Dodaj do ulubionych

Jan Drzeżdżon

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.01.07, 13:28
Bardzo, jak to mówią, kontrowersyjny pisarz. Dla jednych grafoman, dla innych
może nawet mistrz.

Ciekaw jestem, czy znajdzie się tutaj teraz jakiś zwolennik, a może i miłośnik
jego twórczości.

Dla tych, co nie wiedzą ocb - link z Wikipedii:

pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Drze%C5%BCd%C5%BCon
Obserwuj wątek
    • Gość: Nu! dodatek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.01.07, 14:01
      Dla zainteresowanych:

      tekst Jana Burnata ku pamięci Jana Drzeżdżona:

      kwartalnik-obok.pl/drzezdzon.html
      Dowiedzieć się możemy z niego, że wiele z dorobku pisarza pozostaje w rękopisach.
      W tym jego dziennik z lat 80.
    • waldemar_batura Re: Jan Drzeżdżon 08.01.07, 15:02
      Popatrz popatrz, czytalem jeszcze w dziecinstwie "Kraine Patalonkow" i jako
      naiwne dziecko nie mialem pojecia, ze autorem byl drugi Borges, jak wskazuje
      link w Wikipedii. Jak wiadomo, polscy Borgesowie nie tylko nie ustepuja
      zagranicznym, ale nawet ich przewyzszaja. ;-)
      Ach, gdyby tylko choc polowa namaszczonych przez Bereze jako geniusze
      rzeczywiscie nimi byla... Nobel dla Polaka co rok - trzeba by, jak przy
      Oscarach, wprowadzic osobna, poslednia kategorie dla autorow
      niepolskojezycznych. :-)
      Ale powaznie; zaintrygowaly mnie te opinie i sprobuje dorwac jakis "dorosly"
      kawalek pana D. Wtedy sie wypowiem.
      • nuzwykrzyknikiem Re: Jan Drzeżdżon 08.01.07, 15:15

        Ostatnio wróciłem do Drzeżdżona na troszkę, żeby "sprawdzić", i jestem
        pod wrażeniem.

        Wieczorem zamieszczę tutaj próbkę tej prozy, to się wyjaśni.
        • braineater bozesz ty mój 08.01.07, 15:52
          Nu ma login!:)
          Się statystykami przejąłeś, że nie obejmą nielogowańców?:)

          P:)
          • nuzwykrzyknikiem Re: bozesz ty mój 08.01.07, 16:07
            Na to forum wraca się jak ten syn marnotrawny.

            Naprawdę, to świetne miejsce na sieci. Masz szczęście czy honor być moderatorem
            takiego dobrego forum...

            Ja już nie mogę o Wielgusach czytać, bo nie oglądam to już od dawna.

            Książki rulez.

            BTW
            Wielgus jest autorem niezłej książki "Badania nad Biblią w starożytności".
            Bardzo zgrabna i pożyteczna pozycja. Polecam.
    • braineater Re: Jan Drzeżdżon 08.01.07, 15:50
      Mistrz to raczej nie, ale z fali kaszebsko-pomorskiego pisarstwa lat 80, to
      chyba jedyny oprocz Piotra Wojciechowskiego (a ten to dopiero popieprzone
      ksiązki pisze - Harpunnik Otchłani/Kamienne Pszczoły/Czaszka w Czaszce - sam
      mjut:), który ma szanse przetrwać. Patalonki są doskonałe,a z rzeczy
      niedzieciowych bardzo dobrze czyta się Miasto automatów, znaczy o wiele lepiej
      niż sztandarowego robocistę metaforystę onej epoki czyli wyrzygliwego
      megalomana Snerga i jego kompletnie nieudanego Robota, co w niektórych kręgach
      robi za masterpisa.

      P:)
      • waldemar_batura Re: Jan Drzeżdżon 08.01.07, 15:58
        braineater napisał:

        > znaczy o wiele lepiej
        > niż sztandarowego robocistę metaforystę onej epoki czyli wyrzygliwego
        > megalomana Snerga i jego kompletnie nieudanego Robota, co w niektórych
        kręgach
        > robi za masterpisa.
        >
        > P:)


        No, braineater, to masz pierwszy minus, jak mawial moj kolega ze szkoly.

        A teraz, gdyby maniery Cie zawiodly, podpowiem, ze wypadaloby drzacym ze
        strachu glosem spytac, co bedzie po trzech minusach. ;-)
        • Gość: brainsystemCięmać! Re: Jan Drzeżdżon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.07, 16:55
          Co się będe pytał - se zarobie na następnego:), stawiając tezę, że gdyby nie
          nachalny lans Snerga przez ParowskichOramusówHollanków, to po takich gniotach
          jak Według łotra, Trzecia Cywilizacja czy ORO (do dziś nie czytałem gorszego
          polskiego SF'a, a udało mi się zmęczyć prawie całego Wnuka_Lipińskiego oraz
          Pąkcińskiego:), to nikt by juz dziś o nim, ku chwale literatury, nie pamiętał.
          Ale nie trza było na szybko sprokurować 'polskiego Dicka', to się pusciło serię
          artykułów o niesamowitych teoriach filozoficznych pana Snerga (które tak przy
          okazji psują mi teorię, że jedynym narkotykiem w PRL'u był proszek IXI),
          dorzucic jeszce otoczke artysty przeklętego, dzielnego destruktora systemu, co
          mu system zrobił kuku, no i mamy legendę , rzec by się chciało, na miarę czasów
          i środowiska.
          Także dziękuję, nie jadam Snergów:)

          P:)
          • nuzwykrzyknikiem Re: Jan Drzeżdżon 08.01.07, 18:12
            Snerg... "Robota" czytałem iles tam razy, to samo z "Według łotra".

            Musiałbym "sprawdzic", czy ponowna lektura wytrzyma próbę czasu, ale z tego co
            pamiętam, to "Robot" był naprawde przyzwoitą SF. I fabularnie, i w
            poszczególnych pomysłach, i w warstwie ideowej to się trzymało kupy. Od tego w
            koncu jest sf, żeby pisać takie rzeczy. "Według łotra" - niezłe, jak pamiętam.

            Ale drobna uwaga.

            Te wszystkie pomysły były gdzieś już wałkowane indziej. Chocby Dick.

            A teraz hipoteza.

            Twórczośc Snerga (2 pierwsze książki ) czerpała swoją siłę z choroby
            psychicznej. Ludzie-roboty, Ludzie-manekiny... To ubrane w fabułę niby metafory
            pewnego konkretnego doświadczenia psychicznego. I dlatego Snerg jednak działa
            mocno w tych książkach. To co czytałem potem (próbowałem) to był juz bełkot
            niewąpliwy. Własnie jakby produkt spustoszonego chorobą umysłu.

            Pewien znajomy po obsunieciu się w świra nadaje na podobnych falach :
            sztuczniaki, "one", "te ku..", "manekiny", "kukieł", "kukła", i tak dalej.
          • waldemar_batura Re: Jan Drzeżdżon 08.01.07, 18:40
            Gość portalu: brainsystemCięmać! napisał(a):

            > Co się będe pytał - se zarobie na następnego:), stawiając tezę, że gdyby nie
            > nachalny lans Snerga przez ParowskichOramusówHollanków, to po takich gniotach
            > jak Według łotra, Trzecia Cywilizacja czy ORO (do dziś nie czytałem gorszego
            > polskiego SF'a, a udało mi się zmęczyć prawie całego Wnuka_Lipińskiego oraz
            > Pąkcińskiego:), to nikt by juz dziś o nim, ku chwale literatury, nie pamiętał.
            > Ale nie trza było na szybko sprokurować 'polskiego Dicka', to się pusciło serię
            >
            > artykułów o niesamowitych teoriach filozoficznych pana Snerga (które tak przy
            > okazji psują mi teorię, że jedynym narkotykiem w PRL'u był proszek IXI),
            > dorzucic jeszce otoczke artysty przeklętego, dzielnego destruktora systemu, co
            > mu system zrobił kuku, no i mamy legendę , rzec by się chciało, na miarę czasów
            >
            > i środowiska.
            > Także dziękuję, nie jadam Snergów:)
            >
            > P:)

            Napisałem długi post, który mi się zamknął przed końcem, więc w skrócie:
            niezależnie od "ORO" czy "Trzeciej" - które są co najwyżej szkicami, więc trudno
            je oceniać na równi z ukończonymi powieściami (niektórzy nawet wątpią tu w
            autorstwo Snerga), wyciąganie w ten sposób średniej z jakości wszystkich dzieł
            danego autora uważam za bezsensowne. Pozycji Keseya jako autora "Lotu..." nie
            powinny osłabiać "Jaskinie", bo tej pierwszej książce zawdzięcza trwałe miejsce
            w literaturze światowej, czego nie zmieni nawet 10 koszmarnych gniotów. Podobnie
            ze Snergiem: nawet gdyby ocenić negatywnie całą resztę jego twórczości (co jest
            przesadą), na zawsze pozostanie autorem "Robota". Książki wybranej swego czasu
            najlepszą pozycją fantastyczną wydaną w PRL, bijąc nawet dzieła Lema i
            Strugackich (choć tu oczywiście głosy się rozstrzeliły) - głosami czytelników, a
            nie krytyków, i to w czasie, gdy wpływ tych drugich był ograniczony, bo nie
            istniała nawet "Fantastyka", więc Twoja hipoteza odpada. Książki IMHO w pełni
            uzasadniającej porównania z Dickiem (którego też można by uziemić wyliczając mu
            średnią z jego książek i wypominając liczne knoty znacznie słabsze od
            "Ubika"). Książki moim skromnym zdaniem pozostającej arcydziełem światowej SF,
            poruszającym i na długo zapadającym w pamięć czytelnikom.

            Co do Twojego ostatniego pozostającego minusa, uprzedzam lojalnie; jeśli jeszcze
            raz odchylisz się od jedynie słusznej linii (dostarczę listę bezpiecznych
            poglądów i tematów, żeby było łatwiej), na forum mogą znaleźć się materiały z
            IPN-owskiej teczki na którą wpadłem zupełnie przypadkiem, a dotyczące TW o
            ksywie "Brain" i numerze 22342455/09. Tak, panie braineater; prawda nas wyzwoli,
            a forumowicze, nad którymi uzurpuje pan sobie uprawnienia władcze, mają prawo
            wiedzieć, co pan robił za PRL, a może nawet za okupacji! :-)
            • braineater Re: Jan Drzeżdżon 08.01.07, 20:46
              Oki, Waldemarze. Do tego by sobie zarobic na minusa trzeciego i teczkę, to
              trochę musze popracować - co zrobię, pozwolisz, sięgając po Robota raz jeszcze,
              bo moje wrażenia sa sprzed lat 10, kiedy miałem poważną jazdę na odmieńców SF i
              czytałem go równolegle z Dickiem własnie, co do którego i owszem się zgadzam,
              że pare powieści - Kosmiczne Marionetki, Dr Futurity - mógłbył sobie odpuścić,
              Zamiatinem, czy Żwikiewiczem (swoję drogą Delirium w Tharsys powinno być
              lansowane ciut bardziej niż Robot:) i stąd może mi się wyrobiło błędne zdanie,
              ale co do kontekstu ogólnego, to ja rozumiem głód arcydzieła SF w polskiej
              literaturze, które nie wyszłoby spod ręki mistrza Stanisława, ale, no wybacz -
              nie było takiego - blisko był Otceten z Wylegarnią, ale tylko blisko, no i
              zeszło sie chłopu na dwadzieścia lat przed publikacją. Na dziś, bez powtórki
              Robota i nico podważając Twoja opinie o czytelniczych wyborach, co stoją za
              legendą Robota, zasugeruję, że mogło być, że był to okres w którym naród bez
              mydła łykał każda dystopię w której można się było dopatrzyć opowieści o tym,
              jak pognębic komucha. Weź pod uwagę fakt, że to były czasy, kiedy ludziom humor
              poprawiały takie koszmary jak Jan Pietrzak czy niezrozumiałe dla mnie
              kompletnie mutanty z kabaretu Tey - znaczy wystarczyła najlżejsza aluzja do
              systemu i jego błędów i wypaczeń, by odnieść sukces - patrz zreszta inna
              kariera na poletku fantastycznym, czyli powieści Janusza Zajdla (celowo
              powieści, bo tak naprawdę dobre sa tylko dwie - Cała prawda o Planeci Ksi i
              Limes Inferior), które generalnie do tego by były bestsellerami, musiały lecieć
              na jednym, antysystemowym schemacie. Z tym, że Zajdel miał dużo lepsza
              wyobraźnię od Snerga (przynajmniej mi się tak zda) i więcej do powiedzenia, no
              i kariere budował sobie doskonałymi opowiadaniami, stąd jego legenda jest dla
              mnie bardziej zrozumiała.
              Runda kolejna, jak przeczytam Robota:)

              P:)
              • waldemar_batura Re: Jan Drzeżdżon 09.01.07, 23:45
                Oki, Waldemarze. Do tego by sobie zarobic na minusa trzeciego i teczkę, to
                trochę musze popracować - co zrobię, pozwolisz, sięgając po Robota raz jeszcze,
                bo moje wrażenia sa sprzed lat 10, kiedy miałem poważną jazdę na odmieńców SF i
                czytałem go równolegle z Dickiem własnie, co do którego i owszem się zgadzam,
                że pare powieści - Kosmiczne Marionetki, Dr Futurity - mógłbył sobie odpuścić,
                Zamiatinem, czy Żwikiewiczem (swoję drogą Delirium w Tharsys powinno być
                lansowane ciut bardziej niż Robot:) i stąd może mi się wyrobiło błędne zdanie,
                ale co do kontekstu ogólnego, to ja rozumiem głód arcydzieła SF w polskiej
                literaturze, które nie wyszłoby spod ręki mistrza Stanisława, ale, no wybacz -
                nie było takiego - blisko był Otceten z Wylegarnią, ale tylko blisko, no i
                zeszło sie chłopu na dwadzieścia lat przed publikacją. Na dziś, bez powtórki
                Robota i nico podważając Twoja opinie o czytelniczych wyborach, co stoją za
                legendą Robota, zasugeruję, że mogło być, że był to okres w którym naród bez
                mydła łykał każda dystopię w której można się było dopatrzyć opowieści o tym,
                jak pognębic komucha. Weź pod uwagę fakt, że to były czasy, kiedy ludziom humor
                poprawiały takie koszmary jak Jan Pietrzak czy niezrozumiałe dla mnie
                kompletnie mutanty z kabaretu Tey - znaczy wystarczyła najlżejsza aluzja do
                systemu i jego błędów i wypaczeń, by odnieść sukces - patrz zreszta inna
                kariera na poletku fantastycznym, czyli powieści Janusza Zajdla (celowo
                powieści, bo tak naprawdę dobre sa tylko dwie - Cała prawda o Planeci Ksi i
                Limes Inferior), które generalnie do tego by były bestsellerami, musiały lecieć
                na jednym, antysystemowym schemacie. Z tym, że Zajdel miał dużo lepsza
                wyobraźnię od Snerga (przynajmniej mi się tak zda) i więcej do powiedzenia, no
                i kariere budował sobie doskonałymi opowiadaniami, stąd jego legenda jest dla
                mnie bardziej zrozumiała.
                Runda kolejna, jak przeczytam Robota:)

                P:)
                *
                Nie wdając się w Twoje pomniejsze herezje w stylu zrównywania głupiego Pietrzaka
                z Teyem ;-) - parę punktów w międzyczasie:

                1) Przeceniasz wpływ "opozycyjności" pisarzy na popularność ich dzieł w PRL-u,
                kiedy to większość czytelników (przynajmniej w okresie, o którym mówimy) wcale
                szczególnymi opozycjonistami nie była. Szczególnie wątpliwe byłoby to w
                przypadku dzieł tak pośrednio i metaforycznie wiążących się z buntowniczymi
                treściami jak "Robot" - równie dobrze ten czynnik mógłby zwiększyć popularność
                "Pamiętnika znalezionego w wannie" (ale wiemy, że nie wpłynął, bo ta książka nie
                była szczególnie popularna - więc wątpliwe, czy i przy "Robocie" miał
                jakiekolwiek znaczenie).

                2) I co do mojej skromnej osoby na wszelki wypadek stanowczo zaznaczam, że dla
                mnie żadne zasługi opozycyjne jako takie nie mają cienia wartości artystycznej
                czy literackiej.

                3) "Cała prawda o planecie Ksi" jest IMO gorsza, naciągnięta do wydumanego
                schematu. "Limes inferior" to stanowczo nr 1 Zajdla, natomiast wyżej od
                "Planety..." postawiłbym i "Paradyzję", i niedoceniane "Wyjście z cienia".

                4) Ale skoro już jesteśmy przy Zajdlu, warto zauważyć, że on akurat oceniał
                Snerga bardzo wysoko, no i wzorował na nim jakże sympatyczną postać Sneera. :-)
      • nuzwykrzyknikiem Re: Jan Drzeżdżon 08.01.07, 16:02
        Kiedyś "Robot" była dla mnie "the best". Nie niszcz mi mitu!

        "Miasto automatów" to pobojowisko mojego czytelnictwa.

        Ale bedę jeszcze walczył.

        Drzeżdzon posługuje się narracją baśniową chyba tak samo w dorosłych jak i w
        dziecięcych książkach. Nie wiem, czy jest jakaś formalna różnica.

        Na "Karamoro" całkiem umarłem, ale będę jeszcze walczył.

        Uważam, że warto się pomęczyć.

        Jestem bardzo ciekaw, czy się tu znajdzie ktoś, dla kogo Drzeżdżon to mistrz. Bo
        na takiego się nadaje, choć dla naprawdę nielicznych.
    • Gość: ddr Jan Drzeżdżon- o jak się cieszę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.07, 16:44
      wczoraj chciałem nawet o niego zapytać. Swego czasu bardzo namiętnie
      czytałem "Twarz Boga"
      • Gość: mutant Miasto automatów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.07, 18:16
        Hej,

        osobiście uwielbiam Miasto automatów, to jedna z moich ulubionych książek.
        Dostałam ją w podstawówce i oczywiście wymiękłam, to było stanowczo za
        wcześnie. Drugi raz się zabrałam pod koniec liceum. Pierwsze dwa rozdziały były
        trudne, potem się wciągnęłam. Od tamtej pory przeczytałam kilka razy.
        Podobieństwa do Borgesa nie widzę, raczej do... chciałam powiedzieć, że do
        realistów magicznych, ale też nie. Cortazar? Maybe... Ale po prostu Drzeżdżon
        to Drzeżdżon, co tu na siłę szukać podobieństw. Jest bardzo poetycki, rozwala
        mnie niektórymi zdaniami i symboliką scen. Jeśli zaś chodzi o samo składanie i
        dobór słów, porównałabym go raczej ze Stachurą.

        Nie jest to łatwa literatura, ale wbrew pozorom wydaje mi się dziś bardzo
        aktualna, bo odwołuje się do jakichś duchowych niepokojów, nie do końca
        definiowalnych pragnień.

        --
        Kiedy światło się w mieście zapaliło, jeden z anonimów coś niósł bardzo
        ciężkiego i zrzucił to na środek rynku.
        Co to jest? - zapytywano się.
        To jest krajobraz - odparł anonim, i wyprostował swoimi białymi rękami zmiętą
        trawę i kwiaty, a potem skropił wszystko zapachem lasu.
        Skąd wziąłeś ten krajobraz? - zapytano go.
        Wziąłem go ze swojego snu - wyjaśnił - i jak widzicie, jest trochę zniszczony,
        a od waszego patrzenia znacznie wyszarzał. Nikt jednak na rynku niczego nie
        widział i uznano anonima za oszusta.

        "Miasto automatów"



        • nuzwykrzyknikiem Re: Miasto automatów 08.01.07, 18:22
          Przeczytałaś Miasto automatów
          w liceum
          i Ci się w dodatku podobało?

          Rispekt!
          • Gość: Nu! Re: Miasto automatów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.01.07, 18:34
            Ale zapytam z ciekawości...

            Miałaś jakąś koncepcję, kim są właściwie te automaty, o anonimach nie wspomnę?
            Co reprezentują?

            Na co to sobie przekładałaś?
            • Gość: mutant Re: Miasto automatów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.07, 19:54
              Nie miałam konkretnej koncepcji, kim są automaty, anonimy, sędzia itp. Zresztą
              mam wrażenie, że ich role ulegały zmianie w trakcie powieści. Bardziej
              odbierałam takie "wibracje" - potrzeba wolności, intymności, piękna - z drugiej
              strony wtłoczenie w jakieś ramy, spłycenie, zniewolenie. Poznawanie granic
              swojej tożsamości, swojego świata. Płynność tego świata. Trochę to odbierałam
              jak poezję, gdzie nie wszystko da się jednoznacznie wytłumaczyć. I chyba do
              dziś tak odbieram. Ale może w tym jest siła tej książki, bo to pierwsze
              czytanie to było pod koniec lat 80., w zupełnie innej Polsce - a jednak ona się
              dla mnie nie zdezaktualizowała.

              Dzięki za uznanie :) Szczerze mówiąc, chyba najtrudniejsze książki mojego życia
              przeczytałam tak między 16 a 20 jego rokiem - sięgałam po Kafkę, Becketta,
              Conrada, Gombrowicza. Wtedy miałam taki głód poznania tego, co znane,
              (teoretycznie) ważne. Teraz może by mi się nie chciało. Chociaż, nie powiem,
              przy niektórych z moich dzisiejszych lektur pewnie bym wtedy wymiękła...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka