kierunekmekka
09.01.07, 07:00
Po upadku poprzedniego ustroju nastąpiła chwila euforii.
Potem były długie lata wychodzenia z depresji i permanentny kac. Po rządach
partyjnego betonu nastała era nowych elit. Polityków, dziennikarzy, kadry
kierowniczej, drobnych biznesmenów i księży. Ręka rękę myje, taki sam wał.
Wyjeżdżam. Nic prostszego.
Nie wiem co ostatecznie zmobilizowało mnie do wyjazdu. Po wieloletnich
wzdychaniach i wątpliwościach znalazłem się w Londynie. Stało się tak w wyniku
splotu życiowej konieczności, chęci poznania świata oraz kilku bliżej
nieokreślonych przypadków. Czyli właściwie cudem. Wylądowałem tam przerażony,
z duszą na ramieniu i dwoma obrazkami Matki Boskiej wetkniętymi pomiędzy
strony słownika. To matka w trakcie pakowania ukradkiem powierzyła mnie opiece
sił wyższych. Jeden miał za zadanie chronić mnie w trakcie lotu, drugi już na
miejscu, na obcej ziemi.
Od strony formalnej cała sprawa wyglądała na tak dziecinnie prostą, że
wydawało by się iż niemal każdy może to zrobić. Właściwie to nie ma nic
prostszego. Wystarczy, że siostra kupi ci bilet, matka spakuje, a ciotka
odwiezie na lotnisko z samego rana. Prowadził będzie wujek, bo mało która
ciotka miewa czynne prawo jazdy, skoro od tego rodzaju prac ma męża. Niestety
to mylne wrażenie, relatywnie niewiele osób może się porwać na takie
przedsięwzięcie, mimo że nie ma w nim nic specjalnie nadzwyczajnego. Należy
jedynie rozruszać nieco kości i pokonać własny strach, ale jak się okazuje
stać na to mało osób. Swoją drogą to chyba nawet dobrze. W przeciwnym wypadku
ten kraj już dawno przemienił by się w wyludnioną pustynie, na której
straszyłyby tylko opuszczone kościoły, przepełnione cmentarze i domy starców,
urzędy państwowe z urzędnikami przyrośniętymi do stołków, sejm pełen
wściekłych posłów i senatorów, a także niezniszczalne miasto Warszawa. W końcu
przetrwało dwie wojny, dwie okupacje, powstanie żydowskie i polskie, dziesięć
lat stalinizmu, czterdzieści socjalizmu z ludzką twarzą, piętnaście lat
demokracji, więc poradzi sobie także z emigracją na masową skalę. Ale dzięki
Bogu nic takiego się nie wydarzy, bo większości ludzi brakuje jaj.
Mission Impossible - jak na Okęciu oderwać się od ziemi
W drodze na lotnisko ciotka była spanikowana gorzej niż ja. W końcu Anglia to
obcy kraj, komuś kto nigdy nigdzie nie przebywał (czyli większości Polaków)
ciężko sobie wyobrazić jak tam jest, więc zawsze lepiej zakładać najgorsze. Z
kolei wujek milczał, widać było że jest w nienajlepszym humorze, ale nie ma
się czemu dziwić, bo kto lubi wstawać o czwartej nad ranem, po to tylko, żeby
odwalić za darmo fuchę taksówkarza. Chyba nikt.
W terminalu pożegnałem się z rodziną. Wcześniej nie miałem okazji być na
Okęciu, oni z resztą też. Kręcąc się po hali odlotów podziwiałem to nasze okno
na cywilizowany świat. Jeszcze przez te ostatnie parę chwil mogłem udawać
turystę, bo po tym jak przeszedłem odprawę stałem się zwyczajnym emigrantem,
który podobnie jak setka innych typków, takich samych jak on czeka w kolejce
na zapokładowanie. Wreszcie wsiadłem do samolotu, po raz pierwszy w życiu i
odleciałem w kierunku owej wyśnionej Anglii. Prawdą jest, że wtedy mi się nie
śniła, bo nie miała jak, skoro wcześniej nigdy tam nie byłem. Za to teraz, po
powrocie prześladuje mnie noc w noc. Sympatyczna, spokojna, łagodna, miła, ot
taki mój prywatny raj, z którego jestem eksmitowany każdego dnia, kiedy po
przebudzeniu następuje zderzenie z rzeczywistością kropka pl.
W międzyczasie musieliśmy poczekać solidne pół godziny na wolny pas startowy,
ponieważ Pożal się Boże Międzynarodowy Port Lotniczy stolicy
czterdziestomilionowego kraju nie jest przystosowany do obsługi jakiegokolwiek
większego ruchu pasażerskiego. (...)
www.iasc.waw,pl