rozyczka37
26.10.06, 14:24
Witam i proszę o ocenę.
-------------------------
I
Choć była już połowa kwietnia, tego dnia pogoda nie była najładniejsza.
Padało od rana i gdy o wpół do dziewiątej Alicja wychodziła z domu to szron
pokrywał jeszcze trawniki i dachy domów. Alicja wsiadła do tramwaju, usiadła
za motorniczym i już po chwili zapadła w odrętwienie. Wpatrując się w
zmatowiałą szybę, dostrzegła i rozpacz i strach i jakąś nie określoną
tęsknotę.
- Jak zwykle - powiedziała na głos. A tramwaj huczał, dzwonił i kołysał ją aż
do chwili gdy zeń wysiadła i weszła w pustą jeszcze uliczkę.
II
Biuro mieściło się w zniszczonym, poniemieckim domu z oknami zupełnie
zarośniętymi przez bluszcz. Furtka skrzypiała przeraźliwie i Alicja mocowała
się z nią przez dłuższą chwilę.
Kobieta, która jej otworzyła drzwi, miała około pięćdziesięciu lat, rude,
spięte w kok włosy i bardzo zwartą budowę.
- Witaj, moje dziecko!- przywitała ją - Wejdź, proszę.
Ostrożnie, jakby z ociąganiem, weszła Alicja do wyłożonego zielonymi płytkami
przedpokoju. Zdjęła płaszcz, odwiesiła go na stojący nieopodal wieszak i
przywitała się z właścicielką. Po chwili znalazła się w dużym pokoju,
zawalonym po brzegi książkami, starymi rocznikami czasopism i najrozmaitszymi
fotografiami.
- Jak w teatrze - pomyślała rozglądając się. I odczuła coś, co można było
nazwać rozczarowaniem, gdyż zupełnie inaczej wyobrażała sobie owo miejsce.
- Usiądź tutaj, gołąbeczko - usłyszała.
Alicja odstawiła torbę i usiadła na brzegu obitego zielonym pluszem fotela.
- Ja w tym czasie zaparzę kawy - powiedziała pani Zofia i podreptała do
kuchni, skąd dobiegał ż głos awanturującego się już czajnika.
Alicja rozejrzała się po pokoju. Był ciemny z niewielkim oknem wychodzącym na
ogród. Pełen kwiatów, starych płyt i obrazów, trochę ją przytłaczał. By
skrócić oczekiwanie, zapaliła papierosa. Zgasiła go jednak już po kilku
minutach, gdy tylko poczuła zapach zaparzanej właśnie kawy. Wtedy usiadła
wygodniej, oparła głowę o podgłówek fotela i przymknęła oczy. Nie wiadomo
dlaczego w tym – z pozoru - przyjaznym domu czuła się jakoś dziwnie i obco.
Jakby wyczuwając jej niepokój, na kolana wskoczył jej olbrzymi kot
właścicielki.
- O, widzę, że Syriusz już się z tobą zaprzyjaźnił - powiedziała pani Zofia,
wnosząc na tacy dwie filiżanki kawy oraz upieczone przez siebie ciasteczka.
Alicja pogłaskała kota.
- To dobry znak - dodała pani Zofia uśmiechając się i do kota i do Alicji.
Po czym - robiąc dużo hałasu - odstawiła naczynia na przykryty kolorowym
batikiem stolik i wzięła do ręki karty. Alicja zdziwiła się jeszcze bardziej.
- Zazwyczaj tego nie robię – rzekła wyjaśniającym tonem - ale dla ciebie
zrobię wyjątek.
Alicja nawet nie zaprotestowała i z wielką uwagą i nie mniejszym
niedowierzaniem przysłuchiwała się temu, co mówiły karty. Po jakichś
dziesięciu minutach pani Zofia przestała mówić. Odłożyła karty i podniosła
filiżankę z kawą. Była z cieniutkiej porcelany, pełna wyblakłych róż.
Prześliczna.
- Widzisz, moje dziecko, tylko tyle zostało mi z dawnego życia – powiedziała -
Kilka filiżanek, książek. Tamten gramofon, co stoi na szafce, no i wiele
wspomnień. Gorzkich jak migdały.
Ze smutnym uśmiechem odłożyła filiżankę, przysunęła w stronę gościa talerzyk
z ciasteczkami i zapytała.
- Ale pomówmy o tobie. Co cię, do mnie, moje dziecko, sprowadza?
Alicja poprawiła się w fotelu. Kot zeskoczył z kolan i odszedł w kierunku
kuchni.
Starając się ukryć zmieszanie, pochyliła się nad stolikiem i wzięła do ręki
filiżankę. Przybliżyła ją do twarzy. Szary dym unosił się i rozprzestrzeniał.
Omywał jej twarz i ręce. Łagodził rysy i stres. Ostrożnie podniosła filiżankę
do ust i spróbowała napoju. Był wyśmienity.
- To specjalna mieszanka – usłyszała - Bardzo stara recepta - wyjaśniająco
dodała pani Zofia - Ot, wspomnienie dawnych lat.
Alicja wypiła jeszcze jeden łyk. Spojrzała na panią Zofię, która uśmiechała
się najsympatyczniejszym uśmiechem starej, znającej życie ciotki. Szybko
odstawiła filiżankę i nerwowo skubać frędzle szala, odpowiedziała.
- To proste – zaczęła - Prowadzi pani biuro. A ja czuję się samotna. Zresztą,
odkąd tylko pamiętam.
Tu wzięła głęboki oddech, jak ktoś kto za chwilę na długo ma wejść w wodę i
dodała:
- Owszem, mam znajomych, ale to nie jest nic szczególnego. Ja, wie pani,
szybko się nudzę. Do tej pory nie miałam wiele szczęścia.
Jeszcze raz spojrzała na gospodynię, odsunęła filiżankę i nie patrząc już na
nic, zakończyła:
- A interesują mnie zarówno mężczyźni jak i kobiety.
Pani Zofia, ciągle uśmiechnięta, dopiła kawę, odstawiła filiżankę na brzeg
stolika i wolno powiedziała:
- Tak! Mam duże doświadczenie. Biuro prowadzę od piętnastu lat. Chodź,
dziecko. Pokażę ci katalogi i wyjaśnię jak działam.
I z saloniku przeszły do przylegającego doń pokoju, z kartoteką niczym w
bibliotece.
III
Hall hotelowy wydał się jej dużo większy niż kiedykolwiek. Nudząc się
bezgranicznie, paliła jednego papierosa za drugim.
To było już czwarte spotkanie z klientem pani Zofii. Poprzedni także się jej
nie spodobali. Najpierw czterdziestoletni biznesmen. Owszem, przystojny,
wyciszony, ale nie tego oczekiwała. Potem smutna bibliotekarka którą nawet
polubiła i w której opowieściach znalazła fragment swego życia. I wreszcie
sportowiec w nieokreślonym wieku.
- Jak pani Zofia mogła aż tak się pomylić? - pytała zdumiona.
A teraz ten!
- To chyba jakiś koszmar - pomyślała patrząc na niego.
Krzysiek, bo tak się jej przedstawił, wydał się jej wprost odrażający.
- Świat pełen jest idiotów - myślała, patrząc jak tamten, zadowolony z
siebie, ciągle o czymś jej opowiadał. A gdy rozmowa, a właściwie bezładny
monolog nie pozwalał jej spokojnie oddychać, po prostu wstała i wyszła bez
słowa. Wychodząc, zdążyła zauważyć bezgraniczne zdumienie, rysujące się na
tamtej twarzy.
Zapomniała o tym spotkaniu natychmiast.
- Ciekawe w jaki sposób pani Zofia ich dobiera? - zapytała jeszcze otwierając
drzwi i wchodząc do domu.
- Chyba zrezygnuję z tych spotkań - dodała i rozebrawszy się, weszła pod
prysznic.
Telefon zadzwonił około dwudziestej.
- Wiem, gołąbeczko, że ci przeszkadzam - usłyszała znajomy głos - ale trafił
mi się ktoś całkiem wyjątkowy.
Alicja odłożyła słuchawkę. Po minucie telefon zadzwonił ponownie.
- Będziemy u ciebie za godzinę - zdążyła usłyszeć.
Tym razem telefon przefrunął przez pokój i osiadł na jednej z półek.
Ale po trzydziestu minutach w wypełnionym Allegro vivace mieszkaniu, ubrana w
najlepszą sukienkę, siedziała w fotelu i czekała na dzwonek u drzwi. Nie
czekała zbyt długo. Pani Zofia była bardzo punktualna.
IV
Mężczyzna miał około czterdziestu lat. Wysoki, dobrze utrzymany, miał
nienaganne maniery i tylko dwa wymagania. Alicja, z początku niepewna i
rozdrażniona, już po kilku minutach przyglądała mu się z zainteresowaniem.
Po krótkiej rozmowie, dowiedziała się, że do Polski przyjechał po raz
pierwszy. Ot, na kilka dni. Wierząc, że pani Zofia zadba już o wszystko i
wszystko, jak należy przygotuje. A pani Zofia, podekscytowana niczym
nastolatka, zaprosiła wszystkich do chińskiej restauracji w pobliżu rynku.
Alicja przyjęła zaproszenie. Poszli tam spacerkiem.
Restauracja była prawie pusta. Po kilkunastu minutach, pani Zofia dyskretnie
wymówiła się obowiązkami i zostawiła ich samych.
Rozmowa rwała się jak wyprany moher. Wszędzie pełno było dziur i niejasności
ale Alicja była już zdecydowana.
- To jedyna możliwość - mówiła sobie, starając się zachować spokój.
Niemiec był bardzo konkretny. Już na początku opowiedział o sobie i
przedstawił swą propozycję.
- Das ist einfach - mówił.
Oczywiście, zrozumiała wszystko. I nawet się nie zdziwiła.
Frederick, bo tak miał na imię, miał duży dom na przedmieściach Brmy i od lat
szukał wyrozumiałej żony i kamienia filozoficznego. To właśnie z tym związane
były owe wymagania.
Po pierwsz