Dodaj do ulubionych

wiecej takich

27.12.06, 10:16
"Pańskie utwory wkrótce po wydaniu są dostępne w sieci.

- W rosyjskim internecie działa mnóstwo interaktywnych bibliotek, część
piracko. Do mnie tylko raz zwrócono się z Biblioteki Maszkowa, to największa
elektroniczna biblioteka literatury pięknej, dałem im swoje błogosławieństwo
bez kopiejki wynagrodzenia. Nie protestuję także przeciwko popularyzacji
moich tekstów pirackim sposobem. Pochlebia mi wręcz, że mnóstwo ludzi siedzi
przed ekranem, czyta moje książki, drukuje je z komputera. I wcale nie
przeszkadza to w sprzedaży kolejnych nakładów."

Z dużoformatowego wywiadu z Borisem Akuninem.
I okazuje się, że można, że wcale ebook to nie musi byc zło wcielone i chleba
od ust odejmowanie pisarzomwydawcomksięgarzom etc.
Przydałoby sie przynajmniej kilkuset tak myślacych pisarzy.

P:)
Obserwuj wątek
    • skajstop Re: wiecej takich 27.12.06, 10:23
      Ciekawe, czy powtórzyłby to samo, gdyby mu nakład kolejnej książki zjechał z
      kilkuset tysięcy to np. kilkunastu? ;p

      Miejsce siedzienia określa sposób myślenia, nie uważasz?
      • braineater Re: wiecej takich 27.12.06, 10:41
        Skaju, problem polega na tym, że zależnośc ebook w sieci = mniejszy nakład,
        istnieje w duzo mniejszej skali niż póbuje sie nam to wmówić. Jest raczej tak,
        że jesli cos mam w ebooku, podobało mi się, to jesli natknę się na to samo w
        papierzaku na ksiegarnianej półce i będę miał jakąś kasę, to to po prostu
        kupię. I wiem, że nie tylko ja tak robię, bo robią to praktycznie wszyscy
        czytający z ekranów.
        Gdybym był pisarzem, albo twórcą czegokolwiek to myslałbym raczej tak: co tracę
        na ebooku? Kilku czytelników, którzy przeczytawszy dochodzą do wniosku, ze moja
        ksiązka jest gópia. Czy sa mi potrzebni tacy czytelnicy? Raczej średnio. Potem
        trzeba sie tłumacZyc przed nimi i pojawiają sie wyrzuty, że naciagnąłem ich na
        kasę. A ebook to eliminuje - podoba ci się - kupujesz papierzaka, dajesz
        zarobic autorowi i całej gromadce pasacej sie przy pojedyńczym tytule, nie
        podoba sie - delete na pliku i po sprawie. Wszystkie strony zadowolone. Niczym
        sie to w sumie nie rózni od mechanizmu biblioteki, tylko nie trzeba z domu
        wychodzić i ogladac tych biednych książek stłoczonych w obozach.

        P:)
        • skajstop Re: wiecej takich 27.12.06, 11:16
          Nie. Upraszczasz bardzo. Są co najmniej dwa targety i dwa rodzaje książek do
          nich adresowanych (w istocie jest ich więcej, ale uprośćmy):
          - "murakamiści". Literatura poważna, wartościowa. Owszem, poczytasz w ebooku,
          jak się spodoba, przy najbliższej kasie kupisz. Pełna zgoda z Twoim wywodem.
          Zastrzeżenie: z reguły są to ludzie jednak umiejący zarabiać sensowne pieniądze.
          - "pilipiukowcy". Amatorzy czytadełek do jednorazowego użytku. Tu Twoja teoria
          nie znajduje pokrycia w faktach, niestety, bo ebook wystarcza do przeczytania, a
          później... póxniej czeka w kolejce tysiąc nastepnych czytadełek. Ponieważ zaś
          zwykle jest to gorzej zarabiająca, albo wręcz mało zarabiająca młodzież ucząca
          się, no to pardon, ale dla nich bariera 30 zł x np. cztery książki miesięcznie
          jest nie do przeskoczenia i na ebookach sie najczęściej kończy. Choć owszem,
          niewielka część z "pilipiukowców" jednak postanawia jakąś wybraną część tych
          najulubieńszych tytułow posiadać w postaci książki.

          Nie jestem przeciwnikiem ebooków z założenia, sam wiesz, że na mojej stronie
          wiszą teksty do przeczytania. Jednak moim zdaniem nie da się łatwo przenieść
          sytuacji z bardzo wielkich rynków - amerykańskiego czy rosyjskiego - na rynek
          polski, dosyć płytki.
        • kubissimo Re: wiecej takich 27.12.06, 12:24
          pomijajac miła wypowiedz Akunina to troche bym z tym polemizowal
          bo wedlug mnie taka postawa moze sie zdarzyc w przypadku artysty
          pierwszoligowego, ktory wie, ze pomimo wszechobecnego piractwa on i tak swoje
          zarobi, albo niszowego pasjonata, dla ktorego pelnia szczescia bedzie to, ze
          pojawia sie odbiorcy chetni do zapoznania sie z jego dzielem, natomiast sam
          artysta zyje z czegos innego, wiec serdecznie go wali, dochodowosc takiej
          imprezy. Natomiast po srodku jest gigantyczna klasa srednia, dla ktorej
          niestety odpowiednia liczba legalnych nabywcow jest wymogiem do wydania
          nastepnej rzeczy.
          swiat sie zmienia, a z nim niektore mechanizmy rzadzace showbiznesem - np.
          Artic Monkeys wylansowali sie wylacznie przez myspace.com i dzieki bezplatnemu
          serwisowi stali sie gwiazdami, co nie zmienia faktu, ze jak juz nagrali cala
          plyte, to wstawili ja do sklepow, a nie oddali jej na pastwe internetu.

          polemizowalbym tez z ta teza, ze ludzie kupuja to, co im sie spodobalo po
          zassani z sieci. Znam mnostwo osob (wliczajac w to siebie), ktore niekonieczie
          tak robia. To taka troche utopijna wizja ;)
          • braineater Re: wiecej takich 27.12.06, 12:54
            Umówmy sie, że muzyka i filmy to jest troche inna bajka, chocby ze wzgledów
            cenowych i kretyńskiej pozycji wydawców, którym nie zależy.
            Książki obiektywnie patrząc, nie są aż takie drogie - majac luźne 100 pln i
            czujne oczko jesteś w stanie zaopatrzyć się w zapas lektur na cały miesiąc -
            fakt, że z dietą ograniczoną do Tanich Jatek i antykwariatów, ale tez z drugiej
            strony po co komu nowa ksiązka, jesli to nie pierwsze wydanie?:)Wiesz też, ze
            najdalej po pół roku, to co dzis kosztuje 40 zet, bedzie zalegało za 20 zet i
            pokrywało sie kurzem. To jakby uczy uważania w trakcie dokonywania wyboru.
            chcesz przeczytać hiciaka o którym wszyscy mówią, a akurat jestes bez kasy -
            ciagniesz ebooka. a dalej tak jak pisałem - spodoba sie - kupujesz, dajesz
            zarobić, nie, to nie, zarabiają na innych.
            Podstawowym problemem jest tu nie to, że te ebooki sa nielegalne i krzywdzą
            autorów. Strona pisarska ma mocne argumenty, moralne i inne takie, że na chleb,
            co jest łatwo zrozumieć. Niezrozumiałe jest jednak to, co z prawami autorskimi
            dzieje sie dalej, czyli na przykład fakt, że po 50 latach od smierci autora,
            ktoś nadal na nim kosi kasę. Tu nie ma żadnej argumentacji za utrzymywaniem
            tych wszystkich estates, foundations i innych sztucznych tworów, służacych
            temu, by jakies tam osoby, które do stworzenia dzieła wniosły tyle, że np
            wyszły za mąz za autora, maja czerpac z niego zyski. Dzieła po smierci autora,
            albo i za jego zycia, jak wyrazi zgodę, patrz Akunin, ale nie tylko on, powinny
            nalezec do domeny publicznej, nie przyparzac nikomu zysków za nic tak
            praktycznie i stac sie dobrem kultury ogólnie i bezpłatnie dostepnej. Bo
            inaczej grozi nam taka sytuacja, ze wielu pisarzy zniknie w ogóle z rynku
            wydawniczego, bo spadkobiercy praw dojda do wniosku, że nie opłaca się. a ja
            sie pytam, jako czytelnik, co mnie obchodzic powinno, że im sie nie opłaca? Z
            ta sytuacja mamy już do czynienia w kinie - polecam odnaleźc kilka zdawałoby
            się klasyków z lat 20/30. Nie wznawia sie ich, nie robi DVD, bo jacys idioci
            siedza na prawach i bredzą - nieopłacasię. Dzieki nim i tego typu pomysłom
            codziennie szlag trafia nieodwracalnie jakis kawałek kultury. Dzis sa to filmy,
            jutro prawnuki Skaja moga dojśc do wniosku, nie no, dziadek jakies bzdury
            pisał,nie będziemy sobie robic obciachu, nie wznawiamy i tyle bedzie z
            popularnego pisarza pierwszej dekady XXI wieku. Notka w podrecznikach,
            urodzony, zmarł, dzieła niedostepne.
            Dla mnie wypowiedź Akunina, jest promyczkiem, który zapowiada, ze pisarze tez
            zaczynaja to rozumieć. Że duzo wazniejsza od teraźniejszej kasy, jest po prostu
            obecność.

            P:)
            • skajstop Utopia 27.12.06, 13:13
              Brain, robaczku, mamy w Polsce coś z 820 miast i miasteczek. Jak myślisz, w ilu
              z nich występują równocześnie antykwariat i tania jatka, żeby ten Twój czytelnik
              mógł postąpić w zgodzie z Twoją teorią? :)

              Mam wrażenie, że wciąż opisujesz nie masowy ruch czytelniczy, tylko elitę
              czytelniczą, a to co innego ;p
              • braineater Re: Utopia 27.12.06, 13:23
                1)
                Chcesz miec masowy ruch czytelniczy - rozdawaj ksiązki. Nie ma innego sposobu,
                to już wiedzieli w XIX wieku, tworząc całe biblioteki dla ubogich, to wiedział
                Kosciół ropowszechniajac bezpłatne hagiografie i modlitewniki. To wiedzieli tez
                komuniści i to wie każdy, któremu zalezy na masowosci. Chcesz, żeby ludzie
                czytali, po prostu daj im ksiązki i stwórz modę lub potrzebę. Wystarczy.
                2)
                Żyjemy w czasach internetu, Skaju. Kazda wioska i miasteczko ma dokładnie taki
                sam dostęp do księgarni, tanich ksiązek i antykwariatów, jak my, mieszkańcy
                metropolii:P

                P:)
                • skajstop Re: Utopia 27.12.06, 13:27
                  1, chodzi mi o masowe kupowanie, nie wykręcaj kota ogonem :)
                  2, toteż Ci piszę WOŁAMI, że ludzie zasysają w sieci, bo dla kogoś zarabiającego
                  1000 zł, wydanie miesięcznie 100-150 zł to duży wydatek, a jak student czy
                  licealista ma na wszystkie potrzeby złotych mniej, to nie kupi za nie samych
                  książek.

                  Sorry, ale po prostu utopijnie przeceniasz możliwości finansowe ludzi. O
                  dostępności nie wspominałem.
                  • braineater Re: Utopia 27.12.06, 13:37
                    Masowe kupowanie też da się uskutecznic, wystarczy przejśc na system sprawdzony
                    po wielokroć - hardcower, paperback, pocketbook. Piszesz ksiązke, pierwsze
                    wydanie masz w hardkowerze za pincet złotych od sztuki i sika nad tobą z
                    zachwytu elita, oraz recenzenci powaznych gazet bo dostaja autorskie. Po
                    półroku, bo taka chyba nadal jest stała, dostajesz wydanie w paperbacku, za
                    złotych 12 i wtedy stajesz się bohaterem masowej wyobraźni, twoje postacie snią
                    sie dzierlatkom, a kazdy chłopiec marzy by byc takim, jak ktos z Twojej
                    powieści. Na koniec lądujesz w pocketbookach w dworcowych księgarniach, by
                    mogli cie przeczytac wszyscy za 3 złote, jesli do teraz im się nie udało.
                    Zarabiasz 3x <w zalezności od typu umowy> i naprawdę chcesz wiecej? Jak chcesz
                    więcej, napisz coś nowego, to w końcu twoja praca:)
                    Co do zarobku 1000 złotych, to to były mniej więcej moje studenckie zarobki i
                    naprawde da się za to przezyć, opłacic rachunki <nieregularnie:)> i wydac
                    pokoło 300 pln na ksiązki miesięcznie. Wystarczy ograniczyc inne nałogi:)

                    P:)
                    • skajstop Brain... 27.12.06, 13:46
                      Zdumiewasz mnie coraz bardziej, choć od ebboków odchodzimy. Hardcover/paperback
                      - no super. Kiedy mówisz o Grocholi sprzedającej tryliard egzemplarzy - to się
                      sprawdzi.
                      Ale weź autora, który sprzedaje średnią rynkowa, czyli kilka tysięcy egz
                      paperbacka a 30 zł. A teraz każ wydawcy wydać jego nową książkę w harcoverze, a
                      45-50 zł. Wiesz ile się sprzeda?

                      Sorki, ale jedziesz oderwaniem od życia wydaniczego, bracie. Na polskim rynku i
                      dla polskich autorów/wydawców to by oznaczało bankructwa & wycofywanie się z
                      rynku. Recenzjami nie zapłacisz czynszu.
                      Nb. są przeprowadzane takie eksperymenty z harcoverami. I przypadkiem znam
                      wyniki sprzedaży. Są TRAGICZNE.
                      • braineater Re: Brain... 27.12.06, 14:00
                        Skaju, dir. Ale dlaczego ty próbujesz odpowiedzialnośc za niepowodzenie
                        hardcoverów, czy łotewer, jakichkolwiek ksiązek zwalasz na czytelników? Czemu
                        nie patrzysz na wydawców, którym sienieopłaca panie, kto to kupi, nie bedziemy
                        tego reklamowac, szkoda kasy. Na hurtowników, którym sienieopłaca panie, no co
                        ja wam tego wezme piec egzemplarzy i mi będzie zawyżac stany magazynowe, na
                        księgarzy, którym sienieopłacapanie, bo ja panie na podreczniku zrobię obrót 10
                        razy wiekszy niz na tej pana powiesci, kto mi to kupi. Że się powstrzymam od
                        złoścliwości i nie wspomne o pisarzach, bo wiadomo <cytując klasyka
                        wspólczesnej mysli socjologicznej>, ciemny lud wszystko kupi:) Żyjemy w czasach
                        kulturowej nadprodukcji i logicznym jest, że nie kazdemu musi sie udac, ale
                        chętnych do posmarowania ksiązkowego chlebka pysznym masełkiem zysków jest od
                        ch.. i do kwadratu < w tym i owszem, ja>.
                        A na końcu tego łańcucha pokarmowego sa czytelnicy, których traktuje się
                        <uogólniam strasznie na potrzeby wywodu:)> jak tuczne gęsi, no bo w końcu od
                        kogoś te kasę nalezy wyszarpać. Serwuje im sie ckliwe bajeczki o wzruszajacym
                        losie pisarza, o dogorywających z głodu wydawcach, o korektorkach po raz siódmy
                        zaparzających te sama kawę z tych samych fusów, bo nie stac je na nowe fusy,
                        starając sie sprawić wrazenie, że jesli nie kupimy jakiegos tekstu to będziemy
                        mieli na sumieniu pare trupów i gorsi będziemy niż głód w Etiopii.
                        A w sumie powinno byc tak, jak w innych zawodach - twoja ksiązka sie nie
                        sprzedaje? znak li to, ze:
                        a)napisałes daremna książkę.
                        B)Masz wydawcę łamagę
                        c) nie pijesz z własciwymi recenzentami.
                        Kazdy z tych elementów powinieny byc pwodem do zastanowienia się nad zmiana
                        zawodu, lub motywacja do poszukania wydawcy, któremu się chce.

                        P:)
                        • skajstop Re: Brain... 27.12.06, 14:27
                          Mylisz się - ja nie zwalam odpowiedzialności na czytelnika. Wręcz przeciwnie,
                          bowiem Twoje pomysły na przestrzeni 2-3 bardzo znacznie ograniczyłyby ofertę
                          wydawnictw.

                          Po prostu Tobie się, odnoszę wrażenie, wydaje, że rynki są takie same. Ale nie
                          są, Brain, i przywoływanie hardcovera z rynku miliardowego, anglosaskiego, to
                          zupełnie co innego niż postulowanie pierwszego wydania HC w Polsce, gzie i bez
                          tego sprzedaż jest niska, bo to rynek mały, i w dodatku społeczeństwo biedniejsze.

                          Upraszczasz sobie wywód, zwalając wszystko na nieudolność wydawnictw,
                          hurtowników czy pisarzy. Mamy niemal te same koszty wydania książki co w
                          Stanach, ale rynek - powiedzmy - 25 razy mniejszy. Twoim zdaniem to w ogóle nie
                          rzutuje na sytuację. Moim, rzutuje bardzo silnie.

                          Wiesz, jaki byłby finał, gdyby posłuchać Twoich rad? Debiutanci, nawet z dobrymi
                          książkami, byliby wydawani rzadko. A gnioty sprawdzonych pisarzy wychodziłyby
                          jeszcze częściej niż do tej pory. Bo wydawcy jeszcze bardziej niż teraz
                          ograniczaliby ryzyko wpadki.

                          Nb. to nie ma związku z moja sytuacją, jak wiesz. Ale snuję swoje teorie w
                          oparciu o praktykę (i tylko dlatego się tak mądrzę ;p)
                          • kubissimo Re: Brain... 27.12.06, 14:48
                            a mi sie wydaje, ze na Zachodzie ten system trojpolowki (czy raczej
                            trojokladki) dziala li i jedynie w odniesieniu do bestsellerow, lub nazwisk
                            bardzo sprawdzonych, co to wiadomo, ze rzesze czytelnikow kupia w ciemno nawet
                            twarda okladke obitą w skórę i wysadzana diamentami.
                            chyba nawet taki harry potter, ktoren okazal sie kura wyspecjalizowana w
                            zlotych jajach zaczynal od paperbacka, a dopiero gdy nastapil glosny boom, to
                            zrobili dodruk w HB i od tej pory juz go puszczali w takim trybie
                          • braineater Re: Brain... 27.12.06, 14:52
                            Hej, znowu to robisz:)
                            Mamy te same koszty co w Stanach i mniejszy rynek. Abstrahując od zwiększenia
                            rynku, chociazby przez promocję czytelnictwa (Cała Polska fajnie, że czyta
                            dzieciom, ale dorosłym też należałoby przypominac o czyms takim jak ksiązki),
                            to tu tez ruch nalezy do wydawców własnie. Gdyby koszty wydania ksiązki były
                            naprawde zaporowe, to nie wierzę ze częśc z nich nie potworzyłaby jakiś
                            lobbystycznych zrzeszeń <tworzą je i dzis> i nie lobbowała za ustawami
                            pozwalającymi obnizyć koszty produkcji. A co robią wydawcy dzis? - razem z
                            ksiegarzami lobbują ustawy ukierunkowane na skasowanie tanich jatek, bo
                            zabijaja im rynek <do sprawdzenie czy to na wirtualnym wydawcy, czy na Portalu
                            Ksiegarskim, kiedys linkowałem projekt tej ustawy tutaj>. No to sorry - komu
                            tutaj zalezy na tym by ludzie czytali? w tym momencie nie ma się co dziwic
                            normalnym czytelnikom, że jak znajda ebooka, to go sobie sciagna i przeczytają.
                            Oczywiście tracisz na tym Ty jako autor <w tym watku traktuję Cię jak Czarnego
                            Luda mówiącego w imieniu wiekszości piszacych:)>, ale nie jest to powód by z
                            mieczem w dłoni i arabskim prawem poużynac łapy złodziejskiemu czytelnikowi,
                            tylko raczej motywacja do tego, by usiąśc z Twoim wydawcą i zagaic temat, ty
                            stary, a nie mógłbym byc tańszy?
                            Po tysiąckroć sprawdzone zostało, że barierą cenowa na artefakt kulturowy -
                            film, cd, ksiązkę, jest suma 20-25 zet. By sprzedać cos drożej musisz albo
                            zrobic cos naprawde oryginalnie wybitnego, albo wmówić odbiorcy elitarnośc
                            danego artefaktu. Że ksiązki w cenie 20 zet można wydawac i co ważniejsze
                            opłaca sie wydawać, to mozesz sprawdzic po pocketowych seriach z noir sur
                            blanc, muzy, rebisu, dolnoślaskiego i zielonej sowy <choc tu inny przypadek bo
                            to w wiekszości klasyka, która powinna tak czy tak byc dostępna za darmo - i
                            jest:)>.
                            I teraz do ostaniego akapitu - jesli jestes wydawcą, to twoim głownym skillem w
                            tym zawodzie powinna byc umiejetnośc rozpoznawania dwóch rzeczy - dobrej
                            literatury i tekstów, które sie sprzedają. Chcesz z czegoś zyć, więc wydajesz
                            te drugie, ale jesli jestes Wydawcą, a nie producentem książek, wydajesz tez te
                            rzeczy z kategorii pierwszej, wiedząc, że prestiz ma takie samo znaczenie dla
                            firmy, jak zyski <a nawet czasem większe>. Możesz być drugim Amberem czy
                            Harlequinem (przeciętna cena Harlequina - poniżej 20 zet) i doskonale życ z
                            gniotów, albo możesz tak prowadzic wydawnictwo by z wydawania gniotów nie tylko
                            zyc, ale utrzymywac tez prestiż.
                            Czytelnik nie ma tu nic do zrobienia, prócz pójścia do księgarni, i
                            zdecydowania czy chce kolejnego Grishama, czy tez pragnie obcować z Dziełem,
                            czy czyms tam z dużej litery. I znów - ty jako pisarz musisz umieć mu wmówić,
                            że ta ksiązka jest własnie dla niego, wydawca, musi go pobłogosławic prestiżem
                            płynącym z wydania w odpowiedniej serii. A ebook wydatnie ułatwia dotarcie do
                            takiego niezdecydowanego czytelnika. Przeczyta z ekranu, dojdzie, że wielkie,
                            stwierdzi, że w oczach krewnych i znajomych posiadanie tegoz Dzieła na pólce
                            podniesie jego prestiz społeczny, więc pójdzie i nabedzie. Pod warunkiem, że
                            nikt nie będzie próbował go orżnąc na więcej niż 25 zet (no 29,99 ostatecznie:)>

                            P:)
                            • skajstop Re: Brain... 27.12.06, 15:15
                              braineater napisał:

                              > Gdyby koszty wydania ksiązki były
                              > naprawde zaporowe, to nie wierzę ze częśc z nich nie potworzyłaby jakiś
                              > lobbystycznych zrzeszeń <tworzą je i dzis> i nie lobbowała za ustawami
                              > pozwalającymi obnizyć koszty produkcji.

                              Sorki, ale PRL minął dawno temu.

                              > A co robią wydawcy dzis? - razem z ksiegarzami lobbują ustawy ukierunkowane na
                              > skasowanie tanich jatek, bo zabijaja im rynek

                              Ale dlaczego się dziwisz? Masz tanie jatki na Zachodzie? Inna sprawa, że nie w
                              tanich jatkach tkwi prawdziwy problem.

                              > tylko raczej motywacja do tego, by usiąśc z Twoim wydawcą i zagaic temat, ty
                              > stary, a nie mógłbym byc tańszy?

                              Khem, ja się słabo nadaję, bo akurat moj wydawca w mojej niszy, jak wiesz, ma w
                              stosunku cena/objętość najniższe ceny właśnie.
                              Zgadzam się. Ale tym sposobem schodzisz o parę zeta, a nie o połowę.

                              > Że ksiązki w cenie 20 zet można wydawac i co ważniejsze
                              > opłaca sie wydawać, to mozesz sprawdzic po pocketowych seriach z noir sur
                              > blanc, muzy, rebisu, dolnoślaskiego i zielonej sowy <choc tu inny przypadek
                              > bo to w wiekszości klasyka, która powinna tak czy tak byc dostępna za darmo -
                              > i jest:)>.

                              Brain, słoneczko Ty moje, problem w tym, że to NIGDY nie są pierwsze wydania. To
                              są owe pewniaki, o których piszę wcześniej. I wydawca już na I wydaniu zarobił.

                              > I teraz do ostaniego akapitu - jesli jestes wydawcą, to twoim głownym skillem
                              > w tym zawodzie powinna byc umiejetnośc rozpoznawania dwóch rzeczy - dobrej
                              > literatury i tekstów, które sie sprzedają. Chcesz z czegoś zyć, więc wydajesz
                              > te drugie, ale jesli jestes Wydawcą, a nie producentem książek, wydajesz tez
                              > te rzeczy z kategorii pierwszej, wiedząc, że prestiz ma takie samo znaczenie
                              > dla firmy, jak zyski <a nawet czasem większe>.

                              Ale mówimy o proporcjach. To, co Ty proponujesz, prowadzi właśnie do obcinania
                              pieniędzy na fanaberie i debiuty ;p

                              Ja wiem, że interesy wydawców i czytelników są rozbieżne. Ale moim zdaniem
                              przeceniasz pojemnośc rynków, za to niedoszacowujesz rzeczywiste koszty wydawnicze.
                              • kubissimo Re: Brain... 27.12.06, 15:20
                                "Masz tanie jatki na Zachodzie?"

                                oczywiscie, ze masz. na samym amazonie masz opcje marketplace, gdzie kupujesz
                                zarowno ksiazki uzywane jak i nowe egzemplarze pochodzace z takich wlasnie jatek
                                • skajstop Re: Brain... 27.12.06, 16:24
                                  OK, ale mnie idzie o takie, do których ksiażka trafia po pół roku, a nie po paru
                                  latach. Bo wizja Braineatera, jak ją rozumiem, sprowadza się do tego, że albo
                                  książka jest bestsellerem, albo po pół roku znajduje się w taniej jatce, żeby ja
                                  sobie kupił taki cierpliwy czytelnik, który nie czuje potrzeby zakupu w
                                  pierwszym miesiącu ;p

                                  Mam wrażenie, że jednak książki na Dzikim Zachodzie żyją dłużej, choć przeceny
                                  się zdarzają, sprzedaże pakietowe etc. Idzie mi o metodę Zyska, który po pół
                                  roku co niesprzedane, pcha do jatek.
                              • braineater Re: Brain... 27.12.06, 15:31
                                > Sorki, ale PRL minął dawno temu.
                                Ale to własnie jest czysty wolny rynek, gdzie główna częśc pary idzie w
                                obniżanie kosztów produkcji. Jak myslisz czemu wydawnictwa z wielkiej czwórki
                                podrecznikowej Oxford, MacMillan, Longman, Langensheidt drukują swoje ksiazki w
                                Hong-Kongu? Czemu spora częśc naszych ksiązek leci przez prasy w Czechach? Po
                                to by były t.a.ń.s.z.e. Co nie pozstaje bez wpływu na ceny w detalu.
                                Tanie jatki, sekondhendy, zrzuty z magazynów sa wszedzie. Wiekszośc krajów ma
                                ustawy regulujące czas po jakim ksiązki moga spaśc na jatkę, ale jesli wydawca
                                chce obniżyc koszty magazynowe, to może te ustawy w miare legalnie obejśc, tak
                                by nie musiec oddawac książek na przemiał - co w Polsce jak wiesz, jest
                                procederem popularnym.
                                Co do pocketów to zgoda, że to nie sa pierwsze wydania, ale co stoi na
                                przeszkodzie by nimi były? Chęc zmaksymalizowania maksymalnych zysków? bo nie
                                widze innego powodu.

                                P:)
                                • staua Re: Brain... 27.12.06, 16:19
                                  Cos w rodzaju jatek jest tu w kazdej ksiegarni - zawsze jest dzial z "Tania
                                  ksiazka" i sa tam perelki (nienowe, ale perelki) w hardbackach za 1-5 dolarow.
                                  Nie moge sie powstrzymac i wychodze stamtad zawsze z co najmniej piecioma
                                  ksiazkami :-)
                                • skajstop Re: Brain... 27.12.06, 16:27
                                  Ale nie ustawami, Brain, a to było sensem mojej uwagi do Ciebie. To sie robi
                                  schodząc z kosztów i wyraźnie napisałem, że owszem, zejdziesz, ale nie o połowę,
                                  tylko o kilka zeta, 10-15 procent ceny. Paperbacka za 10 zł w ten sposob nie
                                  uzyskasz.

                                  Uwaga a propos kosztów druku jest super, jednak to ma sens, gdy sprzedajesz
                                  nakłady podręczników, a nie prozy WABowskiej po 1000 egzemplarzy.

                                  Jeszcze a propos pocketów jako pierwszych wydań, na przeszkodzie prawdopodobnie
                                  stoi najpierw licencja, a następnie kalkulacja zysków ;p
                                  • braineater Re: Brain... 27.12.06, 17:35
                                    Robi się to ustawami. Wszędzie - po to istnieje funkcja lobbysty <u nas masz
                                    egzemplum żywe na przykładzie pana Palikota - tylko się bidusia pod niewłasciwą
                                    partię podpiął:)> robi się tez to państwowymi subsydiami - od stypendiów,
                                    grantów, po nagrody i bezpośrednie dotowania rzeczy niszowych. Gdybysmy zyli w
                                    normalnym kraju, Krajowy Instytut Ksiązki i organizacje pokrewne zajmowałby się
                                    własnie takimi działaniami, a nie sprawdzaniem czy Brzechwa miał napletek, i
                                    czy jego babcia nie donosiła na dziadka za rzepkę.
                                    Co do tanich jatek, najbardziej chwalonym jest z tego, co się orientuję, model
                                    francuski, czyli taki w kórym książka leci na jatki po roku od pierwodruku. I
                                    wszyscy sa zadowolenia a Francja obok Rosji robi chyba nadal za centrum
                                    europejskiego czytelnictwa.
                                    Jeszce jedno, bo mi się z ta Francja skojarzyło: jak spojrzysz na tłumaczenia
                                    mniej popularnych rzeczy z francuskiego, to niewatpliwie znajdziesz, że ksiązka
                                    powstała przy pomocy takiego a takiego ministerstwa, z dotacji takiej a nie
                                    innej. W książkach z Czarnego czesto znajdziesz tez takie informacje - że
                                    wydanie Brussiga dotuje niemieckie ministerstwo kultury, że kogoś tam inne
                                    ministerstwo, a kogos państwowa fundacja. I to jest rozwiazanie które działa w
                                    praktyce, pozwala lansowac rzeczy offowe, oszczędzając wydawcy kosztów, co
                                    powinno, ale niestety sie nie, przekładac na cene ksiązki w detalu.

                                    P:)
                                    • skajstop Re: Brain... 27.12.06, 18:05
                                      Łomatko, jeszcze polityków wrzucasz do naszej "afery ebukowej" ;p

                                      To, o czym piszesz, to raczej porządkowanie rynku niż ustawy, dzieki którym
                                      wymusi sie niższe ceny. Trudno z tym polemizować - szlag trafi rynek wydawniczy,
                                      o ile szybko się pewnych rzeczy nie zrobi.

                                      Rok - Brain, to wciąż krótko, choć już można rozmawiać. Dwa lata - ok. Ale nie
                                      pół roku. Wiesz, że Zysk omal nie zbankrutował na tym właśnie, że wielu
                                      czytelników spokojnie odczekiwało te pół roku, aż wydawca ześle książki do
                                      jatki? To stanowczo za krótko.

                                      Co do książek dotowanych, inna bajka, ale tu nie ma pola do dyskusji, bo ja też
                                      uważam, że książki dotowane powinny być tańsze, i chociażem liberał, to bym
                                      strzelał, albo i ustawy piętnujące wprowadzał, albo od razu pod pręgierz tych
                                      nieprzestrzegających.

                                      Tyle tylko, że ten wątek zjeżdża w stronę porządkowania rynku, a nie sposobu na
                                      uzyskanie sprzedaży np. 30 tysięcy paperbacka po 20 zł :-)

                                      PS. W kwestii promowania literatury - czy mi się wydaje, czy co roku ileś tam
                                      tytułów dostaje dotacje państwowe na wydanie? I jakoś (poza nielicznymi
                                      wyjątkami) nie są to głośno dyskutowane tytuły...
                                      • e.lalka e-book 27.12.06, 20:22
                                        Jaja se robicie chyba, co? Prosta żem baba ale wydaje mi sie, że K A Ż D Y
                                        pisarz, który spróbuje przedrukowac cokolwiek w formie elektronicznej, tylko
                                        zarobi na sprzedaży papierowych egzemplarzy.
                                        Wiem, biedny mój King natenprzykład, co to przejechał się na płatności
                                        czytelniczej w sieci, ale w/g mnie zrobił jeden błąd - wszystko powinien
                                        drukować za darmo, bez liczenia na hipotetyczny zysk od fanów.
                                        Nie lubię czytać czegokolwiek z ekranu, nawet news'ów. Nie lubię drukować. Ale
                                        lubię wiedzieć, że któryś z autorów takiej formy próbuje i wtedy kupuję
                                        ksiażkę. Choćby i za więcej niż 30 zł.
                • kubissimo Re: Utopia 27.12.06, 13:29
                  chich, uwierz mi, ze moj brat mieszkajacy na obrzezach gminy centrum nie moze
                  miec w domu sensownego internetu. to jest osiedle domkow jednoroodzinnych, wiec
                  nie ma szans na kablowke, a siec telefoniczna jest tak stara, ze neostrada nie
                  daje rady. W tym momencie jedzie na internecie radiowym, a tam transfer zalezy
                  od tego, w ktora strone zawieje wiatr, czy nie leci samolot, albo czy aby nie
                  pada. taka karma
            • kubissimo Re: wiecej takich 27.12.06, 13:26
              no nie wiem, tzn. dla mnie cala ta dyskusja powinna sie odbywac gdzie indziej,
              bo akurat w kwestii ksiazek nie mam wielkiego doswiadczenia pirackiego. Ebooki
              do mnie nie trafiaja i jezeli nie trzymam w reku kilkudziesieciu/set stron
              papieru w okladce, to nie mam wrazenia, ze czytam ksiazke. a co do rozmiarow
              zakupow to bardziej ogranicza mnie moj domowy Lebensraum* a nie finanse ;)

              co do praw autorskich to kiedys nad tym myslalem i to co napisales to jednak
              troche jednostronne spojrzenie na sprawe. Bo to tak samo jakbys obstawial, ze
              po smierci ojca powinno sie odbierac dzieciom jego majatek, bo przeciez reki do
              jego zdobycia nie przylozyly. W przypadku artysty to jednak forma
              zabezpieczania przyszlosci swojej rodzinie i tu jednak nie bylbym tak radykalny
              jak Ty, chociaz musze przyznac, ze czasami egzekutorzy praw autorskich robia
              rzeczy absurdalne (chociazby casus Kubusia Puchatka), a i spory prawne
              faktycznie potrafia blokowac wznawianie dziela (bardzo biezacy casus Jasienicy)
              ______________________
              * nie wiem czy ktos z Was widzial w swieta wywaid Miecugowa z Krzysztofem
              Globiszem? Hesus, jaka on ma piekna biblioteke w domu. <skowyt zazdrosci>
              • Gość: brain systemcięmać Re: wiecej takich IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.06, 13:45
                Ale to Kubu, tak po mojemu, na prosty chłopski rozum, powinno regulować prawo
                spadkowe, nie autorskie. Nalezałoby wypracowac jakiś rozsadny kompromis, by nie
                doprowadzić do sytuacji znanej chocby z 'Był sobie chłopiec' gdzie Hju Grąt,
                zyjąc z tantiem za piosenke swojego ojca, powaznie się zastanawia, czy nie
                kasowac kolędników za kazdorazowe odspiewanie tejże piosnki. Kilka pomysłów
                jest w 'Wolnej Kulturze' Lessinga, kilkanascie nastepnych na stronach Creative
                Commons - link w sygnaturce.
                Można by było przeciez rozsadnie ustalić, że scedowanie praw autorskich na
                spadkobierców trwa tylko jakis okreslony okres czasu - powiedzmy 10-15 lat, w
                trakcie którego moga sobie z nim robic co chca za wyjatkiem podsprzedawania, po
                czym dane dzieło wchodzi do wolnego obiegu, co oznacza, że nikt nie może na nim
                zarabiac, a dostepne jest dla wszystkich. To jest kwestia jednej, dwóch ustaw.
                Zagadka na zakończenie: wiesz o ile w przeciągu ostatniego stulecia wydłużył
                się okres ciagłości praw autorskich?

                P:)
                • kubissimo Re: wiecej takich 27.12.06, 14:14
                  eeee, nie wielm ile wynosil wczesniej i czy chcesz odpowiedz w procentach, czy
                  czym tam. wiec moze po prostu mi powiedz :)
                  • braineater Re: wiecej takich 27.12.06, 14:26
                    no dobra, gópia zagatka:)
                    Na początku wieku, prawa autorskie mogłes dostac najwyzej na 10 lat.
                    Na końcu rekordy wynosza już ponad 120 lat.

                    P:)
                • zdanka1 Re: wiecej takich 27.12.06, 15:16
                  Bo ja wiem? :))) e-booków nie sciągam , albo niezbyt czesto - meczy mnie
                  czytanie w tej formie. Obawiam sie, ze powszechne e-booki wykańczaja raczej
                  kogoś innego niż beletrystów , a mianowicie...mądrych panów i panie w okularach
                  wydajacych ksiązki naukowe i tzw. ksiązki naukowe:) Im rzeczywiscie taka forma
                  moze zaszkodzić, zwlaszcza, ze zazwyczaj ich ksiązki czytaja albo umęczeni
                  studenci, albo psychopaci, którzy wydajac 40 zł , w myslach dodaja, ze 10 zł z
                  50 starczy jeszcze na tanią cwiartkę i nie będę musieli jesc:)))

                  Zreszta najbardziej przeciw rynkowi e-booków protestowaliby kolesie z rodzimej
                  literatury - Akunin moze sobie pozwolić na pewną nonszalncę, bo dobrze sie
                  sprzedaje. Wyobrazacie sobie natomiast Ziemkiewicza wydajacego tę
                  nieszczesna "Michnikowszyznę " w e-booku?
                  • braineater Re: wiecej takich 27.12.06, 15:24
                    Michnikowszczyzna w ebooku po sieci krązy spokojnie od miesiaca, jak nie
                    dłużej, jak i inne książki Urbana IV RP, jak ktos go ładnie skwitował na f.
                    Kraj i nie widac by jakos powaznie płynęło to na wyniki sprzedaży. Jak nikt nie
                    czytał Skarbów Stolinów jak wyszły w ksiązce, tak nikt nie czyta ich i w
                    ebooku, jak ludzie chcą czytac Pieprzony Los Kataryniarza, to maja go z reguły
                    i na dysku i na półce. Ta zaleznośc naprawde istnieje tylko na zasadzie
                    myslenia magicznego, że gdyby nie ebook to sprzedalibyśmy o pierdyliard
                    egzemplarzy wiecej, kiedy rzeczywistośc jest taka, że jak kto nie ma ochoty, to
                    oleje zarówno ebooka jak i papierzaka.
                    Co do akademickich to w sumie masz racje, ale z tego i tak nigdy nie było
                    dochodu:)

                    P:)
                    • staua sluchajcie 27.12.06, 16:24
                      (tez mnie wylogowuje co minuta, co sie dzieje?)
                      bardzo mi sie podoba ta dyskusja. Mam wrazenie, ze wszyscy maja troche racji.
                      Moze dopuszczalnym rozwiazaniem byloby wprowadzenie ebooka w momencie wydania
                      pocketbooka (o ile system tej "trojpolowki" rzeczywiscie by dzialal - o ile
                      wiem, w Polsce rzeczywiscie masa ksiazek jest wydawanych tyko w paperbackach),
                      bo ci, co mieli kupic, juz kupili, a ci, co by nie kupili, moze chociaz
                      przeczytaja ebooka i w ten sposob poznaja autora lub te akurat ksiazke, a moze
                      i kupia po przeczytaniu...
    • kamkap Re: wiecej takich 27.12.06, 13:11
      Ja myślę, że kto nie chce kupić ksiązki to i tak nie kupi. Od czego są
      biblioteki? Takie książeczki do jednorazowego przeczytania nie kupię, bo mi
      szkoda kasy, szukam w sieci lub pożyczam z biblioteki. a większość książek,
      które chcę mieć na własność, mimo, że mam też na dysku, kupuję, bo po prostu
      lubię wersję tradycyjną.
      Jeśli jakaś książka okazuje się niewypałem to sprzedaję na allegro, tam też
      kupuję większość książek.
      Niestety, książki są za drogie żebym mogła sobie pozwolić na kupno wszystkiego
      co chcę przeczytać.
      Znam wielu ludzi którzy tak robią.
      To, że książkę można znaleźć w sieci jest plusem i nie sądzę, żeby pisarze dużo
      na tym tracili. Dzieki temu trafią do większej liczby czytelników.
    • brun_11 no i gitara, dzieki 27.12.06, 17:33
      brejn, jest tego Akunina od metra, faktycznie,
      wlasnie sciagnalem Azazela w lacinskiej transkrypcji,
      w WorPerf 138 stron,
      zezre pare dolcow druk z kartridza,
      wiec jednak ktos zarobi,
      a zaraz poszukam tlumaczen na angielski
      i tak czy siak Akunin zarobi,
      bo kupie w ksiegarni,
      jedno przywaliles tylko z marzen niedosieznych -
      tych kilkuset pisarzy,
      (polskich masz na mysli?)
      niech na poczatek bedzie tuzin,
      tylko zeby po pierwszej stronie,
      jak z Akuninem, chcialo mi sie robic dalej
      select all, copy.... etc,
      i tu jest gwozdzik programu pogrzebany;
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka