
      - Panno Delio Fair, bardzo pani dziękujemy za rozmowę. -

      --------------------------------------------------------------------------------

      Żona, która rozbiła telewizor, idzie siedzieć

      "Weszła do domu, wysoki sądzie, i rozwaliła telewizor;
      Ja z dziećmi spokojnie oglądałem "Kojaka"
      A ona wkroczyła do dużego pokoju i oznajmiła
      Że jeśli zaraz nie wyłączę telewizora
      Ona po prostu kopnie w ekran;
      Nie wyłączyłem, więc ona wyłączyła za mnie -
      Pamiętam ten moment dokładnie, bo akurat Kojak
      Zastrzelił panią o takim, jak żona imieniu
      I warknął w stronę trupa - Dobranoc, królowo Maeve -
      I wtedy zdjęła buty i rozwaliła telewizor;
      Musiałem zabrać dzieci do matki;
      Dotarliśmy do niej przed samym końcem "Kojaka";
      (Moja matka, wysoki sądzie, ma do "Kojaka" słabość);
      Kiedy wróciłem do domu, żona już usunęła
      Resztki telewizora do pojemnika na śmieci
      I powiedziała - Nie poślubiłam telewizora
      I nie wiem czemu moje dzieci lub dzieci kogokolwiek
      Miałyby mieć telewizor za ojca lub matkę,
      Lepiej byłoby zejść razem do pubu i porozmawiać
      Albo pograć na automatach -
      Po czym się odwróciła i poszła z powrotem do pubu."

      Sędzia O'Bradaigh powiedział, że żony, co wolą automaty od rodzinnego telewizora
      Są zagrożeniem dla rodziny, która jest podstawową komórką społeczną
      Podobnie jak telewizor nazwać można podstawową komórką rodzinną
      A kiedy, jak w tym przypadku, żona przemocą urzeczywistnia swe upodobania
      Jedynym dla niej miejscem jest więzienie. Apelacji nie przyjęto.


      za:
      Paul Durcan, Wiersze,tłumaczenie Piotr Sommer, Literatura na świecie 10-11 (315-
      316)1997, ss 3-5

      P:)
    • braineater Hilaire Belloc - Lord Lucky 10.09.06, 11:57
      Lord Lucky stał się ważnym Księciem
      W sposób tak dziwny, że z przejęciem
      Zasiadam oto - będę szczery -
      Do opisania tej Afery.
      Typ dość śliski, zdaniem wielu,
      W podłym gnieżdżący się hotelu,
      Mający wręcz opinię osła -
      A jednak Losu dłoń go wzniosła
      W przeciągu pół minuty może
      Do wpływów w Rządzie i przy Dworze,
      Bogactw, zaszczytów i respektu.
      Zrekonstruujmy zdarzeń bieg tu:
      Prawdziwy Książe grono Gości
      zaprosił raz do swoich Włości,
      Aby polować na Jelenie.
      Jeden z nich (Gości) zaproszenie
      Tak cenił (był to Mr Meyer,
      Zam. w Rabley Abbey w Rutlandshire),
      Że - snob - nie przyznał się, iż w dłoni
      Nie miał był nigdy Palnej Broni.
      Gdy się przedzierał przez kłujący
      Jałowiec, oddał strzał niechcący
      I - pif-paf!bęc! - morderczy Ołów
      Trafił wprost w jeden z Oczodołów
      Księcia; ten drugie oko słupem
      Wzniósł i padł plackiem oraz trupem.
      Lord Ugly, jego pierworodny
      Następca, ryknął: "Chamie! Godny
      Jesteś, bym ja, Arystokrata,
      Nauczył cię pod Groźbą Bata,
      Jak strzelać!". Tu, sam jak trup blady,
      Wziął się do ostrej Kanonady
      Na prawo, lewo, w tył i w bok.
      Że jednak miał dość krótki wzrok,
      Ustrzelił tylko z prawej lufy
      Młodszego brata, lorda Goofy,
      Podczas gdy z lewej lufy wypał
      Trafił w mężczyznę, który łypał
      Zdziwionym okiem na niemiłą
      Scenę, a był - tak się złożyło -
      Trzecim z kolei bratem-lordem.
      Wyrżnąwszy dubeltowym mordem
      Swój ród, Lord Ugly, ze swej strony,
      Został skazany i stracony.
      (Prawie nie zdarza się tak smętny
      Finał, gdy Zbrodniarz jest Majętny).
      Tego samego jeszcze lata
      Lord Lucky najął adwokata,
      Dowiódł, gdzie trzeba, swoich praw
      I - z łaski, rzekłbym, trzech "pif-paf!"
      (Ech, Życie, pełneś ty Zagadek!) -
      Otrzymał tytuł, dom i spadek.
      A od momentu ich objęcia
      Okazał klasę godną księcia,
      Raz tylko zapraszając pana
      Meyera na lunch i szampana.

      Tłumaczenie Stanisław Barańczak

      44 opowiastki, Wybór, wstęp, przekład i opracowanie S. Barańczak, Biblioteczka
      Poetów j. angielskiego, Wyd. Znak, Kraków 1998, ss.217-218
    • braineater Miroslav Holub - Krótkie Refleksje 17.09.06, 11:40
      Krótka Refleksja o Kotach co rosną na drzewach

      Gdy jeszcze krety miały walne zgromadzenia
      i lepszy wzrok, nastała taka chwila,
      że kretom się zachciało wiedzieć, co
      jest tam na górze.

      I wyłoniły komisję do zbadania, co jest tam na górze.
      Komisja zaś wysłała bystrookiego, szybkonogiego
      kreta. Ten z kolei, opuściwszy rodzimą glebę
      ujrzał drzewo i na nim ptaka.

      I została stworzona teoria, że tam w górze
      rosną na drzewach ptaki. Jednakowoż
      niektórym kretom to się wydawało
      zbyt proste. I wysłały następnego,
      by stwierdził, czy na drzewach rosną ptaki.

      Była już pora zmierzchu i na drzewie
      darły się koty. I przeto kret drugi
      oznajmił, że na drzewie rosną koty.
      I tak powstała alternatywna teoria o kotach.

      Dwie przeciwstawne teorie spędziły sen z powiek
      neurotycznemu prezesowi komisji. Toteż
      sam poszedł się przekonać.
      Była już wtedy noc i mrok jak w studni.

      Obie teorie są błędne, rzekł czcigodny kret,
      Ptaki i koty to złudzenia optyczne, powstałe
      wskutek załamań światła. W rzeczywistości tam
      w górze
      Jest to, co i tu w dole, tylko gleba jest rzadsza i
      górne korzenie drzewa coś tam szepczą,
      ale tak ledwo-ledwo.

      I na tym stanęło.

      Od tamtej pory krety pozostają w ziemi,
      żadnych komisji nie ustanawiają
      i wierzyć nie chcą, że istnieją koty,

      A jeśli nawet, to tak
      ledwo-ledwo.

      --------------------------------------------------------------------------------

      Krótka refleksja o teorii względności

      Albert Einstein podczas rozmowy -
      (Knowledge is dicovering
      what to say) - podczas rozmowy zatem
      z Paulem Valery
      został zapytany:

      Jak pan, panie Einstein, radzi sobie
      ze swoimi myślami? Czy je pan zapisuje
      w chwili, kiedy się zrodzą? Czy też dopiero
      pod wieczór? Lub może nazajutrz rano?

      Albert Einstein odparł:
      Panie Valery, w naszym rzemiośle
      to rzecz tak rzadka, że
      kiedy już człowiekowi jakaś myśl zaświta,
      na pewno jej nie zapomni

      Nawet po roku.

      /Miroslav Holub, Krótkie Refleksje, tłum. Józef Waczków, [w:] Literarura na
      Świecie 2 (139), Luty 1983 Warszawa, ss. 3-5/
    • braineater Carl Sandburg -Wybierzmy króla 24.09.06, 14:49
      Wybierzmy króla,
      który będzie żył wiecznie -
      orzechowy król, ziemniaczany król,
      uszczelkowy król, spiżowo-gwoździany król
      tapetowy król w tapetowej koronie,
      z tapetową królową w tapetowej biżuterii.

      Wybierzmy króla
      tak bystrego, tak szybkiego, tak twardego,
      że będzie trwał wiecznie -
      już wszyscy potakiwacze podsuwają piłki
      mówiąc królowi: "Tak, szefie, będziesz trwał wiecznie!"
      i potem ktoś
      mówi to cebulowemu królowi, leszczynowemu królowi,
      eklerowemu królowi albo królowi gumy do żucia,
      i każdy król zjednoczonego mocnego syndykatu
      słucha tych potakiwaczy prawiących,
      że żył będzie wiecznie, że jest taki bystry,
      taki szybki, taki twardy,
      tak jest - szef, który nigdy nie będzie gryźć ziemi,
      nie zejdzie w dół i nie będzie kanapką dla robaków
      tak jak my - klienci,
      jak my
      klienci.

      Tłumaczenie Krzystof Mętrak [w:] Poeci jezyka angielskiego, tom 3, Warszawa
      1974, PIW, ss. 148-149
    • braineater DJ Enright - trzy wiersze 01.10.06, 12:32
      jeden raczej smutny, dwa o kotach, choć i pies się gdzieś szwęda między
      wierszami.

      Zmiana

      Czasy się zmieniły.
      Przypomnij sobie bezradność
      Pańszczyźnianych chłopów,
      Niewytłumaczalną tyranię
      Panów.

      Lecz czasy się zmieniły.
      Wszystko nam wyjaśniono
      Co do szczegółu.
      Tropimy logikę naszych panów
      Cal po calu.

      Po chłopach zostały religie,
      Smutne i użyteczne pieśni.
      Chłopi czasem uciekali,
      Było dokąd uciekać.
      Czasy się zmieniły

      ***

      Dogmat

      Koty mają cztery nogi jak my, lecz
      Ich mowa nie jest tak zwięzła, ostra, dobra
      Jak nasza.
      To kotom zawdzięczamy złą sławę.

      Ich ugryzienia są gorsze niż nasze szczekanie.
      Myślą że żyjemy w dziewięciu wcieleniach
      Lecz doczekamy się swojego dnia.

      ***

      Też się lubi książki

      Ja również gustuję w książkach
      Które mają wygodne narożniki
      Służące do pocierania policzków,
      A także gładką powierzchnię do podpierania brody
      Albo do tego, żeby szykownie ułożyć na niej ogon.
      Są wśród nas tacy, co wypruwają środki -
      Uważam, że to wulgarne i krótkowzroczne,
      Chociaż w deszczowe popołudnia dość zabawne,
      A czasem wybaczalne:
      Dom to nie biblioteka.

      Bibliografia:
      1 i 2, tłum Bohdan Zadura, Literatura na świecie nr 5-6 (226-227), Warszawa
      1990, ss. 293-296
      3, tłum. Piotr Sommer, Literatura na świecie nr 10-11 (351-352), Warszawa 2000,
      s. 231
    • braineater Yevhen Hudz - Sally 08.10.06, 12:00
      czyli trochę zamiast wiersza, bo to piosnka raczej jest, z repertuaru Gogol
      Bordello, ale z drugiej strony odpowiedź na pytanie, którego nikt nie zadał pod
      tytułem 'czy możliwa jest poezja po Czernobylu?'
      tekst po oryginalnemu bo po pierwsze jest prosty, po drugie po przetłumaczeniu
      składałby się w sporej części z kropek.

      Yevhen Hudz - Sally

      Sally was a fifteen year old girl from Nebraska
      Gypsies were passing through her little town
      They dropped something on the road , she picked it up...
      And cultural revolution right away begun!
      Oh no, cultural revolution just begun
      Oh no, cultural revolution just begun
      They always were afraid that I was schizophrenic...
      They always were afraid schto ja rodinu prodam
      a po pravde ja bil prosto malenkij medvedik
      spizdil vsjo u vseh i vsjo nahuj proebal...
      Oh no, cultural revolution just begun
      Oh no, cultural revolution just begun
      From all the tables of contents that Mother Earth provides
      I'd like to be a big fat fucking fly
      The one that spins around your head all day and all night
      and sound of it is just like a what?...
      ...but by the accident of some kind divine dispensation
      I ended up being walking United Nation
      And I survive even fucking radiation
      A big fat fucking what?
      And I would visit you a lot

      z płyty Gypsy Punks.

      P:)
    • braineater John Ashbery - Historia mojego życia 15.10.06, 10:06
      Historia mojego życia

      Byli sobie kiedyś dwaj bracia.
      A potem był już tylko jeden: ja.

      Dorosłem szybko, nawet zanim nauczyłem się
      prowadzić auto. I oto ja teraz: parszywy dorosły.

      Myślałem wyrobić sobie zainteresowania
      którymi zainteresować mógłby się kto inny. A tu kiszka.

      Chwyciła mnie rzewna tęsknota za tym, co wyglądało
      na miłe młode lata. W miarę jak coraz bardziej

      się starzałem, miałem też coraz więcej miłosierdzia
      dla własnych myśli i konceptów,

      uważając, że są przynajmniej tak samo dobre jak cudze.
      Wtedy ogromna żarłoczna chmura

      pojawiła się i zawisła nad horyzontem, i wysysała go
      przez jakieś długie miesiące albo lata.

      tłumaczenie Piotr Sommer, [w:]O krok od nich. Przekłady poetów amerykańskich,
      Biuro Literackie, 2006
    • braineater Tim Burton - Robot Boy 23.10.06, 00:48
      Mr. an Mrs. Smith had a wonderful life.
      They were a normal, happy husband and wife.
      One day they got news that made Mr. Smith glad.
      Mrs. Smith would would be a mom
      which would make him the dad!
      But something was wrong with their bundle of joy.
      It wasn't human at all,
      it was a robot boy!
      He wasn't warm and cuddly
      and he didn't have skin.
      Instead there was a cold, thin layer of tin.
      There were wires and tubes sticking out of his head.
      He just lay there and stared,
      not living or dead.

      The only time he seemed alive at all
      was with a long extension cord
      plugged into the wall.

      Mr. Smith yelled at the doctor,
      "What have you done to my boy?
      He's not flesh and blood,
      he's aluminum alloy!"

      The doctor said gently,
      "What I'm going to say
      will sound pretty wild.
      But you're not the father
      of this strange looking child.
      You see, there still is some question
      about the child's gender,
      but we think that its father
      is a microwave blender."

      The Smith's lives were now filled
      with misery and strife.
      Mrs. Smith hated her husband,
      and he hated his wife.
      He never forgave her unholy alliance:
      a sexual encounter
      with a kitchen appliance.

      And Robot Boy
      grew to be a young man.

      Though he was often mistaken
      for a garbage can

      Tim Burton Melancholy Deatch of oyster Boy
    • braineater Craig Raine - Fryzjer 05.11.06, 11:14
      Fryzjer kłania się dysząc jak okarynka,
      by nożycami jak jelenie rogi zorać czyjąś szyję.

      Lub wypuszcza w powietrze elektryczne brzytwy obrębione stalą
      z szeregu gdzie drzemią jak nietoperze.

      Jego nożyczki plotkują wokół uszu,
      przycinają grzywkę, osypując twarz węglowym pyłkiem.

      Łańcuszek tłustych włosów wplótł się w jego grzebień.
      Fryzjer wciera kropelki kremu wnętrzem dłoni, pachnącej fajką,

      masuje skalp jak pianista na koncercie
      a potem gestem malarza strząsa z twarzy żelazne opiłki.

      Myje swe nadgarstki jak mucha,
      bierze zapłatę i czeka aż następny

      pokryty prześcieradłem mebel zasiądzie, by go odkurzyć.
      Marzy o sianokosach, gdy nagrzewa się radio.

      Craig Raine, Wiersze, tłum. Jerzy Jarniewicz, Literatura na świecie nr 3(212),
      1989, s. 319
    • braineater Tomasz Majeran - Errata 12.11.06, 11:39
      Errata


      Ważniejsze błędy dostrzeżone w druku:

      Jest: Wydanie 1
      Powinno być: NOWOŚĆ !

      Jest: Wydanie 2, zmienione
      Powinno być: TERAZ JESZCZE LEPSZE !!

      Jest: Wydanie 3, poszerzone
      Powinno być: 15% GRATIS !!!

      Jest: Wydanie 4, zmienione i poszerzone
      Powinno być: ALFABETYCZNY SPIS UTWORÓW W PREZENCIE !!!

      Jest: Utwory wybrane
      Powinno być: OSZCZĘDZASZ 44 ZŁOTE !!!

      Jest: Utwory zebrane
      Powinno być: Wyślij HAIKU o treści SMS a dostaniesz extra TRIOLET



      Za: www.biuroliterackie.pl/przystan/przystan.php?site=220
    • braineater Bertolt Brecht - Ulubione zwierzę pana Keunera 19.11.06, 11:26
      Kiedy pytano pana Keunera o zwierzę
      Które najbardziej ceni
      Mówił, że słonia i tak to uzasadniał:
      Słoń łączy siłę z chytrością.
      Nie jest to marna chytrość, wystarczająca
      Żeby ujść prześladowaniu albo się nażreć
      Nie zwróciwszy na siebie uwagi
      Ale ta chytrość, co rozporządza siłą
      Do wielkich przedsięwzieć. Gdzie to zwierzę przeszło
      Zostawia po sobie szeroki ślad. Jest jednak
      Dobroduszne i zna się na żartach.
      Dobry z niego przyjaciel
      Tak jak i dobry wróg. Bardzo duże i ciężkie
      Jest jednak bardzo szybkie. Jego trąba
      Dostarcza ogromnemu cielsku żywności
      W tym również drobnych orzeszków. Uszy ma ustawne:
      Słyszy tylko to co mu odpowiada.
      Poza tym dożywa późnego wieku. Jest towarzyski
      I to nie tylko względem słoni. Wszyscy
      Zarówno lubią go jak i boją się
      Swoisty komizm
      Powoduje, że można mu nawet oddawać cześć
      Ma gróbą skórę, na której noże się
      Łamią. Ale przy tym nie brak mu subtelności.
      Potrafi być smutny.
      Umie się gniewać
      Lubi tańczyć. Umiera w gąszczu.
      Kocha dzieci oraz inne małe zwierzęta.
      Jest szary i rzuca się w oczy tylko przez swój ogrom.
      Jest niejadalny.
      Umie dobrze pracować. Lubi pić i jest wtedy wesoły
      Robi też coś dla sztuki:
      Dostarcza słoniowej kości.


      Źródło: jakieś ksero, brak tłumacza i całej reszty:)
      • itek1 Re: Bertolt Brecht - Ulubione zwierzę pana Keuner 19.11.06, 11:49
        Wiecej historyjek pana K.:
        www.yolanthe.de/stories/brecht01.htm
        BTW bardzo lubie pana BB.
        • ada08 Re: Bertolt Brecht - Ulubione zwierzę pana Keuner 19.11.06, 13:21
          itek1 napisał:

          > BTW bardzo lubie pana BB.

          Też lubię:-)

          "Bardzo to poczciwi ludzie,
          Pod warunkiem, że żadnemu
          Nie przeszkodzić w walce o to,
          Co odebrać chce innemu"

          /Piosenka prezydenta policji (z pewnej bardzo taniej opery :-))/
          a.
          • itek1 Re: Bert Brecht 19.11.06, 19:52
            > Też lubię:-)
            W takim razie dopisze wyjatkowo do watku Braineatera (moze mi wybaczy) jeden z
            wielu moich ulubionych wierszykow (wszak to jeden moich ulubiencow):

            'Sag nicht zu oft, du hast recht, Lehrer!

            Laß es den Schüler erkennen!
            Strenge die Wahrheit nicht allzu sehr an:
            Sie verträgt es nicht.
            Höre beim Reden!'

            Na j.polski przelozyl go Piotr Sommer (LnS Nr 5-6/2006)

            'Nauczycielu, nie mów zbyt często

            Nauczyclelu, nie mów zbyt często, że masz rację!
            Niech uczeń sam to pojmie!
            Nie naciągaj prawdy:
            Ona tego nie przetrzyma.
            Słuchaj jak mówisz!'
    • braineater David Ignatov - East Bronx 26.11.06, 21:13
      Na ulicy dwoje dzieci ostrzy
      noże o krawężnik.
      Rodzice wychyleni z okna
      patrzą, rozmyślają, palą papierosy,
      po czym cofają się do środka
      by usiąść na sedesie w ubikacji,
      zamknąć drzwi i czytać
      o szczęśliwości dwóch żółwi
      na wyspie Pacyfiku -
      zawsze same i zawsze
      świeci im słońce.

      za: Wśród amerykańskich poetów, wybór, redakcja i tłumaczenie <najczęsciej
      koszmarne> Tadeusz Rybowski, Ossolineum, Warszawa/Kraków 1979, s. 37
    • braineater Philip Larkin - dwa wiersze. 10.12.06, 12:06
      Wysokie okna.

      Gdy widzę parę smarkaczy, po których
      Poznać, że on ją rypie i że im nawzajem
      Dobrze dzięki pigułce czy innej diafragmie -
      Wiem, że to właśnie jest tym rajem,

      O którym każdy starzec marzył całe życie:
      Dawne więzi i gesty, niby muzealny
      Kombajn, zepchnięte na pobocze drogi,
      A kto młody, ten zjeżdża po długiej zjeżdżalni

      W basen szczęścia, bez końca. Ciekaw jestem, czy też
      Ktoś czterdzieści lat temu, patrząc na mnie z boku,
      Także myślał: "Ten będzie miał dopiero życie;
      Żadnego już tam Boga, zimnych potów w mroku

      Na myśl o piekle, fałszu klękania przed kleszym kutasem,
      Którym się gardzi. Tacy, jak on będą drwili
      Z tych bzdur, z radosnym piskiem zjeżdżając w swój basen,
      Wolni, cholera, jak ptaki." I w tej samej chwili

      Zamiast słów, myśl rozjaśnia blask wysokich okien:
      Szkło przeniknięte objawieniem słońca,
      Za szkłem błękit powietrza, puste i głębokie
      Nigdzie, nic nie mówiące, nie mające końca.


      ***

      Pałac zimowy.

      Ludziom na ogół z wiekiem stopniowo przybywa wiedzy:
      Nie dla mnie wasze proste reguły, drodzy koledzy.

      Przez całe moje drugie ćwierćwiecze starałem się dzielnie
      Wyzbyć nauk wpojonych przez szkoły tudzież uczelnie.

      I nie wchłonąć niczego, co później się działo na świecie.
      Dziś nic mi nie mówią nazwiska, na które natrafiam w gazecie.

      Nie poznaję znajomych i odwracam się do nich tyłem.
      Lub twierdzę, że nigdy nie byłem gdzieś, gdzie wiadomo, że byłem.

      Najlepiej będzie, jeśli zdołam wreszcie samą
      Przyczynę białych plam uczynić białą plamą.

      Nie będę wiedział nic. Umysł, pełen niczego,
      Zamknie się wtedy w sobie, podobny polom, śniegom.

      Philip Larkin, 44 wiersze, tłumaczenie i wybór Stanisław Barańczak,Biblioteczka
      Poetów Języka Angielskiego, wyd. Arka, Kraków 1991.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka